Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Ateiści i osoby wierzące - problem dialogu ze sobą?

Rekomendowane odpowiedzi

Wszyscy jesteśmy ludźmi, ale...no właśnie. Nie zawsze ludzie potrafią zaakceptować różnice. W tym konkretnym temacie mam na myśli osoby wierzące < bez rozgraniczania na różne religie >  na jednym krańcu, a ateistów na drugim. Jeśli pojawia się dyskusja na temat wiary, to niemal natychmiast dochodzi do kłótni. Jak myślicie czy ateiści i osoby wierzące są w stanie prowadzić ze sobą dialog bez kłótni? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jako ludzie są, przecież rozmawiamy z różnymi ludźmi na co dzień. Natomiast w dyskusji na temat istnienia boga, nie są w stanie rozmawiać z tej prostej przyczyny, że ateiści stoją na wyższym poziomie rozwoju intelektualnego niż wierzący. Wierzący nie będą w stanie zrozumieć ateisty, bo są zwyczajnie głupsi. Tylko ludzie na tym samym poziomie rozwoju mogą ze sobą rozmawiać bez kłótni i rozumieć się nawzajem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie potrafię dyskutować z księdzem. Ubrałem się porządnie na kolędę, była kilka dni temu :D 

Byłem równie czarny jak ksiądz, czarny garnitur, czarny krawat, czarna koszula i czarne buty. 

Cała nasza dosyć długa rozmowa polegała na ingerowaniu w moje życie prywatne i że taki ktoś jak ja, powinien się ożenić i mieć dzieci. Broniłem się jak mogłem, powiedziałem, że zamiast leków biorę narkotyki (ministranci się ze mnie śmiali :mrgreen:). 

Mój czuły punkt jest taki, że nie lubię jak inni ludzie mówią mi jak mam żyć - a zawód księdza polega na tym, że zajmuje się tym non stop, naucza i mówi o czymś, o czym nie ma pojęcia.

@Człowiek_z_księżyca a co byś zrobił gdyby udowodniono na 100%, że bóg nie istnieje i miał w szpitalu umierającą bliską osobę, bardzo wierzącą. Czy należy jej powiedzieć, że boga nie ma i że czeka ją pustka/nicość? Czy może okłamać i dać nadzieję skoro całe życie wierzyła? Tak pytam z ciekawości :D 

Tendencja jest taka, że to młodzi pierdo*lą religię i widzą to zakłamanie, ludzie starsi często maja zabetonowane umysły i tam się już nic nie zmieni. 

 

Osobiście byłem poza ciałem, miałem nieraz LD, to nie może być projekcja mózgu, ten kto tego nie przeżył i robi z siebie eksperta, powinien się stuknąć w głowę. To są przeżycia mistyczne i duchowe, a nie jakieś farmazony z ambony złoto i dolary. Ja już jestem stary, ale młode pokolenie smartfonowców pogoni te czarną szarańczę tam skąd przyszła. 

 

PS

Kocham wszystkich ateistów, satanistów, katolików, buddystów oraz żydów, pod warunkiem, żeby się nie wtrącali w moje życie i mi nie narzucali niczego jak w danym momencie nie chcę. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, Liber8 napisał:

a co byś zrobił gdyby udowodniono na 100%, że bóg nie istnieje i miał w szpitalu umierającą bliską osobę, bardzo wierzącą. Czy należy jej powiedzieć, że boga nie ma i że czeka ją pustka/nicość? Czy może okłamać i dać nadzieję skoro całe życie wierzyła?

Oczywiście, że kłamać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Lilith napisał:

Wszyscy jesteśmy ludźmi, ale...no właśnie. Nie zawsze ludzie potrafią zaakceptować różnice. W tym konkretnym temacie mam na myśli osoby wierzące < bez rozgraniczania na różne religie >  na jednym krańcu, a ateistów na drugim. Jeśli pojawia się dyskusja na temat wiary, to niemal natychmiast dochodzi do kłótni. Jak myślicie czy ateiści i osoby wierzące są w stanie prowadzić ze sobą dialog bez kłótni? 

O dialog ciężko bo obydwie strony uważają że mają rację i okazują poczucie wyższości jedni że są mądrzejsi ze nie wierzą w te bzdury a drudzy uważają że ci drudzy są jakoś upośledzeni, ułomni ze nie dostrzegają działania boga. Osobiście ja jako ateista bardziej akceptuje wierzących niż oni mnie, chcą nawracać, dopytują dlaczego nie wierzę , nawet mówią coś w stylu, nie wierzysz bo masz za dobrze i nie doświadczyłeś cierpień  w życiu.  

 

2 godziny temu, Liber8 napisał:

Cała nasza dosyć długa rozmowa polegała na ingerowaniu w moje życie prywatne i że taki ktoś jak ja, powinien się ożenić i mieć dzieci.

U mnie też był ksiądz i też o tym wspominał czemu nie mam dziewczyny, rodziny itp i zalecił pójście na pielgrzymkę. Tylko dlaczego ksiądz nie ma rodziny i dzieci skoro taki mądry. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Polecam zmienić kościół, to nikt się nie będzie czepiał o politykę i sprawy personalne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, Lilith napisał:

Jak myślicie czy ateiści i osoby wierzące są w stanie prowadzić ze sobą dialog bez kłótni? 

Tak. Wierzący powinni udawać, że akceptują (a przynajmniej tolerują) ateistów, aby móc ich stopniowo przekabacić na swoją stronę. W odpowiednim momencie odpowiednio uderzyć, przeszmuglować Jezusa. I już będzie wsio w porządku, problem się rozwiąże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, Lilith napisał:

Jak myślicie czy ateiści i osoby wierzące są w stanie prowadzić ze sobą dialog bez kłótni? 

Da się prowadzić dialog, nawet dzielić życie, ale zwykle muszą być spełnione pewne warunki: osoba wierząca powinna wierzyć prawdziwie i zdawać sobie sprawę z tego, że jest to jej wiara, część osobnego życia, a nie traktować jak misję do wykonania. Ateista powinien podchodzić do wiary drugiej strony jak do jej hobby, którego nie dzieli, nie krytykuje, ale którym może się szczerze interesować. Dzięki takiemu podejściu osoba wierząca może swobodnie dzielić się tym co ją zaciekawiło np w czasie mszy, a osoba niewierząca wie, że nie jest to próba nawrócenia tylko dzielenie się czymś ważnym dla drugiej strony o czym może swobodnie rozmawiać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Odkładając polityczną poprawność na bok: osoba wierząca powinna jak najszybciej nawrócić ateistę, by uratować jego duszę przed piekłem. Przecież to dla jego dobra, na litość boską! Czy naprawdę tak trudno to zrozumieć?

Edytowane przez nvm

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Osoba wierząca powinna wierzyć w mądrość swojego boga i celowość jego działania i pozwolić by osoby niewierzące zostały ze swoim brakiem wiary, bo widać taki jest plan boży.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Cytat

Przecież to dla jego dobra, na litość boską! Czy naprawdę tak trudno to zrozumieć?

Jako osobie niewierzącej i nie mającej ochoty być nawracanym w kółko, owszem,  tak trudno mi to zrozumieć😎

 

Cytat

Jak myślicie czy ateiści i osoby wierzące są w stanie prowadzić ze sobą dialog bez kłótni? 

W przyrodzie taki "dialog" obserwuje się bardzo rzadko, najczęściej w murach uczelni, ewentualnie na spotkaniach organizowanych przez co bardziej otwarte środowiska chrześcijańskie. 

Poza powyższymi: nie zaobserwowałem.

Temat jest tak "płynny" a przy okazji wzbudza tak ogromne emocje, że najczęściej dyskusja zamiast w dialog przeradza się po prostu w polemikę. A to, czy z tej polemiki wyniknie kłótnia to już tylko i wyłącznie kwestia kultury dyskutujących.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie jestem ani gorąca, ani zimna, więc mam najgorzej, jednak nie zrozumiałam nigdy bojowości ateistów. W sensie rozumiem, że wierząca osoba chce nawrócić innych, bo taką ma misję według swojego wierzenia, natomiast nie rozumiem, dlaczego często osoby niewierzące próbują z taką zaciekłością udowodnić, że Bóg nie istnieje, że wierzący są głupi. 

Jakbym całkiem nie wierzyła, tak na 100%, to w ogóle nie interesowałyby mnie takie dyskusje i nie próbowałabym nigdy udowodnić osobie wierzącej, że nie ma racji, bo co by mnie to obchodziło? Naczelny argument zazwyczaj mówi o Bogu jako krasnoludkach/ jednorożcach. Ano ja nie wierzę w krasnoludki, więc się nie emocjonuję podczas dyskusji na ich temat i nawet nie dyskutuję, bo szkoda mi na to energii. 

Rozumiem, że ktoś może być przeciwnikiem religii jako formy formy zinstytucjonalizowanego kultu, który potencjalnie może manipulować opinią społeczną itd., ale nigdy nie rozumiałam, dlaczego niektórzy (podkreślam niektórzy) ateiści tak bojowo podchodzą do tematu samego Boga.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, el33 napisał:

Osoba wierząca powinna wierzyć w mądrość swojego boga i celowość jego działania i pozwolić by osoby niewierzące zostały ze swoim brakiem wiary, bo widać taki jest plan boży.

Kalwinizm? Predestynacja?

A czy osoba wierząca nie powinna chcieć uczestniczyć w bożym planie? Zobacz jak inkwizycja ładnie się spisała. Może były pewne błędy i wypaczenia, ale czyż idea nie była słuszna?

27 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

dlaczego często osoby niewierzące próbują z taką zaciekłością udowodnić, że Bóg nie istnieje, że wierzący są głupi. 

Dla mnie brzmi to jak jakiś mechanizm obronny. Sami nie są tak właściwie pewni, więc wierzący są dla nich zagrożeniem. Tzn. dla ich przekonań. Ich świat mógłby łatwo runąć.

28 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

dlaczego niektórzy (podkreślam niektórzy) ateiści tak bojowo podchodzą do tematu samego Boga.  

Może oni tego nie oddzielają? Albo boją się, że musieliby jednak wówczas wrócić do instytucji religijnej, bo nie odnaleźliby się w wierze indywidualnej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 minut temu, nvm napisał:

Dla mnie brzmi to jak jakiś mechanizm obronny. Sami nie są tak właściwie pewni, więc wierzący są dla nich zagrożeniem. Tzn. dla ich przekonań. Ich świat mógłby łatwo runąć.

Nie wiem, czy nie są pewni ;) niektórzy są pewni na 100%, a i tak wdają się w dyskusję i "wojują". Taki Dawkins np. poświęca całe życie na to, żeby udowodnić, że Boga na pewno nie ma. Nie umniejszam jego dorobkowi, ale oglądałam niektóre prowadzone przez niego dyskusje i ja doprawdy nie rozumiem po prostu tych emocji włożonych w rozmowę na temat dla kogoś absurdalny. 

Możemy powiedzieć, że to taka filozofia, nurt badawczy, coś w tym guście, ale po co wówczas wkładać w to emocje? 

20 minut temu, nvm napisał:

Może oni tego nie oddzielają? Albo boją się, że musieliby jednak wówczas wrócić do instytucji religijnej, bo nie odnaleźliby się w wierze indywidualnej?

Tak, możliwe że niektórzy nie oddzielają Bóg/ Kościół. I wtedy rozumiem tą niechęć (w sensie nie subiektywnym, ale obiektywnie widzę, co innym osobom mogłoby potencjalnie przeszkadzać w samej religii albo w konkretnie np. w KK). Ale jeśli ktoś to w jakiś sposób oddziela i nadal pragnie tak bardzo udowodnić, że Boga nie ma, to znowu dla mnie ten mechanizm jest nielogiczny. Bo nie wierzę w Świętego Mikołaja, a jak ktoś przyjdzie i zacznie mi opowiadać, że on jest, że czuje jego obecność, to zapewne pomyślałabym, że mam do czynienia z wariatem (heh, przewrotne określenie na tym forum), ale na pewno moją misją nie byłoby udowadnianie tej osobie, że Świętego Mikołaja nie ma. A niektórzy taką misję mają, czego ja nie rozumiem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem głęboko wierząca i wierzę, że najbardziej cierpiący na ziemi dostąpią zbawienia w niebie, ateiści mi nie przeszkadzają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
20 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Bo nie wierzę w Świętego Mikołaja, a jak ktoś przyjdzie i zacznie mi opowiadać, że on jest, że czuje jego obecność, to zapewne pomyślałabym, że mam do czynienia z wariatem (heh, przewrotne określenie na tym forum), ale na pewno moją misją nie byłoby udowadnianie tej osobie, że Świętego Mikołaja nie ma. A niektórzy taką misję mają, czego ja nie rozumiem. 

Może chcą się przekonać w ten sposób, czy mają rację. Jeśli uda im się przekonać drugą osobę, to sami się utwierdzą?

A Ty jesteś wierząca?

Edytowane przez nvm

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@nvm tak jak napisałam, jestem letnia, a wiadomo że to najgorsze ;p. 

Kiedyś byłam bardzo wierząca. Teraz nie potrafię odnaleźć w sobie tej wiary. Jednak ze swojej indywidualnej perspektywy czasami myślę, że "coś" jest. Przemawia do mnie taka duchowość, którą np. reprezentuje Tolle. Jednak mam problemy z praktykowaniem teraźniejszości przez swoje zaburzenia. Z KK mi nie po drodze. Dostrzegam wady tej instytucji, a oprócz tego od dawna nie żyję zgodnie z jej wymogami, a nie lubię być hipokrytką. 

Jednak jakiejś duchowości mi w życiu brakuje. Nie lubię myśleć, że jestem workiem mięsa. Z drugiej strony nie lubię też się okłamywać i nie chcę, żeby myślenie, że "coś" jest, stanowiło jakąś formę pocieszenia. Czasami się modlę, ale rzadko. 

Trudno mi to wyrazić, natomiast jestem daleka na pewno i od ateizmu, i od katolicyzmu. Poszukuję dla siebie jakiejś drogi. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
6 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Przemawia do mnie taka duchowość, którą np. reprezentuje Tolle.

Oh my. Czyli jesteś już zgubiona. Podobnie jak ja zresztą. Przykro mi, współczuję nam obojgu. Już po nas.

Z którego tematu wiedziałaś, że znam Tolle'a? :) 

6 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Jednak jakiejś duchowości mi w życiu brakuje. Nie lubię myśleć, że jestem workiem mięsa. Z drugiej strony nie lubię też się okłamywać i nie chcę, żeby myślenie, że "coś" jest, stanowiło jakąś formę pocieszenia. Czasami się modlę, ale rzadko. 

Trudno mi to wyrazić, natomiast jestem daleka na pewno i od ateizmu, i od katolicyzmu. Poszukuję dla siebie jakiejś drogi. 

Widzę, że mamy całkiem podobnie.

6 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Jednak mam problemy z praktykowaniem teraźniejszości przez swoje zaburzenia.

Jakie zaburzenia, jeśli można spytać?

Edytowane przez nvm

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właściwie to ja jestem hybrydą. Do większości mnie przemawia duchowość wschodu w stylu Tolle'a. A część mnie ciągnie do katolicyzmu. Stąd wewnętrzny konflikt.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam tylko tyle do powiedzenia:

image.png.57d3ac34f0b32854cbc70c6b2d0c44dc.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@nvm nie miałam pojęcia, że znasz Tolle'a. Podałam to nazwisko, ponieważ chyba jest jednym z bardziej znanych w tym nurcie myślowym, ale równie dobrze mogłabym podać inne. Czytałam chociażby też Zelanda, ale to już jest "mózgotrzep" ;p!  

Poza tym uważam, że "Potęga teraźniejszości" ogólnie reprezentuje pewien sposób myślenia, który jest korzystny dla wszystkich ludzi. Nieważne czy są ateistami, czy są zaburzeni, czy w cokolwiek wierzą .

Zguby się nie bałam i nie boję, ponieważ akurat w piekło nigdy nie wierzyłam i nie wierzę. Nie chcę Ciebie urazić czy kogokolwiek innego, ale dla mnie to była taka naiwna wizja zawsze. Sztywny podział na piekło i niebo. 

Psychiatra mi co prawda nie postawił diagnozy, ale mam stuprocentową nerwicę lękową. A więc czasami trudno skupić mi się na teraźniejszości, skoro snuję katastrofalne myśli o teraźniejszości, i (bardzo często) przyszłości. Poza tym mam natręty egzystencjalne od zawsze. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Czytałam chociażby też Zelanda, ale to już jest "mózgotrzep" ;p!  

A tego to nie znam, pierwsze słyszę :) 

5 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Poza tym uważam, że "Potęga teraźniejszości" ogólnie reprezentuje pewien sposób myślenia, który jest korzystny dla wszystkich ludzi. Nieważne czy są ateistami, czy są zaburzeni, czy w cokolwiek wierzą .

Czytałem ją co najmniej 10 razy. Na forum.wiara.pl spotyka się z ostrą krytyką.

5 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Zguby się nie bałam i nie boję, ponieważ akurat w piekło nigdy nie wierzyłam i nie wierzę. 

Zazdroszczę Ci - o ile masz rację :lol: 

6 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Nie chcę Ciebie urazić czy kogokolwiek innego, ale dla mnie to była taka naiwna wizja zawsze.

Nie uraziłaś :) Mnie to męczy, nie lubię tego w sobie, czuję do tego niechęć. Część mnie też ma poczucie, że to jest "naiwne".

7 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Sztywny podział na piekło i niebo. 

Tak, wszystko albo nic. Mechanizm walka/ucieczka mi się włącza.

8 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Poza tym mam natręty egzystencjalne od zawsze.

Ja tak samo, choć przez wiele lat 'rozwiązywałem' to religią właśnie.

10 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Psychiatra mi co prawda nie postawił diagnozy, ale mam stuprocentową nerwicę lękową. A więc czasami trudno skupić mi się na teraźniejszości, skoro snuję katastrofalne myśli o teraźniejszości, i (bardzo często) przyszłości.

A to nie podchodzi bardziej pod zespół lęku uogólnionego?

10 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

A więc czasami trudno skupić mi się na teraźniejszości,

Znam to, ale można się przemóc, zwłaszcza jeśli jest się zdesperowanym :D 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Trudno mi to wyrazić, natomiast jestem daleka na pewno i od ateizmu, i od katolicyzmu. Poszukuję dla siebie jakiejś drogi

Też byłem w takim dość nieprzyjemnym stanie zawahania. Obecnie jestem ateistą i tak jest o wiele lepiej. Nie wierzę też w reinkarnacje, życie po śmierci, telepatię, ogólnie w żadne cuda. To wszystko dzięki m.in. naukowcom wojującym ateistom pokroju Dawkinsa. Więc tu masz też odpowiedź, że jednak ich działania nie są jałowe.

 

Z wierzącymi nie mam problemu, dopóki mamy w kontakcie sferę neutralną pod tym względem. Ja tej neutralności nie naruszam i Jeśli druga strona nie narusza, to nie ma problemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, nvm napisał:

A tego to nie znam, pierwsze słyszę 🙂 

O transferingu rzeczywistości, w klimacie New Age.

Nie mówię oczywiście, że wierzę we wszystko, co czytam.

8 godzin temu, nvm napisał:

Czytałem ją co najmniej 10 razy. Na forum.wiara.pl spotyka się z ostrą krytyką.

Właśnie ja raz i to za mało.

Daj spokój, dla ludzi z forum wiara.pl kichnięcie to grzech. A mieć jakieś wątpliwości? To już w ogóle skandal. Tymczasem temat wątpliwości jest poruszany w samej Biblii.

8 godzin temu, nvm napisał:

Zazdroszczę Ci - o ile masz rację :lol: 

Mam ;p.

Daj spokój, ktoś z góry miałby oceniać nas pod perspektywą tego, jak bardzo "grzeczni" jesteśmy i na tej podstawie posyłać nas do góry do aniołków albo na dół do diabełków ;p? Jak już, to wierzyłabym w koncept nieba albo piekła jako stanu umysłu, bliskości do absolutu czy coś w ten deseń.

Oczywiście nie twierdzę, że jestem alfą i omegą.

8 godzin temu, nvm napisał:

Ja tak samo, choć przez wiele lat 'rozwiązywałem' to religią właśnie.

No ja nie do końca tak potrafię.

8 godzin temu, nvm napisał:

A to nie podchodzi bardziej pod zespół lęku uogólnionego?

Lęk uogólniony też mam, a oprócz tego ataki lęku, hipochondrię.

8 godzin temu, nvm napisał:

Znam to, ale można się przemóc, zwłaszcza jeśli jest się zdesperowanym :D 

Próbuję, ale brakuje mi dyscypliny. Jeszcze raz muszę przeczytać Tolle.

5 godzin temu, Wielki Selfini napisał:

Też byłem w takim dość nieprzyjemnym stanie zawahania. Obecnie jestem ateistą i tak jest o wiele lepiej.

Nie jest to dla mnie nieprzyjemny stan. Raczej otwarty.

Z Dawkinsem mnie to przekonuje, co napisałeś. Natomiast wtedy w żaden sposób nie różni się on dla mnie od innych "mówców duchowych", tyle że on nakłania do niewiary.

 

W ogóle apropos tego wątku przypomniało mi się, jak mój kolega kilka lat temu napisał jakiegoś posta na Facebooku o Biblii - że zostanie zapomniana jak mitologia coś w tym guście. No ja odpisałam, że moim zdaniem to przede wszystkim dzieło kulturowe, historyczne (pod względem tekstu pisanego, nie w kontekście tego że są tam przedstawione "wydarzenia historyczne"). Jak się zlecieli jego znajomi - zostałam nazwana dewotką, wyznawczynią Wróżki Zębuszki, mnóstwo podobnych epitetów.

Także no, moim zdaniem dyskusje na tematy religijne mają mały sens, bo wiara to coś bardzo indywidualnego, a niektórzy - bez względu na to, czy są ateistami, czy katolikami - są bardzo zaślepieni i nie da się z nimi dyskutować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×