Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
needsomesleep

Niezrozumienie?

Rekomendowane odpowiedzi

Problem w tym, że każdy udaje że mnie rozumie. A czasami nawet czuje to że mnie rozumieją, poza tym nie wymagam tego specjalnie. Gdy tylko potrzebuje czasem zrozumienia to zaczyna mi się wypominania co zrobiłam nie tak, co powinnam robić, nawet kim powinnam być. Czemu nie moga mi mówić tego gdy pytam czy jest coś nie tak. Przez zaczynam się bronić a oni mówią że manipuluje, jestem cwana... No ale to co najlepiej się poddać i milczeć aż się wyzyja na mnie za swe niepowodzenia? Serio staram się zrozumieć ich a oni nie, zbyt mnie chcą rozumieć. Choćby trochę, a moje tłumaczenia mojego stanu są odbierane jak atak na nich, że ich szantazuje. Przecież to zwykła rozmowa, nic od nich nie chce prócz wysłuchania i spróbowania chociaż zrozumienia. Jeśli nie rozumieją to w porządku ale ciągle nie mogę dokończyć tego co chce przekazać bo jestem wpedzana w poczucie winy, że aż mi się włącza serio szantaż emocjonalny. Mama mówi swym szantazem "to znaczy że to wszystko moja wina, nie powinnam żyć, napiszę testament" potem mówi że nawet nie można zazartowac (z tego że zrobiłam błąd) no wyffff.. No kurrrrwa.. Przez też jej odpowiadam że "a mi to ciężko już żyć" też tymi szatazami odpowiadam. Smutno mi że im bardziej staram się być sobą, dziecinna, infatylna, ale intigentna, kiedyś zaradna to tym bardziej się psuje u mnie. Juz nie jestem tak grzeczna córka, posluszna. Stawiam się, mam swoje zdanie, swoje nawyki, swoje pasje, ja naprawdę chcę się wyprowadzić ale boję się. Ze mamie się coś stanie a mnie blisko nie będzie, bo ma problemy z ciśnieniem. Z jednej strony czuje powinność zostania tu do końca życia i jej pomagać skoro już zdrowieje. Ale w tym dziwny sęk, ja zdrowieje? Niby gdzie, ja się zwyczajnie stabilizuje ale... Właśnie z tego co widzę czeka mnie trudny wybór. Zdrowie psychiczne i moja wygoda albo wygoda rodziny i większe poświęcenie. Uciec od chorujacej mamy z powodu że mnie chowała pod kloszem, troszczyla się, sprawiła że nie mam, nie miałam celów, sensu w życiu, tylko ją ona jest mym sensem. To by było eglistyczne zapewne.. Z drugiej strony choruje już prawie całe życie, dopiero od kilku mies czuje się zywsza i przez to jest trudniej niż chyba jak byłam w tej ciężkiej depresji. Bo teraz zaczynają się jazdy, byłam nketykalna a teraz jestem jak otwarty ring, bokserzy się schodzą. Boże jak ja bym chciala już być samodzielna. Z dala od nich.. Choć mi wstyd to mówić. Całe życie się muszę wstydzić tego kim jestem, czym się stałam. To takie durne, czyje w sobie ogromną chec śmierci bo się boję żyć i być sobą. I ma to poparcie ale chyba tylko w mojej rodzinie, nikt mi nie mówił nigdy że moja pasja to zbędna makulatura, dziecinada i żeby się do tego nie przyznawać bo wstyd. Jaki kurrrrtttrwa wsyd?! Mieć przyjemność z pasji nie rozumiem, chyba zwariuje. Żałują mi być radosna, dziecinnie czy nie. Infarylnie czy nie.. No ale mi to sprawia radość! Czy nie o to w życiu chodzi? Okej, błąd jaki popełniłam był niedobry, i nieodpowiedzialny ostatnio to rozumiem że mieli obawy. Wyjechałam daleko bez słowa, i martwili się wróciłam po kilku dniach. Aczkolwiek byli kamieni kłamstwem że jestem w mieście oddalonym godzinę drogi. Mimo to po 2 dniach źle ujelam słowa i się wkopalam.. A wszystko skończyło by się po mojemu.  Chciałam ale nie mogłam powiedzieć, zabronili by mi wyjazdu. Jak zawsze zresztą, teraz dzięki temu postawieniu ich w fakcie dokonanym mogę wyjeżdżać ale złamałam bariere niketykalnosci. Już uważają mnie za zdrowsza, silna, wredba, fałszywa, cwana, nie odpowiedzialna a zrobiłam tylko jeden taki wybryk. No normalnie jakby po kaszlnieciu ktoś określił że jesteś gruzlik. Czasami nie wiem co robić bo czuje się serio jak manipulator mimo że czuję jak to mnie degraduja... Nie umieją wskazać gdzie jest moja manipulacja, milczą. Czyli to wnioski wysnute w emocjach nie pokrywają się z prawdą. Nie twierdzę że nigdy nie manipuluje, owszem bywa że manipuluje jak każdy człek zwłaszcza po problemach z rodziny manipulantow. Po kimś się to ma.. Przykre, dobrze że chociaż o tym wiem. Niezrozumiem czemu oni się gniewaja i unoszą gdy chce z nimi pogadać głębiej o czymś. "nie będę o tym dyskutować, przestań się uzalac, nie mam siły na takie gadanie, nie mam humoru, itp" rzadko udaje mi się pogadać głębiej. Ja chcę i chętnie pogadam, zrozumiem bo serio dużo pojmuje. Mimo że lubię infatylna rzeczy, z powodu oczywistych są piękne, proste, delikatne, słodkie, urocze, relaksuja, nie męczą, są niewinne, dobre, wesołe " a oni myślą że dlatego że mam zaburzenia rozwoju, cofam się w rozwoju, oni się mnie wstydzą... Wszyscy po kolei. Teraz dopiero po latach wszystko wychodzi. Kochają, nie wygonia z domu, ale się wstydzą i będę tu zawsze czarną owca, i będą na mnie patrzeć przez pryzmat moich chorób, i swoich wyobrazen. Chciałabym by spojrzeli na mnie jak na człowieka. Co ma duszę, pragnienia, smutki, że nie jest idealny... Czemu ludzie nie chcą gadać. Czemu odbierają rozmowy głębsze jako ataki jakieś, jakieś wkraczanie w strefę wojny, sami wywołują nieporozumienia zarzucając winę na innych, a to tylko zwykła rozmowa. Wymiany poglądow, myśli, uczuć... Nie rozumiem nic już czasami. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wkur, wia mnie ta edycja. Nie można poprawic błędów w spokoju bo potem wyskakuje błąd że za długo edytuje.. I nie da się zapisać posta                                                                                                         Problem w tym, że każdy udaje że mnie rozumie. Czasami nawet ja to czuję że mnie rozumieją, poza tym nie wymagam tego specjalnie. Gdy tylko potrzebuję czasem zrozumienia to zaczyna mi się wypominanie co zrobiłam nie tak, co powinnam robić, nawet kim powinnam być. Czemu nie mogą mi mówić tego gdy pytam czy jest coś nie tak? Przez to zaczynam się bronić a oni mówią że manipuluję, jestem cwana... No ale to co, najlepiej się poddać i milczeć aż się wyżyją na mnie za swe niepowodzenia? Serio staram się zrozumieć ich a oni mnie nie zbyt chcą rozumieć mimo że nie wymagam ale.. To dziwna i chciałabym czasem choćby trochę zrozumienia, a moje tłumaczenia mojego stanu są odbierane jak atak na nich, że ich szantażuje. Przecież to zwykła rozmowa, nic od nich nie chce prócz wysłuchania i spróbowania chociaż zrozumienia. Jeśli nie zrozumieją to w porządku ale ciągle nie mogę dokończyć tego co chce przekazać bo jestem wpędzana w poczucie winy, że aż mi się włącza serio szantaż emocjonalny. Mama mówi swym szantazem "to znaczy że to wszystko moja wina, nie powinnam żyć, napiszę testament" potem mówi że nawet nie można zażartować (z tego że zrobiłam błąd z wyjazdem a mówiła to tonem z wyrzutami) no wtf.. No kurrrrwa.. Przez to też jej odpowiadam że "a mi to ciężko już żyć" też tymi szantażami odpowiadam. Smutno mi że im bardziej staram się być sobą, dziecinną, infatylną, ale inteligentną, kiedyś nawet będę zaradna to tym bardziej się psuje u mnie. Już nie jestem taka grzeczna córka, posłuszna. Stawiam się, mam swoje zdanie, swoje nawyki, swoje pasje, ja naprawdę chcę się wyprowadzić ale boję się że mamie się coś stanie a mnie blisko nie będzie, bo ma problemy z ciśnieniem. Z jednej strony czuje powinność zostania tu do końca życia i jej pomagania skoro już zdrowieje. Ale w tym dziwny sęk, ja zdrowieje? Niby gdzie, ja się zwyczajnie stabilizuje... Właśnie z tego co widzę czeka mnie trudny wybór. Zdrowie psychiczne i moja wygoda albo wygoda rodziny i większe poświęcenie. Uciec od chorującej mamy z powodu że mnie chowała pod kloszem, troszczyła się, sprawiła że nie mam, nie miałam celów, sensu w życiu, tylko ją i ona jest mym sensem. To by było egoistyczne zapewne.. Z drugiej strony choruję już prawie całe życie, dopiero od kilku mies. czuje się żywsza i przez to jest trudniej niż chyba jak byłam w tej ciężkiej depresji. Bo teraz zaczynają się jazdy, byłam nietykalna a teraz jestem jak otwarty ring, bokserzy się schodzą. Boże jak ja bym chciała już być samodzielna. Z dala od nich.. Choć mi wstyd to mówić. Całe życie się muszę wstydzić tego kim jestem, czym się stałam. To takie durne, czuję w sobie ogromną chęć śmierci bo się boję żyć i być sobą. I ma to poparcie ale chyba tylko w mojej rodzinie, nikt mi nie mówił nigdy że moja pasja to zbędna makulatura, dziecinada i żeby się do tego nie przyznawać bo to wstyd. Jaki kurrrwa wstyd?! Mieć przyjemność z pasji nie rozumiem, chyba zwariuje. Żałują mi być radosną, dziecinnie czy nie, infatylnie czy nie.. No ale mi to sprawia radość! Czy nie o to w życiu chodzi? _. _ Okej, błąd jaki popełniłam ostatnio był niedobry, i nieodpowiedzialny to rozumiem że mieli obawy. Wyjechałam daleko bez słowa, i martwili się wróciłam po kilku dniach. Aczkolwiek byli karmieni kłamstwem że jestem w mieście oddalonym godzinę drogi. Mimo to po 2 dniach źle ujęłam słowa i się wkopałam.. A wszystko skończyło by się po mojemu.  Chciałam ale nie mogłam powiedzieć, zabronili by mi wyjazdu. Jak zawsze zresztą, teraz dzięki temu postawieniu ich w fakcie dokonanym mogę wyjeżdżać ale złamałam bariere niketykalnosci. Już uważają mnie za zdrowsza, silną, wredna, fałszywa, cwana, nie odpowiedzialna a zrobiłam tylko jeden taki wybryk. No normalnie jakby po kaszlnięciu ktoś określił że jesteś gruzlik. Czasami nie wiem co robić bo czuje się serio jak manipulator mimo że czuję jak to mnie degraduja... Nie umieją wskazać gdzie jest moja manipulacja, milczą. Czyli to są wnioski wysnute w emocjach i nie pokrywają się z prawdą. Nie twierdzę że ja nigdy nie manipuluje, owszem bywa że manipuluję - jak każdy człek zwłaszcza po problemach z rodziny manipulantów. Po kimś się to ma.. Przykre, dobrze że chociaż o tym wiem. Niezrozumiem czemu oni się gniewaja i unoszą gdy chce z nimi pogadać głębiej o czymś "nie będę o tym dyskutować, przestań się użalac, nie mam siły na takie gadanie, nie mam humoru, itp" rzadko udaje mi się pogadać głębiej. Ja chcę i chętnie pogadam, zrozumiem bo serio dużo pojmuje. Mimo że lubię infatylne rzeczy, z powodów oczywistych "są piękne, proste, delikatne, słodkie, urocze, relaksuja, nie męczą, są niewinne, dobre, wesołe " a oni myślą że dlatego że mam zaburzenia rozwoju, cofam się w rozwoju, oni się mnie wstydzą... Wszyscy po kolei. Teraz dopiero po latach wszystko wychodzi. Kochają, nie wygonią z domu, ale się wstydzą i będę tu zawsze czarną owca, i będą na mnie patrzeć przez pryzmat moich chorób, i swoich wyobrażen. Chciałabym by spojrzeli na mnie jak na człowieka. Co ma duszę, pragnienia, smutki, że nie jest idealny... Czemu ludzie nie chcą gadać. Czemu odbierają rozmowy głębsze jako ataki jakieś, jakieś wkraczanie w strefę wojny, sami wywołują nieporozumienia zarzucając winę na innych, a to tylko zwykła rozmowa. Wymiany poglądow, myśli, uczuć... Nie rozumiem nic już czasami. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rodzice chcą dla swojego dziecka jak najlepiej i szczerze wątpię aby się Ciebie wstydzili. Depresja ma to do siebie, że podrzuca nam do głowy tylko negatywne myśli a pozytywne są "chowane"

Depresja to, innymi słowy, oszustwo mózgu. Myślę, że to dla nich ciężki okres i na pewno martwią się o zdrowie swojego dziecka. Moim zdaniem unikają rozmowy na ten temat, ponieważ chcą Ciebie odwieźć od zagłębiania się w to, co niszczyło Twój umysł dlugi czas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moją "koleżanką" jest nerwica-depresyjna, która najbardziej daje o sobie znać w postaci lęku a rzadziej złym samopoczuciem. W czasie "ataku" też odczuwam, że nikt mnie nie rozumie, że oszaleję, dopadnie mnie jakaś schizofrenia, także to już wyższa szkoła jazdy. Nie poddawaj się, dzisiaj jest źle, ale po burzy zawsze wychodzi słońce 😉

Dodam, że nie leczę się farmakologiczne, bo wszystko jest tylko i wyłącznie w naszej głowie. Jak sobie to uświadomisz, zniknie 90% Twoich dolegliwości. Czasem jest lepiej, czasem gorzej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Szymon1992 napisał:

Rodzice chcą dla swojego dziecka jak najlepiej i szczerze wątpię aby się Ciebie wstydzili. Depresja ma to do siebie, że podrzuca nam do głowy tylko negatywne myśli a pozytywne są "chowane"

Depresja to, innymi słowy, oszustwo mózgu. Myślę, że to dla nich ciężki okres i na pewno martwią się o zdrowie swojego dziecka. Moim zdaniem unikają rozmowy na ten temat, ponieważ chcą Ciebie odwieźć od zagłębiania się w to, co niszczyło Twój umysł dlugi czas.

Mam jawne dowody że się wstydzą mnie. Słowne, w rozmowach. Akceptują to ale mówią że im to nie odpowiada i powinnam się wstydzić a przy okazji mówią że sami by tak nie robili. Owszem się martwią to wiadome i normalne, tylko nie umiem Ci nakreslić mojej domowej sytuacji. Jak to wygląda,.. Masz i rację i jednocześnie nie masz jej. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Szymon1992 napisał:

Moją "koleżanką" jest nerwica-depresyjna, która najbardziej daje o sobie znać w postaci lęku a rzadziej złym samopoczuciem. W czasie "ataku" też odczuwam, że nikt mnie nie rozumie, że oszaleję, dopadnie mnie jakaś schizofrenia, także to już wyższa szkoła jazdy. Nie poddawaj się, dzisiaj jest źle, ale po burzy zawsze wychodzi słońce 😉

Dodam, że nie leczę się farmakologiczne, bo wszystko jest tylko i wyłącznie w naszej głowie. Jak sobie to uświadomisz, zniknie 90% Twoich dolegliwości. Czasem jest lepiej, czasem gorzej.

Niezrozumienie dałam ze znakiem zapytania. Bo ogólnie czuje się zrozumiana, tylko często dają mi do zrozumienia przeciwnosc. Zresztą każdy u nas ma problem, nie jestem najważniejsza. Nie powinnam się tak naprawdę czepiać tego. Ja nie odczuwam że oszaleje bo nikt mnie nie rozumie. Bardziej oszaleje bo dostaje sprzeczne sygnały, raz ok a zaraz źle. I aż nie wiesz czy jednak można coś mówić czy jednak nie bo uraże. Czy mogę być sobą czy nie bo przynosze wstyd. Jestem tak zagubiona.. Też unikam leków. Staram się układac w głowie, tylko że nie umiem do końca. Nie mam nikogo rzetelnego na około. Kto by mi powiedział że wariuje ja albo oni albo nikt. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×