Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Moje cztery ściany - moja ostoja

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem jak u Was, ale u mnie mieszkanie jest teraz azylem przed otaczającą rzeczywistością. Czy u Was też tak jest? Coś specjalnego musi być, żebyście czuli się bezpiecznie i komfortowo?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje mieszkanie od zawsze było dla mnie azylem. Mogę być tutaj sobą, jak przyjeżdżam do niego to czuję wewnętrzny spokój. Najlepiej jak wszyscy są w domu, wtedy czuję się idealnie. Moje poczucie bezpieczeństwa zaburzył pewien incydent, ale odkąd są częstsze patrole wokół jest na prawdę dobrze. No i musi być posprzątane! Nienawidzę jak mam bałagan :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie jestem typem domatorki. Nie interesuje mnie dobieranie firanek do dywanu. W ogóle nie lubię siedzieć w czterech ścianach, no szlak mnie trafia. Źle znoszę lockdowny. Lubię wychodzić, lubię ludzi, ruch, jak się dużo dzieje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, Illi napisał:

Moje mieszkanie od zawsze było dla mnie azylem.

Moje dopiero od dawna zaczęło przypominać mój azyl. Ale czegoś brakuje. A właściwie kogoś. Wtedy byłoby idealnie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 godzin temu, Lilith napisał:

Coś specjalnego musi być, żebyście czuli się bezpiecznie i komfortowo?

Najpierw to czego nie być, ale to temat rzeka. A mówiąc krótko, nie liczę na to, że kiedyś poczuję się, jak w azylu.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, mark123 napisał:

A mówiąc krótko, nie liczę na to, że kiedyś poczuję się, jak w azylu.

Dlaczego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Lilith napisał:

A właściwie kogoś. Wtedy byłoby idealnie. 

Tak, ktoś kto czeka na Ciebie, przytuli jak jest ciężko i będzie obok. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
49 minut temu, Illi napisał:

Tak, ktoś kto czeka na Ciebie, przytuli jak jest ciężko i będzie obok.

Dokładnie. Wtedy dom można nazwać azylem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przez większość mojego życia, nie wliczając czasu, gdy mieszkałam z rodzicami, dom był dla mnie azylem i ostoją. Marzyłam o tym, aby to zawsze było miejsce pełne ciepła i spokoju, gdzie można się schronić przed całym światem.

Chyba mi się to udało. Tylko demony z mojej głowy wciąż po nim krążą i przechadzają się korytarzami. Gdyby zniknęły, byłoby idealnie.

Mój dom kojarzy mi się z bliską, dobrą dla mnie osobą, kotem i ładnymi przedmiotami, ciepłym światłem, zapachem kawy, cynamonu i chleba.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, z o.o. napisał:

Ja nie jestem typem domatorki. Nie interesuje mnie dobieranie firanek do dywanu. W ogóle nie lubię siedzieć w czterech ścianach, no szlak mnie trafia. Źle znoszę lockdowny. Lubię wychodzić, lubię ludzi, ruch, jak się dużo dzieje.

 ja mam podobnie. mam piekne mieszkanie i kochane koty, ale  jak za długo siedze w nim sama to zaczynaja sie lęki i wole wyjsc do ludzi. w sumie czesto na zwenatrz czuje sie bezpieczniej niz w domu. a chcialabym zeby bylo inaczej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja zawsze uciekałem od ludzi do domu (szczególnie, że w tym tzw. świecie zewnętrznym często spotykałem się z różnymi przykrościami ze strony innych). Praktycznie całe lata nastoletnie uciekanie do domu, zamykanie się etc. (uciekania do świata gier itd.). Potem czas, gdy jakoś tam więcej wychodziłem. Ale zawsze preferowałem bycie w mieszkaniu, jak zresztą typowy silny introwertyk. Od 1,5 natomiast, gdy całkowicie zostałem na świecie, praktycznie sam w mieszkaniu, zrobiło się we mnie coś takiego, że dosłownie w ogóle nie mam ochoty wychodzić z domu, gdy nie muszę... I mimo, że zrobiło się ciepło, wiosna etc. i planowałem teraz to nieco zmienić, może wrócić do wychodzenia do lasu, jak kiedyś, to jednak jak co do czego, to po prostu nie mam ochoty. Jeżeli nie muszę, nie wychodzę i takim sposobem mam chociaż taką namiastkę poczucia bezpieczeństwa (choć moje życie z poczuciem bezpieczeństwa ma niewiele wspólnego). I chociaż całe życie chciałem się wyprowadzić stąd, gdzie mieszkam (a mimo podejmowanych prób i tak zawsze tutaj wracałem, tak czy inaczej, niczym boomerang, bo tak się zawsze okoliczności układały, że i tak wracałem do tzw. domu rodzinnego), to tu zostałem i mimo wszystko wolę spędzać czas w mieszkaniu, niż wychodzić. Z jednej strony marzę całe życie o zmianie życia, wyprowadzce, ale z drugiej - będąc w domu mam niejednokrotnie poczucie wewnętrznego spokoju (mimo, że bardzo wiele nie jest tak jak powinno w bloku, w którym mieszkam, jak sąsiedzi, wiele sytuacji w przeszłości i cała ta nieciekawa przeszłość, czy konieczność mieszkania na wysokim piętrze i korzystania z windy /w innym z tematów pisałem na temat mojej klaustrofobii/, to w samym mieszkaniu często osiągam to poczucie wewnętrznego spokoju). 

 

 

Edytowane przez acarien

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, ZielonyListek napisał:

Mój dom kojarzy mi się z bliską, dobrą dla mnie osobą, kotem i ładnymi przedmiotami, ciepłym światłem, zapachem kawy, cynamonu i chleba.

Piękne skojarzenia 🙂

 

@acarien nie cierpisz na Fobię społeczną pomieszaną z agorafobią?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Lilith napisał:

@acarien nie cierpisz na Fobię społeczną pomieszaną z agorafobią?

 

Nie mam fobii społecznej ani agorafobii tym bardziej. Kiedyś co prawda cierpiałem na fobię społeczną, ale akurat z nią sobie poradziłem lata temu. Po prostu od 1,5 roku często nie lubię wychodzić. Bardziej jest to silny brak poczucia bezpieczeństwa połączona z niechęcią do interaktowania ze światem, uczestniczenia w życiu, niż fobia. Mam awersję do ludzi z powodu wielu rzeczy, taką niechęć do "wychodzenia do ludzi", gdyż wiele niefajnych rzeczy doświadczyłem w życiu. Ale jeżeli trzeba, to po interaktuję z innymi. Kiedyś faktycznie unikałem z powodu fobii społecznej. Teraz unikam, bo często tak preferuję w pewnym sensie. 

Edytowane przez acarien

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie odczuwam lęku, czy fobii podczas interakcji z innymi. Czy gdy już wyjdę. Często wtedy lepiej się czuję. Po prostu widzę bezsens wychodzenia na przykład często. Tak jak często czuję bezsens swojego życia. Mimo, że rozumiem, że na głębszym poziomie wszystko ma sens. Mam niechęć pewną do uczestnictwa w życiu. Ale jeżeli trzeba, to w nim uczestniczę po prostu. 

 

Co prawda ogólnie świat wydaje mi się czymś co łączy się z brakiem poczucia bezpieczeństwa, czymś niebezpiecznym. Ale nie nazwałbym tego fobią - raczej takim przekonaniem, że życie nie jest przychylne, czy świat nie jest zbyt przychylny. Coś w ten deseń.

Edytowane przez acarien

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też lubię siedzieć w domu, poza tym i tak nie mam gdzie ani z kim wychodzić, no chyba że na jakiś samotny spacer po parku czy coś, bo to akurat lubię, wtedy dobrze się myśli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też lubię siedzieć w domu, lubię czytać książki i czasopisma, oglądać telewizję, spędzać czas z rodziną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój dom to moja twierdza! :D 

Dom jest dla mnie ostoją, gdyż raz, że jestem introwertyczką i najlepiej ładuje mi się baterie w samotności, dwa, że niestety mam problem z fobią społeczną. Gdy wyjdę choćby na spacer, czuję się niekomfortowo, gdyż wydaje mi się, że wszyscy na mnie patrzą i oceniają mnie: mój ubiór, mój sposób chodzenia, a może zastanawiają się, dlaczego tak rzadko wychodzę z domu? No po prostu niestworzone historie, wiadomo, staram się to jakoś sobie racjonalizować, mówię sobie, że ludzie nie mają czasu, że ja ich obchodzę tyle, co zeszłoroczny śnieg etc., ale jednak chyba do końca sama sobie wierzę. Więc zawsze gdy wracam do domu, czuję ulgę, czuję się nareszcie bezpieczna i wolna od "bycia ocenianą".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja podobnie jak @z o.o., wolę ruch, świeże powietrze, lubię jak się coś dzieje. Dom służy mi do odpoczynku, jest jakimś moim miejscem, ale azylem bym go nie nazwała. Nawet w okresach złego samopoczucia lepiej robi mi np. samotny spacer do lasu/parku etc. niż siedzenie w domu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 godzin temu, szary kot napisał:

Dom jest dla mnie ostoją, gdyż raz, że jestem introwertyczką i najlepiej ładuje mi się baterie w samotności, dwa, że niestety mam problem z fobią społeczną.

Nie masz choć jednej osoby, którą mogłabyś przepuścić przez barierę oddzielającą Cię od reszty ludzi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
21 godzin temu, szary kot napisał:

Dom jest dla mnie ostoją, gdyż raz, że jestem introwertyczką i najlepiej ładuje mi się baterie w samotności, dwa, że niestety mam problem z fobią społeczną.

 

Jeżeli jesteś mocną introwertyczką (mocno w tej skali), to nawet po pokonaniu fobii społecznej (czego Ci życzę) możesz preferować zostanie w domu często. Ja kiedyś myślałem, że jak pokonam fobię społeczną, to będzie mi się chciało wychodzić etc. Ale tak po prostu często nie jest. 

 

21 godzin temu, szary kot napisał:

Więc zawsze gdy wracam do domu, czuję ulgę, czuję się nareszcie bezpieczna i wolna od "bycia ocenianą".

Ja tak samo się czułem kiedyś. Teraz po prostu często po prostu nie przepadam za kontaktem. Mam innego typu lęki, jak i pewną awersję/dystans do ludzi, związaną z wieloma doświadczeniami z ludźmi (więc również czuję się najbezpieczniejszy w domu, co zresztą jest wg mnie zdrowym objawem, bo dom powinien być miejscem, w którym czujemy się bezpiecznie). Po prostu dużo doświadczeń życiowych sprawiło, że nie  preferuję wychodzenia "do świata", chociaż jeżeli jest taka potrzeba, to po prostu tak robię. Co jest pewnym paradoksem, bo niejednokrotnie te wychodzenie do świata sprawia, że po prostu lepiej się czuję (choć oczywiście nie zawsze tak jest, ale mam coś takiego, że po prostu często preferuję unikanie, niż "ryzyko" związane z tym, że jakiś np. kontakt z kimś może sprawić, że poczuję się źle etc).

Edytowane przez acarien

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, Lilith napisał:

Nie masz choć jednej osoby, którą mogłabyś przepuścić przez barierę oddzielającą Cię od reszty ludzi?

 Nie wiem, czy jest taka bariera. Czasami rozmawiam z mamą, ale też staram się jej nie męczyć moimi smutkami i problemami, gdyż ma swoje problemy, a ja już jestem dorosła. Miałam kiedyś przyjaciółki i nawet chłopaka, ale chyba wszystkich zawiodłam. Jestem jakaś pokomplikowana i nie umiem w relacje. Pewnie powinnam czuć się samotna, ale zazwyczaj nie czuję samotności. Czasami tylko późną nocą, gdy nie mogę zasnąć, to czuję właśnie samotność i smutek. Czasami chciałabym podzielic się z kimś radością z przeczytanej książki czy tego, jak ucieszyło mnie kwitnące drzewo czy piękny księżyc. Zazwyczaj wtedy piszę w pamiętniku, wypisuję się i już jest ok, uczucie samotności mija. Ale pomyślałam, że może to niezdrowe. Dlatego postanowiłam, że może czasem napiszę coś i tutaj, na forum. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@acarien Mam trochę podobnie. Też preferuję unikanie, nawet jeśli ryzyko zranienia nie jest duże. I tak, jestem "mocną" introwertyczką, więc nie sądzę, abym przestała być domatorką. Ale też chciałabym kiedyś więcej podróżować, zobaczyć więcej świata, niestety trochę przeszkadzają mi moje choroby przewlekłe. W każdym razie swoją introwersję rozumiem i akceptuję, a fobię, mam nadzieję, kiedyś zwalczę albo przynajmniej uda mi się ją zmniejszyć do jakiegoś akceptowalnego poziomu. ;) Bo ogólnie to odczuwam raczej życzliwość wobec innych, trochę pomieszaną z obawą: "a co, jak coś powie, zagadnie, zapyta?". Można powiedzieć, że jest to takie "życzę Ci dobrze, ale mnie nie zaczepiaj i nie oceniaj". ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdecydowanie nie

 

Przysłowie ,,wszędzie dobrze ale w domu najlepiej'' u mnie się kompletnie nie sprawdza. Właśnie poza domem czuję się najlepiej. A najlepiej w kontakcie z innymi ludźmi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@szary kot nie wiem jaką masz relację z mamą, ale jeżeli jest pozytywna, przyjacielska, bliższa, to myślę, że nie warto rezygnować z mówienia jej o swoich problemach, rozmawiać z nią. To, że jesteś dorosła nie znaczy, że "nie wypada" mówić o swoich problemach, smutkach etc. A relacja z rodzicem jest jednak wyjątkowa i nie zastąpi Ci jej żadna inna.

A co do introwertyzmu, to mi np. w teście MBTI potrafiło wychodzić i 100% introwertyzmu (zazwyczaj 85-90% - około ;)). Także mam pod tym względem bardzo podobnie.

Co do obawy przed ocenianiem innych, to jest wielki temat, jak i wielkim tematem jest fobia społeczna. Ale tak w wielkim skrócie - możesz spróbować popracować nad tym, na ile realny jest coś takiego, jak ocena, czy osąd innej osoby. Na ile realne są oceny, osądy kogokolwiek (łącznie z Twoimi)? Do tego w jakiej mierze wierzysz w "niezaprzeczalną prawdziwość" oceny, osądu i łączysz ją z identyfikacją siebie, w takiej będziesz postrzegała siebie przez zabarwienie rzeczywistości przez umysł innej osoby. Możesz spojrzeć na to w taki sposób: na świecie jest prawie 8 mld. umysłów i gdyby brać pod uwagę opinię każdego z nich, to znajdziesz 8 mld. różnych opinii o wszystkim. Czy wobec tego znaczy to, że każdy z nich przedstawia obiektywną prawdę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@acarien Nie uważam, aby osądy innych były obiektywne. Może gdyby były te oceny naprawdę obiektywne i prawdziwe, obawiałabym się ich mniej? Raczej martwię się tym, że otrzymam "negatywną ocenę" przez przypadek, właśnie dlatego, że ktoś nie zna mojej historii, moich motywacji. Oceni "nieśmiała", "dziwaczka", "leniwa", a przecież nie zna przyczyn mojego zachowania, że np. to, że nie mogę czegoś podnieść nie wynika z lenistwa, ale np. z problemów z kręgosłupem i zaleceń lekarza, a to że milczę nie znaczy, że jestem nieśmiała, ale że np. nie wiem, co powiedzieć albo zastanawiam się albo np. jeśli odwołałam spotkanie z koleżanką, tłumacząc się bólem głowy, to nie była to wymówka, ale prawda, i spędziłam dzień pod kołdrą, z zasuniętymi roletami i łykając tabletki przeciwbólowe. Jednak też trudno wszystkim dookoła się dokładnie tłumaczyć, więc stresuje mnie, że mogą być różne interpretacje.

 

Ogólnie powinno mnie to nie obchodzić, bo to nie ma wpływu na moje życie. A jednak z niezrozumiałych powodów obchodzi mnie to.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×