Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
WrazliwyP

Rozstanie po 7 latach.

Rekomendowane odpowiedzi

Cytat

Mam tatę z depresją i chorobą dwubiegunową.

Częścią choroby dwubiegunowej jest depresja (jest jednym z biegunów CHAD) 😉 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój mąż ma tyle wad, ale nie wyobrażam sobie życia bez niego, najważniejsze że lubi pracować, nie ma nałogów, masa rzeczy które w nim nie trawie, ale cóż ma też zalety, samo życie

Przypuszczam że on podobnie myśli o mnie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Współczuję, strasznie jest być samemu, to ogromne cierpienie duszy, 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, oka22 napisał:

Mój mąż ma tyle wad, ale nie wyobrażam sobie życia bez niego, najważniejsze że lubi pracować, nie ma nałogów, masa rzeczy które w nim nie trawie, ale cóż ma też zalety, samo życie

Przypuszczam że on podobnie myśli o mnie

No tak wygląda wspólne życie. Jesteśmy tylko ludzmi małe głupoty często potrafią urosnąć do ogromnych problemów. Głupie zakręcanie tubki od pasty czy szuranie kapciami 🙂 . Najważniejsze to umieć przymknąć na to oko i traktować drugiego z szacunkiem i miłością.

Na chwilę obecną czuje się strasznie źle. Podobnie jak przy śmierci ukochanej osoby, której nie zdążysz powiedzieć jak bardzo kochasz. Nie wiem już sam czy mam plakać  śmiać się szukać wad czy zalet. Na szczęście w piątek idę do psychologa może on mi coś poradzi. Pewnie przejdę się też po jakieś leki bo sam sobie nie poradzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdaję sobie sprawę, że z moim postem pewnie sporo osób się nie zgodzi, może Ty uznasz to za jakieś coachingowe banały, ale piszę ze swojego doświadczenia.

Byłam po dwóch stronach tej barykady, choć moje związki nie były takie długie – ale ja kogoś kochasz, to tak naprawdę to ma mniejsze znaczenie, ile trwały. I wcale nie sądzę, że lepiej być „rzucającym”. 


Moja rada to daj sobie czas na rozpacz, płacz, odreagowanie, cokolwiek przez jakiś okres, a później zajmij się sobą. Zajmij się swoją psychiką, podreperowaniem jej, wyleczeniem, a także tym, co lubisz robić, jeść. Nie próbuj zastanawiać się nad tym, ale DLACZEGO ona mnie nie kocha, JAK TO się stało. Tak naprawdę większości osób się wydaje, że jak będą znali powód, to będzie im prościej. Jednak to nie jest prawda, powód nic nie zmienia. To nie jest w ogóle ważne, czy rozstanie jest, dlatego że ktoś ma kogoś, czy dlatego że nas nie kocha, czy może wkurza go to, jak smarkamy w chusteczkę. Dobrze że nie zdecydowałeś się na udawanie i postawiłeś ultimatum. Brawo, masz jaja, nie żałuj tego. 


Nie stawiaj też jej na piedestale, nie zastanawiaj się, jakie ma wady, zalety, czy ona ponosi winę, czy Ty. To też nic nie zmienia w tej sytuacji. Za to widać już na podstawie Twoich postów, że ją cenisz bardziej niż siebie. To przede wszystkim należałoby zmienić.  


Ponadto, relacje z osobami zaburzonymi są często trudne, ale Ty akurat nie brzmisz tak, jakbyś przerzucał na kogoś w realu swoje problemy (oczywiście wnioskuję po Twoich wypowiedziach), więc też nie zadręczaj się tym, że nie jesteś wesołkiem, duszą towarzystwa czy masz nerwicę. Sama mam nerwicę i nie uważam się z tego powodu za człowieka drugiej kategorii. Każdego to można spotkać. Dopóki nie przerzucamy na kogoś swoje problemy, to jest ok. 


Radziłabym Ci też nie wpadać w taki myślowy marazm jak „samotność jest okropna”, „nie ma fajnych kobiet, wszystkie są złe” czy coś w tym guście. Prawda jest taka, że jedyna osoba, z jaką będziesz do końca życia, to Ty sam. Fajnie kogoś mieć, ale bycie samemu też jest naturalnym stanem. Jest mnóstwo fajnych, wolnych ludzi, wartościowych kobiet oraz mężczyzn. Czasami rozwody są i po 50, niczego nie można przewidzieć.

 
Na pewno pocierpisz, ale w końcu będzie dobrze. Może ona zmieni zdanie, może Ty poznasz kogoś innego, może potrzebujesz czasu dla podreperowania psychiki samemu.  Także wywal te złe emocje, tą rozpacz, ale nie marnuj czasu na zastanawianie się, co było, co będzie. Wiem, co mówię, bo kiedyś sama zmarnowałam mnóstwo czasu i teraz żałuję. To nie jest tak, że jutro się poczujesz super, ale nadejdzie dzień, w którym ona Ci będzie po prostu obojętna. 

Wizyta u psychologa to dobry krok. Powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@alicja_z_krainy_czarów

Bardzo Ci dziękuję za to że odpisałaś i to co mi odpisałaś. Czegoś takiego właśnie potrzebowałem.

Niestety rozgryzłaś mnie doszczętnie i prawdą jest to że nie starałem się obarczać jej moimi problemami. Siedziałem cicho i sam szukałem rozwiązań tak żeby i jej było lżej. Prawda jest też to że cenie ją bardziej niż siebie. Zawsze starałem się jej dogodzić robić przyjemności tak żeby była szczęśliwa pozwalałem jej wybierać, dawałem dużo luzu. Jak ona była szczęśliwa to ja też byłem szczęśliwy bo widziałem jej uśmiech i zadowolenie.

Dziękuję za Twoją wypowiedź i była ona bardziej wartościowa dla mnie niż wszystkie banały z internetu czy znajomych typu "tego kwiatu to pół światu". 

Jak już wspominałem jest to moja pierwsza miłość nie miałem wcześniej dziewczyn wiec zależało mi na doświadczeniach kogoś kto już coś takiego przeżył. Jestem osobą stosunkowo młodą (27) i czuję w takiej sytuacji zagubiony, bezsilny. Najgorsza jest dla mnie wizja tego, że muszę się odkochać, a nie wiem jak taki proces przebiega, a tym bardziej jak długo będzie trwał w moim przypadku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, WrazliwyP napisał:

bardzo Ci dziękuję za to że odpisałaś i to co mi odpisałaś. Czegoś takiego właśnie potrzebowałem.

(szkoda ze nie moge skasowac moich wpisow...nie bierz ich pod uwage po prostu)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
50 minut temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Na pewno pocierpisz, ale w końcu będzie dobrze. Może ona zmieni zdanie, może Ty poznasz kogoś innego, może potrzebujesz czasu dla podreperowania psychiki samemu.  Także wywal te złe emocje, tą rozpacz, ale nie marnuj czasu na zastanawianie się, co było, co będzie. Wiem, co mówię, bo kiedyś sama zmarnowałam mnóstwo czasu i teraz żałuję. To nie jest tak, że jutro się poczujesz super, ale nadejdzie dzień, w którym ona Ci będzie po prostu obojętna. 

---bardzo mądrze powiedziane 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
30 minut temu, tosia_j napisał:

(szkoda ze nie moge skasowac moich wpisow...nie bierz ich pod uwage po prostu)

Myślę że to bardzo dobrze ze nie można ich skasować bo są bardzo wartościowe. Twoje zainteresowanie było dla mnie pierwszą deską ratunku. Dziękuję Ci za to, a nie zrobiłem tego wcześniej (nie podziękowałem) bo czekałem aż odniesiesz się do mojej wypowiedzi pod Twoim postem odnośnie związku i obojętności. Oczywiście nie oczekuję odpowiedzi bo rozumiem, że może to być sprawa osobista. Pozdrawiam Cię @tosia_j to że zainteresowałaś się tym wątkiem i moim problemem już sprawia że jesteś bardzo wartościową osobą ale wydaje mi się że mało wylewną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, WrazliwyP napisał:

Bardzo Ci dziękuję za to że odpisałaś i to co mi odpisałaś. Czegoś takiego właśnie potrzebowałem.

Niestety rozgryzłaś mnie doszczętnie i prawdą jest to że nie starałem się obarczać jej moimi problemami. Siedziałem cicho i sam szukałem rozwiązań tak żeby i jej było lżej. Prawda jest też to że cenie ją bardziej niż siebie. Zawsze starałem się jej dogodzić robić przyjemności tak żeby była szczęśliwa pozwalałem jej wybierać, dawałem dużo luzu. Jak ona była szczęśliwa to ja też byłem szczęśliwy bo widziałem jej uśmiech i zadowolenie.

Dziękuję za Twoją wypowiedź i była ona bardziej wartościowa dla mnie niż wszystkie banały z internetu czy znajomych typu "tego kwiatu to pół światu". 

 Jak już wspominałem jest to moja pierwsza miłość nie miałem wcześniej dziewczyn wiec zależało mi na doświadczeniach kogoś kto już coś takiego przeżył. Jestem osobą stosunkowo młodą (27) i czuję w takiej sytuacji zagubiony, bezsilny. Najgorsza jest dla mnie wizja tego, że muszę się odkochać, a nie wiem jak taki proces przebiega, a tym bardziej jak długo będzie trwał w moim przypadku.

Jeśli Ci to pomogło choć w 1%, to bardzo się cieszę. Jeśli to Twoja pierwsza miłość, to tym bardziej Ci bardzo współczuję, bo to musi być trudne. Według mnie rozstanie to jedno z w ogóle najbardziej obciążających psychikę doznań. 

Mnie jest łatwiej pisać z takiej perspektywy, bo cóż, mam to za sobą. Miałam raz w życiu takie bardzo przykre rozstanie. Facet, podobnie jak u Ciebie, nawet mnie nie rzucił, ale psuło się. Na końcu wmawiał mi, że to ja z nim zerwałam. Złapałam taką deprechę jak nigdy. Płakałam i spałam na zmianę, nie mogłam niczego przełknąć, czekałam na telefon od niego non stop, o niczym innym nie myślałam, choć zawsze byłam osobą z pasjami itd. Tragedia co ja ze sobą zrobiłam wtedy. 

Jednak Ty w przeciwieństwie do mnie wtedy okazałeś mega klasę. Mało ludzi to potrafi w obliczu rozstania - nie płaszczyć się, nie błagać, odejść. Będziesz jeszcze dumny z tego powodu, że zachowałeś twarz w tej sytuacji. 

Śmieszą mnie rady "tego kwiatu jest pół światu" albo "klin klinem". Pewnie, u niektórych się sprawdzają, ale jak ktoś jest wrażliwy, kocha mocno kogoś, no to kurde. Może przed Tobą stanąć i Angelina Jolie (albo może ewentualnie ktoś młodszy ;p), ale Ty i tak będziesz myślał o swojej miłości. Najlepiej działa czas. 

Dodam, choć tyś rozsądny, więc pewnie o tym wiesz - nie zgadzaj się na żadne kawki, herbatki, piwka, spotkania pocieszające, przysługi. Nie wiem, czy razem nadal mieszkacie, ale jak przestaniecie, to najlepiej urwać kontakt i nie dopuszczać do jego odnowienia na mniejszych zasadach niż tego oczekujesz - czyli teraz ją kochasz i chcesz związku (nie oznacza, że się to zmieni), ale najlepiej nie zgadzaj się na przyjaźń i koleżeńskie pogawędki. Najlepiej oderwać plaster szybko - i tak będzie bolało, ale mniej niż w sytuacji, kiedy jeszcze się podtrzymuje relację i jest w stanie zawieszenia. 

Powodzenia, jeszcze będzie dobrze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Nie wiem, czy razem nadal mieszkacie, ale jak przestaniecie, to najlepiej urwać kontakt i nie dopuszczać do jego odnowienia na mniejszych zasadach niż tego oczekujesz - czyli teraz ją kochasz i chcesz związku (nie oznacza, że się to zmieni), ale najlepiej nie zgadzaj się na przyjaźń i koleżeńskie pogawędki.

Jeżeli chodzi o mieszkanie razem to dziś się wyprowadzam. Kumple z pracy pomogą mi zabrać rzeczy. Stwierdziłem, że trzeba to zrobić jak najszybciej bo im dłużej tym gorzej boli 🙂 . Wiedzialem, że też jej będzie ciężko jak zobaczy jak się pakuję to kupiłem jej kinder czekoladę na poprawę humoru. Jak jej ją wręczyłem to po prostu się popłakała.

Uczucie masakryczne nie życzę nikomu. 

13 godzin temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Dodam, choć tyś rozsądny, więc pewnie o tym wiesz - nie zgadzaj się na żadne kawki, herbatki, piwka, spotkania pocieszające, przysługi.

No właśnie tu zaczyna się problem. Rozsądny jestem ale nie chcę palić za sobą mostów. Podobnie jak pisała @tosia_j w innym wątku przecież nie staniemy się od razu obcymi ludźmi i może warto już teraz ustalić warunki dalszej relacji.

Zastanawiam się nad tym dlatego bo jakby nie patrzeć spędziłem z nią prawie 1/3 mojego życia (strasznie to brzmi). Bardzo ją lubię i szanuję jako osobę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@WrazliwyP 

Czego chcesz – przyjaźnić się z nią czy być?

Jak pierwsze, to nie ma sprawy. Umawiaj się na kawy i herbaty, ale licz się z tym, że to nie sprawi, że do Ciebie wróci. Sama tak zadawałam się z facetem, którego rzuciłam po 3 latach związku. Dopiero później zdałam sobie sprawę, jaką krzywdę mu wyrządzam, bo on ciągle liczył, że do siebie wrócimy.W ogóle nie postrzegałam go jako kogoś, z kim chcę kiedykolwiek być, choć go bardzo lubiłam i lubię, cenię, nawet kocham do tej pory – jak się kogoś bliskiego – ale nie była to już romantyczna miłość. Można się tak bujać i parę lat w takiej przyjaźni.

Natomiast jak chcesz z nią być, to jedyny sposób to się odciąć. Jeśli Cię rzeczywiście nie kocha, to nie wróci. A jak zobaczy, jak się jej żyje bez Ciebie i stwierdzi, że popełniła błąd, brakuje jej Ciebie, to być może jej reakcja będzie inna. Skoro się „wzruszyła”, to możliwe, że jakieś emocje odczuwa, bo ja opisywanego byłego miałam tak dosyć, że jedyne, co czułam, to może wyrzuty sumienia i żal. Nie piszę tego, żeby Ci zrobić jakąś fałszywą nadzieję, bo, jak napisałam, nie czekaj na to. Po prostu się wyprowadź i zajmij sobą, a reszta się ułoży.

Według mnie nie powinieneś zgadzać się na inne warunki istnienia w jej życiu niż te, których Ty chcesz, być substytutem. To nie jest dziecinne wcale, a utrzymywanie „przyjacielskich stosunków” jest jak reanimowanie trupa. Nie oznacza to, że jak ją zobaczysz na ulicy, to masz uciekać, ale na Twoim miejscu po prostu bym się nie męczyła bardziej niż muszę. Choć zrobisz, jak uważasz. I nie oszukujmy się. Nie ma mowy o przyjaźni zaraz po rozstaniu. Można się przyjaźnić, jak emocje zgasną - ewentualnie. Czyli nie za miesiąc, ale może za rok, dwa nawet.

Wiem też, że boli, jak ukochana osoba cierpi, ale Ty się dobrze czujesz? Nie. Nie lituj się, że jest jej ciężko. Tobie jest cholernie ciężko, bo masz swoje zaburzenia, a teraz Cię spotyka coś takiego. Toteż sobie kup kinder czekoladę i zjedz, a nie jej ;).

Z byłym, o którym piszę, teraz utrzymuję sporadyczny kontakt. Nie jest to przyjaźń, bo sądzę, że znowu by to się źle skończyło. Ma nową dziewczynę, myślę, że jest szczęśliwy.  Jednak zawsze jak mówiłam, że się z kimś spotykam, to był zazdrosny – teraz nawet nie poruszam takich tematów. Tylko że znamy się - na chwilę obecną - już dziewięć lat i jesteśmy z 4 lata po rozstaniu ; ). 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

I nie oszukujmy się. Nie ma mowy o przyjaźni zaraz po rozstaniu. Można się przyjaźnić, jak emocje zgasną - ewentualnie. Czyli nie za miesiąc, ale może za rok, dwa nawet.

dokładnie !!!

 Alicjo z Krainy czarów , bardzo lubie Cię czytać , masz te sprawy tak mądrze "poukładane " ,że zgadzam się z Tobą nie na 100, ale na 1000% . Sam byłem w różnych związkach , dłużej , krócej ,,, jednak dwa z nich, które były  dla mnie ważne i gorące skończyły sie dla mnie siermięznym kopem w dupe . Nie będe podawał powodów ,w jednym było duzo mojej winy , w drugim dziewczyna poznała kogos innego , zreszta jakie to ma dziś znaczenie ? Banałem , było by roztrząsać ,,,

 NAJGORSZE PO ROZSTANIU BYŁO BY KONTYNUOWANIE ZNAJOMOŚCI /" PRZYJAŹNI " . Cierpiałem  mocno, ale większym stokroć cierpieniem byłoby spotykać się jako kolega -koleżanka. Trzeba spierdzielać , jak ktoś Cie nie chce jako partnera tylko kolegę , kiedy Ty sam cierpisz najmocniej .

 A jej płacze to sztuczki , emocjonalne sztuczki ( nie udawanie ) tylko sztuczki cyrkowe , jej mechanizm obronny , którymi sobie radzi .

 Masz jaja z ta wyprowadzką . Wielu facetów stękałoby jak by kto im sciskał w imadle jajka (-:

 Miałem kolege , którego dziewczyna zostawiła dla innego po 4 latach bycia z nim w związku (osobiście znałem go - 8 lat w pdstawówce w tej samej klasie  i jeszcze dalej też, kolo miał tendencje do ściskania w sobie emocji i to chyba go zabiło  ) to tak się załamał ,że popołenił skutecznie samobójstwo w wieku 24 lat > PORAŻKA !!! A Ona debilka na pogrzebie skakała z rozpaczy na trumnę . Kużwa !On głupi , a Ona ,,, jak to kobietka emocjonalnie niezrównoważona ,,,chyba ( Panie wybaczą ) 

 I ciesz się ,że trafiłeś Tu na tak dobrego psychologa jak Alicja , która tak mądrze i życiowo potrafi Cię pokierować i pomóc słowem .

 Dobrze ,że ją szanujesz . 

 jak odejdziesz i nie dasz się zmanipulować , to zobaczysz jak Ona będzie Cie szanować . Jak będzie miała faceta to jej szacunek pójdzie w kierunku obojetności wobec Ciebie,,, jak samotność da jej we znaki to  poleci w marzenia o idelanym facecie , a Ty ewentualnie będziesz , jakimś tam odległym wspomnieniem , możliwością , bytem . 

Edytowane przez Kalebx3 Gorliwy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bym powiedział, że czasem można się "przyjaźnić" gdy zgasną światła, nie emocje. Ale rzeczywiście przebarwienia czasu. Z doświadczenia sądzę, że z pół roku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, SarkastyczneSerce napisał:

Z doświadczenia sądzę, że z pół roku.

pod warunkiem ,że będziesz już 3 miesiace w nowym gorącym związku z kimś innym .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, Kalebx3 Gorliwy napisał:

, a Ty ewentualnie będziesz , jakimś tam odległym wspomnieniem , możliwością , bytem

zapomniałem dodać -

 ,,,,

odległym wspomnieniem , możliwością , bytem , porównaniem 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 minut temu, Kalebx3 Gorliwy napisał:

pod warunkiem ,że będziesz już 3 miesiace w nowym gorącym związku z kimś innym .

Tutaj też nieźle trafione z czasem ;)

Choć aż tak gorący nie był, dlatego wracałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

@WrazliwyP 

Czego chcesz – przyjaźnić się z nią czy być?

Jak pierwsze, to nie ma sprawy. Umawiaj się na kawy i herbaty, ale licz się z tym, że to nie sprawi, że do Ciebie wróci. Sama tak zadawałam się z facetem, którego rzuciłam po 3 latach związku. Dopiero później zdałam sobie sprawę, jaką krzywdę mu wyrządzam, bo on ciągle liczył, że do siebie wrócimy.W ogóle nie postrzegałam go jako kogoś, z kim chcę kiedykolwiek być, choć go bardzo lubiłam i lubię, cenię, nawet kocham do tej pory – jak się kogoś bliskiego – ale nie była to już romantyczna miłość. Można się tak bujać i parę lat w takiej przyjaźni.

Natomiast jak chcesz z nią być, to jedyny sposób to się odciąć. Jeśli Cię rzeczywiście nie kocha, to nie wróci. A jak zobaczy, jak się jej żyje bez Ciebie i stwierdzi, że popełniła błąd, brakuje jej Ciebie, to być może jej reakcja będzie inna. Skoro się „wzruszyła”, to możliwe, że jakieś emocje odczuwa, bo ja opisywanego byłego miałam tak dosyć, że jedyne, co czułam, to może wyrzuty sumienia i żal. Nie piszę tego, żeby Ci zrobić jakąś fałszywą nadzieję, bo, jak napisałam, nie czekaj na to. Po prostu się wyprowadź i zajmij sobą, a reszta się ułoży.

Według mnie nie powinieneś zgadzać się na inne warunki istnienia w jej życiu niż te, których Ty chcesz, być substytutem. To nie jest dziecinne wcale, a utrzymywanie „przyjacielskich stosunków” jest jak reanimowanie trupa. Nie oznacza to, że jak ją zobaczysz na ulicy, to masz uciekać, ale na Twoim miejscu po prostu bym się nie męczyła bardziej niż muszę. Choć zrobisz, jak uważasz. I nie oszukujmy się. Nie ma mowy o przyjaźni zaraz po rozstaniu. Można się przyjaźnić, jak emocje zgasną - ewentualnie. Czyli nie za miesiąc, ale może za rok, dwa nawet.

Wiem też, że boli, jak ukochana osoba cierpi, ale Ty się dobrze czujesz? Nie. Nie lituj się, że jest jej ciężko. Tobie jest cholernie ciężko, bo masz swoje zaburzenia, a teraz Cię spotyka coś takiego. Toteż sobie kup kinder czekoladę i zjedz, a nie jej ;).

Z byłym, o którym piszę, teraz utrzymuję sporadyczny kontakt. Nie jest to przyjaźń, bo sądzę, że znowu by to się źle skończyło. Ma nową dziewczynę, myślę, że jest szczęśliwy.  Jednak zawsze jak mówiłam, że się z kimś spotykam, to był zazdrosny – teraz nawet nie poruszam takich tematów. Tylko że znamy się - na chwilę obecną - już dziewięć lat i jesteśmy z 4 lata po rozstaniu ; ). 

Wyprowadzka już się dokonała. Niestety masz rację. Już czuję, że utrzymywanie regularnego kontaktu na tym etapie to bezsens. Boli przeokropnie, a bolałoby jeszcze bardziej. Staram się nie rozmyślać, gdybać. Zachowuję się na razie jakby nic się nie stało bo sprawnie jestem wstanie zahamować myśli (może przyda mi się taka umiejętność przy zwalczaniu nerwicy ale tutaj niestety nie działa).

Najbardziej bolą paradoksalnie chwile szczęścia. Mam wyidealizowany obraz tej dziewczyny w mojej głowie i zawsze miałem. Miała swoje wady i fizyczne i charakteru ale jak o niej pomyślę to mam obraz pięknej idealnej czułej kobiety. Choć nie zawsze była idealna i czuła 🙂 . I teraz jak przypomnę sobie te najpiękniejsze chwile gdzie czułem się przenajszczęśliwszy na świecie (a było ich mnóstwo przecież to pierwsza dziewczyna!) to nie uśmiecham się pod nosem tylko czuję ból. I to nie tylko wewnętrzny ból ale i fizyczny. Wzdryga mnie w środku boli mnie klatka piersiowa i czuję jakbym na plecach miał kowadło a w płucach kamień.

Jakie życie potrafi być przewrotne, to co sprawiało Ci wczoraj szczęście dziś jest największym cierpieniem.

 

 

9 godzin temu, Kalebx3 Gorliwy napisał:

jak odejdziesz i nie dasz się zmanipulować , to zobaczysz jak Ona będzie Cie szanować . Jak będzie miała faceta to jej szacunek pójdzie w kierunku obojetności wobec Ciebie,,, jak samotność da jej we znaki to  poleci w marzenia o idelanym facecie , a Ty ewentualnie będziesz , jakimś tam odległym wspomnieniem , możliwością , bytem . 

Nie jestem złym czlowiekiem. Zawsze patrzę najpierw na potrzeby bliźniego później na swoje w większości przypadków. Gdy widzę głodnego na ulicy, a mam w torebce jedną bułkę to mu ją oddam. Ale mam jedną rzecz w głowie której się wstydzę. Chciałbym żeby była w życiu szczęśliwa, ale chciałbym też żeby jak pozna kolejnego chłopaka zobaczyła jaki klejnot miała przy boku. Żeby zobaczyła że ten Piotrek którego odrzuciła mimo swoich wad był wspaniałym człowiekiem. Pomocny, bez nałogów, rozsądny, kochający czuły itp. Chciałbym żeby pożałowała swojej decyzji. Wstydzę się tego mocno :( . Wiem na pewno jedno. Jakby nawet dziś przyszła i powiedziała "słuchaj popełniłam błąd wróćmy do siebie jednak Cię kocham". Odmówiłbym na 100%. Mimo że ją nadal kocham powiedziałbym że nie. Bałbym się czy za 10 czy 20 lat nie zrobi mi tego samego. Dwa ciosy w plecy od tej samej osoby to o 1 za dużo 🙂 . Pozdrawiam i dziękuję wszystkim za zainteresowanie, pomoc i rady. Szanuję was.
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, WrazliwyP napisał:

Wyprowadzka już się dokonała. Niestety masz rację. Już czuję, że utrzymywanie regularnego kontaktu na tym etapie to bezsens. Boli przeokropnie, a bolałoby jeszcze bardziej. Staram się nie rozmyślać, gdybać. Zachowuję się na razie jakby nic się nie stało bo sprawnie jestem wstanie zahamować myśli (może przyda mi się taka umiejętność przy zwalczaniu nerwicy ale tutaj niestety nie działa).

Najbardziej bolą paradoksalnie chwile szczęścia. Mam wyidealizowany obraz tej dziewczyny w mojej głowie i zawsze miałem. Miała swoje wady i fizyczne i charakteru ale jak o niej pomyślę to mam obraz pięknej idealnej czułej kobiety. Choć nie zawsze była idealna i czuła 🙂 . I teraz jak przypomnę sobie te najpiękniejsze chwile gdzie czułem się przenajszczęśliwszy na świecie (a było ich mnóstwo przecież to pierwsza dziewczyna!) to nie uśmiecham się pod nosem tylko czuję ból. I to nie tylko wewnętrzny ból ale i fizyczny. Wzdryga mnie w środku boli mnie klatka piersiowa i czuję jakbym na plecach miał kowadło a w płucach kamień.

Jakie życie potrafi być przewrotne, to co sprawiało Ci wczoraj szczęście dziś jest największym cierpieniem.

 

 

Nie jestem złym czlowiekiem. Zawsze patrzę najpierw na potrzeby bliźniego później na swoje w większości przypadków. Gdy widzę głodnego na ulicy, a mam w torebce jedną bułkę to mu ją oddam. Ale mam jedną rzecz w głowie której się wstydzę. Chciałbym żeby była w życiu szczęśliwa, ale chciałbym też żeby jak pozna kolejnego chłopaka zobaczyła jaki klejnot miała przy boku. Żeby zobaczyła że ten Piotrek którego odrzuciła mimo swoich wad był wspaniałym człowiekiem. Pomocny, bez nałogów, rozsądny, kochający czuły itp. Chciałbym żeby pożałowała swojej decyzji. Wstydzę się tego mocno :( . Wiem na pewno jedno. Jakby nawet dziś przyszła i powiedziała "słuchaj popełniłam błąd wróćmy do siebie jednak Cię kocham". Odmówiłbym na 100%. Mimo że ją nadal kocham powiedziałbym że nie. Bałbym się czy za 10 czy 20 lat nie zrobi mi tego samego. Dwa ciosy w plecy od tej samej osoby to o 1 za dużo 🙂 . Pozdrawiam i dziękuję wszystkim za zainteresowanie, pomoc i rady. Szanuję was.
 

 

To chyba naturalne po rozstaniu, że idealizujemy i tą osobę i związek w którym byliśmy. To także naturalne, że chciałbyś, żeby kiedyś pomyślała, że popełniła straszny błąd zostawiając Cię, przecież Cię zraniła, nie ma chyba człowieka który w takiej sytuacji życzyłby drugiej (byłej) połówce absolutnie wszystkiego najlepszego na "nowej drodze życia"....

 

Dawno się rozstaliście?

 

Dopiero za jakiś czas pewnie będziesz mógł się uśmiechnąć na wspomnienie Waszych wspólnych chwil, albo myśleć, że fajnie żeby jej się mimo wszystko w zyciu poukładało.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Aylen90 napisał:

Dawno się rozstaliście?

Parę dni temu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 godzin temu, WrazliwyP napisał:

Parę dni temu.

przejdzie chłopie :D wyjdziesz na prostą i sobie nową znajdziesz :D najważniejszy jesteś teraz ty i twoje dolegliwości które trzeba zaleczyć 🙂 

i tak na pocieszenie....

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

WrażliwyP, współczuję bardzo całego  przeżycia. Ale jesteś silny,  postawiłeś takie ultimatum, to znaczy  że umiesz walczyć o miłość, teraz ją straciłeś, ale długofalowo to Ci przyniesie korzyść, bo znajdziesz kogoś, kto będzie Cię kochał w pełni.

A jeśli była narzeczona jednak Cię kocha, to zerwanie jest ostatnią szansą, żeby sobie to uświadomiła. Bycie obok niej i staranie się nie przyniosło efektów, pomóc może tylko Twój brak, kiedy go odczuje. A jeśli to nie pomoże, to znaczy że już nic nie pomoże. Decyzja była słuszna, wytrzymaj i się nie łam. Ból się zmniejsza z każdym dniem. Zmuszaj się do wyjścia z domu, do spotykania z przyjaciółmi. Nie będzie super i łatwo, ale każda nowa rzecz, która się wydarzy, będzie Cię oddalać od poprzedniej. Musisz odwracać swoją uwagę od cierpienia.

W dniu 5.12.2018 o 11:37, WrazliwyP napisał:

No właśnie tu zaczyna się problem. Rozsądny jestem ale nie chcę palić za sobą mostów. Podobnie jak pisała @tosia_j w innym wątku przecież nie staniemy się od razu obcymi ludźmi i może warto już teraz ustalić warunki dalszej relacji. 

Na razie nie ma szans na dobrą relację, bo spotkania będą rozgrzebywać Twoje cierpienie, poza tym jeśli jest jakakolwiek możliwość, że dziewczyna będzie chciała znów z Tobą być, to takie spotkania ją ostatecznie pogrzebią. Nie możesz już być na wyciągnięcie ręki, bo nie odczuje Twojego braku i się tym nie zaniepokoi, musisz żyć bez niej, a ona musi mieć świadomość, że sobie radzisz bez niej i możesz się związać z kimś innym. Nie możesz być ciągle w rezerwie.

Edytowane przez refren

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przejdzie z czasem, ale prawdopdobnie musi minimum rok minać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 6.12.2018 o 11:03, Kalebx3 Gorliwy napisał:

 I ciesz się ,że trafiłeś Tu na tak dobrego psychologa jak Alicja , która tak mądrze i życiowo potrafi Cię pokierować i pomóc słowem .

 

Dziękuję za komplement, ale jest przesadzony. Sama potrzebuję psychiatry, psychologa, a może i psychiatryka, natomiast łatwiej mi napisać parę zdań, jeśli sama coś przeżyłam na  własnej skórze. 

@WrazliwyP i jak się czujesz?

W Twoich myślach o tym, żeby pożałowała nie ma nic niesamowitego. Wiele osób tego chce po rozstaniu - i nawet może ona pożałuje, bo każdemu prawie po zakończeniu długoletniego związku - który, umówmy się, nie jest patologią, nie ma w nim przemocy - w pewnym momencie żałuje. Ale życzę Ci, żeby Cię to już nic nie obchodziło. Podziwiam Cię też za to, że już teraz piszesz o tym, żebyś jej nie przyjął. Trzymaj tak. 

Normalne jest odczuwanie bólu fizycznego. Tzn. normalnie - nienormalne, ale ja po rozstaniu tak się pochorowałam, że przez tydzień nie wstawałam z łóżka. Niestety, nadwrażliwe osoby tak mają. Nie sugeruj się też podaną ilością czasu na "przecierpienie". Dla każdego to indywidualna sprawa. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×