Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Czym tak naprawdę się charakteryzuje i czy to "dobre" dla dziecka? Wielu krytykuje ten sposób wychowywania dzieci, ale tak naprawdę nie zna nawet podstaw, na których zostało zbudowane to pojęcie. Może ktoś z Was wyjaśni? Może ktoś zechce się podzielić doświadczeniami - pozytywnymi bądź negatywnymi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, Lilith napisał:

Wielu krytykuje ten sposób wychowywania dzieci, ale tak naprawdę nie zna nawet podstaw, na których zostało zbudowane to pojęcie.

Wielu krytykuje, ponieważ bezstresowe wychowanie jest nierzadko źle pojmowane przez samych rodziców, a efektem jego stosowania nie powinno być wychowywanie bezkarnych dzieci, rządzących wszystkimi dookoła - a takie niestety się widuje pod szyldem "bezstresowego wychowania".

Najlepiej, aby w wątku wypowiedziały się również osoby, które same mają dzieci.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie się bezstresowe wychowanie kojarzy z wychowaniem bez, lub tylko z bardzo niewielką ilością "stresów wychowawczych" dla dziecka, czyli wychowaniem bez kar, krytyki i wymogów lub z bardzo niewielkim stopniem tych rzeczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 1.03.2019 o 08:25, Duża Mi napisał:

Najlepiej, aby w wątku wypowiedziały się również osoby, które same mają dzieci.

Z chęcią poczytam. Jestem ciekawa ich zdania. Sama mogę tylko teoretyzować, bo dzieci nie mam, ale jak to jest widziane oczami rodziców - to już inna kwestia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudno powiedzieć co by się miało kryć pod takim pojęciem. Jeżeli potraktować to dosłownie, to "wychowanie bezstresowe" byłoby po prostu takim rodzajem wychowania, w którym rodzice/opiekunowie unikają takich działań które mogą wywołać stres u dziecka. A że stawianie granic, egzekwowanie obowiązków i wiele innych elementów wychowania stres wywołuje, w moim odczuciu, wychowanie bezstresowe jest po prostu brakiem wychowania.

Ja bym ten przedziwny termin zmienił na coś bardziej korespondującego z rzeczywistością: wychowanie bez przemocy.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jak na swoje czasy młodości byłem wychowany bezstresowo, choć do dzisiejszych standardów to mi daleko. I wcale nie jestem bezkarny czy rządzę otoczeniem, wręcz odwrotnie. Najgorsze w bezstresowym wychowaniu przynajmniej w moim wypadku jest różnica miedzy tym co było w domu a tym co w szkole i środowisku rówieśników- tam było sto razy gorzej i nie byłem do tego przygotowany przez to cukierkowe wychowanie w rodzinie. Ci którzy w dzieciństwie dostawali lanie, mieli wymagających rodziców zwykle coś osiągnęli   w życiu, a ja nic choć może to wina mojej wadliwej psychiki a nie rodziców. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spotkałam się z trochę innym rozumieniem bezstresowego wychowania niż jest to potocznie przyjmowane. W tym co czytałam na jednym z blogów był opis rodziny wychowującej swoje 3 córki w ten sposób. Podstawowym założeniem było: nie wywoływać sztucznych stresów np za pomocą gróźb, kar, nagród, bicia itp.

Jak to było u nich ze stresem: dzieci miały naturalne stresy typu: pływanie w głębokiej wodzie, nauka jazdy na rowerze, powiedzenie babci, że stłukły wazon który tak lubiła. Czyli dzieci nie były chronione przed stresem, nie był on jednak sztucznie wywoływany.

Jak wyglądała kwestia nagród i kar: nie było ani jednego ani drugiego. Jeżeli dzieci zrobiły coś złego to ponosiły naturalne konsekwencję np babcia której stłukły wazon była bardzo smutna i zdenerwowana i przez parę dni nie odwiedzała dzieci. Jak odwiedziła to wyjaśniła, że była na nie zła i smutna i nie chciała by widziały ją w takim stanie. Jeżeli dzieci rozerwały jakieś swoje ubranie to naturalną konsekwencją było zszycie ubrania, konieczność przez pewien czas chodzenia w takim stroju póki nie udało się kupić nowego. Ponieważ nie było też nagród więc dzieci nie stresowały się rywalizacją o oceny, najpiękniejszy rysunek tylko uczyły się dla siebie, tworzyły dla siebie i by sprawiać radość innym.

Dzieci obowiązywało o wiele mniej zakazów i nakazów niż inne dzieci np odnośnie godziny spania: jeżeli położą się późno a rano muszą wstać to będą niewyspane, jeżeli nie zjem śniadania/obiadu to będą głodne itp

Co myślicie o takim rozumieniu bezstresowego wychowania?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wygląda to tak, jakby dzieci kształtowały się same. Nie ma tak naprawdę zasad i wyznaczników, w którym kierunku mają iść. Jak dla mnie nie jest to  wychowanie, ale pójście na łatwiznę - sytuacja załatwi wszystko, a rodzice stoją z boku i się przyglądają. Jak już dziecko, które trochę podrośnie, powie, że chce iść na imprezę, to bierni rodzice się zgodzą, ponieważ, jeśli coś się stanie, to dziecko poniesie konsekwencje. Uważam, że to zbyt radykalne podejście, a rola rodziców jest spłycona do obserwatora - ewentualnie do wytłumaczenia konsekwencji. Ale to tylko moje zdanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Lilith napisał:

Wygląda to tak, jakby dzieci kształtowały się same. Nie ma tak naprawdę zasad i wyznaczników, w którym kierunku mają iść. Jak dla mnie nie jest to  wychowanie, ale pójście na łatwiznę - sytuacja załatwi wszystko, a rodzice stoją z boku i się przyglądają. Jak już dziecko, które trochę podrośnie, powie, że chce iść na imprezę, to bierni rodzice się zgodzą, ponieważ, jeśli coś się stanie, to dziecko poniesie konsekwencje. Uważam, że to zbyt radykalne podejście, a rola rodziców jest spłycona do obserwatora - ewentualnie do wytłumaczenia konsekwencji. Ale to tylko moje zdanie.

Zasad było trochę, ale zdecydowanie mniej niż standardowo. Były wyznaczone godziny posiłków, powrotu do domu, gdzie mogą wychodzić i z kim,  kwestie jak informują o spóźnieniach czy zmianach planów, jakie zabawy są niebezpieczne i nie powinny się bawić. Większość rzeczy była wprowadzona na zasadzie tłumaczenia co się może wydarzyć jeżeli coś zrobi, jakiego zachowania i reakcji innych osób może się spodziewać.

Faktem jest, że takie podejście może się sprawdzić dla ciut starszych dzieci, a nie dla 2-4 lata.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
24 minuty temu, el33 napisał:

Faktem jest, że takie podejście może się sprawdzić dla ciut starszych dzieci, a nie dla 2-4 lata.

Dokładnie. Maluch raczej nie zrozumie tłumaczenia. Tłumaczyć można jak podrośnie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja myślę, że zdrowo dawkowany stres też jest potrzebny. Szklany klosz nad dzieckiem to też krzywda dla niego. Jestem przeciwna przemocy w wychowaniu, ale jasne stawianie granic jest dziecku potrzebne 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
33 minuty temu, wTymTygodniu napisał:

Szklany klosz nad dzieckiem to też krzywda dla niego.

Ogromna, ponieważ prędzej czy później dziecko zderzy się ze światem i nie będzie potrafiło się w nim odnaleźć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.03.2019 o 20:07, carlosbueno napisał:

I wcale nie jestem bezkarny czy rządzę otoczeniem, wręcz odwrotnie.

Nie każdy reaguje na bezstresowe wychowanie tak samo. Np. moja babcia wychowała bezstresowo 3 osoby, braci mojej matki i częściowo mnie (bo ona była zwolenniczką bezstresowego wychowania chłopców). Ze mnie wyszedł całkowity nieudacznik, z jednego wujka częściowy nieudacznik, a drugi wujek zaradny, za to patologiczny.

W dniu 4.03.2019 o 12:25, wTymTygodniu napisał:

Szklany klosz nad dzieckiem to też krzywda dla niego

Czasem też dziecko samo robi wokół siebie klosz, a rodzic/opiekun to akceptuje, a powinno się je wyganiać spod tego klosza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, mark123 napisał:

Czasem też dziecko samo robi wokół siebie klosz, a rodzic/opiekun to akceptuje, a powinno się je wyganiać spod tego klosza.

Zgadzam się z tym. Tak samo jak przy roztaczaniu klosza przez rodziców - kiedy później dziecko konfrontuje się z rzeczywistością, to zupełnie nie jest na to przygotowane. A konfrontacja zawsze następuje. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 14.03.2019 o 15:54, mark123 napisał:

Nie każdy reaguje na bezstresowe wychowanie tak samo. Np. moja babcia wychowała bezstresowo 3 osoby, braci mojej matki i częściowo mnie (bo ona była zwolenniczką bezstresowego wychowania chłopców). Ze mnie wyszedł całkowity nieudacznik, z jednego wujka częściowy nieudacznik, a drugi wujek zaradny, za to patologiczny.

Bezstresowe wychowanie, otaczanie kloszem są szczególnie szkodliwe dla facetów, bo są sprzeczne z modelem postępowania mężczyzny. U kobiet jakoś to ujdzie, u mnie w rodzinie tylko siostra wyrosła na ludzi bo ja z bratem zdecydowanie nie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim rozumieniu bezstresowego wychowania dziecko ma swobodę wyboru, czy chce być pod koszem czy nie, czy też trochę klosz, i trochę bez klosza, a rodzice akceptują jego wybory. W przypadku chłopców ci, co wybiorą całościowo klosz, mają wysokie ryzyko wyrośnięcia na skrajne ciepłe kluchy, a ci, co wybiorą całościowo "drogę" poza kloszem, mają wysokie ryzyko wyrośnięcia na agresywnych prymitywów.

W przypadku klosza na siłę, nie jest to już bezstresowe wychowanie, lecz wychowanie zaborcze. Ale klosz na siłę i tak uważam za mniejsze zło, niż gdy dziecko pcha się pod klosz. Zauważyłem na forach, że ci, co mieli klosz na siłę, mają jakąś motywację w dorosłości, by się ogarniać, a ci drudzy nie.

Edytowane przez mark123

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 14.03.2019 o 15:54, mark123 napisał:

Czasem też dziecko samo robi wokół siebie klosz, a rodzic/opiekun to akceptuje, a powinno się je wyganiać spod tego klosza.

W dniu 15.03.2019 o 10:26, Lilith napisał:

Zgadzam się z tym. Tak samo jak przy roztaczaniu klosza przez rodziców - kiedy później dziecko konfrontuje się z rzeczywistością, to zupełnie nie jest na to przygotowane. A konfrontacja zawsze następuje. 

Myślę że błąd rodziców jest wtedy zwykle znacznie wcześniej niż "nie wyganianie spod klosza". Nie bardzo wierzę w dziecko które z natury się boi i ma niskie poczucie własnej wartości, i trzeba je wyganiać spod klosza. Jak ktoś jako dwulatek przestał się wspinać, biegać, ściągać wszystko ze stołu i wszystko zjadać jak się przewrócił, zrzucił coś na głowę albo zjadł coś niedobrego, to uwierzę że ktoś ma wrodzoną niską odporność na porażki, jak ktoś się taki robi np. jako sześciolatek, to dla mnie ktoś (rodzice) mu taką słabość sprzedał. Małemu dziecku porażki nie przeszkadzają, poświęca im tyle czasu co trzeba, czyli np. tyle czasu co boi rozbite kolano, a dalej zajmuje się tym co zawsze: szukaniem tego co sprawia mu radość. Jak dziecko nagle traci pewność siebie, bo ktoś coś nie tak mu powiedział, albo zabrał zabawkę, to stawiałbym że to wcale nie było nagle, tylko rodzice dawali jakiś przekaz: jesteś słaby, kruchy, nie ryzykuj - po co. Mogli przy tym mówić że dziecko jest najwspanialsze i w ogóle, ważne co przekazali "między wierszami" - wtedy to nie jest kwestia jak dziecko wygonić spod klosza (weź się w garść) bo to kwestia co najmniej wtórna. Jak mu przekazać że jest silne, i jak sprawili, że poczuło się słabe - to kwestia pierwotna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 minuty temu, rupert napisał:

Nie bardzo wierzę w dziecko które z natury się boi i ma niskie poczucie własnej wartości, i trzeba je wyganiać spod klosza.

Dziecko z natury nie musi się bać i mieć niskie poczucie wartości, może po prostu nie chcieć wychodzić spod klosza, ale mieć wysokie poczucie wartości. To, że dziecko jest energiczne i ciekawe świata jest stereotypem, zdecydowana większość dzieci takich jest (może i ponad 90%, ale nie wszystkie).

30 minut temu, rupert napisał:

Jak ktoś jako dwulatek przestał się wspinać, biegać, ściągać wszystko ze stołu i wszystko zjadać jak się przewrócił, zrzucił coś na głowę albo zjadł coś niedobrego

Nie musiał przestać, mógł z natury tego nie robić Temperamenty bardzo małych dzieci też są różne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×