Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nerwica a poważne problemy?


wxzyz

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, mam prawie 18 lat i szczerze już powoli pęka mi głowa od tego wszystkiego. Zaczynając od początku - w mojej rodzinie były problemy z alkoholem i już jako 5-6 letnie dziecko miałem sporo lęku, płaczu i tak dalej (czy zaliczam się już do DDA?). Potem trochę się ustabilizowało, ale jak tak patrzę w tył to miałem lekkie objawy nerwicy już w wieku 13 czy 15 lat - a to ustawianie przedmiotów, żeby były równo, a to upewnianie się kilka razy co do odbycia się spotkania, przy kłótni z mamą też często odczuwałem albo potrzebę rzucenia jakimś przedmiotem albo uderzania samego siebie, ale jakoś dawało się żyć.

Potem, gdy miałem już 16 lat nagle uderzył mnie ogromny lęk przed konkretną rzeczą, sprawa ta nie dawała mi spać przez kilka nocy, aż w końcu poszedłem na ostatnich siłach do psychologa i psychiatry. Bywało raz lepiej i raz gorzej, ale generalnie problem w większości został zażegnany. Przestałem więc wtedy po paru miesiącach brać leki, potem zaczęły się zabawy z używkami - benzodiazepiny, stymulanty, jakieś psychodeliki i tak dalej, no ale do pewnego momentu wszystko było okej. Aż pewnego dnia przy zażyciu psychodelicznej substancji znów złapał mnie lęk, krótki ale jednak intensywny - szybko przeminął i ja o całej sprawie też jakoś zapomniałem, aż do następnej przygody około tydzień potem. Wtedy to złapało mnie jeszcze bardziej i nie odpuszczało dłużej w zasadzie cały czas aż minęło kilka godzin, po tej całej sytuacji uznałem, że moja zabawa z takimi substancjami chyba musi dobiec końca. No i tak minął znów około tydzień, postanowiłem napić się wieczorem lampki wina do drobnej pracy przy komputerze, aż tu bum - znajomy napad lęku powrócił. Uderzał trzy razy, ale jakoś dosyć szybko mijał. Mimo wszystko zasnąć mi się nie udało, oglądałem jakiś film i znów panika, ogromne zmęczenie, no ale jakoś udało się po wypiciu ciepłej herbaty zasnąć na godzinę, a potem pójść do rodzinnego lekarza po tabletki, które brałem wcześniej. Bez problemu je dostałem + doraźnie klonazepam, a później alprazolam. Musiało mi to wystarczyć, bo miałem tygodniowy wyjazd i nie mogłem iść do psychiatry tak szybko.

No ale jak możecie się domyślić benzodiazepiny szybko się skończyły i tu zaczęły się dziwne awantury. Najpierw u lekarza, który nie chciał mi ich przepisać, ale nie czułem się uzależniony - po prostu byłem strasznie nerwowy i czułem się bezpieczniej wiedząc, że mam taki o uspokajacz w kieszeni, który zadziała od razu. No ale czas mijał, ja tylko po odstawieniu benzodiazepin byłem nerwowy dzień czy dwa i zostałem na samym citabaxie, który przyjmuję w 5mg dziennie. Teraz ataki paniki są słabe i rzadkie, ale wciąż czuję, że mam ogromny bałagan w głowie i lęk temu towarzyszy, tyle że teraz nie napada tak gwałtownie.

Wybaczcie za przydługi wstęp, ale starałem się jak najdokładniej określić swoją sytuację. Mam teraz dwa główne problemy. Pierwszy to agresja, która skumulowała się we mnie do takiego stopnia, że jeśli tylko coś nie idzie po mojej myśli to od razu załącza mi się straszny agresor. Z nikim się nigdy nie biłem z tego powodu do tego poniedziałku, kiedy to ojciec (tylko z nazwy) tak mnie zdenerwował, że miałem po prostu ochotę mu przywalić za to jakie miałem dzieciństwo i jakie życie mam teraz, bo obwiniam głównie go za swoje problemy. Poza tym jest też pewna dziewczyna, którą niby raz kocham, a raz nie, ale czasem potrafi mnie tak strasznie zirytować byle jakim powodem, że poważnie odczuwam lęk, że kiedyś zrobię coś głupiego. Agresja jest największa w domu i skierowana w moich rodziców, ale nigdy nie podniosłem ręki na nikogo innego. Po prostu boję się, że przez to mogę kiedyś mieć kłopoty i zrobić coś naprawdę głupiego, za co mogą mnie przykładowo zamknąć w szpitalu na lata. Może wydaje się śmieszne, ale poważnie męczy mnie ten problem, chociaż w grupie nieznajomych byłem raczej zawsze stojącym z boku introwertykiem.

 

Druga sprawa to właśnie uczucia. Wspominałem wyżej, że zdarza mi się czuć zakochanie, ale albo pojawia się i znika, albo jest nieprzerwanie, tylko że słabe i znika po tygodniu. Do czasu aż owa koleżanka sobie kogoś po mnie nie znalazła, teraz emocje zgromadziły się we mnie bardzo mocno i czuję ogromną zazdrość, ale nadal nie mam pojęcia, czy jestem zakochany - wytłumaczy mi ktoś o co chodzi? Generalnie mam problem z zakochaniem się i w stałym związku ostatni raz byłem jakoś dwa i pół roku temu, kiedy to w moim wieku takie coś pojawia się praktycznie ciągle. Owy problem też spędza mi sen z powiek, czuję się szczerze źle z tą samotnością, ale jak kogoś znajduję to robię takie cyrki, że jednak mi się odwiduje dosyć szybko wszystko. Zupełnie nie rozumiem swojego zachowania.

Doradzi mi ktoś, co robić w takiej sytuacji i czy moje lęki oraz smuty są uzasadnione?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×