Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Milczenie dzieci wykorzystywanych seksualnie

Rekomendowane odpowiedzi

Dzieci bardzo rzadko mówią o tym, że spotkało je coś złego. W większości nawet nie bardzo wiedzą, że to było złe i nie miało prawa się zdarzyć. Jest im jednak wstyd. Wycofują się, zmieniają swoje zachowanie. Czy nikt na to nie zwraca uwagi? Ja pytam: gdzie jest w tym momencie szkoła, która ma kontakt z dzieckiem przez x godzin dziennie a przede wszystkim gdzie są rodzice? Jak można nie zauważyć  oznak zmiany zachowania u dziecka? Zrzucić wszystko na dorastanie? Ok, dziecko dorasta, ale praktycznie z dnia na dzień nie wycofuje się z kontaktów z innymi, nie jest smutne i nie chowa się po kątach. Rodzice są od tego, żeby zauważyć, że coś się stało. A Wy jak uważacie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, Lilith napisał:

Ja pytam: gdzie jest w tym momencie szkoła, która ma kontakt z dzieckiem przez x godzin dziennie a przede wszystkim gdzie są rodzice?

Szkoła często udaje, że nie widzi problemu, niezależnie od jego przyczyny i skali. Druga rzecz, że pomoc pedagoga szkolnego, który mógłby i powinien być pierwszą linią pomocy często można o kant dupy potłuc, bo rzadko na tym stanowisku pracują kompetentni, empatyczni ludzie. Z kolei zabiegani, zapracowani rodzice zwyczajnie nie mają czasu dla dziecka, więc nie dostrzegają zmian zachowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szkoła jak nie ma wyraźnych siniaków, ran i otwartej agresji to nie zareaguje. Osoba cicha i zamknięta w sobie to dla nich zbawienie, jak jeszcze przechodzi z klasy do klasy i nie przychodzi zbyt często pod wpływem jakiś środków to uczeń idealny. Na takiego ucznia się nie patrzy, bo nie sprawia kłopotów. Nawet jak ktoś się domyśla to musi mieć potwierdzenie od dziecka, że coś się dzieje nie tak. Dzieci zwykle milczą ze wstydu lub strachu.

Rodzice nie chcą widzieć. Jeżeli jedno z nich jest sprawcą to będzie to ukrywać i zaprzeczać wszystkiemu, a drugie przytakiwać. Jeżeli ktoś z rodziny jest sprawcą (im bliższy i bardziej lubiany tym gorzej) to będą zaprzeczać i nawet nie będą próbować uwierzyć/zobaczyć. Nawet jak się dowiedzą i uwierzą to i tak zwykle tuszują sprawę, bo to "tylko raz", "to był przypadek", "on/ona nie chcieli" itd. Rodzice jeżeli zauważą to zareaguję gdy sprawcą jest ktoś obcy najlepiej pasujący do modelu "zboczeńca", bo tutaj mogą liczyć na wsparcie społeczne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
49 minut temu, Duża Mi napisał:

Druga rzecz, że pomoc pedagoga szkolnego, który mógłby i powinien być pierwszą linią pomocy często można o kant dupy potłuc, bo rzadko na tym stanowisku pracują kompetentni, empatyczni ludzie.

Pamiętam moje przygody z pedagogami. Oby nikt nie trafił na takie kwiatki :/

41 minut temu, el33 napisał:

Szkoła jak nie ma wyraźnych siniaków, ran i otwartej agresji to nie zareaguje. Osoba cicha i zamknięta w sobie to dla nich zbawienie, jak jeszcze przechodzi z klasy do klasy i nie przychodzi zbyt często pod wpływem jakiś środków to uczeń idealny. Na takiego ucznia się nie patrzy, bo nie sprawia kłopotów. Nawet jak ktoś się domyśla to musi mieć potwierdzenie od dziecka, że coś się dzieje nie tak. Dzieci zwykle milczą ze wstydu lub strachu.

Ale jak zachowanie danego ucznia diametralnie się zmienia, zaczyna się chować po kątach, milczeć, jest temu dziecku wiecznie zimno, izoluje się, nie chce, żeby dotykać, to jest to widoczne. A jednak nikt nawet nie zapyta...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Lilith napisał:

Pamiętam moje przygody z pedagogami. Oby nikt nie trafił na takie kwiatki 😕

Ale jak zachowanie danego ucznia diametralnie się zmienia, zaczyna się chować po kątach, milczeć, jest temu dziecku wiecznie zimno, izoluje się, nie chce, żeby dotykać, to jest to widoczne. A jednak nikt nawet nie zapyta...

Wydaje mi się, że zachowanie ucznia rzadko zmienia się w ciągu kilku dni. Bardziej kojarzy mi się z procesem. Im większa intensywność wykorzystywania, im bardziej brutalna forma i mnie czasu poświęcone na "urobienia" dziecka tym te zmiany są gwałtowniejsze i łatwiejsze do wychwycenia.

Niestety nauczyciele nie mają żadnego przygotowania, bo szkolenie 2h ciężko takim nazwać. Tutaj powinien wykazać się pedagog i psycholog szkolny, ale obie wiemy, że sobie z tym nie radzą zupełnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, el33 napisał:

Niestety nauczyciele nie mają żadnego przygotowania, bo szkolenie 2h ciężko takim nazwać. Tutaj powinien wykazać się pedagog i psycholog szkolny, ale obie wiemy, że sobie z tym nie radzą zupełnie.

Fakt. Miałam kiedyś do czynienia z panią, która mieniła się tytułem psychologa i pedagoga. Gdybym miała szansę Ją teraz spotkać, to posłałabym Ją do wszystkich diabłów. Choć zapewne i tak by mnie nie pamiętała po tylu latach. Zadziwiające, jak takie pindy są w stanie wpędzić dziecko w jeszcze głębsze bagno. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 minut temu, Lilith napisał:

Fakt. Miałam kiedyś do czynienia z panią, która mieniła się tytułem psychologa i pedagoga. Gdybym miała szansę Ją teraz spotkać, to posłałabym Ją do wszystkich diabłów. Choć zapewne i tak by mnie nie pamiętała po tylu latach. Zadziwiające, jak takie pindy są w stanie wpędzić dziecko w jeszcze głębsze bagno. 

Pedagog to zwykły nauczyciel po kilku szkoleniach, zwykle z innej epoki zawalony papierami uczniów z rodzin "problematycznych". Zwykle nawet nie kojarzy większości uczniów z widzenia a co dopiero z imienia. Choć trafiają się też maniacy "twardej ręki" co jest już zupełną porażką. A psycholog szkolny to zwykle swiezak tuż po studiach, który dopiero się uczy. 

Chętnie bym.spotkala i porozmawiała z psycholog z liceum. Bardzo starała mi się pomóc, ale o tym co najważniejsze nigdy nie powiedziałam. Wiedziałam, że będzie musiała pójść że zgłoszeniem. Chyba chciałabym jej powiedzieć, że robiła co mogła, ale ja nie potrafiłam przyjąć jej pomocy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, el33 napisał:

Chętnie bym.spotkala i porozmawiała z psycholog z liceum. Bardzo starała mi się pomóc, ale o tym co najważniejsze nigdy nie powiedziałam. Wiedziałam, że będzie musiała pójść że zgłoszeniem. Chyba chciałabym jej powiedzieć, że robiła co mogła, ale ja nie potrafiłam przyjąć jej pomocy.

Tak, w moim przypadku szkoła też zgłosiła sprawę. I to jest właśnie najcięższe. Jak dziecko już się decyduje powiedzieć, to pociąga to za sobą konsekwencje, których psychika nijak nie jest w stanie znieść. A do tego cała ta machina, która się uruchamia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Lilith napisał:

Tak, w moim przypadku szkoła też zgłosiła sprawę. I to jest właśnie najcięższe. Jak dziecko już się decyduje powiedzieć, to pociąga to za sobą konsekwencje, których psychika nijak nie jest w stanie znieść. A do tego cała ta machina, która się uruchamia...

Tego się bałam, całego bałaganu, rozpadu rodziny, konsekwencji których nie potrafiłam ogarnąć i chyba nadal nie potrafię. Czy by mnie to wtedy uratowało? Myślę, że nie, że rodzice by tego nie udźwignęli, a ja straciła jedyną bliską osobę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@el33u mnie rodzina jest do tej pory podzielona. Od 12 lat nie rozmawiałam i nie mam zamiaru rozmawiać z tymi, którzy wtedy wzięli "drugą stronę". 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith podobno zawsze dzielą się na pół, pytanie tylko w którym miejscu  i czy te najważniejsze osoby są z dzieckiem czy po przeciwnej stronie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@el33no właśnie. I kolejna trauma dla dziecka do kolekcji....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith Tia... Nie dosyć, że dziecko często wini się za wykorzystywanie, to dochodzi poczucie winy odnośnie rozpadu rodziny, kłótni, konfliktów itp. współczuję, ale i  podziwiam, że przetrwałas to wszystko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, el33 napisał:

@Lilith Tia... Nie dosyć, że dziecko często wini się za wykorzystywanie, to dochodzi poczucie winy odnośnie rozpadu rodziny, kłótni, konfliktów itp. współczuję, ale i  podziwiam, że przetrwałas to wszystko.

Nie przetrwałam. Wycofałam się z zeznawania i nie żałuję tej decyzji. To było wtedy zbyt trudne. Bez wsparcia, z PTSD, z tym całym szumem dookoła mnie, kłótniami, machiną, która ruszyła, ciągłymi wyrzutami, poronieniem. Skończyło się na próbie samobójczej 4 miesiące po tym jak skończyłam 18 lat. Dokładnie 1-go kwietnia. O ironio! W Prima Aprilis.  No, ale tak musiało być, żebym kilka rzeczy zrozumiała. A tamci ludzie już nie są moją rodziną. I mimo, że łączą Nas więzy krwi, to nigdy moją rodziną już nie będą. Mam mamę i brata. I to wszyscy, których uważam za rodzinę. Mimo, że moja mama też popełniła błędy, ale kto ich nie popełnia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith Myślę, że przetrwałaś. To co wywołałaś sprawiło, że pewne osoby musiały spojrzeć na siebie i podjąć decyzję. Dla dziecka to był koszmar, ale wiesz dzięki temu kto jest Ci bliski i kto będzie stał za Tobą. Taka wiedza mimo, że okupiona cierpieniem i krwią dziś jest bezcenna.

Nie pamiętam dat jak próbowałam skakać. Zawsze ktoś się znalazł, kto mnie ściągnął i sprawa nie wyszła na jaw. Nawet psycholog jak jej powiedziałam to kazała mi tylko obiecać, że do 18 tego nie powtórzę i ucięła temat. Sądzę,że gdyby go pociągła to bym jej powiedziała. A tak nigdy się nie dowiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, el33 napisał:

@Lilith Myślę, że przetrwałaś. To co wywołałaś sprawiło, że pewne osoby musiały spojrzeć na siebie i podjąć decyzję. Dla dziecka to był koszmar, ale wiesz dzięki temu kto jest Ci bliski i kto będzie stał za Tobą. Taka wiedza mimo, że okupiona cierpieniem i krwią dziś jest bezcenna.

Dziecko nie powinno przeżywać takiego koszmaru. Powinno mieć oparcie w dorosłych. A tymczasem znalazło je w szkole u dwóch nauczycieli, którzy byli tak naprawdę zupełnie obcymi ludźmi. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, Lilith napisał:

Dziecko nie powinno przeżywać takiego koszmaru. Powinno mieć oparcie w dorosłych. A tymczasem znalazło je w szkole u dwóch nauczycieli, którzy byli tak naprawdę zupełnie obcymi ludźmi. 

Nie powinno nigdy tego doświadczyć, nigdy tego nie przeżywać. Oparcie w najbliższych, w dorosłych, przyjaciołach, specjalistach to marzenie.

Pytanie jak obronić lub jak reagować samemu gdy dziecko otworzy się przed nami? Jak pomóc dorosłym, którzy nam o tym powiedzą?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, el33 napisał:

Pytanie jak obronić lub jak reagować samemu gdy dziecko otworzy się przed nami?

Najważniejszą kwestią jest przywrócenie dziecku poczucia bezpieczeństwa ciepła i przekonanie, że nie zrobiło nic złego. A resztę zostawić specjaliście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, Lilith napisał:

Najważniejszą kwestią jest przywrócenie dziecku poczucia bezpieczeństwa ciepła i przekonanie, że nie zrobiło nic złego. A resztę zostawić specjaliście.

Czytałam pracę naukową o tym, że dorośli, którzy sami przeszli doświadczenie wykorzystywania i nie uporali się z tym na terapii mają ogromny problem by pomóc nawet własnym dzieciom jeżeli też je to spotka. Będą stosowali ten sam mechanizm obronny na ich opowieści jaki stosowali w swoim przypadku (dysocjacja, zaprzeczenie, unikanie itp) powiększając traumę dziecka i swoją.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@el33zgadza się. Dorosły, który nie przepracował własnej traumy nie będzie mógł pomóc dziecku. I wówczas najczęściej jest udawanie, że nic się nie stało, że w ogóle zdarzenie nie miało miejsca.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith mając własną córkę boję się, że może ją to spotkać i nie będę w stanie jej pomóc. Pytałam kiedyś T czy można jakoś uchronić własne dzieci przed wykorzystywaniem. Była szczera i powiedziała prawdę, że się nie da, że można tylko stworzyć takie warunki w których nie będą się bały/wstydziły przyjść i powiedzieć co się stało. Na nas spoczywa odpowiedzialność by im pomóc, by za parę lat nie szukały  grubej gałęzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, el33 napisał:

Była szczera i powiedziała prawdę, że się nie da, że można tylko stworzyć takie warunki w których nie będą się bały/wstydziły przyjść i powiedzieć co się stało.

Nawet gdybyś stawała na głowie, to nie jesteś w stanie tego zrobić. Nie jesteś w stanie ochronić przed tym dziecka. Może się coś zdarzyć np. na podwórku, kiedy dziecko poszło się bawić do piaskownicy, albo w drodze powrotnej ze szkoły do domu. Nie jesteś w stanie przez 24 h na dobę chronić dziecko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, Lilith napisał:

Nawet gdybyś stawała na głowie, to nie jesteś w stanie tego zrobić. Nie jesteś w stanie ochronić przed tym dziecka. Może się coś zdarzyć np. na podwórku, kiedy dziecko poszło się bawić do piaskownicy, albo w drodze powrotnej ze szkoły do domu. Nie jesteś w stanie przez 24 h na dobę chronić dziecko.

Niby wiem o tym, ale własne doświadczenia każą uważać na każdą osobę, która się do niej zbliża. To co jest najtrudniejsze to zaufać bliskim, którzy od czasu do czasu zajmują się nią sami, że nie wyrządzą jej krzywdy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, el33 napisał:

Niby wiem o tym, ale własne doświadczenia każą uważać na każdą osobę, która się do niej zbliża. To co jest najtrudniejsze to zaufać bliskim, którzy od czasu do czasu zajmują się nią sami, że nie wyrządzą jej krzywdy.

Nigdy im w pełni nie zaufasz. Zawsze będziesz miała obawy, że dziecko może spotkać to, co Ciebie, To nigdy nie przemija, a z wiekiem córki tym będzie gorzej, bo będzie miała kontakt z innymi. A pod kloszem Jej nie zamkniesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Lilith napisał:

Nigdy im w pełni nie zaufasz. Zawsze będziesz miała obawy, że dziecko może spotkać to, co Ciebie, To nigdy nie przemija, a z wiekiem córki tym będzie gorzej, bo będzie miała kontakt z innymi. A pod kloszem Jej nie zamkniesz.

Niestety jest dokładnie tak jak piszesz. Chociaż pod pewnymi względami jest lepiej. Nie chce już odgryźć ręki logopedzie jak ta przytrzyma ją za rękę czy pokaże jak ma poruszać buziom.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×