Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Doświadczenia w dzieciństwie a problemy w dorosłości

Rekomendowane odpowiedzi

Chciałabym poruszyć temat z dwóch stron.

Pierwsza. Czy rodzice zastanawiają się nad tym, jaki wpływ na przyszłe życie dzieci ma ich własne zachowanie? Jeśli w rodzinie więzi są słabe, to dziecko będzie miało trudność w nawiązywaniu relacji. Nie musi oczywiście tak być, ale z tego, co obserwuję, to tak właśnie się bardzo często dzieje. Kiedy dziecko jest narażone na "nieprawidłowości" w rodzinie, to później je powiela w życiu dorosłym. Jeśli ma styczność z alkoholem, patologią, obserwuje zachowanie rodziców, to później powiela te wzorce. Czy rodzice zastanawiają się nad tym w stosunku do własnych dzieci? Jak uważacie?

I druga.

Ilu z Was dopatruje się trudności, których geneza miała miejsce właśnie w dzieciństwie, w domu rodzinnym? Czego Was nie nauczono? Co zostało w pewien sposób "upośledzone"? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
34 minuty temu, Lilith napisał:

Ilu z Was dopatruje się trudności, których geneza miała miejsce właśnie w dzieciństwie, w domu rodzinnym? Czego Was nie nauczono? Co zostało w pewien sposób "upośledzone"? 

Ojej, to cała lista jest! Ja mam właśnie taką teorię na temat swoich zaburzeń lękowych, że w dorosłym życiu nie potrafię sobie poradzić, bo w dzieciństwie nie dostałam odpowiednich "narzędzi" od rodziców, jak sobie radzić. Była duża ignorancja problemów. Dorosłe życie mnie przerosło, bo oni mnie do tego nie przygotowali. Na terapii dopiero uczyłam się takich basic rzeczy (jak to, że jestem wartościowa, utalentowana, mam prawo czuć złość), ja serio tego nie wiedziałam. 

Ale nie winię rodziców już, bo ich życie też mocno pokopało. Moja matka miała depresję i jej opieka nade mną siadła w pewnym momencie.

I ja wiem, że moje problemy idą bezpośrednio stąd, ale nie uważam, że każdy ma jakiś gnój w dzieciństwie, który musi przenanalizować. Ale jeśli taki ma, to nie będzie zdrowy, jeśli się z tym nie skonfrontuje. Tak myślę. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
46 minut temu, Lilith napisał:

Czy rodzice zastanawiają się nad tym w stosunku do własnych dzieci? Jak uważacie?

Tak, niektórzy nawet za bardzo, bo wychowani juz są w kulturze "krzywdy domowej" czy ":relascji bez przemocy" (która między dzieckiem a rodzicem nie istnieje). Nie np. potrafią postawić granic bez uzasadnienia, nie wykorzystują roli rodzica (chcę tak, bo jestem/mówię jako matka/ojciec). Zawsze chcą dla dziecka "dobrze"- problem w tym, ze za "dobrze" podstawiają swopje "dobrze"- jako dorosłego lub jak sami byli dziećmi.

Nie, bo większość nie przepracowuje swoich domowych wzorców i powiela je nieświadomie. Nie jest świadoma. Zastanawianie się czy niezastanawianie niczego nie zmienia. Można dumać latami i robić ciągle to samo, nieświadomie.

Godzinę temu, Lilith napisał:

Ilu z Was dopatruje się trudności, których geneza miała miejsce właśnie w dzieciństwie, w domu rodzinnym? Czego Was nie nauczono? Co zostało w pewien sposób "upośledzone"? 

Zawsze genezą jest "dom rodzinny" czyli kultura, czyli upatruję, tak. Trudno nie upatrywać, bo ludzie żyją w kulturze czyli w wyparciu, w rozkoszowaniu się odmową. Zawsze coś się dziecku robi (jakoś okalecza, czegoś pozbawia), żeby mógł funkcjonować w danej kulturze. Mnie zasadniczo pozbawiono kontaktu z energią życia, spontanem, ciałem, smutkiem. Jednak moja obecna narracja nie jest wokół tego "co mi zrobiono" i wokół "trudności", tylko wokół tego "co ja mam w głowie"- a w głowie mam rzeczy wgrane bo "moje" w zasadzie nie istnieje. Ego jest iluzją, produktem kultury, podziurawione.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.10.2019 o 10:44, Lilith napisał:

Czy rodzice zastanawiają się nad tym w stosunku do własnych dzieci? Jak uważacie?

Tak.

W dniu 3.10.2019 o 10:44, Lilith napisał:

Ilu z Was dopatruje się trudności, których geneza miała miejsce właśnie w dzieciństwie, w domu rodzinnym?

Jedno ze źródeł moich trudności umiejscawiam w dzieciństwie.

W dniu 3.10.2019 o 10:44, Lilith napisał:

Czego Was nie nauczono?

Mam trudności w kontaktach z ludźmi w szczególności dbanie o moje dobro. Ponadto brak mi pewności siebie i mam niską samoocenę.

Kilka osób zwróciło mi ostatnio uwagę na przeżywanie uczuć. Poniżej przypomnę zdanie z opisu wyniku testu MMIP-2 :

"Badany najprawdopodobniej może być osoba posiadającą małą zdolność do przeżywania radości i pozytywnych więzi."

To mnie smuci. Zważywszy na uwagę jednej z użytkowniczek forum na miejsce jakie  zajmują uczucia w terapii (są bardzo ważne).

W dniu 3.10.2019 o 10:44, Lilith napisał:

Co zostało w pewien sposób "upośledzone"? 

Odpowiedź jak powyżej.

 

Pozdrawiam 

johnn

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trochę przesadza się z tym dzieciństwem. Wszystko co złe to w dzieciństwie. Człowiek idzie do przodu, przeszłość odchodzi w niebyt. Ja czasem wspominam dzieciństwo, ale czy coś we mnie jeszcze zostało z tamtych lat? Pytanie rodziców o zgodę żeby wyjść do kolegi, zakładanie czapki jak jest poniżej 10 stopni na dworze. Ograniczanie komputera. Picie alkoholu przez tatę (teraz sam z nim piję piwo i nie narzekam). Wszystko minęło, nic nie pozostało. Jest jakaś ciągłość, może jakieś umiłowanie wiedzy (szkoła), religijność (ministrantura), ale czy na poważnie to wszystko aż tak ciąży? Chyba nie zawsze, może u niektórych. To trochę taki psychologiczny mit mam wrażenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzieciństwo jest ważne, ale też przeceniane. Ja miałem pewnie mniej patologicznych rodziców niż średnia krajowa: zero alkoholu, przemocy fizycznej i psychicznej a radzę sobie w dorosłym życiu dużo gorzej niż ci co mieli ciężkie dzieciństwo. Wielu wręcz nie może zrozumieć jak mając tak dobrych rodziców wyrosłem na takie zero zawodząc totalnie rodziców, choć tego mi nie wypominają.   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 godzin temu, naftan_limes napisał:

Trochę przesadza się z tym dzieciństwem. Wszystko co złe to w dzieciństwie. Człowiek idzie do przodu, przeszłość odchodzi w niebyt. Ja czasem wspominam dzieciństwo, ale czy coś we mnie jeszcze zostało z tamtych lat? Pytanie rodziców o zgodę żeby wyjść do kolegi, zakładanie czapki jak jest poniżej 10 stopni na dworze.

16 godzin temu, naftan_limes napisał:

Jest jakaś ciągłość, może jakieś umiłowanie wiedzy (szkoła), religijność (ministrantura), ale czy na poważnie to wszystko aż tak ciąży? Chyba nie zawsze, może u niektórych. To trochę taki psychologiczny mit mam wrażenie.

Pozwolę sobie wymienić kilka elementów, które nie zmieniły się w moim życiu 

  • śpię razem z bratem w jednym łóżku,
  • mieszkam z bratem i mamą,
  • mama nadal mówi (doradza) mi co mam ubrać i zwraca mi uwagę co mam ubrać gdy jest zimno/ciepło,
  • z bratem chodzę o UP lub psychologa
  • brat sam nie chce pracować (albo wszyscy albo w ogóle)
  • pozwalam podejmować mamie decyzji bo mam z tym problem,
  • mieszkamy w gorszych warunkach niż w dzieciństwie,
  • mama dzwoni do mnie aby sprawdzić co się ze mną dzieje gdy nie ma dłużej niż poinformowałem,
  • zawsze mówię mamie gdzie idę,
  • przed kilkoma laty oddawałem na utrzymanie rodziny (mamy, mnie i brata) wszystkie zarobione pieniądze, 
  • do dziewczyny nie wyjadę na jeden dzień nie informując mamy.

Poprzestanę na tym. Mam 34 lata a mój brat 30 lat. 

Czy to wystarczy abyś zmienił zdanie? Czy mam podać więcej szczegółów z mojego życia?

Edytowane przez johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, carlosbueno napisał:

Dzieciństwo jest ważne, ale też przeceniane. Ja miałem pewnie mniej patologicznych rodziców niż średnia krajowa: zero alkoholu, przemocy fizycznej i psychicznej a radzę sobie w dorosłym życiu dużo gorzej niż ci co mieli ciężkie dzieciństwo. Wielu wręcz nie może zrozumieć jak mając tak dobrych rodziców wyrosłem na takie zero zawodząc totalnie rodziców, choć tego mi nie wypominają.   

To jest logiczne, że osoby po ciężkim dzieciństwie zazwyczaj zaradnościowo funkcjonują dobrze.

Ludzie mogą wymyślać sobie, że ciężkie dzieciństwo to samo zło, ale logika jest bezwzględna. Ciężkie dzieciństwo ostro zmusza dziecko do rozwijania zaradności, a zbyt łatwe w ogóle nie motywuje do rozwijania zaradności. Stąd też osoby, które miały ciężkie dzieciństwo są zazwyczaj mocno zaradne, a osoby, które miały skrajnie łatwe dzieciństwo mocno niezaradne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 minut temu, mark123 napisał:

To jest logiczne, że osoby po ciężkim dzieciństwie zazwyczaj zaradnościowo funkcjonują dobrze.

Nie zgadzam się. Wyjaśnij proszę.

 

24 minuty temu, mark123 napisał:

Ludzie mogą wymyślać sobie, że ciężkie dzieciństwo to samo zło, ale logika jest bezwzględna. 

Nie umiem wskazać czegoś co jest tylko złe a ty?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, mark123 napisał:

To jest logiczne, że osoby po ciężkim dzieciństwie zazwyczaj zaradnościowo funkcjonują dobrze.

Ludzie mogą wymyślać sobie, że ciężkie dzieciństwo to samo zło, ale logika jest bezwzględna. Ciężkie dzieciństwo ostro zmusza dziecko do rozwijania zaradności, a zbyt łatwe w ogóle nie motywuje do rozwijania zaradności. Stąd też osoby, które miały ciężkie dzieciństwo są zazwyczaj mocno zaradne, a osoby, które miały skrajnie łatwe dzieciństwo mocno niezaradne.

W przypadku facetów zwykle tak jest że z dwojga złego patola alko-przemocowa jest lepsza od nadopiekuńczości i chowania pod kloszem. Mnóstwo znajomych ze szkoły wywodziło się z rodzin alkoholowych gdzie bicie było normą i zwykle dobrze radzą sobie w życiu zawodowym i mają własne rodziny, choć jak tam dokładnie u nich jest to też nie wiem, możliwe że też nie różowo. No ale na pewno lepiej sobie radzą niż ja  i inni mami synkowie, którzy jesteśmy typowymi przegrywami.  

 

8 godzin temu, johnn napisał:

Pozwolę sobie wymienić kilka elementów, które nie zmieniły się w moim życiu 

  • śpię razem z bratem w jednym łóżku,
  • mieszkam z bratem i mamą,
  • mama nadal mówi (doradza) mi co mam ubrać i zwraca mi uwagę co mam ubrać gdy jest zimno/ciepło,
  • z bratem chodzę o UP lub psychologa
  • brat sam nie chce pracować (albo wszyscy albo w ogóle)
  • pozwalam podejmować mamie decyzji bo mam z tym problem,
  • mieszkamy w gorszych warunkach niż w dzieciństwie,
  • mama dzwoni do mnie aby sprawdzić co się ze mną dzieje gdy nie ma dłużej niż poinformowałem,
  • zawsze mówię mamie gdzie idę,
  • przed kilkoma laty oddawałem na utrzymanie rodziny (mamy, mnie i brata) wszystkie zarobione pieniądze, 
  • do dziewczyny nie wyjadę na jeden dzień nie informując mamy.

Poprzestanę na tym. Mam 34 lata a mój brat 30 lat. 

Czy to wystarczy abyś zmienił zdanie? Czy mam podać więcej szczegółów z mojego życia?

To nieźle że znalazłeś dziewczynę w takiej sytuacji, ja też mieszkam z mamą i bratem, ale aż takiej kontroli matka nie ma nad mną choć i tak za dużą. No i spanie z bratem w wieku 34 lat  to nie brzmi "normalnie". 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, carlosbueno napisał:

To nieźle że znalazłeś dziewczynę w takiej sytuacji, ja też mieszkam z mamą i bratem, ale aż takiej kontroli matka nie ma nad mną choć i tak za dużą. No i spanie z bratem w wieku 34 lat  to nie brzmi "normalnie". 

Dziewczynę znalazłem, gdy studiowałem. Mieszkałem wtedy w akademiku.

Moja mama jest nadopiekuńcza. Trudno po tylu latach korzystania z pomocy mamy zerwać z tym i zmienić swoje zachowanie. 

Nasze mieszkanie składa się z pokoju i kuchni. Mieszkanie jest małe. Mamy tylko jedno łóżko dwuosobowe. Mama śpi na gąbce z materaca na podłodze:(

7 godzin temu, carlosbueno napisał:

W przypadku facetów zwykle tak jest że z dwojga złego patola alko-przemocowa jest lepsza od nadopiekuńczości i chowania pod kloszem. Mnóstwo znajomych ze szkoły wywodziło się z rodzin alkoholowych gdzie bicie było normą i zwykle dobrze radzą sobie w życiu zawodowym i mają własne rodziny, choć jak tam dokładnie u nich jest to też nie wiem, możliwe że też nie różowo. No ale na pewno lepiej sobie radzą niż ja  i inni mami synkowie, którzy jesteśmy typowymi przegrywami.  

Nie umiem dbać należycie o swoje interesy. Kiedy zwracałem uwagę na to psychologowi to dał mi wskazówkę jak mam postępować : "Dbaj o swoje interesy" :(:(:( Dwa miesiące temu podjąłem pracę. Jestem wykorzystywany. Ale umiem się przeciwstawić. Kilkukrotnie próbowałem i zawiodłem:(   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.10.2019 o 10:44, Lilith napisał:

Czy rodzice zastanawiają się nad tym, jaki wpływ na przyszłe życie dzieci ma ich własne zachowanie?

Zdecydowanie uważam, że spora część ludzi wchodzi w związki i ma dzieci tylko dlatego, że "tak trzeba"   i mają tak naprawdę głęboko gdzieś, jaki wpływ na przyszłe dorosłe życie dzieci ma ich zachowanie.

 

W dniu 3.10.2019 o 10:44, Lilith napisał:

Czego Was nie nauczono?

Nauczono mnie tylko, że ludzie  bywają bardzo podstępni, nawet "bliscy" i należy mieć znaznie ograniczone zaufanie do innych, nawet do tych, których zna się wiele lat, niektórzy mogą latami udawać dobrych, wspaniałych po to, by potem skuteczniej zadać cierpienie. Nauczono mnie też, że powinno się mieć zawsze na baczności, gdyż zagrożenie ze strony ludzi może czaić się nawet "pod ochronnym kloszem".

Poza tym, to w sumie niczego mnie nie nauczono, zero, null.

 

16 godzin temu, johnn napisał:

Nie zgadzam się. Wyjaśnij proszę.

Jeśli nie zgadzasz się z tym, że jeśli dziecko jest mocno zaniedbywane przez rodziców, to w większości przypadków musi szybko nauczyć się zaradności, jeżeli chce mieć większe szanse na dotrwanie do dorosłości, to dyskusja nie ma sensu.

 

12 godzin temu, carlosbueno napisał:

W przypadku facetów zwykle tak jest że z dwojga złego patola alko-przemocowa jest lepsza od nadopiekuńczości i chowania pod kloszem. Mnóstwo znajomych ze szkoły wywodziło się z rodzin alkoholowych gdzie bicie było normą i zwykle dobrze radzą sobie w życiu zawodowym i mają własne rodziny, choć jak tam dokładnie u nich jest to też nie wiem, możliwe że też nie różowo. No ale na pewno lepiej sobie radzą niż ja  i inni mami synkowie, którzy jesteśmy typowymi przegrywami. 

Oczywiście są też wyjątki, jeśli ktoś ma problemy z ogarnianiem zaradności o podłożu organicznym, to patologiczni rodzice nie zmuszą dziecka do zaradności, czarów nie ma, ale szanse, że w takiej sytuacji dziecko dotrwa do dorosłości lecą w dół.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, johnn napisał:

Nasze mieszkanie składa się z pokoju i kuchni. Mieszkanie jest małe. Mamy tylko jedno łóżko dwuosobowe. Mama śpi na gąbce z materaca na podłodze:(

To trochę tłumaczy ale i tak pierwszy raz słyszę aby w takim wieku spać z bratem. My mamy dom 300 m 2 także takiego problemu nie ma, jakby miał się gnieździć to może bardziej bym się starał aby wyprowadzić się z domu a tak nie mam motywacji bo za taki standard w którym mieszkam musiałbym  pół wypłaty stracić. 

 

9 godzin temu, johnn napisał:

Nie umiem dbać należycie o swoje interesy.

U mnie też z tym słabo. Mieszkałem parę lat samodzielnie  ale to była zagranica, a i tak byłem wykorzystywany przez innych.   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Większość pewnie się nie zastanawia, powielają schematy które wynieśli z domu. Ja kilkanaście lat żyłam z psychopatą/sadystą więc tak jestem /cenzura/ kaleką życiową ,społeczną i nie widzę już światełka w tunelu. Wpłynęło to na każdy aspekt  mojego życia. Na terapii doszłam do wniosku ,że zdrowa część mnie to jakieś 15-20 % ,reszta to chora,patologiczna głowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, mark123 napisał:

Jeśli nie zgadzasz się z tym, że jeśli dziecko jest mocno zaniedbywane przez rodziców, to w większości przypadków musi szybko nauczyć się zaradności, jeżeli chce mieć większe szanse na dotrwanie do dorosłości, to dyskusja nie ma sensu.

Nie wiem co to znaczy mocno zaniedbywany. W sytuacji gdy rodzice lub samotny rodzic podejmuje za dziecko decyzje lub jest nadopiekuńczy to dziecko nie staje się zaradniejsze. 

2 godziny temu, carlosbueno napisał:

To trochę tłumaczy ale i tak pierwszy raz słyszę aby w takim wieku spać z bratem. My mamy dom 300 m 2 także takiego problemu nie ma, jakby miał się gnieździć to może bardziej bym się starał aby wyprowadzić się z domu a tak nie mam motywacji bo za taki standard w którym mieszkam musiałbym  pół wypłaty stracić.  

Niestety pomoc psychologa (na NFZ) i psychiatry (na NFZ) mi nie pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja musiałam chodzić na terapię, żeby ogarnąć problemy wynikające z dzieciństwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 29.10.2019 o 15:48, z o.o. napisał:

Ja musiałam chodzić na terapię, żeby ogarnąć problemy wynikające z dzieciństwa.

Ja nadal mam fobie i traumy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×