Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nie mogę tego wytrzymać, moj przypadek :(


ktos96

Rekomendowane odpowiedzi

Dzień dobry :( Ciężko mi jest to opisać, ponieważ nie jestem dobry w pisaniu. Czuję się fatalnie, strasznie źle. Chodzi o to, że miałem pewien okres w życiu w którym czułem się fatalnie. Nie potrafię opisać skąd się to wzięło, nie potrafię tego dobrze opisać, ale było fatalnie, to było tak ponad pół roku, a zaczęło się gdzieś w maju 2017 roku... Ten rok był dla mnie masakra, chociaż bywało lepiej. Najpierw mi się wmawiało, że moja dziewczyna na mnie nie działa (działa i to bardzo mocno obecnie, i), potem to już sam nie wiem co to było... Nie potrafię tego opisać, w każdym bądź razie było źle. Obecnie od jakiegoś czasu wszystko to przeminęło, naprawdę jakoś się rozleciało, czułem się ostatnio parę miesięcy znakomicie i tylko co jakiś czas, że jak czegoś nie zrobię (nerwica natręctw mam) to wróci. I tak dzień, dzień walka, z ta nerwicą i kolejne jakieś schizy, że jak nie ten to wróci itd... Koszmar mój obecny zaczął się w sobotę. 1 przypadek pokonałem ok, był tragiczny, ale jakoś dało radę, ale w niedzielę na mszy przyszedł drugi, o wiele gorszy :( W sobotę mi się wmawiało, że jak ,,dzienniczek Faustyny" to prawda od Boga, to że wróci mój ten ,,stan" co kiedyś. Ile się naczytałem, ile swojego przeszedłem przez ten dzień... Wnikliwie czytałem, czy to prawda, na forach, że to może nie była prawda od Boga, nieważne w praktyce jakoś się mi to zatarło bo to nie było pewne... Jakoś w miarę przeszło. Przyszła niedziela, obudziłem się wszystko było już w miarę w porządku, dopóki nie poszliśmy do kościoła (tam zawsze mam jakieś wmówienia, że jak niebo istnieje to że wróci raz miałem ale przeszło)... Tam mi się jakoś w myślach, że jak Bóg istnieje i święci mają bożą moc to, że wróci... Na początku było źle ale jakoś sobie nie dobierałem w czasie mszy tylko trochę, a później jakoś święci odpadli i został sam Bóg... (nawet teraz jak pisze tego posta, to ze jak nie dopisze slow a o 5 zapala sie lampy to z cos tam, ale niewazne to blahostka). Przez kawałek reszty dnia jakos to bylo ugaszone w miarę, dopoki nie pojechalismy z dziewczyna autem, ludzie.... w pewnym momencie mi sie uswiadomilo, ze jak Bog istnieje to to wroci... A ze Bog istnieje, to to musialo wrocic, ten ,,stan" okropny, bo jakze inaczej... Nie potrafie opisac tego jak sie czuje, ale tak fatalnie jak wtedy kiedys, a wszystko dlatego ze Bog istnieje, to to wroci, skoro takie cos mialem... Mam nadzieje, ze moze sie to jakos moze, wygasi przez dzien dzisiejszy, bo czasem rozne mi sie wygasaly, tylko musi ktos pogadac, pomoc bo obecnie jest fatalnie. Znakiem ze jest fatalnie to ze sie budzilem w nocy, a jak sie obudzile teraz po 4 to ciagle to we mnie siedzi... serce tez boli i nie moge spac... Calosc rozbija sie o to, ze  JESLI BOG ISTNIEJE TO WROCI TEN OKROPNY STAN, przez ktory dlugi okres przechodzilem, a wiem ze Bog istnieje i dlatego to tak jest ;( Zawsze tak jest, ze jak np. zdam egzamin to wroci itd. Nigdy nie jest na pozytywnie, dlaczego nie mam tak ze jak Bog istnieje to to nigdy nie wroci? Dlaczego mi sie tylko tworzy w ta jedną gorsza stronę ;( ? ja racjonalnie tego nie wytłumacze, bo jestem swiadomy ze moze jestem chory ale jak ktos z boku zobaczy... No nie wiem w kazdym badz razie caly czas zaczelo mi teraz siedziec, ze jak Bog istnieje to wroci, a ze istnieje to wrocilo ;( czuje sie fatalnie, z Bogiem nie wygrasz, bo ciagle siedzi, bo on istnieje to musialo wrocic ;( Szukam pomocy, naprawde pomozcie bo jest fatalnie ;( Jak to pokonac, co mi jest ;( Bede bardzo wdzieczny ;( Nie wiem czy w dobrym dziale pisze tak nawiasem. Pozdrawiam ;((

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×