Skocz do zawartości
Nerwica.com

Rekomendowane odpowiedzi

U mnie zależy jaki okres to mogę się przychylić albo do opcji 1 albo do 2. 

W pierwszej opcji presją jest moja matka. Swojego czasu powiedziala mi ze dopóki nie schudnę nie przyjdzie na mój slub.. 

Druga droga jest gorsza, w ciągu dnia nie mogę nic przełknąć, w nocy podjadam. Chociaż wzrost masy ciała nie powoduje negatywnych emocji, po prostu zjadam to czego nie umiem poczuc. Negatywne emocje związane z masą ciala pojawiają się dopiero przy presji mamy, więc powrót do schematu 1. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W nerwach chwyta się co popadanie, i się człowiek napycha 

A to trzeba znaleźć spokojną chwilkę, bez pośpiechu, relaksacyjnie, powoli 

Jak ważne jest w jaki sposób my jemy 

Ale teorie są takie piękne 

A normalnie to się żre i nie zwraca uwagi na nic 

Życie jest stresujące 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Można jeszcze po prostu wywodzić się z rodziny, której członkowie nie do końca potrafią okazywać sobie miłość w bardziej bezpośredni i zdrowy sposób [ogólnie zresztą mają duże problemy z otwartym wyrażaniem swoich emocji] i w zamian robią to m. in. podsuwaniem sobie nawzajem różnych smakołyków. Dodając do tego tak czy siak fatalne nawyki żywieniowe [rozmiłowanie w typowej, polskiej kuchni; giga porcje niczym w McDonaldzie i niemal nieograniczona możliwość dokładek] bardzo szybko otrzymujemy dzieciaczka z co najmniej nadwagą, który w miarę upływu lat doświadczy najprawdopodobniej dodatkowo kojącego wpływu jedzenia na życiowe smutki i stresy oraz pozna czym jest błędne koło diet.

 

Taaak Cię kocham. Chcę, aby było Cię jak najwięcej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z powyższym komentarzem dotyczącym rodzinki, która okazuje miłość jedzonkiem. Jako dziecko babcia pasła mnie jak zwierzątko na rzeź (jako, że rodzice pracowali na różne zmiany to nie bardzo umieli coś z tym zrobić). W wyniku czego byłam duża, nieszczęśliwa i szantażowana emocjonalnie w kwestii jedzenia ("to ja specjalnie dla ciebie stoję przy garach..."/"babcia zrobiła z miłości dla wnusi, a ta tylko wybrzydza, jak możesz tego nie doceniać..."/"przecież jak będziesz dojrzewać to wyrośniesz z tego", itd). Myślę, że szantaż emocjonalny stosowany przez najbliższych (przynajmniej w dzieciństwie) można wskazać jako kolejną ścieżkę prowadzącą do otyłości. 

 

Chciałabym wskazać jeszcze jedną drogę, choć do końca jej jeszcze nie rozgryzłam, ale sama to u siebie zauważam. Mianowicie: sabotowanie siebie. Wtedy kiedy cały proces (może nie tyle co odchudzania, co prawidłowego odżywiania się i praktykowania aktywności fizycznej) idzie zbyt długo dobrze i nagle głowa doznaje przerażenia, że to faktycznie może się udać. I ciach, napadowe obżarstwo i kowadło przy nodze dla zerowej aktywności, zbaczamy ze ścieżki dobrych nawyków kosztem uspokojenia głowy, że jeszcze długa droga do osiągnięcia celu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×