Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czy da się coś zrobić z sobą po 30?


Lennka

Rekomendowane odpowiedzi

Przeglądam to forum już od wielu lat. Najbardziej lubię te wątki, gdy piszecie, jak walczycie z problemami i idziecie do przodu. Sama mam bardzo niskie poczucie własnej wartości i mała wiarę w siebie. Zawsze tak było.  Gdy byłam dzieckiem, mama mi powtarzała, że nie warto się wychylac, lepiej siedzieć z boku i mieć spokój. Dopóki nie wyprowadziłam się z domu na studia, rzadko mogłam wychodzić z domu. Ciągle słyszałam jaką jestem nieudacznica, byłam bita, zdarzali się, że uciekałam z domu.  W szkole uczyłam się bardzo dobrze, ale nigdy nie odzywałam się nie pytana. Znając odpowiedź na pytanie, wolałam je powiedzieć komuś z ławki, żeby odpowiedział, niż ja miałam się odezwać przy wszystkich. Problem zaczął mi trochę przeszkadzać w liceum, gdzie nie miałam żadnych znajomych. Walczyć z tym postanowiłam na studiach, kiedy wyprowadziłam się z domu. i szło dobrze , skończyłam studia , poszłam do pracy. Na początku Szło mi bardzo kiepsko. Strasznie się stresowałam i znowu przestałam się odzywać. Bałam się kogokolwiek o coś zapytać. Czasami siedziałam przy komputerze i udawałam , że coś robię, bo wstydziłam się powiedzieć , że już skoczyłam, co miałam zrobić. Mialam dużo szczęścia ,ze przedłużono ze mną umowę. Po prostu prezes nie miał czasu na rekrutację kolejne a moje stanowisko jeszcze bardziej zdegradowano. Po pół roku zaczęłam stawać się pewniejsza , po roku sporo awansowałam. Po kolejnych miesiącach dostałam samodzielne stanowisko. Zaczęłam robić spore pieniądze dla firmy. Uwierzyłam w siebie i to że mogę rozwijać się. Że ta nieśmiałość minęła. Zmieniałam pracę i to był dramat. Znowu ten sam problem . Nie odzywałam się prawie do nikogo. Zwolnili mnie z powodu nieumiejętności pracy w zespole. Kolejna praca to samo, ale stamtąd mnie nie wywalili , tylko przez ponad dwa lata robiłam rzeczy, które mógłby robić dzieciak z podstawówki, ale chociaż dobrze płacili 😁 miałam tego dosyć i miesiąc temu zmieniłam pracę. Postanowiłam, że teraz się zmienie. Skończyłam własie 30lat. I wszystko miało być inaczej. Dostałam pracę w dużej korporacji, bardzo znanej firmie, na dość wysokim stanowisku. I tu znowu ten sam problem. Pierwsze dni były spoko. Ale im dalej , tym moja wiara w siebie spada do zera. Byłam już na paru spotkaniach , na których mało się odzywam. Kiedy mam się o coś kogoś zapytać , głos zaczyna mi drżeć, zaczynam się jąkać, mieszają mi się słowa. Na spotkaniach boję się odezwać, kręci mi się w głowie, nie rozumiem co się do mnie mowi. Najlepiej jakbym siedziała w kącie i tylko słuchała. Mam coraz więcej obowiązków, i gdy nie wiem , jak coś zrobić boję się kogoś o to zapytać. I nie wiem czemu. Zastanawiam się nad tym. Oni przecież wiedzą, że nie muszę wszystkiego umieć , nie będą się śmiać , krzyczeć itp. Nie wiem, czemu tak mi się dzieje. Chodzimy razem na obiad i ja nie wiem, o czym gadać. Siedzę cicho. Chciałbym coś powiedzieć , i nie wiem co. Jestem bardzo spięta . Muszę zacząć wychodzić z inicjatywa, rzucać pomysłami, które mam, ale wstydzę się panicznie coś powiedzieć przy wszystjich. Wracam do domu, to całe napięcie opada, a ja się zastanawiam, czemu się tak zachowuje. Analizuje to co było i nie mam pojęcia , co spowodowało wtedy, że sie nie odzywam.
Życie prywatne układa mi się. Mam faceta, z którym jestem szczęśliwa, planujemy przyszłość . A ja zamiast go szanować , wyżywam się na nim. Wszystko te negatywne emocje przelewam na niego. Potrafię obrazić się, nakrzyczeć na niego bez powodu. Jestem tego świadoma, przepraszam go, on wybacza i za jakiś czas to samo. Potem idę do pracy , jestem tam cicha myszka, wracam do domu i odreagowuje na nim. 
Najdziwniejsze jest to, że mój facet, rodzina , czy najbliżsi znajomi, nigdy nie powiedzieli by , że borykam się z takim problemem. Przy najbliższych jestem dusza towarzystwa, ciągle uśmiechnięta, nie boje się mówić.
Na studiach byłam u psychologa i psychiatry z tym problemem. Przez dwa lata bralam psychotropy i nigdy więcej nie chciałbym do nich wrócić. Spotkania z psychologiem pomogły mi. Lek przed ludźmi zmniejszył się, ale nie zbudowalam pewności siebie. Wtedy borykałam się jeszcze z odczuciem odrealnienia w sytuacjach społecznych. Udało się z tego wyjsc. Obydwoje powiedzieli , że nie miałam wtedy depresji, i ze to nie były żadne fobie, bardziej nerwica i chorobliwie niskie poczucie wartości. Czy jest ktoś , komu udało się po 30 zbudować prawie od zera poczucie wartości? Dużo czytam na ten temat, oglądam różne nagrania , próbuje pracować na sobą i wcale nie jest lepiej . 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć @Lennka,

Cytat

Czy da się coś zrobić z sobą po 30?

Dobre pytanie. Jeżeli nie, to jestem skończony.

12 minut temu, Lennka napisał:

Spotkania z psychologiem pomogły mi. Lek przed ludźmi zmniejszył się, ale nie zbudowalam pewności siebie. 

Mi specjaliści przypominają moje osiągnięcia. Gdy to nie pomaga rozmowa ustaje.

14 minut temu, Lennka napisał:

Czy jest ktoś , komu udało się po 30 zbudować prawie od zera poczucie wartości? 

Dotąd mi się nie udało.

 

Miłego dnia i powodzenia:)

johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trochę się da. Nie mówię, że jest to zmiana o 180 stopni, ale zdecydowanie jest. Do 35 moje poczucie wartości było nie tylko zerowe, ale nawet ujemne. Teraz się znacząco poprawiło, w czym niemały udział rodziny. Własnej, w sensie Żony i Córki. Może udało mi się też poukładać w miarę relacje z własnym ojcem, który miał niemały wpływ na to kim byłem i co o sobie myślałem. No bo wiadomo - najbardziej kształtujemy swoje poczucie wartości w dzieciństwie, jeśli w tym czasie ktoś ciągle nam powtarza, że jesteśmy nieudanym zlepkiem komórek - trudno uważać, że jest inaczej. To się utrwala niestety w podświadomości. Psychoterapia może pomóc czasem (mnie nie pomogła, ale... ja i tak wiem co było problemem). @Lennka rozumiem też Twój problem z tym wyobcowaniem w każdej grupie społecznej, też tak mam. Pracuję, ale wolę sam niż w zespole. Nie zawieram przyjaźni w pracy, z nikim nawet się nie koleguję na tyle, żeby pójść na piwo. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko się da tylko trzeba próbować tak długo aż się uda. 

Dzieciństwo i jakieś komunikaty przekazywane przez rodziców mogą zostawiać trwały ślad i rzutować na przyszłość. Czasami rodzice nawet robią to nieświadomie nie mając pojęcia jak może wpłynąć. 

Sama mam też z tym związane problemy ale uważam, że w dużej mierze zwalczyłam. Życie mnie w tym zakresie przeczołgalo, przemielilo, zmiazdzylo i wypluło jak odpad nikomu niepotrzebny. Odnaleźć się w nowej grupie jest trudno nawet zdrowym osobom czasami a co dopiero z obciążeniami. Spróbuj przełamywać się i jak się już przekonałaś potrafisz osiągnąć wiele w życiu. Bazuj na tym i niech stanie Twoja siła. Powtarzaj sobie codziennie, że jesteś wartościowa i bądź dla siebie dobra. Spróbuj pokochać taką jaką jesteś...walczysz o siebie i to już jest bardzo dużo. Nie musisz byc też taka jak inni ale bądź na tyle aby cię to nie ograniczało w pracy. 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja uważam, ze nie powinno się zmieniać na siłę. Udało mi się sporo podreperować poczucie własnej wartości jako osoba dorosła, ale nie dlatego, że się zmieniłam, tylko dlatego, że zaakceptowałam swoje ograniczenia.

Pracuje w HR, najpierw moja ścieżka zawodowa miała prowadzić do stanowiska HR biznes partner i może dalej ale zrozumiałam że nie będę z tego zadowolona. Przyznałam przed sobą, ze nie lubię rekrutacji, gierki polityczne na poziomie kierowniczym mnie nudzą, nie będę się wykłócać o budżety itd. Pracuje teraz jako administrator baz danych i przy automatyzacji procesów HR owskich. Praca marzeń jak dla mnie, mogę pracować zdalnie, mam sporo kontaktu z ludźmi ale raczej przez maila, wiec to ja kontroluje kiedy odpowiem, nie czuje się zaskoczona pytaniami itd. I czuję się bardzo dobrze ze sobą.

Mam wrażenie, że Ty próbujesz sobie udowodnić, że możesz robić coś, co najwyraźniej niekoniecznie pasuje do Twojej osobowości. Nie każdy jest ekstrawertykiem i lubi kontakty z obcymi ludźmi. Ciężko to zmienić na siłę, a jak Ci się nie udaje, to masz poczucie porażki i samoocena leci w dół. Zaakceptuj swoje ograniczenia i zamień je na swoje mocne punkty. Brzmi jak tani kołczing ale działa 😉

Edytowane przez minou

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja miałam tak że byłam na minusie i to dosłownie z poczuciem własnej wartości. Od dziecka byłam odpychana, niechciana. Później pakowałam się w chore związki, w których zawsze była czy jest przemoc. Ciągle słuchałam i słyszę że jestem nikim, że nic nie osiągnę, że zostanę sama itp itd. Jakiś czas temu próbowałam się pozbierać. Trochę mi się udało. Uwierzyłam nawet kiedyś w siebie i podjęłam walkę o swoje życie chcąc się uwolnić z bardzo toksycznego małżeństwa. Ale brak wsparcia od najbliższych, samotność itp sprawiły że znowu straciłam siły do walki. Może teraz jest trochę lepiej i już aż tak bardzo nie wpływają na mnie słowa że jestem nikim, ale szału nie ma. 

Co do tego co napisałaś o mówieniu przed tłumem. Coś takiego ma mój najstarszy syn, nawet w szkole ma problem by się odezwać. Niby chce ale nie może. Na takie same objawy jak ty, w sumie ja też tak miewam w tym że ja kiedyś bez problemu nawiązywałam kontakt z ludźmi. Co do mojego syna on ma nie tyle fobie społeczną co zespół Aspergera.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 28.10.2022 o 16:45, minou napisał:

A ja uważam, ze nie powinno się zmieniać na siłę. Udało mi się sporo podreperować poczucie własnej wartości jako osoba dorosła, ale nie dlatego, że się zmieniłam, tylko dlatego, że zaakceptowałam swoje ograniczenia.

Pracuje w HR, najpierw moja ścieżka zawodowa miała prowadzić do stanowiska HR biznes partner i może dalej ale zrozumiałam że nie będę z tego zadowolona. Przyznałam przed sobą, ze nie lubię rekrutacji, gierki polityczne na poziomie kierowniczym mnie nudzą, nie będę się wykłócać o budżety itd. Pracuje teraz jako administrator baz danych i przy automatyzacji procesów HR owskich. Praca marzeń jak dla mnie, mogę pracować zdalnie, mam sporo kontaktu z ludźmi ale raczej przez maila, wiec to ja kontroluje kiedy odpowiem, nie czuje się zaskoczona pytaniami itd. I czuję się bardzo dobrze ze sobą.

Mam wrażenie, że Ty próbujesz sobie udowodnić, że możesz robić coś, co najwyraźniej niekoniecznie pasuje do Twojej osobowości. Nie każdy jest ekstrawertykiem i lubi kontakty z obcymi ludźmi. Ciężko to zmienić na siłę, a jak Ci się nie udaje, to masz poczucie porażki i samoocena leci w dół. Zaakceptuj swoje ograniczenia i zamień je na swoje mocne punkty. Brzmi jak tani kołczing ale działa 😉

 podpisuję się pod tym!!!

 

kiedy robię to co lubię, jestem spełniona.

 

a do autorki...

 

ja zaczelam prace nad sobą w wieku 35 lat, teraz mam 41

 

z moich doświadczen-trochę da się zmienic napewno. ale nie staniesz sie nagle duszą towarzystwa. ja nadal mam mało znajomych ale akceptuję to i ciesze sie z fajnych rodziców i przyjaciółki.

 

idż na terapie ale nastaw się na ładnych kilka lat pracy...ale chyba warto nawet dla relacji z partnerem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×