Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Doświadczenia w dzieciństwie a problemy w dorosłości

Rekomendowane odpowiedzi

6 godzin temu, Wirginia Zachodnia napisał:

Akurat ja broniłam się sama, jeśli ktoś mi dokuczał. Nie chodziłam do nikogo na skargę. Wręcz tak zostałam wychowana, że mam bronić samą siebie i bronić słabszych. 

Widocznie byłaś silna psychicznie od dzieciństwa, ja byłem słaby, inne dzieci to wykorzystywały, zresztą tak jest częściowo po dziś. A moja matka miała i ma nieco zaburzony obraz otaczającego ją świata, ona myśli że wszyscy są tak mili, dobrzy, poukładani jak ona i jej rodzina, nie zna żadnej patologii z autopsji.     

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 13.01.2020 o 20:04, wiejskifilozof napisał:

A w mojej obronie prawie nikt nie stawał.

 

Mi dokładano. Słaby psychicznie chłopak jest sam sobie winny, takie jest życie: selekcja naturalna, maszeruj albo zdychaj, survival of the fittest 

 

Potem niestety człowiek robi się znerwicowany i sam nakręca wokół siebie nieprzyjemne sytuacje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 minut temu, akwen napisał:

 

Mi dokładano. Słaby psychicznie chłopak jest sam sobie winny, takie jest życie: selekcja naturalna, maszeruj albo zdychaj, survival of the fittest 

 

Potem niestety człowiek robi się znerwicowany i sam nakręca wokół siebie nieprzyjemne sytuacje.

Po kiedyś być innym było strasznie 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem nie sposób przecenić wpływu tego, jak nas wychowywano jako dzieci na to, jacy jesteśmy jako dorośli. 

Umysl i emocjonalność dziecka jest bardzo plastyczna i podlega kształtowaniu. Rodzice wplywaja na poczucie własnej wartości, milosc dziecka do siebie, jego oglad rzeczywistości.

Mnie kiedyś wydawalo się, ze moje dzieciństwo było "normalne", czyli szare i nijakie. Potem w terapii wszystko zaczelo nabierać roznych barw, i rozne emocje to wywolywalo, często negatywne. Ale przynajmniej cos się zaczelo dziac, cos z czegos wynikac, pojawilo się swiatełko w tunelu ( i nie był to pociąg ;P), jakas nadzieja, ze będzie dobrze.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu ‎17‎.‎02‎.‎2020 o 08:26, Luna* napisał:

Rodzice wplywaja na poczucie własnej wartości, milosc dziecka do siebie, jego oglad rzeczywistości.

Dodam tylko, że jest to wpływ nieświadomy a głębiej - fantazje jakie dziecko sobie wytwarza na temat funkcjonowania świata, swojego istnienia, swojej istoty czy tego czego oczekują od niego rodzice (jego faktyczna rola). I te fantazje często nie mają nic wspólnego ze świadomą wolą rodziców, z ich poświęceniem, oddziaływaniami wychowawczymi etc. Czasem ich bazą jest niezawiniony incydent, wydarzenie losowe.

Wychowałam się w przeciętnej PRLowskiej rodzinie, w terapii wyszła ambiwalencja i uczucia a w analizie zaszyte nieświadome dziecięce fantazje np. "oni nie chcą żebym istniała", "nic nikomu nie mogę dać bo nie mam nic atrakcyjnego", "oni chcą żebym rozstrzygnęła spór między nimi, a skoro nie potrafię nie mam prawa żyć". To są zgadywanki dziecka, jego interpretacje powstałe na wczesnym etapie dzieciństwa, co do swojej roli w systemie (więc i o stosunku do siebie). Niezależne od woli rodziców, od ich planów, marzeń. Głęboko zaszyte, pod podświadomymi schematami (zamrożonymi uczuciami). Tu wychowanie nie sięga, bo to jest interpretacja dziecinna, pierwsza, nie sięga tam nawet świadomość jednostki. Takie zaszyte fantazje ma pewnie każdy niezależnie od postawy rodziców i tego co "obiektywnie" obserwuje otoczenie w danym systemie rodzinnym. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, doi napisał:

Dodam tylko, że jest to wpływ nieświadomy a głębiej - fantazje jakie dziecko sobie wytwarza na temat funkcjonowania świata, swojego istnienia, swojej istoty czy tego czego oczekują od niego rodzice (jego faktyczna rola). I te fantazje często nie mają nic wspólnego ze świadomą wolą rodziców, z ich poświęceniem, oddziaływaniami wychowawczymi etc. Czasem ich bazą jest niezawiniony incydent, wydarzenie losowe.

Wychowałam się w przeciętnej PRLowskiej rodzinie, w terapii wyszła ambiwalencja i uczucia a w analizie zaszyte nieświadome dziecięce fantazje np. "oni nie chcą żebym istniała", "nic nikomu nie mogę dać bo nie mam nic atrakcyjnego", "oni chcą żebym rozstrzygnęła spór między nimi, a skoro nie potrafię nie mam prawa żyć". To są zgadywanki dziecka, jego interpretacje powstałe na wczesnym etapie dzieciństwa, co do swojej roli w systemie (więc i o stosunku do siebie). Niezależne od woli rodziców, od ich planów, marzeń. Głęboko zaszyte, pod podświadomymi schematami (zamrożonymi uczuciami). Tu wychowanie nie sięga, bo to jest interpretacja dziecinna, pierwsza, nie sięga tam nawet świadomość jednostki. Takie zaszyte fantazje ma pewnie każdy niezależnie od postawy rodziców i tego co "obiektywnie" obserwuje otoczenie w danym systemie rodzinnym. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Usiłowałam coś napisać, ale mi nie wyszło. To co piszesz Doi, jest zgodne z moim

doświadczeniem. Jeden i ten sam fragment w czasoprzestrzeni opisywany jest przez różnych członków rodziny w diametralnie inny sposób. Moja Mama - okres mojego dzieciństwa był czasem miłości, harmonii, zabaw, najwspanialszym okresem jej życia. Ja - okres mojego dzieciństwa był pełen bólu, strachu i udawania. To bardzo subiektywne, i nie do końca prawdziwe, bo wiem, że świadomie ta miłość i zabawa i co tam jeszcze miało być, w zamierzeniu miała być mi udzielona, a że ja podświadomie łapałam całą resztę naszego wewnętrznego rodzinnego piekiełka  - to chyba taki mój życiowy pech. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, pisałam oczywiście o wpływie nieświadomym, o przekazywaniu pewnych schematow myślowych, mechanizmow zachowan, czy swiatopoglądu na poziomie nieswiadomym. Mysle, ze to dość czesta i typowa sytuacja, ze perspektywa dziecka (jego wspomnienia z dzieciństwa i to jak odbieral swojego rodzica) rozni się od perspektywy rodzica na tą samą sprawę. 

I raczej nie chodzi tu o ustalenie, jak było naprawdę, albo kto ma rację, czy tez o jakies obwinianie. Raczej o uczciwosc względem siebie samego, i opis swojej perspektywy. Mnie w terapii nie było wcale łatwo przyznać, ze czułam się zaniedbywana jako dziecko przez np., moja mamę i czułam się niekochana ( gdy tymczasem ona uwazala i nadal uważa, ze zrobilaby dla swoich dzieci wszystko i "bardzo kocha"). Z mojej perspektywy wygladalo to inaczej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
21 godzin temu, Luna* napisał:

Tak, pisałam oczywiście o wpływie nieświadomym, o przekazywaniu pewnych schematow myślowych, mechanizmow zachowan, czy swiatopoglądu na poziomie nieswiadomym

Ja nie zaprzeczam oczywiście, tak samo jak i wypowiedzi @Ana500. Ale mi się znów wydaje, że pod tym co powstaje w interakcji , w relacji , świadomej czy nieświadomej, sa jeszcze samoistne fantazje. Że dziecko jest zdolne (jak każdy umysł) do produkcji fantazji, założeń, wyobrażeń, zaprzeczeń, które są znów funkcją jego życia wewnętrznego, części jego psyche. Nikt nie jest tabula rasa, raczej są wgrane genetycznie określone struktury, wyobrażenia więc i oczekiwania, predyspozycje biologiczne etc.

Myślę że nawet najlepsza matka tam nie dotrze, więc w sumie -nawet mając opiekę i kontakt- życie zaczyna nam się od nieporozumienia...

 

21 godzin temu, Luna* napisał:

Raczej o uczciwosc względem siebie samego, i opis swojej perspektywy

Tak, masz rację Luna, że bardzo ciężko przyznać się, że czuło sie coś innego, niż było zamiarem rodziców. I ta uczciwość jest ważna- i wobec swoich fantazji żeby im nie zaprzeczać. To jest bardzo ważny moment terapii- przyjąć swoją perspektywę.

 

W sumie mam wrażenie że te dwie strony się jakoś mijają, stąd późniejsza ambiwalencja.

 

Jak psycho mówią " że trzeba szukać w dzieciństwie" to nie tylko w świadomych zamierzeniach i działaniach, nie tylko w przekazie nieświadomym (zbieranie syfu i cudzych przekonań o świecie) ale też w tych dziecięcych  samoistnych fantazjach.

 

I tak, miara winy sensu nie ma, oczywiście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
32 minuty temu, doi napisał:

 

Myślę że nawet najlepsza matka tam nie dotrze, więc w sumie -nawet mając opiekę i kontakt- życie zaczyna nam się od nieporozumienia...

 

 

O! Musze przyznać, ze to bardzo ciekawa myśl, nigdy w ten sposób na to nie patrzyłam. W ogole caly fragment daje mi do myslenia, mysle, ze możesz mieć rację, i może pora zając się komponentą fantazji dziecięcych we własnej pracy ;) Dzięki, doi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moich dziecięcych "fantazjach" nie przeważali rodzice, lecz "świat demoniczny". Moje przeżycia wewnętrzne były "z horroru".

Gdy obecnie oglądam horrory o opętanych dzieciach, widzę w nich część siebie, bo ich przeżycia na filmach są podobne do moich przeżyć wewnętrznych z dzieciństwa.

Oczywiście dla kogoś, kto nie doświadczył czegoś takiego (czyli przeżyć wewnętrznych w dzieciństwie tak intensywnych, że wpływ ich na psychikę stał się rzeczywisty), będzie to śmieszne.

Nie miałem demonicznych przeżyć wewnętrznych przez całe dzieciństwo, pojawiły się one, gdy miałem 7 lat, być może jako powikłanie polekowe, bo leczenie, które miałem na problemy zdrowotne miało potencjalne działania niepożądane ze strony OUN.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podbijam temat, ponieważ patrząc na trajektorię Forum myślę, że może być przydatny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×