Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Zgodnie z artykułem:

Cytat

Ofiara

Członek rodziny przyjmujący rolę ofiary charakteryzuje się najczęściej zespołem cech, które ułatwiają sprawcy przemocy jej stosowanie. Akty agresji dotyczą przede wszystkim jednostek słabszych fizycznie, a więc najczęściej kobiet i dzieci. Nierzadko kobiety te dodatkowo są w złym stanie fizycznym ze względu na ciążę czy doznane wcześniejsze urazy, jak również w złym stanie psychicznym. Chroniczne poczucie zagrożenia oraz bezsilność wobec zaistniałej sytuacji to przyczyny załamania się równowagi psychicznej, objawiającego się zaburzeniami nastroju (depresja, lęk), uzależnieniami, objawami zespołu stresu pourazowego, a nawet samobójstwami. Ofiary przemocy domowej najczęściej nadużywają takich substancji, jak alkohol, benzodiazepiny lub środki psychoaktywne. Sięgają po nie w celu zmniejszenia fizycznego oraz psychicznego bólu (poczucie ulgi), aby poprawić swoje funkcjonowanie w ciągu dnia i ułatwić zasypianie w nocy bądź w celu poprawy obrazu własnej osoby. Sprawcy przemocy domowej zależy na tym, aby ofiara nie miała do kogo zwrócić się o pomoc. Brak wsparcia ze strony krewnych, przyjaciół czy sąsiadów utwierdza kobiety w przekonaniu, że sytuacja ich jest beznadziejna a agresji nie można zatrzymać. Stąd w obliczu przemocy doznawanej ze strony partnerów najczęściej stosują bierne mechanizmy radzenia sobie — unikanie prowokacyjnych zachowań czy minimalizowanie obrażeń w kontakcie ze sprawcą. Często również sięgają po alkohol lub narkotyki, bądź same wycofują się z kontaktów społecznych. Pozytywne mechanizmy radzenia sobie — poszukiwanie wsparcia społecznego — kończy się najczęściej rozczarowaniem i utwierdza maltretowaną kobietę w przekonaniu o bezcelowości tego typu działań. Izolację społeczną nasila dodatkowo nieudolność lub nawet wrogość instytucji, takich jak policja, służba socjalna czy ochrona zdrowia. Niska samoocena, przypisywanie sobie odpowiedzialności za akty agresji oraz tak zwane zniekształcone atrybucje  (chwilowe, zewnętrzne, o ograniczonym zasięgu) powodują całkowite podporządkowanie się sprawcy, pozostawanie z nim w związku, a nawet ukształtowanie się tak zwanego ambiwalentnego poczucia lojalności , czyli usprawiedliwianie jego zachowań. Brak pracy oraz trudne warunki ekonomiczne umacniają zależność ofiary od sprawcy.

Sprawca

Sprawcami przemocy domowej są najczęściej mężczyźni. W większości przypadków nie różnią się znacznie pod względem cech osobowości od mężczyzn niestosujących przemocy, aczkolwiek są od nich mniej asertywni, charakteryzują się również niską samooceną, słabymi umiejętnościami społecznymi , nie potrafią kontrolować swojego gniewu, są kłótliwi i skłonni do rękoczynów, co zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia zachowań antyspołecznych. Holtzworth-Munroe i Stuart wyróżnili trzy typy takich mężczyzn: — agresorzy wyłącznie rodzinni, stosujący przemoc tylko w stosunku do członków swojej rodziny, bez oznak psychopatologii (około 50% sprawców przemocy); — agresorzy z pogranicza, dysforyczni z zaburzeniami psychicznymi i emocjonalnymi, dopuszczający się również aktów przestępczych poza kręgiem rodzinnym (25% sprawców); — agresorzy antyspołeczni dopuszczający się przemocy zarówno w rodzinie, jak i poza nią. Stosują przemoc fizyczną, seksualną oraz psychiczną. Często nadużywają alkoholu bądź są uzależnieni od narkotyków (25% sprawców). Ze względu na niską tolerancję frustracji mężczyźni ci muszą dość szybko rozładować związane z nią napięcie, a „najbezpieczniejszym” miejscem ku temu jest dom rodzinny, gdzie nie ma tak wyrażonej społecznej i prawnej kontroli nad tego typu zachowaniem. Często sami prowokują kłótnie, będąc pod wpływem alkoholu czy narkotyków. Chociaż niektórzy badacze zjawiska przemocy w rodzinie twierdza z całą stanowczością, że używki te nie są przyczyną agresywnego zachowania, a jedynie usprawiedliwieniem . Charakterystyczne w obrazie sprawcy przemocy są również deficyty poznawcze przejawiające się zaburzonym postrzeganiem ofiary przez zarzucanie na nią odpowiedzialności za swój gniew, brak empatii i oczekiwanie zrozumienia gwałtowne-go zachowania. Poza tym agresor wymaga od ofiary zaspokojenia jego różnorodnych potrzeb, nie licząc się z jej aktualnymi możliwościami. Napięcie i frustrację budzić mogą także, bardzo częste w rodzinach doświadczających przemocy, problemy finansowe związane z bezrobociem, złe warunki mieszkaniowe i brak wsparcia społecznego. Stosowanie przemocy może więc być jedynym sposobem kontroli społecznego i fizycznego otoczenia. Bardzo często takie właśnie wzorce sprawcy wynoszą z domów rodzinnych jako najskuteczniejszy sposób osiągania zamierzonego celu. Liczne deficyty w różnych obszarach funkcjonowania społecznego przyczyniają się do izolacji sprawcy z najbliższego otoczenia. Tym samym ofiara staje się jedną z nielicznych osób, która mu towarzyszy. Agresor stara się więc wszelkimi możliwymi sposobami zatrzymać ją przy sobie. Jest zazdrosny, zaborczy i boi się porzucenia. Stopniowo maltretowana kobieta zostaje zniewolona i czasami nawet przez wiele lat może pozostawać w krzywdzącym ją związku.

Najważniejszymi zjawiskami psychologicznymi, które wspierają ową relację są: — „pranie mózgu”; — syndrom wyuczonej bezradności; — „syndrom sztokholmski”; — efekt „psychologicznej pułapki” . Efekt „psychologicznej pułapki” jest modelem opartym na teorii dysonansu poznawczego Festingera . Polega on na tym, że ofiara przemocy jest przekonana, że zbyt wiele zainwestowała w stworzenie, a następnie utrzymanie związku małżeńskiego, aby go mogła tak łatwo porzucić. Czuje się odpowiedzialna za zaistniałą sytuację i najczęściej sobie przypisuje winę za agresywne zachowania męża. Dąży zatem za wszelką cenę do poprawy relacji poprzez całkowite dostosowanie się do wymagań partnera. Najczęściej nie przynosi to zamierzonego efektu. Ofiara, biorąc na siebie liczne obowiązki, w pewnym momencie nie jest w stanie im sprostać, co utwierdza ją w przekonaniu o własnej nieporadności i zasłużonym gniewie męża. To prowadzi do poczucia, że cokolwiek by zrobiła, nie będzie to miało żadnego znaczenia. Powyższe zjawisko zostało nazwane przez Seligmana wyuczoną bezradnością. U osób doświadczających przemocy rozwija się na bazie doświadczeń z dzieciństwa oraz związków w życiu dorosłym. Czynnikami wysokiego ryzyka rozwoju wyuczonej bezradności są: przemoc fizyczna, gwałt, przymuszenie do nieakceptowanych form współżycia oraz groźby pozbawienia życia. Skutkiem wyuczonej bezradności są natomiast deficyty w funkcjonowaniu jednostki zarówno w obszarze poznawczym oraz motywacyjnym i emocjonalnym. Ofiara jest przekonana, że nikt nie jest w stanie jej pomóc, a sytuacja w jakiej się znalazła, nie może być pozytywnie rozwiązana. Dlatego też maltretowane kobiety pozostają bierne wobec przemocy, nie podejmują działań, aby ją przerwać. Skutkiem tego jest rozwój stanów lękowych, depresji i apatii. Kobiety często same próbują poradzić sobie z nieprzyjemnymi stanami, sięgając po alkohol czy środki psychoaktywne. Kolejnym mechanizmem podtrzymującym patologiczny związek między kobietą a mężczyzną jest tak zwana „więź traumatyczna” lub „paradoksalna wdzięczność”. Opisuje się ją jako paradoksalną reakcję obronną ofiary przejawiającą się swoistym uwielbieniem sprawcy. Czynnikami ryzyka w rozwoju tego syndromu, zwanego również „syndromem sztokholmskim”, są: — realne zagrożenie życia ofiary; — całkowita zależność od sprawcy; — pozbawienie ofiary kontaktu ze światem zewnętrznym; — zachowanie sprawcy nacechowane swego rodzaju uprzejmością. Całkowite podporządkowanie się sprawcy następuje także po zastosowaniu przemocy emocjonalnej, której istotę stanowi „pranie mózgu”. Prowadzi ono do całkowitej degradacji własnego obrazu, a co za tym idzie — utraty poczucia własnej wartości. Ofiara staje się bezwolnym narzędziem w rękach agresora, ponieważ została wyzuta przez niego z jakichkolwiek własnych przekonań i pozostawiona bez prawa do własnych myśli, uczuć, a tym bardziej działań. Sprawca tworzy swój własny świat, w który wprowadza maltretowaną kobietę, dając jej wyraźnie do zrozumienia, że nie ma stąd ucieczki. Ofiara pozostaje pod jego pełną kontrolą przeżywając poczucie winy, lęk i smutek. Techniki „prania mózgu”, jakie stosują sprawcy przemocy w rodzinie, polegają głównie na: — izolowaniu ofiary ze środowiska tak, aby nie mogła otrzymać pomocy i pozostawała pod całkowitą kontrolą sprawcy; — podporządkowaniu ofiary poprzez wymuszanie drobnych przysług; — dezorientację ofiary w sytuacji polegającą na stosowaniu na przemian kary i nagrody. Zadaniem tych ostatnich jest podtrzymywanie w niej nadziei na pozytywną zmianę; — obarczanie ofiary obowiązkami ponad jej siły, a następnie karanie za to, że sobie z nimi nie radzi,— wzbudzanie w ofierze poczucia zagrożenia i niepewności co do mającej nastąpić przyszłości; — upewnianie ofiary w przekonaniu o wszechmocy sprawcy. Wszystkie wymienione metody są stosowane przez sprawców świadomie, a ich głównym celem jest całkowite podporządkowanie sobie ofiary, pozbawienie jej woli walki i chęci zmiany swojej dramatycznej sytuacji. Z jednej strony jest to spowodowane lękiem przed porzuceniem, a z drugiej pragnieniem siły i chęcią kontrolowania otoczenia przez sprawcę. Oba motywy wynikają najczęściej z niskiej samooceny agresora. Wydaje się więc, że aby przerwać cykl przemocy, należy pomóc nie tylko ofierze, lecz także sprawcy. Pracownicy ochrony zdrowia w swojej codziennej praktyce spotykają zarówno maltretowane kobiety i dzieci, jak też ich oprawców. Dotyczy to w szczególności psychologów i lekarzy psychiatrów. To oni właśnie powinni zachować szczególną czujność i zapoznać się z zaleceniami Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”. Zgodnie z nimi zadaniem placówek ochrony zdrowia jest nie tylko udzielenie pomocy medycznej ofiarom przemocy, ale także: — „rozpoznanie sygnałów świadczących o występowaniu przemocy, szczególnie gdy ofiary bądź świadkowie próbują to ukryć; — umiejętność przeprowadzenia rozmowy umożliwiającej rozpoznanie form przemocy i częstotliwości jej występowania; — poinformowanie ofiar o możliwościach szukania pomocy; — wystawienie na prośbę poszkodowanych zaświadczenia lekarskiego o stwierdzonych obrażeniach; — poinformowanie ofiar o miejscach i warunkach wystawienia obdukcji; — w przypadku stwierdzenia takiej konieczności lub na prośbę poszkodowanych powiadomienie innych służb, na przykład pomocy społecznej, policji, gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych; — w przypadku stwierdzenia podczas badania lub podejrzenia popełnienia przestępstwa — na przykład ślady ciężkiego uszkodzenia ciała, ślady podejrzanych oparzeń, wykorzystania seksualnego — powiadomienie organów ścigania” . Pomocą psychologiczną powinni być również objęci sprawcy przemocy. W części przypadków niezbędne jest zdiagnozowanie ich pod kątem takich schorzeń, jak: choroby psychiczne, padaczka skroniowa, organiczne uszkodzenia mózgu czy uzależnienie od alkoholu. Choroby te bowiem wiążą się z upośledzoną kontrolą agresywnych zachowań i często występują w populacji mężczyzn — sprawców przemocy domowej. Wymierzenie zasłużonej kary nie powinno być więc jedynym krokiem podjętym w celu przerwania cyklu przemocy. Niezmiernie istotne wydaje się również podjęcie przez sprawcę terapii stosownej do wcześniej postawionej diagnozy, na przykład terapia uzależnień, leczenie choroby psychicznej i tym podobnych. Ważną rolę w tym procesie mogą i powinny odgrywać służby medyczne. Podsumowując, należy podkreślić, że przemoc domowa w obecnych czasach nie jest zjawiskiem marginalnym. Wbrew potocznym opiniom dotyczy wszystkich warstw społecznych niezależnie od wykształcenia i statusu socjoekonomicznego. Należy pamiętać, że przemoc nie zawsze musi manifestować się fizycznym uszkodzeniem ciała, istnieje bowiem także maltretowanie psychiczne. Przemoc raz zaistniała najczęściej powtarza się i eskaluje, dlatego nie wolno bagatelizować prośby ofiary o pomoc. Akty agresji w rodzinie są przestępstwem i każdy ma prawo i obowiązek im zapobiegać .

źródło:www.journals.viamedica.pl/psychiatria

Czy chcielibyście coś do tego dodać? Może z czymś się nie zgadzacie? Może macie w powyższym zakresie doświadczenia, którymi chcielibyście się podzielić? A może odnajdujecie w powyższym artykule część siebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie zgodzę się, że sprawca ma niską samoocenę. Sprawca ma patologicznie wysoką samoocenę i dlatego mu wali w dekiel. Co prawda znałem tylko dwie osoby, które były w przeszłości sprawcami, ale uważam, że to ogólnie "naturalne", że jak ktoś ma patologicznie wysoką samoocenę, to myśli, że mu wszystko wolno i posuwa się do takich rzeczy. Uważam też, że sprawca jest nierzadko osobą klinicznie niezdolną do tzw "uczuć wyższych", ale lubi tworzyć chore ideologie miłości, np. uważa że jak biję, to znaczy, że kocham, albo np. myśli penisem i nazywa pożądanie seksualne miłością. 

Ofiara owszem, ma niską samoocenę, może mieć "uczucia wyższe", jednak podobnie jak sprawca, może mieć (innego rodzaju, ale też) chore ideologie miłości, może też ją częściowo kręcić postępowanie sprawcy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, mark123 napisał:

może też ją częściowo kręcić postępowanie sprawcy

Z tym się zdecydowanie nie zgadzam. Myślę, że chodzi tu o coś zupełnie innego. Kręcić to może przy biczach i pejczach, kiedy i jednej i drugiej stronie sprawia to przyjemność. Jeśli mówimy o przemocy, to już samo słowo "przemoc" ma jednoznaczny ton. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Lilith napisał:

Z tym się zdecydowanie nie zgadzam. Myślę, że chodzi tu o coś zupełnie innego. Kręcić to może przy biczach i pejczach, kiedy i jednej i drugiej stronie sprawia to przyjemność. Jeśli mówimy o przemocy, to już samo słowo "przemoc" ma jednoznaczny ton. 

Gdy kobieta decyduje się na ślub z kimś, kto jest wobec niej agresywny i ogólnie jest "chłodny" i głupi, no to musi lubić takich prymitywów (no albo ma równie mikroskopijny rozum, co agresor).

Co innego, gdy przemoc rozwinie się później. Natomiast dla kobiet, które decydują się na związek z już przemocowcem, nie popieram usprawiedliwień.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, mark123 napisał:

Gdy kobieta decyduje się na ślub z kimś, kto jest wobec niej agresywny i ogólnie jest "chłodny" i głupi, no to musi lubić takich prymitywów (no albo ma równie mikroskopijny rozum, co agresor).

Co innego, gdy przemoc rozwinie się później. Natomiast dla kobiet, które decydują się na związek z już przemocowcem, nie popieram usprawiedliwień.

U Ciebie wygląda to jak sprawa 0-1, a tak nie jest. Rozmaite czynniki decydują, że wiążemy się z danym człowiekiem. Tak samo jak mylisz tak zwane "usprawiedliwianie" kobiet z tym, że je kręci przemoc. Mówimy o dwóch różnych rzeczach. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, Lilith napisał:

U Ciebie wygląda to jak sprawa 0-1, a tak nie jest. Rozmaite czynniki decydują, że wiążemy się z danym człowiekiem. Tak samo jak mylisz tak zwane "usprawiedliwianie" kobiet z tym, że je kręci przemoc. Mówimy o dwóch różnych rzeczach. 

Sprawców oraz te ofiary, które weszły w związek z już sprawcą będę postrzegać "zerojedynkowo", nie uważam tego niewłaściwe, a poza tym zbyt mocno nienawidzę takich osób, by postrzegać inaczej. Nikomu oczywiście nie każę postrzegać w ten sposób.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, mark123 napisał:

Sprawców oraz te ofiary, które weszły w związek z już sprawcą będę postrzegać "zerojedynkowo", nie uważam tego niewłaściwe, a poza tym zbyt mocno nienawidzę takich osób, by postrzegać inaczej.

Za co ich nienawidzisz? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
1 godzinę temu, Lilith napisał:

Za co ich nienawidzisz? 

Ogólnie za to, że myślenie ich "boli" i tworzą takie związki, wnerwia mnie to, pakować się w związki dla... w sumie dla problemów. Po części też za to, że taki typ bezmózgów był w mojej rodzinie (tzn oni dalej są, ale przemocy pomiędzy nimi już na razie nie ma). Kiedyś dowiedziałem się, jak było pomiędzy moimi rodzicami jeszcze przed ślubem. Dla mnie jest chore, że moja matka pieprzyła się z pijakiem, który stosował wobec niej przemoc i miał ogólnie jakieś "konflikty" z policją i z pieprzenia takich osób pojawiłem się w jej brzuchu. A potem obydwoje dalej niechętni do użycia mózgu wzięli ślub i dalej robili swoje. Jak facet, który nie potrzebuje miłości i kobieta wnerwia tak, że ją bije może się decydować na ślub z nią. Jak kobieta może brać ślub z facetem, który bije i jeszcze będąc w ciąży, narażając przyszłe dziecko na nie wiadomo co (nie byłem ofiarą, no ale byłem potencjalnie narażony). Łby bym takim parkom urywał. Obecna sytuacja rodziców też wzmaga moją ogólną nienawiść, przemocy nie ma, ale nie widzą większych błędów w tym, co było i pewne sytuacje dały mi do zrozumienia, że dalej są głupi i mogą kiedyś chcieć wrócić do starych czasów. I to też jest chore dla mnie.

Edytowane przez mark123

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też nie rozumiem takich osób, ale to, że nie rozumiem nie znaczy, żeby od razu kogoś potępić. Bo nie wiem, jak na przykład taka kobieta to postrzega. Może ma bardzo złe wzorce z dzieciństwa, jakieś potężne braki, które nawet taki partner w jakiś sposób rekompensuje więc ona boi się odejść, bo się boi że sobie już nikogo nie znajdzie i nie będzie zarówno negatywów, ale i pozytywów, jakie czerpie z takiej relacji. A ma powiedzmy osobowość zależną, więc takiej kobiecie trudniej jest zdobyć się na odwagę życia solo.

 

I tak jeszcze niezliczone czynniki mogą wpływać na tok myślenia takiej kobiety, po co od razu ją skreślać lub gardzić nią, to by trzeba było gardzić na tej samej zasadzie każdymi osobami z zaburzeniami. Ona ma takie zaburzenia, które ją pchają do toksycznych relacji, ktoś inny ma zaburzenia lękowe, ktoś inny depresję...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@mark123innymi słowy oceniasz wszystkich przez pryzmat własnych doświadczeń. Jesteś bezsilny wobec rodziców. Musi Ci być z tym ciężko. Uważasz, że pomiędzy Twoimi rodzicami nie było uczuć ani teraz, ani przed ślubem?

9 godzin temu, wTymTygodniu napisał:

Ja też nie rozumiem takich osób, ale to, że nie rozumiem nie znaczy, żeby od razu kogoś potępić. Bo nie wiem, jak na przykład taka kobieta to postrzega. Może ma bardzo złe wzorce z dzieciństwa, jakieś potężne braki, które nawet taki partner w jakiś sposób rekompensuje więc ona boi się odejść, bo się boi że sobie już nikogo nie znajdzie i nie będzie zarówno negatywów, ale i pozytywów, jakie czerpie z takiej relacji. A ma powiedzmy osobowość zależną, więc takiej kobiecie trudniej jest zdobyć się na odwagę życia solo.

Wszystko się zgadza. Nie siedzimy w głowie danej osoby. Tylko ona sama wie, co się z nią dzieje i dlaczego podejmuje takie, a nie inne decyzje. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
23 godziny temu, wTymTygodniu napisał:

Ja też nie rozumiem takich osób, ale to, że nie rozumiem nie znaczy, żeby od razu kogoś potępić.

Ja akurat nie umiem nie potępiać takich osób. Nikomu przecież nie każę potępiać, ja będę potępiał.

14 godzin temu, Lilith napisał:

Uważasz, że pomiędzy Twoimi rodzicami nie było uczuć ani teraz, ani przed ślubem?

Ojciec nigdy nikogo nie kochał, on jest w ogóle klinicznie niezdolny do odczuwania miłości, nie posiada nawet wiedzy teoretycznej o miłości, bo jego poglądy w tej sprawie są "z dupy", Matka to nie wiem, czy ją uczuciowo kręcił/kręci taki facet, czy po prostu uważała, że kobieta powinna mieć problematyczny związek i dlatego w niego weszła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, mark123 napisał:

Ojciec nigdy nikogo nie kochał, on jest w ogóle klinicznie niezdolny do odczuwania miłości, nie posiada nawet wiedzy teoretycznej o miłości, bo jego poglądy w tej sprawie są "z dupy", Matka to nie wiem, czy ją uczuciowo kręcił/kręci taki facet, czy po prostu uważała, że kobieta powinna mieć problematyczny związek i dlatego w niego weszła.

To teraz rozumiem skąd się wzięły Twoje odczucia względem rodziców. Masz do Nich o to żal, prawda? Nigdy nie czułeś się kochany, nigdy nikt nie potrafił Ci dać miłości i pokazać, co znaczy kochać. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, Lilith napisał:

To teraz rozumiem skąd się wzięły Twoje odczucia względem rodziców. Masz do Nich o to żal, prawda? Nigdy nie czułeś się kochany, nigdy nikt nie potrafił Ci dać miłości i pokazać, co znaczy kochać. 

Żal mam o to, że weszli ze sobą w związek, o to, że nie widzą wyraźnych błędów, w tym, co było oraz o to, że pokazali, że są gotowi powrócić do dawnych czasów w przyszłości, do ojca dodatkowo o to, że mógł przyczynić się do zmian organicznych w moim mózgu podczas ciąży matki oraz ogólnie o całość jego "życiowej drogi" i że założył rodzinę, podczas gdy tacy jak on nie mają potrzeb zakładania rodziny, a zakładanie wynika wyłącznie z głupich ideologii.

Miłość to ja dostałem, ale mam o wrodzonych przyczynach osobowość schizoidalną i aleksytymię (przynajmniej według psychologa klinicznego, do którego kiedyś chodziłem) i mój mózg nie mógł jej odebrać w taki sposób, jak odbiera mózg normalnego człowieka. Na podstawie wiedzy teoretycznej o miłości, którą kiedyś wyczytałem, stwierdzam, że matka i babcia dawały mi miłość i to aż za dużo. Kochany się nie czułem, bo mój mózg nie obsługuje opcji "czuć się kochany", analogicznie nie obsługuje też opcji "czuć się niekochany", nawet nie umiem sobie wyobrazić, jakie to by miało być uczucie, czuć się kochanym bądź niekochanym. Nie potrzebuję "czuć się kochany", aczkolwiek trochę ciekawi mnie, jakie to uczucie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, mark123 napisał:

do ojca dodatkowo o to, że mógł przyczynić się do zmian organicznych w moim mózgu podczas ciąży matki

W jaki sposób?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Lilith napisał:

W jaki sposób?

Niby się nie znam, ale "na mój rozum" kopanie ciężarnej kobiety po brzuchu może prowadzić do różnych uszkodzeń.

Oczywiście wiem, że nie koniecznie mam je przez to, no ale może to być przyczyna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
W dniu 16.03.2019 o 14:38, mark123 napisał:

jednak podobnie jak sprawca, może mieć (innego rodzaju, ale też) chore ideologie miłości, może też ją częściowo kręcić postępowanie sprawcy.

 

W dniu 16.03.2019 o 12:14, Lilith napisał:

Zgodnie z artykułem:

Czy chcielibyście coś do tego dodać? Może z czymś się nie zgadzacie? Może macie w powyższym zakresie doświadczenia, którymi chcielibyście się podzielić? A może odnajdujecie w powyższym artykule część siebie?

Myślę, że ten artykuł jest dość uproszczony, ale i taki potrzebny. Przemoc to jest wzajemne uwikłanie. Obie strony- na poziomie nieświadomym - ciągną z tego układu satysfakcję. Obie strony żyć bez siebie nie mogą- odseparowanie ofiary od kata skutkuje tym, że ofiara nie może żyć bez kata i wypiera złe a kat przemienia się w stalkera, bo ofiara jest mu do życia potrzebna ( w niej umieszcza swoje wyparte części np lęk, miękkość, zależność, bezradność i sie z nimi kontaktuje przez przemoc). Ofiara znów w ten sposób zapewnia sobie poczucie bycia ważną, kochaną (tak mnie kocha, że aż kwiaty przyniósł, bo się trochę zdenerwował), lub kontaktuje się ze złością, agresją (którą ma z siebie wypartą i umieszczoną w kacie). Ofiara znowu czerpie satysfakcję np. z tego, że jest "lepsza", że "zbawia", że "ochrania" , że "niesie krzyż i bóg patrzy", że "leczy" osobę zaburzoną (w stylu "on nie jest taki zły, miał trudne dzieciństwo, ktos musi go zrozumieć"). Ofiara jest "rozlana", nie czuje swoich granic co ułatwia wgryzienie się kata w nią. Nie jest też tak, że ofiara jest jakoś predestynowana do tej roli- po prostu jest poddana dość silnej manipulacji (zły policjant/dobry policjant), co rozwali każdą psyche z czasem a zwłaszcza kobiety (patriarchat, kobiety-opiekunki, kobiety-matki, "empatyczne", ideał miłości romantycznej, przekonania "on tak z miłości") lub osoby, która z pewnych względów (potrzeba miłości i inne) ma ślepą plamkę na te zachowania partnera, które powinny alarmować. Jak zaczyna się krąg przemocy to ofiara jest już "urobiona", już oddana, już wciągnięta. Przemoc fizyczna to już "wisienka na torcie", wszystko- tj to uwikłanie- staje sie dużo wcześniej.

Kat podobnie-jak ma wypartą swoją część "słabości" to umieści ją gdzieś i będzie się z nią kontaktował przez przemoc. Niekoniecznie to musi być zaraz urodzony psychopata, ale raczej narcyz manipulator o niestabilnej (więc trzymanej wysoko) samo-ocenie. Będzie tak samo wypierał jak ofiara, że w związku jest układ przemocowy (on w swoich oczach jest dobry a jej się należało a ofiara będzie twierdzić że nic sie nie stało bo on tak ma).

To że ofiary budzą złość i frustrację (między innymi) jest spowodowane tym, że są kompletnie czasem ślepe na siebie i na sytuację. Nie są w stanie nazwać wprost tego co się dzieje. Nie ma z nimi kontaktu -będą ciągle gadać o kacie zamiast o sobie. Nazwanie przemocy wprost- to bardzo dużo, to ogromny krok ku wolności, ku odseparowaniu.

To temat-rzeka.

Sorry, trochę chaotycznie piszę, ale sam temat poplątany.

Edytowane przez doi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 19.03.2019 o 12:30, doi napisał:

To że ofiary budzą złość i frustrację (między innymi) jest spowodowane tym, że są kompletnie czasem ślepe na siebie i na sytuację. Nie są w stanie nazwać wprost tego co się dzieje. Nie ma z nimi kontaktu -będą ciągle gadać o kacie zamiast o sobie. Nazwanie przemocy wprost- to bardzo dużo, to ogromny krok ku wolności, ku odseparowaniu.

Do tego może dojść jeszcze wstyd. Myślę, że ofiara czasami zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje, ale zwyczajnie się wstydzi o tym komuś powiedzieć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Lilith napisał:

Do tego może dojść jeszcze wstyd. Myślę, że ofiara czasami zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje, ale zwyczajnie się wstydzi o tym komuś powiedzieć...

Myślę, że jak już zdaje sobie sprawę z grozy swojego położenia a tylko się wstydzi to wielki krok naprzód do zmiany. Ze wstydem walczą kampanie społeczne i takie artykuły jakie cytujesz. Ale jakie są typy przemocy i jak się przejawiają, gdzie ofiara ma swoje granice- to już bardzo skomplikowana sprawa. Wstyd też może być dobrą rzeczą, bo motywuje do zmian?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, doi napisał:

Myślę, że jak już zdaje sobie sprawę z grozy swojego położenia a tylko się wstydzi to wielki krok naprzód do zmiany. Ze wstydem walczą kampanie społeczne i takie artykuły jakie cytujesz.

 

10 minut temu, doi napisał:

Wstyd też może być dobrą rzeczą, bo motywuje do zmian?

Jeżeli mamy do czynienia z tak zwanym toksycznym wstydem, to jest on czymś, co cofa, zamyka daną osobę. Kampanie społeczne i artykuły, to za mało. Ze wstydem tak naprawdę należałoby walczyć u podstaw - w społecznej mentalności. Co z tego, że kobieta potrafi zidentyfikować źródło wstydu, jest w stanie nazwać to, co ją spotyka, jeśli ma w głowie, że gdy tylko wyjdzie to na jaw zostanie osądzona i odrzucona przez swoje środowisko, zostanie sama z problemem. Oczywiście od tego są wyjątki. Z tego jednak, co zaobserwowałam są tematy, które ludzie omijają. Zwyczajnie nie chcą widzieć problemu i zrzucają całą winę na ofiarę, całą odpowiedzialność za sytuację. Jeśli dana osoba wie, że taki jest tok myślenia społeczeństwa i zdaje sobie sprawę, że będzie ze wszystkim sama, to tym trudniej jest jej zacząć działać. Wstyd się w niej umacnia i zamiast motywować do zmiany sytuacji - jeszcze bardziej ją w nią wpycha.

10 minut temu, doi napisał:

Ale jakie są typy przemocy i jak się przejawiają, gdzie ofiara ma swoje granice- to już bardzo skomplikowana sprawa.

Zdecydowanie. Tutaj dużą rolę odgrywa też to czy ktoś daną osobę nauczył co to są granice, gdzie "powinny" leżeć i jak się bronić. Jeśli w przeszłości granice danej osoby zostały przekroczone, to w przyszłości pojawi się trudność w ich identyfikacji a co dopiero jeśli chodzi o jakiekolwiek próby obrony tych granic. Daną osobę można sponiewierać praktycznie bezkarnie, bo jeśli nikt nie nauczył ją obrony, to skąd ma wiedzieć, jak się zachować? Jeśli podobne zachowanie w przeszłości miało miejsce i zostało potraktowane jako coś "normalnego", to dana osoba zwyczajnie przyjmuje na siebie ciosy, ponieważ w jej umyśle jest to traktowane nie jak coś, co jest łamaniem jej granic i praw, ale jako coś naturalnego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×