Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Nerwica związana z finansami

Rekomendowane odpowiedzi

Czy jest tutaj ktoś, kto również ma nerwicę odnośnie miesięcznych finansów? Moja nerwica pod tym względem ma korzenie w dzieciństwie, kiedy zamiast się bawić myślałam o tym, żeby przeżyć z miesiąca na miesiąc, ponieważ finansowo było w domu bardzo ciężko. Odkąd mieszkam sama nigdy nie zdarzyło się, żeby zabrakło mi na opłaty czy na życie, ale w momencie, kiedy przychodzi choćby myśl o domowych finansach, to potrafię dostać nawet ataków paniki. Zawsze staram się brać pod uwagę pojawienie się dodatkowych wydatków, odkładam pieniądze na ileś ewentualności, mam w głowie opłaty z nadwyżkami, które są na minimum trzy miesiące do przodu, ale mimo wszystko nigdy nie czuję się pod tym względem bezpiecznie. Atakują mnie myśli o rachunkach, irracjonalne lęki o tym, że zabraknie na opłaty, na życie, że wyskoczy coś nieprzewidzianego, a ja nie będę na to przygotowana. Stany lękowe zaostrzyły się odkąd mam własną firmę. Mimo, że zatrudniłam biuro księgowe do rozliczeń, to i tak gdy zbliża się moment wyliczania comiesięcznego podatku, zapłaty za ZUS, rachunki, to przeżywam gehennę. Aktualnie czekam na rozliczenie roczne i jestem w ciągłym napięciu, ciągłym oczekiwaniu, ciągłej gotowości. Biuro księgowe się nie spieszy, a ja już zaczynam chodzić po ścianach. Natrętne pytania: a co, jeśli dopłata przekroczy moje możliwości i nagle się okaże, że zabraknie - są cały czas w mojej głowie i nie umiem się ich pozbyć. Często śni mi się praca i to, że nagle zostałam bez źródła dochodu i mimo ciężkiej pracy nie mam za co żyć, tracę grunt pod nogami. Ciągle mam w głowie myśli, że się rozchoruję i nie będę w stanie na siebie zarobić, że z jakichś bliżej nieokreślonych przyczyn - nie będę w stanie finansowo zamknąć miesiąca. Czy ktoś doświadczył czegoś podobnego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

 Lilith ,

akurat moja nerwica na inną twarz niz twoja ,,, ale jej korzenie tak samo sięgają głęboko w dzieciństwie ,,, i stamdąt sie karmią -sedno sedna -psychicznymi wydmuchanymi na wyraz wynaturzonymi  bąblami w psychice .

 Jak dotąd pomimo różnego rodzaju stosowanego leczenia słabo to idzie ku lepszemu .

Edytowane przez Kalebx3 Gorliwy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Owszem, ja mam tak samo, choć akurat ten aspekt nie powoduje u mnie paniki i ostrych napadów lękowych. Ale jako rasowy hipochondryk martwię się prawie na okrągło że zachoruję i nie będę mógł pracować, a przez to nie będę miał środków do życia. Ty nie jesteś teraz na lekach z tego co kojarzę? Przyznaję że własna działalność u mnie też mogłaby jednak zintensyfikować objawy i lęki. Może na początek jakieś treningi relaksacyjne? Znasz się na tym lepiej niż ja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 godzin temu, Teksas napisał:

Ty nie jesteś teraz na lekach z tego co kojarzę?

Jestem. Od października zeszłego roku. Jest zdecydowanie lepiej dzięki lekom. Nie zmienia to jednak faktu, że są obszary, które okresowo wybijają mnie z równowagi. Zwłaszcza jak się nałoży kilka rzeczy. Owszem - szybciej się zbieram do kupy, mimo wszystko - jestem nad kreską, ale jednak zdarza mi się zamartwiać i panikować. Mam świadomość, że jest to niepotrzebne, ale mimo tej świadomości co pewien okres lęk się nasila. Najgorsze jest to oczekiwanie, nakręcanie się, natrętne myśli i powodowane tym napięcie. Jak już dotrwam do danego momentu, to po pierwszej chwili szoku i paniki zaczynam myśleć nad rozwiązaniem i je znajduję. Jednakże przez czas oczekiwania ucieka mi poczucie kontroli nad tym, co się dzieje. A ja po prostu muszę mieć kontrolę w tak podstawowych kwestiach jak własne utrzymanie. To jest po prostu przymus. 

16 godzin temu, Teksas napisał:

Przyznaję że własna działalność u mnie też mogłaby jednak zintensyfikować objawy i lęki. Może na początek jakieś treningi relaksacyjne? Znasz się na tym lepiej niż ja.

Nie polecam własnej działalności. Formalności, zawiłości, koszty, podatki - wykańczają. Przy zatrudnieniu na umowę o pracę tak naprawdę niczym nie trzeba się martwić - wszystko spada na pracodawcę. Z relaksacją u mnie właśnie jest problem - nie umiem się wyciszyć. Nawet jak próbuję, to atakują mnie momentalnie myśli, których nie mogę się pozbyć. Bardzo mi pomaga aktywność fizyczna, ale ze względu na problemy z kręgosłupem musiałam przystopować. Dzisiaj jest lepiej niż było wczoraj. Jest stabilnie, wiem, na czym aktualnie stoję. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też staram się chodzić regularnie na siłkę, ale sam cierpię na kręgosłup. W sobotę dźwignąłem coś czego nie powinienem i teraz nawet sobie butów sobie zawiązać nie mogę. Więc znów przerwa od ruchu, a w robocie siedzę 8 godzin na dupie. Siedzę i tyję.

Podziwiam za założenie własnej działalności. Ale tu chyba nikt czegoś radykalnego Ci nie doradzi. Znaczy czegoś, co znacznie poprawi Twoje myślenie. Po prostu będziesz się zamartwiać. Na pocieszenie jednak powiem, że nie Ty jedna i nie jesteś sama. A nawet jeśli stanie się coś nieprzewidzianego i nie pójdzie po Twojej myśli, to przecież nie wywiozą Cię na Sybir za karę, albo nie będzie Cię nachodzić mafia żeby łamać Ci palce. Dasz sobie radę. Ja staram się ubezpieczać zawsze i od wszystkiego. Ubezpieczenia na życie, zdrowotne, ubezpieczenie domu, III filar emerytalny itp. Nawet jak kredyt biorę to z ubezpieczeniem. Ale to też chyba nie jest wyjście.  Czasem widzę innych facetów, nawet u nas w robocie, tzw. niebieskich ptaków, którzy lekceważą pracę, tęgo popijają mimo zadłużenia w wielu bankach, nic sobie nie robią z odpowiedzialności i nie myślą kompletnie o jutrze, a czują się lepiej ode mnie. I myślę sobie wtedy co jest nie tak z moim zrytym beretem, że zamiast cieszyć się życiem to wiecznie uprawiam czarnowidztwo.

Trzymaj się Lilith, będzie dobrze. Ludzie mają większe problemy i dają sobie z nimi radę jakoś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
21 godzin temu, Teksas napisał:

Trzymaj się Lilith, będzie dobrze. Ludzie mają większe problemy i dają sobie z nimi radę jakoś.

pewnie i mają większe problemy , a naszych by nawet problemami nie nazwali ,,, ale co z tego , skoro ścierwo udręczenia skutecznie podcina nasze skrzydła . 

 Tego rodzaju lęku i napięcia na dłuższą metę nie rusza żadne leki . Mogą wspomóc , podnieść " na duchu " ,dodać sił ,,, ale korzeń lęku nadal będzie tkwił w naszych sercach. Nie mam na to patentu , a te które mam słabo mi idą w rozwoju .

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Kalebx3 Gorliwy napisał:

pewnie i mają większe problemy , a naszych by nawet problemami nie nazwali ,,, ale co z tego , skoro ścierwo udręczenia skutecznie podcina nasze skrzydła . 

 Tego rodzaju lęku i napięcia na dłuższą metę nie rusza żadne leki . Mogą wspomóc , podnieść " na duchu " ,dodać sił ,,, ale korzeń lęku nadal będzie tkwił w naszych sercach. Nie mam na to patentu , a te które mam słabo mi idą w rozwoju .

 

Jak znajdziesz jakiś skuteczny patent to dawaj znać. Ja większość tego co radzą tutaj już przerobiłem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 25.04.2019 o 17:29, Teksas napisał:

Ja większość tego co radzą tutaj już przerobiłem

Teksas , może i większość przerobiłeś  ,,, ale nie wszystko . I właśnie w tym tkwi sedno ,że możliwości jest wiele , wiele aspektów, róznych osobowości , podejść  ,,, a oprócz tego jeszcze  że człowiek najzwyczajniej dąży do przetrwania w pierrdolonnnej nerwicy , to czasem chciałby również i nadto doświadczyć zwykłej ludzkiej czystej rodośći z istnienia , wolności emocjonalnej etc ,,,, a tu -uj ,nerwica jak matka rodzona ściska za jaja z miłości tuląc i nucąc tę samą bajkę od dzieciństwa ,,,aż rzygać się chce ,,,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 23.04.2019 o 14:05, Lilith napisał:

Czy jest tutaj ktoś, kto również ma nerwicę odnośnie miesięcznych finansów?

 

ja zawsze miałem fioła na punkcie finansów. Odkąd zarobiłem pierwsze pieniądze to czułem w związku z nimi ogromną odpowiedzialność i presję. Przez wszystkie lata pracy zawodowej i coraz większych zarobków to się tylko pogłębiało. Obsesyjna potrzeba kontroli, przeliczania ile zostało do końca miesiąca dni, ile kasy, ile to jest kasy na dzień itd. I co się stanie jak zabraknie? Na pewno coś strasznego. Ile razy robiłem o to awantury mojej żonie. Że ja mam tak wszystko wyliczone, a ona śmiała coś kupić i mnie nie poinformować. A gdyby mnie poinformowała, to bym na 100% powiedział: "NIE. W tym miesiącu na pewno nas nie stać". Nieważne ile zarabiamy, że możemy sobie pozwolić na to czy na tamto, że są oszczędności, że odkładamy, dla mnie zarabianie i wydawanie to ciągłe balansowanie na jakiejś krawędzi oznaczającej życie i śmierć. Jedno potknięcie i spadnę, zostanę bez pieniędzy, umrę, tragedia, koniec świata. Pamiętam takie stany, gdy np. dowiedziałem się o jakimś nieplanowanym rachunku, o którym zapomniałem, albo wpadł jakiś inny wydatek nieplanowany w miesiącu, to uczucie jest takie jakby mnie coś wciągało, jakbym tracił grunt pod nogami. A jak jeszcze jest się odpowiedzialnym nie tylko za siebie, ale i za dziecko, to presja niesamowita. Niedawno zdałem sobie sprawę, że to właśnie to odbiera mi całą radość z mojej pracy. Bo samą pracę mam bardzo zgodną z moimi zainteresowaniami i dającą satysfakcję, ale fakt, że wiąże się ona z zarabianiem pieniędzy, czyli taką straszną odpowiedzialnością, sprawia że nie umiem się z niej cieszyć, tylko czuję presję.

Powoli to zmieniam. Terapia, przeżycia ostatniego roku, ogólna stopniowa poprawa stanu i świadomość zmierzania w dobrą stronę wpływa także na ten aspek życia. Staram się odpuszczać, nie logować się ciągle na konto, nie pamiętać ciągle stanu konta, nie przemyśliwać co będzie jak zabraknie pieniędzy, nie przeliczać tego ciągle w głowie, nie kontrolować tak obsesyjnie. Bardziej cieszyć się z tego co sobie kupię niż, z tego że na koniec miesiąca zostaje konkretna kwota.

Pieniądze to jest tylko, powiedziałbym, objaw. Nie mając poczucia żadnej wartości własnej, żadnej sprawczości, siły w sobie i wiary w siebie,  poczucia bezpieczeństwa, człowiek szuka tego poczucia w sprawach zewnętrznych, np. w pieniądzach. Tylko że to nie ma końca: jak będzie starczać do pierwszego poczuję się lepiej, potem jak mi zostanie na koniec miesiąca X, poczuję się lepiej i bezpieczniej, jak mi zostanie na koniec miesiąca XX to już na pewno poczuję się lepiej, potem założę polisę na emeryturę, kupię mieszkanie na wynajem, ale będę miał mega poczucie bezpieczeństwa. Tylko że to niestety tak nie działa. Nie daje takiego poczucia, za to ogromną frustrację. Przez ostatnie pół roku moja żona nie pracowała, byłem jedynym utrzymującym rodzinę. Dla mnie duża presja, ale dałem radę więc chyba naprawdę ze mną coraz lepiej ;) I kurcze nic się z tego powodu nie stało. Na życie starczało, na kilka dodatkowych wydatków trzeba było wziąć z oszczędności i, ale nawet nie tak dużo jak się bałem. Zdecydowanie odpuszczanie kontroli jest dobrą drogą...

W dniu 24.04.2019 o 09:20, Lilith napisał:

Z relaksacją u mnie właśnie jest problem - nie umiem się wyciszyć. Nawet jak próbuję, to atakują mnie momentalnie myśli, których nie mogę się pozbyć

Też tak mam. Natłok myśli bywa tak ogromny i natarczywy, że myślisz, że nie da się go przerwać, że Ci przegrzewa mózg. Tymczasem da się. Od 1,5 roku ćwiczę jogę i medytację. Fakt że potrzeba do tego dużo samozaparcia (zwłaszcza na początku), ale to na serio daje efekty. Oczywiście nie od razu. Nadal nie potrafię "wyłączyć" myślenia i po prostu być, ale regularnie praktykując, skupiając się na swoim ciele, ruchach, oddechu, zaczynasz pomalutku odkrywać w sobie taką przestrzeń. Na oddech, na czucie, po prostu na bycie. Myśli nadal są, kłębią się, ale coraz częściej udaje się patrzeć na nie jakby z boku, mieć świadomość, że nie jestem tylko tymi myślami, jestem czymś więcej. To rodzi taki prawdziwy spokój i poczucie bezpieczeństwa wynikające z wnętrza. I nie trzeba już tak obsesyjnie kontrolować tych pieniędzy 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

I przyłączę się ja

U mnie w rodzinie nigdy się nie przelewało w podstawówce czy w gimnazjum byłem szykanowany z tego powodu i zostało mi coś do teraz. Zarabiam 2,5 k miesięcznie gdzie w dużym mieście to jest NIC a mieszkam jeszcze z rodzicami mam ogromny ból dupy jak jestem w galerii i widzę te szczęśliwe rodziny z całymi siatami zakupów z najróżniejszych sklepów a ja muszę wydać 1/5 pensji żeby kupić sobie jakieś dobre perfumy np. 

Stawiają apartamentowce nad morzem i klika dni później już mieszkają tam ludzie mieszkania po 500 tyś w górę a ja mieszkam w 4 piętrowcu z PRL nawet nie mogę wziąć kredytu na remont generalny bo robię na jakimś zjebanym zleceniu a nie umowie o pracę.

Edytowane przez ultrasone

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślałam, że takie zamartwianie się o pieniądze to jest normalka. Też mam własną firmę, opłaty są bardzo wysokie, a to, co zarobię idzie do przodu na dwa miesiące. Jak już mam tyle kasy, że te dwa najbliższe miesiące są zabezpieczone, dopiero wtedy wydaję na fajne rzeczy (ciuchy, pierdoły do mieszkania, gry itp.), jak nie mam kasy na najbliższe miesiące, to wpadam w dziką panikę. Ale zauważylam, że pieniądze średnio wpływają na mój stan psychiczny, jak już są. Tzn. jak mam całkiem znośną sytuację (np. teraz) to wcale się nie czuję radośniej. 

Lilith, dałabyś radę sama ogarniać księgowość? Miałabyś od razu pogląd na to, co masz i ile masz. Nie jest to trudne, trzeba się wkręcić, no ale jak ktoś wspomniał, niektórzy mają do tego lękowy stosunek a ja mam takiego organizacyjnego fioła, że mnie jara dłubanie w tych zeznaniach podatkowych itp. Na początku kwietnia złożyłam PIT i już dostałam zwrot podatku. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 6.05.2019 o 14:25, Aurora88 napisał:

Lilith, dałabyś radę sama ogarniać księgowość? Miałabyś od razu pogląd na to, co masz i ile masz. Nie jest to trudne, trzeba się wkręcić, no ale jak ktoś wspomniał, niektórzy mają do tego lękowy stosunek a ja mam takiego organizacyjnego fioła, że mnie jara dłubanie w tych zeznaniach podatkowych itp. Na początku kwietnia złożyłam PIT i już dostałam zwrot podatku. 

Dałabym radę, bo jestem po ekonomii i jakąś tam wiedzę posiadam, ale zwyczajnie nie chcę. Szkoda mi na to czasu, energii. Dlatego zatrudniłam biuro księgowe. Chodziło o to, żeby sprawy związane z finansami jak najdalej od siebie odsunąć i skupić się na właściwej działalności firmy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Lilith napisał:

Dałabym radę, bo jestem po ekonomii i jakąś tam wiedzę posiadam, ale zwyczajnie nie chcę. Szkoda mi na to czasu, energii. Dlatego zatrudniłam biuro księgowe. Chodziło o to, żeby sprawy związane z finansami jak najdalej od siebie odsunąć i skupić się na właściwej działalności firmy. 

Masz rację, że jest to czasochłonne. Czasami spędzam długie godziny na zrozumienie jakichś aspektów działania firmy... ale przynajmniej wiem, co się skąd bierze no i zaoszczędzam na księgowym/księgowej. Są plusy i minusy 🙂 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×