Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
mark123

[blog] Przygody medyczne

Rekomendowane odpowiedzi

W związku z tym, że od jakiegoś czasu sprawy medyczne, służba zdrowia mają duży wpływ na moją psychikę, naszła mnie potrzeba, by założyć o tym "blogowątek".  Trzeba by zacząć "od początku"

01.01.2018

Pora obiadowa, siedzę i nagle coś mnie lekko zaczęło pobolewać w łopatce, myślę, że może od kręgosłupa, albo złego ułożenia się. Ból stopniowo narastał. Gdy wstałem (jeszcze normalnie), nagle bardzo silny ból objął większą część pleców i zaczęło mnie "wykrzywiać", jakby coś we mnie weszło i "kierowało" moimi mięśniami. Zacząłem chodzić jak kaleka, a samodzielne wstawanie i siadanie stało się niemożliwe. Wziąłem dużą dawkę leku przeciwbólowego i przy pomocy matki położyłem się. Leżąc prawie nie mogłem zmieniać pozycji z powodu bólu. Przeleżałem do kolacji, lek nie pomógł, dalej nie mogłem samodzielnie wstawać, siadać, kłaść się i chodziłem, jak kaleka. Czekałem, jak będzie następnego dnia, myślałem, że może przejdzie.

02.01.2018

To samo, więc udałem się do lekarza rodzinnego, taksówką pod przychodnie, bo nie przeszedłbym odległości z przystanku do przychodni. Lekarz stwierdził, że to pewnie jakieś przeziębienie mięśni. Przepisał zastrzyki przeciwbólowe. W domu dodatkowo brałem jeszcze lek przeciwbólowy. Wieczorem niedługo po położeniu się spać zaczął się kaszel.

03.01.2018

Całą noc męczył mnie kaszel i jakieś pobulgiwanie w klatce piersiowej. Po wstaniu kaszel nie ustępował, aż mi się płuca "zawiesiły" i nie mogłem oddychać. Na szczęście szybko udało mi się "odkleszczyć" płuca i oddychać. Jedynie ból, to był nieco słabszy. Znowu wizyta u lekarza rodzinnego. Ból przy chodzeniu nie był już duży. Lekarz usłyszał, że coś się dzieje na płucach, co "pominął" poprzedniego dnia. Skierował na cito na RTG i z kliszą z powrotem do lekarza. Wyszło coś, ale lekarz nie wiedział, co i skierował na cito do pulmonologa. Termin do pulmonologa wyznaczono na za miesiąc. 

04.01.2018

Ból z dnia na dzień coraz mniejszy, ale kaszel cały czas nie słabnie. Zdecydowałem, że jeśli kaszel nie osłabnie, jutro ponownie zjawię się u lekarza rodzinnego

05.01.2018

Kolejna bezsenna noc, kaszel w ogóle nie osłabł, ale mogłem już powoli samodzielnie wstawać, siadać. Ponownie zjawiam się u lekarza rodzinnego i mówię mu, kiedy mam do pulmonologa. Lekarz skierował na SOR. Wieczór, internista po osłuchaniu i obejrzeniu RTG stwierdza, że coś się na płucach dzieje, nie mówi jednak co. Mówi też, że to się kwalifikuje do przyjęcia na oddział, ale że szpital przez weekend nie leczy zmian w płucach i żebym zgłosił się na SOR ponownie z tym skierowaniem w poniedziałek rano.

06.01.2018

Po południu dochodzi do "zawieszenia się" płuc, ale też udaje mi się je "odwiesić"

07.01.2018

Kaszel nagle zaczyna słabnąć, ból już bardzo niewielki, myślę, że chyba się poprawia.

08.01.2018

Kaszel już nie męczył w nocy. W dzień też już nie, jedynie rzadkie niewielkie pokasływanie, bólu już prawie nie było, czułem się dobrze. No ale poszedłem na SOR, skoro mi tak w piątek powiedziano. Internista SOR-u zleca badania krwi i ponowne RTG. Myślę, że już nic nie wyjdzie, skoro czuję się dobrze. Gdy pojawiają się wyniki, ponownie wchodzę do internisty SOR-u. Badanie krwi dobre poza CRP,, to przekracza normę ośmiokrotnie. Na RTG wyszła odma oraz uciskający krwiak powodujący niedodmę. Internista przekierował do chirurga. Chirurg skierował na tomografię z kontrastem, jestem uczulony na kontrast, więc mu o tym powiedziałem. Nie interesowało go to i w ogóle miał do mnie pretensje, że jestem uczulony. Po tomografie mieli mnie przewozić karetką do szpitala z oddziałem torakochirurgii, najbliższe takie szpitale oddalone są o kilkadziesiąt km. Po jakimś czasie jednak ponownie wezwano mnie do gabinetu chirurga. Dzwonili po tych szpitalach i wszystkie te szpitale podobno stwierdziły, że nie mają miejsc. Więc powiedziano mi, że nie będzie tomografii i że zostaję tutaj i będę na chirurgii ogólnej. Poszedłem się przebrać w piżamę, a potem ponownie wróciłem do gabinetu i miałem czekać. Po chwili przyszedł ordynator chirurgii z drugim lekarzem, obydwoje mnie osłuchiwali i oglądali zdjęcie RTG i coś dyskutowali. Potem jeszcze kilka osób przyszło mnie osłuchać, nie wiem, kim byli, raczej nie studentami, bo to już podwieczorne godziny były. Wrócił ordynator z tym drugim lekarzem i po chwili wezwali mnie do zabiegowego. Tam oprócz nich, była jeszcze pielęgniarka i ratownik medyczny. Na stół i przystąpiono do zakładania drenu do płuca. Przedtem jeszcze podano sedacje w minikroplówce + znieczulenie miejscowe. Założenie drenu to jest 5 minut, ale dla osoby z hipersensorycznością obwodowego układu nerwowego to okropny ból, znieczulenia niewiele pomogły. Potem zawieziono mnie jeszcze na ponowne RTG, potem już na salę. Na sali podłączono do ssania, nie mogłem chodzić do toalety, dostałem kaczkę. Na szczęście mogłem poruszać się przy łóżku, bo zaworek na siedząco nie chciał mi się za bardzo otwierać, więc wstawałem, by oddać mocz do kaczki, a że na widoku innych pacjentów na sali, no cóż, trudno.

 

Ciąg dalszy wkrótce...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

09.01.2018

Noc nie przespana z powodu bólu od drenu. Były leki przeciwbólowe, ale za słabe dla takiej osoby, jak ja. Obchód 7:30, zdecydowanie za wcześnie, to jeszcze noc dla mojego organizmu. Na śniadanie zupa mleczna, moje ulubione jedzenie szpitalne z czasów dzieciństwa. Dużo ludzie mówią o złym jedzeniu w tym szpitalu, nie zgodzę się z tym. Ogólnikowo oczywiście nie jest super, ale nie można powiedzieć, że jest ogólnie złe, no może poza kolacjami. 9 stycznia był drugim dniem bez kawy. Kawa jest paliwem, na które pracuje mój "silnik", nie było paliwa i silnik nie pracował w efekcie byłem ledwo przytomny.

10.01.2018

Nie próbowałem się rozbudzać na tak wczesny obchód, tym bardziej bez kawy. Koło południa odłączyli mnie od ssania, mogłem zacząć korzystać z toalety. 

11.01.2018

Kontrolne RTG, lekarz powiedział, że nie ma już odmy i krwiaka i że jutro wyjęcie drenu.

12.01.2018

Wyjęli dren i zszyli, dali tylko jakieś proste miejscowe znieczulenie, w ogóle nie pomocne dla osoby z moją nadwrażliwością na ból. Wypisali mnie do domu. Wiedziałem, że odebranym mogę być dopiero po południu, więc "zamówiłem" sobie jeszcze oddziałowy obiad. Dostałem informacje o wyznaczonym terminie w poradni chirurgii i konieczności codziennej zmiany opatrunku. Przepisali też jeszcze antybiotyk i lek przeciwbólowy. Przepisali silniejszy, niż ten, co dostawałem na oddziale i to jego powinienem dostawać na oddziale. Ten przeciwbólowy, co przepisali do domu, mogłem wziąć najwcześniej o 18, bo o 14 dostałem na oddziale jeszcze ten słaby i musiały być minimum 4 godziny odstępu, żeby zażyć następny lek. A potem i tak jeszcze musiałem czekać do około 22, bo działanie rozpoczyna się około 4 godziny po zażyciu. Ból zaczął się zmniejszać.

13.01.2018

Pierwsza przespana noc od poniedziałku. Lek przeciwbólowy był już regularnie zażywany, więc ból był znacznie mniejszy, w porównaniu do poprzednich dni. Zatankowałem kawę, silnik zaczął pracować. Czytałem o odmie, w sporej części przypadków powraca (szczególnie, jeśli na płucach toczy się jakiś przewlekły proces chorobowy), nawrót następuje zazwyczaj do 5-ciu lat od wystąpienia poprzedniej..W przypadku pierwszej odmy ryzyko konieczności wykonania torakoskopii lub torakotomii to zaledwie 10 procent. Przy drugiej odmie to już prawie 50 procent (a przy trzeciej to prawie 90 procent). Przy swojej delikatności organizmu po torakotomii zbierałbym się do kupy chyba z 10 lat, albo ponad 10.

Z dnia na dzień poruszałem się coraz lepiej

18.01.2018

Wizyta kontrolna u chirurga i wyznaczenie następnej wizyty już na zdjęcie szwów.

23.01.2018

Zdjęcie szwów i założenie ostatniego opatrunku, który miałem zdjąć za 24 godziny. Koniec postępowania chirurgicznego, pozostało czekać na wizytę u pulmonologa.

01.02.2018

Wizyta u pulmonologa, lekarz skierował na cito na TK klatki piersiowej bez kontrastu (ten zrozumiał, że ma być bez), wstępne podejrzenie rozedmy płuc. Termin na cito wyznaczono na 14.02. Skierował też do szpitala na oddział pulmonologiczny-rehabilitacyjny.

25.02.2018

Wizyta z wynikiem tk, wykluczono rozedmę. Pulmonolog powiedział, że być może mam gruźlicę. Tomograf wykrył też guz, z którym zostałem skierowany do poradni torakochirurgii w celu analizy czy operować czy obserwować. Pulmonolog na skierowaniu oznaczył guza symbolem D38. Sprawdziłem, co się kryje pod symbolem D38, ten symbol to nowotwór nieokreślony. Poszukałem więcej info, w terminologii medycznej każdy guz narządu jest nowotworem, nie każdy nowotwór jest groźny. Są takie nowotwory, które są mniejszym problemem niż odma, ale mogą zwiększać ryzyko jej nawrotu.

26.02.2018

Ustaliłem termin do poradni torakochirurgii, wyznaczono go na 20.03

 

Ciąg dalszy wkrótce...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

20.03.2018

Poradnia torakochirurgii, ludzi od groma, 2-3 godziny czekania. Lekarz powiedział, że tomograf do obserwacji u pulmonologa i żeby za pół roku powtórzyć TK.

początek kwietnia 2018

Przysłano pismo o wyznaczonym terminie do szpitala na oddział pulmonologiczny-rehabilitacyjny, termin przyjęcia wyznaczono na 8 maja. Była też wizyta u pulmonologa, który dal skierowanie na sierpniową tomografię. Zaczynają się odzywać jelita, delikatne problemy były już od dawna, ale zaczęło to przybierać na sile.

08.05.2018

Przyjęcie do szpitala, dobrze, że nie zakładają wenflonu, nie cierpię wenflonu. Szpital w spokojnej okolicy, nieco oddalony od obszarów zabudowanych i w lesie. Spodobała mi się swoboda w tym szpitalu, pacjenci na chodzie mogli chodzić do okolicznej wsi lub jeździć w dalsze trasy, nie wiem, czy to było dozwolone formalnie, ale i tak nikt tego nie pilnował, a w niedziele można było wyjść o 6 i wrócić o 22, 22-6 cisza nocna i budynek jest zamknięty, tamtejsza izba przyjęć nie obsługuje nagłych przypadków. 

maj 2018

W tym szpitalu nie było pobudek, ale jeśli chce się zjeść zupę mleczną, to trzeba było wcześnie wstać, bo śniadanie szpitalne było o 7:15. Można olać szpitalne i mieć swoje, wtedy teoretycznie można pospać do 8 (jeśli ma się zajęcia rehabilitacyjne na późniejsze godziny), o 8 przychodzi salowa sprzątać. W większości na śniadania były zupy mleczne albo "kaszki", a to jedne z moim ulubionych potraw, przysmaki z dzieciństwa, takie, jak robiła moja babcia i takie, jakie były w dziecięcym szpitalu. I jak tu narzekać na jedzenie szpitalne. Część obiadów była dobrych, część przeciętnych, ze 3 razy były niedobre. Kolacje były różne, najlepsze były pasztety, wtedy jeszcze mogłem je jeść. Nie trzeba było jeść szpitalnych posiłków, no poza obiadami, bo tego się na sali nie zrobi, no chyba, żeby grilla na podwórku rozpalić, ale o to to już lekarze i pielęgniarki mogliby się przyczepić. 

W nocy na oddziale cicho i głucho, dyżurka lekarza i pielęgniarek zamknięte na cztery spusty, a oni sobie siedzą w innej części budynku, na oddziale nie ma nikogo z personelu.

W weekendy lekarze obchód robili, jak im się podobało, w związku z czym w ciepłe dni nikt z pacjentów na chodzie na niego nie czekał

Oddział wykonywał pacjentom bronchoskopie, na szczęście tylko niektórym i mnie do tego nie zakwalifikowali. Bronchoskopia to niebezpieczne badanie i można od niego umrzeć.

Przez cały pobyt byłem bez internetu i bez telewizji (telewizor był wspólny na korytarzu, a nie miałem ochoty oglądać to, co inni), miałem tylko radio. O dziwo nie brakowało mi komputera, jakoś tam umiałem inaczej zagospodarować czas, a w domu nie widzę innych możliwości, oprócz siedzenia przed komputerem.

Jedyne, co mi przeszkadzało, to stolce, od kwietnia bardziej te problemy się uaktywniły, a tam nie było toalety wielokabinowej. Gdy miałem "atak" i nie mogłem zwolnić toalety, a ktoś się niecierpliwił, to miałem ochotę dać mu w ryj. Nie moja wina, gdy nie mogę zwolnić toalety, ani nie wina osoby niecierpliwiącej się, że chce pilnie skorzystać, ale taka sytuacja wyzwala agresywne stany emocjonalne. A winny jest "system" budowy publicznych toalet, że nie są przystosowane do osób z problemami jelitowymi. Toalety publiczne powinny mieć minimum dwie kabiny, prawo powinno zakazywać tego, by toaleta publiczna miała tylko jedną kabinę.

29.05.2018

Wyszedłem ze szpitala

lipiec 2018

Biegunki narastały, czasem występowało zaparcie, ale "jelitowe", miękki stolec, mający trudności z przejściem przez jelita, jakby były niedrożne. Poszedłem do lekarza rodzinnego. Ten przepisuje mi lek na zwiększenie częstości oddawania stolca, facepalm

Umawiam prywatną wizytę do gastrologa. Termin wyznaczono jakoś na koniec sierpnia

koniec sierpnia 2018

Wizyta u pulmonologa po tomografii. Guz nieco się zmniejszył, za to, jakby pojawiły się jakieś nowe minizmiany w szczytach płuc.

Kilka dni później wizyta u gastrologa. Gastrolog powiedział mi o możliwych przyczynach dolegliwości: celiakia, IBS, WZJG, ChL-C, guz jelita. Skierował mnie na kolonoskopie na oddział gastro. Nie mógł ambulatoryjnie na NFZ, zresztą, ja i tak wolę kolonoskopię w szpitalu, nie chciałbym ambulatoryjnie.

 

Ciąg dalszy wkrótce...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

03.09.2018

Jadę do szpitala ustalić termin, miałem  na cito. Wyznaczono przyjęcie na 28.09 na godz 9. Był to najruchliwszy oddział gastroenterologii w województwie, bez cito czeka się podobno około roku.

w następnych tygodniach

kilka epizodów nocnych wybudzeń atakami silnych bóli brzucha z utrudnionym oddaniem stolca, rozrzedzającą się konsystencją stolca przechodzącą od normalnej twardości do wody. Bóle ustępowały całkowicie dopiero po oddaniu tej wody i mogłem spać dalej.

28.09.2018

Przyjęcie, byłem na czczo, a potem zjeść mogłem tylko bulion. Od 15 już tylko woda, albo sok jabłkowy, o 17 rozpocząłem przygotowanie do kolonoskopii, pierwsza tura Fortransu. Już w trakcie picia znikałem na długo w toalecie.

29,09.2018

Fortrans działał całą noc. Przed piątą pobudka,  bo o 5 czekało mnie picie następnej tury Fortransu. Ogólna pobudka na oddziale była o 5:30, więc nie było dużej różnicy. Po 7 skończyłem Fortrans, na badanie poszedłem o 11, tam jeszcze czekałem, Fortrans cały czas działał, chodziłem ze stolcem do samego badania. Badanie było o 12. Badanie było w analgosedacji, która jest płytkim uśpieniem przy odpowiedniej dawce. Bez analgosedacji nie wytrzymał bym kolonoskopii. Obudziłem się pod koniec badania, jak wyjmowali endoskop. Byłem niby obudzony, ale jeszcze "w swoim świecie", więc mi to nie przeszkadzało. Potem przez dwie godziny musiałem leżeć, więc kimałem. Po 14 mogłem pić sok jabłkowy, ale ja z wielką niecierpliwością czekałem, by napić się kawy, bak mojego silnika tankuje się kawą i nic na to nie poradzę. Kawę mogłem wypić 5 godzin po badaniu, musiałem czekać do 17. Tymczasem Fortrans dalej działał, więc chodziłem jeszcze z resztkami stolca, ale badanie udało się przeprowadzić. Pacjenci, którzy leżeli ze mną na sali, nie mieli tak długiego działania Fortransu, ani tak intensywnego, jak ja. 7 godzin po badaniu mogłem zjeść 2 kromki chleba z wędliną. Podobno każdy po kolonoskopii miał indywidualne wytyczne, kiedy i co może pić/jeść. 

Podobał mi się system toalet na oddziale, nie jednokabinowa na każdej sali, tylko ogólne dwie, obydwie kilkukabinowe, tak powinno być.

30.09.2018

Na obchodzie lekarz mówi, że makroskopowo wynik kolonoskopii wyszedł prawidłowy, pozostało czekać na hist-pat oraz wynik na celiakię. Zostałem wypisany

Pobyt przekonał mnie, że nigdy nie mogę się zgodzić na kolonoskopię ambulatoryjnie, bo u mnie czyszczenie działa dłużej i intensywniej niż u innych i nie ma opcji, bym dojechał do przychodni.

w następnych tygodniach

kilka następnych nocnych akcji

17.10.2018

Przyjeżdżam po wyniki, odebrałem tylko hist-pat, o celiakii zapomniałem, byłem w stanie wyższej aktywności fobii społecznej, a w takim stanie nie umiem myśleć (przypomniałem sobie znaczny czas później, że głupio było dzwonić i się do tego przyznawać, przepadło)

Hist-pat jelita grubego wyszedł prawidłowy, pobrano 8 wycinków z różnych części jelita grubego, więc chyba dobrze zbadali.

Hist-pat części jelita cienkiego (ileum terminale), z którego pobrano 3 wycinki, wykazał rozrost grudek o niejednoznacznym podłożu. 

Lekarz wręczający mi wyniki hist-pat dał mi do zrozumienia, że nie jestem zdrowy, ale ich zadaniem miało być ewentualne leczenie jelita grubego, nie cienkiego. Gdyby to ode mnie zależało, to za taki tekst gastrolog lądowałby  w więzieniu, formalnie "psim obowiązkiem" każdego gastrologa jest zajmowanie się całym przewodem pokarmowym. 

Poszukałem info, co znaczy, gdy wyjdzie rozrost o niejednoznacznym podłożu w ileum terminale. Znalazłem, że może to świadczyć o 3 rzeczach:

1. "nieczynne już" zmiany pozapalne po przejściu np. gruźlicy jelita cienkiego w przeszłości

2. aktywne zapalenie jelita cienkiego (choroba crohna, gruźlica, celiakia bądź zapalenie mikroskopowe)

3. nowotwór jelita cienkiego

W celu przynajmniej częściowego wyjaśnienia należy wykonać enteroklizę bądź enterografię jamy brzusznej. Nocne wybudzenia atakami silnego bólu również są wskazaniem do takich badań, jeśli kolonoskopia nie wyjaśnia sprawy,, bo nocne zazwyczaj mają przyczynę organiczną. Skierować na to badanie może gastrolog, który praktycznie zajmuje się jelitem cienkim. W teorii każdy gastrolog, ale naprawdę większość gastrologów to banda idiotów w zakresie jelita cienkiego

18.10.2018

Umawiam gastrologa, by iść z wynikami kolonoskopii

około połowy listopada 2018

Wizyta u gastrologa, oczywiście miał gdzieś jelito cienkie, przepisał kwas masłowy. Owszem, kwas masłowy jest stosowany na organiczne zmiany w jelitach, obojętne, czy w grubym, czy w cienkim, ale tylko jako leczenie pomocnicze, nie główne. Oczywiście wypróbowałem.

grudzień 2018

Nocne akcje brzucha zwiększają częstotliwość, w dzień brzuch zazwyczaj spokojny, problemy ze stolcem są, czasem i kilkanaście stolców w 1 dzień, nawet 2 godziny w toalecie w ciągu dnia, ale bez żadnych bóli.

Miałem umówioną z ciekawości wizytę u innego pulmonologa, pokazałem wypis z chirurgii i dotychczasowe tomografy. Powiedziałem mu, że mój pulmonolog prowadzący podejrzewa gruźlicę. On na to, że aby stwierdzić gruźlicę, trzeba zrobić bronchoskopię z pobraniem wydzieliny. Dobrze, że mój pulmonolog prowadzący mnie na nią nie kieruje, to niebezpieczne badanie, nic mnie przy życiu nie trzyma, ale śmierci w sposób uduszenia się nie chcę.

Powiedział, że obraz płuc wygląda podejrzanie, ale według niego na gruźlicę. Zastanawiałem się jeszcze, co on sądzi o określeniu guza przez mojego pulmonologa prowadzącego symbolem D38. Ale nie chciałem go pytać, nie mam co prawda lękowego podejścia do nowotworów, ale nie chcę na takie tematy rozmawiać w realu.

 

Ciąg dalszy wkrótce...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

[cofnięcie]

lipiec 2018

Zauważyłem, że skóra wewnętrznej części moich dłoni i skórą czoła, zaczęły wydzielać jakąś żółtą substancję. Tylko tam, w żadnym innym miejscu nie. 

Nie występuje to cały czas, są okresy, kiedy jest to wydzielane i okresy, kiedy nie ma. Dermatolog przepisał jakieś maści, ale nie powiedział, co to.

styczeń/luty 2019

TK i wizyta u pulmonologa prowadzącego, zmiany stanęły w miejscu. 

Częstotliwość biegunek spada, za to nocne jazdy z brzuchem rosną i pojawiają się już każdego tygodnia, czasem kilka razy w tygodniu.

marzec 2019

Wprowadzam swoje dawkowanie leków rozkurczowych i przeciwbólowych. W dzień ich w zasadzie nie potrzebuję, na noc 3 dawki leku rozkurczowego i dwie przeciwbólowego. Stosuję regularnie co wieczór, częstotliwość nocnych jazd szybko spada. Nie jest to leczenie fachowe, ale na razie dobre to, póki działa.

Umawiam wizytę u gastrologa, z pewnych powodów z zastrzeżeniem, że po godzinie 18. Okazuje się, że zdecydowana większość poradni czynna jest do 18. Tam, gdzie udało się znaleźć po 18, termin  na godziny wieczorne dopiero na czerwiec.

Szybko spadły moje "zdolności" odżywiania. Jeszcze w maju zeszłego roku mogłem jeść pieczone mięsa, sosy, pasztety. Obecnie tylko lekkie wędliny, warzywa i drobiowe mięsa gotowane. Jeśli to dalej będzie postępować, to za rok będę musiał jeść"papki".

Pora na obecne rozkminy, które będę pisał może co 5 minut, może co 5 miesięcy.

Muszę chodzić od gastrologa do gastrologa do skutku. Dotychczas stwierdzano IBS, ale z medycznego punktu widzenia IBS nie diagnozuje się bez kompletnej diagnostyki w przypadku, gdy występują tzw. "objawy alarmowe", a do nich zaliczane jest m.in. pojawianie się dolegliwości nocnych. Ale lekarze są idiotami i zamiast opierać się na medycynie, opierają się na "polityce". 

Do osób, które na forach krytykowały moje podejście narysujcie sobie kółko i się j... , albo się doedukujcie o IBS-ie i jego różnicowaniu z innymi chorobami, a potem się wypowiadajcie.

cdn...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Gdyby przyjąć założenie, że moje zmiany w żołądku i dwunastnicy (wiem, że mam, bo były zdiagnozowane w przeszłości), zmiany w ileum terminale, zmiany na płucach i ta żółta substancja okresowo wydzielana przez skórę na zewnątrz dłoni i czoła oraz epizod z BMI 15,3 w 2016 roku mają jedną przyczynę, to pozostaje tylko gruźlica albo crohn, bo obie te choroby mogą atakować różne części organizmu. 

Edytowane przez mark123

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wciąż popularne jest błędne przekonanie wśród ludzi, że kolonoskopia jest pełnym badaniem jelit. To absolutnie nie jest prawda, kolonoskopia bada jelito grubego, co stanowi mniej więcej połowiczny odcinek jelit ogółem. Sporej części ludzi, którym wyszedł dobry wynik kolonoskopii wydaje się, że mają zdrowe jelita, niestety dobry wynik kolonoskopii oznacza, że ma się zdrową połowę jelit, nie wiadomo, jak z drugą połową. Wiem, że to sprawa indywidualna każdego, co sobie bada, ale strasznie irytuje mnie nieświadomość wśród ludzi, dlatego o tym piszę.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zauważyłem, że po ataku odmy jak na razie ustąpiły  moje epizody bóli pod łopatkami i epizody intensywnych objawów przeziębieniowych. Lekarz rodzinny wciskał mi, że bóle są od kręgosłupa. No chyba nie od kręgosłupa, niektóre choroby płuc też mogą objawiać się bólami w okolicy łopatek (objawami "zwykłego" przeziębienia też) i tak sobie coś przez kilka mnie atakowało, atakowało, aż w końcu choroba doprowadziła do odmy. Po odmie choroba chyba weszła w remisję, bo spokój z bólami pod łopatkami i intensywnymi objawami przeziębieniowymi jest znacznie dłuższy niż we wcześniejszych latach.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mark, wybacz że ci przerwę:
Możesz powiedzieć mi jakie masz choroby/objawy/przyczyny neurologiczne które rzutują na psychikę i samopoczucie tak samo jak psychiczne?

 

Też urodziłeś się z komplikacjami, dlatego pytam. Wybacz jeżeli nie chcesz o tym gadać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 23.04.2019 o 21:32, Reghum napisał:

Możesz powiedzieć mi jakie masz choroby/objawy/przyczyny neurologiczne które rzutują na psychikę i samopoczucie tak samo jak psychiczne?

Gdy miałem jakieś 8-9 lat, to na podstawie EEG stwierdzono mi uszkodzenie OUN. Kilka lat temu na podstawie rezonansu wyszło drobne naczyniopochodne uszkodzenie mózgu. 

Część uszkodzeń powstało chyba w czasie ciąży, ale część mogła powstać, gdy miałem 6 i pół roku. Wtedy prawdopodobnie przeszedłem tzw. mały udar niedokrwienny, który zaburzył działania niektórych funkcji mózgu (i wypadło głównie na funkcje psychiczne). Gdyby rodzice po nagłej zmianie mnie zamiast się tylko dziwić, co mi się stało, zabrali mnie do lekarza, to może zostałbym potem skierowany na jakieś rehabilitacje neuropsychiczne i części problemów bym teraz nie miał. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, mark123 napisał:

Gdy miałem jakieś 8-9 lat, to na podstawie EEG stwierdzono mi uszkodzenie OUN. Kilka lat temu na podstawie rezonansu wyszło drobne naczyniopochodne uszkodzenie mózgu. 

Część uszkodzeń powstało chyba w czasie ciąży, ale część mogła powstać, gdy miałem 6 i pół roku. Wtedy prawdopodobnie przeszedłem tzw. mały udar niedokrwienny, który zaburzył działania niektórych funkcji mózgu (i wypadło głównie na funkcje psychiczne). Gdyby rodzice po nagłej zmianie mnie zamiast się tylko dziwić, co mi się stało, zabrali mnie do lekarza, to może zostałbym potem skierowany na jakieś rehabilitacje neuropsychiczne i części problemów bym teraz nie miał. 

Nigdy nie chcieli leczyć w jakiś sposób tego uszkodzenia OUN? Nootropy, psychotropy?

Znałem chłopaka który przeszedł podczas porody udar niedokrwienny i mimo zaburzeń mowy do ponad okresu dojrzewania wyleczył się z tego i ma już chyba 3 dziewczynę i 5 albo 6 pracę z kolei, ma ~25-27 lat. Może tobie by się udało?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 25.04.2019 o 17:16, Reghum napisał:

Nigdy nie chcieli leczyć w jakiś sposób tego uszkodzenia OUN? Nootropy, psychotropy?

Brałem, gdy miałem 8-9 po wynikach EEG, pewien nootrop przez jakiś czas, ale nie pomógł.

W dniu 25.04.2019 o 17:16, Reghum napisał:

Znałem chłopaka który przeszedł podczas porody udar niedokrwienny i mimo zaburzeń mowy do ponad okresu dojrzewania wyleczył się z tego i ma już chyba 3 dziewczynę i 5 albo 6 pracę z kolei, ma ~25-27 lat. Może tobie by się udało?

Najpierw by trzeba było zbadać, czy moje problemy psychiczne mają podłoże w uszkodzeniu mózgu. Nikt nigdy tego nie badał, sam musiałem przyjąć założenie, że uszkodzenie ma wpływ na mój stan psychiczny, bo definitywnie uważam, że te problemy z psychiką, co mam, nie mogą istnieć bez przyczyn organicznych. Podobno medyczna diagnostyka różnicowa organicznych i nieorganicznych problemów psychicznych nie jest prosta, w efekcie nikomu się nie chciało takiej diagnostyki zrobić na NFZ, a bogackim nie jestem, by móc płacić haracz na prywatną służbę zdrowia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, mark123 napisał:

Brałem, gdy miałem 8-9 po wynikach EEG, pewien nootrop przez jakiś czas, ale nie pomógł.

Najpierw by trzeba było zbadać, czy moje problemy psychiczne mają podłoże w uszkodzeniu mózgu. Nikt nigdy tego nie badał, sam musiałem przyjąć założenie, że uszkodzenie ma wpływ na mój stan psychiczny, bo definitywnie uważam, że te problemy z psychiką, co mam, nie mogą istnieć bez przyczyn organicznych. Podobno medyczna diagnostyka różnicowa organicznych i nieorganicznych problemów psychicznych nie jest prosta, w efekcie nikomu się nie chciało takiej diagnostyki zrobić na NFZ, a bogackim nie jestem, by móc płacić haracz na prywatną służbę zdrowia.

To tak jak ze mną. Przez parę lat czułem parastezje i nietypowe sensacje na twarzy, ale nigdy nie chciało mi się tego badać, wiadomo rodzina zlała a psychiatrze nie mówiłem. W końcu przeszło, ale trwało to długo, za długo. Nie wiem czy to nie ma związku z zaleczającym się płatem czołowym i coraz mniejszą hipoperfuzją w danych rejonach mózgu.

Najgorsze że dużo ludzi ma za hipochondryka, kiedy wyglądam jak osoba chora, ale cóż, przecież jesteś hipochondrykiem xD Szkoda że szukasz sobie pomocy albo odpowiedzi na to co ci jest, tak zaj*bista medycyna że większość lekarzy nie rozumie różnicy między tymi dwoma poczynaniami. A potem mamy wysyp F20 w każdym dziwnym przypadku bo czemu nie, bo najprościej jest przypisać łatkę schizola.

 

Najprawdopodobniej już nie będę miał parestezji i najlepsze że jak one przeszły to zacząłem się normalnie czuć, a moje derealizacje i problemy z mową przeszły. Coś jest na rzeczy. Ciekawe jak inni schizofrenicy prości to przechodzili.

P.s. nie śpię bo piłem 1 piwo i się obudziłem bo tak mam, ale idę dalej spać, wszedłem na chwilę :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przemyślałem i nie będę w tym wątku pisał o moich neuropsychicznych sprawach, są inne wątki od tego. Tu będzie tylko o dolegliwościach fizycznych wpływających negatywnie na stan życiowy i emocjonalny.

 

-------------------------------------------------------------------------------------------

 

Rozważam przejście na wyższy level diety, dietę półpłynną, zwykła dieta lekkostrawna chyba przestaje wystarczać. Szczególnie, jeśli dostanę pracę, powinienem tak zrobić, podobno powinno to złagodzić dolegliwości, bo w obecnym stanie nie wyobrażam sobie pracy.

 

Ostatnio bardziej dało się we znaki utrudnione oddanie płynnego stolca. "Zaparcie" płynnego stolca podobno może świadczyć o niedrożności jelit, które nieleczone może po pewnym czasie doprowadzić do stanu ostrego brzucha, który jest stanem zagrożenia życia.

Do terminu u gastrologa pozostał miesiąc. Ciekawe, co powie teraz, przy poprzedniej wizycie jeszcze nie występowały stany częstych nocnych bóli ani blokowania płynnego stolca.

 

Dodatkowo zaznaczyły się problemy z oddawaniem moczy. Nie wiem, czy to przypadkiem nie jakieś powikłanie po dziwnej infekcji jąder, którą mam wątpliwości, czy urolog dobrze doleczył.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdybym miał pracę, poważnie rozważałbym rezonans jelita cienkiego prywatnie. On kosztuje około tysiąc zł, mógłbym w sumie przeznaczyć nawet dużą część pensji na to badanie. Zobaczy się, co się przydarzy wcześniej, praca, czy skierowanie na rezonans jelita na NFZ. Bez tego badania nie da się ustalić leczenia farmakologicznego, a jeśli mój stan dalej będzie się pogarszał, to myślę, że tak do 5-ciu lat i kończę na stole operacyjnym.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×