Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
kia_ sportage

czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

Rekomendowane odpowiedzi

37 minut temu, kia_ sportage napisał:

Własnie to jest ten mój książe z bajki.

Tylko musi być bogaty i przystojny by dać szczęście? ;) Bo wybacz ale co drugi facet jest po prostu dobry w środku i nie chce cycków i dupy tylko mieć kogoś do przytulenia i rozmowy po pracy. Faceci między sobą o tym mówią, przed kobietą nigdy nie okażą ;)

31 minut temu, carlosbueno napisał:

Może nie wszystkim, ale odgrywają ogromną rolę. Ja i dwójka mojego rodzeństwa nie mamy dzieci, a już dawno po 30-ce jesteśmy, ja z bratem tez żadnego doświadczenia związkowego, siostra ma co prawda męża ale też pierwszego z dwóch chłopaków miała po 25 roku życia, to nie może być przypadek, mamy antyspołeczne, antyrodzinne inklinacje i niski popęd. Tylko dlaczego przejęliśmy tylko geny od strony ojca, gdzie pełno jest dziwaków, nieudaczników  i samotników  a nie matki gdzie wszyscy są rodzinni i zaradni życiowo.   

To BARDZO ciekawe co piszesz. Aż zbyt mocno pasuje do mojego zdania. Dlaczego od ojca? Miał "silniejsze" geny. Słowo jak słowo, słabo pasuje ale niech już będzie. Gdy kupujesz nowe drzwi mają dwa klucze. Jeden tymczasowy dla ekipy, która je wstawia gdy Ty jesteś w pracy. Po włożeniu normalnego klucza stary już nie otworzy zamka. Niby mamy dwa teoretycznie sprawne klucze ale tylko jeden "robi robotę".

7 minut temu, Gods Top 10 napisał:

+

A dziękuję.

5 minut temu, kia_ sportage napisał:

caarlos bueno W mojej rodzinie jest, tak że wszyscy są wykształceni, mama, ojciec ale jego nie znam, za dobrze, rozwód i brak kontaku z nami. Dziadek był wojskowym- Pułkownik, mama psycholog, babcia chyba tylko sprzedawała w sklepie. Nie wiem bo mała byłam jak poszła na emeryturę.  Tylko ja jestem jakaś nieudana. Mam tylko średnie.

Dlatego trzeba zabraniać dzieciom telewizji, naoglądają się i później takie myślenie ;)

Kia. Nie wiem nic o Tobie poza Twoimi postami i jednym zdjęciem. Jesteś ładna, to dla kobiety praktycznie daje możliwości łatwego życia ale jesteś też wybredna i masz zbyt wysokie wymagania. Mama psycholog na pewno od dziecka maglowała Cię byś wyrosła na kobietę sukcesu, od małego mówiła Ci, że Ci się w życiu powiedzie. Przez to zawsze chcesz więcej, to dobrze ale nie w kwestiach relacji z drugą płcią. I zawiodłaś się gdy życie okazało się trudniejsze niż wyobrażenie o nim z dzieciństwa. Nie musisz mieć dyplomu by ktoś Cię szanował, większość ma to gdzieś gdy tylko widzą, że się uśmiechasz ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 minut temu, SarkastyczneSerce napisał:

A dziękuję.

Upsssss. Ten plus miał oznaczać, że odnoszę się obu tych wpisów... a jak widzę, został zrozumiany inaczej. Mój błąd.:classic_blush:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
29 minut temu, kia_ sportage napisał:

caarlos bueno W mojej rodzinie jest, tak że wszyscy są wykształceni, mama, ojciec ale jego nie znam, za dobrze, rozwód i brak kontaku z nami. Dziadek był wojskowym- Pułkownik, mama psycholog, babcia chyba tylko sprzedawała w sklepie. Nie wiem bo mała byłam jak poszła na emeryturę.  Tylko ja jestem jakaś nieudana. Mam tylko średnie. I estem sama, czyli historia lubi się powtarzać. Jest jeszcze cioteczna siostra która ma 40 lat i jest sama od zawsze, ale to już inna historia. Poszłam na lewo, jak każdy szedł w prawo. I mam tzn nie mam nic.

 

Nie chcę nikogo niczym obarczać, chcę być szczęśliwa kochana i kochać. To tyle.

 

U mnie w rodzinie poza siostrą i może jeszcze jedną kuzynką wykształcenie nie idzie w parze z zaradnością życiową, zarobkami ci gorzej wykształceni są zwykle bogaci a lepiej wykształceni bujają w obłokach.  

Pamiętam jak kiedyś mnie zaprosiłaś do znajomych na fb to zdziwiłem się że taka ładna jesteś a wiedziałem że samotna, bo to przeczyło mojej teorii że nawet zaburzona dziewczyna jak jest atrakcyjna to i tak bez problemu znajdzie faceta, a facet niekoniecznie. No ale myślę że to tylko chwilowo i jakiś biały książę na koniu się pojawi 😊

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

sarkastyczne serce ja nie szukam bogacza. Ja chciała bym byc z dobrym człowiekiem. To tyle. Ten książe z bajki to jak raczej w "" carlos nie zapominaj, że zdjęcia są podrasowane. Cięzko znaleźć kogoś, kto naprawdę chciał by być na stałe. Może uroda wcale nie pomaga? zazwyczaj pełno dupków się wokół takich kobiet kręci.

Edytowane przez kia_ sportage

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niektórych pewnie dzieci odstraszają, mnie by też odstraszały, gdyby temat związków damsko-męskich w ogóle mnie dotyczył. Ale jednak rodzin patchworkowych jest coraz więcej, więc nie jest to chyba aż taki problem. Nie wiem, dlaczego @kia_ sportagenie możesz znaleźć partnera, jeśli urodę masz w porządku... Mieszkasz w małym mieście? Ciasne, konserwatywne środowisko, a w nim samotna matka, do tego mniejsza liczebność potencjalnych kandydatów na partnera, a wśród nich większy odsetek Sebixów niż w innych środowiskach?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, carlosbueno napisał:

U mnie w rodzinie poza siostrą i może jeszcze jedną kuzynką wykształcenie nie idzie w parze z zaradnością życiową, zarobkami ci gorzej wykształceni są zwykle bogaci a lepiej wykształceni bujają w obłokach.

To jest trend ogólnoświatowy, a nie tylko rodzinny. Po prostu większość systemów edukacyjnych przygotowuje do "prawdziwego życia" bardziej z przypadku, niż celowego i planowanego działania. "Piątkowi" uczniowie to niejednokrotnie konformiści, którzy niespecjalnie walczą z zastanym porządkiem świata (ale też w życiu dorosłym są specjalistami, bo znają się na regułach rządzących światem) lub osoby tak bardzo bujające głową w chmurach, aż zostają oderwani od rzeczywistości. Natomiast ci "trójkowi" są znacznie lepiej "wyposażeni do życia": częściej otrzymują najgorsze oceny (więc są bardziej oswajani z porażkami życiowymi, co przekłada się na większą wytrwałość w podnoszeniu się po nich), kwestionują zastany porządek świata ("ale jak to świat jest sprawiedliwy? przecież ostatnio nauczyłem się bardziej, niż Adam, ale to on dostał lepszą ocenę"), dostrzegają szanse jego zmiany ("... widocznie ocena zależy nie tylko od wiedzy, ale też od innych czynników, więc powinienem spróbować czegoś innego..."), dość szybko zaczynają rozumieć, jak ważne są tzw. kompetencje miękkie (czyli np. umiejętność wynegocjowania z koleżankami spisania pracy domowej lub ogólniej: opracowywania i wcielania w życie strategii w celu uniknięcia złej oceny), jak ważne jest dostrzeganie ludzkich wad i zalet (np. "Czesiek jest skrupulatny, ale powolny", "Marek jest dobry w czymś innym, ale się bardzo ceni", a z "Zośką łatwiej negocjować, ale ona pomoże tylko w matmie") i jak skorzystać z nich we "własnych interesach".

14 minut temu, kia_ sportage napisał:

Cięzko znaleźć kogoś, kto naprawdę chciał by być na stałe. Może uroda wcale nie pomaga? zazwyczaj pełno dupków się wokół takich kobiet kręci.

Skoro uroda nie pomaga, to nie szukaj wg tego "klucza". A przede wszystkim słuchaj i słysz, co mężczyzna mówi. Jeśli do Ciebie mówi np. "kwiatuszku, kochanie, misiaczku", a o swoim szefie, że to "dupek i debil", o kasjerce z supermarketu "no tak, ta baba do innej pracy się nie nadaje", to nie ma co bagatelizować, że facet "ma tylko zły dzień" lub "świat go nie potrafi docenić, ale ja tak". Bo co tak na prawdę stoi na przeszkodzie, by w przyszłości miał w taki sposób się zwracać do swojej partnerki? Tylko miłość? To nie za mało?
Podobnie, jeśli zachwyca się tylko Twoją urodą, a w ogóle nie docenia tego, kim jesteś, co osiągnęłaś, nie mówi o sobie, swoim życiu, tym, co osiągnął, jeśli dąży do tego, by wspólnie spędzone chwile były "hiper-magiczne", a "szara codzienność" nieszczególnie go pociąga, to to też o czymś świadczy.
To sztuka, by słyszeć, co autentycznie ktoś mówi, a nie to, co pragnie się usłyszeć - z tego bierze się sporo rozczarowań w związkach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Gods Top 10 napisał:

To jest trend ogólnoświatowy, a nie tylko rodzinny. Po prostu większość systemów edukacyjnych przygotowuje do "prawdziwego życia" bardziej z przypadku, niż celowego i planowanego działania. "Piątkowi" uczniowie to niejednokrotnie konformiści, którzy niespecjalnie walczą z zastanym porządkiem świata (ale też w życiu dorosłym są specjalistami, bo znają się na regułach rządzących światem) lub osoby tak bardzo bujające głową w chmurach, aż zostają oderwani od rzeczywistości. Natomiast ci "trójkowi" są znacznie lepiej "wyposażeni do życia": częściej otrzymują najgorsze oceny (więc są bardziej oswajani z porażkami życiowymi, co przekłada się na większą wytrwałość w podnoszeniu się po nich), kwestionują zastany porządek świata ("ale jak to świat jest sprawiedliwy? przecież ostatnio nauczyłem się bardziej, niż Adam, ale to on dostał lepszą ocenę"), dostrzegają szanse jego zmiany ("... widocznie ocena zależy nie tylko od wiedzy, ale też od innych czynników, więc powinienem spróbować czegoś innego..."), dość szybko zaczynają rozumieć, jak ważne są tzw. kompetencje miękkie (czyli np. umiejętność wynegocjowania z koleżankami spisania pracy domowej lub ogólniej: opracowywania i wcielania w życie strategii w celu uniknięcia złej oceny), jak ważne jest dostrzeganie ludzkich wad i zalet (np. "Czesiek jest skrupulatny, ale powolny", "Marek jest dobry w czymś innym, ale się bardzo ceni", a z "Zośką łatwiej negocjować, ale ona pomoże tylko w matmie") i jak skorzystać z nich we "własnych interesach".

Trochę to przeintelektualizowane, w wypadku mojej rodziny było, jest inaczej. Ci którym obecnie dobrze się powodzi pochodzili z biednych, czasem alkoholowych wiejskich rodzin, od najmłodszych lat pomagali rodzicom w gospodarce, czy jako nastolatki już gdzieś dorabiali, wiedzieli co to ciężka praca i mieli smykałkę do różnych napraw itp. Nie mieli czasu ale pewnie i chęci na naukę, czytanie książek itp. Szybko zaczęli pracować czyli zarabiać, gdy ja np studiowałem do 25 roku życia,  część wyjeżdżała na zachód. Wykonują pracę typu remonty, budowlanka, kierowcy Tirów która obecnie jest lepiej płatna niż wiele prac po studiach, do tego często robią jakieś fuchy na boku i ogólnie kasy mają pod dostatkiem i śmieją się z takich jak ja( w przenośni oczywiście). Jak wskazują statystyki w małych miejscowościach wykształcenie w ogóle nie ma wpływu na wysokość zarobków facetów, wiec nawet logiczniej jest skończyć edukację w wieku 18 lat, która często później jest uzupełniana maturą zaoczną ale głównie w celach prestiżowych powiedzmy.  

 

19 minut temu, Gods Top 10 napisał:

Skoro uroda nie pomaga, to nie szukaj wg tego "klucza". A przede wszystkim słuchaj i słysz, co mężczyzna mówi. Jeśli do Ciebie mówi np. "kwiatuszku, kochanie, misiaczku", a o swoim szefie, że to "dupek i debil", o kasjerce z supermarketu "no tak, ta baba do innej pracy się nie nadaje", to nie ma co bagatelizować, że facet "ma tylko zły dzień" lub "świat go nie potrafi docenić, ale ja tak". Bo co tak na prawdę stoi na przeszkodzie, by w przyszłości miał w taki sposób się zwracać do swojej partnerki? Tylko miłość? To nie za mało?

     W zeszły roku podrywałem trochę taką piękność i właśnie nie mówiłem jej specjalnie jaka jest ładna, bo to każdy pewnie mówił tylko starałem się zwrócić uwagę na coś innego, na wnętrze  no ale i tak mnie ignorowała. No ale to że ona była sama i to przez długi czas przy tak niebywałej urodzie świadczyło że coś z nią  nie tak i miałem rację, ona jest dużo bardziej zaburzona niż ja ale na szczęście wyjechała daleko i prawie o niej zapomniałem.😊  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
28 minut temu, carlosbueno napisał:

To jest trend ogólnoświatowy, a nie tylko rodzinny. Po prostu większość systemów edukacyjnych przygotowuje do "prawdziwego życia" bardziej z przypadku, niż celowego i planowanego działania. "Piątkowi" uczniowie to niejednokrotnie konformiści, którzy niespecjalnie walczą z zastanym porządkiem świata (ale też w życiu dorosłym są specjalistami, bo znają się na regułach rządzących światem) lub osoby tak bardzo bujające głową w chmurach, aż zostają oderwani od rzeczywistości. Natomiast ci "trójkowi" są znacznie lepiej "wyposażeni do życia": częściej otrzymują najgorsze oceny (więc są bardziej oswajani z porażkami życiowymi, co przekłada się na większą wytrwałość w podnoszeniu się po nich), kwestionują zastany porządek świata ("ale jak to świat jest sprawiedliwy? przecież ostatnio nauczyłem się bardziej, niż Adam, ale to on dostał lepszą ocenę"), dostrzegają szanse jego zmiany ("... widocznie ocena zależy nie tylko od wiedzy, ale też od innych czynników, więc powinienem spróbować czegoś innego..."), dość szybko zaczynają rozumieć, jak ważne są tzw. kompetencje miękkie (czyli np. umiejętność wynegocjowania z koleżankami spisania pracy domowej lub ogólniej: opracowywania i wcielania w życie strategii w celu uniknięcia złej oceny), jak ważne jest dostrzeganie ludzkich wad i zalet (np. "Czesiek jest skrupulatny, ale powolny", "Marek jest dobry w czymś innym, ale się bardzo ceni", a z "Zośką łatwiej negocjować, ale ona pomoże tylko w matmie") i jak skorzystać z nich we "własnych interesach".

Też byłem uczniem trójkowym i nie widzę, żeby to tak działało. Po prostu w pewnym momencie olałem naukę, poza niezbędnym minimum pozwalającym na promocję do następnej klasy, bo samo przebywanie w szkole było dla mnie wyczerpujące, poza tym na pewnym etapie dostrzegłem, jak ułomny jest ten system, jak bezwartościowych rzeczy uczy. Moi rodzice byli akurat uczniami czwórkowo-piątkowymi, więc nie jest tak, że wyniosłem to z domu.

Tak prawdę mówiąc, to mogłem się już wtedy zabić, w gimnazjum lub w szkole średniej bo już wtedy miałem takie myśli. No, ale złudna wiara we własny potencjał nie pozwalała mi się poddawać, a z perspektywy czasu widzę, że wiele bym dobrego nie stracił.

28 minut temu, carlosbueno napisał:

Trochę to przeintelektualizowane, w wypadku mojej rodziny było, jest inaczej. Ci którym obecnie dobrze się powodzi pochodzili z biednych, czasem alkoholowych wiejskich rodzin, od najmłodszych lat pomagali rodzicom w gospodarce, czy jako nastolatki już gdzieś dorabiali, wiedzieli co to ciężka praca i mieli smykałkę do różnych napraw itp. Nie mieli czasu ale pewnie i chęci na naukę, czytanie książek itp. Szybko zaczęli pracować czyli zarabiać, gdy ja np studiowałem do 25 roku życia,  część wyjeżdżała na zachód. Wykonują pracę typu remonty, budowlanka, kierowcy Tirów która obecnie jest lepiej płatna niż wiele prac po studiach, do tego często robią jakieś fuchy na boku i ogólnie kasy mają pod dostatkiem i śmieją się z takich jak ja( w przenośni oczywiście). Jak wskazują statystyki w małych miejscowościach wykształcenie w ogóle nie ma wpływu na wysokość zarobków facetów, wiec nawet logiczniej jest skończyć edukację w wieku 18 lat, która często później jest uzupełniana maturą zaoczną ale głównie w celach prestiżowych powiedzmy.  

Mogłem też odpuścić sobie wyczerpujące przygotowania do matury i egzaminu zawodowego (chodziłem do technikum, więc ostatni rok był zawalony zajęciami od rana do późnego popołudnia, inaczej niż w liceach), olać naukę, bo i tak nic nie osiągnąłem i prędko wyjechać na zachód lub iść do zwykłej, ciężkiej roboty, a liceum sobie dokończyć zaocznie. Przynajmniej szybciej pozbyłbym się złudzeń, że wykształcenie średnie czy nawet w niektórych przypadkach wyższe, do którego chciałem dążyć jest więcej warte niż podstawowe, pozbyłbym się marzeń wyprowadzających w pole, że niby zostanę inżynierem czy tam innym wykształconym i będę kiedykolwiek w pracy używał głowy, talentów, a nie mięśni. 🙂 I nauczyłbym się szybciej normalnej roboty. Może skończyłbym jakiś wartościowy kurs, np. na kierowcę tira zanim przyszedł osobisty kryzys i kolejne zderzenia ze ścianą, a automatyzm i chłonność typowe dla młodych ludzi zaczęły znikać.

I miałbym więcej pieniędzy.

Po jaką cholerę mi wiedza o tym, w jakim kraju i nad jakim morzem leży Constanța lub jaki jest język urzędowy w Angoli? Większość ludzi tego nie wie i żyją szczęśliwiej niż ja.

Edytowane przez weltschmerz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, kia_ sportage napisał:

Jak w temacie, czy to, że zwiżzek nam nie wyszedł, dyskwalifikuje nas ? Czy ludzie potrafią się związać z kimś kobietą, mężczyzną który ma dziecko? I czy w wieku 37 lat to w ogóle możliwe?

Poczekaj jeszcze trzy lata. Podobno życie zaczyna się po 40!;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

weltschmerz nie ja mieszkam pod Warszwą duże miasto.

Ale w moim wieku każdy juz ma jakąś stabilizacje zyciową. Otaczają mnie ludzie szczęśliwi zajęci.

Gods top10 Całkiem mi w pewnym sensie odpowiada Twoje spojrzenie na wykształcenie, ale to tylko dlatego, że sama orłem nie byłam. Miałam trudności w przedmiotach ścisłych. Do tej pory ich nie lubię.

Nie patrzę na to u nikogo, dla mnie liczy się czy ktoś jest dobry, czy potrafi kochać. To dlatego, że jestem po związku w którym ex mnie nie kochał i znęcał się psychicznie. Miom problemem jest też, to że nie mam zbyt wielu znajomych z którymi mogła bym się spodkać nie wychodzę nigdzie, zajmuje się wychowaniem córki. Ona stała się najważniejsza. Ale nie mam z kim wyjść nie mam gdzie poznawać ludzi. Więc to też, jest powód.

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, carlosbueno napisał:

Ci gorzej wykształceni są zwykle bogaci a lepiej wykształceni bujają w obłokach.  

Zdecydowanie przeciwnie moim zdaniem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, kia_ sportage napisał:

Ale w moim wieku każdy juz ma jakąś stabilizacje zyciową. Otaczają mnie ludzie szczęśliwi zajęci.

Nie przesadzałbym że każdy, obecnie rekordowo dużo ludzi jest samotnych w tym wieku a w postępowej aglomeracji warszawskiej tym bardziej.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, SarkastyczneSerce napisał:

Zdecydowanie przeciwnie moim zdaniem.

Opisałem sytuację w moje rodzinie a nie całym społeczeństwie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
40 minut temu, carlosbueno napisał:

W zeszły roku podrywałem trochę taką piękność i właśnie nie mówiłem jej specjalnie jaka jest ładna, bo to każdy pewnie mówił tylko starałem się zwrócić uwagę na coś innego, na wnętrze  no ale i tak mnie ignorowała. No ale to że ona była sama i to przez długi czas przy tak niebywałej urodzie świadczyło że coś z nią  nie tak i miałem rację, ona jest dużo bardziej zaburzona niż ja ale na szczęście wyjechała daleko i prawie o niej zapomniałem.😊  

Niewykluczone, że w sposób fałszywy postrzegała urodę jako swój jedyny atut, jedyne co w niej wartościowe. Stąd może wianuszek adoratorów spełniał choć częściowo jej potrzeby akceptacji, bycia podziwianą? A może tak nie było, w każdym razie Ty wybrałeś inną drogę dotarcia do niej i to nie zadziałało. Może to lepiej?
 

18 minut temu, weltschmerz napisał:

Też byłem uczniem trójkowym i nie widzę, żeby to tak działało.

Od każdej reguły znajdą się wyjątki. 🙂

Odnośnie reszty Twojej wypowiedzi: rozczarowałeś się - jest inaczej, niż to sobie wyobrażałeś. I co dalej? Co chcesz z tym zrobić? 🙂
 

23 minuty temu, weltschmerz napisał:

Po jaką cholerę mi wiedza o tym, w jakim kraju i nad jakim morzem leży Constanța lub jaki jest język urzędowy w Angoli? Większość ludzi tego nie wie i żyją szczęśliwiej niż ja.

Wg mnie zbyt mało się podkreśla w trakcie nauki to, po co się uczymy. Po co nam nauka geografii, historii czy matematyki? Choćby po to, by z każdą z tych dziedzin nauki się zapoznać, "wziąć się z nią za bary", poznać swoje własne strony i sprawdzić się czy to nam odpowiada, czy jednak poszukamy innego sposobu na życie zawodowe. (Nie wspominam tu takich "oczywistości", jak nauka pisania, czytania i liczenia - bo takie umiejętności są fundamentalne, by żyć pełnią praw społecznych.)
Co więcej, sam proces nauki "bzdur" również może być wartościowy, bo jakby nie było, jest to jakieś wyzwanie. A do wyzwań można podchodzić wielorako: wiedzę można "wykuć na blachę", można podejść "rozumowo" (np. poprzez skojarzenia, ciąg przyczynowo-skutkowy, mapę myśli i in.), a można też ściągać - każda z tych dróg ukazuje i kształtuje "charakter" ucznia.
 

26 minut temu, kia_ sportage napisał:

Miałam trudności w przedmiotach ścisłych. Do tej pory ich nie lubię.

Tego typu (powszechne) doświadczenia wynikają nie tylko z własnych zdolności czy talentów, ale często z tego, jak postrzegało się nauczycieli tych przedmiotów. Jeśli byli to ludzie pełni życia, inspirujący, pełni pasji, to potrafili zarazić uczniów swoimi przedmiotami. A jeśli to ludzie "sterani życiem", którzy marzą tylko o tym, by odbębnić swoje godziny i wrócić do domu na obiadek, to trudniej o zmotywowanie uczniów do nauki.
 

31 minut temu, kia_ sportage napisał:

Otaczają mnie ludzie szczęśliwi zajęci.

Zmień otoczenie. Poważnie. Jeśli nie jest u Ciebie krucho z kasą, to zafunduj sobie i córce choćby weekendowe wyjazdy w różne regiony kraju. Wsiądźcie w samochód i jedźcie. Fakt, że obecna aura mniej sprzyja turystyce, ale czy to faktycznie aż tak duża bariera?
Zawsze to jakaś okazja do poznania nowych ludzi, ale przede wszystkim takie niecodzienne sytuacje związane z nowymi miejscami mogą również zmienić Twoje spojrzenie na życie. Może wtedy mniej będziesz się obawiała powtórki niekorzystnego związku, gdy będziesz zajęta podziwianiem krajobrazów? Niemniej córka mogłaby zyskać, gdyby zobaczyła Ciebie w innej odsłonie, to dla niej też byłaby nauka życia, organizacji, zaradności, samodzielności, doświadczania nauki na żywo itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 minut temu, Gods Top 10 napisał:

Zmień otoczenie. Poważnie. Jeśli nie jest u Ciebie krucho z kasą, to zafunduj sobie i córce choćby weekendowe wyjazdy w różne regiony kraju. Wsiądźcie w samochód i jedźcie. Fakt, że obecna aura mniej sprzyja turystyce, ale czy to faktycznie aż tak duża bariera?

Ale koleżanka mimo samochodowego nicka chyba auta nie ma, a prawo jazdy w toku z tego co wiem. Ja zresztą podobnie mimo że kasę nawet na nowe, ale małe auto bym miał ale boję się iść na kurs bo jak kiedyś byłem to se zupełnie nie radziłem z jazdą. 

 

23 minuty temu, Gods Top 10 napisał:

Niewykluczone, że w sposób fałszywy postrzegała urodę jako swój jedyny atut, jedyne co w niej wartościowe. Stąd może wianuszek adoratorów spełniał choć częściowo jej potrzeby akceptacji, bycia podziwianą? A może tak nie było, w każdym razie Ty wybrałeś inną drogę dotarcia do niej i to nie zadziałało. Może to lepiej?

  Ona wcale się za piękna nie uważała, wręcz mówiła że jest gruba co było nieprawdą oczywiście. No ale ja się jej w ogóle, ani trochę  nie podobałem, także nawet nie ma o czym mówić. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
35 minut temu, Gods Top 10 napisał:

Odnośnie reszty Twojej wypowiedzi: rozczarowałeś się - jest inaczej, niż to sobie wyobrażałeś. I co dalej? Co chcesz z tym zrobić? 🙂

To, co do tej pory - próbować dalej? Tylko czy jest sens, po tylu zderzeniach ze ścianą i takiej weryfikacji własnych możliwości?

35 minut temu, Gods Top 10 napisał:

Wg mnie zbyt mało się podkreśla w trakcie nauki to, po co się uczymy. Po co nam nauka geografii, historii czy matematyki? Choćby po to, by z każdą z tych dziedzin nauki się zapoznać, "wziąć się z nią za bary", poznać swoje własne strony i sprawdzić się czy to nam odpowiada, czy jednak poszukamy innego sposobu na życie zawodowe. (Nie wspominam tu takich "oczywistości", jak nauka pisania, czytania i liczenia - bo takie umiejętności są fundamentalne, by żyć pełnią praw społecznych.)
Co więcej, sam proces nauki "bzdur" również może być wartościowy, bo jakby nie było, jest to jakieś wyzwanie. A do wyzwań można podchodzić wielorako: wiedzę można "wykuć na blachę", można podejść "rozumowo" (np. poprzez skojarzenia, ciąg przyczynowo-skutkowy, mapę myśli i in.), a można też ściągać - każda z tych dróg ukazuje i kształtuje "charakter" ucznia.

Chyba nie rozumiesz do końca, o co mi chodziło, ja też nie wszystko dobrze naświetliłem.

To nie było tak, że zupełnie się nie przykładałem do nauki i w ogóle nie chciałem chłonąć świata, rozwijać zainteresowań, czytać. Do tej pory lubię czytać, szczególnie o tym, co mnie interesuje. Natomiast nie miałem pomysłu, co z taką wiedzą zrobić, w ogóle nie miałem pomysłu na siebie, do tego z perspektywy czasu widzę, że ludzie prości, niezbyt inteligentni, niezastanawiający się zbyt dużo, ale dynamiczni osiągają więcej niż ja. Nie jestem i nie będę taki, jak oni.

Natomiast co do ułomności systemu oświaty i bezużyteczności tego, co się tam wkuwa, pomijam tak jaskrawe głupoty, jak nauczanie religii (nie uczęszczałem), ale po prostu mam przykład rodziców, którzy nawet studiowali w czasach, kiedy nie było to takie proste, by się chociaż dostać, a ja byłem istotną przeszkodą, czego mi nikt nie wypomina, ale wiem, że tak było. A mimo dużej wiedzy, elokwencji i studiów (nawet niedokończonych) nie osiągnęli zbyt wiele i raczej chciałem postępować odmiennie niż oni. Poza tym widziałem już prymuski szkolne, nieco starsze niż ja, które po maturze zasuwały na kasach, to też zniechęcało do nauki. I kult papierka, wszędzie papierek najważniejszy, choćbyś go wręcz sobie kupił, a nie umiał prawie nic, takie kwiatki też znam. A na studia i tak brali wszystkich, także na dzienne i na uczelniach państwowych w moim mieście. No to po co zakuwać na te 4 i 5?

Wiem, gdzie leży Constanta i w jakim języku mówi się w Angoli, do jakiego państwa należało Nauru i różne takie pierdoły, bez zaglądania do wikipedii, znam 3 języki obce, tylko po co mi to?

Edytowane przez weltschmerz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, carlosbueno napisał:

Ale koleżanka mimo samochodowego nicka chyba auta nie ma, a prawo jazdy w toku z tego co wiem. Ja zresztą podobnie mimo że kasę nawet na nowe, ale małe auto bym miał ale boję się iść na kurs bo jak kiedyś byłem to se zupełnie nie radziłem z jazdą. 

Ta, ja sobie nawet na widlaku nie radziłem z jazdą. Dlatego obawiam się kolejnych pieniędzy wyrzuconych w błoto na coś, czego się nie nauczę i mi się nie przyda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
21 minut temu, carlosbueno napisał:

Ale koleżanka mimo samochodowego nicka chyba auta nie ma, a prawo jazdy w toku z tego co wiem.

To autobusem, pociągiem lub samolotem (do większych miast).
 

14 minut temu, weltschmerz napisał:

To, co do tej pory - próbować dalej? Tylko czy jest sens, po tylu zderzeniach ze ścianą i takiej weryfikacji własnych możliwości?

Pewnie, że próbować dalej. Ale w sposób uwzględniający doświadczenia. Jeśli coś wcześniej zawiodło, to dlaczego? Jak to zmienić? Walczyć z tym czy znaleźć inną drogę?
 

16 minut temu, weltschmerz napisał:

Natomiast nie miałem pomysłu, co z taką wiedzą zrobić, w ogóle nie miałem pomysłu na siebie

A co z taką wiedzą zrobili inni? W jaki sposób ją "spieniężyli"? (W kwestii szukania inspiracji, wzorów do naśladowania warto patrzeć na innych, ale jeśli miałoby to tylko służyć umniejszaniu sobie lub innym, to już nie. :P )

Gdy np. 20 lat temu matki beształy swoje córki "ty nic, tylko byś się stroiła i malowała, a tu ziemniaków nie ma kto obrać", to wtedy nie wiedziały, że kiedyś dziewczyny będące influencerkami będą właśnie żyły ze strojenia i malowania się na swoich profilach na różnych portalach. Podobnie niektórzy z chłopaków, którzy w dzieciństwie wysłuchiwali "przestań grać na komputerze, bo nic dobrego z tego nie będzie - tylko wzrok sobie popsujesz", dziś są zawodowymi graczami, którzy zarabiają więcej, niż oboje rodziców.
Te dwa przykłady pokazują, że świat się zmienia, a za razem, że spieniężyć można naprawdę wiele talentów i umiejętności, nawet te, które przed laty wydawały się bezużytecznymi. (Choć uczciwie trzeba przyznać, że spośród wielu próbujących, garstka dociera na szczyt zarobków w tych zawodach. Ale cóż stoi na przeszkodzie, by "wynaleźć" dla siebie jakiś inny zawód, który jeszcze nie istnieje?)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
33 minuty temu, Gods Top 10 napisał:

Ale cóż stoi na przeszkodzie, by "wynaleźć" dla siebie jakiś inny zawód, który jeszcze nie istnieje?)

Ja wynalazłem to narzekacz😊 , bryluje w tym od lat, tylko że w państwie wielkiego narzekania konkurencja jest wielka.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Gods Top 10 napisał:

A co z taką wiedzą zrobili inni? W jaki sposób ją "spieniężyli"? (W kwestii szukania inspiracji, wzorów do naśladowania warto patrzeć na innych, ale jeśli miałoby to tylko służyć umniejszaniu sobie lub innym, to już nie. :P )

Nie wiem, co z taką wiedzą robią inni, bo tym większość tych, którzy coś więcej osiągnęli miała dobry start lub zupełnie inne umiejętności, których nie mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, carlosbueno napisał:

Ja wynalazłem to narzekacz😊 , bryluje w tym od lat, tylko że w państwie wielkiego narzekania konkurencja jest wielka.  

No właśnie, ta wielka konkurencja.... ;)
 

30 minut temu, weltschmerz napisał:

Nie wiem, co z taką wiedzą robią inni, bo tym większość tych, którzy coś więcej osiągnęli miała dobry start lub zupełnie inne umiejętności, których nie mam.

To jaki masz pomysł na zagospodarowanie własnych umiejętności, talentów, zdolności i innego rodzaju kapitału? Ewentualnie: czego Ci brakuje, by realizować swój pomysł? Czy znalazłeś jakiś sposób na uzupełnienie tych braków?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Gods Top 10 napisał:

To jaki masz pomysł na zagospodarowanie własnych umiejętności, talentów, zdolności i innego rodzaju kapitału? Ewentualnie: czego Ci brakuje, by realizować swój pomysł? Czy znalazłeś jakiś sposób na uzupełnienie tych braków?

Nie mam pomysłu, uważam swoje uzdolnienia za bezwartościowe lub prawie bezwartościowe, bo liczy się przebojowość, dynamiczność, odporność na stres, zręczność, szybkość, zmysł techniczny i siła fizyczna. Nie posiadam nic z powyższych. Może gdybym poszedł wcześniej na studia, nawet jakieś humanistyczne, ale okazał się w tym dobry, to jeszcze byliby ze mnie ludzie. Czego mi brakuje do realizacji pomysłów, których i tak nie mam: raczej wszystkiego, co zaprzepaściłem przez błędy, które popełniałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zresztą, to nie wątek o tym. Lepszym miejscem do tej dyskusji jest ten o szukaniu pracy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, weltschmerz napisał:

Nie mam pomysłu, uważam swoje uzdolnienia za bezwartościowe lub prawie bezwartościowe, bo liczy się przebojowość, dynamiczność, odporność na stres, zręczność, szybkość, zmysł techniczny i siła fizyczna. Nie posiadam nic z powyższych. Może gdybym poszedł wcześniej na studia, nawet jakieś humanistyczne, ale okazał się w tym dobry, to jeszcze byliby ze mnie ludzie. Czego mi brakuje do realizacji pomysłów, których i tak nie mam: raczej wszystkiego, co zaprzepaściłem przez błędy, które popełniałem.

Dostrzegam w tej wypowiedzi chęć dopasowania siebie do jakichś (być może nawet częściowo wyimaginowanych) wymagań... które być może tylko Ty sobie stawiasz. To, co wymieniłeś nie jest wartością w każdej sytuacji, w każdym zawodzie - to nie jest "recepta na wszystko".
Czy nie byłoby lepszym rozwiązaniem postąpienie inaczej: czyli dopasować swoje atuty do własnego pomysłu na życie lub dopasować własny pomysł na życie do własnych atutów?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×