Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Lilith

Rozmowy o problemach to strata czasu?

Rekomendowane odpowiedzi

Gość Lilith

Jak uważacie? Warto czy nie warto rozmawiać o swoich problemach? Jak to się ma do psychoterapii? Czy korzystacie z psychoterapii, ale gdzieś w głębi uważacie sesje za bzdury, ale chwytacie się każdej szansy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tak miałem. Przeczytawszy Twoje zmagania na terapii stwierdziłem, że oboje reprezentujemy zupełnie inne światy. 

Twój potwornie ciężki, nie do zniesienia, trudny do przepracowania, a mój - lekki, łatwy i przyjemny. Chodziłem na terapię przez rok, takie tam gadu-gadu z terapeutką. Żadnych silnych przeżyć, emocji, nic z tych zdarzeń/okoliczności, z którymi Ty musiałaś się zmierzyć. A zachęciły mnie do terapii wszystkie te entuzjastyczne hasła epatujące wysoką (rzekomo) skutecznością usuwania przyczyn problemów, a do tego doświadczenia z blogów/vlogów.

Nie uważam jednak, że terapia to bzdury. Po prostu nie każdemu pomoże. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie każdy terapeuta jest kompetentny. Przez kilka lat chodziłam do jednej terapeutki, bo myślałam, że jest dobra. Ale kiedy przypadkiem trafiłam do kogoś innego, wtedy omawiane problemy zaczęły nabierać sensu. Wszystko zaczęło się składać w całość. Jasne, nie raz wychodziłam popłakana i spocona z terapii, ale jest efekt. Wcześniejsza terapia była słaba, bo rozmawiałam z terapeutką jak z koleżanką. Żadnych naprowadzen i wniosków. 

Trzeba rozmawiać, bo duszenie w sobie niczego nie rozwiązuje, a szkodzi. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Lilith
Godzinę temu, Wędrowca napisał:

Przeczytawszy Twoje zmagania na terapii stwierdziłem, że oboje reprezentujemy zupełnie inne światy. 

Twój potwornie ciężki, nie do zniesienia, trudny do przepracowania, a mój - lekki, łatwy i przyjemny.

Dla Ciebie Twój problem jest najważniejszy i najcięższy, bo samodzielnie musisz się z nim zmierzyć. Nie ma sensu się porównywać, bo każdy jest inny. Tak jak napisałeś - po prostu inne doświadczenia, ale waga problemu dla każdego z osobna jednakowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coel, może tak być, że terapeuta niekompetentny. Ja jednak dopatruję się "winy" w sobie. Jestem jakiś uodporniony na terapię. Nie mam żadnych ukrytych, nieprzepacowanych traum, zdarzeń, które bym w sobie dusił. Moja pierwsza terapia trwała rok, bez skutku, druga... jedną sesję. Na tej drugiej terapeutka stwierdziła: no, sorry widocznie jest pan w tej małej liczebnie grupie, której pomóc się nie da. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Wędrowca napisał:

 Na tej drugiej terapeutka stwierdziła: no, sorry widocznie jest pan w tej małej liczebnie grupie, której pomóc się nie da. 

 A w czym tej pomocy chciales, co chciales zmienic? 

Ja mysle, ze duzą rolę odgrywają oczekiwania. Jesli ktos chodzi na sesje, ale w sumie nie wie, po co, na czym ona polega i co chcialby osiągnac, no to sorry, faktycznie mozna krecic sie w kolko.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, Luna* napisał:

 A w czym tej pomocy chciales, co chciales zmienic? 

....

Jesli ktos chodzi na sesje, ale w sumie nie wie, po co, na czym ona polega i co chcialby osiągnac

 

Nie no, bez przesady. Od wielu lat borykam się z problemem powiedzmy natury somatycznej. Ewidentnie geneza leży w psychice; wszystkie potencjalne przyczyny fizjologiczne zostały wykluczone. Jest to moje osobiste zdanie, jednakowoż poparte przez terapeutkę. Oboje widzimy tylko skutek, żadne z nas nie potrafi odkryć praprzyczyny całego zamieszania. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No nie wiem, przeciez zawsze jest jakas przyczyna, moze nie trafiles na kompatybilnego sobie terapeutę? (wbrew pozorom nie jest łatwo o takiego, z ktorym czujesz "chemie"). Moze byc tez tak, ze masz jakies korzysci ze stanu, w jakim sie znajdujesz. 

Z wlasnego doswiadczenia powiem ci, ze pewne objawy podczas dobrej terapii ustępują niejako "przy okazji", ja np. tak mialam z bolami głowy. Nie to bylo przedmiotem terapii, ale co jakis czas sie pojawialy, i byly dla mnie uciązliwe. 

Z czasem okazalo sie, ze byly to bole glowy napięciowe - spowodowane stresem i lękim przed pewnymi sytuacjami, takze wydarzajacymi sie podczas sesji. 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Luna* napisał:

No nie wiem, przeciez zawsze jest jakas przyczyna, moze nie trafiles na kompatybilnego sobie terapeutę? (wbrew pozorom nie jest łatwo o takiego, z ktorym czujesz "chemie"). Moze byc tez tak, ze masz jakies korzysci ze stanu, w jakim sie znajdujesz. 

 

 

1. Kompatybilność- w mojej ocenie było ok. Nie miałem i nadal nie mam żadnych zastrzeżeń co do techniki pracy mojej terapeutki. Relacja poprawna, zaufanie spore, nić porozumienia, otwartość, szczerość, żadnego tam ukrywania czegokolwiek.

2. Skutek i przyczyna są niczym mąż i żona, brat i siostra :). Ok, zgadzam się. Wyszło nam z tej współpracy tyle, że mam zamrożone emocje. Zawsze to coś. Ale ja dopytuję o praprzyczyny, czyli coś, co jest jeszcze wcześniej, coś co spowodowało to zamrożenie. No i tu już klops.

Chociaż... pkt 3:

3. Korzyści powiadasz? Hmmmm.... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

No, korzysci, korzysci. Jezeli pozostajesz w jakims stanie - pozornie niekorzystnym, to zapewne dlatego, ze masz jednak z tego jakies korzysci.  To taki paradoks. Np. skarząc sie na depresję, mozesz wzbudzac wspołczucie innych. O takie korzysci mi chodzilo.

 

 

 

 

Edytowane przez Luna*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teoretycznie mogłoby tak być. Ale to raczej na poziomie głęboko podświadomym. Bo w świadomości chcę zmiany. Jak więc przestawić podświadomość? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Wędrowca napisał:

 Jak więc przestawić podświadomość? 

To wlasnie bardziej zadanie dla terapeuty, w terapii pracuje sie z podswiadomoscia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie silny podział na świadomość i podświadomość jest trochę schizofreniczny. Trzeba chyba uznać że podświadomość to nadal my, w miarę możliwości tę sferę odsłonić i rozświetlić świadomością. Mój podział jest taki, że nie musimy być wszystkiego świadomi w danym momencie. Gdy teraz to piszę nie potrzebuję słyszeć dźwięku wiatraczka, no chyba że ćwiczę mindfulness. Ale podświadomość nadal nasłuchuje i gdy zadzwoni dzwonek zwrócę na to uwagę. Tak samo z podświadomością. To nadal my, tylko aktualnie na pewnym autopilocie i nie do końca to co tam jest rozświetlone. To taka moja rada, warto uważać na zbyt silny dualizm świadomość, nieświadomość. Kiedyś się na to złapałem i to jest błąd.

 

A odnośnie tematu, stratą czasu może być nadmiar analizowania samego siebie. Zbytnia koncentracja na sobie też może być szkodliwa. Stracimy cały świat zewnętrzny z oczu co zaburza równowagę. Czasem przenoszę uwagę na świat zewnętrzny i to miła odskocznia od ciągłego siedzenia we własnej głowie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 14.07.2020 o 16:03, Luna* napisał:

To wlasnie bardziej zadanie dla terapeuty, w terapii pracuje sie z podswiadomoscia. 

Luna, a Ty jak długo byłaś/jesteś w terapii? I w ilu uczestniczyłaś? Z wyników jesteś zadowolona? W sensie czy te terapie dały Ci oczekiwany efekt?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem zadowolona z terapii, choc ja tylko ( i moze moja T ;)  )wiem, jak trudno bywało. Jestem obecnie na etapie konczenia, co do czego zgadzamy sie z terapeutką. Konczenie, zamykanie czegos, jakiegos etapu w zyciu, relacji czy zamykanie przeszlosci, to tez jakis proces i wymaga przepracowania. Byc moze do konca roku sie uda.

Tak wogole to jest to moja druga terapia, poprzedniej nie wspominam dobrze, ale tez wiem, ze nie byłam gotowa, by dokonywac jakichs zmian. Teraz jestem w terapii juz kilka lat, i pomijając kilka wahnięc czy zwątpien, wiem, ze to ma sens.

Jednoczesnie rozumiem i wiem, ze łatwo jest zwatpic, złamac sie, odrzucic to, co terapia daje, bo to b trudny proces. Wiec rozumiem ludzi, ktorzy sa zli na terapię, albo oszukani. Rozumiem to, bo czesto tak sie czułam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Luna, ok, rozumiem. Ale jest jedna rzecz, która stale się powiela w rozmowach na forum. Zauważ, że jeśli ktoś zgłasza brak osiągnięcia celów terapeutycznych i ocenia terapię jako nieskuteczną to natychmiast przypisuje mu się obrażanie lub brak gotowości do zmiany. Ja się na nikogo nie obrażam. Stwierdzam jedynie, że w mojej terapii coś poszło nie tak. Nie wiem co. Mnóstwo osób twierdzi, że terapia ma swoje ciężkie chwile, że pacjent przejawia opór wobec zmian w życiu. U mnie nic takiego nie wystąpiło. Cała roczna terapia była przegadana.

Próbowałem u drugiej terapeutki - ta skreśliła mnie na "dzień dobry". To co jest nie tak? Ja? Terapeuta? Technika pracy? Szukać pomocy w kolejnej terapii? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Opor rowniez mozna "zagadywac". Czyli nie zblizac sie do istoty problemow, tylko troche od nich uciekac.

W innym wątku pisales, ze masz cechy DDD - czyli przemoc gdzies byla w twoim zyciu, wiec masz jakis punkt zaczepienia.

Umiesz sie w ogole złoscic? Bo wiesz, to "zgłąszanie" braku osiągniec terapeutycznych czesto nie jest neutralne, tylko podszyte złoscią lub rozczarowaniem, jakims zawodem, moze zbyt duzymi oczekiwaniami. Warto zdac sobie z tego sprawę.

Umiesz powiedziec komus "wkurzasz mnie, bo..."? 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, jestem DDD, choć to odmiana przemocy psychicznej, bez rękoczynów. 

Właśnie w tym wątku pisałem o zamrożonych emocjach. Czy potrafię się złościć? Hmmm... Wydaje mi się, że tak, choć postrzegam siebie jako człowieka łagodnego, nieskorego do złości. W mojej ocenie nie tłumię złości, choć staram się unikać sytuacji konfliktowych. Nawet zakładając, że coś tu nie działa to jak to przepracować? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, Wędrowca napisał:

Nawet zakładając, że coś tu nie działa to jak to przepracować? 

 I znow - to jest pytanie do terapeuty, bo u kazdego wyglada to inaczej.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko, że to i podobne pytania padły z mojej strony w czasie sesji. Nie doczekałem się odpowiedzi. W skrócie rzecz ujmując- spodziewamy się, że problem leży tu i tu, ale nie wiemy jak się za niego zabrać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
52 minuty temu, Wędrowca napisał:

Tylko, że to i podobne pytania padły z mojej strony w czasie sesji. Nie doczekałem się odpowiedzi. W skrócie rzecz ujmując- spodziewamy się, że problem leży tu i tu, ale nie wiemy jak się za niego zabrać.

Wiesz co, jakos nie do konca wierze.. bardziej mysle, ze opacznie interpretujesz slowa terapeutki. 

Dla dobrego terapeuty praca nad złoscią nie jest jakims wielkim zadaniem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A Ty osobiście miałaś do przepracowania niewyrażoną złość? Jeśli tak, to w jaki sposób to się odbywa? Może masz jakąś wiedzę w tym zakresie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mialam do przepracowania. Zlosc do ojca, matki, losu, innych ludzi, swiata. No i do siebie.

Tylko, ze to jest proces. Terapeuta Ci nie powie - prosze zrobic to i to. Nie da Ci wprost wskazowek, bo to Ty masz sie zastanowic, jak dzialasz, jakie masz emocje. Dlatego to jest takie trudne.

Po co to sie robi w ogole?  - wyrazenie zlosci zmienia energię wewnętrzną (lepiej sie potem czujesz).

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czasem jest to irytujce.Jak osoba,od 4 lat.Ciągle mówi.O tym samym problemnie.I wie,że nikt.Mu nie pomoże.A ma chęć troszkę się po użalać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Luna* napisał:

Mialam do przepracowania. Zlosc do ojca, matki, losu, innych ludzi, swiata. No i do siebie.

 

 

 

Rozumiem to tak, że tę złość odczuwałaś ale tłumiłaś w sobie? To u mnie jest inaczej, ja na nikogo i na nic się nie złoszczę. Było, minęło i tyle. Nawet jeśli wracam na sesji do czasów dzieciństwa to wcale mnie to nie rusza. Ot, taka tam zwykła opowieść o życiu. Chyba, że mój mechanizm obronny działa perfekcyjnie i nie sposób się do niego dobrać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×