Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Przeniesiony

Lance'a Dodesa metoda leczenia uzależnień

Rekomendowane odpowiedzi

Chciałbym polecić Wam i poddać pod dyskusję psychologiczny model radzenie sobie ze wszystkimi typami uzależnień, opracowany przez Lance'a Dodesa, amerykańskiego emerytowanego psychiatrę z Harvard Medical School. Jego podejście jest najbardziej ludzkie i oparte na solidnej humanistycznej psychologii.

(Druga książka podana w bibliografii, Breaking Addiction jest po angielsku i nie została jeszcze przetłumaczona i wydana w Polsce, ale serdecznie polecam dla wszystkich, bo może pomóc w samodzielnym radzeniu sobie z problemem uzależnień, wszystkich uzależnień.)

Lance Dodes nie traktuje uzależnienia jako moralnego skrzywienia, chronicznej choroby mózgu czy jako świadomego wyboru osoby uzależnionej, bo uzależnienie jest poza kontrolą wolnej woli i wynikiem nieświadomych procesów, a podkreśla to, że akty nałogowe to objawy problemów emocjonalnych, z którymi zmaga się osoba uzależniona. W swoich artykułach całkowicie neguje koncepcję chorobową, oddziela również uzależnienie fizyczne od substancji od uzależnienia psychologicznego, podkreśla, że osoby uzależnione bardzo łatwo zamieniają jedno uzależnienie na drugie.

Dodes twierdzi, że funkcją uzależnienia jest próba odwrócenia stanu beznadziei (stanu braku kontroli nad własnymi działaniami), w której znalazła się osoba uzależniona.

Stan ten jest poprzedzony narcystycznym gniewem spowodowanym ranie zadanej osobie uzależnionej, a sam akt nałogowy to przeniesienie emocji na substancje, gdy czynność dla zaspokojenia codziennych potrzeb osoby uzależnionej nie jest możliwa do zrealizowania wprost. Czynnikiem napędzającym akty nałogowe są kompulsje.

Gdybyśmy swoje codziennie potrzeby rozwiązywali wprost, nie było by zjawiska uzależnienia.

Polecam więcej na ten temat w książkach i artykułach naukowych Dodesa.

1. The Heart of Addiction. A new Approach to Understanding and Managing Alcoholism and Other Addictive Behaviors

2. Breaking Addiction. A 7-Step Handbook for Ending Any Addiction

3. Addiction as a psychological symptom

 

W komentarzu podam tłumaczenie jednego z artykułów Lance'a Dodesa, który bardziej przybliży istotę uzależnienia.

 

Pozdrawiam serdecznie użytkowników forum i życzę wytrwałości w zmaganiu się z problemami życiowymi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychologia uzależnienia

 

Dlaczego ludzie stosują akty nałogowe?

 

Marion odłożyła telefon, gdy usłyszała od męża rozkaz, że musi na wieczór przygotować obiad dla niego i kilku gości biznesowych. Zamiast iść na siłownię, będzie musiała teraz iść na zakupy i przygotować coś do jedzenia. Stojąc w kuchni poczuła znaną sobie ochotę zażycia kilku tabletek przeciwbólowych. Pytanie jest: dlaczego tak się dzieje?

 

Prawie wszystkie akty nałogowe wywoływane są przez ważne wydarzenia, które mają emocjonalne podstawy. Przypadek Marion nie jest odosobniony. Marion poczuła, że znajduje się w pułapce. Marion nie była wstanie sprzeciwić się żądaniom męża z powodów emocjonalnych, które wynikały z jej przeszłości. Nie mogła również wykonać jego rozkazów. Bezradność, którą poczuła doprowadzała ją do wściekłości. Musiała jednak coś zrobić, aby poczuć się mniej bezradna. Dla niej tą czynnością było zażycie tabletek przeciwbólowych.

 

Zauważyłem, że prawie każdy akt nałogowy przybiera taką formę. Psychologię, którą napędzają akty nałogowe można podsumować w trzech punktach:

 

  1. Każdy akt nałogowy poprzedzony jest stanem bezradności lub bezsilności. Problemy, które wywołują te stany są wyjątkowe w przypadku każdej osoby (dlatego terapia powinna być zindywidualizowana, aby poznać te indywidualne problemy). Funkcją aktów nałogowych jest odwrócić ten stan bezradności. Jest to możliwe, ponieważ podjęcie decyzji o wykonaniu aktu nałogowego (lub nawet sama myśl o wykonaniu tego aktu) powoduje, że czujemy się lepiej, że odzyskujemy moc i kontrolę nad własnymi emocjami i nad własnym życiem. Leki i narkotyki (ogólnie substancje) najlepiej się nadają do tego celu, ponieważ zmieniają (i w ten sposób kontrolują) samopoczucie. Jednak uzależnienia w których, substancje nie biorą udziału czyli uzależnienia behawioralne, mają takie samo działanie, ponieważ również zmieniają samopoczucie i przywracają kontrolę na własnymi emocjami i nad własnym życiem. Odwrócenie stanu beznadziei, które osiąga się przez zażycie substancji, można nazwać psychologiczną funkcją uzależnienia.
  2. Stany wszechogarniającej bezradności, na które składają się uczucia wywołujące akty nałogowe, powodują uczucie wściekłości. Ta wściekłość jest normalną odpowiedzią na ranę zadaną nam, gdy czujemy, że tracimy kontrolę nad własnym życiem i nad własnymi działaniami. Ta wściekłość jest bardzo silnym napędem w zjawisku uzależnienia. Wiemy, że ta wściekłość jest skierowana przeciwko stanom bezradności i że może spowodować, że będziemy zachowywali się wbrew zdrowemu rozsądkowi, gdy znajdujemy się pod wpływem tej wściekłości. To właśnie obecność tej wściekłości w uzależnienia daje temu zjawisku tak charakterystyczną cechę: bardzo dużą intensywność z utratą zdrowego rozsądku i zachowaniami, które powierzchownie mogą wydawać się nieracjonalne i destrukcyjne.
  3. W uzależnieniu wściekłość skierowana przeciwko stanom bezradności jest zawsze wyrażana za pomocą aktu zastępczego (przeniesienia). Gdyby uczucie wściekłości było wyrażone wprost, nie było by zjawiska uzależnienia. Na przykład gdyby jakaś osoba została ogarnięta nieznośnym stanem bezradności z powodu nieupoważnionej krytyki ze strony szefa (w przypadku gdy krytyka dotyka starych i wrażliwych dla tej osoby spraw) i wtargnął do biura szefa, kłócąc się z nim wściekle, zjawisko uzależnienia by nie miało miejsca w przypadku tej osoby. Jednak gdyby ta osoba przeniosła swoją potrzebę odwrócenia nieznośnego stanu bezradności i zamiast wtargnięcia do biura szefa, poszła do domu, aby się napić, wtedy picie tej osoby było by napędzane tym samym gniewem, który został wyrażony podczas wtargnięcia do biura i kłótni z szefem. Jeśli picie w przypadku tej osoby objawia się regularnym sposobem na poradzenie sobie ze stanami bezradności, wtedy można powiedzieć, że ta osoba charakteryzuje się powtarzającą się, intensywnie napędzaną potrzebą picia. Takie kompulsywne zachowania nazywamy zjawiskiem uzależnienia.

 

Marion nie była wstanie podjąć bezpośredniego działania, mówiąc wprost swojemu mężowi, żeby sobie sam zrobił obiad, nie mogła również znaleźć innego sposobu, aby poradzić sobie ze swoim stanem bezradności. Zamiast tego zareagowała, stosując swój emocjonalny mechanizm, do którego zawsze uciekała (zażyła tabletki), aby uciec z emocjonalnej pułapki, w której żyła. Cierpiała po prostu na zjawisko uzależnienia.

 

Uzależnienie można pokonać, gdy poznamy swój mechanizm, który go napędza.

 

[W tym miejscu Dodes dodaje, że będzie w innych wpisał wyjaśniał dokładnie, na czym polega zjawisko uzależnienia, dodaje, że zajmie się praktycznymi sposobami jego leczenia, zachęca do dalszej lektury i informuje, że rozwiązanie problemu Marion znajduje się w pierwszej jego książce The Heart of Addiction itd.]

 

Jak myślicie, w jaki sposób Marion poradziła sobie ze swoim nałogiem?

 

Źródło: Psychologia uzależnienia. Lance Dodes, Psychology Today, 2010

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ciekawy wątek, mam nadzieję, że jeśli znajdziesz czas, będziesz wrzucać więcej tłumaczeń Dodes'a :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję. Nie obiecuję, bo tłumaczenia zajmują mi bardzo dużo czasu, ale postaram sie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Obalając mit

Zjawisko uzależnienia było źle pojmowane przez bardzo długi czas. Taki stan rzeczy ostatnio uległ pogorszeniu z powodu upowszechnienia terminu, że uzależnienie to choroba mózgu.

Zwolennicy tego terminu, który jest błędny, wskazują na fakt, że ośrodki w mózgu odpowiedzialne, za kontrolowanie przyjemności, rozświetlają się na ekranie monitora diagnosty, który bada mózg za pomocą tomografu komputerowego. Dochodzą oni do wniosku, że takie zachowanie mózgu musi stanowić istotę zjawiska uzależnienia.

Niestety, nie stanowi. Te ośrodki w mózgu rzeczywiście zareagują odpowiednio i rozświetlą się tak samo u każdej osoby po zażyciu niektórych substancji. Nie stanowi to jednak istoty zjawiska uzależnienia. Istotą uzależnienia nie jest to, która część mózgu jest aktywowana przez substancje lub alkohol, ale to, dlaczego niektórzy ludzie czują nieodpartą i ciągłą chęć ich zażywania, a inni takiej chęci nie czują. Niestety, żaden rodzaj metody diagnostycznej naszego mózgu nie wyjaśni za pomocą obrazów na komputerze istoty zjawiska uzależnienia.

Gdy się przeanalizuje fakty dotyczące uzależnienia, dochodzimy do przekonania, że na jego istotę składa się coś jeszcze. Po pierwsze, nie we wszystkich rodzajach uzależnień biorą udział narkotyki (ogólnie substancje). Powszechnie wiadomo, że osoby uzależnione zamieniają swoje uzależnienia z jednego na drugie. Raz są uzależnieni od narkotyków, innym razem od kompulsywnie (natrętnie) wykonywanych czynności, takich jak zakupy, hazard, czy nawet sprzątanie domu. Tak duża różnorodność nie może wyjaśniać tego, że u podstaw istoty uzależnienia leży narkotyczny efekt substancji lub to, że uzależnienie to choroba mózgu.

Po drugie, nawet tam, gdzie obecne jest uzależnienie fizyczne, nie ma prostych reguł. Po zakończeniu wojny w Wietnamie, tysiące żołnierzy, którzy uzależnili się fizycznie od heroiny, przestali ją stosować, gdy wrócili do domu. Stało się tak mimo tego, że jak wiemy, heroina jest bardzo uzależniającą substancją. Gdy tylko ci żołnierze nie byli już wystawieni na stres związany z horrorem wojny, 90% z nich z łatwością zrezygnowała ze stosowania narkotyków. Takiego rezultatu odstawienia narkotyków nie wyjaśnią żadne neurobiologiczne teorie uzależnienia.

Na domiar tego, najnowsze teorie uzależnienia pokazują bardzo interesujący fakt – większość uzależnionych zaczyna czuć się lepiej nie wtedy, gdy zażyje narkotyk, ale wtedy, gdy podejmie decyzję o jego zażyciu. To może oznaczać, że przyczynami uzależnienia są emocje oraz czynniki psychologiczne. Tak naprawdę, krytyczny moment, w którym podejmujemy decyzję zażycia narkotyków, może mieć miejsce na kilka godzin, a nawet dni przed ich zażyciem. To właśnie emocjonalna treść tego momentu jest kluczem do zrozumienia całej istoty uzależnienia, a żeby w tym krytycznym momencie zapobiec aktom nałogowym, należy dowiedzieć się, jak można odwrócić stan bezradności, w której znajduje się osoba uzależniona. Sposoby na odwrócenie tego stanu bezradności opisałem w moich artykułach naukowych i książce The Heart of Addiction.

Żyjemy w czasach neurobiologicznego redukcjonizmu. Zewsząd wmawia nam się, że aby zrozumieć nasz umysł, to musimy zredukować go do pojęcia biologicznego mózgu. Takie rozumienie nigdy nie będzie prawdziwe. Zarówno elementy chemiczne, które stanowią podstawę istot żywych, nie przypominają samodzielnie w niczym złożoności istot żywych, tak też komórki w naszym mózgu nie posiadają w sobie cech psychologii, które czynią nas ludźmi. Nasze życie emocjonalne powstaje, gdy miliardy komórek mózgowych pracują ze sobą, a wyniku tej współpracy nie można przewidzieć, przyglądając się pojedynczym komórkom. Z takiej analizy nie można też wyciągać wniosków na temat istoty uzależnienia. Laureat nagrody Nobla Philip Anderson zauważył kiedyś w bardzo wpływowym artykule naukowym*, że psychologia nie jest dziedziną stosowaną biologii, a biologia nie jest dziedziną stosowaną chemii. Specjaliści, którzy zajmują się badaniem biochemicznych podstaw chorób psychicznych, wykonują bardzo użyteczną pracę, żeby zrozumieć przyczyny różnych chorób o podłożu biochemicznym – np. schizofrenii. Ale popełniają błąd, gdy sądzą, że odkrywają coś na temat konfliktów i problemów emocjonalnych, które stanowią istotę życia ogółu ludzkości.

Gdybyśmy mogli za pomocą tomografu komputerowego zrobić dokładny obraz istoty uzależnienia w naszym mózgu, to musielibyśmy ująć całą historię naszego życia ze wszystkimi wydarzeniami, w których braliśmy udział. Bardzo ciężkie do zniesienia uczucie bezradności, które napędza akty nałogowe, jest indywidualne i niepowtarzalne dla każdej osoby – ma bardziej złożony i bardziej osobisty charakter i w żaden sposób nie przypomina jasnej plamy na ekranie monitora diagnosty, który obsługuje tomograf komputerowy. Zanim nie zostanie wynaleziona maszyna, która może zajrzeć do naszej duszy, najlepszym sposobem, aby zrozumieć, kim jesteśmy, pozostaje praca z psychoterapeutą, który potrafi nam współczuć i który potrafi pomóc rozwiązać nasze życiowe problemy.

Źródło:

Obalając mit, Lance Dodes, Psychology Today, 2010

*More is Different, Philip Anderson

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy alkoholizm musi zniszczyć związek?

Nie, jeżeli rozumiesz, na czym polega psychologia uzależnienia.

Wioleta i Piotr byli małżeństwem już od kilku lat, gdy Piotr zaczął chować w domu piersiówki z alkoholem. Kiedy Wioleta je odnajdywała, Piotr kłamał, mówiąc, że przestał już pić i zapewniał Wioletę, że to są ostatnie buteleczki z alkoholem, jakie miał. Kiedy tydzień później Wioleta znalazła więcej piersiówek, wyrzuciła Piotra z mieszkania. „Gdyby tylko on mówił szczerze, że ma problem z alkoholem, to jeszcze bym to tolerowała, ale kłamstwa nie zniosę. Małżeństwo opiera się na zaufaniu.”

Czy alkoholizm mógł popsuć związek w tym wypadku?

Historia Wiolety i Piotra została zaczerpnięta z mojej nowej książki „Breaking Addiction: A 7-step Handbook for Ending any Addiction”. Główny problem, który zaistniał w relacjach tej pary stanowi bodajże jedną z głównych przyczyn rozpadu małżeństw z powodu alkoholizmu. Alkoholizm Piotra był oczywiście bardzo dużym problemem, ale – jak stwierdziła Wioleta – nie był tym najistotniejszym. Utrata zaufania mogła zniszczyć związek i tę utratę należało spróbować odzyskać, żeby ocalić udany związek, który miał szanse trwać. Stopniowe odzyskiwanie zaufania mogło tej parze dać szanse i przestrzeń do tego, aby pracując razem, pomóc Piotrowi wyjść z alkoholizmu.

Jak można tego dokonać, skoro alkoholik ciągle ucieka się do kłamstwa?

Odpowiedzią na to pytanie może być postawienie sprawy tak: uzależnienie i ogólny brak zaufania to nie są te same rzeczy. Chociaż alkoholicy często kłamią, ich kłamstwa dotyczą samego uzależnienia. Piotr okłamywał Wioletę, chowając butelki z wódką, oraz nie mówił żonie o tym, że późne powroty do domu związane były z tym że po drodze zachodził do barów. Ale Piotr nie okłamywał Wiolety w sprawach, które nie były związane z jego nałogiem. Tak naprawdę Piotr był człowiekiem z zasadami, taką osobą, która zwróciłaby pieniądze w sklepie, gdyby okazało się, że dostał za dużo reszty. Nie przyszłoby mu na myśl, żeby okłamywać swoją żonę. No chyba, że kłamstwa dotyczyły jego alkoholizmu i sytuacji, gdy chciał się napić. Aby związek miał przetrwać, Wioleta i Piotr musieli zrozumieć, na czym polega różnica między kłamstwem w ogólnym sensie a kłamstwem dotyczącym nałogu Piotra.

Zastanówmy się najpierw, jak Wioleta widziała kłamstwa swojego męża. Dla Wiolety było jasne, że Piotr chciał wykluczyć ją ze swojego życia i że przestał traktować ją jako życiową partnerkę. Myślała, że nią manipulował i że przestał darzyć ją szacunkiem. Ostatecznie Wioleta doszła do wniosku, że Piotr przestał ją kochać.

Punkt widzenia Piotra na sprawę jego kłamstw był całkowicie inny i nie miał nic wspólnego z tym, jak widziała to Wioleta. Nadal bardzo kochał swoją żonę i czuł wstyd, że nie może przestać pić. Czuł się również winny, gdy za każdym razem krzywdził żonę. Wymyślił więc sposób na to, żeby zachowując możliwość picia, nie krzywdzić jednocześnie swojej żony – po prostu okłamywał ją za każdym razem, gdy sięgał po alkohol. Uważał, że w ten sposób nie będzie się wstydził tego, że nie może przestać pić, a jednocześnie nie będzie krzywdził żony, ukrywając przed nią prawdę o tym, że nadal pije.

Mimo wszystko Wioleta cały czas łapała go na kłamstwie, co powodowało, że czuł jeszcze większy wstyd i poczucie winy. Gdy żona odkrywała to, że kłamie, on obiecał, że już nigdy więcej się nie napije i naprawdę miał zamiar dotrzymać obietnicę. Ale ponieważ nie był wstanie dotrzymać przyrzeczenia, problem narastał. Teraz musiał ukrywać swój alkoholizm jeszcze bardziej. W rezultacie im więcej kłamał, tym większa była potrzeba, żeby kłamać.

Piotr znalazł się w pułapce. Jak już opisywałem w innych artykułach na tym blogu i w moich książkach – impulsem do aktów nałogowych, takich jak picie, są stany beznadziei i bezradności przypominające pułapkę – podobną do tej, w której znalazł się Piotr. Alkoholizm Piotra był jednak odpowiedzią na całkowicie inne problemy w jego życiu, które doprowadzały go do tego, że wpadał w pułapki bez wyjścia. Tym razem jednak ta pułapka związana z kłamaniem doprowadzała go do jeszcze większych stanów poczucia bezradności i stała się nową przyczyną powrotów do picia. Ten cykl nałogowego picia spotęgowany wstydem, kłamstwami i jeszcze większą ilością picia miał od teraz bardzo negatywny wpływ na związek Piotra i Wiolety.

W tym miejscu możemy poruszyć najważniejszą i kluczową rzecz. Przyczyną uzależnienia Piotra były jego wewnętrzne problemy emocjonalne – takie same jak w przypadku innych uzależnień. Te problemy dotykały szczególnych i ważnych dla niego zagadnień, które wywoływały u niego stany bezradności. Jego uzależnienie nie było związane z tym, jakie były jego uczucia wobec Wiolety, mimo że ona bardzo cierpiała z powodu uzależnienia męża. Taki sam sposób rozumowania można przypisać kłamstwom Piotra. Mimo że Wioleta cierpiała z powodu zachowań męża, powtarzające się picie i jego kłamstwa nie były związane z tym, co on do niej czuł. Jej rozumienie jego kłamstw jako oznaka, że już jej nie kochał i nie darzył ją szacunkiem, była błędna. Najsmutniejsze w tym wszystkim było to, że jej wniosek o nielojalności męża doprowadził ją do tego, że czuła się z tym źle.

Najlepszym rozwiązaniem dla tej pary było zrozumienie, na czym polega alkoholizm od strony psychologicznej i dlaczego kłamstwa czasami są częścią powracającej chęci napicia się. Gdy Wiolecie w końcu udało się oddzielić brak zaufania do Piotra od szacunku, który cały czas ją darzył, jej złość w stosunku do męża i poczucie krzywdy stopniowo zmalały. Dramatyczne konflikty ustały, a Piotr mógł pójść na dobrą terapię, aby zająć się swoim problemem uzależnienia.

Piotr i Wioleta przekonali się, że zrozumienie psychologii alkoholizmu, ułatwia naprawić nie tylko relacje, ale także pomaga rozwiązać problemy z nałogiem, które te relacje popsuły.

 

Na czym więc polegał alkoholizm Piotra?

Jak wiadomo z artykułu sam alkoholizm Piotra nie był istotną sprawą dla całości związku, mimo że nałogowe zachowania naszego bohatera miały wpływ na jego relację z żoną. Prawdziwą przyczyną alkoholizmu Piotra była jego praca, której bardzo nie lubił. Podjął się jej tuż po studiach, ale monotonność wykonywanych w niej obowiązków, potrzeba zarobku, aby utrzymać dom i rodzinę, oraz stare sprawy jeszcze ze studiów związane z trudem przygotowania do egzaminów i zajęć, których Piotr nie lubił, doprowadziły go do tego, że nie mógł z niej zrezygnować, a tym samym konflikt emocjonalny, który z tego powodu w jego życiu się wytworzył, wywołał stany bezradności przypominające pułapkę, co w rezultacie doprowadziło go do alkoholizmu.

 

Źródło:

Does addiction have to destroy love?

https://www.psychologytoday.com/gb/blog/the-heart-addiction/201102/does-addiction-have-destroy-love

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pytanie do eksperta: czy jestem uzależniony od oglądania stron erotycznych?

Dzisiejsze pytanie dotyczy różnicy między zjawiskiem uzależnieniem od stron erotycznych a przyjemnością z ich oglądania?

Skąd mam wiedzieć, czy jestem uzależniony od pornografii czy po prostu lubię oglądać materiały pornograficzne? Ciągle je oglądam. - Seth


Lance Dodes: Pytanie te jest częścią szerszego zagadnienia: Czy jestem uzależniony, gdy wykonuję jakąś czynność zbyt często? Na szczęście odpowiedź brzmi „nie”. Nie tylko w uzależnieniach wykonujemy różne czynności częściej niż zwykle. Wszyscy wykonujemy różne czynności tylko dlatego, że je lubimy, nawet jeżeli na dłuższą metę mogą być one dla nas szkodliwe. Tak jest na przykład ze słodyczami. Przyjemność, która płynie bezpośrednio z tej czynności, przysłania nam zdrowy rozsądek. Ale to zachowanie może się zmienić, gdy zmieni się nasza sytuacja życiowa. Jeżeli lekarz powie nam, że mamy cukrzycę typu drugiego, być może ograniczymy konsumpcję słodkich rzeczy – bez względu na przyjemność, którą czerpaliśmy z ich spożywania.
 

Nawyki mogą być drugim powodem przesady w naszym życiu. Czasami o uzależnieniach mówimy, że to to samo co nawyki. Ale nawyki bardzo się różnią od uzależnień. Nawyki to czynności wykonywane automatycznie – nie musimy się za bardzo zastanawiać, gdy je wykonujemy. Przykładem nawyku mogą być czynności zostawiania butów w tym samym miejscu co wieczór albo sprawdzanie emaili z samego rana. Gdybyśmy musieli za każdym razem zastanawiać się nad czynnościami, które wykonujemy codziennie, brakowałoby nam czasu na inne czynności. Ważną cechą charakterystyczną każdego nawyku jest to, że nie mają one żadnego znaczenia z perspektywy psychologii. Nawyki nie są napędzane emocjonalnymi potrzebami, nie służą również żądnemu emocjonalnemu celowi. Z tego właśnie powodu bardzo łatwo jest się ich pozbyć – wystarczy podjąć świadomą decyzję.

W przypadku uzależnień jest dokładnie na odwrót – uzależnienia są napędzane emocjonalnymi potrzebami, i mają emocjonalny cel. Z tych właśnie powodów bardzo trudno je zatrzymać, nawet jeżeli bardzo mocno tego chcemy.

Wracamy do pytania. Seth, bardzo dobrze, że zadajesz to pytanie i możesz też na nie bardzo łatwo odpowiedzieć, jeżeli przeprowadzisz mały eksperyment. Musisz mocno postanowić, że przestaniesz oglądać materiały pornograficzne przez dłuższy czas, powiedzmy przez dwa tygodnie. Jeżeli oglądałeś je dla przyjemności, to to będzie strata dla ciebie, ale powinieneś być wstanie powstrzymać się od ich oglądania.

Sprawa tak samo wygląda w przypadku nawyku – jeżeli automatycznie przechodzisz na stronę pornograficzną, to możesz bardzo łatwo z niej zrezygnować, jeżeli miałeś nawyk oglądania pornografii.

Ale jeżeli nie możesz dotrzymać swojego postanowienia, to na pewno twoje zachowania są napędzane poważniejszymi czynnikami. Proponuję, abyś zapisywał sobie sytuacje i momenty, w których pojawia się u ciebie myśl o oglądaniu filmów pornograficznych i zwrócił uwagę na to, co ważnego wydarzyło się w twoim życiu właśnie w tych momentach, jakie uczucie się pojawiło, zanim pomyślałeś o pornografii. Jeśli masz prawdziwe uzależnienie, zauważysz, że w tych momentach pojawi się coś, co ciebie zestresowało, coś, co wywołało u ciebie frustrację oraz uczucie beznadziei i bezradności. W mojej drugiej książce Breaking Addiction opisuję kilka przykładów takich sytuacji. Jeśli masz prawdziwe uzależnienie, zauważysz również, że czujesz się bardziej zdenerwowany tym (wzrasta w tobie złość), że pozbawiasz się możliwości wykonania tych zachowań, mimo że to ty sam pozbawiasz siebie możliwości ich wykonania. Zdenerwowanie wzrasta, ponieważ powstrzymujesz się nie tylko od samego zachowania, ale też od emocjonalnego sposobu, które może pomóc ci te zachowanie zrealizować. Jeśli okaże się, że naprawdę masz prawdziwe uzależnienie, należy się szybko się nim zająć.

 

Źródło:

Pytanie do eksperta: czy jestem uzależniony od oglądania stron erotycznych?

---------------------
Kilka uwag i wyjaśnień

Przez zachowania Dodes tutaj ma na myśli najprawdopodobniej niemożliwość zrealizowania przez Setha swoich potrzeb emocjonalnych lub ogólnie życiowych (ale innych niż tak podstawowe potrzeby, jak głód czy seks w celach prokreacyjnych itd.), ale ciężko jest powiedzieć, o jaką potrzebę akurat chodzi w tym tekście, bo pytanie jest ogólne i Seth nie mówi o tych potrzebach, które byłyby pewnie odkryte w terapii – dlatego też filmy pornograficzne są tylko jako to Dodes określa „focus of addiction” - czynnością zastępczą, czynnością z wyboru i u każdej osoby inną i w zasadzie mało istotną, żeby zrozumieć zjawisko uzależnienia, będącą tylko objawem, że mamy problem.

Wyobraźmy sobie, że Setha zdradza żona i za każdym razem, gdy on się o tym dowiaduje, nie omawia tego ze swoją partnerką, bo np. boi się konfliktu, boi się rozstania, może żona ma silniejszy charakter niż Seth i jest dominującą osobą w związku itd.

Ale sytuacje mogą być też inne. Po prostu pornografia jest tylko dla Setha czynnością z wyboru, czynnością ulubioną (ale nie wykonywaną dla przyjemności w prawdziwym uzależnieniu), aby wykonać akt zastępczy. Możliwe, że Seth ma problemy w pracy, albo akurat zdenerwował go sprzedawca w sklepie itd.

Ważne jest więc to, żeby dbać o swoje potrzeby, bo według teorii Dodesa akty nałogowe, których częścią składową jest jakaś życiowa potrzeba, nie są w swojej istocie złe. Dodes w wielu miejscach zaprzecza, że uzależnienia są wynikiem zaburzenia osobowości, nałogowego charakteru osoby uzależnionej, czy problemów rozwojowych z wczesnego dzieciństwa.

 

Zdenerwowanie wzrasta, ponieważ być może Seth powstrzymuje się nie tylko od zachowania (od zrealizowania potrzeby), ale też od emocjonalnego sposobu, które może pomóc mu to zachowanie zrealizować (np. poprzez wykonanie akty pośredniego – np. rozmowa Setha z żoną nt. ich związku i możliwej nielojalności żony, złożenie skargi w sprawie złej jakości obsługi u menadżera sklepu itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy uzależnienie to rzeczywiście choroba?

Jeżeli nie, to co to jest? Nowe spojrzenie na stary problem.

Przez wiele lat traktowano alkoholizm (lub uzależnienie) jako chorobę. Pojęcie uzależnienia jako choroby funkcjonuje w programach szkoleniowych dla specjalistów uzależnień, w ten sam sposób mówi się o tym zjawisku również osobom uzależnionym w ośrodkach leczenia uzależnień. Taki sposób pojmowania zjawiska uzależnienia nie jest kwestionowane przez osoby publiczne i środki masowego przekazu. Ale czy to jest właściwe pojęcie? Jeżeli nie, czy można lepiej i w bardziej pomocny sposób zdefiniować uzależnienie?

Zacznijmy od krótkiej historii. W dawnych czasach, zanim pojęcie uzależnienia jako choroby stało się powszechne (jakieś 40 lat temu), nasze społeczeństwo było jeszcze bardziej uprzedzone do osób uzależnionych niż teraz. Osoby uzależnione były postrzegane inaczej, jako gorsi członkowie społeczeństwa. Uważano, że brakuje im zasad moralnych i dyscypliny, uważano ich za egoistów i osoby obojętne na potrzeby innych. Uważano, że w swoim uzależnieniu oddają się przyjemności, nie zważając na innych. Uważano również, że mają wady charakteru.

Następnie pojawiło się pojęcie, że uzależnienie to choroba taka sama jak gruźlica, cukrzyca czy Alzheimer. A to oznaczało, że osoby, które mają uzależnienia, nie są źli, ale chorzy. Od razu to zmieniło wszystko. Opinia publiczna przestała potępiać osoby uzależnione. Osoby uzależnione były również mniej krytyczne wobec siebie. Oczywiście, pojęcie chorobowe nie było mile widziane, ale przynajmniej lepiej być osobą chorą niż samolubną czy nieprzyzwoitą. Więc pojęcie chorobowe zostało przyjęte przez prawie wszystkich. Dzięki korzyściom płynących z pojęcia chorobowego nie powinno dziwić, że uzyskało ono bardzo dużą akceptację.

Niestety entuzjazm, który towarzyszy akceptacji pojęcia uzależnienia jako choroby spowodował, że pominięto fakty. Zjawisko uzależnienia ma bardzo mało wspólnego z chorobą. To jest zespół zachowań, a nie choroba sama w sobie. Nie można jej wyjaśnić za pomocą żadnego procesu chorobowego. Najgorsze jest jednak to, że pojmowanie uzależnienia jako choroby, nie pozwala zgłębić nowego sposobu pojmowania istoty uzależnienia.

Sprawa staje się jasna, gdy dokonamy porównania uzależnienia do prawdziwych chorób. W uzależnieniach nie ma czynnika zakaźnego jak w gruźlicy ani patologicznego procesu biologicznego jak w cukrzycy, ani czynnika powodującego uszkodzenie komórek nerwowych jak w chorobie Alzheimera. Jedynym aspektem chorobowym jest to, że jeżeli uzależnione osoby nie poradzą sobie z tym problemem, to jakość ich życie ulegnie pogorszeniu. Ale takie pogorszenie następuje w przypadku wielu rzeczy – i nie wyjaśnia nam istoty problemu.

Warto zwrócić uwagę, że aktualnie obowiązujące pojęcie chorobowe uzależnienia — tzw. chroniczna, postępująca i potencjalnie śmiertelnie choroba, oparta na neurobiologii, odnosi się do gryzoni i istnieje bardzo dużo dowodów, że nie ma zastosowania w przypadku ludzi.

Czytelnicy tego bloga i moich książek wiedzą, że akty nałogowe są poprzedzane przez wydarzenia, które są emocjonalnie bardzo istotne dla osób uzależnionych; wiedzą również, że można uniemożliwić zrealizowanie tych aktów lub je całkowicie zatrzymać, gdy zgłębimy to, jakie ważne emocje stanowią charakter tych wydarzeń; można w końcu w miejscu aktów nałogowych wykonać inne emocjonalnie istotne czynności lub wykorzystać inne objawy psychologiczne, które nie są aktami nałogowymi. Uzależnienie to objaw, którego istotę można zrozumieć – to nie jest choroba.

Ale jeżeli mamy pozbyć się pojęcia chorobowego, zastępując go innym bardziej trafnym terminem, należy zachować wszystkie korzyści płynące ze starego pojęcia. Nowy termin nie może uwzględniać elementu moralizatorskiego, nie może przypisywać też osobom uzależnionym negatywnych cech charakteru. Wszyscy mają chyba nadzieję, że alternatywne rozumienie istoty uzależnienia będzie wartościowsze niż pojęcie chorobowe — będzie umożliwiało osobom uzależnionym zrozumienie, na czym polega istota ich problemu oraz pomoże im poradzić sobie z tym zjawiskiem — będzie zawierało po prostu coś, czego pojęcie chorobowe nie posiada.

Wiedząc, jakie są psychologiczne podstawy uzależnienia, możemy łatwo spełnić powyższe kryteria. Uznając, że uzależnienie to tylko objaw psychologiczny oznacza, że występuje on u ludzi bardzo często. Tak naprawdę, jak już opisywałem w innych miejscach, uzależnienie jest w swojej istocie tym samym zjawiskiem, co kompulsywne robienie zakupów, wykonywanie ćwiczeń czy nawet sprzątanie domu. Oczywiście uzależnienie (np. od substancji) wywołuje bardzo negatywne skutki np. zdrowotne, ale wewnętrznie dla osoby uzależnionej jest to ten sam rodzaj zachowań, jak ten opisywany wyżej. Jeśli zrozumiemy, że uzależnienie jest w swojej istocie zachowaniem kompulsywnym, tak jak wiele innych zachowań, ciężko jest obronić zasadność pouczania czy moralizowania osób, które czują kompulsywną, czyli nieodpartą i bardzo silną potrzebę wykonywania aktów nałogowych. Ciężko obronić również tezę, że osoby uzależnione to lenie, egoiści, egocentrycy, osoby niemoralne czy w jakiś inny sposób różniące się od reszty społeczeństwa, jeżeli zachowania kompulsywne są tak powszechne w dzisiejszym świecie.

Mając świadomość tego, że zjawisko uzależnienia to tylko objaw kompulsywny, możemy również wykorzystać to nowe pojęcie nozologiczne, aby pomóc osobom uzależnionym poradzić sobie ze swoim uzależnieniem, co nie było wcale takim prostym procesem przy starym chorobowym pojęciu. Jak już opisywałem na tym blogu i w moich książkach, gdy ludzie widzą, co dzieje się w ich umyśle, gdy pojawia się impuls, który prowadzi do aktów nałogowych, mogą z łatwością przejąć kontrolę nad tym impulsem, zanim on przejmie kontroli nad nimi.

Mimo korzyści, które dawało stare pojęcie, jesteśmy dzisiaj w lepszej sytuacji bez koncepcji uzależnienia jako choroby. Zbyt długo pojęcie to funkcjonowało jako pusty termin, który nic nie tłumaczył, w lecznictwie odwykowym nie dostarczał użytecznych technik i metod pomocnych w leczeniu osób uzależnionych, oraz przeszkadzał w uznaniu nowszych metod zrozumienia istoty uzależnienia i radzenia sobie z tym problemem.

Jest jeszcze jedna zaleta. Skoro możemy pozbyć się pustego terminu chorobowego, osoby uzależnione mogą w końcu przestać mówić o sobie, że są „chore”.

Źródło:  

Czy rzeczywiście uzależnienie to choroba?, Lance Dodes, Psychology Today, 2011

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy w uzależnieniach chodzi o przyjemność?
To bardzo stary błąd w pojmowaniu tego zjawiska


Przez ostanie 5000 lat mylono pojęcie uzależnienia z przyjemnością. Powodem takiego stanu rzeczy jest to, że najczęstsze formy uzależnienia takie jak picie alkoholu, zażywanie narkotyków, hazard, seks są przyjemnymi czynnościami. Taki powierzchowny związek między tymi zjawiskami doprowadził do tego, że zaczęto uważać, że każda osoba, która ma nieodpartą chęć napicia się lub zażycia narkotyków itp. ma tendencje do oddawania się przyjemnym czynnościom. Bardzo łatwo wyciągnąć z tego wniosek, że osoby uzależnione to niemoralni hedoniści, osoby, które oddają się przyjemnościom, nie zważając na szkody wyrządzane osobom bliskim i nie biorąc pod uwagę własnej przyszłości. Oczywiście to wszystko nie prawda.

W uzależnieniu nie chodzi o przyjemność, mimo że może się tak wydawać niektórym osobom, które zostały dotknięte tym zjawiskiem. Znam wiele osób, cierpiących np. na alkoholizm, które twierdzą, że można bardzo łatwo zrozumieć, na czym polega ich picie: po prostu lubią efekt wypitego alkoholu. Ale po chwili zastanowienia można zauważyć problem w takim toku rozumowania. Prawie wszyscy lubią efekt wypijanego alkoholu. Tak naprawdę, wiele osób lubi efekt wypijanego alkoholu, mimo tego nie jest alkoholikami. W istocie, gdyby sama przyjemność z picia alkoholu powodowała, że stajemy się alkoholikami, większość z nas stawałaby się alkoholikami. Przyjemność nie może wyjaśniać przyczyn alkoholizmu.

Mając świadomość powyższej zasady, jest bardzo łatwy sposób, który warto zapamiętać, aby sprawdzić, czy ty lub ktoś bliski ma alkoholizm:

JEŻELI SPOŻYWASZ ALKOHOL DLA PRZYJEMNOŚCI, NIE JESTEŚ ALKOHOLIKIEM.

(Używam alkoholizmu jako przykładu, ale ten sposób i wszystko, co mówię na tym blogu, można odnieść do wszystkich form uzależnienia.)

Jest jeszcze jeden powód, który nie może w żaden sposób wyjaśniać zjawiska uzależnienia na podstawie przyjemności, którą czerpiemy z wykonywania różnych czynności. Użyję znowu przykładu alkoholizmu: gdyby przyjemność była przyczyną alkoholizmu, to wtedy alkoholicy bardzo łatwo przestali by pić, lub zaczeli kontrolować swój nałóg wraz z pojawieniem się negatywnych konsekwencji wynikających z picia. Tak samo przestaliby jeść słodkie rzeczy, lub zaczeliby kontrolować chęć sięgania po słodycze, gdyby lekarz powiedział im, że mają cukrzycę. Osoby uzależnione nie mają przecież tendencji autodestrukcyjnych – postępują tak samo jak reszta społeczeństwa. Ich życie może legnąć w gruzach w wyniku swojego uzależnienia, ale tak naprawdę osoby uzależnione w innych sytuacjach są rozsądni, rozważni, kierują się troską i rozumem – tak samo jak inni ludzie. A mimo wszystko nie są w stanie przestać pić lub kontrolować zachowań nałogowych. Widocznie motywy, które napędzają ich zachowania, są głębsze i poważniejsze niż sama przyjemność.

Co to mogą być za motywy?

Siła napędzającą akty nałogowe nie ma nic wspólnego z poszukiwaniem przyjemności. Tak jak już opisywałem we wcześniejszych postach na tym blogu i w moich książkach, siła napędzająca akty nałogowe jest powiązana z normalną ewolucyjnie wytworzoną potrzebą wydostania się pułapki, aby odwrócić bardzo ciężkie do zniesienia poczucie bezradności. Akty nałogowe dają ulgę i na chwilę odwracają poczucie tego bardzo silnego uczucia bezradności. To wyjaśnia, dlaczego osoby uzależnione nie przestają wykonywać aktów nałogowych nawet wtedy, gdy wyrządzają szkody i krzywdzą siebie oraz bliskich. Z emocjonalnego punktu widzenia z ich strony jest to odpowiedź na o wiele ważniejszy impuls niż troska o negatywne konsekwencje, które mogą się pojawić w przyszłości.

Uzależnienie jest więc po prostu jednym ze sposobów na poradzenie sobie z wszechogarniającym stanem bezsilności. Kiedy metody radzenia sobie z takimi stanami działają mało skutecznie, a tak jest właśnie w przypadku uzależnienia, takie mechanizmy nazywamy objawami. Uzależnienie to nic innego jak objaw psychologicznego problemu, sposób na poradzenie sobie z trudnym stanem emocjonalnym, taki sam objaw jak wszystkie inne. Nie ma on nic wspólnego z odurzaniem się, gratyfikacją czy czerpaniem przyjemności.

Takie rozumienie istoty uzależnienia powinno pomóc zakończyć niepotrzebne przypadki odnoszenie się z pogardą wobec osób uzależnionych, co miało miejsce przez tysiące lat. Powinno również pomóc samym osobom uzależnionym przestać okazywać pogardę sobie nawzajem.


Źródło: Is addiction about pleasure? Lance Dodes, Psychology Today, 2015

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przestańcie skupiać się na konsekwencjach zachowań nałogowych – to strata czasu!

Przez całą swoją karierę zawodową jako psychoterapeuta słyszałem ludzi, którzy opisywali rezultaty swoich zachowań nałogowych np. picia, objadania się, hazardu z wielkim wstydem, żalem i złością. Wszyscy są w stanie zrozumieć ten ból, a rezultaty naprawdę mają znaczenie. Najczęściej rzutują na nasze relacje z innymi ludźmi i na sposób, w jaki próbujemy ocenić prawdopodobieństwo przyszłych zachowań. Ale skupianie się na konsekwencjach nie pomaga zatrzymać zachowań nałogowych. Tak naprawdę jest to strata cennego czasu, który można przeznaczyć na analizę przyczyn uzależnienia.

Przyglądanie się konsekwencjom wywołuje również poczucie winy. Zrozumiałą rzeczą jest to, że osoby, które zostały dotknięte konsekwencjami zachowań nałogowych, będą chcieli stanąć twarzą w twarz z osobami, które ich w wyniku tych zachowań skrzywdzili. Ale żaden dobry terapeuta nie popełni takiego błędu. Przez ostatnie 40 lat nie spotkałem nigdy osoby uzależnionej, która nie byłaby świadoma szkód, które wyrządziła. Osoby uzależnione nie są złośliwe czy głupie i potęgowanie poczucia winy nie ma po prostu sensu. Gdyby poczucie winy mogło rozwiązać problem uzależnienia, nie byłoby takiego zjawiska.

O wiele korzystniejszą rzeczą, na której warto się skupić jest fakt, że zachowania nałogowe nie są przypadkowe. Poprzedzone są bardzo ważnymi emocjonalnie czynnikami: sytuacją, gdy zostajemy sami po zakończeniu związku z dziewczyną lub chłopakiem, wstydem lub złością, który powstaje, gdy ktoś potraktuje nas bez należytego szacunku, zakłopotaniem i wstydem powstałym w wyniku poniesionej straty, lub postawą lekceważącą ze strony innych osób, a wszystkim tym sytuacjom towarzyszy bezradność, i uczucie, że nie mamy kontroli nad własnym życiem. Te czynniki, które poprzedzają akty nałogowe, należy rozpoznać, zgłębić ich funkcję i zrozumieć na tyle, aby można było przewidzieć, kiedy znowu się pojawią, gdy przyjdzie impuls do aktów nałogowych. Jeżeli ludzie będą w stanie przewidzieć moment, w którym pojawia się impuls do stosowania aktów nałogowych, będą mieli większe szanse, aby go kontrolować. (Opisałem ten proces dokładnie w mojej książce Breaking Addiction).

Są jeszcze dwa inne problemy związane z przywiązywaniem zbyt małej uwagi przyczynom uzależnienia a zbyt dużej konsekwencjom zachowań nałogowych. Ponieważ różne akty nałogowe mają inne konsekwencje, daliśmy się zwieść myśleniu, że to są inne zjawiska. Oczywiście tak nie jest, ponieważ dobrze wiemy, że ludzie regularnie zamieniają jedno zachowanie nałogowe na inne. Inną wersją tego błędnego przekonania jest to, że waga konsekwencji ma znaczenie dla przyczyn uzależnienia. Słyszałem, gdy ludzie mówili, że alkoholizm nie może być tym samym zjawiskiem co kompulsywne sprzątanie domu, ponieważ alkoholizm może cię zabić, a sprzątanie nie. Ale to jest rezultat zachowań nałogowych, a nie przyczyna. Zresztą taka zamiana jednego zachowania nałogowego na drugie (alkoholizmu na sprzątanie domu) może mieć miejsce. (Opisywałem raz taki przypadek).

Im dokładniej przyglądamy się emocjonalnym przyczynom zachowań nałogowych, które są w swojej istocie psychologicznym objawem problemów, tym bardziej zbliżamy się do sposobu, który umożliwi nam je kontrolować. Tym samym oszczędzamy czas, który tracimy, skupiając się na konsekwencjach.

 

Źródło:

 

Don't Focus on the Consequences of Addiction, Lance Dodes, Psychology Today, 2014

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×