Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
accipiter.gentilis

Czy psychoterapia może zabić?

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano (edytowane)

Witam,

piszę tutaj nie bez powodu. Jestem przerażona tym co widzę, a widzę że mój stan pod wpływem terapii psychoanalitycznej się pogarsza. Mam wrażenie jakbym doświadczała regresji do czasów w których z niczym sobie nie radziłam, unikałam ludzi, miałam problemy z podstawowymi relacjami. Do tego pojawiły się problemy z utrzymaniem pracy (zostałam zwolniona dwukrotnie w przeciągu 6-ciu miesięcy, bo kompletnie sobie nie radziłam z lękami) i co najgorsze, bardzo intensywne myśli samobójcze, ogarnęła mnie pustka i bezsens życia. Moja t w momencie gdy jej to komunikowałam kompletnie się do tego nie odniosła, taka sytuacja miała miejsce kilkukrotnie. Gdy wyjechała na urlop mój stan jeszcze bardziej się pogorszył, napisałam jej że mogę nie dotrwać do końca jej urlopu. Nie ma żadnego odzewu, jakby to nie miało dla niej żadnego znaczenia. Teraz czekam na wizytę w CIK, to jeszcze dwa dni, aż dwa dni..

 

Teraz moje pytanie do osób obeznanych w tematach psychoanalitycznych - czy to możliwe żeby tego typu terapia mogła doprowadzić do samobójstwa pacjenta? Znacie takie przypadki?

Proszę jeżeli to możliwe o priv (accipiter.gentilis@wp.pl) od osób które korzystały z tego typu terapii i przeżywały podobne trudności? Jak sobie z nimi poradziliście? 

 

Edytowane przez accipiter.gentilis

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia psychoanalityczna czy psychodynamiczna jest obecnie uznawana za niezbyt efektywną i średnio poważana w środowisku naukowym. Z racji tego, że jest oparta na nieweryfikowalnych tezach, niefalsyfikowalna i za dużo jest nieścisłości w jej "doktrynie". Czy terapia może zabić? Owszem. Życie zabija, nadmiar wody, brak tlenu, brak ruchu, zła dieta, dzikie zwierzęta, wypadki komunikacyjne, żywioły itd. Źle poprowadzona terapia przez niekompetentnego terapeutę, która spowoduje wystąpienie u pacjenta myśli suicydalnych może stanowić zagrożenie dla jego zdrowia i życia. Nie kwestionuję w tym momencie kompetencji Twojego terapeuty, stwierdzam tylko jaki jest ogólny pogląd na temat nurtu. Choć pewnie wielu terapeutów pracujących w tym nurcie się ze mną nie zgodzi i stanie w jego obronie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podobno żeby było dobrze najpierw musi być bardzo źle. Rozwalają cię zupełnie, by potem cię poskładać (tak przynajmniej twierdzą) ale są przecież pewne granice, a jak się nie uda poskładać? Mam ogromne wątpliwości  co do kompetencji swojej t, a w kontekście tego co poniżej, co do terapii w ogóle. 

 

Jedna z wypowiedzi pod recenzją książki pana Witkowskiego "Psychoterapia bez makijażu" ( http://www.psychologia.net.pl/forum.php?level=428350&post=428463&sortuj=0 ) :
 

Cytat

 

"zespół Brenta Robertsefa z University of Illinois opublikował artykuł, z którego jednoznacznie wynika, że u osób poddawanych psychoterapii zachodzą negatywne zmiany osobowościowe. Naukowcy przebadali w warunkach naturalnie prowadzonej psychoterapii blisko 6,5 tysiąca osób, u których zaobserwowano wzrost neurotyzmu, nasilenie chronicznego stresu, stany depresyjne, obniżenie samooceny i sumienności:
P.I. Chow, J. Wagner, O. Lüdtke, U.Trautwein, B.W.Roberts, Therapy experience in naturalistic observational studies is associated with negative changes in personality. "Journal of Research in Personality", 68, 2017, s. 88-95."


 

 

ręce mi opadły. 

 

Jutro wizyta w CIK - oby pomogli, bo ja już nie daje rady, tak źle nie było jeszcze nigdy...

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie, tylko ty się możesz zabić a nie terapia. Ty jesteś środkiem swojego świata i ty nim zarządzasz. Nie terapeutka, mimo że sobie tak to wyobrażasz. Nikt ci niczego nie może zrobić. Tylko ty możesz sobie zrobić krzywdę.

Pytanie co chcesz osiągnąć w analitycznej i po co tam jesteś. Jeśli dla ego, głasków i walki z symptomami, to mało jak na motywację. To jest bardzo dobry nurt dla osób refleksyjnych, z silnym meta-obserwatorem, świetny nurt by zdobyć się na wewnętrzsterowność, by uzyskać wewnętrzną wolność, oddalić ego (choć typy analiz są przecież różne). A wolność jest tym, czego ludzie nie chcą na ogół, stąd analiza nie dla wszystkich. Chcą silnego ego, głasków, komunikacji, kontaktu, chcą żeby było miło. Może ten nurt po prostu nie dla ciebie?

Ja jestem bardzo zadowolona z analizy.

Zjazdy są normalne w analitycznej. Regresja także może się zdarzyć, zwłaszcza pod nieobecność analityka.

Analityczka nie jest matką, nie karmi. Próbujesz ją wzywać i szantażować. I ukoić się perspektywą obecności. I ok, to normalne co się dzieje, ale od nieobecności matki się nie umiera. Umiera się od tego co ma się w głowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, mi też się podoba to, co napisała @doi

@accipiter.gentilis i jak dzisiaj? Już jesteś po spotkaniu, prawda?

 

Ja mam tylko taką refleksję - przed progresem zawsze jest regres; zadaniem dobrego terapeuty jest zostawić Cię po terapii w takim stanie, żebyś sobie poradziła sama (moja t. określiła to "oczywiście może mi się tu Pani całkowicie rozkleić, wtedy moim zadaniem jest Panią posklejać, zanim Pani sobie pójdzie"); no i w sumie to ja przed terapią też byłam w super stanie, ale to dlatego, że działały wszystkie mechanizmy obronne i byłam silna, to że się rozwaliłam kompletnie, nie wynika z terapii, raczej zbieżność czasowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 8.08.2019 o 20:33, accipiter.gentilis napisał:

Do tego pojawiły się problemy z utrzymaniem pracy (zostałam zwolniona dwukrotnie w przeciągu 6-ciu miesięcy, bo kompletnie sobie nie radziłam z lękami) i co najgorsze, bardzo intensywne myśli samobójcze, ogarnęła mnie pustka i bezsens życia. Moja t w momencie gdy jej to komunikowałam kompletnie się do tego nie odniosła, taka sytuacja miała miejsce kilkukrotnie

To nie są zjawiska normalne na terapii. Przypuszczam że twoja T jest niekompetentna. Są pogorszenia na terapii ale mają inny charakter i są spowodowane czymś co daje się rozpoznać a następnie się tym zajmować. 

T nie odniosła się do tego że wpadasz w takie doły? To czym się zajmujecie na terapii jeżeli nie tym co najważniejsze?

Nie ma czegoś takiego jak rozklejanie pacjenta przez T a następnie sklejanie go. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Generalnie ja po każdej terapii (byłem wówczas dzieciakiem) czułem się zdecydowanie gorzej i miałem ochotę przestać istnieć choć nigdy wcześniej aż takich problemów ze sobą nie miałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 minut temu, Inga_beta napisał:

To nie są zjawiska normalne na terapii. Przypuszczam że twoja T jest niekompetentna. Są pogorszenia na terapii ale mają inny charakter i są spowodowane czymś co daje się rozpoznać a następnie się tym zajmować. 

T nie odniosła się do tego że wpadasz w takie doły? To czym się zajmujecie na terapii jeżeli nie tym co najważniejsze?

Nie ma czegoś takiego jak rozklejanie pacjenta przez T a następnie sklejanie go. 

 

To nie jest "normalne" w poznawczo-beh, w kołczingu, w terapiach "głaskowych, kontaktowych. To co się dzieje jest jednak całkowicie normalne w analizie. Analiza zajmuje się właśnie tym "czego nie da się rozpoznać", traumą, tym "czego nie da się nazwać" a działa z nieświadomego. To jest różnica między analizą nastawioną na głęboką refleksję a terapiami nastawionymi na szybką likwidację symptomów i solidne ego.

Analityk nie odnosi się do tego, ale pozwala mówić i przepracować.

Widać analityczka uznała to za "domaganie się". Analityk nie reaguje na domaganie się, bo pełni funkcje analityka, lustra. Staje po stronie nieświadomego, nie wypiera tego jak pacjent (np cierpienia, pragnienia samobójstwa). Pacjent, jego Ja, chce się czuć dobrze i umyka mu wartość tego co mówi nieświadome przez cierpienie czy chęć śmierci. Ja cierpi, bo traci kontrolę, iluzje, spójność, regresuje się. Analitykowi nie może umykać, on nie jest po stronie Ja pacjenta a po stronie wypartego. Wspiera wyparte tak długo jak nie jest inkorporowane do Ja. W czasie kryzysu może dodać dodatkowe sesje, może zdecydować o kontakcie twarzą w twarz (jeśli był wcześniej na kozetce), może być bardziej aktywny. Ale nie pojawi się na żądanie ani nie trzyma za rękę. W dobrej relacji pojawia się ciekawość pacjenta (co się we mnie dzieje, co mówi?) a nie jego lęk.

Tak ogólnie, bo tyle analiz ilu analityków i pacjentów, ile nurtów psychoanalitycznych. Analiza "amerykańska" nie jest  tym samym co analiza lacanowska etc.

Mnie jest trudno określić (bo to niemożliwe) czy analityczka popełnia tutaj błąd czy nie, ale jednak analiza jest kompletnie czymś innym niż terapia nastawiona na ego. Przeżywałam podobne rzeczy w analizie (myśli samobójcze, zjazdy etc) i było to "normalne" i nie stanowiło błędu analityka.  O tym sie właśnie mówi i zbliża do tego na co inni by powiedzieli "o boże, boże, jakie to straszne, zapomnijmy o tym, kocham panią, niech pani weźmie leki!". 

Gdy analityka nie było, potrzebowałam kontaktu z czymś "jego" (tekstem) lub poszłam na konsultację do innego psycho, żeby po prostu pogadać- taki sposób na samouspokojenie się.

Analiza to nie mus, nie polecę każdemu, bo to jest bardzo ciężkie (z czasem robi się łatwiejsze). Zależy czego się chce i jak idzie proces. A proces jest na lata. I może być tak, że analityk nie "złoży" pacjenta tak jak Ja by chciało się widzieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@doi moja terapeutka jest p-b. Pracujemy w terapii schematów, zajmujemy się moją trauma i nie głaszcze mnie po głowie. Wprost przeciwnie :)

No i nie powiedziała że mnie kocha jak rozmawialysmy o ms. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Smutno że trafiam na trochę nie tych terapeutów. Też prawie co się ubiłam przez niektórych.. Potrafili tylko utwierdzic w mej bezsensownosci. Naprawdę trzeba być ostrożnym tego co w uszy wchodzi. Bo co się usłyszy to się nie odslyszy. Tym razem trafiłam na neutrala.. W sumie nie wie co począć że mna. Gadamy o niczym. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Disappear "kocha" to był obraz, t. nie musi o tym mówić wprost. I -jak piszesz- rozmawiacie, pracujecie. Analityk nie rozmawia, jest lustrem na projekcje, poddaje interpretacje, a pracuje sam pacjent, czasem nie ma w ogóle kontaktu twarzą w twarz. To jest właśnie to co napisałam - różnica między analizą a terapią. Co nie znaczy że terapia to bułka z masłem. Mnie p-b nie leży, jest za płytka, ale przecież też pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, doi napisał:

@Disappear "kocha" to był obraz, t. nie musi o tym mówić wprost. I -jak piszesz- rozmawiacie, pracujecie. Analityk nie rozmawia, jest lustrem na projekcje, poddaje interpretacje, a pracuje sam pacjent, czasem nie ma w ogóle kontaktu twarzą w twarz. To jest właśnie to co napisałam - różnica między analizą a terapią. Co nie znaczy że terapia to bułka z masłem. Mnie p-b nie leży, jest za płytka, ale przecież też pomaga.

 

Rozmawiamy, bo ja potrzebuję tak właśnie nad sobą pracować.

Spora grupa już, terapeutów p-b, pracuje w terapii schematów która nie jest płytka zdecydowanie, ale terapeuta jest bardziej kontaktowy niż w analizie.

Bywało, że miałam sesje bez kontaktu twarzą w twarz, bo tak chciałam i myślę, że w ten sposób łatwiej mi było wyrzucić z siebie to co najtrudniejsze.

Nurt terapii jest ważny, na pewno nie każdy odnajdzie się w analizie, ale też myślę sobie że najważniejsza jest osoba terapeuty i dopasowanie stylu pracy do potrzeb pacjenta. Jakaś elastyczność.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 11.08.2019 o 00:19, accipiter.gentilis napisał:

Podobno żeby było dobrze najpierw musi być bardzo źle.

Nie wiem czy bardzo źle.

Przyszła mi do głowy następująca analogia. Gdy w twoim pokoju panuje nieład to zanim zrobisz w nim porządek musisz jeszcze bardziej nabałaganić. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak się terapeuta wkurzy to może krzywdę wyrządzić, młotyka siekiera piłka nóż.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

haha Jerzy

 

chyba po studiach się uzbroje w pistolet na najgorszych pacjentow))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, shira123 napisał:

chyba po studiach się uzbroje w pistolet na najgorszych pacjentow))

Wystarczy, że zachować odpowiedni dystans oraz będziesz używać laskę do samoobrony 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sama terapia nikogo nie zabije ale przy błędach TERAPEUTY może dojść do sytuacji że pacjent będzie miał dodatkowe ryzyko albo wręcz zabije siebie. @doi to co piszesz nie odnosi się do leczenia, może jakiejś refleksji, wsparcia, ale nie leczenia i jeśli traktować terapię jako formę leczenia to w pierwszym rzędzie ma nie szkodzić, nie prowadzić pacjenta do dodatkowego niebezpieczeństwa w postaci utraty życia, a takie rozumienie jak prezentujesz jest wymówką terapeuty i zwolnieniem sie z jakiejkolwiek odpowiedzialności. Oczywiście odpowiedzialność jest stopniowalna, są super terapie a jednak i tak pacjent się zabija, ale jeśli terapia była żle prowadzona ryzyko pacjenta znacząco rośnie. Pewnie ze świecą szukać terapeuty który w ten sposób traktuje swój zawód i w przypadku gdy rzeczywiście pacjent się targnie zastanowi się nad swoją odpowiedzialnością w tym. Raczej będzie szukać dupochronów w postaci jakichś mglistych pojęć typu "proces pacjenta" itp. i będzie zainteresowany bronieniem siebie i swojego dobrego samopoczucia przed wyrzutami sumienia gdyby jakiekolwiek się jednak pojawiły. Dlatego mimo ze jesteśmy chorzy i cięzko nam rozpoznać sytuację w jakiej się znajdujemy i tak musimy umieć zatroszczyć się o siebie i nie liczyc na to że tereaputa dostrzeże swoje błedy i je naprawi. Jeśli miałby to zrobić to te zmiany widać z tygodnia na tydzień, omawia się je na terapii, pacjent widzi korekty, a nie po wielu miesiącach człowiek jest zupełnie rozmontowany a terapeuta cieszy się że terapia działa bo musi być gorzej żeby było lepiej. No nie musi i jeśli gorzej pochodzi nie od problemów pacjenta ale od samej terapii to jedyne co powinien zrobic pacjent to spie* gdzie pieprz rośnie, bo w razie czego nie usłyszy nawet "sorry".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@myszak Chciałabym żyć w takim prostym świecie, gdzie terapia "leczy" a terapeuta ma zawsze sukcesy. Takiego świata nie ma a to że "terapia to leczenie" to samorealizująca się, obustronna (pacjentów i terapeutów) iluzja. To jednak jest nieprzewidywalny proces. Można zminimalizować ryzyko (szkolenie, superwizja etc, etc), ale to zawsze jest nieprzewidywalne zetknięcie dwóch umysłów. I to dwóch nieświadomych, na wpół ślepych, a nie deklaratywnych świadomych, bo na tym poziomie to można się tylko wytresować a nie przepracować progi (niektórym kołczing wystarcza i jest ok). "Proces pacjenta" to nie dupochron tylko prawda. Zawsze będzie ryzyko i zwiększenie cierpienia i pacjent powinien to wiedzieć. Terapia nie jest dla każdego, analiza jeszcze mniej - to jest zawsze szansa i ryzyko. Nie każda interwencja kończy się sukcesem i to jest (powinno być) oczywiste.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Celem terapii jest zmniejszenie cierpienia to oczywiste a nie oczywiste jest jego zwiększenie. Jeśli jesteś młodą zdrowa i bogata to możesz chodzić na takie terapię jak opisujesz bo masz czas nic szczególnego ci nie dolega i masz dość pieniędzy żeby płacić za poetyckie ekspresje o wpół ślepych i nieświadomych. Większość ludzi brakuje co najmniej jednego z tych punktów i raczej są zainteresowani usługa która pozwoli wrócić im do w miarę stabilnego funkcjonowania utrzymać pracę rodzinę mieć jakas satysfakcję z życia i radzić sobie z cierpieniem. Piszesz tak jakby to była jakaś działalność tajemnicza i artystyczna i nie wiadomo w sumie po co. A do terapii kieruje lekarz na podstawie wskazań ma to zmierzać do jakiegoś efektu czasem mało spektakularnego ale jednak nie do grobu bo jak mam się zabić przez terapię to mogę w ogóle na nią nie iść. Owszem gwarancję masz co najwyżej na suszarkę do włosów a nie na leczenie i nigdy nie wiesz czy się obudzisz po operacji ale jednak oczekujesz tego że tak. Tak samo tutaj. Może te szansę są mniej precyzyjnie określone ale jednak są jakieś ramy w których to się odbywa. Terapeuta powinien panować nad tym co robi z pacjentem terapia i dbać o to żeby jednak pacjent dożył do jej zwykłego zakończenia. Zwalanie ewentualnych niepowodzeń jest przywilejem tego typu zawodów jak terapeuta czy nauczyciel bo ładnie można kota ogonem ustawić że to jednak uczeń się nie nauczył a pacjent miał proces. No jednak idziemy do ludzi od których wymagamy jakiś kompetencji wyobraźni zdrowego rozsądku przynajmniej w takim zakresie że jeśli widzą sami że nie potrafią i sytuacja wymyka się spod kontroli to odpuszczają kierują do kogoś innego. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@myszakZrewiduj może swoje oczekiwania? Żądasz, żądasz, ale mam wrażenie- jakoś tak po dziecięcemu, z żalem. Terapeuta "powinien", "usługa" etc, etc. To nie usługa, to kontakt z drugim człowiekiem. Możesz sobie kłamać jak chcesz i minimalizować lęk przed tym kontaktem ale to nic regularnego a ryzyko i szanse.  "Zmniejszenie cierpienia" - a może "inne spojrzenie na cierpienie" byłoby doroślejsze? I jasne jest że cierpienie się wzmaga w procesie.

Diagnozy to nie twarda prawda a narracja. Umysł nie jest materią, nie naprawia się go jak pralki. Proces nie jest tajemniczy ale może być zaskakujący, nieprzewidywalny, bezładny, przecież to nieświadome.

Nie trafiłam nigdy na żaden kontakt z t. w którym nie byłoby ram. Co masz na myśli pisząc "ramy"?

Skąd w ogóle ten pomysł że terapeuta zabija?

T. zdają sobie sprawę z błędów, rozmawiają o tym w superwizji, przepraszają czasem pacjentów za błędy- ja byłam w takiej sytuacji, t. mnie przepraszał za błędy, proces szedł dalej. Ludzkie to przecież.

PS Nie wiem co sądzi większość ludzi i co mają. Ja piszę swoje zdanie i odczucia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niby po co mam rewidować? Bo tak mi powiesz na forum internetowym i nazwiesz dzieckiem? Jak cię posłucham to będę dorosła? Ja muszę na swoją terapię zarobić pieniądze nie wiem jak ty może masz ich za dużo, nie żyje po to żeby się bujać po analitycznych kozetkach przez resztę życia tylko sobie coś ogarnąć i jakoś probowac iść dalej. Jeśli mam myśli lub próby samobójcze to podstawowa sprawa dla mojego terapeuty jest ograniczyć ryzyko kolejnych prób i nauka kontrolowania myśli a nie półślepe wędrówki w nieświadomość po których perspektywa umierania wydaje mi się jeszcze bardziej atrakcyjna. Jeśli masz ochotę poczytaj sobie o skutkach ubocznych terapii ale raczej po polsku na ten temat mało jest bo w tym kraju jest to jakieś tabu chyba? Tak, to się bada obserwuje i próbuje wyciągnąć wnioski. I nasilenie tendencji samobójczych jest jednym z takich odwrotnych efektów. Ale wcale nie jedyne. Terapia może szkodzić jeśli jest źle prowadzona źle dobrana. Oczywiście terapeuta może popełnić jakieś błędy ale tak jak napisałam następuje korekta pacjent to widzi i sytuacja się normalizuje a nie pogarsza. Terapia nie zabija wprost pistolet jak leży w szufladzie też nie zabija. Jednak pod wpływem terapii coś się z pacjentem dzieje i nie zawsze są to zmiany na lepsze lub zmiany przejściowe. Odpowiedzialny terapeuta po prostu o tym wie i dokłada starań aby tak się nie działo. Na przykład omawia na superwizji swoje interwencje w kontekście tendencji samobójczych pacjenta mój terapeuta na przykład tak robi i jasno mi o tym mówi. Zna czynniki ryzyka uczy się jak prowadzić terapię żeby była bezpieczna. Nie sądzę że naiwne jest oczekiwać że ktoś będzie staranny i odpowiedzialny w swojej pracy za którą bierze nie tylko pieniądze ale też jakaś wewnętrzna odpowiedzialność co nie przeszkadza pacjentowi jednocześnie troszczyć się samemu o siebie zresztą świadczy to o naszej zdrowej niedestrukcyjnej części. Takie coś jak piszesz to ja widzę jak się upalę ale jak jestem trzeźwa to jednak świat trochę inaczej mi wygląda. Ja też staram się wykonywać swoją pracę starannie dlatego mogę sobie wyobrazić że są na świecie ludzie podchodzący poważnie do swoich obowiązków. Mam wrażenie że kolejna moja terapia wreszcie przebiega w ten sposób ale dawniej poznałam nierzetelnych i niekompetentnych terapeutów i lekarzy którzy też często mi szkodzili. Nauczyłam się słowa "jatrogenny" kiedy odmawiałam swoje problemy wygenerowane na terapii z kolejnymi terapeutami. Fajnie że miałam taką szansę bo jak kiedyś po jednej takiej głębokiej paniusi psycholog wyszłam wprost na ulice to mogłam już mieć to załatwione. Pewnie by tak samo powiedziała że to mój proces bo jej tak wygodnie, stawka było tylko moje życie ale jednak oddziaływanie tej konkretnej sytuacji i myślenie pod jej wpływem było wtedy ewidentne. Niestety widzi się to dopiero po czasie kiedy emocje opadną i właśnie o te emocje terapeuta ma zadbać żeby ich temperatura była taka żeby nie rozsadziło silnika bo jednak on jest właśnie po to. I to wszystko nie wyklucza wcale szczerej relacji i intensywnego kontaktu. Płacę za wszystko za gabinet za ręczniki w toalecie i za to że mój terapeuta jest odpowiednio wyszkolony do tego żeby ten kontakt między nami był i służył mojemu zdrowieniu. To że on bierze za to pieniądze nie oznacza dla mnie że jest w relacji nieszczery i że nie troszczy się o mnie. Z tego co napisała autorka tego wątku nie wynika że jej terapia spełnia te kryteria i jak dla mnie widać że słusznie ją to niepokoi. Uważam że w takich sytuacjach najlepsze jest szybkie znalezienie bardziej odpowiedniej osoby a zazwyczaj jest w kim wybierać. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@myszak Ok. Znalazłaś swojego nowego boga. I dobrze. Ale co ja mam z tym wspólnego?  Kiedyś bloga na temat szkodliwości terapii prowadziłam. To jest temat niszowy, marginalny, bardzo złożony, tak samo jak samobójstwo i przyczyny. Jeśli uważasz że ktos wykonał swoja pracę źle to to zgłoś gdzie trzeba a nie mi. Żeby namieszć powiem jeszcze, że ja psychoterapeutów w zasadzie nie lubię, głupi są, ględzą te swoje banały. Ale to mój umysł wybiera czy coś z tego weźmie. Jestem wolnym człowiekiem, nikt niczego nie może mi zrobić, nawet "zły" terapeuta. 

Analiza nie jest dla wszystkich, z pewnością nie dla tych którzy chcą tylko "normalnie funkcjonować", chca byc leczonymi przez dobrego pana i znaleźć sobie boga. Wprost przeciwnie. Jest dla bogów obalenia, tak samo jak dla obalenia gier umyslu zdrowy/chory.  Potrzeba w analizie partnerstwa- pacjent na ogól tego nie chce, bo woli być w pozycji dziecka domagajacego sie miłości. W analizie widać jaki jest proces - próbowałam go tutaj przybliżyć. Czasami bardzo bolesny, zagmatwany, ale ciekawy. Jeśli to kogoś nie interesuje- to po co psychoanalizę zjeżdżać, lepiej omijać ją z daleka. Czemu mnie atakujesz - nie wiem (domyślam się), nie jestem twoją "złą" terapeutką i w ogóle mam wrażenie że jedziesz po mnie zupełnie nieadekwatnie. Są różne terapie, analizy też, kołczingi, czanelingi i masaże, wybierz sobie co chcesz i daj życ innym. Autorka jest dorosła, sama sobie poradzi.

Powodzenia w terapii anyway. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@doi pytanie było czy terapia może zabić. Ja mówię może, ty mówisz nie może. A potem mówisz że ja jestem bezkrytyczna? Chyba masz problemy ze zrozumieniem tego co sama piszesz więc nie oczekuje że zrozumiesz co pisze ktoś inny. Moje zdanie jest takie że jeśli dziewczyna widzi że jej to szkodzi to na 90% ma rację i powinna zrezygnować. To twoim zdaniem świadczy o moim braku krytycyzmu wobec terapii. Może krytycyzmem byłoby tkwić w tym dalej powiedzieć sobie że pacjent jest zawsze winien niepowodzeń terapii? Nie podejmuje się rozmawiać z tobą dalej bo nie bazujemy na tym samym. Ja mam konkretne doswiadczenie z terapiami również takimi których przerwanie utrudniano mi w ten sposób że wmawiano że rezygnacja to ucieczka od problemów ze jest to częścią mojego problemu ze dezorganizuje terapię. Skończyło się to dla mnie dużym kryzysem i próbami samobójczymi. Wiem że terapia może być szkodliwa i to maksymalnie i nie ma na to innego wytłumaczenia niż błędy tej terapii bo to nie dzieje się z dnia na dzień ale terapeuta tygodniami ogląda efekty swojej "pracy" i abo nie robi nic albo jeszcze dolewa benzyny do pożaru. To co zawsze powinien zrobić terapeuta gdy widzi tego typu efekty to superwizja konsultacje na zewnątrz i albo zupełna zmiana postępowania albo przekierowanie do innego który lepiej zna się na tego typu przypadkach. Jeśli terapeuta tego nie robi zawsze pacjent może odejść tylko nie zawsze ma na to dość siły i jeśli ktoś pisze o tym na forum to prawdopodobnie jest to ta sytuacja. Są też konkretne przeciwskazania do terapii wogole i okresowo. Przeciwskazania do nurtu, np klasyczna analiza dla bpd jest przeciwskazana a w przypadku ptsd nie daje nic poza drenażem kasy. Pewnie są wyjątki ale jeśli ktoś widzi że to mu szkodzi to po prostu szkodzi i tyle w temacie. Jeśli to twoim zdaniem jest ubóstwianie to ja nie wiem jakie tam masz sobie kategorie w głowie ale na pewno się nie dogadamy. Ja powiedziałam co uważam i jakie są moje doświadczenia a mam nadzieję że autorka wątku wyciągnie dobre wnioski. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@myszak Myślę że rozważanie w kategoriach winy jest bezsensowne. Mam wrażenie że oczekujesz do terapeutów cudów zrozumienia, ale to tylko ludzie nie bogowie, robią błędy, zaniedbania, nie rozumieją, gubią się w procesie i w tym nie ma złej woli. Przypisujesz terapeutom złą wolę, moce zabijania, to bądź łaskawa dać im także nadprzyrodzone siły zbawiania - ale zauważam, że twoje myślenie jest ciągle o nadprzyrodzonym a to zwykli ludzie...Terapia może przyczynić się po pogorszenia stanu, zakończyć porażką, oczywiście, ale przecież to nie terapeuta zabija, zabija to co pacjent ma w głowie i jak interpretuje - wg swoich wykrzywionych schematów- to co robi terapeuta. I tutaj zdania nie zmienię. Niemożliwa jest ocena co jest właściwą przyczyną samobójstwa pacjenta, bo to zawsze zespół przyczyn. Dlatego terapeuci są zwolnieni z odpowiedzialności karnej za samobójstwo pacjenta.

Pacjent nie ogarnia tego co ma w głowie, nie ogarnia relacji, kryzysy, zjazdy, myśli samobójcze, regresje w terapii się zdarzają, tak samo jak szantaż emocjonalny pt "zabiję się jak nie będziesz mnie kochać",  interpretacja analityka jako wroga czy nienawiść do niego - i to wszystko jest częścią procesu, jest "normalne", bo się zdarza. Terapia/analiza jak każdy kontakt jest obarczony ryzykiem i to jest oczywiste, tak samo jest dla mnie oczywiste że pacjent ma prawo z terapii wyjść jak nie daje rady .

Nikt nie jest w stanie ocenić co dzieje się w diadzie. Decyzja zostać/odejść to decyzja autorki i nie wiem- w odróżnieniu od ciebie co jest "dobre". Ja spróbowałam wyjaśnić autorce, co może się dziać i jak działa analiza i analityk. To wszystko.

Doświadczenia mam inne- moje impulsy samobójcze i inne, niechęć do analityka i zjazdy w analizie zostały przepracowane - dzięki mojej wytrwałości i cierpliwości analityka - dla mojej ogromnej korzyści. Mój analityk mylił się w interpretacjach, popełniał błędy, raz mnie wyrzucił. A jednak. Są i takie scenariusze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×