Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
johnn

Podejście terapeutki do problemu kontaktów z ludźmi

Rekomendowane odpowiedzi

Wydaje mi się, że trudność w rozmowie z Tobą polega na stawianiu bardzo wielu pytań przez Ciebie, na rozkładaniu wypowiedzi na poszczególne zdania. W moim subiektywnym odczuciu wygląda to tak jakbyś wywoływał współrozmówcę do tablicy i kazał mu się tłumaczyć z wszystkiego co powiedział. Na pewno rozkładnie równań na czynniki pierwsze sprawdza się w matematyce, ale w relacjach społecznych to już raczej nie działa ;)  Przez to może się wydawać, że jesteś osobą, która ma trudność z zaakceptowaniem odmiennego zdania i będziesz próbował w każdej dyskusji udowodnić, że to jednak Twoje rozumienie tematu jest tym właściwym. Nie znam Cię, więc ciężko mi coś więcej sensownego powiedzieć, ale widać, że jesteś osobą inteligentną i na pewno masz potencjał do zmiany :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Cytat

2. Prywatny psychiatra powiedział mi wprost że jestem ciężkim przypadek i specjaliści z którymi się spotkałem celowo mnie z tego powodu odrzucają. Według mnie miał rację. A że nie stać mnie na prywatną terapię to jestem zmuszony czekać i modlić się ze trafię na dobrego publicznego specjalistę. 

Przecież to niemożliwość.Ciężki przypadek to przypadek który można leczyć latami i kosić na tym hajs.Żyła złota.Nie rozumiem jak psycholog może komuś odmówić,szczególnie kilku z rzędu.Teoria o trudnym przypadku jest mało wiarygodna,chyba że podejrzewają jakieś uszkodzenie organiczne mózgu,coś co można by leczyć tylko chemią.

Sugestia pracy na pół etatu była dobra,nie wyjdziesz z fobii siedząc w domu/gabinecie.Ja biorę leki przeciwlękowe i idę do pracy,wracam wyjebany stresem i padam na pysk ale mimo wszystko warto,kiedyś 100 złotych musiałem się od mamy prosić na lekarza,teraz zarabiam 3 razy tyle co ona i stać mnie żeby się leczyć.Inna sprawa że głównym moim problemem jest brzydota więc psycholog nie pomoże mi za dużo,ale tobie może by mógł.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla prywatnego tak. Dla takiego z nfz'tu lepiej mieć jakieś łatwiejsze przypadki. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 10.06.2018 o 10:01, moja_osoba napisał:

Wydaje mi się, że trudność w rozmowie z Tobą polega na stawianiu bardzo wielu pytań przez Ciebie, na rozkładaniu wypowiedzi na poszczególne zdania. W moim subiektywnym odczuciu wygląda to tak jakbyś wywoływał współrozmówcę do tablicy i kazał mu się tłumaczyć z wszystkiego co powiedział. 

Ja wiem czy to cechy trudnego pacjenta, a taki co ze wszystkim się zgadza jest łatwiejszy, albo taki co milczy całe sesje? Szczególnie że tamta terapeutka nie chciała rozmawiać o przeszłości, więc była rozmowa o tu i teraz - o jego wątpliwościach odnośnie terapii. Terapeuta który by zrezygnował z powodu zbyt dużej liczby pytań to musiałby być naprawdę słaby.

Trzeba sobie tylko zdawać sprawę, że terapeuta w takich rozmowach nie będzie stawał na rzęsach żeby nas przekonać do swojego zdania i nie znaczy to że jest słaby. Nie będzie się starał wygrać szermierki słownej, zareklamować terapii tak żebyśmy ją kupili dosłownie i w przenośni, czy zniechęcić do rezygnacji.

W dniu 6.06.2018 o 18:28, johnn napisał:

Dla mnie ultimatum było jednoznaczne.  Mogłem przyjąć warunki lub je odrzucić nawet nie pomyślałem żeby o cokolwiek pytać. Gdyby terapeutka rozpoczęłaby rozmowę o tym pewnie zabrałbym głos.  To nie jest zwykłe podejście aby tak stawiać sprawę i nie zadać  drugiej stronie pytań ale ja tak się zachowuje.  O tym też ją informowałem.  Działam jak komputer: Tak, nie lub nie wiem. Następne pytanie. 

Z jednej strony można wnioskować, że przychodzisz z pełną otwartością na podejmowane metody, a z drugiej sam masz twarde warunki. Zakładasz, że poinformujesz ją, że działasz tak i tak, i z tego faktu od chwili przekazania tej informacji ona ma z Ciebie wyciągać informacje i wątpliwości, mimo że masz okazję zadać pytania. I mimo że te pytania i wątpliwości się w Tobie rodzą bo je tutaj piszesz, wcale więc nie działasz jak cyborg - że przyjmujesz tak za tak, i przechodzisz dalej. Nie jesteś też tak zalękniony, z opisu rozmów generalnie nie wygląda jakbyś miał problem z nie zgodzeniem się z terapeutą i to bardzo dobrze. Ale wygląda jakbyś chciał żeby zadała jakieś pytanie, to wtedy byś odpowiedział, a jak go nie zadaje to nie mówisz. Mimo że wiesz jakie by to było pytanie i jaka odpowiedź. Piszesz że nie umiesz czytać między wierszami, a wygląda jakbyś oczekiwał że terapeuta będzie czytał między wierszami i domyślał się czego chcesz.

Widzę też taką sprzeczność, że wyrażasz się lekko pogardliwie o spotkaniach z terapeutą w konwencji wyrzucenia z siebie pewnych rzeczy. Bo piszesz, że chcesz konkretów, a znalazłeś kogoś "komu możesz się wygadać". Po pierwsze to wcale nie jest nie-konkret, a po drugie sam to widzisz, bo warunek nie rozmawiania o przeszłości jest dla Ciebie nie do przyjęcia, zresztą wcale nie rozmawiania "jak komputer" (w przeszłości to i to, wynika z tego dla tu i teraz to i to), bo pisałeś, że oceniasz negatywnie bierność terapeutki wobec cierpienia o którym mówiłeś.

W dniu 9.06.2018 o 10:13, mswm napisał:

Coś nieprawdopodobnego... dosłownie nóż się w kieszeni otwiera. 

Tu moja reakcja była taka sama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

8 godzin temu, rupert napisał:

Ja wiem czy to cechy trudnego pacjenta, a taki co ze wszystkim się zgadza jest łatwiejszy, albo taki co milczy całe sesje? Szczególnie że tamta terapeutka nie chciała rozmawiać o przeszłości, więc była rozmowa o tu i teraz - o jego wątpliwościach odnośnie terapii. Terapeuta który by zrezygnował z powodu zbyt dużej liczby pytań to musiałby być naprawdę słaby.

 

Rupert moja wypowiedź dotyczyła rozmowy, którą Johnn prowadził na tym forum w dziale, który przytoczyłam we wcześniejszej wiadomości. Tam widać mniej więcej jakiś schemat rozmawiania. Tak jak napisałam, jest to moja subiektywna ocena, nie chodzi o samo zadawanie pytań, a o ich ton.

W każdym razie Johnn mam nadzieję, że trafisz na dobrego terapeutę, któremu żadne pytania nie będą przeszkadzać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
W dniu 10.06.2018 o 10:01, moja_osoba napisał:

Wydaje mi się, że trudność w rozmowie z Tobą polega na stawianiu bardzo wielu pytań przez Ciebie, na rozkładaniu wypowiedzi na poszczególne zdania. W moim subiektywnym odczuciu wygląda to tak jakbyś wywoływał współrozmówcę do tablicy i kazał mu się tłumaczyć z wszystkiego co powiedział.

Stosuje podstawowe narzędzia w dyskusji. Wszystkie pytania odnoszą się wypowiedzi współrozmówcy. Stosuje grzecznościowe formy. Współrozmówca może odmówić odpowiedzi lub zwrócić mi uwagę i poinformować mnie o swoich wątpliwościach.       

Czy Ty również odbierasz tak moje słowa skierowanie do Ciebie? 

W dniu 10.06.2018 o 10:01, moja_osoba napisał:

Na pewno rozkładnie równań na czynniki pierwsze sprawdza się w matematyce, ale w relacjach społecznych to już raczej nie działa ;)  

Mnie to nie śmieszy. Zdaje sobie z tego sprawę. Jest to przyczyną różnych trudności. Nie wszyscy ludzie są wyrozumiali.   

W dniu 10.06.2018 o 10:01, moja_osoba napisał:

Przez to może się wydawać, że jesteś osobą, która ma trudność z zaakceptowaniem odmiennego zdania i będziesz próbował w każdej dyskusji udowodnić, że to jednak Twoje rozumienie tematu jest tym właściwym

Co oznacza akceptacja odmiennego zdania innej osoby? Zadawanie pytań i dysktutowanie interpretujesz jako brak akceptacji? 

Czy nie jest tak że dyskutujemy bo mamy odmienne poglądy?  

W dniu 10.06.2018 o 10:01, moja_osoba napisał:

Nie znam Cię, więc ciężko mi coś więcej sensownego powiedzieć, ale widać, że jesteś osobą inteligentną i na pewno masz potencjał do zmiany :)

Dziękuje.

W dniu 10.06.2018 o 22:23, ( Dean )^2 napisał:

Przecież to niemożliwość.Ciężki przypadek to przypadek który można leczyć latami i kosić na tym hajs.Żyła złota.Nie rozumiem jak psycholog może komuś odmówić,szczególnie kilku z rzędu.Teoria o trudnym przypadku jest mało wiarygodna,chyba że podejrzewają jakieś uszkodzenie organiczne mózgu,coś co można by leczyć tylko chemią.

Jak sądzę trudność polega w podejściu do pacjenta. Wymagam od lekarza rzetelności, uczciwości, zaaaganżowania oraz zachowania zgodnego z etyką i standardami lekarskimi.

W dniu 10.06.2018 o 22:23, ( Dean )^2 napisał:

Sugestia pracy na pół etatu była dobra,nie wyjdziesz z fobii siedząc w domu/gabinecie.Ja biorę leki przeciwlękowe i idę do pracy,wracam wyjebany stresem i padam na pysk ale mimo wszystko warto,kiedyś 100 złotych musiałem się od mamy prosić na lekarza,teraz zarabiam 3 razy tyle co ona i stać mnie żeby się leczyć.Inna sprawa że głównym moim problemem jest brzydota więc psycholog nie pomoże mi za dużo,ale tobie może by mógł.

Po studiach pracowałem na stażach. Problemy, które się tam pojawiły zmusiły mnie do rezygnacji z dalszej pracy i unikania ludzi. Pozwolę sobie doprecyzować. Trudności z ludźmi nie polegają na unikaniu jakiekolwiek kontaktu z ludźmi. W pewnych sytuacjach wymagających zaradności, obycia lub spotrzegawczości (nie wiem czy użyłem właściwych słów do określenia tego składnika, którego mi brak) nie radzę sobie. W mojej ocenie potrzegany wówczas jestem jako osoba niezaradna lub nieogarnięta. Mówiąc kolokwialnie sierota. Podam przykład. Pracowałem jako programista z grupą osób w tym samym pokoju. Musiałem na chwilę wyjść. W tym czasie "kolega" napisał z mojego komputera emaila do wszystkich w budynku z dwuznaczną propozycją. Zrobię coś za 20zł. Dowiedziałem się później o tym od innych stażystów. Nie powiedzieli mi tego wprost ale robili aluzję śmiejąc się. Nie wiedziałem jak zareagować. Nie zrobiłem nic.

W dniu 11.06.2018 o 11:34, rupert napisał:

Trzeba sobie tylko zdawać sprawę, że terapeuta w takich rozmowach nie będzie stawał na rzęsach żeby nas przekonać do swojego zdania i nie znaczy to że jest słaby. Nie będzie się starał wygrać szermierki słownej, zareklamować terapii tak żebyśmy ją kupili dosłownie i w przenośni, czy zniechęcić do rezygnacji.

Oczekuje dyskusji. 

Żaden ze specjalistów z którymi miałem przyjemność się zetknąć nie podjął ze mną dyskusji. Moje uwagi, zastrzeżenia lub sugestie odnośnie metod rozwiązania moich problemów nie były rozpatrywane. Rozmowa na ten temat była szybko ucinana. Ostatnia pani psycholog na piątej a zarazem ostatniej wizycie zakończyła nasze wspólne spotkania słowami (nie jest to dokładny cytat): Pan zadaje dużo pytań i kwestionuję moje zdanie. To będzie nasz ostatnie spotkanie. Powinien pan udać się na spotkanie z terapeutką lub psychiatrą. Odmawiam dalszych spotkań ze względu na brak kompetencji. Później udałem się do psychiatry z tej samej placówki. Nie wskazał mi żadnego terapeuty na NFZ z mojego miasta a ponadto polecił mi dalsze wizyty do tej samej pani psycholog bo dobry psycholog i terapeutka dziecięcy.

W dniu 11.06.2018 o 11:34, rupert napisał:

Z jednej strony można wnioskować, że przychodzisz z pełną otwartością na podejmowane metody, a z drugiej sam masz twarde warunki.

Wymagam uczuciowości, rzetelności i poszanowania ogólnie przyjętych zasad moralnych. Tego wymagam także od siebie.

W dniu 11.06.2018 o 11:34, rupert napisał:

Zakładasz, że poinformujesz ją, że działasz tak i tak, i z tego faktu od chwili przekazania tej informacji ona ma z Ciebie wyciągać informacje i wątpliwości, mimo że masz okazję zadać pytania.

Źle mnie zrozumiałeś @rupert. Oczekuje że przekazane przez mnie informacje skłonią specjalistę do większej czujności oraz bacznego przyjrzeniu się pewnym aspektom moich wypowiedzi. 

W dniu 11.06.2018 o 11:34, rupert napisał:

I mimo że te pytania i wątpliwości się w Tobie rodzą bo je tutaj piszesz, wcale więc nie działasz jak cyborg - że przyjmujesz tak za tak, i przechodzisz dalej.

Odpowiedź na forum różni do rozmowy na żywo. Pragnę Ci zwrócić uwagę użytkowniczki @moja_osoba, w której że podział wypowiedzi na zdania i odpowiedź na każde z nich z osobna nie jest ogólnie przyjętą normą. Nie sprawdza się w relacjach społecznych. 

W dniu 11.06.2018 o 11:34, rupert napisał:

Nie jesteś też tak zalękniony, z opisu rozmów generalnie nie wygląda jakbyś miał problem z nie zgodzeniem się z terapeutą i to bardzo dobrze

Oceniam negatywnie pracę specjalistów z którymi się zetknąłem. Nie mniej jednak pewne elementy ich pracy oceniam pozytywnie. Bywa, że mamy osiągamy kompromis lub konsensus.

W dniu 11.06.2018 o 11:34, rupert napisał:

Ale wygląda jakbyś chciał żeby zadała jakieś pytanie, to wtedy byś odpowiedział, a jak go nie zadaje to nie mówisz. Mimo że wiesz jakie by to było pytanie i jaka odpowiedź. Piszesz że nie umiesz czytać między wierszami, a wygląda jakbyś oczekiwał że terapeuta będzie czytał między wierszami i domyślał się czego chcesz.

Oczekuję, że specjalista na podstawie swojej wiedzy, pobranych nauk, doświadczenia oraz informacji przekazanych mu bezpośednio i pośrednio podejmie właściwe leczenie. 

W dniu 11.06.2018 o 11:34, rupert napisał:

Widzę też taką sprzeczność, że wyrażasz się lekko pogardliwie o spotkaniach z terapeutą w konwencji wyrzucenia z siebie pewnych rzeczy.

Lekko pogardliwie? Bądź tak miły  i podaj fragment mojej wypowiedzi.

W dniu 11.06.2018 o 11:34, rupert napisał:

Bo piszesz, że chcesz konkretów, a znalazłeś kogoś "komu możesz się wygadać". Po pierwsze to wcale nie jest nie-konkret, a po drugie sam to widzisz, bo warunek nie rozmawiania o przeszłości jest dla Ciebie nie do przyjęcia, zresztą wcale nie rozmawiania "jak komputer" (w przeszłości to i to, wynika z tego dla tu i teraz to i to), bo pisałeś, że oceniasz negatywnie bierność terapeutki wobec cierpienia o którym mówiłeś.

Pozwolę sobie krótko wyjaśnić. Przez lata dyskutowałem z mama na temat jej decyzji żywo godzących w interesy całej rodziny. Bez rezulatatów. Sądzę że jest to spowodowane zaburzeniem prawidłowego toku wychowania u mamy. Co skutkowało powstaniem osobowości zależnej. Wszelkie rozmowy na ten temat ze specjalistami zawsze kończą się tak samo. Dyskusja jest przerywana i przypominane są mi zasady terapii. Być może popełniam błąd podnosząc ten temat w rozmowie ze specjalistami. Nie mniej dotyka mnie obojętność na krzywdę drugiego człowieka i brak chęci niesienia mu pomocy ze strony specjalistów. Aby nie być gołosłowny podam trzy zachowania mojej mamy, które są dla mnie nie rozumiałe i potwierdzają moją negatywną ocene jej zachowania:

1. Mama NIGDY nie wystąpiła do Funduszu Alimentacyjnego mimo trudnej sytuacji finasowej. Dodatkowe środki pozyskujemy z chodzenia na śmietniki po złom i drewno oraz z mojego Stypendium Prezesa Rady Ministrów.  
2. Moja mama jest uległa wobec przybranego brata. Nie umie wyrazić swojego sprzeciwu wobec niego. Doszło do tego że bez zapowiedzi ani zgody brat z kochanką przychodzili do nas uprawiać seks. Rodzice nie wyrazili żadnego sprzeciwu. Nie odezwali się ani słowem we własnym mieszkaniu. 
3. Mama była bardzo źle traktowana przez przybranych rodziców. Matka nie okazywała mamię troski i odpowiedniego zainteresowania. Rodzice często kłócili się o mamę w jej obecności. Macocha nie tolerowała sprzeciwu. Karą była szmatą przez łeb. Mama kilkukrotnie uciekała z domu. Pierwszeństwo miał brat. Mama była żeby mu pomagać. Macocha gdy mama była  tłumaczyła ile opieki w nią włożyła, informowała że biologiczny ojciec płaci tylko rodzinne. O adopcji mama dowiedziała się przypadkiem.

 Przepraszam za tak długi wpis ale chciałem się ustosunkować do wszystkich wypowiedzi. Mam nadzieję że nie popełniłem błędu  przepisując moich odpowiedzi.  Proszę o wyrozumiałość. Dziękuje.

Edytowane przez johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 15.06.2018 o 17:35, johnn napisał:

Jak sądzę trudność polega w podejściu do pacjenta. Wymagam od lekarza rzetelności, uczciwości, zaaaganżowania oraz zachowania zgodnego z etyką i standardami lekarskimi. 

A znasz dobrze te standardy i etykę?Bo podejrzewam że nie.Nie sugeruję że wszyscy lekarze są dobrzy,nie są.Ale jakoś podejrzane wydaje mi się to co piszesz.Czego oczekujesz od terapeuty?Jaki ma być?Co ma Ci dać,zaproponować?W pierwszym poście napisałeś że terapeutka zaproponowała żebyś poszedł do pracy i poszukał ludzi,ty odmówiłeś a jednocześnie miałeś do niej żal że możesz się jej tylko wyżalić.Jest tu jakaś sprzeczność.Być może terapeuci wyczuwają że nie chcesz pomocy,nie jesteś gotowy się zmienić.

Moja rada,poszukaj jakiejś terapii grupowej,byłaby dobrym doświadczeniem dla Ciebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 15.06.2018 o 17:35, johnn napisał:

Wymagam od lekarza rzetelności, uczciwości, zaaaganżowania oraz zachowania zgodnego z etyką i standardami lekarskimi.

W dniu 15.06.2018 o 17:35, johnn napisał:

Oczekuje dyskusji. 

Żaden ze specjalistów z którymi miałem przyjemność się zetknąć nie podjął ze mną dyskusji. Moje uwagi, zastrzeżenia lub sugestie odnośnie metod rozwiązania moich problemów nie były rozpatrywane. Rozmowa na ten temat była szybko ucinana. Ostatnia pani psycholog na piątej a zarazem ostatniej wizycie zakończyła nasze wspólne spotkania słowami (nie jest to dokładny cytat): Pan zadaje dużo pytań i kwestionuję moje zdanie. To będzie nasz ostatnie spotkanie. Powinien pan udać się na spotkanie z terapeutką lub psychiatrą. Odmawiam dalszych spotkań ze względu na brak kompetencji. Później udałem się do psychiatry z tej samej placówki. Nie wskazał mi żadnego terapeuty na NFZ z mojego miasta a ponadto polecił mi dalsze wizyty do tej samej pani psycholog bo dobry psycholog i terapeutka dziecięcy.

Skoro sugeruje terapeutę lub psychiatrę to nie była terapeutką, no to słabo. Słaba też argumentacja: kwestionowanie zdania i za dużo pytań.

Natomiast mi utkwiły w pamięci Twoje wypowiedzi odnośnie terapeutki do której chodziłeś dłużej. Nic mnie w jej reakcjach specjalnie nie oburzało. Np. nie wiem gdzie łamała Twoje wymagania które opisałeś powyżej.Tzn. trochę mnie zdziwił warunek nie rozmawiania o przeszłości, szczególnie że pojawił się nagle. Nie będzie nadzorować ani dawać rad - czy wcześniej tak robiła? To w zasadzie nawet nie jest warunek, tylko stwierdzenie czego nie będzie robić. A czym miałby być w zasadzie nadzór?

Jak myślę o mojej terapii, to też nie ma tam rad i nadzoru. I też nie padło to od razu, tylko w trakcie terapii. W zasadzie jak ja zacząłem być wkurzony na terapię, to tematyka rozmów zaczęła dotyczyć terapii, i wtedy dowiedziałem się, że nie będzie mi mówił co mam robić. Wtedy oceniałem negatywnie, że nie przedstawił tych wszystkich informacji wcześniej, np. na pierwszym spotkaniu. Ale z perspektywy oceniam to dobrze, po prostu założeniem tej terapii jest że mam 100% wpływ na tematykę, skoro nie pytałem to widać nie było mi to potrzebne. Zacząłem dyskutować, to się dowiedziałem.

Nie wiem dokładnie co to znaczy: sugestie, uwagi, zastrzeżenia odnośnie metod. Domyślam się, że terapeuta może być uparty odnośnie metod, bo to on prowadzi terapię. Modyfikuje metody zgodnie ze swoją wiedzą, a nie sugestiami pacjenta. Tzn. z tych sugestii też dostaje informacje zwrotne, i powinien je wziąć pod uwagę, ale niekoniecznie podążać za sugestiami. Ja miałem pretensje o milczenie, zbyt zdawkowe komentarze, nie zadawanie pytań. Ale czy terapeuta powinien modyfikować swoje zachowanie zgodnie z sugestiami pacjenta? Myslę że nie. W zakresie komfortu rozmowy może tak, jak np. któryś jej element odbierasz negatywnie, np. agresywnie. Ale też do jakiejś granicy, np. nie można oczekiwać, że np. terapeuta weźmie pod uwagę sugestię o tym, że dla pacjenta cisza jest niekomfortowa i coś z tym zrobi.

W dniu 15.06.2018 o 17:35, johnn napisał:

Źle mnie zrozumiałeś @rupert. Oczekuje że przekazane przez mnie informacje skłonią specjalistę do większej czujności oraz bacznego przyjrzeniu się pewnym aspektom moich wypowiedzi. 

...

Oczekuję, że specjalista na podstawie swojej wiedzy, pobranych nauk, doświadczenia oraz informacji przekazanych mu bezpośednio i pośrednio podejmie właściwe leczenie.

Skąd wiesz, że specjalista nie słucha Cię uważnie, i nie robi z otrzymanymi informacjami tego, co powinien? Skąd wiesz że nie podejmuje właściwego leczenia? Wygląda na to, że masz swoją wizję, co powinno być z tymi informacjami zrobione, i jak powinno wyglądać właściwe leczenie. Pytanie czy można oczekiwać, że Twoja wizja będzie wdrożona.

W dniu 15.06.2018 o 17:35, johnn napisał:

Lekko pogardliwie? Bądź tak miły  i podaj fragment mojej wypowiedzi.

Tak odebrałem wypowiedź o "wygadaniu się". Zamiast pomocy znalazłeś kogoś komu możesz się wygadać. Nie piszesz że to śmieszne, bezwartościowe, no ale jest to dla mnie gdzieś w domyśle. Szczególnie że opisujesz to w ramach swojego niezadowolenia z terapii.

W dniu 15.06.2018 o 17:35, johnn napisał:

Pozwolę sobie krótko wyjaśnić. Przez lata dyskutowałem z mama na temat jej decyzji żywo godzących w interesy całej rodziny. Bez rezulatatów. Sądzę że jest to spowodowane zaburzeniem prawidłowego toku wychowania u mamy. Co skutkowało powstaniem osobowości zależnej. Wszelkie rozmowy na ten temat ze specjalistami zawsze kończą się tak samo. Dyskusja jest przerywana i przypominane są mi zasady terapii. Być może popełniam błąd podnosząc ten temat w rozmowie ze specjalistami. Nie mniej dotyka mnie obojętność na krzywdę drugiego człowieka i brak chęci niesienia mu pomocy ze strony specjalistów.

Co to znaczy dyskusja jest przerywana? Nie możesz opowiadać o tym jak się czułeś wtedy? Jak wygląda obojętność, terapeuta daje do zrozumienia, że go nudzisz? Żartuje z tego jak się czułeś? Mówi że przesadzasz? Czy nic nie mówi ale wygląda na niezaangażowanego/obojętnego?

A o jakiej zasadzie terapii mówią że ją łamiesz? Mogę się domyślać, że chodzi o diagnozowanie zaburzeń osoby nie uczestniczącej w terapii. Dziwi mnie trochę ucinanie i przypominanie zasad terapii. Chociaż mogę sobie wyobrazić wtrącenie się terapeuty np.: proszę nie liczyć, że dam Panu informację zwrotną, że powiem czy myślę że ta osoba miała osobowość zależną czy nie. Nie wiem.

Możesz to potraktować jako ucięcie tematu, ale to nie ucięcie tylko komentarz, możesz o tym dalej mówić. Ucięcie byłoby: proszę dalej nie mówić o tym i o tym. Takie ucięcie też odebrałbym negatywnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 7.06.2018 o 15:15, johnn napisał:

Moje trudności z kontaktach z ludźmi wynikają z nieporadności i niewiedzy. Nie wiem jak się zachować. Dobrze się czuje w sytuacjach określonych przez schematy. Kiedy nie muszę się zastanawiać co zrobić. W luźnej rozmowie o byle czym mi nie idzie. Problemy z ludźmi trwały od dzieciństwa. Zawsze byłem cichy i spokojny oraz spostrzegawczy (zwracałem uwagę na detale) oraz inteligenty.  

Mi się to kojarzy z Zespołem Aspergera.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×