Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
kivia

Witam, moja historia i żale - Paula, lat 30

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, na początku chciałam się przedstawić, jestem Paula, mam 30 lat. Mam nerwicę i depresję w sumie już od 6 lat. Jak to wszystko się zaczęło? A więc mając około 24 lat spadło na mnie nagle i nie oczekiwanie, po prostu rujnując mi życie, marzenia, zabierając ostatnie resztki odwagi. Myslalam, że jestem twarda i nigdy żadna deprecha mnie nie weźmie czy jakaś nerwica, która wtedy wydawała mi się czymś irracjonalnym. Do czasu, powiem szczerze, że ja nawet nie myślałam, że moje dzieciństwo tak bardzo może wpłynąć na moją dalszą przyszłość. Pochodzę z rodziny, gdzie ojciec jest alkoholikiem, różne bywało, tyle stresu i strachu się najadłam za dziecka. Pamiętam te czasy jak drżałam za każdym razem, gdy słyszałam i widzialam kolejne przeklinania i pijaństwo ojca. Jako dziecko byłam wycofana, lękliwa, wszyscy mówili, że jestem nieśmiała, zawasze byłam ta gorsza koleżanka, z którą w sumie nikt nie chciał się zadawać. W szkole podstawowej nie było mi tak ciężko, dobrze ja wspominam. Później zaczęło robić się pod górkę, gimnazjum, liceum. W liceum było najgorzej, ale udało się skończyć i przyszły studia. Dodam jeszcze, że mimo że było mi ciężko to myślałem pozytywnie. Planowalam, że skończę studia, pójdę do pracy, wyprowadzę się, poznam kogoś, poznam ludzi, zdobędę znajomych. Najważniejsza była dla mnie wyprowadzka bo czułam, że to jest kluczem do poczucia ulgi, że w końcu wyrwę się z piekła. Na studiach, które i tak robiłam z przymusu bo nie wiedziałam co ja chcę w życiu robić, poznałam kobietę. Bardzo miła, sympatyczna i mająca nerwicę. Jeju pamiętam jak się dziwiłam, że tak człowiek może chorować, tak chorobliwie się czegoś bać. To było dla mnie takie dziwne. Pomagałam jej jak umiałam, wspierając słowem i swoją obecnością. Los jest przewrotny, pod koniec studiów pokazał mi co to znaczy nerwica i depresja. W sumie od tego momentu się zaczęło, niestety pewnego dnia, zaczął umierać nasz 20-letni pies. Wszystko działo się w naszym 36 metrowym mieszkaniu. To było okropne, on tak cierpiał. Matka i ojciec nie chcieli zadzwonić do weterynarza by przyjechał go uspać. Ja się czułam taka bezsilna, w końcu zmusilam matkę by zadzwoniła. Weterynarz przyjechał, długo usypiał tego psa i wtedy właśnie coś we mnie pękło. W tamtym dniu gdy słyszałam to...gdy widziałam jakich ja mam nieporadnych rodziców, oraz jaka ja jestem nieporadna. Wtedy zdałam sobie sprawę jakim jestem dnem, nie umiałam zadzwonić do weta, bałam się. Później była rozpacz po stracie, kilka tygodni przeplakanych. Również przyszło obwinianie się o los jaki zgotowalam temu psu, wiele wyrzutów sumienia, które są do dziś. Po tym wszystkim powoli zaczęło się wszystko psuć. Studiowałam stacjonarnie i pracowałam w tygodniu. Pewnego razu zauważyłam, że idąc do pracy kręci mi się w głowie. Miałam wrażenie, że zaraz się przewróce, gdy zrobię gwałtowny ruch. Coraz ciężej mi było wstawać do pracy, spóźniłam się ciągle. Śniadanie albo nie jadłam albo upychalam na siłę, bo tak mnie mdliło z rana. Później doszły nagłe rozwolnienia i napady tachykardii. Następnie szpitale, wzywanie pogotowia, szok co się dzieje ze mną, utrata kontroli na ciałem i życiem. Mnóstwo badań, i nic. Musiał się zwolnić z pracy, nie miałam siły fizycznej by do niej iść. Schudłam i do tej pory wagi nie odzyskałam, a miją już 6 lat. W międzyczasie jeździłam do psychiatry prywatnie (po doświadczeniu mojej siostry z lekarzami na NFZ, mama zabrała mnie do psychiatry mojej siostry). Brałam różne leki, po których było fatalnie, lub wcale nic nie dawały. Po różnych eksperymentach na mnie, poprzestalam na leku depralin, zomiren doraźnie, propanolol doraźnie. Przez prawie 4 lata tak egzystowalam, czując się każdego dnia raz lepiej raz gorzej. Najgorsze minęło czyli depresja, nawet nerwica się uspokoiła. Ciągle jednak nie dawało mi spokoju to, że czuje się jakbym była na wodzie, jakby mną bujało, nie mogąc stać czy siedzieć w jednym miejscu dłużej. Zwyczajnie idę zrelaksowana i znosi mnie na boki. Zaczęłam drążyć temat, byłam u neurologa, ortopedy, robione były wyniki, rezonans głowy. Neurolog i otolaryngolog stwierdzili, że to od Depralinu może mi obniżać ciśnienie, które i tak mam niskie. Ok, więc odstawiłam Depralin, od roku go nie biorę i co kręci się w głowie i buja dalej. Od pół roku stopniowo zaczęło ponownie mi się pogarszać psychicznie. Moja mama bardzo mi dokuczała psychicznie (niestety muszę stwierdzić, że m.in. to doprowadziło do tego jak się teraz czuję). Dręcząc tym, że nie pracuje, nic nie robię i mówiąc wiele okropnych rzeczy, które mnie zalamaly. Tylko jak ja mam pracować, gdy tak się czuję każdego dnia, niestabilnie i niepewnie na własnych nogach. Jak ja mam nie mieć depresji i nerwicy jak, przez te lata nawet nie miałam siły chodzić po lekarzach i dopraszać się o pomoc. Jak ja mam być zdrowa jak nie umiem walczyć o siebie i czuję, że o mnie też nikt nie walczy. Zawsze moja mama powtarzała, że nic się nie da i nic nie można, totalna bezradność mam w genach. Co z tego jak robię różne badania, jak np kilka dni temu, wyniki krwi słabe, pewne parametry podwyzszone, idę do rodzinnej a ta rozkłada ręce, taka uroda, tak ma być. Na opis moich dolegliwości, powiedziała, że mój organizm tak reaguje na nerwy. Przepisała jakiś lek i tyle. A ja dalej bezradna, z zawrotami głowy. Ja nawet nie mogę spokojnie obejrzeć jednego filmu w telewizji. Nie mogę siedzieć przed komputerem bo mi wszystko jakby faluje i po 5 minutach bardzo boli kark. Ja zanim zachorowałam na nerwicę i depresję to chodziłam do neurologa z bólem karku. Eh, niedawno przyszedł moment kulminacyjny, moje trzydzieste urodziny. Znowu załamanie, depresja, powrót lęków, strachu, nerwicy. Na szczęście po 2 tygodniach większość ustąpiła. Załamałam się bo mam 30 lat, nie pracuje, siedzę w domu, nie korzystam z życia nic, ciągle jakieś dolegliwości i ta cholerna bezradność bo ja nie wiem do jakiego lekarza mam iść by poważnie potraktował moje dolegliwości. Ta ciągła bezradność w każdej dziedzinie życia. Bliscy którzy ciągle powtarzają, że nie pracuję, bym sobie kogoś znalazła, że taka ładna, marnuje sobie życie. A ja w swoim życia byłam tylko jedyny raz nad morzem, nigdzie nie wyjeżdżam, nikt mi nie pokazal, że można i gdzie można. Czuje się taka pusta i życie straciło dla mnie sens. Ostatnio dręczyły mnie myśli po co żyć i sie starać o cokolwiek jak i tak umrzemy, że to wszystko nie ma sensu. Najgorsze było poczucie totalnej samotności, że jestem sama, zostanę sama, jestem opuszczona, jestem nikim. Ta myśl, że został mi tylko psychiatryk i prochy w tym życiu, a znajomi wrzucają piękne fotki z wakacji, z życia codziennego, a ja nic, u mnie dalej nic. Jako wisienka na torcie chciałam wam dodać, w trakcie pierwszej fazy mojej choroby, po około dwóch latach od śmierci pierwszego pieska, moja mama wymyśliła kolejnego psa. Razem z moją młodsza siostra (również mającą depresję) zdecydowały się na psa. Ja powiedziałam, że nie chce, nie jestem na to gotowa i przede wszystkim nie miałabym siły o niego dbać. Nie będę się już o tym rozpisywać, ty tylko wtrącenie, ukazanie zachowania nieodpowiedzialnego. A ja zdążyłam pokochać i się przywiązać i czasami płacze bo jak mnie opuści to nie wiem ja to przeżyję. Gratuluje tym którzy wytrwali do końca w przeczytaniu mojej i tak ukroconej historii. Musiałam się wyżalić w końcu, nie mam z kim o tym wszystkim rozmawiać. Wyobraźcie sobie, że w ciągu tych moich sześciu lat mojej choroby nie byłam nigdy na jakiejkolwiek psychoterapii. Nie wiem gdzie szukać pomocy, ja zwyczajnie boje się szukać pomocy. Pozdrawiam wszystkich wytrwałych, dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kivia

A dlaczego nigdy nie poszłaś na terapię?

Jeśli nie wiesz gdzie szukać pomocy możesz napisać do mnie priv.postaram się pomóc. Byłam w podobnym położeniu co ty i wyszłam z tego jestem zadowolona z życia.

Jeśli chcesz sobie pomóc to czeka cię długa terapia ale warto😊trzymaj się.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 28.08.2020 o 10:43, shira123 napisał:

Kivia

A dlaczego nigdy nie poszłaś na terapię?

Jeśli nie wiesz gdzie szukać pomocy możesz napisać do mnie priv.postaram się pomóc. Byłam w podobnym położeniu co ty i wyszłam z tego jestem zadowolona z życia.

Jeśli chcesz sobie pomóc to czeka cię długa terapia ale warto😊trzymaj się.

 

Nigdy nie byłam na terapii bo uważałam, że dam sobie radę same. Ale też widząc jak moja siostra chodzi na terapie i jak to wygląda to tylko mnie utwierdzało w tym, że terapeuci to idioci czekający tylko na twoje pieniądze. W końcu siostra trafiła na terapeutę z powołania i to na dodatek na NFZ, normalnie cud. Zaczęłam zmieniać zdanie, też pod wpływem mojego samopoczucia, że jednak potrzebuje pomocy w postaci terapii. Ogólnie przez 5 lat leczenia, mój psychiatra do którego chodziłam prywatnie, nie zaproponował mi żadnego konkretnego terapeuty i nawet na niego nie namawiał. Więc też w sumie myślałam, że to nie jest tak ważne. Ostatnio na wizycie u psychiatry w moim mieście na nfz, usłyszałam tylko, że tu u mnie w mieście nie ma psychoterapeuty i że psychoterapia to jest długi proces i potrzebny jest dobry specjalista. No i tyle, żadnej wskazówki, gdzie szukać dalej, co robić, nic. Odezwę się na priv, dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@kivia myślę, że warto poszukać odpowiedniego specjalisty, bo jeszcze na takiego nie trafiłaś, a to bardzo ważne w leczeniu. Ktos już Ci polecił kogoś nowego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, Czarny miś napisał:

@kivia myślę, że warto poszukać odpowiedniego specjalisty, bo jeszcze na takiego nie trafiłaś, a to bardzo ważne w leczeniu. Ktos już Ci polecił kogoś nowego?

Byłam kilka miesięcy temu u psychiatry na NFZ w moim mieście i ten tylko powiedział, że tutaj terapii nikt nie prowadzi. Miasto jest małe, nawet w psychiatrach nie ma co wybierać, bo jest tylko dwóch. Dojeżdżanie autobusem do innego miasta nie wchodzi w grę, ja nawet sama z domu nie wychodzę. Ogólnie rzecz ujmując, dobry specjalista to rzadkość. Moja siostra bywala u różnych i w końcu ten, który przyjmuje na NFZ okazał się być w porządku. Tylko, że ona ma też inny problem, dla niej dojeżdżanie jest możliwe. Od początku mojej choroby jeździłam do psychiatry prywatnie (po uprzednim uproszenie przez moją mamę kogoś z rodziny, oraz zapłacie) i ten psychiatra nigdy nie zaproponował, nie poradził kogoś do terapii. Ogólnie mam beznadziejna sytuację, z dostaniem się do jakiegoś innego lekarza niż w moim miasteczku. Samochodu nie posiadamy, a proszenie wujków mam już dosyć, bo jak jadę to czuję po tonie rozmowy, że ta osoba robi to pod przymus. Plus jeszcze głupie komentarze i pytania, które tylko dobijają bardziej. A ja ledwo żeby zaciskam, bo mnie mdli i wszystko naraz. Nie daj Boże wspomnij, że cię mdli, to zaraz wujaszek gaciami trzęsie, że mu jego super zajebista tapicerkę zarzygam i robi się atmosfera niemiła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może znajdź jakąś grupę wsparcia?w miastach dzialaja różne grupy.kiedys z braku laku poszłam na AA mimo że nie mam problemu z alko. Na takich spotkaniAch można usłyszeć mądre rzeczy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Pxxyy napisał:

Może znajdź jakąś grupę wsparcia?w miastach dzialaja różne grupy.kiedys z braku laku poszłam na AA mimo że nie mam problemu z alko. Na takich spotkaniAch można usłyszeć mądre rzeczy

Postaram się poszukać, ale mieszkam w małym miasteczku, a alkoholików nie chce widzieć na oczy, bo mój stary to alkoholik, który się oczywiście nie leczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@kivia, są też terapeuci którzy prowadzą terapię w formie online i to nie przez koronawirusa, ale cały czas. Ja przynajmniej znam 2 takie terapeutki. Przy tej formie problem odległości od miasta i terapii odpada 🙂 jak coś, to napisz na pw to podam Ci namiary na nie 🙂  z tym, że wtedy tylko terapia prywatnie wchodzi w grę. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 7.09.2020 o 08:28, kivia napisał:

Byłam kilka miesięcy temu u psychiatry na NFZ w moim mieście i ten tylko powiedział, że tutaj terapii nikt nie prowadzi. Miasto jest małe, nawet w psychiatrach nie ma co wybierać, bo jest tylko dwóch. Dojeżdżanie autobusem do innego miasta nie wchodzi w grę, ja nawet sama z domu nie wychodzę. Ogólnie rzecz ujmując, dobry specjalista to rzadkość. Moja siostra bywala u różnych i w końcu ten, który przyjmuje na NFZ okazał się być w porządku. Tylko, że ona ma też inny problem, dla niej dojeżdżanie jest możliwe. Od początku mojej choroby jeździłam do psychiatry prywatnie (po uprzednim uproszenie przez moją mamę kogoś z rodziny, oraz zapłacie) i ten psychiatra nigdy nie zaproponował, nie poradził kogoś do terapii. Ogólnie mam beznadziejna sytuację, z dostaniem się do jakiegoś innego lekarza niż w moim miasteczku. Samochodu nie posiadamy, a proszenie wujków mam już dosyć, bo jak jadę to czuję po tonie rozmowy, że ta osoba robi to pod przymus. Plus jeszcze głupie komentarze i pytania, które tylko dobijają bardziej. A ja ledwo żeby zaciskam, bo mnie mdli i wszystko naraz. Nie daj Boże wspomnij, że cię mdli, to zaraz wujaszek gaciami trzęsie, że mu jego super zajebista tapicerkę zarzygam i robi się atmosfera niemiła.


A co z wizytami on line? W dobie koronawirusa to też jest możliwe i nawet polecane.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Czarny miś napisał:


A co z wizytami on line? W dobie koronawirusa to też jest możliwe i nawet polecane.

Tak wiem o tym, ale uważam że najpierw na żywo trzeba się spotkać by zobaczyć czy trafiło się na kompetentna osoba i wogole czy pasuje nam ten terapeuta. Ogólnie pierwsze spotkania to jednak na żywo powinny się odbyć, żeby nawiązać jakaś więź bo w końcu mówimy o swoich emocjach i wszystkim co męczy, a nie każdemu takie rzeczy można powiedzieć. W moim przypadku emocje i moje udreki to tajemnica dla wielu osób, mi samej rozmawiać o nich jest niezwykle trudno. Zaufać komukolwiek jest mi trudno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Czarny miś napisał:


A co z wizytami on line? W dobie koronawirusa to też jest możliwe i nawet polecane.

Dopiero przy wirusie dowiedziałam sie, że terapie prowadzi się również online. Wcześniej nie pomyślałam o tym bo wydawało mi się mało kompetentne. Uważam, że na pierwszej terapii trzeba spotkać się twarzą w twarz. Ewentualnie po jakimś czasie online, jak już będzie pewność, że terapeuta jest ok.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A czy nie funkcjonuje w twojej okolicy dzienny oddział psychiatryczny? Byłem kiedyś leczony w takiej placówce. Byłabyś pod stałym okiem lekarza, psychologa. Nawiązałabyś nowe znajomości. W moim przypadku takie zajęcia trwały 6 h dziennie w godzinach 8-14.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, kivia napisał:

Dopiero przy wirusie dowiedziałam sie, że terapie prowadzi się również online. Wcześniej nie pomyślałam o tym bo wydawało mi się mało kompetentne. Uważam, że na pierwszej terapii trzeba spotkać się twarzą w twarz. Ewentualnie po jakimś czasie online, jak już będzie pewność, że terapeuta jest ok.


Brzmi trochę jak wymówka, bo pewności nigdy nie masz na początku. A liczy się chęć zmian.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Czarny miś napisał:


Brzmi trochę jak wymówka, bo pewności nigdy nie masz na początku. A liczy się chęć zmian.

Masz rację, ale nie oceniają mnie zle. Znowu straciłam zapał, terapia wydaje się bez sensu skoro życie nie ma sensu. Boje się otworzyć i to wszystko powiedzieć komuś obcemu. To nie jest także że mi sie nie chce, tak mam często, napływ wielkich nadziei polaczonych z radością i jakaś sila i postanawiam w czymś działać czy wziąć się za siebie. Później znowu zjazd i szara rzeczywistość, że jednak to bez sensu, że nie wjdzie. Ale chcę zmian, mam już kontakt do terapeutki i zadzwonię. Skoro chcę zmian to muszę się przełamać w tej kwestii. Nie ważne że teraz znów widzę w odcieniach szarości. Prawdą jest, że jak ktoś bardzo mocno chce zmian to je osiągnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×