Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Problemy Polaków na emigracji...

Rekomendowane odpowiedzi

...czyli z czym się boryka Polak na obczyźnie. Tęskni za krajem? Inaczej zaczyna postrzegać rodaków? Jak z przystosowaniem i traktowaniem przez tubylców? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja uważam, że dom jest tam, gdzie rodzina. Mieszkam w Anglii od ponad 7lat i czasami mi się tęskni do wspomnień tego co było w Polsce ale te czasy dawno minęły. Znajomi rozjechali się po kraju i i tak nic bym nie zyskała wracając. Nie mam też jakiejś mocnej więzi z rodzicami więc telefon czy skype od czasu do czasu w zupełności wystarcza.

Co do rodaków....hmm ktoś kiedyś powiedział, że chyba sama patologia wyjechała za granicę i po części muszę się zgodzić. Osób w miarę ogarniętych, inteligentnych, ambitnych poznałam może z pięć. Większość to patologia, byle się naje###ć, zaćpać, no i oczywiście ponarzekać na anglików, bo to taki tępy naród a polacy są przecież najlepsi pośród innych nacji. Obracają się tacy zazwyczaj w polskich społecznościach, kupują tylko w polskim sklepie i się nie asymilują wcale. O ile jestem w stanie zrozumieć starsze osoby, którym ciężko jest się nauczyć języka, to wstyd mi za młodych, którzy siedzą w UK od lat i nawet nie potrafią się przedstawić. Roczny kurs angielskiego w college kosztuje grosze, cenowo jak w PL 1000-1500zł no ale po co inwestować w siebie.

Co do anglików, to większość ma podejście pozytywne, szczególnie młodzi są mile nastawieni do obcokrajowców. Co anglików razi, to właśnie izolowanie się polaków, zresztą to nie tylko domena polaków, np pakistanie też trzymają się w swoich społecznościach ale w większości szybko uczą się języka po to by otworzyć biznes itp.

W pracach na najniższym szczeblu anglików razi śrubowanie norm, więc nie dziwię się, że część nie chce obcokrajowców w UK. Za to pracodawcy są wniebowzięci, bo polak zrobi gównianą robotę i jeszcze będzie się cieszył, że został poklepany po ramieniu. Problemem też jest jest nadużywanie systemu - samotne matki udające, że są samotne i biorące zapomogi, a później pojawia się artykuł w gazecie, że kolejna polka złapana za nadużycia finansowe. To niestety psuje nasz wizerunek.

Za to na uniwersytecie wszyscy są traktowani równo, nie spotkałam się nigdy ze złym traktowaniem osób z wyższego szczebla. Niestety doświadczyłam rasizmu wykonując prace na najniższym szczeblu ale nie jest to coś, co zdarza się czesto, po prostu chamy i buraki są wszędzie.

Niestety polak polakowi wilkiem, nie wiem czemu ludzie są tak zazdrośni i zawistni tym bardziej, że za stawkę minimalną można sobie pozwolić na naprawdę na dużo.

Do społeczności polskiej w UK podchodzę z dystansem, dlatego że w pierwszych latach mojego pobytu przejechałam się wielokrotnie na kontaktach z polakami. Wielu z nich chce się zakumplować ze względu na korzyści - a bo może lepszą robotę załatwię, a to będę robić jako darmowy tłumacz i latać po urzędach, a to zostanę z dzieciakami bo koleżanka chce iść na imprezkę. Niedoczekanie.

Dla tych co rozważają wyjazd do Anglii, polecam. Żyje się tu spokojniej i jest multum możliwości.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, LanaBanana napisał:

Co do rodaków....hmm ktoś kiedyś powiedział, że chyba sama patologia wyjechała za granicę i po części muszę się zgodzić.

Na tym forum to pewnie ja pisałem, ale nie tylko ja tak twierdzę. Sam żyłem w polskim geccie, zbytnio się nie integrując, ale u mnie wynikało to z wygody, nieśmiałości, aspołeczności   niż z przekonania o wyjątkowości Polaków.    

 

6 godzin temu, LanaBanana napisał:

W pracach na najniższym szczeblu anglików razi śrubowanie norm, więc nie dziwię się, że część nie chce obcokrajowców w UK. Za to pracodawcy są wniebowzięci, bo polak zrobi gównianą robotę i jeszcze będzie się cieszył, że został poklepany po ramieniu.

To mnie chyba najbardziej wkurzało i w NL było jeszcze bardziej widoczne niż w UK. I te osoby jeszcze szczyciły się tym jak zasuwają za tamtejsze minimum przy okazji nabijając się z innych nie tak szybkich nacji , podczas gdy był to naprawdę dowód ich głupoty.I później pracodawcy myślą że każdy Polak będzie tak zasuwał a nie każdy potrafi czy chcę. 

Póki co nie rozważam wyjazdu za granicę, dzięki temu że w Polsce mam za darmo mieszkanie nie opłaca mi się tam pracować za minimum, musiałbym minimum te 2 tys Euro, funtów/ mies  zarabiać    a jako że nie mam fachu w ręku czy dobrej znajomości języka raczej nie mam szans na taka pracę.   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja od ponad 4 lat jeżdżę do Holandii w celach zarobkowych, zazwyczaj do pracy w rolnictwie, okazyjnie przy produkcji żywności. Przez pierwsze 2 lata jeździłem na sezonowe, kilkumiesięczne projekty, obecnie siedzę u jednego pracodawcy od 2 lat.

Co do izolowania się polaków to faktycznie - tak to trochę wygląda. Początkowo wydawało mi się, że to jest tylko problem komunikacji -ale to chyba siedzi w ludziach gdzieś głębiej. Nie wiem jak to wygląda w przypadku jakichś wyższych stanowisk czy kadry akademickiej, ale taki przeciętny Kowalski wyjeżdżając za granicę szybko odkrywa w sobie jakieś dziwne pokłady "patriotyzmu" ale takiego przez male "p", przypominającego nieco memy z tą kuleczką "Poland strong!". Podejrzewam że to kwestia lęku przed nowym. Wszystko jest inne, obce i wydaje się nieprzyjazne. A jak wiadomo, w kupie raźniej. Poza tym to w jaki sposób pracodawcy potrafią pracowników najniższego szczebla traktować też robi swoje. A nasz Kowalski chłonie, obserwuje i później projektuje to na cały kraj w którym przyszło mu pracować na wymarzone M3, wesele, alimenty czy na co tam zbiera.

17 godzin temu, carlosbueno napisał:
W dniu 17.02.2019 o 22:43, LanaBanana napisał:

W pracach na najniższym szczeblu anglików razi śrubowanie norm, więc nie dziwię się, że część nie chce obcokrajowców w UK. Za to pracodawcy są wniebowzięci, bo polak zrobi gównianą robotę i jeszcze będzie się cieszył, że został poklepany po ramieniu.

To mnie chyba najbardziej wkurzało i w NL było jeszcze bardziej widoczne niż w UK. I te osoby jeszcze szczyciły się tym jak zasuwają za tamtejsze minimum przy okazji nabijając się z innych nie tak szybkich nacji , podczas gdy był to naprawdę dowód ich głupoty.I później pracodawcy myślą że każdy Polak będzie tak zasuwał a nie każdy potrafi czy chcę. 

Znam to ale... sam się tym zaraziłem!:bezradny:

To znaczy teraz po kilku latach trochę zmądrzałem, teraz bardziej kombinuję jak tu zrobić żeby się nie narobić, ale czasem zdarza mi się nie opamiętać i cisnąć jak osioł zanim sobie przypomnę, że tutaj raczej za wybitne wyniki w zbieraniu kwiatków raczej cukierków nie rozdają, tylko dodatkowe obowiązki:pirate:.

Cytat

 

Niestety polak polakowi wilkiem, nie wiem czemu ludzie są tak zazdrośni i zawistni tym bardziej, że za stawkę minimalną można sobie pozwolić na naprawdę na dużo.

 

Myślę, że to nie jest tylko problem polaków. "Człowiek człowiekowi" to owszem. Ale z tego co zauważyłem tubylcy też potrafią nieźle między sobą kłody pod nogi rzucać, tyle że bardziej subtelnie i nie tak bezpośrednio jak my.

Cytat

 

Dla tych co rozważają wyjazd do Anglii, polecam. Żyje się tu spokojniej i jest multum możliwości.

 

Po Holandii planowałem wyjazd do szkółki leśnej w Danii ale, hmmm brzmi kusząco... Rozważę :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, na_leśnik napisał:

To znaczy teraz po kilku latach trochę zmądrzałem, teraz bardziej kombinuję jak tu zrobić żeby się nie narobić, ale czasem zdarza mi się nie opamiętać i cisnąć jak osioł zanim sobie przypomnę, że tutaj raczej za wybitne wyniki w zbieraniu kwiatków raczej cukierków nie rozdają, tylko dodatkowe obowiązki:pirate:.

Ja stety, niestety przez swoją niską sprawność manualną nie nadążałem za wyśrubowaną produkcją i byłem tym który przynosił wstyd polskiej nacji pracusiów. A w Niemczech jak pracowałem na akord przy zbiorze to wychodziło mi 10 zł na godzinę, ale to był 2006 rok więc i tak ze 2 razy więcej niż w Polsce się wtedy zarabiało, choć było 1/3 ówczesnego niemieckiego minimum. Wszyscy mieli ze mnie szyderę,po co taki ktoś wyjeżdża za granice jak nie umie pracować i nie umie nic( to dotyczyło np budowlanki w Anglii). 

A co do Holandii to gro Polaków pracuje tam przez jakieś polsko-holenderskie agencję i pracę załatwia się jeszcze w Polsce. Później cię lokują w domu z samymi Polakami, jest tam sporo ćpania i chlania, przez pracę na zmiany i to że wiecznie ktoś hałasuje w twoim pokoju czy urządzą imprezę obok trudno się wyspać  i za tą przyjemność mieszkania czasem nawet w 4 osobowym pokoju bolisz 100 Euro tygodniowo. Takie życie jest może dobre na krótka chwilę, dla młodzieży, nie wyobrażam sobie tak żyć przez lata a poznałem takich co prawie 10 lat tak egzystowali, bo życiem tego wg mnie nazwać nie można.      

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 18.02.2019 o 04:21, carlosbueno napisał:

To mnie chyba najbardziej wkurzało i w NL było jeszcze bardziej widoczne niż w UK. I te osoby jeszcze szczyciły się tym jak zasuwają za tamtejsze minimum przy okazji nabijając się z innych nie tak szybkich nacji , podczas gdy był to naprawdę dowód ich głupoty.I później pracodawcy myślą że każdy Polak będzie tak zasuwał a nie każdy potrafi czy chcę.

Mnie to też zawsze wkurzało, bo o ile można a nawet trzeba wyrobić jakąś tam dzienną normę to po kij samemu sobie krzywdę robić i podnosić tę normę dla wszystkich? A żeby to był jakiś powód do dumy że się jeb## jak robot dla Janusza za tę samą stawkę....

@na_leśnik Był czas, że ja też zapieprzałam, bo mi zależało żeby dostać kontrakt w pracy a poza tym poganianie działa stresująco a wiadomo kierownicy chcą wycisnąć ile mogą z kogo mogą, a głównym celem są zazwyczaj osoby słabe psychicznie, przestraszone, nie potrafiące się postawić. A później przyszedł czas, że sie pochorowałam fizycznie i normy wyrobić nie mogłam, to management miał to w dupie.

Co do tego "człowiek człowiekowi" to zaobserwowałam, że np pakistanie, indyjczycy swoim rodakom pomagają dużo bardziej. Polacy są jacyś tacy zazdrośni o wszystko, byle by się komuś nie wiodło lepiej. Może miałam pecha i akurat trafiłam na taką społeczność. Przecież kasa to tylko kasa - dziś jest a jutro jej nie ma.

Co do Anglii, to teraz przez brexit masa ludzi wyjechała i jest dużo pracy dostępnej. Zależy co cię interesuje i za jaką stawkę, no i jak dobrze znasz angielski, bo ze średnim bądź komunikatywnym to zazwyczaj praca na magazynie, na zmywaku, przy wykładaniu towaru w sklepie, stawka minimalna £8.21 (2019) jesli masz skończone 25 lat zazwyczaj to kontrakt 40h tyg. Jeśli masz dobry angielski to na recepcję, bądź np praca w sieciówce typu Costa, Starbucks - jeśli chcesz się szkolić to 2-3lata i dostajesz własny sklep do prowadzenia (ok 1600-2000 funtów na miesiąc). Z doświadczeniem jako manager szukasz roboty za lepszą kasę np w prywatnej firmie i zarabiasz 2-3tys funtów na miesiąc.

Co do innych opcji, w Polsce utarło się, ze większość ludzi robi studia, w UK nie są one aż tak popularne. Wiele osób idzie do college na rok bądź dwa zaocznie i jakoś bez problemu znajduje fach, szczególnie dobrze mają fryzjerzy, kosmetyczki, masażyści np za obcinanie i farbowanie włosów klientka płaci £ 70 a jeśli do tego masz własny salon to niezły z ciebie żniwiarz :) Co do studiów to pomimo, że są płatne to można bez problemu dostać rządową pożyczkę, która wygląda tak - jeśli nie zarabiasz powyżej 2tys funtów na miesiąc, to nie spłacasz nic, a powyżej tej sumy ściągają ci z wypłaty 5%. Jeśli nigdy nie zarabiasz tych 2tys, to po 30latach pożyczkę ci umarzają. Da sie też spokojnie pracować w trakcie studiów, nawet na pełen etat jeśli się dogadasz z pracodawcą.

Koszt wynajęcia pokoju z dzielonym salonem, kuchnią i łazienką to koszt ok £ 300-500 miesięcznie w zależności od rejonu (nie wliczajac Londynu), wszystkie rachunki wliczone. Mieszkanie studio flat/1bed to ok £ 500-600 miesięcznie po opłaceniu podatków, wody, gazu i internetu. Są tez mieszkania socjalne, jeśli masz udokumentowaną chorobę to ok 100f można zaoszczędzić.

Jeśli lubisz chodzić po górach, to jest masa fajnych miejsc, wszystko w miarę blisko, muzea w większości są darmowe. Jedzenie cenowo jak w Polsce, można zaoszczędzić kupując na redukcjach np coś wychodzi dzień wcześniej bądź tego samego dnia to potrafi być i nawet 70% przecenione. Samochody cenowo jak w Polsce nawet taniej, tak samo z elektroniką. Ludzie sympatyczni, w większości uśmiechają się na ulicach, idziesz do urzędu czy do banku, lekarza - na recepcji osoby bardzo pomocne, nawet ponad to co mają w obowiązkach.

8 godzin temu, carlosbueno napisał:

Ja stety, niestety przez swoją niską sprawność manualną nie nadążałem za wyśrubowaną produkcją i byłem tym który przynosił wstyd polskiej nacji pracusiów. A w Niemczech jak pracowałem na akord przy zbiorze to wychodziło mi 10 zł na godzinę, ale to był 2006 rok więc i tak ze 2 razy więcej niż w Polsce się wtedy zarabiało, choć było 1/3 ówczesnego niemieckiego minimum. Wszyscy mieli ze mnie szyderę,po co taki ktoś wyjeżdża za granice jak nie umie pracować i nie umie nic( to dotyczyło np budowlanki w Anglii). 

A co do Holandii to gro Polaków pracuje tam przez jakieś polsko-holenderskie agencję i pracę załatwia się jeszcze w Polsce. Później cię lokują w domu z samymi Polakami, jest tam sporo ćpania i chlania, przez pracę na zmiany i to że wiecznie ktoś hałasuje w twoim pokoju czy urządzą imprezę obok trudno się wyspać  i za tą przyjemność mieszkania czasem nawet w 4 osobowym pokoju bolisz 100 Euro tygodniowo. Takie życie jest może dobre na krótka chwilę, dla młodzieży, nie wyobrażam sobie tak żyć przez lata a poznałem takich co prawie 10 lat tak egzystowali, bo życiem tego wg mnie nazwać nie można.      

@carlosbueno to nieźle z ludzi zdzierają za mieszkanie, założę się, że wynajem samemu jest niewiele droższy, bo 4 osoby w pokoju za 100 euro tygodniowo to jakaś kpina. To jest chore, że w pracy na akord nie biorą pod uwagę minimalnej stawki, czy to jest w ogóle legalne? Mój mąż kiedyś pracował na akord w jednej z firm w UK i pracodawca i tak musiał zapewnić minimum + co na akord zostało wypracowane było dodawane do pensji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, LanaBanana napisał:

to nieźle z ludzi zdzierają za mieszkanie, założę się, że wynajem samemu jest niewiele droższy, bo 4 osoby w pokoju za 100 euro tygodniowo to jakaś kpina.

Z tego te agencję żyją m.in. Z tego co wiem to spokojnie za tą cenę można było wynająć pokój dla siebie na wolnym rynku, ale jako pracownik agencji musiałeś mieszkać u nich. W jednej fabryce gdzie był taki zapieprz, agencja z każdej godziny zdzierała 10 euro/h  z tego co dawał pracodawca a i tak Polacy cieszyli się że te 8 czy 9 Euro dostają. Ogólnie to chyba miałem pecha do tej zagranicy większość osób chwali a ja nie koniecznie, ale tez druga sprawa że słabo znałem język i nie mam żadnego fachu także byłem zdany na najgorsze prace.  Teraz mi nawet na pieniądzach zbytnio nie zależy, jestem raczej minimalistą, nie mam dziewczyny, auta, kosztownych hobby to nawet z polskiej marnej pensji odkładam i nie widzę sensu wyjazdu i stresu tylko dla pieniędzy, które mi de facto są niepotrzebne.   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 godzin temu, carlosbueno napisał:

A co do Holandii to gro Polaków pracuje tam przez jakieś polsko-holenderskie agencję i pracę załatwia się jeszcze w Polsce. Później cię lokują w domu z samymi Polakami, jest tam sporo ćpania i chlania, przez pracę na zmiany i to że wiecznie ktoś hałasuje w twoim pokoju czy urządzą imprezę obok trudno się wyspać  i za tą przyjemność mieszkania czasem nawet w 4 osobowym pokoju bolisz 100 Euro tygodniowo. Takie życie jest może dobre na krótka chwilę, dla młodzieży, nie wyobrażam sobie tak żyć przez lata a poznałem takich co prawie 10 lat tak egzystowali, bo życiem tego wg mnie nazwać nie można.  

Ja tak od 4 lat żyję. Nawet stawka się zgadza :P.

No, jest jednak drobna różnica. Od kiedy mój współlokator wyjechał tak się rozbebeszyłem ze swoimi rzeczami w pokoju, że od prawie roku mam jedynkę bo to wygląda jakby tam mieszkały dwie osoby:mrgreen:.

A co do zdolności manualnych i umiejętności pracy fizycznej to też nie było wesoło na początku. Nawet jak zaczynałem pracę w obecnej firmie to poza wyrobioną kondycją nie umiałem praktycznie nic i wszyscy patrzyli co za ufo przyjechało (widlakiem nie jeździ, prawa jazdy nie ma, gada jakby książkę czytał, dobrze chociaż że pije i pali!:lol:) . Ale kawałek po kawałku wszystko ogarnąłem, nawet przez to katowanie widlaków opanowałem swój lęk przed jazdą autem i teraz przez zimę prawko zrobiłem. Może uda mi się teraz tu już przyjechać własnym autem, dałoby to spore możliwości. No ale trochę się cykam 1200 km dla świeżaka za kółkiem to nie jest takie "hop siup".

Cytat

Co do innych opcji, w Polsce utarło się, ze większość ludzi robi studia, w UK nie są one aż tak popularne. Wiele osób idzie do college na rok bądź dwa zaocznie i jakoś bez problemu znajduje fach, szczególnie dobrze mają fryzjerzy, kosmetyczki, masażyści np za obcinanie i farbowanie włosów klientka płaci £ 70 a jeśli do tego masz własny salon to niezły z ciebie żniwiarz 🙂

Hmmm, to może i fotograf się tam w rynek wbije ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z racji, że sama jadę z chłopakiem jesienią za granicę to chciałabym dowiedzieć się kilku rzeczy od osób już tak pracujących, gdyby ktoś udzielił mi informacji to byłabym wdzięczna 🙂 Dodam, że nie znam angielskiego, jedynie w stopniu bardzo podstawowym, mój chłopak zna ale jedziemy do tej samej pracy czyli pewnie tzw. gównoroboty. Poza tym kończę teraz studia więc dla mnie ten wyjazd jest takim rozpoczęciem "kariery" zawodowej, chcę zarabiać i albo przywieźć zarbione pieniądze do pl albo zostać tam na stałe, stąd moje pytania na temat tego, czego mogę się spodziewać.

1. Jeśli jadę za granicę odłożyć to bardziej opłaca się mieszkać w mieszkaniu prywatnym, załatwionym gdzieś tam przez siebie, poszukanym w necie czy pokoju łatwionym przez agencję? Co się bardziej opłaca finansowo i czy naprawdę w tych pokojach jest taka patologia, że ludzie codziennie imprezują, chleją i hałasują czy to może od czegoś zależy? Bo szczerze przyznam, że jak słyszę takie opinie to trochę boję się o swoje bezpieczeństwo bo na tym mi głównie zależy, żeby było w miare bezpiecznie, bo jak słyszę, że w takich miejsach agencje trzymają ćpunów, dresów i innych szemranych osbników biorąc pod uwagę równiez to, że zaświadczenie o karalności często nie jest wymagane to się trochę boję w takim miejscu przebywać. Mieliście jakieś poważniejsze akcje w takich dzielonych pokojach?

2. Jak się żyje ale tak na serio? Wszyscy z mojej rodziny pracują za granicą i sobie chwalą ale nie da się ukryć, że większość ma przysłowiowy fach w ręku albo język. Mnie czeka gównrobota czyli jakieś łażenie po magazynie, zbieranie kwiatków i tu mam pytanie. Jak się żyje w danym kraju z takich małych pieniędzy? W Polsce nie da się ukryć, że nie wyżyjesz jeśli twoja praca to układanie towaru na półki sklepowe, bo to jest najniższa i tutaj większość idzie na wynajem mieszkania, a często nawet i z jednej wypłaty ci nie starczy a trzeba się jeszcze ubrać, najeść. Jak na zachodzie wygląda przeliczenie kwoty netto dostawanej w łape na warunki życia? Trzeba biedować i głodować czy mozna żyć w miarę przyzwoicie (mam tu na myśli życie w stylu kupowania jedzenia, które chcesz,a nie żywienia się pasztetami bo na nic innego nie stać) i coś sobie odkładać?

3. Jak to wygląda z wywalaniem ludzi? Carlosbueno napisałeś, że miałes w pracy "pracusiów" ale czy przez to, że robiłeś wolniej nikt nie chciał Cię z takiej roboty wyrzucić? Moj chłopak pracował krótko w Niemczech i mowił, że u nich wywalali ludzi jak robili za wolno, Trochę się boję, bo z natury jestem flegmatyczna i stawiam bardziej na dokładność niż tempo.

4. Ile mniej więcej odkładacie pieniędzy (w złotówkach) po odliczeniu kosztów życia i ile godzin przy tym pracujecie?

5. Trudno znaleźć prace, gdzie się robi, a nie siedzi (słyszałam historię o ludziach, którzy przyjechali do roboty i zostawali na parę tygodni bez środków do życia bo akurat pracy nie było)? Łatwo o roboty trwające 10-12 godzin dziennie? I kolejne pytanie-płaci się na zachodzie za nadgodziny?

Kolejna część pytań dla osób, które mieszkają za granica na stałe albo mieszkały:

1. Łatwo jest urządzić się tam? Dużo osób wyjeżdża i nie wraca i zastanawia mnie  czy zakup/ otrzymanie d państwa (bo też takie historie znam)/ wynajem domu/ mieszkania jest tam w miarę prosty i przejrzysty?

2. Jak ktoś zrezygnuje z umwy przez agencje i zechce poszukać pracy na miejscu sam to jakiego typu oferowane są umowy? Dodam, że mowa o niewymagających pracach, bo lekarzem, prawnikiem czy biznesmenem raczej nie będę. Czy jest coś w stylu mowy zlecenie, lub o dzieło, gdzie nic nie broni pracownika i pracodawca może praktycznie robić co chce jak w Pl? Jeśli tak, to jak często przyznawane są takie umowy ? Czy jest to tak nagminne jak w Polsce, że prawie każdy zakład pracy oferuje super- umowe zlecenie, która nie chroni Cię praktycznie przed żadnymi nadużyciami? Czy może każdy zawód ma tam odpowiednik polskiej umowy o pracę, a prawa pracownika są szanowane?

To na razie wszystk co przyszło mi do głowy jak cos sobie przypomnę jeszcze to napiszę 🙂 Z góry dzięki za odpowiedzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, rodzynka94 napisał:

ak to wygląda z wywalaniem ludzi? Carlosbueno napisałeś, że miałes w pracy "pracusiów" ale czy przez to, że robiłeś wolniej nikt nie chciał Cię z takiej roboty wyrzucić? Moj chłopak pracował krótko w Niemczech i mowił, że u nich wywalali ludzi jak robili za wolno, Trochę się boję, bo z natury jestem flegmatyczna i stawiam bardziej na dokładność niż tempo.

Wywalić nie wywalą jak robisz przez agencję tak ja ja pracowałem, ale mogą cie przenieść do innej fabryki i Twoja wędrówka po fabrykach może się nie kończyć jeśli jest się mało sprawnym albo leniwym. No ale są takie miejsca gdzie praca jest w miarę lekka i wolna tak słyszałem od innych. Jeśli by udało się znaleźć pracę tam gdzie nie ma Polaków to podejrzewam że nie byłoby tego problemu bo to tylko Polacy tak normy nabijają, zresztą może to się już zmieniło bo ostatnio bylem tam w 2013 roku. 

 

10 minut temu, rodzynka94 napisał:

Trudno znaleźć prace, gdzie się robi, a nie siedzi (słyszałam historię o ludziach, którzy przyjechali do roboty i zostawali na parę tygodni bez środków do życia bo akurat pracy nie było)? Łatwo o roboty trwające 10-12 godzin dziennie? I kolejne pytanie-płaci się na zachodzie za nadgodziny?

Ja tak trafiłem jak pojechałem do UK, przez pierwsze 4 miesiące łącznie może miesiąc robiłem, ledwo starczało na najtańsze jedzenie a z domu mnie eksmitowali. Ale to był 2006 rok teraz podejrzewam jest lepiej bo ten boom na wyjazdy już minął i naciągacze chcący szybko zarobić się wykruszyli. 

 Na zachodzie przestrzega się prawa pracy i nie robi się zwykle więcej niż 40 godzin w tygodniu, a nadgodziny są zawsze więcej płatne podobnie jak nocki czy prace w weekendy( choć to  zależy też od systemu pracy) . W tym względzie polskim przedsiębiorcom daleko do zachodnich. 

24 minuty temu, rodzynka94 napisał:

Mnie czeka gównrobota czyli jakieś łażenie po magazynie, zbieranie kwiatków i tu mam pytanie. Jak się żyje w danym kraju z takich małych pieniędzy? W Polsce nie da się ukryć, że nie wyżyjesz jeśli twoja praca to układanie towaru na półki sklepowe, bo to jest najniższa i tutaj większość idzie na wynajem mieszkania, a często nawet i z jednej wypłaty ci nie starczy a trzeba się jeszcze ubrać, najeść. Jak na zachodzie wygląda przeliczenie kwoty netto dostawanej w łape na warunki życia? Trzeba biedować i głodować czy mozna żyć w miarę przyzwoicie

 Na pewno stać na więcej niż w Polsce. Radzę też jechać do mniejszych miejscowości tak koszty życia, czyli głownie wynajem mieszkania są dużo niższe.  Ja przez kilka lat mieszkałem w Londynie i tam wynajem jest bardzo drogi jakbym chciał przyzwoicie mieszkać czyli coś typu kawalerka to bym 2/3 pensji na to wydał a tak mieszkałem z innymi na kupie by mógłbym coś w ogóle odłożyć. Na prowincji jest w tym względzie dużo lepiej i nawet za minimum można przyzwoicie żyć.  

17 minut temu, rodzynka94 napisał:

Jeśli jadę za granicę odłożyć to bardziej opłaca się mieszkać w mieszkaniu prywatnym, załatwionym gdzieś tam przez siebie, poszukanym w necie czy pokoju łatwionym przez agencję? Co się bardziej opłaca finansowo i czy naprawdę w tych pokojach jest taka patologia, że ludzie codziennie imprezują, chleją i hałasują czy to może od czegoś zależy? Bo szczerze przyznam, że jak słyszę takie opinie to trochę boję się o swoje bezpieczeństwo bo na tym mi głównie zależy, żeby było w miare bezpiecznie, bo jak słyszę, że w takich miejsach agencje trzymają ćpunów, dresów i innych szemranych osbników biorąc pod uwagę równiez to, że zaświadczenie o karalności często nie jest wymagane to się trochę boję w takim miejscu przebywać. Mieliście jakieś poważniejsze akcje w takich dzielonych pokojach?

Ja jak jechałem do pracy w NL przez agencję  miałem obowiązek mieszkania w ich domu i różowo tam nie było, chyba że ktoś jest typem imprezowicza, no i najgorsze że słono za to musiałem płacić. Lepiej jest znaleźć samemu, opłaty będą podobne a komfort wyższy tylko pewnie musi być to praca nie przez polsko- holenderskie agencje które tego wymagają, bo to ich główne źródło utrzymania.  Oczywiście na początek to może być dobra opcja bo jedzie się na gotowe ale później można się usamodzielnić, tylko ja np bylem wówczas w zbyt kiepskim stanie psychicznym żeby to wszystko znieść. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Carlsbueno Dziekuję za odpowiedź 🙂 Będę brała to pod uwagę podczas szukania roboty, bo z tym, że w mniejszych miastach jest drogo to słyszałam ale nie że aż tak. Il lat pracowałeś na zachodnie? Czytałam Twoje poprzednie posty tutaj i powiem, że gdybym miała za darmo mieszkanie jak ty to też bym się pewnie nigzie nie ruszała, bo dla mnie ono jest właśnie  utrapieniem i głównie to cena mieszkań w pl zadecyowała, że chce się stąd wynosić. Niestety wiem, że i w Polsce nie zarbię dobrze, zarabiałabym pewnie najnizszą bo żadnych specjalnych umiejęności nie mam a realia znam, w miastach gdzie jest praca mieszkania są drogie i pokrywają większość wypłaty i to też jak dobrze trafisz, bo w seznie studentów to moga zostać same "kawalerki" za 2000zl.

A mialeś chociaż ludzkie warunki w tym domu? Ile osób było na jednym pokoju? Słyszałam, że niektórych ludzi agencje potrafiły "ugościc" a przyczepach nawet gdzieś na polu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, rodzynka94 napisał:

Il lat pracowałeś na zachodnie?

Łącznie nieco ponad 5. Ale że tak bowiem nie jestem teraz na bieżąco i moje rady może się częściowo zdezaktualizowały, bo po otworzeniu granicy UE była typowa wolna amerykanka i bywało naprawdę nie ciekawie a to głównie przez Polaków oszustów. 

 

11 minut temu, rodzynka94 napisał:

A mialeś chociaż ludzkie warunki w tym domu? Ile osób było na jednym pokoju? Słyszałam, że niektórych ludzi agencje potrafiły "ugościc" a przyczepach nawet gdzieś na polu.

To wszystko zależy ja się trafi może być w miarę miło i przyjemnie a może być patologia i obskurne warunki. Moje kuzynostwo mieszkało w przyczepach w NL ale chyba nawet z własnego wybory bo chcieli mało wydawać i dużo zaoszczędzić, wszystko zależy od tego jakie priorytety przyjmiemy, czy chcemy tam osiedlić się na dłużej czy na stałe czy tylko zarobić kasę. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiemy jeszcze gdzie dokładnie, na razie analizuję gdzie najbardziej by się opłacało, pytam znajomych, czytam internety i generalnie nadal mi to nic nie mówi, zwłaszcza, że opinie tez mam zbieżne, znajomi pracujący we Francji zachwalają Francję, część rodziny z Niemiec, Niemcy, z kolei druga rodzina Holandię. W UK, Skandynawii nikt z moich bliskich nie pracuje więc tu totalnie nieobeznana jestem. Są też kraje stosunkowo mało oblegane jak np. Austria czy Szwajcaria ale po pierwsze nie wiem czy chcę tak ryzykowac, po drugie jak patrzyłam na oferty to tam raczej w większości poszukują specjalistów, a nie do robót sezonowych czy czegoś takiego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×