Skocz do zawartości
Nerwica.com

Proszę o pomoc;((


GabiM

Rekomendowane odpowiedzi

Jestem mężatką od 3 lat, mamy cudownego dzieciaczka (pewnie powiecie, że to też z 'wpady'- nie nawidze tego słowa gdyż dla mnie dzieci biorą sie z miłości-tak dzidzia pojawiła się ciut za wcześnie, nie byliśmy przygotowani ale już wcześniej myślelismy o ślubie,mianowicie potajemnie więc się pobraliśmy). Hmmm...kocham męża nadal i zawsze kochałam ale różnie to się układało. Mieszkamy w małej miejscowości gdzie wszyscy sie znaja i wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Jego rodzice wpajali mu przez całe życie, że nie ważne z kim się ożeni tylko jak bogato, to była według nich podstawa sukcesu. Może... u mnie syt. była taka, że nie jestem jedynaczką ale mam wspaniałych rodziców, którzy dbają o mój byt materialny-mianowicie dostałam dom(stan surowy) wraz z działką-ale ku zaskoczeniu wszystkich-żle!! Tak teściowie strasznie się oburzyli, że ich syn ma wykańczac dom ponieważ ich zdaniem powinien mieszkac w moim domu rodzinnym, moi rodzice powinni się usunąc na dalszy plan a on powinien objąc 'władze'. I cały czas miałam przez to problemy i kłótnie od męża!! Za biedna, za mało majętna, do niczego się nie nadaje(ponieważ nie pracuje tylko studiuje i wychowuje dzidzie), nie potrafie sprostac jego wymaganiom, za mało inteligentna,naiwna w stosunku do moich rodziców którzy mnie wykiwają i nic nie dadzą..można wymieniac bez konca. Mieszkalismy z rodzicami moimi, gdyż tesciowie z góry zastrzegli, że u nich nie da rady bo mają dwie córki, dzieckiem też się nie zajmą bo nie mieszkamy u nich(chociaż nie byli o to proszeni). A jakieś 3 miesiące temu wybuchła awantura ponieważ mój mąż zaczął 'podskawiwac' do moich rodziców. Zaczął wypominac, że za mało od nas dostał (chodzi o posag), że ja mam natychmiast isc do pracy nawet za 400 zl a dziecko do żłobka, ze skoro chciałam dziecka to mam sobie radzic. Dodam jedynie, że on nie pracuje, jedynie u rodziców, którzy ostatecznie nic mu nie dali chociaż cały czas mi wypominał jacy to jego rodzice chojni bo mu powiedzieli, ze cos mu tam dadzą a jacy to moi żli i jak ich nie cierpi. Niestety prawda jest taka, że cały czas był sterowany przez mamusie, która kazała mu 'brac ile się da'. Wiedziałam, ze jest nie do końca szczera ale o takądwulicowosc jej nie podejrzewałam, tak strasznie fałszywa kobieta-szok. Ale nie docierało i nie dociera nadal, że krzywde robi jedynie swojemu synowi.

I tak juz 2 miesiące, mieszkamy oddzielnie, komunikujemy się ale zazwyczaj sms. Udaje jak to go bardzo interesuje dziecko i ja chociaż wątpie w to szczerze. Ale ja jestem twarda i nie dam sobą pomiatac, postanowiłam, ze z jego pomocą czy bez zamieszkam w moim ukochanym domku z dzidzia a skoro on nie chce to niech mieszka z mamusia. A dodam, ze dostałam propozycje zamieszkania w mieszkaniu, które miałby niby wynając mąz dla nas. Ale czy to ma sens skoro mamy gdzie mieszkac, całe piętro było nasze, jedynie gdyby się zachowywał byłoby ok. A powoli byśmy konczyli do bo z tego co mówi to ma fundusze ...

Nie wiem czy dobrze robie, pewnie nie, pomóżcie co mam robic, żeby rodzina znów była w komplecie, czy warto? Może lepiej zostac samotna matka ale kocham go mimo wszystko....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj,

 

Przedstawiłaś całkiem dużo elementów tej historii* - sprawa zdecydowanie nie jest prosta, nie wydaje mi się też zdecydowanie jednostronna.

 

Przedstawiłaś tu pewne, moim zdaniem, znaczące uchybienia ze strony męża - wydaje mi się że rozwiązanie tkwi w skonfrontowaniu go z tymi problemami - abyś przedstawiła mu wszystko co tutaj napisałaś (stronniczość, niezrównoważone oczekiwania, zbyt duża podatność na zdanie matki/rodziców) i sprawiła aby on podszedł do tych zarzutów poważnie, żeby zastanowił się nad sobą. Oczywiście on posiada swoją perspektywę na to co zachodzi między wami i musisz być gotowa spojrzeć przez jego pryzmat - tak jak on powinien zrobić to dla Ciebie.

Teraz najważniejsza kwestia - nie ma mowy, o konfrontacji "w cztery oczy". Zakładając, że bardzo dobrze oddałaś wpływ jego matki na niego, może to być człowiek który będzie się starał zmanipulować Ciebie w tej rozmowie i przekonać Cię, że jesteś winna (nic niebezpiecznego, nic nadzwyczajnego - wielu ludzi ma tę przypadłość, z różnych powodów). Powinno się to odbyć w obecności osoby trzeciej, postronnej, najlepiej psychologa - który będzie w stanie wyłapać takie momenty manipulacji faktami - wskazując tym samym na błąd w postrzeganiu.

Przyznam, że nie znam procedur przygotowawczych do sesji z psychologiem, ale prawdopodobnie korzystnym byłoby zebranie faktów które powstały wokół tego konfliktu, faktów które psują relację, wpływają na odczucia.

 

Cieszę się, że masz wystarczająco siły aby powiedzieć sobie, że możesz wyobrazić sobie życie bez niego. Pamiętaj, to dla Ciebie ogromny skarb który pozwoli Ci uniknąć pewnych błędów i który być może pomoże Ci wprost odbudować wasz związek.

Jeśli przyjdzie, jak mawiają, najgorsze - czyli rozstanie - pamiętaj też, że nikt nie będzie egzekwować od Ciebie tych deklaracji, że jesteś silna, że sobie poradzisz. Może być Ci wtedy ciężko, ale pamiętaj że Ty masz tą siłę i ona pozwoli Ci stanąć na nogi.

 

*zupełnie na boku - Twój opis wydaje mi się odrobinkę chaotyczny - być może dobrze byłoby to przesortować i skupić kolejne punkty historii na konkretnych wydarzeniach

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Monipulacja to jego drugie imie. On cały czas wini mnie za cała tą sytuację. Jego zdaniem wzięłam stronę rodziców a powinnam jego. Pewnie po części ma racje ale zostałam postawiona pomiędzy młotem a kowadłem. Cały czas mi podaje przykłady,jak się stara naprawic sytuację(przykład tego mieszkania). Ale cały czas tylko chce a niestety nic nie robi. Wcale nie jestem silna, robie tylko dobrą mine do złej gry, nie mogę sobie z tym wszystkim poradzic ale naszczęście mam dzidzie ona jest całym moim światem i mam dla kogo zyc-komuś jestem potrzebna. Gdyby nie ona to nie wiem co by było...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naprawdę dobrze to znosisz.

 

Powiedz, rozważałaś wspólne spotkanie z Twoim mężem i psychologiem? Mówisz, że oboje macie sobie pewne rzeczy do zarzucenia, że każde z was czuje się jakby wkładało do tego związku więcej - tutaj naprawdę potrzeba spojrzenia osoby trzeciej.

Mam tylko nadzieje, że jeśli się zdecydujesz i nakłonisz do tego męża to traficie na kompetentnego psychologa.

 

Powodzenia! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×