Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Negatywy podjęcia psychoterapii

Rekomendowane odpowiedzi

Sporo osób jest przeciwnych podjęciu psychoterapii. Z racji tego, że temat dość mocno zaistniał w wątku o dzienniku psychoterapii, to zakładam ten, w którym można się będzie podzielić negatywami zaobserwowanymi przy podjęciu psychoterapii. Jakie ryzyko Waszym zdaniem trzeba mieć na uwadze? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Brak kontroli nad psychologami typu oil w przypadku lekarzy, psycholog to nie lekarz i po otrzymaniu tytulu magistra jest nim dożywotnio 

Istnieje cała masa psychologów, którzy nie popierają się zasadami evidence based medicine i ich działania maja zerowa efektywność, głównie jest do nurt psychodynamiczny 

Niestety duża część osób o tym nie wie, ludzie chodzą latami do psychologów bez spodziewanych efektów co jest kompletnie niedopuszczalne, ale jak nie wiadomo o co chodzi... To chodzi o 150 zł za sesję 

Psychoterapia jest często najlepszym sposobem terapii zwłaszcza w przypadku zaburzeń osobowości, ale jakość terapeutów pozostawia bardzo wiele do życzenia 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

W moim przydku psychoterapia nie robi nic na depresję i szkoda mi na nią po prostu pieniądzy, choć dane statystyczne wskazują że dla niektórych to działa 

Więc choć sam nie mam zamiaru z niej korzystać uważam że każdy powinien spróbować jeżeli ma na to pieniądze, ale też nie katowac się nią jeżeli nie przynosi efektów. Wybrać też nurt, który ma dowiedziona kliniczna skuteczność i psychologa, który ma doświadczenie pracy z danym zaburzeniem i unikać jak ognia post freudystow i innych bajkopisarzy

Mindfulness jest za darmo i jego skuteczność jest naukowo dowiedziona, w stanie mindfulness obserwujemy inny rodzaj amplitudy na eeg. To działa, bez freudowskich bajek

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nasuwa mi się na myśl jedna kluczowa kwestia, o której pewnie część terapeutów nie informuje, a która też srylion razy była poruszana na forum - pogorszenie samopoczucia w przebiegu terapii. U jednych może nieznaczne, u innych kolosalne. Okej, każdy niby ma świadomość, że nie idzie tam plotkowac przy kawie, tylko mierzyć się z problemami różnego kalibru. Gdy słuchałam o tym pogorszeniu podczas omawiania kontraktu, myślałam sobie - no dobra, mam już pomoc, więc dam radę. Ale nie sądziłam, że będzie mi to momentami utrudniało normalne funkcjonowanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ryzyko, ze stracimy duzo czasu i pieniedzy na leczenie, ktore okaze sie mniej skuteczne, niz na poczatku zakladalismy (albo w ogole nieskuteczne albo wrecz wygeneruje nowe problemy i pogorszy nasz stan (wtorna traumatyzacja)).

Mozliwosc (calkiem prawdopodobna  w przypadku terapii trwajacych kilka lat), ze terapeuta zmeini prace/zajdzie w ciaze/zachoruje/umrze i przerwie terapie z dnia na dzien w najgorszym dla pacjenta momencie.

Duza szansa na niezdrowa fascynacje, zakochanie, silne przywiazanie do obcego i niedostepnego czlowieka. Nieco mniejsza szansa, ze ten teoretycznie niedostepny czlowiek stanie sie jednak dostepny i wykorzysta pacjenta np. seksualnie.

Mozliwosc pogorszenia lub zerwania stosunkow z najblizszymi (wiem, ze to czasem sensowna opcja, ale chyba malo kto jest gotowy na taki obrot spraw, idac na terapie).

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Największym ryzykiem jest w moim odczuciu to, że nie zostanie się właściwie zrozumianym przez psychoterapeutę i co za tym idzie, że podjęte zostaną przez niego działania nieadekwatne do problemu, który przyszło się rozwiązać.

Terapeuta na wstępie powinien postawić konkretną diagnozę i dopiero potem wskazać możliwe dostępne drogi wybrnięcia z danego problemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, Zed napisał:

Terapeuta na wstępie powinien postawić konkretną diagnozę i dopiero potem wskazać możliwe dostępne drogi wybrnięcia z danego problemu.

Pod warunkiem, że pacjent powie na wstępie o wszystkich problemach, bo w przeciwnym razie diagnoza, a w konsekwencji podjęte leczenie również mogą być błędne. Myślę, że poruszyłeś istotną kwestię. Udając się na psychoterapię zazwyczaj trzy pierwsze sesje stanowią wywiad. Na ich podstawie są podejmowane dalsze kroki. Wspominając swoją terapię i brak zaufania do terapeutki, na pierwszych sesjach nie powiedziałam Jej wszystkiego. Dopiero z czasem, kiedy nabierałam zaufania i stopniowo się odblokowywałam. Innymi słowy, mogłam tym storpedować cały proces terapeutyczny. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brak świadomości, że psychoterapia zabiera masę czasu i energii. Psychoterapia to nie tylko godzina raz w tygodniu, ale uczucia, wspomnienia, analiza słów jakie padły w gabinecie. To wszystko dzieje się między sesjmi i męczy równie mocno jak sama sesja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, el33 napisał:

Brak świadomości, że psychoterapia zabiera masę czasu i energii. Psychoterapia to nie tylko godzina raz w tygodniu, ale uczucia, wspomnienia, analiza słów jakie padły w gabinecie. To wszystko dzieje się między sesjmi i męczy równie mocno jak sama sesja.

O to to. Terapia to proces, który nie kończy się po zamknięciu drzwi gabinetu. Trzeba liczyć się z tym, że dzień poprzedzający sesję i sam dzień sesji (i oby tylko one...) na pewno będą nie do życia. Przy dwóch sesjach w tygodniu to daje minimum cztery dni wyjęte z kalendarza...

A przy terapii poznawczo - behawioralnej dochodzi do tego jeszcze czas poświęcony na wykonywanie zadań domowych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 19.12.2018 o 21:13, Mireadh napisał:

O to to. Terapia to proces, który nie kończy się po zamknięciu drzwi gabinetu. Trzeba liczyć się z tym, że dzień poprzedzający sesję i sam dzień sesji (i oby tylko one...) na pewno będą nie do życia. Przy dwóch sesjach w tygodniu to daje minimum cztery dni wyjęte z kalendarza...

A przy terapii poznawczo - behawioralnej dochodzi do tego jeszcze czas poświęcony na wykonywanie zadań domowych.

NO ale tak serio jest, tyle, że wychodząc z gabinetu ten czas nie kończy się dla was, bo ulegacie mrzonce mitu jaki się wam podaje na tacy, ale  kończy się dla terapeuty, i w tym jego moc, że potrafi wam ten mit podawać i skłaniać was, abyście się nim karmili.  Tak naprawdę w psychoterapii nie ma nic poza psychomanipulacją i tylko w imię tego duże grono psychoterapeutów działa, a silne lobby sprzeciwiające się mówieniu o mankamentach psychoterapii służy blokowaniu możliwości postępu i rozwoju podejścia. Nigdzie nie ma takiego zakneblowania jak w psychoterapii, nawet przy operacji wyrostka chirurdzy dzięki krytyce i przyjmowaniu możliwości nowych koncepcji kolegów, przyjmują krytykę, sprawdzają empirycznie, a przez to odkrywają coraz to nowe, mniej inwazyjne metody. Tylko sceptycyzm i krytyka służy rozwojowi, a psychoterapia popadła w samozadowolenie. Na szczęście to już nie mój problem, ale lubię o tym mówić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A propos pogorszenia :

Pogorszenie w psychoterapii jako skutek psychoterapii to najgorsza zbrodnia przeciw pacjentowi.
Różnymi technikami, manipulacjami, docieraniem do wydarzeń z przeszłości pacjenta, ale i uwydatnianiem tego co jest najgorsze w jego obecnej sytuacji, a ni
estety ma to miejsce w praktycznie każdej psychoterapii i umyślne doprowadzenie pacjenta do pogorszenia jego pojmowania o swoim aktualnym lub przeszłym położeniu, a tym samym jego samopoczucia to najgorsza zbrodnia przeciw pacjentowi. Dlaczego aż zbrodnia ? Dlatego, że opisywane i tak uzasadniane przez psychoterapeutów pogorszenie jako element psychoterapii nie następuje zwykle w wyniku czynników zewnętrznych, ale w wyniku samej psychoterapii i tego co za sobą ponosi.
W medycynie czasem także się mówi, że przełom w jakieś chorobie wiąże się z pogorszeniem stanu pacjenta i jego samopoczucia, i pacjent wówczas czuje się znacznie gorzej. Żyjemy jednak w 21 wieku i nikt o zdrowych zmysłach nie pozwala pacjentowi w takim wypadku cierpieć. Skutki tego pogorszenia są natychmiast łagodzone. W psychoterapii natomiast również mówi się o przełomowym pogorszeniu, uzasadnia się jednak taki stan jako pożądany i konieczny. Próbuje się go racjonalizować jako potrzebny czas, aby doprowadzić do wyzdrowienia jednak w istocie rzeczy jest to zbrodnia przeciw pacjentowi. Powyższe uzasadnienia prowadzą tylko do tego, aby pozbyć się odpowiedzialności i zamykają drogę do odkrywania możliwości i nowych technik, które umożliwiłyby wypracowanie jakiś metod pozwalających na zapobieganiu lub natychmiastowemu reagowaniu na pogorszenie stanu pacjenta w psychoterapii.
Właściwie w żadnej dziedzinie poza pseudonauką nie widzę precedensu dla tak wyrafinowanego uzasadniania cierpienia jak w psychoterapii, jako wręcz niezbędnego elementu i pozwolenie na trwanie tego cierpienia jako właśnie elementu procesu całej psychoterapii. Prostymi słowy mówiąc to po prostu umywanie rąk od problemu.
Moim zdaniem życie jest na tyle trudne i skomplikowane, że psychoterapia powinna wypracować jakieś pozytywne środki wzmacniania w takich sytuacjach nie pozwalające pacjentowi na załamywanie się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychoterapii w formie prezentowanej obecnie w Polsce daleko do rozwoju i nauki. Jest zamknięta i introwersyjna, oporna na wpływy z zewnątrz prowadzące do zmian. Nauka to ciągła krytyka dotychczasowych osiągnięć, wynajdywanie nowych hipotez, czy to na podstawie długotrwałej dedukcji czy na potrzeby chwili ad hoc, następnie jeżeli dana dziedzina na to pozwala badanie empiryczne, a potem skonfrontowanie z szeregiem wytycznych metodologii badań naukowych zanim osiągnie się ostateczny wynik czy coś można nazwać nauką.

Psychoterapia zmierza raczej w kierunku wiedzy ezoterycznej niż egzoterycznej. Psychoterapeuta daleki jest od dzielenia się z nami tajnikami swojej pracy. Być może czasem z jego punktu widzenia, jak i punktu widzenia samej psychoterapii mogłoby to zaszkodzić samemu procesowi psychoterapii, ale myślę, że niejednokrotnie wygodnie jest prowadzić pracę z pacjentem, który niewiele wie o metodach jakie się na nim stosuje. Mogłoby się wówczas okazać, że być może osoba, która ich używa wcale nie jest tak bardzo omnipotenta jak nam się wydaje, a metodom, którymi się posługuje i w które wierzy ktoś inteligentny po ich analizie mógłby stwierdzić, że są zbyt abstrakcyjne i zmierzają bardziej w stronę pseudonauki niż nauki do której miano uzurpuje sobie obecnie psychoterapia. Oczywiście każda pseudonaukowa czy wywodząca się z protonauki teoria może się stać kiedyś nauką, ale obecnie po prostu nie może sobie rościć prawa do identyfikacji z nauką jako taką, której kryteria wyznaczyli filozofowie nauki i sami naukowcy. Polecam poczytanie trochę o popperyźmie , jego zwolennikach i oponentach. 

Ja swoją terapeutkę pojmowałam jako osobę nadzwyczaj inteligentną i na tyle ważną, aby pokierować swoim życiem w stronę w którą chciała np. wybór zawodu, zerwanie stosunków z mamą, podziwianie jej itp. Po odejściu z terapii i powrocie do racjonalnego myślenia uważam, że była zwyczajnie przeciętna, prosta. Charyzmatyczna,  mająca zdolności aktorskie, ale ze stosunkowo małym zasobem wiedzy, bynajmniej nie w takiej ilości, która predysponowała by ją do bycia w moich oczach jakimś guru, czy mentorem. Ta wiedza zresztą to nawet nie jakaś ideologia wysnuta na podstawie znajomości koncepcji i myśli wielkich filozofów, którzy na zawsze zaznaczyli się w historii świata, a w sumie nierzadko okazało się później, że ich teorie mają się nijak do rzeczywistości i są bardzo abstrakcyjne, ale prawie zupełnie wyssana z palca subiektywna potoczna wiedza oparta luźno na tym co przedstawia psychologia i psychoterapia, w tej samej mierze zupełnie ideologiczna co empiryczna poparta badaniami statystycznymi, 50/50. Ona mówiła o sobie, że jest zwykła,  co w sumie jeszcze bardziej wabiło, ale zarazem  w innych momentach często podkreślała swoją wyjątkowość. Rozumiem tych pacjentów, którzy nadal widzą w niej guru, a także byłych pacjentów, którzy bez reszty organizują swoje życie wokół niej do tego stopnia, ze budują jej dom i pielą ogródek. Ja też kiedyś chciałam być jedną z nich. Teraz nie widzę w przebywaniu z nią i podlizywaniu się jej nic atrakcyjnego. Miała co prawda dużą wiedzę o życiu praktycznym np. jak pielęgnować kwiaty, ale to nie było nic czego nie można by samemu się nauczyć czy znaleźć w internecie. Po prostu jej charyzma i gra aktorska, a także umiejętna manipulacja sprawiła, że jej obraz w moich oczach był przerysowany, tak jak pewnie wygląda obecnie w przypadku tych pacjentów co budują jej dom i pewnego dnia się obudzą z myślą, a właściwie w imię jakiej idei to robią i co z tego mają, towarzystwo terapeutki ? Takim kosztem ? Chętnie porozmawiałabym natomiast z kimś kto wytłumaczyłby mi ogólną teorię względności, bo tę szczególną zdaję się rozumieć i inne prace Einsteina. Ktoś kto zna zawiłości prawne czy zna i rozumie jakąkolwiek  inną naukową dziedzinę, a nie rysuje palcem czyjeś życie nie mając żadnych stabilnych fundamentów, a gruntem do jego pracy jest w dużej mierze mit i miks niepopartych niczym teorii, czasem odrobinę zbadanych, a czasem nie. Tak, zdecydowanie w tej chwili taki ktoś by mi imponował.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

W psychodynamicznej samowolce owszem, w takim cbt już nie, bo są to metody weryfikowane metodologicznie i przez próby kliniczne. Pozostaje pytanie o nadzór terapeutów, tutaj faktycznie Polska to patologia, bo go po prostu nie ma. Ustawa o uregulowaniu profesji utonąła

Również jestem bardzo sceptycznie nastawiony do psychoterapii i zgadzam się z tym, że duża jej część to pseudonauka, jednak nie można zaprzeczyć faktom, że jest to w niektórych przypadkach jedyna sensowna interwencja i jest to oficjalne stanowisko naukowe 

Implementacja odpowiedniej metody to już co innego, mam nadzieję, że bardziej poważne trendy oparte na neuropsychologii i użyciu weryfikowanlnych empirycznie danych obrazowania takich jak eeg, fMRI, czy pet wypra w końcu aprioryczna i pseudonaukowa terminologię. Fakt że mało kto się na tym zna i jest to drogie jest powodem dla którego niestety jest jak jest 

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 23.12.2018 o 18:00, DeathOfTheMotorneuron napisał:

W psychodynamicznej samowolce owszem, w takim cbt już nie, bo są to metody weryfikowane metodologicznie i przez próby kliniczne. Pozostaje pytanie o nadzór terapeutów, tutaj faktycznie Polska to patologia, bo go po prostu nie ma. Ustawa o uregulowaniu profesji utonąła

Również jestem bardzo sceptycznie nastawiony do psychoterapii i zgadzam się z tym, że duża jej część to pseudonauka, jednak nie można zaprzeczyć faktom, że jest to w niektórych przypadkach jedyna sensowna interwencja i jest to oficjalne stanowisko naukowe 

Implementacja odpowiedniej metody to już co innego, mam nadzieję, że bardziej poważne trendy oparte na neuropsychologii i użyciu weryfikowanlnych empirycznie danych obrazowania takich jak eeg, fMRI, czy pet wypra w końcu aprioryczna i pseudonaukowa terminologię. Fakt że mało kto się na tym zna i jest to drogie jest powodem dla którego niestety jest jak jest 

Niestety niejednokrotnie okazuje się, że sensowna wydaje się tylko w teorii, a w praktyce trafiamy na humanistów, którzy sami ze sobą mieli problemy, albo na ludzi o górnolotnych ideach, którzy w praktyce nie potrafią za wiele zrobić. Nie można też zaprzeczyć, że jeżeli już miałoby się cokolwiek w psychoterapii nazywać nauką to zawsze to będzie nauka humanistyczna. Badania empiryczne jak się okazało są często zafałszowywane. Ostatnie badania natomiast dowiodły (Kirsh i inni), że psychoterapia jest niemal równa efektowi placebo i plasuje się tylko odrobinę powyżej. Czy da się w psychoterapii wykorzystywać fmri czy pet ? Wątpię, bo niby jak to ma się przekładać na subiektywną pracę nad emocjami z pacjentem? Kiedyś może tak, ale jeszcze nie teraz. Fmri, tańszy od pet ładnie pozwala określić jak pracuje mózg podczas myślenia, obecnie trwają badania, aby w tym samym celu zastosować jeszcze tańszy eeg - polecam książkę Mózg. Granica życia i śmierci napisaną przez neuropsychologa on ładnie opisuje jak się do tego stosuje fmri i pet). Można już też stosować te techniki do odróżnienia tego co wyobrażone przez pacjenta do tego co faktyczne ( tutaj to wydaje się przydatne ze względu, że wielu pacjentom inkorporowano wspomnienia i sami już nie potrafili odróżnić prawdy od fałszu, jest im w stanie pomóc pet, ale tutaj to faktycznie chyba za droga zabawa). Psychoterapia sama w sobie jest czymś z gruntu trudnym do ujednolicenia i wypracowania ogólnych standardów. Aposterioryzm ma tutaj małe zastosowanie, bo ileś przypadków owszem da się wpisać w jakieś standardy, ale jakaś grupa z różnych względów już nie, chociażby przez to, że każdy jest inny i fundamenty osobowości każdej osoby są inne. Moim zdaniem praca z jednym psychoterapeutą to z gruntu zły pomysł, siły jak i środki na wykorzystanie tych sił powinny być rozłożone, druga kwestia to czy jednak grupa nie powinna mieć prymatu nad indywidualną terapią. Tak czy owak, w Polsce i poza nią ( poza nią jest etap gdzie sami pacjenci dążą do wymuszenia zmian, w Polsce jeszcze nie) prymat ma kasa i dlatego psychiatrzy nigdy nie zasiądą do stołu ze skrajnymi antypsychiatrami, aby więcej się dowiedzieć o podłożu ich wątpliwości, a psychoterapeuci z antypsychoterapeutami.

Edytowane przez karolink

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

https://www.apa.org/pubs/journals/features/cns-cns0000094.pdf

"

zespół Brenta Robertsefa z University of Illinois opublikował artykuł, z którego jednoznacznie wynika, że u osób poddawanych psychoterapii zachodzą negatywne zmiany osobowościowe. Naukowcy przebadali w warunkach naturalnie prowadzonej psychoterapii blisko 6,5 tysiąca osób, u których zaobserwowano wzrost neurotyzmu, nasilenie chronicznego stresu, stany depresyjne, obniżenie samooceny i sumienności:

Nie wspomnę, że w pewności siebie posuwa się tak daleko, że całkowicie nie uwzględnia, że nie tak dawno bo w 2014 roku ukazał się artykuł, którego autorzy przejrzeli wszystkie

badania nad efektywnością psychoterapii, jakie opublikowano w 2010 roku. 79%!!! prac nie zawierało jakichkolwiek informacji o monitorowaniu negatywnych skutków.."

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie poddałabym sie psychoterapii psychologowi. To zwykły humanista, a nie lekarz. 

Jedynie lekarzowi  psychiatrze z takimi uprawnieniami. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
51 minut temu, kimikimi napisał:

Nie poddałabym sie psychoterapii psychologowi. To zwykły humanista, a nie lekarz. 

Jedynie lekarzowi  psychiatrze z takimi uprawnieniami. 

Szkoda,  że tak dużo osób o tym zapomina 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja korzystałam z psychoterapii indywidualnej wiele lat temu...

A w ostatnich dwóch latach przeszłam dwie psychoterapie grupowe - oczywiście u psychologów...

Po 12 latach doświadczeń też jestem zdania, że na chorobę - to jest lekarz - czyli psychiatra (który może być też psychoterapeutą)

To nie jest tak, że zupełnie nie polecam. Myślę, że psychoterapia u psychologa może być dobrym początkiem w uzyskaniu jakiejkolwiek pomocy.

Psychoterapia stanowi dobre uzupełnienie dla farmakoterapii

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie farmakoterapia jest jedynie delikatnym uzupełnieniem psychoterapii i ta druga forma leczenia jest w mojej sytuacji ogromnym wsparciem.

@karolink myślę że generalizujesz i oceniasz wszystko pod kątem własnej terapii, która była dość patologiczna. 

Badania które potwierdzają skuteczność psychoterapii są fałszowane a te które stwierdzają że to placebo nie? Wszystko podciagasz pod jedną tezę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, Disappear napisał:

U mnie farmakoterapia jest jedynie delikatnym uzupełnieniem psychoterapii i ta druga forma leczenia jest w mojej sytuacji ogromnym wsparciem.

@karolink myślę że generalizujesz i oceniasz wszystko pod kątem własnej terapii, która była dość patologiczna. 

Badania które potwierdzają skuteczność psychoterapii są fałszowane a te które stwierdzają że to placebo nie? Wszystko podciagasz pod jedną tezę.

ależ oczywiście, że generalizuję. Wyciągam ogólne wnioski do ogólnej reguły nie rozdrabniając się nad poszczególnymi przypadkami, a jak myślisz jak powstają badania i ankiety leczonych pacjentów. Tam też się generalizuje, w sumie tylko tak można się do tego odnieść, bo nie da się w tej kwestii rozdrobnić życia psychicznego pacjentów i czynników zewnętrznych jakie mają wpływ na leczenie. Generalizując akurat nie odnoszę się do swojego konkretnego przypadku, bo próbowałam korzystać potem z wielu innych psychoterapii, ale wytykam jej ogólne zagrożenia, które mogą mnie spotkać. Idąc na operację wyrostka dostałam listę tego co może mi zagrażać, podpisałam zgodę, idąc na psychoterapię czy podejmując się leczenia psychofarmaceutycznego zdarza się, że często jest to pomijane. Czemu tak się dzieje ? Dlatego, że to w przeważającej mierze biznes. Psychobiznes.

Edytowane przez karolink

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia napewno może mieć negatywne skutki. Wiele czynnikòw może sie na to złożyć. Terapeuta i jego osobowość, terapeuta i jego doświadczenie, jego zdolności, charakter pacjenta- wielu uważa terapie za manipulacje i tylko słabe jednostki łatwe do zmanipulowania poddają sie jej, rodzaj chroby pacjenta, jego podłoża, i pewnie sporo innych.

Dobry terapeuta, taki np. jak mòj , na 1 sesji mòwi że nie daje gwarancji na wyleczenie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, karolink napisał:

 Generalizując akurat nie odnoszę się do swojego konkretnego przypadku, bo próbowałam korzystać potem z wielu innych psychoterapii (...)

Jakich? W jakich nurtach? Ile trwały?

To co piszesz jest całkowitym przeciwieństwem i mojej terapii i moich wizyt u psychiatry. Psychiatra za każdym razem rozmawia ze mną o lekach, pyta się o moją zgodę na takie leczenie. Psychoterapeutka natomiast zawsze wszystko mi dokładnie tłumaczy. Zanim zaczęłyśmy pracę nad PTSD zostałam uświadomiona w temacie ryzyka, tego co może się ze mną dziać, jak się mogę czuć. Czuję się też bezpiecznie, bo w wypadku kryzysu mogę, a nawet mam przykaz, żeby się z nią kontaktować również pomiędzy sesjami. I nie nalicza mnie za swój dodatkowy, poświęcony mi czas.

Żeby nie rozmywać, to napiszę że na samym początku każdy powinien mieć wbite w głowę, że terapia to przede wszystkim ciężka praca własna i nie trwa tylko na sesjach ale też, a nawet zwłaszcza pomiędzy nimi. Że nikt niczego za nas nie załatwi i nie rozwiąże naszych problemów. Po lekturze forum widzę, że niektórzy mają nadzieję, że terapeuta to jakiś czarodziej który pyknie różdżką i będzie super. I potem jest rozczarowanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 29.12.2018 o 20:17, Disappear napisał:

U mnie farmakoterapia jest jedynie delikatnym uzupełnieniem psychoterapii i ta druga forma leczenia jest w mojej sytuacji ogromnym wsparciem.

@karolink myślę że generalizujesz i oceniasz wszystko pod kątem własnej terapii, która była dość patologiczna. 

Badania które potwierdzają skuteczność psychoterapii są fałszowane a te które stwierdzają że to placebo nie? Wszystko podciagasz pod jedną tezę.

Żaden psychoterapeuta nie powiadomił mnie o skutkach psychoterapii, żaden psychiatra o skutkach leczenia psychotropami, wręcz przeciwnie w ocenie jak kiedyś udało mi się zajrzeć wydaje się u powaznego psychiatry znalazłam info, że jestem alkoholiczką, podczas gdy nie znoszę alkoholu i upiłam się może z 3 razy w życiu, nigdy nie straciłam przy tym świadomości. Korzystałam między innymi z pierwszej dziesiątki w znanym lekarzu, kilkoro z polecenia. Generalnie terapia poznawczo behawioralna bądź dialektyczno behawioralna. Oczywiście, że generalizuję, ale bynajmniej nie tyle pod kątem własnej terapii ile pod kątem tego jakie potencjalne zagrożenia niesie za sobą terapia. Ty natomiast nie generalizujesz ty tylko piszesz na podstawie subiektywnej oceny wyłącznie swojej terapii. Ja patrzę trochę głębiej, ponieważ przerobiłam całą lekturę dotyczącą psychoterapii, byłam też na wielu wykładach, gdzie miałam do czynienia ze studentami psychologii, którzy zamierzali zostać psychoterapeutami,  a swego czasu byłam jej gorącą zwolenniczką. Teraz nie tyle chodzi o demonizowanie ile o wytykanie niedociągnięć, właściwie to szczerze nie obchodzi mnie co się stanie na rynku psychoterapii, ale jeżeli chociaż jednej osobie pozwoli się ustrzec utopienia się w psychoterapii bez reszty to już dla mnie dużo.  Ale ja nie napisałam nigdzie, że badania mówiące o placebo nie są fałszowane, nie jestem w stanie tego stwierdzić, o tym, że te pozytywne są zafałszowane pisał sam psychoterapeuta Irving Kirsch,. Obawiam się jednak, że coś w tym jest, że psychoterapia popadła w takie samozadowolenie i widzę, że ludzie, którzy się zetknęli z psychoterapią w tym ja stają się egoistyczni i introwertyczni, oceniający i analizujący wszystko i wszystkich wokół siebie, oczywiście to generalizacja i zawsze znajdą się wyjątki od reguły, ale taka podstawowa obserwacja, także subiektywna. Wszystko co istnieje w psychoterapii i psychiatrii jest subiektywne, prawie tak bardzo subiektywne jak w religii,  właściwie tej subiektywności nie da się oddzielić od tych dziedzin, tak już jest i pewnie przez najbliższe lata zostanie. Tak jak ty masz prawo pisać pozytywnie o psychoterapii, tak ja mam prawo dzielić się wątpliwościami, tym bardziej w wątkach, które mówią o mankamentach psychoterapii, do tych innych ze względów na to, aby nie urażać innych forumowiczów nie nawiązuję. łatwiej to obrazować na przykładzie więc faktycznie często przytaczam coś ze swoich psychoterapii. Sądzę, że uzyskałabym dużo poklasku gdybym chwaliła psychoterapię jak kiedyś, sorry, ale nabrałam trochę rozumu i też lektury, która pozwoliła mi spojrzeć na tą ciemniejszą stronę psychoterapii.

Edytowane przez karolink

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, neon napisał:

Terapia napewno może mieć negatywne skutki. Wiele czynnikòw może sie na to złożyć. Terapeuta i jego osobowość, terapeuta i jego doświadczenie, jego zdolności, charakter pacjenta- wielu uważa terapie za manipulacje i tylko słabe jednostki łatwe do zmanipulowania poddają sie jej, rodzaj chroby pacjenta, jego podłoża, i pewnie sporo innych.

Dobry terapeuta, taki np. jak mòj , na 1 sesji mòwi że nie daje gwarancji na wyleczenie. 

Fajny terapeuta, oby się nie zmieniał. Nie uważam, że wszyscy terapeuci są źli, tak jak nie uważam, że wielu jest dobrych. Moim zdaniem tych dobrych jest kilku, życzę wszystkim pacjentom, aby trafiali tylko na tych dobrych i oby ci dobrzy za bardzo się nie zmieniali z biegiem życia i okoliczności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie się najpierw lekko poprawiło. A teraz, szczerze mówiąc, nie wierzę, że kiedykolwiek może być dobrze. Już byłam tuż, tuż celu...Po czym wróciłam do dawnego błota....Jak Paweł z Tarsu pisał....Dla takich już nie ma nadziei.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×