Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

@take u mnie ewidentnie zawiniły czynniki środowiskowe niestety, a na pewno w dużym stopniu. Pobyt w dysfunkcyjnym domu, kilka traum w krótkich odstępach czasu. Fakt, że mam nie do końca rozwiniętą jedną komorę w mózgu, jakieś hipoplastyczne naczynie, ale to są wady rozwojowe, które nie mają znaczenia. Ja się urodziłam z ciężką zamartwicą, niedotleniona. Jakby coś miało to spowodować to ujawniłoby się to wcześniej.

Do pewnego momentu ja mimo wszystko rozwijałam się szybciej od innych dzieci, przez to nawet pediatra zasugerowała mojej mamie, że mogłabym iść rok wcześniej do szkoły i po badaniach w poradni psychologiczno-pedagogicznej poszłam.

Niestety w czasach gimnazjum wszystko pieprzło, a że wszyscy wiedzieli, że pieprzło a i tak zaniedbali  sprawę to jest jak jest. Jak miałam 13-14 lat to wszyscy psychiatrzy byli pod wrażeniem, że ja nie miałam psychozy udzielonej (łatwej do leczenia, ale jednak).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Inna sprawa, że ja od zawsze byłam "zdolna bestia" i potrafiłam bardzo dobrego psychologa, takiego, który czasami też w TV się wypowiadał (nie wiem czy jeszcze się pokazuje bo nie mam TV) na tyle oszukać mając 16 lat, że po kilku spotkaniach stwierdził, że ja mu mówię to co on chce usłyszeć i że to nie ja mam problem, tylko ci co mnie do niego wysyłają 🤷‍♀️ i do dzisiaj nie jestem łatwą pacjentką ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Moja rodzina była "lekko patologiczna", spokojnie nazwałbym ją dysfunkcyjną. Rodzice używali dużo wulgaryzmów, nie tak rzadko dawali "lanie" potomkom za błahostki (np. niejedzenie niesmacznych pokarmów). Pamiętam, że gdy brat chyba nie poszedł jeszcze do szkoły, to mama chciała nauczyć go czytać, a on nie potrafił i mama mogła go postraszyć nożem. Wiązać buty nauczyłem się w wieku ok. 8 lat dopiero, w drugiej klasie podstawówki, o ile dobrze pamiętam. Kiedy powiedziałem, że pewne palce mi przeszkadzały, to tata mógł zasugerować ucięcie tych palców. Nie podobało mu się, że nie umiałem sznurować butów. W dzieciństwie mogłem się bać, że tata po prostu zabije mamę podczas którejś z awantur. Podczas tych awantur rodzice raczej dużo wulgaryzmów oraz inwektyw używali. Szczególnie tata używał przemocy fizycznej. Nie są alkoholikami, nie palą papierosów, nie "ćpają" (teraz i w przeszłości), ale i tak zachowywali się bardzo źle nierzadko. Niestety, przed bierzmowaniem też bardzo źle się zachowywałem nierzadko. Zwłaszcza wobec młodszego rodzeństwa, nie byłem wtedy religijny, nie wierzyłem w możliwość pójścia do piekła i dokuczałem im, także przez chore wygłupy - to było ponad 13 lat temu, do końca gimnazjum mniej więcej, z kolei w szkole podstawowej i gimnazjum całkiem poważnie dokuczali mi rówieśnicy (w gimnazjum nawet wychowawczyni wezwała policję, bo mi koledzy dokuczali, w związku z czym później udawałem się nawet do sądu). Dokuczanie zdarzało się także w autobusach w liceum. Zdarzały się niemiłe zachowania wobec mnie ze strony o wiele młodszych dzieci. Mieli mnie może za "debila", wulgarnie mówiąc "zj**a". Może gdyby nie bierzmowanie, to wyrósłbym na psychopatę i przestępcę? W dzieciństwie i okresie dojrzewania miałem coś przypominającego heboidofrenię (https://pl.wikipedia.org/wiki/Heboidofrenia) badź może nawet będącego nią, miałem pewnego rodzaju nasilone skłonności antyspołeczne czy wręcz przestępcze w czasach przedlicealnych. Pewne moje objawy przypominają schizofrenię hebefreniczną (skłonności do wygłupiania się, błaznowania, wesołkowatości, absurdalności myślenia i zachowań, zdarzały mi się wybuchy niepowstrzymanego śmiechu).

Edytowane przez take

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W nauce radziłem sobie dobrze lub nawet bardzo dobrze, chociaż w drugiej klasie liceum miałem jedynki z matematyki i fizyki na półrocze (te przedmioty były na poziomie bardziej zaawansowanym, co prawda), po czym miałem godziny rewalidacyjne dzięki diagnozie zespołu Aspergera. W pierwszej i drugiej klasie liceum miałem dwójki na koniec roku z matematyki i fizyki. Pracę magisterską obroniłem ponad 18 miesięcy po terminie. Musiałem się wznawiać, co kosztowało kilkaset złotych. Niektóre przedmioty zaliczyłem na 3,0 podczas studiowania, ogólnie nie lubiłem robić projektów. W pierwszej klasie gimnazjum miałem trójkę z informatyki na koniec roku (zaledwie). Na maturze najsłabiej poszedł mi język polski (zwłaszcza ustny), mimo tego, że na świadectwach zawsze miałem piątki na koniec roku z tego przedmiotu. Nie mam "lekkiego pióra", raczej potrzebowałem czasu, aby zacząć pisać wypracowania. Ogólnie nie lubiłem pisać wypracowań. W gimnazjum czerwony pasek na świadectwie miałem tylko w drugiej klasie, i to z minimalną wymaganą średnią - 4,75. W szkole podstawowej miałem piątki z matematyki na koniec roku, w gimnazjum - czwórki. W trzeciej klasie gimnazjum miałem chyba trójkę z fizyki na koniec roku. Nie jestem zbyt dobry w myśleniu obrazowym, nie mam pamięci fotograficznej, na teście IQ na odddziale dziennym (profesjonalnym) miałem IQ werbalne o 22 punkty wyższe od wykonawczego (a więc różnica wynosiła prawie 1,5 odchylenia standardowego), myślę, że w Ameryce Północnej mogliby stwierdzić, że mam upośledzenie zdolności pozawerbalnego uczenia się (NVLD - nonverbal learning disability), a nie zespół Aspergera,

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wkurza mnie to że nie mogę się  dostać do poradni.  Pandemia wszystko wydłuża.  A to dla nas ważne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 10.01.2021 o 23:58, take napisał:

Moja rodzina była "lekko patologiczna", spokojnie nazwałbym ją dysfunkcyjną. Rodzice używali dużo wulgaryzmów, nie tak rzadko dawali "lanie" potomkom za błahostki (np. niejedzenie niesmacznych pokarmów). Pamiętam, że gdy brat chyba nie poszedł jeszcze do szkoły, to mama chciała nauczyć go czytać, a on nie potrafił i mama mogła go postraszyć nożem.  W dzieciństwie mogłem się bać, że tata po prostu zabije mamę podczas którejś z awantur. Podczas tych awantur rodzice raczej dużo wulgaryzmów oraz inwektyw używali. Szczególnie tata używał przemocy fizycznej. Nie są alkoholikami, nie palą papierosów, nie "ćpają" (teraz i w przeszłości), ale i tak zachowywali się bardzo źle nierzadko. 

Często grozili Wam - dzieciom nożem? Odwiedzała was policja za awantury domowe? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Rozważam u siebie ZA. Psycholog kliniczny, do którego kiedyś chodziłem, po wywiadzie i różnych testach powiedział mi o schizoidalnym zaburzeniu osobowości i aleksytymii. Ale słyszałem, że można to pomylić z ZA.

Nie wiem, jaki byłem we wczesnym dzieciństwie, ale w późniejszym miałem objawy pasujące do Aspergera. W poradni psychologiczno-pedagogicznej stwierdzono wtedy bardzo silne zaburzenia lękowe i że jestem zamknięty w sobie oraz, że mam obniżoną sprawność motoryczną. Neurolog dziecięcy po badaniach stwierdził wtedy nieprawidłowości w pracy ośrodkowego układu nerwowego (cokolwiek to znaczy).

Edytowane przez mark123

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, Wirginia Zachodnia napisał:

Często grozili Wam - dzieciom nożem? Odwiedzała was policja za awantury domowe? 

Na szczęście z nożem to mógł być tylko jeden epizod, jeśli chodzi o mamę, opisany we wcześniejszym poście. Ze dwa - trzy razy podczas awantury ze mną i ewentualnie także z babcią siostra trzymała w ręku nóż i nie chciała go odłożyć, ale myślę, że nie chciała go użyć przeciwko komukolwiek... Policja nigdy nie interweniowała w naszym domu ze względu na awantury domowe.

 

Myślę, że objawy zespołu Aspergera mogą być nieobecne w najwcześniejszym dzieciństwie (do około trzeciego roku życia) w niektórych przypadkach (może różnią się one od klasycznego autyzmu dziecięcego także etiologią?), ale już około szóstego roku życia powinny być "nieźle" widoczne.

 

W USA czy Kanadzie często według mnie błędnie określają przypadki całościowych zaburzeń rozwoju typu ZA jako po prostu "zaburzenia uczenia się pozawerbalnego" (nonverbal learning disorder, nonverbal learning disability, NLD, NVLD). Myślę, że ZA bardzo często towarzyszy NVLD, ale całego "dziwactwa" nie można przypisywać NVLD - osoby takie jak ja mają wyraźnie większe trudności życiowe, niż tylko trudności w uczeniu się, często są de facto niepełnosprawne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×