Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
kia_ sportage

czy posiadanie dziecka i wiek nas dyskalifikuje na nowe zycie?

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie, czy to, że zwiżzek nam nie wyszedł, dyskwalifikuje nas ? Czy ludzie potrafią się związać z kimś kobietą, mężczyzną który ma dziecko? I czy w wieku 37 lat to w ogóle możliwe?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
36 minut temu, kia_ sportage napisał:

Jak w temacie, czy to, że zwiżzek nam nie wyszedł, dyskwalifikuje nas ?

Nieudane związki nie "dyskwalifikują" nikogo przed kolejnymi... o ile sama osoba, która taki związek ma za sobą, samodzielnie się nie "zdyskwalifikuje". Jeśli nie zechce szukać dalej, poznawać nowych osób, dać sobie i drugiej osobie szansy na taki związek - wtedy następuje "dyskwalifikacja".
 

38 minut temu, kia_ sportage napisał:

Czy ludzie potrafią się związać z kimś kobietą, mężczyzną który ma dziecko? I czy w wieku 37 lat to w ogóle możliwe?

Wiek czy dziecko/dzieci z poprzednich związków również nie muszą być żadną przeszkodą na drodze do stworzenia szczęśliwego związku - wszystko tu zależy od samych partnerów (lub raczej: powinno tylko od nich zależeć).
Z resztą, coraz częstsze są tzw. rodziny patchworkowe, które zakładają ludzie mający dzieci z poprzednich związków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, kia_ sportage napisał:

Jak w temacie, czy to, że zwiżzek nam nie wyszedł, dyskwalifikuje nas ? Czy ludzie potrafią się związać z kimś kobietą, mężczyzną który ma dziecko? I czy w wieku 37 lat to w ogóle możliwe?

Dla mnie jakbym był silny psychicznie nie przeszkadzała kobieta z dzieckiem, ale uważam się za mało odpowiedzialnego, niedojrzałego i lękliwego żeby podołać jeszcze opiece nad dzieckiem, choć jakbym się zakochał to pewnie nawet to przeszkodą by nie było.  Rozmawiałem kiedyś z dziewczyna z portalu randkowego, miała też 37 lat i dziecko w podobnym wieku i z tego co wiem mnóstwo facetów ją tam zaczepiało, także powodzenie miała (tylko nie wiadomo u jakich  ludzi )a nie była aż tak atrakcyjna fizycznie jak założycielka wątku 😊

 

11 godzin temu, SarkastyczneSerce napisał:

Nieudane związki nie. Ale dziecko w młodym wieku niszczy życie.

Posiadanie dziecka w wieku 37 lat to nie żadne wczesne macierzyństwo, kiedy niby kobiety mają rodzić po 40-ce. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, SarkastyczneSerce napisał:

Ale dziecko w młodym wieku niszczy życie.

Dziecko (szczególnie nowo-narodzone) miałoby być zdolne do niszczenia życia?:classic_blink: Chyba tylko w horrorach.
To nie dziecko "niszczy życie", tylko sposób, w jaki to dziecko będzie przyjęte przez dorosłych. Jeśli zostanie powitane na świecie jako "przeszkoda" czy "wróg", to faktycznie ta złość i niechęć, które będą się gromadziły u dorosłego mogą być na tyle toksyczne, że zniszczą im życie. A jeśli to dziecko zostanie powitane na świecie jako istota, która to życie wzbogaca, to i życie będzie piękniejsze. I tu nie ma znaczenia wiek dziecka czy rodziców, tu istotne jest podejście na wszystko, co się w życiu przytrafia: czy lepiej widzieć to jako wzbogacenie dotychczasowego życia, czy jako "zagrożenie" dla niego.

Nietrudno mi sobie wyobrazić, że posiadanie dziecka z poprzedniego związku może wręcz być odczytywane jako dodatkowy walor atrakcyjności partnera czy partnerki. W końcu, skoro wychowuje, to raczej jest już "poukładany/a" z życiem, "wydoroślał/a", cechuje się odpowiedzialnością itp. A i z samym dzieckiem łatwiej się komunikować, gdy już mówi, niż gdy jest noworodkiem. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
56 minut temu, carlosbueno napisał:

Posiadanie dziecka w wieku 37 lat to nie żadne wczesne macierzyństwo, kiedy niby kobiety mają rodzić po 40-ce. 

To nie wczesne macierzyństwo, pisałem raczej o wieku do 20. 37 lat to dużo ale nie powinno być jeszcze problemów z urodzeniem.

44 minuty temu, Gods Top 10 napisał:

Dziecko (szczególnie nowo-narodzone) miałoby być zdolne do niszczenia życia?:classic_blink: Chyba tylko w horrorach.
To nie dziecko "niszczy życie", tylko sposób, w jaki to dziecko będzie przyjęte przez dorosłych. Jeśli zostanie powitane na świecie jako "przeszkoda" czy "wróg", to faktycznie ta złość i niechęć, które będą się gromadziły u dorosłego mogą być na tyle toksyczne, że zniszczą im życie. A jeśli to dziecko zostanie powitane na świecie jako istota, która to życie wzbogaca, to i życie będzie piękniejsze. I tu nie ma znaczenia wiek dziecka czy rodziców, tu istotne jest podejście na wszystko, co się w życiu przytrafia: czy lepiej widzieć to jako wzbogacenie dotychczasowego życia, czy jako "zagrożenie" dla niego.

Nietrudno mi sobie wyobrazić, że posiadanie dziecka z poprzedniego związku może wręcz być odczytywane jako dodatkowy walor atrakcyjności partnera czy partnerki. W końcu, skoro wychowuje, to raczej jest już "poukładany/a" z życiem, "wydoroślał/a", cechuje się odpowiedzialnością itp. A i z samym dzieckiem łatwiej się komunikować, gdy już mówi, niż gdy jest noworodkiem. ;)

No to pomyśl o tym. Jesteś młodym, atrakcyjnym, pełnym życia człowiekiem, idziesz na studia, znajdujesz pracę, masz plan na siebie, jest ciężko ale do przodu bo wiesz, że kariera jest tego warta. I nagle bach dziecko w wieku 20 lat. Studia, praca, czas wolny, wszystko przepada. A Ty tylko myślisz jak Twoje życie mogłoby wyglądać bez wpadki. Nawet jako facet. To niszczy młodość.

A dziecko z poprzedniego związku u kobiety to rzecz dyskwalifikująca. Nigdy takiego nie pokochasz, nigdy nie będzie Twoje, będziesz musiał utrzymywać dzieciaka innego faceta, no bez jaj. To nie wina dziecka ale cóż, egoizm i podłość tkwią w podstawach naszej natury.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MI NIE chodzi o to, że to przeszkoda, tylko czy inny facet zaakceptował by to dziecko. Czy potrafił by je kochać, być dobrym dla niego. I czy w tym wieku jeszcze można znaleźć kogoś? bo czasami mnie dopada taka myśl, że wszyscy normalni są juz zajęci, mają rodzinę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, SarkastyczneSerce napisał:

A dziecko z poprzedniego związku u kobiety to rzecz dyskwalifikująca. Nigdy takiego nie pokochasz, nigdy nie będzie Twoje, będziesz musiał utrzymywać dzieciaka innego faceta, no bez jaj. To nie wina dziecka ale cóż, egoizm i podłość tkwią w podstawach naszej natury.

Różnie to bywa czasem tacy przybrani rodzice są lepsi, bardziej kochają od prawdziwych. 

 

3 minuty temu, SarkastyczneSerce napisał:

No to pomyśl o tym. Jesteś młodym, atrakcyjnym, pełnym życia człowiekiem, idziesz na studia, znajdujesz pracę, masz plan na siebie, jest ciężko ale do przodu bo wiesz, że kariera jest tego warta. I nagle bach dziecko w wieku 20 lat. Studia, praca, czas wolny, wszystko przepada. A Ty tylko myślisz jak Twoje życie mogłoby wyglądać bez wpadki. Nawet jako facet. To niszczy młodość.

Mam w rodzinie takich co wcześnie mieli dziecko i o dziwo lepiej im się często powodzi niż ci którzy skończyli studia, czy szaleli za młodu. Owszem gdy mieli te 20-22 lat i dziecko było im ciężko ale też musieli szybko dorosnąć, wziąć za siebie odpowiedzialność i dziś ich życie zawodowe i rodzinne jest bardziej udane od tych co mieli później dzieci lub w ogóle. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, carlosbueno napisał:

Różnie to bywa czasem tacy przybrani rodzice są lepsi, bardziej kochają od prawdziwych. 

Ci, którzy biorą dziecko bo chcą, a nie dla pieniędzy albo dlatego, że muszą oczywiście. Ale to bardzo mała część.

2 minuty temu, carlosbueno napisał:

Mam w rodzinie takich co wcześnie mieli dziecko i o dziwo lepiej im się często powodzi niż ci którzy skończyli studia, czy szaleli za młodu. Owszem gdy mieli te 20-22 lat i dziecko było im ciężko ale też musieli szybko dorosnąć, wziąć za siebie odpowiedzialność i dziś ich życie zawodowe i rodzinne jest bardziej udane od tych co mieli później dzieci lub w ogóle. 

Oczywiście, zdarza się i tak, sam bardzo lubię takie rodziny, dają dobry przykład.

Mam 28 lat, a załamałbym się gdyby teraz jakaś dziewczyna zaszłą ze mną w ciążę. Już mniejsza o te dodatkowe kilka tysięcy miesięcznie, z pieniędzmi bym sobie poradził ale nie zostawiłbym dziecka więc byłbym skazany na taki związek. Choć widzę zmianę w sobie odnośnie chęci posiadania dziecka. Jeszcze kilka lat temu w każdej sytuacji było to wykluczone ale teraz z odpowiednią ułożoną dziewczyną z niskim przebiegiem, no, mógłbym mieć, nie zniszczyłoby mi to życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, carlosbueno napisał:

zaczepiało, także powodzenie miała (tylko nie wiadomo u jakich  ludzi )a nie była aż tak atrakcyjna fizycznie jak założycielka wątku 

dziękuję, ale ja tak o sobie nie myślę. Mam wiele wad.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, kia_ sportage napisał:

MI NIE chodzi o to, że to przeszkoda, tylko czy inny facet zaakceptował by to dziecko. Czy potrafił by je kochać, być dobrym dla niego. I czy w tym wieku jeszcze można znaleźć kogoś? bo czasami mnie dopada taka myśl, że wszyscy normalni są juz zajęci, mają rodzinę.

Pewnie zdecydowana większość tzw "normalnych' jest zajęta, ale przecież nie zawsze ten kto jest sam tylko i wyłącznie z własnej winy.  Facet pije i bije, żona zdradza to normalne że ludzie się rozwodzą, bardziej nie ufałbym takim jak ja wiecznie samotnym, wiadomo że muszą być nienormalni.😊  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teraz, kia_ sportage napisał:

dziękuję, ale ja tak o sobie nie myślę. Mam wiele wad.

Znam Cie co prawda tylko ze zdjęć z fb ale wyglądasz młodo i atrakcyjnie, na pewno wielu facetom się możesz podobać, no ale wygląd to nie wszystko choć na pewno pomaga. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, carlosbueno napisał:

bardziej nie ufałbym takim jak ja wiecznie samotnym, wiadomo że muszą być nienormalni.😊  

przesadzasz a może nie trafili na swego księcia, księżniczkę

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak jak na poniższym obrazku widzę, ludzi którzy chcieli by zyć normalnie, tzn takich co szukają prawdziwego związku nie zboków

1519382313.png.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, SarkastyczneSerce napisał:

Mam 28 lat, a załamałbym się gdyby teraz jakaś dziewczyna zaszłą ze mną w ciążę. Już mniejsza o te dodatkowe kilka tysięcy miesięcznie, z pieniędzmi bym sobie poradził ale nie zostawiłbym dziecka więc byłbym skazany na taki związek. Choć widzę zmianę w sobie odnośnie chęci posiadania dziecka. Jeszcze kilka lat temu w każdej sytuacji było to wykluczone ale teraz z odpowiednią ułożoną dziewczyną z niskim przebiegiem, no, mógłbym mieć, nie zniszczyłoby mi to życia.

Może nie dotyczy to jeszcze Ciebie ale wg danych GUS 40 latek mający rodzinę i dzieci zarabia 2 razy więcej od takiego co jej  nie ma, widać rodzina motywuje albo słabo zarabiający facet nie cieszy się powodzeniem i jej nie zakłada. U kobiet jest odwrotnie, samotne zarabiają więcej, ale nie ma aż takiej przepaści.  Dla pracodawcy mężczyzna mający rodzinę to atut, jest bardziej pewny i odpowiedzialny, a dla kobiety odwrotnie bo będzie brała wolne jak dzieci zachorują itp. No ale to nie jest wątek o tym. 

 

14 minut temu, kia_ sportage napisał:

przesadzasz a może nie trafili na swego księcia, księżniczkę

 

 No właśnie za bardzo czekają na tych księciów i księżniczki, które w naturze raczej nie występują.   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, carlosbueno napisał:

Dla pracodawcy mężczyzna mający rodzinę to atut, jest bardziej pewny i odpowiedzialny

Ciekawe zdanie, będę musiał o tym poczytać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, SarkastyczneSerce napisał:

Ciekawe zdanie, będę musiał o tym poczytać.

Myślałem że to dość powszechna wiedza, choć pewnie wielu pracodawców na to uwagi nie zwraca albo uważa za mało istotne. Natomiast kobiet świeżo po ślubie lub z małymi dziećmi boi się większość. 😊  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
41 minut temu, SarkastyczneSerce napisał:

No to pomyśl o tym. Jesteś młodym, atrakcyjnym, pełnym życia człowiekiem, idziesz na studia, znajdujesz pracę, masz plan na siebie, jest ciężko ale do przodu bo wiesz, że kariera jest tego warta. I nagle bach dziecko w wieku 20 lat. Studia, praca, czas wolny, wszystko przepada. A Ty tylko myślisz jak Twoje życie mogłoby wyglądać bez wpadki. Nawet jako facet. To niszczy młodość.

Ależ ja o tym myślę, ale innymi kategoriami. Jest takie powiedzenie: "jeszcze nikt mądry na łożu śmierci nie żałował tego, że w życiu za mało pracował"... za to pełno jest takich, którzy żałowali tego, że za mało czasu spędzali z rodziną, nie mieli odwagi, by realizować swoje marzenia...
Gdyby istniała kariera, która słodkim głosem mówi "tato"/"mamo", wykonuje z ufnością nieporadne pierwsze kroki, cieszy się szczerą radością z zabawy i in. ... to ludzie mogli by wyginąć.
 

47 minut temu, SarkastyczneSerce napisał:

A dziecko z poprzedniego związku u kobiety to rzecz dyskwalifikująca. Nigdy takiego nie pokochasz, nigdy nie będzie Twoje, będziesz musiał utrzymywać dzieciaka innego faceta, no bez jaj.

To również kwestia optyki. Uważam, że rodzicem jest ten, kto wychowuje, a nie ten, kto płodzi (bo spłodzenie, to kwestia minut, za to wychowanie zajmuje już lata). Znajdzie się mnóstwo przykładów, gdy biologiczni rodzice zdają się chcieć udowodnić światu jak bardzo się do tej roli nie nadają. A są i tacy ojczymowie czy macochy, które dzięki życiowej mądrości są wprost genialnymi rodzicami i wzorcami do naśladowania dla dzieci.

Rzecz jasna bywa też w drugą stronę: rodzice biologiczni są wspanialsi, niż ojczymowie czy macochy... w każdym razie nie geny tu są decydujące.
 

50 minut temu, kia_ sportage napisał:

bo czasami mnie dopada taka myśl, że wszyscy normalni są juz zajęci, mają rodzinę.

Sama sobie utrudniasz zadanie takim myśleniem. Prawdopodobnie przez podnoszenie poprzeczki, za którą są owi "normalni" tak wysoko, że mało kto jest w stanie tym wymaganiom sprostać. Z samego rozkładu Gaussa wynika, że "idealnych samców alfa", "książąt z bajki", będzie niewielu (podobnie jak "idealnych samic alfa", "księżniczek z bajki"). Za to "pula" tych mężczyzn, którzy znajdują się pomiędzy "książętami z bajki", a "skończonymi łajdakami" będzie znacznie większa.
Tyle, że oni mogą mieć więcej wad... ale zaraz, przecież jak sama napisałaś, też je masz! Czyli macie coś wspólnego ze sobą. ;) (A tak już bardziej na serio, któż nie ma wad? Ale to przecież one czynią nas interesującymi. 🙂 )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, carlosbueno napisał:

Myślałem że to dość powszechna wiedza, choć pewnie wielu pracodawców na to uwagi nie zwraca albo uważa za mało istotne. Natomiast kobiet świeżo po ślubie lub z małymi dziećmi boi się większość. 😊  

Powszechna wiedza nie musi być prawdziwa niezależnie od tego jak logiczna się wydaje, choć ta wydaje się bardzo. Nie ma to decydującego znaczenia dla pracodawców, facet to facet.

2 minuty temu, Gods Top 10 napisał:

Ależ ja o tym myślę, ale innymi kategoriami. Jest takie powiedzenie: "jeszcze nikt mądry na łożu śmierci nie żałował tego, że w życiu za mało pracował"... za to pełno jest takich, którzy żałowali tego, że za mało czasu spędzali z rodziną, nie mieli odwagi, by realizować swoje marzenia...
Gdyby istniała kariera, która słodkim głosem mówi "tato"/"mamo", wykonuje z ufnością nieporadne pierwsze kroki, cieszy się szczerą radością z zabawy i in. ... to ludzie mogli by wyginąć.

Ja wolę myśleć na łożu śmierci coś w stylu "ku*wa, bywało dobrze, bywało niesamowicie, teraz odpocznę". No i fajnie by było mieć te osoby, które biłyby się o podział spadku po mnie. Rodzinę. Ale obiektywnie pieniądze są ważniejsze, ważniejsza jest możliwość życia i utrzymywania się.

6 minut temu, Gods Top 10 napisał:

To również kwestia optyki. Uważam, że rodzicem jest ten, kto wychowuje, a nie ten, kto płodzi (bo spłodzenie, to kwestia minut, za to wychowanie zajmuje już lata). Znajdzie się mnóstwo przykładów, gdy biologiczni rodzice zdają się chcieć udowodnić światu jak bardzo się do tej roli nie nadają. A są i tacy ojczymowie czy macochy, które dzięki życiowej mądrości są wprost genialnymi rodzicami i wzorcami do naśladowania dla dzieci.

Rzecz jasna bywa też w drugą stronę: rodzice biologiczni są wspanialsi, niż ojczymowie czy macochy... w każdym razie nie geny tu są decydujące.

Geny są wszystkim. Tacy jacy się rodzimy, tacy umieramy. Genetyki nie da się pokonać ani jeszcze zmienić. Rodzimy się z losową pulą genów, która nigdy się nie zmieni. Jesteśmy jacy jesteśmy. I tyle. Sądzisz, że charakter zasadza się w umyśle? Charakter to kartka z wcześniej zaprogramowanymi genetycznie zależnościami. Możemy coś dopisać ale nie zmieni to podstaw.

9 minut temu, Gods Top 10 napisał:

Sama sobie utrudniasz zadanie takim myśleniem. Prawdopodobnie przez podnoszenie poprzeczki, za którą są owi "normalni" tak wysoko, że mało kto jest w stanie tym wymaganiom sprostać. Z samego rozkładu Gaussa wynika, że "idealnych samców alfa", "książąt z bajki", będzie niewielu (podobnie jak "idealnych samic alfa", "księżniczek z bajki"). Za to "pula" tych mężczyzn, którzy znajdują się pomiędzy "książętami z bajki", a "skończonymi łajdakami" będzie znacznie większa.
Tyle, że oni mogą mieć więcej wad... ale zaraz, przecież jak sama napisałaś, też je masz! Czyli macie coś wspólnego ze sobą. ;) (A tak już bardziej na serio, któż nie ma wad? Ale to przecież one czynią nas interesującymi. 🙂 )

Krzywa dzwonowa, większość z nas jest po środku. Ponoć należy szukać nie księcia ale kogoś kto da Ci szczęście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, SarkastyczneSerce napisał:

Krzywa dzwonowa, większość z nas jest po środku. Ponoć należy szukać nie księcia ale kogoś kto da Ci szczęście.

Własnie to jest ten mój książe z bajki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, SarkastyczneSerce napisał:

Geny są wszystkim. Tacy jacy się rodzimy, tacy umieramy. Genetyki nie da się pokonać ani jeszcze zmienić. Rodzimy się z losową pulą genów, która nigdy się nie zmieni. Jesteśmy jacy jesteśmy. I tyle. Sądzisz, że charakter zasadza się w umyśle? Charakter to kartka z wcześniej zaprogramowanymi genetycznie zależnościami. Możemy coś dopisać ale nie zmieni to podstaw.

Może nie wszystkim, ale odgrywają ogromną rolę. Ja i dwójka mojego rodzeństwa nie mamy dzieci, a już dawno po 30-ce jesteśmy, ja z bratem tez żadnego doświadczenia związkowego, siostra ma co prawda męża ale też pierwszego z dwóch chłopaków miała po 25 roku życia, to nie może być przypadek, mamy antyspołeczne, antyrodzinne inklinacje i niski popęd. Tylko dlaczego przejęliśmy tylko geny od strony ojca, gdzie pełno jest dziwaków, nieudaczników  i samotników  a nie matki gdzie wszyscy są rodzinni i zaradni życiowo.   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
28 minut temu, SarkastyczneSerce napisał:

Ponoć należy szukać nie księcia ale kogoś kto da Ci szczęście.

+

20 minut temu, kia_ sportage napisał:

Własnie to jest ten mój książe z bajki.

Takie myślenie jest szalenie atrakcyjne i  kuszące, jednak w moim przekonaniu kryje się w nim spore niebezpieczeństwo, które ostatecznie może zaowocować kolejnym nieszczęściem.
W czym rzecz? Ano w tym, że podświadomie można obarczyć partnera czy partnerkę brzemieniem w postaci oczekiwania miłości, która miałaby zapełnić jakąś pustkę emocjonalną. Czy na tym powinna polegać miłość partnerska, by partner/ka miał kochać tak, jak np. nie kochał/a ojciec czy matka, jak nie kochał poprzedni mąż, poprzednia żona? Czy partner/ka ma zapełniać głód miłości po wcześniejszych nieudanych relacjach i związkach? Czy to jest jego/jej rola? Czy to miłość, gdy od pierwszych dni relacji przygniata się ukochanego człowieka swoim bólem, cierpieniem i pustką?:classic_unsure:
Oczywiście nie należy z tego wyciągać mylnych wniosków, jakoby osoby z "ranami z przeszłości" nie mogły wchodzić w związki. Nie. Jak najbardziej mogą i powinny, jednak szanse na przetrwanie takiego związku rosną wraz ze świadomością siebie, wraz z pokochaniem samego/samej siebie, wraz z poczuciem szczęścia, które przede wszystkim wypływa z nas samych, a nie wyłącznie z tego, co do związku wniesie partner/ka.
Partner/ka to "wartość dodana" do związku, dlatego warto dodawać do nieustannie rosnącej własnej wartości. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

caarlos bueno W mojej rodzinie jest, tak że wszyscy są wykształceni, mama, ojciec ale jego nie znam, za dobrze, rozwód i brak kontaku z nami. Dziadek był wojskowym- Pułkownik, mama psycholog, babcia chyba tylko sprzedawała w sklepie. Nie wiem bo mała byłam jak poszła na emeryturę.  Tylko ja jestem jakaś nieudana. Mam tylko średnie. I estem sama, czyli historia lubi się powtarzać. Jest jeszcze cioteczna siostra która ma 40 lat i jest sama od zawsze, ale to już inna historia. Poszłam na lewo, jak każdy szedł w prawo. I mam tzn nie mam nic.

 

Nie chcę nikogo niczym obarczać, chcę być szczęśliwa kochana i kochać. To tyle.

 

Edytowane przez kia_ sportage

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×