Skocz do zawartości
Nerwica.com

Obsesyjnie sprzątanie?


Rekomendowane odpowiedzi

3:10 rano, dzień (noc) jak co dzień (noc) - śpimy, bo to przykładowo poniedziałek.

Żona ma codziennie na tą godzinę nastawiony budzik, wstaje żeby zacząć sprzątać dom, przed 4 zamyka drzwi do sypialni żebyśmy mniej słyszeli odkurzacz (jeden da dole, drugi u góry). Generalne sprzątanie domu, odkurzanie podłóg, paneli, mycie mopem wszystkich powierzchni, rutyna, w międzyczasie pranie wstawić, wyprać, powiesić, od 5.45-6.00 siedzi już "ogarnięta" na dole z kawą w fotelu z Facebookiem w dłoni i czeka aż wstaniemy. Ja wstaję pierwszy, do pracy, koło 6 zwykle już jestem na nogach, 5 minut porannej toalety to wystarczy, żeby w tym czasie już sypialnia została odkurzona odkurzaczem (specjalny cichy model kupiony jako drugi - na piętro, żeby nie hałasować), podłoga zmyta mopem, pokój przewietrzony i łóżko narzutą nakryte. Zdarzało się nie raz, że żona źle odczytała moje przebudzenie i pomyliła zwykle poranne "siku" z "prawdziwym wstaniem" i po 5 minutach w toalecie nie miałem już do czego wracać bo sypialnia odkurzona, umyta, przewietrzona i łóżko nakryte 🙂

Ubrany schodzę na dół (jakbym chciał użyć łazienki na dole "bo coś" to będzie awantura, bo ona już została posprzątana jak spaliśmy), buty zakładam niemalże w garażu, słyszę jak żona już wzięła się za "generalne" w łazience u góry, odkurzanie, mop, zlew, lustro, podłogi, ubikacja i wanna (mimo że nie używałem) do sucha, na lśniąco.. jak wyjeżdżam z garażu to widzę, że "walczy" w tej łazience.. ...aha, jak schodzę na dół, to wszystko już przygotowane dla dzieci, zawsze tak samo, butelka z mlekiem dla małej, miska z płatkami dla starszej, typowa rutyna, zawsze tak samo, zawsze w tym samym miejscu, to samo. ...

Wracam przed 17 do domu, buty zdejmuję niemalże w garażu, nawet okruch się do domu nie przedostał, a i tak żona na sekundzie już mop gotowy, woda w wiadrze zmieniona, już leci cały hol ogarniać, idę do łazienki na dole umyć ręce, żona ledwo co zdążyła hol ogarnąć już musi po mnie od razu zlew do sucha, kran do sucha i na błysk, ściana pod ręcznikiem i podłoga do sucha (myję ręce wyjątkowo delikatnie, nie brudzę umywalki, ani kranu, odchylem kurek koniuszkiem palca, a następnie wyłączam wodę łokciem, żeby śladów nie zostawiać, a jednak... kropla wody (mimo, że bezkamiennej z uzdatniacza) zostanie gdzieś pod ręcznikiem czy na podłodze zauważona, prysznica w łazience na dole nie używamy, bo zacieki...

Po obiedzie idę umyć ręce i nie zdążę wyjść z łazienki, żona już stoi w drzwiach żeby znów wszystko "do sucha i na błysk..."

Siedzimy sobie w salonie to za każdym razem do dzieci uwaga o sprzątanie zabawek (w czasie, a nawet tuż po rozpoczęciu dopiero zabawy), o nie dotykanie stołu (kupiłem szybę hartowaną, żeby zabezpieczyć drewniany stolik kawowy przed rozlaniem czegoś, ale niestety na szybie widać "palce"), o nie dotykanie firanki, którą zwisa na kanapę, o nie ściąganie koca z kanapy, o nie ruszanie poduszek na kanapie, później znów i tak w kółko uwagi o sprzątnięcie zabawek, stół, koc, poduszki itd. To są polecenia wydawane na siedząco z fotela żony, w którym tylko ona siedzi i każda próba zajęcia tego fotela wiąże się z krzywym spojrzeniem 🙂 niby nic nie mówi, ale da się odczytać "to moje miejsce, zejdź, daj mi w nim usiąść" 🙂 celowo piszę, że są to polecenia wydawane z fotela, bo jak tylko ktoś na chwilę wstanie z kanapy to żona przechodzi od słów do czynów i poprawia, prostuje koc, poprawia poduszki itp, mimo że kanapę opuści ktoś na dosłownie 10 sekund (zmienić stronę płyty gramofonowej chociażby). Podobnie jak dzieciaki odejdą na chwilę od zabawek to na momencie jest szybki przegląd, małe sprzątanie. Z salonowych procedur żony trzeba jeszcze wspomnieć o notorycznym "muskaniu" przedmiotów na stole i na regale, stoją tam wazoniki, pudełko z chusteczkami higienicznymi, leży telefon, piloty tv, podkładki pod szklanki, wielka podkładka pod małe podkładki pod szklanki.. muskanie polega na przesunięciu tych przedmiotów dosłownie o milimetr, w stronę chyba bez znaczenia, za każdym razem gdy tylko natrafi się do tego okazja, czyli np miało miejsce poprawianie koca czy poduszek na kanapie.

Kuchnia - królestwo na własność. W skrócie: cokolwiek zostanie tam dotknięte to musi zostać "spsikane" płynem i wytarte wraz z 2m kwadratowymi w okolicy. Przykłady: fotel żony stoi strategicznie między salonem, a kuchnią z jadalnią (dopiero teraz uświadomiłem sobie, jak idealna jest ta lokalizacja - poniekąd rozumiem nawet żony przywiązanie do tego fotela / miejsca). Z fotela widać każdy szczegół tych 2 pomieszczeń. Kiedy żona widzi, jak wyjmuję ze stolika RTV laptopa (zdarza mi się to może raz na miesiąc) to wiem, że już jest zła... na plamy, które zostawię na stole kuchennym (drewniany, fornir, kilka lat, żaden szał), to że już jest zła to wiem, bo dostaję informację słowno-werbalną w stylu "po co ten laptop wyjmujesz?" w tym pytaniu jest głębia - głębia dotycząca troski o czystość stołu. I rzeczywiście, 15 minut minęło, zwijam sprzęt, mijam stanowisko dowodzenia i kiedy wracam na kanapę żona właśnie "psik" płynem i cały stół ręczniczkami papierowymi do sucha. Mamy taką szafkę wiszącą w kuchni, nietypową, bo ma uchwyt do otwierania, w tej szafce trzymamy leki. Podchodzę, otwieram (najdelikatniej jak się tylko da, koniuszkiem palców łapiąc za uchwyt), zamykam, wlewam wodę do szklanki, popijam witaminę wodą i... żona niemalże w tej samej chwili - płyn, "psik" i ręczniczkami do sucha - 1m w górę od uchwytu, 1m w lewo od uchwytu (w prawo się nie da bo ściana jest), 1m kwadratowy blatu. Sprawdziłem i z szafkami obok (słodycze, szklanki, sztućce itp) i lodówką jest tak samo.. czyszczenie uchwytu wraz ze strefą buforową. Co ciekawe, czasami niby moje działania w kuchni są jakby niezauważalne, z reguły po niedawnej kłótni o obsesję sprzątania, i wtedy żona nie podbiega od razu, tylko po jakiejś chwili, chyba żebym nie wiedział, że ma to związek z moją obecnością w kuchni. Dla ciekawych dodam jeszcze, że lodówka to oczywiście INOX, ale już przy zakupie zwróciliśmy uwagę (już teraz też wiem czemu), żeby nie miała ona zewnętrznego uchwytu do otwierania, tylko u dołu drzwi taką wewnętrzna klamkę, nie widoczną z zewnątrz; inaczej mówiąc nie da się zostawić "palców" na lodówce. Z resztą też już nauczyłem się dotykać rzeczy w kuchni w taki sposób, żeby nie zostawiać śladów, ale wiem już też, że dla żony nie ma to kompletnie znaczenia. Jest nerwowa jak wchodzę do kuchni, jest nerwowa jak dotykam szafki, jak biorę szklankę, jak wlewam wodę, jak dotykam czajnika, jak wyrzucam śmieci (bo muszę dotknąć szafki), jak dotykam ekspresu do kawy (raz na 3 miesiące), jak dotykam stołu w jadalni, krzeseł, jak otwieram drzwi z jadalni na taras, bo zostają ślady.

Dziś, kolejna kłótnia o sprzątanie, bo wczoraj po raz kolejny zakazałem żonie traktować mnie jak brudasa i sprzątać, ustawiać, przestawiać, po każdym moim ruchu.. ...a tu dziś wychodzę ogarnąć auto, zdarzyło się, że zamknąłem za sobą garaż i musiałem wejść wejściem głównym, było zamknięte, więc pukam, żona otwiera, już zła bo wie, że bedę do garażu musiał zrobić 2 (słownie: dwa) kroki przez hol, ze starymi kamiennymi kaflami, na których nie da się brudu zobaczyć (nikomu innemu oprócz niej) więc robię te 2 kroki, staję na wycieraczce przed wejściem do garażu (mamy wycieraczkę przed i za wejściem, nawet logiczne, choć te wycieraczki w garażu, to żona raczej sobie życzy "na skarpetach" - nawet nie w kroksach używać, żeby nie pobrudzić, i do wykafelkowanej czystej kotłowni (pompa ciepła) / spiżarni na skarpetach właśnie z garażu wchodzić).. tak więc wracając, stoję na tej wycieraczce i mówię że "spokojnie, bo mega sucho na dworzu i nic na butach nie wniosłem", żona dopatruje się kilka sekund i o dziwo! faktycznie nic 🙂 sukces... ale chwilowy, bo wracam za 15 minut, oczywiście już też przebrany w garażu, a nie w holu i zdążyłem tylko do łazienki wejść, a żona już z mopem po holu goni, jednak coś musiało tam być 🙂 pytam: "jednak coś było?" - w odpowiedzi: "nie będziesz mi zakazywał umyć podłogę", znów wojna, bo przecież zakazałem...

Ślepa próba w kuchni: pokazuje żonie, że nie da się zobaczyć na tych naszych uchwytach od szafek śladów palców, śladów dotykania, chcę jej uświadomić, że to co ona robi, to jest obsesja, choroba, że chętnie pójdę razem z nią poszukać na to jakiejś pomocy, czytałem o nerwicy natręctw, i że to może być coś w tym rodzaju, że da się leczyć, że da się kontrolować, że to ona jest tym zniewolona, a przez to cierpi cała rodzina... Kłótnia to jeszcze jakaś wielka nie jest, raczej wymiana zdań, i mówię, że jej udowodnię, że nie da się zobaczyć tego brudu na uchwytach, tylko że ona go po prostu czuje, że on tam jest.. żona stoi przy kuchence, odgrzewa obiad, a ja otworzyłem szafkę i zamknąłem i proszę, żeby powiedziała mi, w którym miejscu złapałem za uchwyt, pokazując pomyliła się o kilka centymetrów (mamy takie długie uchwyty, chyba około 10-12cm), tłumaczy mi, że ją okłamuję; zawołałem naszą córkę (7), żeby ona potwierdziła; żona odwraca głowę, ja łapię i puszczam uchwyt, żona mówi, że tak się nie da, bo jak tak delikatnie się łapie, to wtedy się śladów nie zostawia, no więc trzecia próba; żona odwraca głowę, ja otwieram i zamykam szafkę, i oczywiście pokazuje kilka centymetrów od miejsca uchwytu (łapałem jak zwykle kciukiem i palcem wskakującym tylko, podchwytliwe na środku), co córka potwierdza, i tłumaczę żonie, że ten brud to tylko w głowie siedzi, że to na tle nerwowym coś musi być... No i się zaczęło: nie nawidzę cię, umrzyj, zniszczę cię, zniszczyłeś mi całe życie, gnębisz mnie, znęcasz i wytrząsasz się nade mną, jesteś brudasem jak cała twoja rodzina.. (jesteśmy raczej ludźmi ułożonymi z dobrych domów, uważam siebie i moją rodziną jak i żonę i jej rodzinę za ludzi kulturalnych).. Zakazałem znów sprzątać bez sensu i w sumie ucichło..

Siedzę na kanapie, dzieci poszły się do góry do swojego pokoju bawić i znów się zaczęło sprzątanie po nich na dole, układanie ich zabawek, poprawianie po nich poduszek i koca na kanapie, mimo że ja siedzę cały czas na drugim końcu tej sofy; no i okrzyk do córek u góry: "masz tam nie grzebać, nie wyjmować, bo ja wczoraj wycierałem tam" 🙂 Jutro budzik ustawiony na 3:10.

Co robić?

Edytowane przez radradrad
Interpunkcja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pójście razem do psychologa to moje marzenie; podrzuciłem też linki o nerwicy natręctw z wpisami o obsesyjnym sprzątaniu, ale w tym zagadnieniu nn jest zbyt dużo o powtarzalnych czynnościach typu sprawdzanie zamknięcia drzwi, zgaszenia światła itp.. i żona wyśmiała mnie, że ona sprząta po prostu normalnie i jej to nie dotyczy, że mam sam sobie to psychologa iść, mimo że nalegam, że pójdziemy razem, żeby ratować małżeństwo, to nic nie daje, ona nigdzie nie pójdzie.. nie chce; będę próbował codziennie ją namówić na jakąś wizytę, dopiero wczoraj uświadomiłem sobie powagę problemu...

Linki, które wysłałem żonie:

https://urodaizdrowie.pl/zdrowy-balagan-chory-porzadek

http://mojafigura.com/obsesyjne-sprzatanie/

https://www.google.com/amp/s/www.hellozdrowie.pl/artykul-obsesyjne-sprzatanie-nawyk-czy-choroba/amp/

Edytowane przez radradrad
Linki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×