Skocz do zawartości
Nerwica.com

Problem z psychoterapią


eleniq

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie 🙂 

 

Chciałbym się wam wyżalić, bo już naprawdę nie wiem do czego psychoterapia mnie doprowadza, czy ona ma sens?

 

Chodzę na psychoterapię już 2,5 roku. Niby jest to psychoterapia psychodynamiczna. Na początku coś tam szło dobrze, byłem bardzo zdeterminowany na początku. Opowiadałem swoje przykrości, złości, niepowodzenia. NIestety od jakichś paru miesięcy zauważyłem rozchodzenie się toków myślenia na psychoterapii. Zauważyłem, że moja psychoterapeutka próbuje mi wmówić, że ja się do niczego nie nadaję. W trakcie psychoterapii zaczęły dochodzić stopniowo napady paniki, stany lękowe się nasiliły, musiałem brać coraz to inne leki, które niestety też mi trochę szkodziły. 4 razy zmieniałem kierunki studiów, bo w końcu w pewnym momencie byłem tak wykończony, nie mogłem wypocząć i zaniedbywałem, wycofywałem się... 

 

Podobno jak na psychoterapii jest coraz gorzej, to tak naprawdę jest coraz lepiej. Ostatnio zaczął się mój nastrój bardzo gwałtownie, mimowolnie wahać. Nieraz jestem tak pobudzony i mam takie agresywne, samobójcze myśli, że piszę czasami już listy pożegnalne, ale chyba moim hamulcem samobójstwa jest to, że nie chcę zawieść niektórych ludzi, bo jeszcze pewnych drobnych rzeczy nie dopiąłem, żeby móc tak po prostu sobie odejść z tego świata jakby to powiedzieć... Zacząłem się też od miesiąca bardziej otwierać, to uwolniła się agresja, którą tłumiłem od lat, bo byłem człowiekiem, który cały czas dawał się źle traktować, nie bronił siebie, po prostu opierał się o innych i był bardzo niepewny i zagubiony. Ta terapia rozgrzebuje moją przeszłość mocno, po prostu jak mi ta terapeutka mówi rzeczy typu:

- "Niech Pan sobie odpuści te studia lepiej"

- "Terapia może nie przynieść skutków nawet po 10 latach"

- "Pan nie nadaje się do pracy z ludźmi" 

- "Pan się musi nauczyć z tym żyć" - jeszcze nie wiem z czym

- "Pan czuje się źle momentami, to nie może pan robić tego tamtego" - a dlaczego to niby? Fakt, czuję się źle jak każdy człowiek, choć ostatnio krańcowe emocje mnie biorą

- "Pan jest wrażliwy, pan jest za delikatny, jeszcze ludzie Panu coś tam zrobią" - nawet jeżeli, to mam się zamknąć w czterech ścianach i izolować się przed światem, bo jest zbyt niebezpieczny dla mnie???

No cóż życie takie jest, ludzie są różni, ale ja chcę jednak coś ukończyć, pracować, a nie być na zasiłkach i w psychiatrykach siedzieć... Już mi nawet ktoś powiedział, że do domu opieki pójdę...

 

Też mam sporo niezaspokojnych potrzeb, moja mama była alkoholiczką, była nadopiekuńcza, przez nią brzydzę się kobiet chyba, w ogóle mam też diagnozę ZA, ale psychotraumatolog mi powiedziała, że ZA jest często błędnie diagnozowany u osób, które doświadczyły traumy relacyjnej.

 

Nawet mam myśli, po co na tą terapię przychodziłem, przed terapią jeszcze jakoś się trzymałem, nawet lepiej, nie miałem aż takich wahań nastroju... czy to dlatego, że dojrzewam? Mam 22 lata teraz.

 

Tak wiem, może i wyolbrzymiam pewne rzeczy, choć już nie wiem czy to ja źle interpretuję, bo wychodzi na to, że ja po prostu potrafię do końca korzystać z psychoterapii. Czy takie coś ma sens? Na razie myślę, żeby jednak ciągnąć, tylko muszę ochłonąć... Może nurt ewentualnie zmienić. Przepraszam za chaos, albo jeśli mój wątek jest dziwnie napisany ale się gubię strasznie w sobie...

 

Znalazłem też ostatnio takiego psychotraumatologa, który ma większe doświadczenie w terapii traum i bardziej życiowo podszedł do mnie, nie pierdzielił smutków, że terapia to różnie bywa itd tylko powiedział, że rozumie moje cierpienie, że jeszcze mogę wiele zrobić, że terapia może przynieść spektakularne efekty, nawet nieświadomie, poradziła mi nawet pójść na siłownię czy boks żeby rozładowywać tą tłumioną agresję, bo psychoterapia to nie wszystko. Może do niej się udać, ale wtedy muszę przerwać tą... Jak myślicie???

Edytowane przez MarekWawka01

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Również chodzę na terapię psychodynamiczna i nigdy terapeutka nie powiedziała że mam czegoś nie robić albo nigdy nie wyrażała opinii na temat moich poczynań w życiu.

 

Bardzo mnie dziwi że Twoja terapeutka tak mówi. Może warto z nią o tym porozmawiać? Wydaje mi się że takie mówienie w żadnym stopniu nie pomoże a może zaszkodzic.

 

Jeśli rozmowa na nie pomoże o nadal będziesz czuć się źle na terapii to warto zmienić terapeutę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coś zdecydowanie jest nie tak w tym, co ma miejsce na Twojej terapii. Akurat jestem w podobnym rozważaniu, co do mojej terapeutki, która też prowadzi terapię psychodynamiczną i o ile uwolnienie emocji było naszym największym sukcesem, o tyle rozmowa o lęku i rozbrajanie bomby lękowej jakoś nie potrafi ruszyć. A miałem z nią niemiłe akcje i sam zastanawiam się nad zmianą.

 

Niemniej z doświadczenia swojego jak i również ze studiów wiem, że ZAKAZANE jest sugerowanie pacjentowi, co ma MYŚLEĆ. Te komunikaty, stwierdzenia, które powyżej zapisałeś, wołają o pomstę do nieba, ponieważ we mnie wzbudza się od razu mechanizm obronny "co Ty mi tu będziesz życie poza gabinetem ustawiała, nie od tego jesteś". W psychodynamicznej terapeuta/tka ma pomóc dojść do pewnych wniosków, a nie wykładać je czarno na białym, bo zupełnie inaczej "odkrycie" wpływa na Ciebie, gdy sam tego dokonujesz niż w sytuacji, gdy dokonuje to terapeutka.

 

Pogadałbym z nią, powiedział co czujesz - dobre i złe strony i zobacz, czy się spotkacie w tym samym lub podobnym miejscu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 godzin temu, Creedart napisał:

Coś zdecydowanie jest nie tak w tym, co ma miejsce na Twojej terapii. Akurat jestem w podobnym rozważaniu, co do mojej terapeutki, która też prowadzi terapię psychodynamiczną i o ile uwolnienie emocji było naszym największym sukcesem, o tyle rozmowa o lęku i rozbrajanie bomby lękowej jakoś nie potrafi ruszyć. A miałem z nią niemiłe akcje i sam zastanawiam się nad zmianą.

 

Niemniej z doświadczenia swojego jak i również ze studiów wiem, że ZAKAZANE jest sugerowanie pacjentowi, co ma MYŚLEĆ. Te komunikaty, stwierdzenia, które powyżej zapisałeś, wołają o pomstę do nieba, ponieważ we mnie wzbudza się od razu mechanizm obronny "co Ty mi tu będziesz życie poza gabinetem ustawiała, nie od tego jesteś". W psychodynamicznej terapeuta/tka ma pomóc dojść do pewnych wniosków, a nie wykładać je czarno na białym, bo zupełnie inaczej "odkrycie" wpływa na Ciebie, gdy sam tego dokonujesz niż w sytuacji, gdy dokonuje to terapeutka.

 

Pogadałbym z nią, powiedział co czujesz - dobre i złe strony i zobacz, czy się spotkacie w tym samym lub podobnym miejscu.

 

Nie wiem czy dam radę z nią porozmawiać, bo nasze ostatnie spotkania mało nie zakończyły się zrobieniem jej krzywdy. Miałem taką ochotę trzasnąć drzwiami w tym gabinecie, ale się powstrzymałem... wydarłem się jedynie na nią na cały głos i tyle... po prostu na samą myśl o niej włącza mi się straszny gniew, który coraz ciężej mi hamować... naprawdę ostatnio nie jest ze mną dobrze, tłumię w sobie tą całą agresję, złość i rozczarowanie... atakują mnie myśli S z taką siłą, że nie mogę... o poranku jest najgorzej, budzę się i już mam natłok złych myśli, łapie mnie też bezsenność i apetyt na słodycze, no i te nadciśnienie w pakiecie. Później w ciągu dnia coś tam się stabilizuje, ale co dzień ta sama śpiewka...

Od 21 czerwca będę prawdopodobnie chodził na terapię dzienną, może tam mi jakieś inne leki ustawią, albo w ogóle je odstawię, bo już zaczynam się zastanawiać czy one przypadkiem mi nie nakręcają tej nerwowości. Tylko jeszcze muszę jedną sprawę załatwić, żeby dostać się na tą terapię, odebrać opinię z poradni. 

Przeraża mnie tak przy okazji moja chwiejność nastroju - potrafię być jednego dnia nasycony wrogością i gniewem do granic możliwości a drugiego być totalnie wyluzowanym jakby się nic nie działo... i to taka przeplatanka. Oczywiście negatywne uczucia wciąż w sobie tłumię i chyba one mnie tak niszczą od środka...

 

Naprawdę nie wiem ile ja jeszcze to wytrzymam, wiem że przede mną jeszcze trochę do poukładania się, ale przez te ciągłe napięcie tracę siły. Ja też mam swoją wytrzymałość. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Lilith napisał:

Nie tylko u Ciebie. Niestety poranki u większości są koszmarne.

 

Przypomnij mi - czy Ty bierzesz pregabalinę? Ja miałam takiego strasznego agresora od około miesiąca po rozpoczęciu leczenia i najchętniej bym wszystkich pozagryzała. Minęło z czasem.

 

Nie, teraz jej nie biorę w ogóle i raczej do niej nie wrócę, bo to był jeden z najgorzej działających na mnie leków. U mnie nie powodował agresji tylko jakieś takie wahania nastroju i spowolnione myślenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, Lilith napisał:

Rozumiem. A nie sądzisz, że to przelewanie agresji to jakiś etap w terapii? Dobrze, że zacząłeś ją przelewać na zewnątrz tylko nie wiem czy akurat na odpowiednią osobę.

 

Oj, bo wiesz ona zaczęła też do mnie w pewien sposób mówić jak moja mama. Zobaczyłem w niej moją mamę, która wg mnie też poniekąd zniszczyła moją psychikę... niestety w terapeutce widzę przez to wroga. 

 

Bo do mamy byłem całe życie wrogo nastawiony, choć tego nie okazywałem i tłumiłem to, aż do momentu jej śmierci, więc odpłacić się nie mogłem. Nie będę tu opowiadać dokładnie jaką krzywdę mi mama zrobiła, bo to było taaak dawno, chyba gdzieś w najwcześniejszym okresie mojego życia coś się zadziało, ale powiem tylko, że wnerwiała mnie jej niezaradność życiowa, była wysoce wrażliwa, nieśmiała, nie nauczyła mnie kompetencji społecznych, naprawdę straszny mam do niej o to złość... Na myśl o mojej mamie momentami mam ochotę zrobić coś wiesz np. stłuc 

 

To coś idzie z głębi mnie, jakiś bardzo wczesny uraz daje o sobie znać... jedna psycholog podejrzewa u mnie traumę rozwojową/relacyjną z mamą... ale na to jest innego rodzaju psychoterapia... nie taka jaką miałem, chyba

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Lilith napisał:

To tłucz. Trzeba to wykrzyczeć, wypłakać, wyżyć się. Wywalić to z siebie. Powiedz może terapeutce, że widzisz w Niej swoją matkę. Może wtedy coś się ruszy.

 

No spróbuję... ale też zaczynam coś jeszcze zauważać... pamiętam takie sytuacje, kiedy rozmawiając z innymi osobami dorosłymi, które okazywały mi ciepło i rozumiały moje problemy, szczególnie kiedy była to kobieta to widziałem w niej taką "zastępczą mamę", bo moja nigdy nie umiała ze mną rozmawiać... 

 

Przez to też wynikały takie dziwne sytuacje typu, że w szpitalu psychiatrycznym była psycholog, której zajmowałem ponoć dużo czasu, kiedy zwracałem się z czymś do niej, prosiłem o rozmowy to napisała w karcie, że jestem roszczeniowy i domagałem się od niej specjalnego traktowania... no właśnie, czuję się niezaspokojony w opiece, mam chyba jakieś niedostatki jakiegoś takiego ciepła domowego... i szukam go gdzie indziej, przez co wychodzę na nie wiem kogo... cholera, przecież to nie moja wina. 

 

TO RODZICE SĄ OD DAWANIA CIEPŁA I WSPARCIA DZIECKU!!! A nie obcy ludzie. I teraz sam muszę sobie dawać to wsparcie, myślałem że wypracowałem w sobie samowystarczalność... czuję niedostatek w tym aspekcie... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Lilith napisał:

Samowystarczalność jest ułudą. Nie ma ludzi samowystarczalnych. Jesteśmy istotami stadnymi. Potrzebujemy innych. Oczywiście, że od dawania dziecku ciepła są rodzice, ale gdy rodzice zawodzą to szukamy zastępstwa i nie ma w tym niczego niezwykłego. To naturalne a nie roszczeniowe.

 

Oj ja wiem, ale widzisz różnie to można postrzegać...

 

Zastanawiam się też, na ile mój homoseksualizm nie jest tym spowodowany. Mam takie obrzydzenie seksualne ale tylko seksualne do kobiet, choć czasem jest i emocjonalne różnie to bywa... wszystko jest dobrze do momentu aż kobieta mi powie coś w stylu co mi moja mama mówiła, wtedy włącza się alarm i wrogość względem tej bogu ducha winnej kobiety... ehh

Więc coś mnie musiało przekierować na pociąg seksualny do mężczyzn, no bo do kogo jak nie do kobiety... ciekawe to, bo homoseksualizm z tego co zauważyłem jedni psycholodzy postrzegają jako zaburzenie tożsamości płciowej spowodowane błędami wychowawczymi czasem, a drudzy traktują to jako czysty wpływ genów i budowy mózgu 

 

No nic, będę to rozpracowywać jeszcze 🙂 Choć nie ukrywam momentami opadam z sił, ale trzeba się podnieść w końcu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj niektórzy z nas mają taki problem, że sami musimy walczyć poniekąd, bo mało ludzi rozumie tego typu problemy, ale to nie nasza wina przecież że je mamy... po części

 

I to jest właśnie najgorsze w tym, bo ja z jednej strony nie chcę nikogo obarczać samym sobą, bo czuję się ciężarem dla innych, a z drugiej pragnę niesamowicie bliskości do granic możliwości, wręcz żeby ktoś się mną stale opiekował - takie skrajności, ten brak równowagi jest momentami niszczący

 

Ja to kiedyś się tuliłem do poduszki, ale jednak wolę człowieka 🙂

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, Lilith napisał:

Człowiek lepszy niż kaloryfery, poduszki, miśki i tak dalej...

 

Oj nie gadaj 🙂 No ja myślę na odwrót właśnie... człowiek to wspaniała rzecz, ja jednak lubię ludzi, tylko moja psychika mnie od nich odstrasza jakby... kurde mam jakieś bariery 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Lilith napisał:

Bariery można przełamać. Ciężka praca i upór niestety, ale jest to możliwe.

 

No powinno dać radę. Świat jest dla mnie piękny i ludzie to niezwykłe, unikatowe istoty, tylko moja psychika wszystko mi tu zakłóca... takie troszkę podzielenie... wszystko odbierać jako złe mimo że tak naprawdę nie musi takie być... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Lilith napisał:

Ludzie to unikatowe istoty, ale można na swojej drodze spotkać niestety różnych ludzi i to nie tylko tych życzliwych. Moja druga połówka powiedziała mi kiedyś, że idę do każdego z sercem na dłoni i łatwo mnie zranić. Miał rację. Ciebie też zraniono, więc tak jakby jedziemy na jednym wózku.

 

Myślę, że jak znajdziemy tych właściwych ludzi, to przestaniemy przejmować się tymi mniej życzliwymi. To też dużo zależy od poczucia naszej wartości. Faktycznie jest ono bardzo niskie kiedy nie mamy kontaktów z innymi ludźmi i polegamy wyłącznie na sobie. Ale jak ktoś nas zaakceptuje takich jakimi jesteśmy i my sami siebie to wtedy te złe rzeczy zaczną się rozmywać... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Lilith napisał:

JA już znalazłam. Teraz czas na Ciebie.

 

No wiem. Tylko muszę się bardziej otwierać... kiedyś kiedy jeszcze mnie tak stres nie paraliżował było mi znacznie łatwiej i naturalnie to wszystko przychodziło samo, teraz wszystko na sztywno idzie... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

48 minut temu, MarekWawka01 napisał:

TO RODZICE SĄ OD DAWANIA CIEPŁA I WSPARCIA DZIECKU!!!

Niestety większość "rodziców" tego nie wie. Tak na prawdę to do 2 roku życia kształtuje się zaufanie do rodzica. Jeśli dziecko nie otrzymuje wsparcia zaczyna czuć, że z nim jest coś nie tak, jest lękliwe i nie potrafi poradzić sobie z napięciem. Brak bezpiecznej więzi z rodzicami powoduje, że dziecko uczy się samo radzić sobie ze swoimi emocjami. Nie mając oparcia w rodzicach, braku poczucia bezpieczeństwa dzieci uczą się, że przerażenie, płacz czy inne prośby nie docierają do opiekuna, który powinien być dla nich bezpieczną przystanią. Dlatego tak trudno potem postawić granicę, w głowie zostaje uwarunkowane żeby odpuścić, dać za wygraną swojemu prześladowcy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Illi napisał:

Niestety większość "rodziców" tego nie wie. Tak na prawdę to do 2 roku życia kształtuje się zaufanie do rodzica. Jeśli dziecko nie otrzymuje wsparcia zaczyna czuć, że z nim jest coś nie tak, jest lękliwe i nie potrafi poradzić sobie z napięciem. Brak bezpiecznej więzi z rodzicami powoduje, że dziecko uczy się samo radzić sobie ze swoimi emocjami. Nie mając oparcia w rodzicach, braku poczucia bezpieczeństwa dzieci uczą się, że przerażenie, płacz czy inne prośby nie docierają do opiekuna, który powinien być dla nich bezpieczną przystanią. Dlatego tak trudno potem postawić granicę, w głowie zostaje uwarunkowane żeby odpuścić, dać za wygraną swojemu prześladowcy.

 

No właśnie... i tyle zła może wyrządzić taki brak umiejętności rodzicielskich... niektórzy nie powinni po prostu mieć dzieci. I potem najbardziej mnie wnerwia jak np tacy nauczyciele w szkole dziwią się, że dziecko jest aspołeczne czy niedostosowane, jest obrzucane uwagami i wszystko spada na dziecko w takiej sytuacji, bo ono biedne jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że rodzice też mają w tym udział i to ogromny. Dziecko samo sobie w takiej sytuacji na pewno nie poradzi... najgorzej jest jak rodzice nie widzą problemu.

Niestety rodzice też nie umieją się przyznać do tego, że oni popełnili błąd. Rodzice oczywiście są święci i niewinni. Tylko dziecko jest złe i koniec.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, MarekWawka01 napisał:

Niestety rodzice też nie umieją się przyznać do tego, że oni popełnili błąd.

Oj nie potrafią. Na pewno robili wszystko co mogli, jednak aby zobaczyć swój błąd w wychowaniu to trudno. Uważam, że każdy kto myśli o założeniu rodziny, o staraniu się o dziecko powinien przejść terapię.. no ale to by było zbyt kolorowe. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, Illi napisał:

Oj nie potrafią. Na pewno robili wszystko co mogli, jednak aby zobaczyć swój błąd w wychowaniu to trudno. Uważam, że każdy kto myśli o założeniu rodziny, o staraniu się o dziecko powinien przejść terapię.. no ale to by było zbyt kolorowe. 

 

No racja. Nie tyle terapię, co chociaż jakiś taki trening umiejętności rodzicielskich, jakieś warsztaty coś w ten deseń, bo terapii nie każdy jest w stanie przejść... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marku!
Zainspirowałeś mnie do opisania mojego problemu- nie jest tak krzywdzący (w sumie w ogóle) jak ten opisywany przez Ciebie, z komentarzami i uwagami od tak nieprofesjonalnego terapeuty. Bardzo mi przykro. Mam nadzieję że zostałeś u tego lepszego opisywanego specjalisty i pomaga. Jeśli ten (nieprzestrzegający zasad etycznych towarzystwa psychologicznego) którego opisałeś na początku pod tym tematem pracuje na NFZ to można go zgłosić- złożyć skargę do NFZ (na rządowej stronie jest instrukcja jak to się robi). Oby następni nie zostali tak potraktowani.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×