Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Pretoria

Silne przeniesienie

Rekomendowane odpowiedzi

Chciałabym żeby ktoś z boku spojrzał na moją sytuację. Sprawe co poniektórzy kojarzą, bo udzielam sie troche na forum, w skrócie: mam niespełnione ambicje, zawsze chciałam być kimś, robić coś "prestiżowego", odciąć sie od domu i "takich" ludzi czyt. takich którym w życiu nic nie wyszło. Niestety nie podołałam napięciu w moim życiu, nie miałam wsparcia bo moi rodzice sa z innego świata i cieszy ich każda praca (pomimo ze matka nie pracuje, to twierdzi ze powinnam sie cieszyć z pracy na produkcji). Zdałam maturę na minimum i dostałam się na kiepski kierunek. Kontunuuje go pomimo ze uważam ze jest to mega syf i nie szanuje tego zawodu. Paradoks tej sytuacji jest taki że chce być kimś, robić wielkie rzeczy, zarabiać dobre pieniądze a przeraża mnie praca w sklepie. Wymyśliłam sobie że "prestiżowy" kierunek zapewni mi uznanie i szacunek. Problem ze ja sie do tego nie nadaje. Nigdy nie bede lekarzem, prawnikiem, terapeutą, weterynarzem, inżynierem itd. Nie potrafie siedzieć w papierach, chciałabym prace w której się coś robi np. Lekarz, weterynarz, ale nie mam takich zdolności. Nie umiem chemi ani fizyki. Mam przekonanie ze tylko wtedy zainteresowałby sie mną ktoś naprawde warty uwagi (np. Prawnik albo lekarz, bo przecież oni utrzymują relację z osobami na tym samym poziomie ). Tylko tacy ludzie którzy odnieśli sukces w życiu są dla mnie atrakcyjni. Naprawde czuje sie z tym kiepsko, nie oceniajcie mnie proszę. 

Przeniosłam to na relację terapeutyczną. Widziałam w terapeutce osobe która odniosła sukces a którą ja nigdy nie będę. Poszłam na studia po których mogłabym pracować w instytucji w której pracuje moja t. Widziałam ze ludzie mają miedzy sobą świetne relacje, ze się szanują itd. Uogólniłam to na całą instytucje a nie konkretną jednostkę w której pracują psycholodzy. Z racji tego ze nie mam mozliwosci dostać sie na psychologie, wymyśliłam sobie pokrewny kierunek. Weszłam nieświadomie w jakiś układ i zmarnowałam tyle lat. Rzeczywistość okazała się odwrotna: mojego kierunku nikt nie szanuje, ludzie w placówce uważani sa za śmieci, słabe zarobki no i brak alternatywy (psycholog może zmienić placówke np. na szpital pychiatryczny, otworzyc prywatny gabinet no i zarabia o wiele więcej bo jest tam "specjalistą" i dlatego jest poważany). 

Zaczełam atakować terapeute. Widze w niej osobe która próbuje wcisnać mi kit, która sama zapewniła sobie dobre i dostatnie życie a mi wciska że powinnam zrobić jakiś zawód. Twierdzi że każda osoba jest warta uwagi i mój partner może być kimkolwiek (a sama ma meża prawnika). Nie wierze jej, uwikłałam sie w coś z czego nie potrafie wyjsć. T. jest dla mnie uosobieniem osoby którą zawsze chciałam być a którą nigdy nie będę. Nienawidze takich osób, mam do nich tyle złośći i gniewu. Chciałam jej jakoś zaszkodzić, z zawiści nagrywałam sesje, znam pare faktów z jej życia. Próbowałam wmówić sobie ze jest beznadziejna żeby nie czuć sie przy niej tak źle. 

Na ostatniej sesji jej to powiedziałam, jestem na czysto ale nie wiem czy mogłabym kontynuować tą terapię z racji tak silnego przeniesienia. Mam do niej złość o to ze tego nie rozpoznała a ja po raz kolejny wplątałam sie w jakieś gówno. Próbuje sobie to racjonalizować ale i tak jestem mega zazdrosna o wszystko. Jasne ze to musimy przerobić z terapeutą ale czy to w ogóle jest sens kontunuować ? Myśle ze ja w każdym terapeucie bede widziała osobe ktora zapewniła sobie dobre dostatnie życie (100zł za godzinke, w dodatku wiek w jej zawodzie działa na korzyść) i minimum odpowiedzialnosci (udowodnienie czegokolwiek jest praktycznie niemożliwe, zawsze można zwalic wine na zaburzenie pacjenta). Potrzebuje terapii ale czuje mega wrogość w stosunku do terapeutów. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z Twojego podejścia do tego zawodu wnioskuję, że byłabyś kiepskim psychoterapeuta i nie bierz tego do siebie. Po prostu Twoja ocena tego zawodu jest bardzo powierzchowna. Może ja trafiłam na wyjątkową osobę w terapii ale na jej przykładzie wiem że to trudny 'kawałek chleba'. Wiele lat kosztownej nauki, terapia wlasna, superwizje, obcowanie niemal codzień z czyimś nieszczęściem. Daleko od łatwej kasy i zerowej odpowiedzialności. Do tego dobry, dbający tez o siebie, terapeuta nie bierze sobie na garba więcej niż kilku pacjentów na raz więc tej kasy wcale nie ma tak wiele. Zestawiajac to z kosztami jakie trzeba ponieść by w ogóle psychoterapeuta zostać to wcale nie jest takie eldorado. Nie wiem też skąd przyszło Ci do głowy że tylko tak możesz poznać np. prawnika. Ja znam wielu, a psychoterapeutka nie jestem. Męża prawnika też bym tak nie idealizowala. Może zarabia sporo ale co z tego jak w domu jest gościem. I być uzależnionym finansowo od kogoś to według mnie nic fajnego. O wiele lepiej być samowystarczalna. I nie ważne w jakiej pracy i zawodzie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, jestem tu nowa, na razie to forum oglądam sobie, ale ten post mnie zaciekawił, choc nie znam twojej historii. To co opisujesz to ważny próg, jak najbardziej do przepracowania w terapii, tej i tutaj. Mam wrażenie, że usiłujesz wchodzić ze swoją matką w spór, jakoś ją skreślić, pokazując swoje ambicje zawodowe i swoją wyższość, odcinając się od jej wartości. Wybrałaś kierunek jakiego nie lubisz bo z matką się szarpiesz, chcesz jej zrobić na złość (w głowie), pokazać że jesteś inna, lepsza. Z drugiej strony jest terapeutka, inna ważna kobieca  postać, która pokazuje ci (a raczej wydaje ci się że pokazuje) swoją rzekomo zawodową wyższość i twoje rzekome nieudacznictwo. Myślę, że dopóki będziesz jakoś odtrącać wartości matki, jej przeciętność, bierność, to będziesz się miotać w piekle "on/ona jest ode mnie lepsza" bez kontaktu z tym kim tak naprawdę ty byś chciała być i co robić. Matkę trzeba jakoś zaakceptować w sobie, uznać że coś się po matce ma. Tę złość (na matkę i jej niższość, zależność,  jak to postrzegasz) możesz właśnie teraz przepracowywać i pogodzić się z tym. To musi być ważny próg skoro tyle złości się pojawiło, że aż chcesz wyjść  z terapii.

To co się dzieje z cudzymi ambicjami zawodowymi niewiele ma wspólnego ani z terapeutką, raczej z tym co masz w głowie. 

Takie tylko skojarzenia mam, ale może coś tu wniosą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mądrze wyżej napisali, sama bym nie potrafiła tak wyrazic tego jak Wy wyżej. Popieram. To co się z Toba teraz dzieje, jest jak najbardziej do przepracowania w terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobrze, że poprzednicy to już wyrazili, ogólnie praca psychologa nie jest taka prosta i lekka. Wyobraź sobie, że przychodzi do ciebie mnóstwo ludzi z problemami, często bardzo poważnymi, ludzie na skraju wytrzymałości nerwowej a często z problemami w komunikowaniu swoich potrzeb, którzy sami nie wiedzą, czego chcą albo są bardzo roszczeniowo nastawieni. I rozmawiaj tu z każdym, który oczekuje, że będziesz jego ostatnią deską ratunku. A psycholog też nie jest cudotwórcą i nie dogada się z każdym.

 

A zastanawiałaś się, dlaczego prestiżowość zawodu jest dla ciebie tak istotna? Tzn. napisałaś, że zapewni ci pieniądze i szacunek - to pierwsze można zdobyć też w nieco mniej prestiżowych zawodach, a i to drugie można czerpać z różnych źródeł, a ty piszesz tak, jakbyś czuła, że kariera zawodowa to jedyny obszar, w którym mogłabyś coś znaczyć...

 

Tak ogólnie będziesz pisała w wątku, jak rozwijają się twoje relacje z terapeutką i do jakich wniosków dochodzisz? Interesuje mnie temat przeniesienia, toteż chętnie będę ci kibicować w twoich zmaganiach :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tylko dopiszę, że całe życie zmagam się z wygorowanymi oczekiwaniami wobec mnie. To sprawiło że patrzę na siebie mega krytycznie. Skończyłam studia na sztukę, dla papierka. Tylko po to żeby już nie słuchać jak to możliwe że ktoś tak zdolny ich nie skończył. Tylko że najbardziej na świecie chciałam być przeciętna. Chciałam móc popełniać błędy. Ale mi nie było wolno. Moja decyzja, kiedy rzucałam szkołę średnią żeby iść do pracy, spotkała się z reakcją szokowa otoczenia. Ale dzisiaj, po wielu latach, jestem z niej dumna. Bo to była jedna z niewielu rzeczy w życiu którą zrobiłam dla siebie. Nie licząc się z nikim. I mimo że to była gowno praca na bazarze to zarabiałam na siebie, zaczelam byc niezależna. I gdybym mogła cofnąć czas zmienilabym wiele, ale nie to. 

A teraz mam pracę, której wiele osób mi zazdrości a ja się męczę. I nie potrafię jej zmienić, bo nikt tego nie zrozumie. Z chęcią zamienilabym ją na tą gowno pracę sprzed lat.

Nie wszystko złoto co się świeci :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odpiszę na posta od trochę innej niż moje przedmówczynie strony. Zawsze miałam pretensje do terapeutów o to, że dużo zarabiają i to nigdy się nie zmieniło, ale tak naprawdę od kiedy przyjrzałam się ich zawodowi to uważam, że  to  żaden poważny zawód, a posądza się go nawet o niewielkie związki z nauką jako taką. To trochę przypomina wyuczone szarlataństwo na wyższym poziomie, które ma przyciągać pacjentów. Psychoterpeuci to przeważnie humaniści, którzy co najwyżej skończyli psychologię i tam mogli mieć trochę do czynienia z nauką, ale już kursy psychoterapii to przerabianie nie potwierdzonych empiryką tez. Sam psychoterapeuta dr psychologi Kirsch zajmujący się problematyką placebo przyznał opierając się na badaniach, że w dużej mierze psychoterapia to efekt placebo  i co ważniejsze im ktoś jest mniej wyszkolony w psychoterapii tym większe odnosi sukcesy. Jeżeli masz siłę to ciągnąć i co ważniejsze finanse na to  próbuj. Ja po 12 letnim doświadczeniu z terapeutami żałuję, że mimo powtarzających się wątpliwości dalej w to brnęłam i nie przerwałam tego wcześniej. Zaoszczędziłabym i czas i pieniądze.  Jak ktoś gdzieś napisał psychoterapia to "prostytucja przyjaźni", którą ubiera się w terminologię przeniesienie, przeciwprzeniesienie itd. ale jakie to ma znaczenie dla naszego życia? Ludzie, którzy trwają w terapii rzadko kiedy z niej wychodzą i rzadko kiedy utrzymują "normalne" relacje z ludźmi obok, ponieważ wszystko staje się treścią do analizy, a ta analiza szczególnie obrana w terminologię typu przeniesienie, projekcja to nie urażając nikogo tylko psychobełkot, który ni jak nie przekłada się na prawdziwe życie. Czy nie szkoda na to czasu? Jako alternatywę psychoterapii polecam spróbowanie tego : http://pozytywniedoladowani.pl/

Przynajmniej z tego co słyszałam to nic nie kosztuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odpowiedzi, czytałam w zeszłym tygodniu ale nie wiedziałam co odpisać. Wiekszość opisanych tutaj przeniesień chyba była trafna ...

@wTymTygodniu piszę na bieżąco w wątku "co na dzisiaj, dziennik psychoterapii..."

@Disappear mogę zapytać w jakim zawodzie pracujesz ? Może przynajmniej dobrze zarabiasz ...najgorzej gdy zarobki są marne a robi się coś czego się nie lubi.

@karolink

niestety terapię podejmują osoby w desperacji a nim to chyba wszystko jedno. Nie płaciłabym po 100-120zł za godzinę terapii, dla mnie to nie do przyjęcia, ale tak samo nie płacę za prywatnych lekarzy, wolę czekać i kilka lat niż dać za 15 minut tyle na ile pracuje przez cały dzień.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 godzin temu, Pretoria napisał:

 

@Disappear mogę zapytać w jakim zawodzie pracujesz ? Może przynajmniej dobrze zarabiasz ...najgorzej gdy zarobki są marne a robi się coś czego się nie lubi

Zdziwię Cię może, ale dobrze zarabiam, praca nie jest ciężka ale wszystko wokół jest nie do zniesienia. I wolałabym zarabiać słabo. Wtedy nie miałabym problemu żeby to rzucić. Dla mnie najwazniejsza w pracy jest atmosfera. Nie potrafię funkcjonować wśród toksycznych ludzi. Nie  potrafie knuc, obgadywac, kombinować jak komuś dowalic. Żadne pieniądze nie są mi w stanie tego wynagrodzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×