Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Ateiści i osoby wierzące - problem dialogu ze sobą?

Rekomendowane odpowiedzi

5 godzin temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Z Dawkinsem mnie to przekonuje, co napisałeś. Natomiast wtedy w żaden sposób nie różni się on dla mnie od innych "mówców duchowych", tyle że on nakłania do niewiary.

 

Nakłania, pokazując w jaki sposób uzasadnić ateizm. Tyle się to różni od klasycznego ateizmu, że jest tu jednoczesny zarzut skierowany do wiary w coś ponadnaturalnego. Zarzut irracjonalizmu.

I jest to potrzebne, przynajmniej w tym momencie. W USA na przykład przyznać się do ateizmu to często społeczne samobójstwo. Religie zagarniają przestrzeń życiową, np. poprzez wycofywanie nauki o ewolucji ze szkół, a w krajach muzułmańskich ateistów się otwarcie tępi.

Potrzebny jest taki silny światowy ruch ateistyczny i reprezentanci ateistów w debatach światopoglądowych.

Takich co pokażą innym ateistom, że nie mają się wstydzić i ukrywać swojego ateizmu, że racja jest po ich stronie i jak tych racji bronić, kiedy np. ktoś się ich zapyta "a kto stworzył świat".

Reprezentanci głośni, tak żeby wszyscy słyszeli i faktycznie zasięg tych nowych ateistów jest bardzo duży.

Jest też bardzo ważne, żeby oddzielić naukę od tego, co z nauką nic wspólnego nie ma na przykład astrologia.

Jest masa naciągactwa np. na cudowne metody leczenia i uczenie ludzi sceptycyzmu i racjonalizmu jest potrzebne, bo szkołom nie do końca to wychodzi. Ateizm w wydaniu nowych ateistów, to nie tylko niewiara w bogów ale też pewna postawa krytycznego myślenia, które wbrew pozorom jest w zaniku z tego co ostatnio czytałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, nvm napisał:

Odkładając polityczną poprawność na bok: osoba wierząca powinna jak najszybciej nawrócić ateistę, by uratować jego duszę przed piekłem. Przecież to dla jego dobra, na litość boską! Czy naprawdę tak trudno to zrozumieć?

Żarty się Ciebie trzymają 😄ale.To dobrze,bo tu ostanio.Wszyscy smutni chodzą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Wielki Selfini napisał:

Jest masa naciągactwa np. na cudowne metody leczenia i uczenie ludzi sceptycyzmu i racjonalizmu jest potrzebne, bo szkołom nie do końca to wychodzi. Ateizm w wydaniu nowych ateistów, to nie tylko niewiara w bogów ale też pewna postawa krytycznego myślenia, które wbrew pozorom jest w zaniku z tego co ostatnio czytałem.

Tak, jest potrzebne. Natomiast jestem gorącą zwolenniczką, żeby nauczyć wszystkich ludzi krytycznego myślenia - niezależnie od tego, czy są katolikami, ateistami, buddystami. Wyznawanie religii nie zwalnia z obowiązku myślenia. 

Nie wiem, jakie realia panują w Ameryce, natomiast u nas statystyki statystykami, ale ja znam bardzo mało wierzących ludzi. Naprawdę wierzących ;). Ateistów za to spotkałam bardzo dużo. W krajach islamskich wiele rzeczy się tępi. 

Sądzę, że raczej dla ludzi w moim wieku - czyli dwudziestoparolatków - dużo głupiej przyznać się do bycia katolikiem aniżeli ateistą ;). Ta koncepcja ateizmu, o której piszesz, jest głęboka, natomiast nie jest niestety to regułą, że ateista = miłośnik nauki. 

 

A tak w ogóle i religię, i naukę stworzył człowiek. Dlaczego wobec pierwszej mamy być tak krytyczni, a wobec drugiej wcale? Za tysiąc lat okaże się, że my też w pewnych obszarach nie mamy teraz racji.  Tzn. się nie okaże, bo według ateistów będziemy leżeć w piachu, a według katolików pewnie smażyć się w piekle 😜.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie każdy ateista,to dobry człowiek.Ja jestem ateistą ,zakochany w Pogaństwie.I jestem kochany niunio.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alicja, ale przecież nauka jest bardzo samokrytyczna ;) wszystko co głosi podlega takiemu samemu, a nawet większemu rygorowi dowodowemu co religia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ma co krytykować czyichś poglądów tylko dlatego, że są nienaukowe, religijne, gorzej jak te poglądy są narzucane. Katolicyzm już coraz mniej się narzuca, ale w dalszym ciągu głowy kościoła stanowczo protestują przed wyprowadzeniem religii poza mury szkolne. Mało tego, protestują przed możliwością by uczeń sam się zwolnił z religii. Był też pomysł by to kościół finansował lekcje religii, to wzbraniają się.

Więc ja krytykuje kościół a nie wierzących, oni sami często nie chcą religii w szkołach bo to ją spłyca rzekomo. Prędzej czy później jednak religie znikną ze szkół bo 3/4 społeczeństwa tego nie chce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, Wielki Selfini napisał:

Alicja, ale przecież nauka jest bardzo samokrytyczna ;) wszystko co głosi podlega takiemu samemu, a nawet większemu rygorowi dowodowemu co religia.

Oczywiście, że nauka jest samokrytyczna. Czy ja napisałam, że nie jest?

Samokrytyczni nie są niektórzy ateiści, którzy właśnie tę naukę traktują bez żadnej, najmniejszej nawet dozy krytyki i "wyśmiewają' wierzących, że oni to wierzą w istnienie Wróżek Zębuszek, udowadniając przy tym, że znaczenie pojęcie "wiara" jest im bardzo, bardzo obce. 

(Nie żebym twierdziła, że wierzący nic nie mają na sumieniu. Piszę po prostu teraz o niektórych ateistach, którzy pozjadali wszystkie rozumy.)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Możliwość rozmawiania ze sobą bez kłótni mimo skrajnie różnych poglądów to raczej jest kwestia pokory. Jeżeli rozmawiający jej nie mają to pokłócą się nawet o wyższość buraka nad pomidorem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie sądzę, by wierzący i ateiści prowadzili na dłuższą metę pokojową dyskusję, zawsze będzie dochodzić do kłótni. Częściej chyba wierzący zaczynają kłótnie na forach (no albo ja trafiam głównie w takie tematy gdzie agresję zaczyna ktoś wierzący)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sądzę, że wierzący znacznie częściej są agresywni w stosunku do ateistów niż odwrotnie. Wynika to z ekspansywnej natury większości religii. Ich wyznawcy (m.in. katolicy) mają obowiązek przestrzegania boskich nakazów i nawracania niewiernych, na co dzień. Stąd też ludzie wierzący i praktykujący z reguły opowiadają się za wpływem kleru na codzienność ogółu społeczeństwa, kształt obowiązujących ustaw, wieszaniem symboli religijnych w instytucjach publicznych, katechezą w szkołach publicznych itp. Niemal każda religia mówi, że to właśnie ona jest jedynie słusznym sposobem na życie, że to jej kodeks moralny ma wartość uniwersalną, ogólnoludzką, pomimo tego że każda głosi idee nieweryfikowalne przez człowieka za jego ziemskiego życia, a to już prosta droga do fundamentalizmu w polityce, wojen religijnych etc.. Ateizm z kolei religią nie jest, dlatego też ateiści z reguły są tolerancyjni w stosunku do wierzących, choć zdarzają się wojujący fanatycy, dla których "oświecanie ciemnogrodzian" na siłę jest codzienną obsesją.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Alien81mądre słowa. Trochę mnie rozbawiło ostatnie zdanie i skojarzyło się z usłyszaną kiedyś rozmową na zebraniu Świadków Jehowy. Stałam obok grupki starszych ludzi, którzy rozmawiali o tym, że "światusy" tak naprawdę nie wiedzą, co się dzieje i "Naszą" misją jest im to uzmysłowić. Uważali, że wszyscy oprócz Nich są delikatnie rzecz ujmując niedoinformowani. Przez ten czas, kiedy byłam "w środku" bardzo mnie raziła pogarda dla wszystkich dookoła, która była skrywana przed światem zewnętrznym pod płaszczykiem pięknych słów, uśmiechów, uprzejmości i obsesja na punkcie wyższości i oświecenia pozostałych "biednych" ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że stawianie na samym początku kwestii ateiści kontra reszta świata jest błędne i jest pytaniem wtórnym, a właściwym pytaniem jest o różnice religijne ogółem. Większość tych zagadnień ma szczególne znaczenie w związkach i małżeństwach. Być może agnostyczce z tendencjami do ateizmu będzie łatwiej się dogadać z protestantem albo ŚJ jak na przykład prawosławnej z muzułmaninem lub buddystą? Czemu nie. Z rozmów ze znajomymi i lektury wiem, że największe problemy dotyczą:

- kwestii seksu przed ślubem ("pieszczoty" w 99% to też seks)

- kwestii ślubu (brak, państwowy, wyznaniowy, wyznaniowy jednostronny lub mieszany)

- antykoncepcji i "pieszczot"

- planowania liczby dzieci i ich wychowania

- in vitro i aborcja

Nie spotkałem się za to by ktoś w związku spierał się o takie rzeczy jak kwestia pochówku czy formy obchodzenia tradycyjnych świąt.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam kolegę z którym rozmawiam prawie tylko przez telefon i jest on  Świadkiem Jehowy. Jak on zacznie mówić o tych swoich mądrościach religijnych, że Jehowa to, że Jehowa tamto itp. to zaczyna mnie to denerwować. Jak ja mu mówię że nie wierzę w Boga to znowu on się złości. Na to wychodzi że oboje nie akceptujemy siebie na tle swoich przekonań dotyczących wiary.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, Lilith napisał:

@Alien81mądre słowa. Trochę mnie rozbawiło ostatnie zdanie i skojarzyło się z usłyszaną kiedyś rozmową na zebraniu Świadków Jehowy. Stałam obok grupki starszych ludzi, którzy rozmawiali o tym, że "światusy" tak naprawdę nie wiedzą, co się dzieje i "Naszą" misją jest im to uzmysłowić. Uważali, że wszyscy oprócz Nich są delikatnie rzecz ujmując niedoinformowani. Przez ten czas, kiedy byłam "w środku" bardzo mnie raziła pogarda dla wszystkich dookoła, która była skrywana przed światem zewnętrznym pod płaszczykiem pięknych słów, uśmiechów, uprzejmości i obsesja na punkcie wyższości i oświecenia pozostałych "biednych" ludzi.

Co do ŚJ racja, z tym że im akurat religia zabrania angażowania się w politykę, więc przynajmniej pod tym względem są nieszkodliwi w przeciwieństwie do fanatyków muzułmańskich, katolickich, protestanckich czy żydowskich.

 

17 godzin temu, Asembler napisał:

Myślę, że stawianie na samym początku kwestii ateiści kontra reszta świata jest błędne i jest pytaniem wtórnym, a właściwym pytaniem jest o różnice religijne ogółem. Większość tych zagadnień ma szczególne znaczenie w związkach i małżeństwach. Być może agnostyczce z tendencjami do ateizmu będzie łatwiej się dogadać z protestantem albo ŚJ jak na przykład prawosławnej z muzułmaninem lub buddystą? Czemu nie. Z rozmów ze znajomymi i lektury wiem, że największe problemy dotyczą:

- kwestii seksu przed ślubem ("pieszczoty" w 99% to też seks)

- kwestii ślubu (brak, państwowy, wyznaniowy, wyznaniowy jednostronny lub mieszany)

- antykoncepcji i "pieszczot"

- planowania liczby dzieci i ich wychowania

- in vitro i aborcja

Nie spotkałem się za to by ktoś w związku spierał się o takie rzeczy jak kwestia pochówku czy formy obchodzenia tradycyjnych świąt.

Trafne spostrzeżenie. Religie w takich przypadkach często bywają źródłem konfliktów, choć nie jest to regułą. Ja akurat znam przypadek małżeństwa mieszanego katoliczki z ewangelikiem. Ona pochodziła ze wsi pod Rzeszowem, on ze wsi na Śląsku Cieszyńskim (ten region jest centrum polskiego luteranizmu). Zawarli ślub mieszany, mieli czworo dzieci - wszystkie wychowywane w wierze katolickiej. Facet miał problemy z alkoholem, natomiast jej rodzina spod Rzeszowa i cała społeczność z owej wioski w zasadzie ją "wyklęła" za małżeństwo z "heretykiem". Co ciekawe, nie było dla nich problemem jego chlanie, lecz jego wyznanie. Zresztą jego dalsza rodzina również jątrzyła pomiędzy nimi (i nie jest to jedyny znany mi przypadek takiego jątrzenia). Ostatecznie rozstali się i żyli w separacji, on już od kilkunastu lat nie żyje. Przykre.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 20.01.2019 o 14:46, Lilith napisał:

Jak myślicie czy ateiści i osoby wierzące są w stanie prowadzić ze sobą dialog bez kłótni? 

W sprawach niedotyczących religii jasne, że tak. 

Jeśli natomiast chodzi o religię, to nie. Zresztą piękny przykład stanowi pierwsza odpowiedź w tym temacie, której udzielił Człowiek_z_księżyca. Każdy uważa, że wie najlepiej. Wierzący mają poczucie wyższości moralnej, a ateiści wyższości intelektualnej. De facto każda rozmowa to jakiś spór. Sensem jest chyba tylko obronienie swojej racji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith trudne jak cho#era XD Wyobrazam sobie, ze ludzie musieliby  znowu wyewoluowac zeby cos takiego osiagnac, ale moze jakis cud sie zdarzy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 20.01.2019 o 14:46, Lilith napisał:

Wszyscy jesteśmy ludźmi, ale...no właśnie. Nie zawsze ludzie potrafią zaakceptować różnice. W tym konkretnym temacie mam na myśli osoby wierzące < bez rozgraniczania na różne religie >  na jednym krańcu, a ateistów na drugim. Jeśli pojawia się dyskusja na temat wiary, to niemal natychmiast dochodzi do kłótni. Jak myślicie czy ateiści i osoby wierzące są w stanie prowadzić ze sobą dialog bez kłótni? 

Według mnie problem w tym, że ateiści, którzy się angażują w dyskusje, są często przepełnieni negatywnymi emocjami względem Kościoła i religii, mają jakiś uraz i szukają miejsca, żeby wyładować swoje frustracje. Są to często osoby, które uważają "normy katolickie" za zbyt restrykcyjne, a jednocześnie czują pewną wewnętrzną opresję w związku z np. katolickim wychowaniem czy wiarą w Boga, której próbują się pozbyć. Występują też często ze stanowiska pogardy, stosując określenie typu "ciemnogród", 'zabobon", "średniowiecze", lokują się po stronie ludzi oświeconych i obeznanych z nauką, choć często nie mają o niej pojęcia.

Ateiści, którym sprawy religii są obojętne czy mają bardziej neutralne emocje, rzadziej się angażują w takie dyskusje, bo interesują ich inne tematy.

Znam również ateistów, z którymi mogę się doskonale porozumieć i którzy dyskutują zupełnie inaczej.

Wydaje mi się też, że bardziej dialogowe i akceptujące podejście ma się w relacjach osobistych, internet działa na innych prawach. Przynajmniej u mnie tak jest, bo z prawdziwymi znajomymi, z którymi się spotykam osobiście, nie toczę żadnych dyskusji, kłótni. Chyba że bardzo chcą i prowokują, ale i tak niespecjalnie mi się chce i raczej nie mam ochoty rozwijać takich relacji.

W relacjach osobistych widzi się człowieka jako całość, a każdy człowiek ma raczej jakieś zalety i dobro w sobie, więc nie ma trudności, aby się nawzajem akceptować. W internecie widzi się tylko wypowiedzi na wyrywkowe tematy i przeciwników w wojnie kulturowej, która się toczy poza nami, czy tego chcemy czy nie i nakręca toksyczne emocje.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 15.02.2019 o 15:39, refren napisał:

Ateiści, którym sprawy religii są obojętne czy mają bardziej neutralne emocje, rzadziej się angażują w takie dyskusje, bo interesują ich inne tematy.

Niekoniecznie. Może nie uczestniczą w dyskusji, ponieważ właśnie toksyczne emocje, które opisałaś im przeszkadzają, żeby zacząć się udzielać?  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ateiści z definicji swojej nazwy się angażują? Nie angażują to się ci co dojrzali/znudziło im się brać udział w tak absurdalnej bezcelowej dyskusji, są poza tematem religii wszelakiej. Nie wiem nawet jak się teraz taka postawa nazywa fachowo. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, atonement napisał:

Nie angażują to się ci co dojrzali/znudziło im się brać udział w tak absurdalnej bezcelowej dyskusji, są poza tematem religii wszelakiej.

To jest Twoje zdanie, że dyskusja na temat religii jest bezcelowa. Uważam, że dyskusje odnośnie religii są potrzebne. Bardzo często to właśnie na ich podstawie można zobaczyć, jak dana osoba myśli, czy potrafi kontrolować emocje, dyskutować czy zwyczajnie rzuca się jak wesz na grzebieniu nie podając argumentów na poparcie własnego zdania. W ten sposób i o samym człowieku można się czegoś dowiedzieć. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Świetnie, znowu nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi, ucinając jej połowę i łącząc z moim zdaniem a nie faktem, o którym napisałem- kim są ci, którzy się nie angażują w dyskusje religijne i dlaczego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×