Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Cierpienie uszlachetnia?

Rekomendowane odpowiedzi

Kiedy słyszę ten tekst, to aż się we mnie gotuje. Jak myślicie? Cierpienie uszlachetnia? A może Ci, którzy tak mówią zwyczajnie nie mają zielonego pojęcia, co to znaczy cierpieć? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czasami gdy się spojrzy w oczy cierpiącej osoby, to można zobaczyć to coś, nie wiem jak to opisać, czasami jest to szlachetne pogodzenie się z cierpieniem, zrozumienie dla innych cierpiących, jakąś taką głębię, pokorę bądź gniew z racji niesprawiedliwości... i myślę, że używając tego zwrotu, ludzie mają na myśli, że przez cierpienie człowiek nabywa jakiejś mądrości, nabiera nowych perspektyw, tolerancji, współczucia, poszukuje odpowiedzi na pytania natury filozoficznej itp. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ludzie którzy mówią cierpiącym, że cierpienie uszlachetnia, mają w sobie coś z masochistów 🙂 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Xonar
Napisano (edytowane)

@Lilith Podobnie jak słyszę "Co cię nie zabije to cię wzmocni".Moim zdaniem cierpienie wcale nie uszlachetnia, tak jak zbieranie przez piłkarza urazów na boisku, nie czyni go mocniejszym(Po pewnym czasie już nie jest w stanie grać na 100%, a czasem nawet nie wychodzi się na boisko), ale też np. przechodzenie przez życie bez przeciwnika, wychowanie w hermetycznych, bezpiecznych warunkach -też nie jest dobre, bo w razie gdy coś pójdzie nie tak, to wielu ludzi przyzwyczajonych do cieplarnianych warunków, szybko się załamuje.Powiedzmy że ktoś wychowuje się w normalnym domu, a ktoś inny w patologii -ta pierwsza osoba będzie mogła poświęcić swoje zasoby psychiczne i fizyczne na np. pracę nad sobą czy naukę, będzie miała poukładane w głowie i dostanie też jakiś kapitał intelektualny czy materialny.Natomiast ta osoba wychowana w patologii będzie musiała nadrobić coś, co dla tej osoby z normalnego domu stanowi podstawę.Jest jeszcze opcja że ta osoba z patologicznego domu, dzięki determinacji i zawziętości dojdzie do czegoś w życiu, ale raczej nie będzie się nim mogła cieszyć, bo na tę pogoń poświęci cały swój czas i zasoby.

@LanaBananaPrawda

 

Edytowane przez Xonar

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uważam, że cierpienie (czasami) uszlachetnia. Muszą zaistnieć dwa kryteria, by cierpienie mogło uszlachetnić, cierpienie musi mieć miejsce na etapie psychorozwoju + trzeba mieć olej w głowie, by z biegiem czasu wyciągnąć lekcje z cierpienia. Bo jak ktoś nie ma oleju w głowie, to nie uszlachetni go ani cierpienie ani w ogóle nic.

Dorosłego natomiast cierpienie czasami też może uszlachetnić, ale rzadko, zazwyczaj nie. Nieszlachetnego dorosłego bardzo ciężko uszlachetnić, w większości jest to niemożliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie zgadzam się z tym, że cierpienie uszlachetnia. W żadnych okolicznościach i w żadnym wieku. Bez znaczenia, czy potrafimy przypisać mu cel i skutek czy też nie.

Cierpienie jest czymś co się zdarza. Możemy być na nie bardziej odporni albo mniej, ale to tylko kwestia tego, jak duże rany pozostawi w naszej psychice.

@mark123 nie zgodzę się z Tobą. Cierpienie na etapie psychorozwoju może pozostawić zdecydowanie większe blizny na psychice niż w jakimkolwiek innym etapie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Heledore napisał:

Cierpienie na etapie psychorozwoju może pozostawić zdecydowanie większe blizny na psychice niż w jakimkolwiek innym etapie.

Skutki cierpienia na różnych etapach życia to akurat trochę osobny temat. Ja jestem przykładem na to, że cierpienie po etapie psychorozwoju może pozostawić znacznie większe blizny niż cierpienie na etapie psychorozwoju. No ale dobra, może po prostu jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cierpienie uszlachetnia , to powinna być jednostka chorobowa, a ten kto to "ułożył" nigdy prawdziwie nie miał przyjemności cierpieć. Ostatnio ten tekst słyszałem 20 lat temu od teściowej i  to było nasze ostatnie spotkanie... 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@mark123 nie wiadomo jakie skutki wywarłoby na Tobie cierpienie podczas rozwoju psychiki. Nie bardzo da się to porównać z innymi, bo przecież drugiej osoby takiej jak Ty nie znajdziesz. Z takim samym doświadczeniem, w takich samych warunkach.

Tak mi się teraz skojarzyło. W sumie "cierpienie uszlachetnia" brzmi prawie jak "arbeit macht frei".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To hasło to są jakieś popłuczyny kultu cierpienia, dość dobrze zakorzenionego w naszym kraju za sprawą zbiorowych traum i sposobów jakimi sobie z nimi radziliśmy (a czy poradziliśmy? to już osobny temat).

Samo cierpienie to po prostu cierpienie. Ani nie uszlachetnia ani nie niszczy. Natomiast sposoby radzenia sobie z nim, to jaką strategię człowiek przyjmie doświadczając go, to jest prawdziwy motor naszego rozwoju lub degradacji.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 godzin temu, Heledore napisał:

@mark123 nie wiadomo jakie skutki wywarłoby na Tobie cierpienie podczas rozwoju psychiki. 

Ja wiem, bo mam porównanie z pewnymi sytuacjami "podobnej rangi", a także z pewnymi identycznymi sytuacjami. I te sytuacje po okresie psychorozwoju odbijają się w mojej psychice znacznie bardziej niż w okresie psychorozwoju. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, na_leśnik napisał:

To hasło to są jakieś popłuczyny kultu cierpienia, dość dobrze zakorzenionego w naszym kraju za sprawą zbiorowych traum i sposobów jakimi sobie z nimi radziliśmy

Wydaje mi się, że sporą rolę odgrywa tutaj również katolicyzm- w końcu wielu z nas od samego urodzenia wpaja się, że Jezus umarł za nas, że dzięki właśnie cierpieniu dokonały się największe cuda Biblii. Może właśnie gdzieś tą drogą wbiło się to przeświadczenie do naszego światopoglądu?

@mark123 rozumiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niekiedy są ludzie co uwielbiają cierpieć i się umartwiać tym.

Może po części chcą współczucia od otoczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, Regina Sofia napisał:

Niekiedy są ludzie co uwielbiają cierpieć i się umartwiać tym

Ale czy to ich uszlachetnia? Czy tylko daje pretekst do tego, żeby inni ich żałowali?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy uszlachetnić nie wiem, ale ogólnie zgadzam się z @LanaBanana. Człowiek może doświadczyć czegoś bolesnego, co może być w jego życiu punktem zwrotnym i zmobilizować go np. do pomagania innym cierpiącym. Może to o to chodzi z tym uszlachetnianiem. 

7 godzin temu, Heledore napisał:

w końcu wielu z nas od samego urodzenia wpaja się, że Jezus umarł za nas, że dzięki właśnie cierpieniu dokonały się największe cuda Biblii

Nie wydaje mi się, żeby samo mówienie, że Jezus cierpiał było tu powodem. Ja to wielokrotnie słyszałam i jeszcze długo nie byłam świadoma, że jest coś takiego jak "kult cierpienia". Jeśli już to raczej używanie tego jako argumentu dla usprawiedliwienia cierpienia innych - "Jezus też cierpiał, więc nie narzekaj" albo coś podobnego - może być wg mnie jakimś czynnikiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@initium ale czy można to nazwać uszlachetnieniem? Czy może raczej to próba zabezpieczenia się przed ewentualną kolejną krzywdą? Taki rodzaj pewności, że osoba, której teraz pomagamy, w przyszłości może się odwdzięczyć?

Z tego, co wiem, w katolicyzmie samo cierpienie ma przynieść korzyści- w postaci odpuszczenia grzechów czy zapewnienia raju po śmierci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
41 minut temu, Heledore napisał:

@initium ale czy można to nazwać uszlachetnieniem? Czy może raczej to próba zabezpieczenia się przed ewentualną kolejną krzywdą? Taki rodzaj pewności, że osoba, której teraz pomagamy, w przyszłości może się odwdzięczyć?

Pomaganie innym to był tylko przykład. Myślę, że gdybyśmy mieli się w takim pomaganiu dopatrywać złych intencji, jakiegoś wyrachowania, to musielibyśmy uznać, że większość pomagających chce się zabezpieczyć, w końcu każdy kiedyś doznał jakiejś krzywdy, nawet jeśli nie takiej samej. Nie sądzę, żeby tak było.

45 minut temu, Heledore napisał:

Z tego, co wiem, w katolicyzmie samo cierpienie ma przynieść korzyści- w postaci odpuszczenia grzechów czy zapewnienia raju po śmierci.

Pierwsze słyszę szczerze mówiąc. Odpuszczenie grzechów jest za żal (uznanie, że nie zrobiło się dobrze), a Zbawienie jest dzięki wierze. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@initium  zdaję sobie sprawę, że tylko przykład ;) . Ale tak naprawdę ilu ludzi robi to po to, żeby innych uchronić przed krzywdą, a ile właśnie z takiego- bądź co bądź nieszkodliwego- wyrachowania? Przecież nie dojdziemy zawsze do prawdziwych intencji.

48 minut temu, initium napisał:

Pierwsze słyszę szczerze mówiąc. Odpuszczenie grzechów jest za żal (uznanie, że nie zrobiło się dobrze), a Zbawienie jest dzięki wierze. 

Chodzi mi tutaj głównie o zamknięte klasztory, które właściwie sprowadzają się do własnego cierpienia jako formy drogi do zbawienia- czy to przez psychiczne, czy nawet poprzez fizyczne cierpienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
19 godzin temu, Heledore napisał:

Ale czy to ich uszlachetnia? Czy tylko daje pretekst do tego, żeby inni ich żałowali?

Prędzej bym napisała, że to pretekst.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Takie stwierdzenie to chyba wymyślili księża pasibrzuchy co nigdy cierpienia nie doświadczyli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A z drugiej strony patrząc- może to jednak tekst, który ma pocieszyć? Pokazać, że w cierpieniu, którego nie jesteśmy w stanie od razu przerwać jest jednak jakiś sens? Że nie warto rezygnować? Że warto próbować przetrwać, walczyć dalej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 27.02.2019 o 23:58, Heledore napisał:

A z drugiej strony patrząc- może to jednak tekst, który ma pocieszyć? Pokazać, że w cierpieniu, którego nie jesteśmy w stanie od razu przerwać jest jednak jakiś sens? Że nie warto rezygnować? Że warto próbować przetrwać, walczyć dalej?

A ja z kolei zastanawiam się nad czymś innym. Kim byśmy byli bez cierpienia, którego doświadczyliśmy/ doświadczamy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Lilith napisał:

Kim byśmy byli bez cierpienia, którego doświadczyliśmy/ doświadczamy?

Pytanie za milion punktów i chyba pytanie bez odpowiedzi zarazem. Chociaż pewnie każdy z nas chciałby się o tym przekonać na własnej skórze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 27.02.2019 o 23:58, Heledore napisał:

A z drugiej strony patrząc- może to jednak tekst, który ma pocieszyć? Pokazać, że w cierpieniu, którego nie jesteśmy w stanie od razu przerwać jest jednak jakiś sens? Że nie warto rezygnować? Że warto próbować przetrwać, walczyć dalej?

Taka pewnie jest intencja. Ale i tak bezsens takiego tekstu wypowiadanego do cierpiącej osoby przeważa nad tym cieniem sensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×