Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Jestem na forum prawie cztery lata i czuję, że nigdy do końca nie napisałam całkowicie szczerego postu. Dzisiaj muszę wyrzucić z siebie wszystko co siedzi w mojej głowie, może przyniesie mi to ulgę.  

Życie mi się sypie. Sądziłam, że ubiegły rok należał do tragicznych- od połowy była to ciągła walka z chorobą, nieustatkowaniem i zmianami pracy. Nawet nie jestem w stanie zliczyć, ile to razy rodziły się w mojej głowie chęci samobójcze. Marzyłam o śmierci, pragnęłam jej bezwarunkowo. Snułam wizję siebie powieszonej na jakiejś gałęzi lub klamce lub zaćpania się na śmierć lekami (wydaję mi się, że mam ich dostatecznie dużo i wszelkiej maści, aby stworzyć śmiertelny mix), ewentualnie chciałam się rzucić pod pociąg. Dlaczego tego nie zrobiłam? Dlaczego piszę, a nie odeszłam w niebyt? Bo widziałam pieprzoną nadzieję, że coś się w tym moim zasranym życiu zmieni na lepsze. W ciemności migotało mi światełko, że mam dla kogo żyć i moje odejście może kogoś załamać i sprawić ból. Bo mam chłopaka, mamę, siostrę, jakichś przyjaciół i znajomych, dla których jestem ważna. Ostatnie miesiące pokazały, że tak naprawdę jestem na tym świecie sama, ale wszystko po kolei.

Obecnie moim największym problemem jest utrzymanie się w pracy. Sądziłam, że po wyjściu ze szpitala i załataniu chadu, skończą się moje rozterki z poszukiwaniem pracy. Przeliczyłam się bardzo. Na miejsce chadu weszła nerwica i z każdej roboty, po okresie próbnym jestem wywalana. Nie mam problemów ze znalezieniem pracy, bo zazwyczaj wypadam dobrze na rozmowach kwalifikacyjnych, jak wspomniałam wyżej- gorzej z jej utrzymaniem. Z miesiąc temu byłam na okresie próbnym w firmie x. Wyleciałam, bo szef zauważył trzęsące się u mnie dłonie i stwierdził, że jestem zbyt spięta i zdenerwowana, aby u niego pracować. Przebolałam, nawet nie żałowałam, bo szef kazał do siebie się zwracać per „dyrektorze” i był nadętym dupkiem. Znalazłam następną. Byłam zachwycona warunkami pracy, sądziłam, że wreszcie mi się udało i zła karta się odwróciła. Jednak nie, ja po prostu nie mogę być szczęśliwa. Mnie nie może się udać w życiu, jestem skazana na porażkę. Drugiego dnia, szefowa zaprosiła mnie do siebie i powiedziała, że to co zaprezentowałam przez cały dzień było słabe. Bardzo słabe. Gdyby nie to, że wypadłam rewelacyjnie na rozmowie kwalifikacyjnej, zwolniłaby mnie z miejsca. Uważa, że mam potencjał, ale nie potrafię go wykorzystać, dlatego daje mi drugą szansę i mam się pojawić w marcu na próbny tydzień plus w ten piątek mam przyjść jako przedstawiciel firmy na targi  (kurwa, nie wiem, czy dam rady się uśmiechać i być zajebiście wyluzowana i profesjonalna w pieprzonej bluzce we flamingi po tym, że w zasadzie tam już nie pracuję). Jestem załamana sobą, swoim podejście i tym, że do niczego się nie nadaję- w tym mnie utwierdził ten rok.

Najważniejsze- nie mam dla kogo żyć. Z rodziną bardzo się oddaliliśmy od siebie. Z siostrą nie rozmawiam od kilku miesięcy, choć kiedyś była mi bardzo bliska. Ale mam do niej też dużo żalu. To ona naciska na mnie, żeby nie mówić mamie o moich stanach, pobytach w szpitalu. Tak, moja matka nie ma pojęcia, że byłam dwa razy w psychiatryku, ile leków przerobiłam w ciągu  czterech lat leczenia, o próbach samobójczych i wielu innych moich problemach, które moje siostra skrzętnie każe mi ukrywać. Zresztą, w moim domu zawsze wszystkie problemy się zamiatało pod dywan – alkoholizm ojca (pił, gdy byłam dzieckiem i mam jedynie przebłyski płaczu matki i wracanie z siostrą z podwórka o jak najpóźniejszej porze, żeby go nie oglądać; przestał pić i generalnie był dobrym ojcem), jedynkę z matematyki, zakupoholizm siostry, złe samopoczucie, kompleksy wieku dojrzewania. Nauczyłam się nie mówić o swoich problemach i bolączkach. Udawaj szczęśliwą. Obecnie mam z tym nadal problem, nie wyrosłam nigdy z domowego „nie mów, bo mama znowu powie, że zawsze jest jakiś problem i wszystko na jej głowie ewentualnie to jej wina”, więc nie mówię. Duszę w sobie wszystkie problemy, nerwice, kłopoty, bo tak mi łatwiej , bo tego mnie nauczono. Mój dom nie był szczęśliwy, moje dzieciństwo nie było idealne, co często wypieram. 

I najważniejsza kwestia- mój chłopak chce mnie zostawić. Wczoraj mi oświadczył, że jeśli nie ogarnę się z pracą, nie zmienię swojego nerwicowego zachowania i sposobu myślenie, to on odejdzie. Całkowicie go rozumiem. Kto chciałby być z życiowym przegrywem, któremu od dłuższego czasu kompletnie nic nie wychodzi? Każdy po jakimś czasie traci cierpliwość. Gdybym była na jego miejscu, to już dawno bym siebie zostawiła. I tym samym gaśnie ostatnia osoba, dla której chcę ciągnąć życie. Nawet koty zostaną z nim. 

Przepraszam za chaotyczny wpis. Mam zbyt duży bałagan w głowie, aby myśleć składnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudno jest powiedzieć w takiej sytuacji coś konstruktywnego... ale pamiętaj, że póki jeszcze żyjesz, ostatnie światło nie zgasło. Może to mało znaczące w tej chwili, ale dla nas na Forum jesteś ważna. Trzymaj się tam dzielnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Carica Milicanieprawda. To światło wciąż jest i od Ciebie zależy, co z nim zrobisz. Proponuję Ci na początek znalezienie mało wymagającej pracy, żebyś mogła się zwyczajnie oswoić z ludźmi. Później, jak już stany nerwicowe miną - będziesz mogła poszukać czegoś lepszego. Po drugie - Forum, życie internetowe - do wylewania goryczy jak najbardziej, ale żadnego zajęcia wymagającego szczególnej uwagi, organizacji i tak dalej. Po trzecie - jeśli z siostrą się oddaliłyście i masz do Niej żal, to po co w to brnąć. Jeśli chcesz powiedzieć mamie o swoich problemach, to powiedz - matka, to zawsze matka. Co do związku - tutaj nie mam rady, ale myślę, że jeśli dasz radę z wyżej wymienionymi rzeczami ( a wiem, że dasz, bo jesteś silną babką ), to i ze związkiem będzie lepiej. Także trzymaj się tam ciepło i się nie poddawaj, bo to najgorsze, co mogłabyś zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

@Carica Milica ogarnij sobie jakąś terapię, jak Twój partner zobaczy, że robisz coś w kierunku zdrowienia, to mu się poprawi. Zresztą, czy jesteś pewna, że powiedział to na poważnie, czy może w nerwach, bo jest zestresowany Twoim samopoczuciem.

Ja chorując martwię się podwójnie - raz o siebie, dwa o to, czy mój mąż w końcu mnie nie zostawi, nie powie "dość tego".

Ale nie. Trwa przy mnie. I z Twoim też tak będzie. Tylko nie wolno Ci się poddawać. To jest właśnie ten moment, kiedy musisz dać radę. I posłuchaj @Lilith, ona dobrze Ci radzi. Weź pracę na pół etatu, pogadaj szczerze z mamą - możliwe, że się zdziwisz tym, jak to przyjmie. I zapytaj siostrę, co się dzieje, że się nie odzywa. Może jest jakiś powód?

Sorry, nie jestem dobra w pocieszaniu ani w radzeniu, ale się staram.

Edytowane przez z o.o.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz kumulację złych zdarzeń. Miałem też taki rok kilka lat temu. Nie będę tutaj dawał rad, pamiętaj jednak, że po gównianym okresie przyjdą lepsze dni. Zawsze przychodzą. I gdzie Ty tych pracodawców znajdujesz? Z Twojego opisu to same dupki. Po jednym dniu pracy dostałaś opinię że słabo? U nas wdrożenie trwa znacznie dłużej. W każdym razie trzymaj się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem wśród swoich, też  myślałam dzisiaj po jasną chole.. dalej żyć, tak co będzie dalej, praca, żarcie, ćwiczenia, jakieś spacery, samotne włóczenie się po górach, zioła bo chemi się boję, świąt nie lubię,co dla mnie nie wygodne omijam, albo trzymam na dystans, bo nikomu nie ufam, chwilami puste te moje życie, haruje ciężko na dobry nastrój, na starość sobie uzbieram kasę, żeby pojechać do Holandii zrobić sobie eutanazję

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam dzisiaj spokój od głosów. Zobaczymy jutro.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

.... i ta ciągła kontrola żeby mnie mąż nie zostawił... jakie to męczące... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

... cóż takie jest życie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@oka22 jakie jest życie Twoim zdaniem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Oka22  nie jesteś sama 🙂 Chodzi po górach, więc sama widzisz ile piękna jest wokoło, w Tobie również 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chciałam napisać coś mądrego pod Waszymi komentarzami, ale jedyne, co mi przychodzi do głowy, to dziękuję. Dziękuję, że jesteście. 

W weekend ogarniam temat terapii, muszę przepracować dużo kwestii, zaczynając od "prawdziwego" dzieciństwa. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Carica Milica bardzo dobra decyzja. Trzymaj się tam, kochana : *

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Carica Milica trzymam kciuki za Ciebie. Dużo z tego co teraz czujesz jest przekoloryzowane, wiesz sama. To niestety nie sprawia, że boli mniej, ale pocieszający jest fakt, że zmienia się. Mija. Ja staram się zawsze tego trzymać, kiedy jest źle.

Czeka Cię jeszcze wiele pięknych chwil, widoków, uczuć, ludzi, doznań, dla których warto przetrwać te najgorsze. I to nie żadne tchórzostwo, że żyjesz. To siła, nie słabość.

Często sobie myślę, że tak na prawdę zawsze jesteśmy sami. I myślę, że to prawda, która może przynosić zarówno cierpienie, jak i ukojenie. Być może jesteś uwikłana w popaprane relacje, ale to ty sama jesteś (albo dopiero będziesz) sobie najbliższa i dla siebie najważniejsza. Reszta przyjdzie (i odejdzie) z czasem, naturalnie.

Cizie od koszuli we flamingi olej, wnioskuje, że to nie praca marzeń, co?

Dbaj o siebie, zasługujesz na to. Pisz, co czujesz, chętnie posłucham(y). Moje pw też stoi otworem. Sama ledwo podniosłam twarz z błota i dobrze pamiętam, jak było ohydnie. Trzymam kciuki za Ciebie i czekam na info.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie znam Cię kompletnie, ale z tego, co kojarzę z Twoich postów, jesteś utalentowana lingwistycznie i bardzo inteligentna. Po tym, co opisujesz, dziwię się, że tak potraktowano Cię w dwóch miejscach pracy. Czy robiłaś coś konkretnego, co mogłoby spowodować, że Twoja praca była gorzej oceniana? Bo powód, że komuś „trzęsą się ręce”… Niektórzy ciamkają przy jedzeniu, inni głośno oddychają, każdy ma jakieś swoje wady. Bo masz nerwicę? Ja mam i co z tego, nie wyobrażam sobie, żeby w pracy moja wartość jako pracownika była gorsza, bo coś bardziej przeżywam, jestem spięta? Przecież wiedzę mam. Masz i Ty, niesamowitą w dodatku, bo z tego, co kojarzę, umiesz parę języków. Kto może się pochwalić czymś takim? Jak możesz pisać o sobie, że jesteś nieudacznikiem, kiedy w młodym wieku możesz pochwalić się takimi umiejętnościami? 


Wydaje mi się – terapeutą nie jestem – że to kwestia Twojej wiary w siebie. Zacznij wierzyć w siebie, bo masz powody, żeby wierzyć. Nie dopatruj się we wszystkim swojej winy, bo może traktowałaś na buców-pracodawców. Ja trafiałam na różnych w życiu, wielu z nas na tym forum pewnie może to napisać.


Możesz też ewentualnie pomyśleć – nie wiem, jakie masz oczekiwania – o własnej działalności, szczególnie ze względu na to, że teraz są ulgi. Albo zacząć od bycia freelancerem (chyba że to robisz, nie mam pojęcia). Skoro mówisz w tylu językach, to jakieś biuro tłumaczeń np., korekty czy redakcja tekstów (popyt na to jest bardzo duży, ja robię tylko po polsku i ewentualnie angielsku, a mam sporo chętnych), lekcje języka. Może to byłoby lepsze. 
Nie zawsze wszystko jest Twoją winą, pamiętaj.

no i to nie praca ani mężczyzna, nawet najwspanialszy, nie może przesądzać o Twoim poczuciu własnej wartości. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miała być druga szansa i koniec. Dostałam dzisiaj maila rano, że ze mnie całkowicie rezygnują. Czuję się jako skończony śmieć. Jestem załamana, przytłoczona i mam dość siebie i swojego życia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Carica Milicajak mam być szczera, to jak ostatnio opisałaś, że po pierwszym dniu stwierdzili, że oczekiwali czegoś więcej, to już dla mnie oznaczało, że coś jest bardzo nie tak. I uważam, że dobrze się stało, bo ta praca wepchnęłaby Cię w czarną dupę. Nie ma co się poddawać, załamywać - teraz jest czas na to, żeby zacząć od podstaw. Wiem, że chciałabyś pracę na pewnym pułapie, ale tak jak napisałam wcześniej - poszukałabym czegoś, co pozwoliłoby się oswoić z kontaktem z ludźmi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith, przykro mi jest z tego powodu, że mnie tak potraktowano. Nie tego oczekiwałam. Plus dla nich zrezygnowałam z fajnej (tylko dość wyczerpującej) oferty pracy. 

Wysłałam dzisiaj mnóstwo CV, liczę na odzew. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Carica Milicai takie sytuacje się zdarzają. Wiem, że Ci jest przykro, ale wyobraź sobie, co by było dalej? Jechanie po Tobie, atmosfera do bani, brak szacunku. Na to się właśnie zapowiadało. Wiem, że to boli. Kiedyś miałam rozmowę w banku i na moje "chcę się rozwijać, poszerzać wiedzę i umiejętności" usłyszałam: "ta praca nie jest od rozwijania się". Bank! Bardzo znany, mający swoje oddziały w niemal każdym mieście. A tu taki tekst na rozmowie rekrutacyjnej. No to wiesz...srał ich pies. Wychodzę z założenia, że lepiej wcześniej niż później. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

CaricaMilica,

 

przytulam Cie wirtualnie,

nigdy przenigdy sie nie poddawaj!

ja mam tak podobnie,problemy z utrzymaniem w pracy,z siostra nie rozmawiamy,ale ma wsparcie u Mamy

ja tez myslalam czy nie urywac przed mama moich problemow

ale on a poprosila mnie zebym zawsze byla z nia szczera

mama wie o wszystkim i b.wspiera.

moze ty tez usiadz kiedys z mamai szczerze o wszystkim opowiedz.nie sluchaj siostry.to twoje zycie.

trzymaj sie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdaję relację co u mnie i jak sobie radzę. 

Dostałam wczoraj pracę! I to nie w jakiejś firmie krzak, tylko u najlepszych na polskim rynku w branży, którą się jaram. ^^ Teraz tylko tego nie spierdolić i dać z siebie 200% na dwumiesięcznym okresie próbnym. Dawno się tak nie cieszył, jak wczoraj w godzinach popołudniowych. Miałam zyliard innych planów na przyszłość w razie jeśli nie wyjdzie w tej firmie. Stwierdziłam, że wyślę papiery do polskiego kontyngentu wojskowego na stanowisko tłumacza i wyjadę na trzy lata w świat. Ta perspektywa dalej kusi. ;) Chcę wrócić na uczelnię na doktorat, więc dużo pracy przede mną.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Carica Milicaspokojnie ;) Cieszę się bardzo, że dostałaś pracę. Pamiętaj jednak, żeby nie przeginać z tym, co na siebie bierzesz. Na spokojnie ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith, wiem, żeby nie przeginać, bo to się może źle skończyć- zarówno jednym, jak i drugim biegunem. 

Stresują się zbliżającym się dniem rozpoczęcia pracy. Zależy mi, aby dobrze wypaść, pokazać się z najlepszej strony. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi nie podoba się zachowanie Twojego chłopaka. Przecież w związku chodzi o to, aby być ze sobą nie tylko wtedy, gdy jest dobrze. Gdy się jest chorym, nie zawsze można dać radę się ogarnąć, nie powinien tego wymagać i stawiać warunków. Wchodząc w każdy związek podejmujemy ryzyko, że ta druga osoba może się rozchorować. Czy każda chora osoba powinna być porzucana ? 

Zamiast myśleć źle o sobie, wkurzyłabym się na niego, może nawet tak bardzo, że powiedziałabym, że w takim razie to ja z nim zrywam. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×