Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Psycholog i psychoterapeuta z "piaskownicy"

Rekomendowane odpowiedzi

Określenie "piaskownica" odnosi się do braku doświadczenia. Wiadomo, każdy doświadczenie dopiero nabywa. Jak jednak zapatrujecie się na osoby, które dopiero skończyły studia psychologiczne/ kurs psychoterapeutyczny? Jak to wygląda od strony pacjenta i zaufania względem drugiej strony? Teoria nie jest równa praktyce. A zatem jak rozwiązać burzliwy problem "nauki na ludziach"? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem to jest tak, że często terapeuci, nie tylko ci niedoświadczeni, ale oni w szczególności, próbują wtłoczyć pacjenta w pewne ramy. Największy problem jest z ludźmi o nieco wyższym IQ. Sama tego doświadczam - terapia po prostu nie działa, bo jest skierowana do osób przeciętnych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Lilith napisał:

Określenie "piaskownica" odnosi się do braku doświadczenia. Wiadomo, każdy doświadczenie dopiero nabywa. Jak jednak zapatrujecie się na osoby, które dopiero skończyły studia psychologiczne/ kurs psychoterapeutyczny? Jak to wygląda od strony pacjenta i zaufania względem drugiej strony? Teoria nie jest równa praktyce. A zatem jak rozwiązać burzliwy problem "nauki na ludziach"? 

Mój terapeuta jest w trakcie certyfikacji i czuję wyraźnie, że jestem "pacjentem dydaktycznym". Absolutnie nie mogę się do niczego przyczepić, terapia przebiega lege artis, może właśnie ze względu na świeży, napakowany wiedzą ze studiów umysł, ale nie potrafię do końca zaufać, dać sobie pomóc. Nawet rozmawialiśmy o tym w czasie sesji i to dalej nierozwiązany problem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, Duża Mi napisał:

Absolutnie nie mogę się do niczego przyczepić, terapia przebiega lege artis, może właśnie ze względu na świeży, napakowany wiedzą ze studiów umysł, ale nie potrafię do końca zaufać, dać sobie pomóc

Bo zaufać jest ciężko. Kiedyś, jeszcze jak chodziłam do szkoły średniej i nie wiedziałam o istnieniu psychoterapii, moi nauczyciele, kiedy dowiedzieli się o moich problemach, zaprowadzili mnie do psycholog z PCPRu. To była młoda dziewczyna, dopiero po studiach. Zupełnie niedoświadczona. Po kilku miesiącach chodzenia do Niej wylądowałam w szpitalu z podciętymi żyłami. Po tym jak z niego wyszłam i pszyszłam do Niej, to rozpłakała się i powiedziała, że nie potrafi mi pomóc. Zostawiła mnie w najtrudniejszym momencie. Spowodowało to lata milczenia. Jak już wreszcie na terapię trafiłam ( moja terapeutka miała za sobą lata doświadczenia ), to przez bardzo długi czas nie byłam w stanie zaufać i się otworzyć. Terapeutka jednak nie zrezygnowała i jakoś po około roku ciszy w terapii zaczęłam z Nią rozmawiać. Mimo wszystko jednak - uraz pozostał i za żadne skarby świata nie jestem w stanie zaufać komukolwiek, kto nie ma doświadczenia w pracy z pacjentem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestme pierwszym i jedynym pacjentem, któremu moja psychoterapeutka prowadzi terapię. Natomiast jest Ona równoczesnie lekarzem psychiatrą z dość dużym doświadczeniem, więc od lat pracuje z pacjentami.

Oczywistym jest, że prowadzenie psychoterapii, a konsultacji lekatskich to dwie zupełnie różne rzeczy, bo jednak dochodzi relacja terapeutyczna, ale uważam, że Ona sobie bardzo dobrze z tym radzi.

Nie mogę Jej niczego zarzucić, chociaż jestem takim "eksperymentalnym" pacjentem to w żaden sposób mnie to zniechęciło. Wręcz czuję się nawet trochę dumna, że przyczyniam się do Jej rozwoju. Bardzo dobrze sobie radzi w tej relacji, z jednej strony daje mi ogrom wsparcia i troski, ale równocześnie utrzymuje ściśle określone granice. 

Osobiście nie przeszkadza mi brak doświadczenia terapeutycznego, najistotniejsze jest dla mnie to "coś", co się czuje w relacji terapeutycznej, dzięki czemu człowiek czuje się w niej bezpieczny, a dwa to mobilizuje go to do działania.

Wazniejsze dla mnie jest to, że psychoterapeuta ma założoną szczęśliwą rodzinę i prowadzi zrównowazony tryb życia, bo może też ogrom wiedzy czerpać z własnego doświadczenia.

Może być pschoterapeuta z ogromem doświadczenia, ale niekoniecznie zakończonych sukcesami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@uprisingczyli jednak ma doświadczenie w pracy z pacjentami. To jest bardzo istotne. Gorzej, jak ktoś jest dopiero po studiach i nie ma w ogóle doświadczenia poza praktykami. Teoria pracy z ludźmi, a rzeczywista praca z ludźmi, to dwie inne rzeczy. Myślę, że Twoja terapeutka nie jest "z piaskownicy" przez wzgląd właśnie na wieloletnią praktykę psychiatryczną. Ogólnie uważam, że to jest jedna z najlepszych opcji, na jaką można trafić. Psychiatra i psychoterapeuta w jednym. Jednak osoba, jeden sposób leczenia i ogromna znajomość pacjenta pod każdym względem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja T jest w trakcie szkolenia, jak zaczynałam do niej chodzić była na 3 roku, teraz jest na 4. Zapytałam ją wprost czy miała taki przypadek jak mój czy w trakcie praktyk czy pierwszych miesięcy gdzie mogła przyjmować pacjentów to odpowiedziała, że nie.

Czy czuje brak doświadczenie?  Przez kilka pierwszych tygodni czułam, że wali trochę na oślep, ale z drugiej strony była otwarta na jakiekolwiek uwagi czy sugestię z mojej strony. Plusem dla mnie jest to, że jako świeżak bardzo sztywno trzyma się wyznaczonych granic relacji na które ja notorycznie robię zamach. Nie czuję by eksperymentowała na mnie. Duży plus dla niej, że nie wystraszyła się ani kwestii cięcia (nie uciekła w groźby, szantaż), ani intensywnych ms co wiem, że bywa problemem u młodych T. Podobnie nie bała się zasugerować wizyty u psychiatry i włączenia leków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 20.02.2019 o 14:52, el33 napisał:

Duży plus dla niej, że nie wystraszyła się ani kwestii cięcia (nie uciekła w groźby, szantaż), ani intensywnych ms co wiem, że bywa problemem u młodych T.

Też się z tym spotkałam. Szantaż i groźby to jedno - teksty typu: jak Ci przyjdzie ochota na cięcie się, to zjedz czekoladę, to będzie Ci lepiej, albo: na świecie jest tyle cierpienia i gorszych problemów niż Twoje i ludzie jakoś żyją. Nie wstyd Ci, że się tniesz, kiedy ktoś na drugim końcu świata umiera z powodu głodu? 

Wpędzanie w poczucie winy i wstyd, gdzie stanowi to gwóźdź do trumny, a nie pomoc. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na pewno widzę różnice odnośnie pewności siebie jak rozmawiam z psychiatrą (duże doświadczenie), a z T. Ciężko to ując w słowa, ale odczuwam to po sposobie zadawania pytań przez psychiatrę, nie ucieka od "ciężkiego" nazewnictwa, wiele pytań zadaje wprost i potrafi zachęcić do odpowiedzi, wpleść pewne wątki w wypowiedź, że tak do końca człowiek nie wie, że powiedział więcej niż zamierzał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
W dniu 17.02.2019 o 11:35, z o.o. napisał:

Moim zdaniem to jest tak, że często terapeuci, nie tylko ci niedoświadczeni, ale oni w szczególności, próbują wtłoczyć pacjenta w pewne ramy. Największy problem jest z ludźmi o nieco wyższym IQ. Sama tego doświadczam - terapia po prostu nie działa, bo jest skierowana do osób przeciętnych.

Uważam, że gdybyś trafiła na psychoterapeutę z porównywalnym lub wyższym IQ od twojego, mogłoby coś z tego wyjść. Terapeuci też mają różny poziom inteligencji i niektórzy mogą po prostu nie być na twoim poziomie, "nie doganiają" cię i stąd te odczucia. Terapeuta o odpowiednio wysokim poziomie inteligencji byłby dużo bardziej elastyczny, mniej schematyczny i odczułabyś to pewnie.

 

Edytowane przez wTymTygodniu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@wTymTygodniu a więc tak, podsumujmy moje wymagania: inteligentny, kompetentny, na NFZ i żeby chociaż raz na dwa tygodnie. No i Warszawa lub Legionowo. Impossible.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 25.02.2019 o 11:21, el33 napisał:

Na pewno widzę różnice odnośnie pewności siebie jak rozmawiam z psychiatrą (duże doświadczenie), a z T. Ciężko to ując w słowa, ale odczuwam to po sposobie zadawania pytań przez psychiatrę, nie ucieka od "ciężkiego" nazewnictwa, wiele pytań zadaje wprost i potrafi zachęcić do odpowiedzi, wpleść pewne wątki w wypowiedź, że tak do końca człowiek nie wie, że powiedział więcej niż zamierzał.

I czegoś takiego bym chciała w odniesieniu do psychoterapii. Umiejętności rozmowy z pacjentem, a nie tylko słuchania i zadawania książkowych pytań. Książki, to sama mogę przeczytać.

W dniu 25.02.2019 o 12:47, z o.o. napisał:

@wTymTygodniu a więc tak, podsumujmy moje wymagania: inteligentny, kompetentny, na NFZ i żeby chociaż raz na dwa tygodnie. No i Warszawa lub Legionowo. Impossible.

Myślisz, że w stolicy nikogo takiego nie znajdziesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam dziś pierwsze spotkanie z psychoterapeutką. Na pewno nie ma certyfikacji. Wyczytałem, że jest w trakcie jakiegoś kursu doszkalającego. Zajmuje się niby psychologią, socjoterapią i psychoterapią. 

Trochę się obawiam, bo nigdy nie mialem takiego spotkania. Sam się zastanawiam czy to ma sens i mi pomoże. W sumie nic się nie stanie jak pójdę. Przecież zawsze moża zmienić osobę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

najpierw muszę lekami doprowadzić się do normalnego stanu, a potem zobaczymy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, z o.o. napisał:

najpierw muszę lekami doprowadzić się do normalnego stanu, a potem zobaczymy

Rozumiem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, Lilith napisał:

I czegoś takiego bym chciała w odniesieniu do psychoterapii. Umiejętności rozmowy z pacjentem, a nie tylko słuchania i zadawania książkowych pytań. Książki, to sama mogę przeczytać.

Za pracę z takim psychoterapeutą byłabym skłonna płacić. Chociaż tak na prawdę nie wiem czy terapia poszła by szybciej, co by się zmieniło. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@el33myślę, że niewiele. Może odrobinę szybciej byś się przełamała w niektórych kwestiach, ale nic więcej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Lilith napisał:

@el33myślę, że niewiele. Może odrobinę szybciej byś się przełamała w niektórych kwestiach, ale nic więcej...

Dokładnie. Więc póki mam na nfz, zapewnioną stałą godzinę i dzień to nie będę tego zmieniać. Trochę się obawiam limitów nfz, ale o to muszę dopytać jak rozwiązać ten problem by kontynuować bez przerwy. Chyba, że ktoś ma jakiś pomysł jak to można załatwić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 2.03.2019 o 10:24, el33 napisał:

Dokładnie. Więc póki mam na nfz, zapewnioną stałą godzinę i dzień to nie będę tego zmieniać. Trochę się obawiam limitów nfz, ale o to muszę dopytać jak rozwiązać ten problem by kontynuować bez przerwy. Chyba, że ktoś ma jakiś pomysł jak to można załatwić

Kiedyś ( nie wiem, jak to wygląda obecnie ) terapeutka powiedziała, że pacjenci robią miesiąc przerwy, a później idą do lekarza po skierowanie i wpisują się zwyczajnie na listę oczekujących zaczynając formalnie nową terapię. Jak jest obecnie i czy takie coś przejdzie - nie wiem. Ale to zawsze jakiś punkt zaczepienia, żeby podpytać. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Lilith napisał:

Kiedyś ( nie wiem, jak to wygląda obecnie ) terapeutka powiedziała, że pacjenci robią miesiąc przerwy, a później idą do lekarza po skierowanie i wpisują się zwyczajnie na listę oczekujących zaczynając formalnie nową terapię. Jak jest obecnie i czy takie coś przejdzie - nie wiem. Ale to zawsze jakiś punkt zaczepienia, żeby podpytać. 

Dzięki z informację, spróbuję zagadać w rejestracji lub z T. Mi się obiło o uszy, że wystarczy mieć nowe skierowanie z innym rozpoznaniem niż poprzednio. Muszę dopytać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, el33 napisał:

Dzięki z informację, spróbuję zagadać w rejestracji lub z T. Mi się obiło o uszy, że wystarczy mieć nowe skierowanie z innym rozpoznaniem niż poprzednio. Muszę dopytać.

To też jest jakiś pomysł. A orientowałaś się na jakim etapie Ty jesteś, jeśli chodzi o limity?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, Lilith napisał:

To też jest jakiś pomysł. A orientowałaś się na jakim etapie Ty jesteś, jeśli chodzi o limity?

dochodzę do 40 sesji. I mam wątpliwość jak jest liczony limit. Czy to jest 50/52 sesje na rok czy na dane skierowanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, el33 napisał:

dochodzę do 40 sesji. I mam wątpliwość jak jest liczony limit. Czy to jest 50/52 sesje na rok czy na dane skierowanie.

Mnie terapeutka powiedziała na setnej sesji, że trzeba zrobić przerwę przez wzgląd na NFZ. Ale tak się złożyło, że terapia została zakończona. Cały czas leciałam na tym samym skierowaniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×