Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
johnn

Podejście terapeutki do problemu kontaktów z ludźmi

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć,

przez ok. pół roku uczęszczałem na spotkania z terapeutką. Podczas nich  omawialiśmy wiele kwestii w tym problem kontaktów z ludźmi tj. podtrzymywania i nawiązywania kontaktów z ludźmi oraz  poczucie niedostosowania. Te trudności stały się przyczyną  mojej niechęci do podjęcia pracy oraz unikania znajomych i innych osób przez lata.  Pani terapeutka zasugerowała mi pójście do pracy na pół etatu i szukanie towarzystwa. Przyczyna moich trudności nie ustała, nie otrzymałem żadnych narzędzi do radzenia sobie  z nimi ani czułem się silniejszy więc odmówiłem.  Oczekiwałem metodycznego podejścia do moich problemów. Za to znalazłem kogoś komu mogę się wygadać. 

Czy tak wygląda terapia? Jakie stosuję się metody do rozwiązania problemów podobnych do moich?

 

johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety ale terapia tak nie wygląda. Trafiłeś na nieprofesjonalną terapeutkę. Takiej rady żebyś poszedł na pół etatu i szukał towarzystwa udzielić ci może każdy i w tym celu nie trzeba chodzić na terapię.

Trzeba szukać dalej lepszego terapeuty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też mam problem w kontaktach z ludźmi. I doszłam do wniosku, że terapia indywidualna nie pomoże mi w tym problemie. I w związku z tym mam zamiar poszukać terapii grupowej. Układ towarzyski 1 na 1 na terapii indywidualnej jest dla mnie zbyt sztuczny. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
48 minut temu, Inga_beta napisał:

Niestety ale terapia tak nie wygląda. Trafiłeś na nieprofesjonalną terapeutkę. Takiej rady żebyś poszedł na pół etatu i szukał towarzystwa udzielić ci może każdy i w tym celu nie trzeba chodzić na terapię.

Trzeba szukać dalej lepszego terapeuty.

Szukam ok 3 lata. W tym czasie 2 psychologów mi odmówiło pomocy na pierwszym spotkaniu, 1 psycholog odmówił na piątym spotkaniu (brak kompetencji), 1 psycholog odmówił terapii grupowej. Terapeutka przeze mnie opisana powyżej na przedostatnim spotkaniu postawiła trzy warunki kontynuacji terapii:

- nie będzie mnie nadzorować,

- nie będziemy rozmawiać o przeszłości,

- nie będzie mi dawać rad.

Odmówiłem ich spełnienia. Spotkania ustały.

20 minut temu, Wirginia Zachodnia napisał:

Też mam problem w kontaktach z ludźmi. I doszłam do wniosku, że terapia indywidualna nie pomoże mi w tym problemie. I w związku z tym mam zamiar poszukać terapii grupowej. Układ towarzyski 1 na 1 na terapii indywidualnej jest dla mnie zbyt sztuczny. 

W zeszłym miesiącu miałem wizytę u psychiatry.  Lekarz nie wskazał ŻADNEJ terapii w moim mieście (ok. 120 tys mieszkańców). Zaproponował mi prywatnego terapeutę z miasta oddalonego o ok. 60 km. Mnie na niego nie stać. Terapia na NFZ to dwa lata oczekiwania.  Szkoda na słów na to jak się czuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nieciekawą masz sytuację.

Jak to odmówili? Tak bez powodu? Nie spotkałam się do tej pory z tym że T odmawiają.

Dziwnie wygląda to że jednym z warunków u tej kobiety było to że ona nie daje rad, a potem je dawała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudno powiedzieć czy nie tak powinna wyglądać. Wiadomo przecież, że w nurcie psychodynamicznym wiele się nie mówi, nie radzi, nie daje schematów postępowań itp. Wiadomo, że wtedy narzekanie na brak narzędzi jest nieuzasadnione. Jeśli na tym tle terapeuta jednak powie coś, co mu się nasuwa, to też go nie przekreśla. Np. jak z rozmowy wyniknie, że ktoś ma przeszkody do pracy na etat: zapyta czy myślał o pracy na pół etatu. Nie widzę w tym wycinku żadnych podstaw do oceny czy terapia była sensowna czy nie. Te sugestie pracy na pół etatu/szukania towarzystwa są na tle omawiania wielu kwestii, i to w jaki sposób to następowało jest ważniejsze niż te sugestie.

Ja też mógłbym sformułować dziesiątki zdań według schematu: mój terapeuta nic nie mówi, nie pomaga, jedyną ważniejszą sugestią/komentarzem z jego strony było... / jego najdłuższym komentarzem było.... Szczególnie w okresie wkurzenia na terapeutę tak robiłem. Paradoksem jest to, że narzekamy na za mały wkład terapeuty, ale potem staramy się dowieść że to ten właśnie wkład go pogrąża. Chcemy, żeby skoro już tak mało mówi, to żeby jak już coś powie, to jego komentarz rozwalił system, a tak nie jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Inga_beta napisał:

Jak to odmówili? Tak bez powodu? Nie spotkałam się do tej pory z tym że T odmawiają.

1. Psycholog z ośrodka kryzysowego z MOPR skierowany głównie dla ofiar przemocy odmówił pomocy podając trzy powody:

- nie jestem ofiarą przemocy,

- moje problemy nie dotyczą przemocy,

- ona jest sama.

2. Psycholog wprost powiedział że mi nie pomoże. Nie tłumaczył czemu.

3. Psycholog (od terapii grupowej) odmówił bo mnie nie zna i nie będzie mógła mi poświęcić tyle czasu co na spotkaniu indywidualnym.

4. Psycholog z NFZ odmówił mi pomocy na piątym spotkaniu. Uzasadniła to :

- brakiem kompetencji, 

- zadaje za dużo pytań,

- kwestionuje rożne poglądy.

1 godzinę temu, rupert napisał:

Trudno powiedzieć czy nie tak powinna wyglądać. Wiadomo przecież, że w nurcie psychodynamicznym wiele się nie mówi, nie radzi, nie daje schematów postępowań itp. Wiadomo, że wtedy narzekanie na brak narzędzi jest nieuzasadnione. Jeśli na tym tle terapeuta jednak powie coś, co mu się nasuwa, to też go nie przekreśla. Np. jak z rozmowy wyniknie, że ktoś ma przeszkody do pracy na etat: zapyta czy myślał o pracy na pół etatu. Nie widzę w tym wycinku żadnych podstaw do oceny czy terapia była sensowna czy nie. Te sugestie pracy na pół etatu/szukania towarzystwa są na tle omawiania wielu kwestii, i to w jaki sposób to następowało jest ważniejsze niż te sugestie.

Po studiach podjąłem dwa staże kilkumiesięczne każdy. W pracy źle się czułem. Nie umiałem się odnaleźć. Bywały dni że przez kilka godzin nic nie robiłem bo nikt  się mną nie zainteresował a sam bałem się odezwać. Później było już gorzej.  Pierwszą pomoc otrzymałem od terapeutki opisanej w pierwszym wpisie. Nie poprzestałem na wysłuchaniu rady. Zauważyłem że praca na pół etatu wymaga kontaktu z ludźmi podobnie jak praca na cały etat.  Nie otrzymałem wskazówki jak  sobie z tym poradzić. Problem pozostał nie rozwiązany.  

W czasie spotkań kilkukrotnie  zwracałem uwagę na przebieg spotkań. Brak było było jakiekolwiek organizacji. Przychodziłem na spotkanie mówiłem o czym chciałem. Wnioski i ustalenia ze spotkań nie były kontynuowane na kolejnym spotkaniu. Nie wiedziałem co robić. To była jedyna pomoc na jaką mogłem liczyć za darmo (nie miałem ubezpieczenia). Jej rozpoznanie to nieśmiałość. Kolejny specjalista zapytany czy to potwierdza zaprzeczył. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W trzech warunkach nie dziwi mnie brak nadzoru i brak rad. Dziwi mnie warunek nie rozmawiania o przeszłości. Ale może wskazywać, że jednak terapeutka ma swoją wizję terapii. Co kto lubi, dla mnie to za duża dyrektywność, ale z tego co piszesz właśnie w jakimś stopniu jej oczekujesz, więc to chyba niekoniecznie źle. A chcesz rozmawiać o przeszłości, a terapeutka Cię blokuje?

Jak np. na terapii wypływa temat oczekiwania rad, nadzoru, to terapeuta może powiedzieć, że nic takiego od niego nie dostaniesz, i dać do zrozumienia, że nie ma sensu oczekiwać zmiany w tym zakresie od niego. Forma przedstawienia jako warunek kontynuacji terapii, a w dodatku trzy warunki, nie podoba mi się, mam wrażenie, że można to przedstawić równie jasno i bez niedomówień, a mniej... groźnie. Ale nie jest to jakaś tragedia, nie powinno wpłynąć na decyzję kontynuować tu, czy szukać gdzie indziej.

Brak organizacji: to wszystko zależy jaki nurt. U mnie nie ma żadnej organizacji. Terapeuta nie narzuca tematu. Jak milczę to milczę. Jak nie nawiążę do ostatniego spotkania, to on też nie, ale teraz widzę że to celowe a nie dlatego że nie słucha, nie pamięta. Wskazówek w wielu nurtach się nie dostanie, pewnie w Twoim też nie skoro wyraźnie powiedziała, że rad nie będzie. Takie podsumowanie terapii jak napisałeś to dobry temat do przedstawienia na terapii, myślę że zasługuje to na parę słów komentarza od terapeutki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Inga_beta napisał:

Niestety ale terapia tak nie wygląda. Trafiłeś na nieprofesjonalną terapeutkę. Takiej rady żebyś poszedł na pół etatu i szukał towarzystwa udzielić ci może każdy i w tym celu nie trzeba chodzić na terapię.

Trzeba szukać dalej lepszego terapeuty. 

W takim razie jakie konkretne "narzędzia" wykorzystuje porządny terapeuta? Bo szczerze mam podobne doświadczenia z mojej świeżo zaczętej terapii. Po długich latach wahań zdecydowałam się na terapię za którą płacę grube pieniądze/spotkanie, a już na pierwszym spotkaniu otrzymałam tylko garść "odkrywczych spostrzeżeń", że np. "trzeba walczyć o siebie, nikt za mnie tego nie zrobi". łał, naprawdę? Chyba chcę o siebie walczyć, skoro przyszłam szukać pomocy specjalisty, który pomoże mi wyprostować moje wykolejone sposoby myślenia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, rupert napisał:

W trzech warunkach nie dziwi mnie brak nadzoru i brak rad. Dziwi mnie warunek nie rozmawiania o przeszłości. Ale może wskazywać, że jednak terapeutka ma swoją wizję terapii. Co kto lubi, dla mnie to za duża dyrektywność, ale z tego co piszesz właśnie w jakimś stopniu jej oczekujesz, więc to chyba niekoniecznie źle. A chcesz rozmawiać o przeszłości, a terapeutka Cię blokuje?

Mam problem z podejmowaniem decyzji i oceną. 

Nie spotykam się już z tą terapeutką. Nie blokowała mnie aż do postawienia ultimatum. Pragnę Ci zwrócić uwagę na to co było  głównym przedmiotem moich licznych rozmów ze specjalistom. 

Do osiągnięcia pełnoletności lub później wiele zachowań i sytuacji które brałem za normalne takie nie były np:

1. Nigdy nie rozmawiałem z ojcem o codziennych sprawach szkole lub dziewczynach,

2. Nie widywałem się z rodziną ze strony ojca  w tym babcią i siostrą. Wszyscy mieszkali ok 700m ode mnie.

3. Ojciec spędzał czas nieograniczenie (stwierdził to Sąd w wyroku rozwodowym)  u matki jak byłem mały. 

4. Nikt w tym rodzina ze strony mojej mamy nie rozmawiał o nagannym zachowaniu ojca i jego rodziny.  

5. Matka nigdy źle nie mówiła o przybranych rodzicach. Później dowiedziałem się że traktowała moją mamę gorszej niż biologicznego syna. O adopcji dowiedziała się przypadkiem jako mała dziewczynka. Kilka razy uciekła z domu. Jak mama ośmieliła się mieć inne zdanie nić macocha to szmatą przez łeb. 

Przeżyłem  to dogłębnie  jak  to sobie uświadomiłem przez samodzielne analizy.  Wysłuchanie mnie i pozostanie biernym wobec mojego cierpienia oceniam negatywnie.

3 godziny temu, rupert napisał:

Ale nie jest to jakaś tragedia, nie powinno wpłynąć na decyzję kontynuować tu, czy szukać gdzie indziej.

Warunki kontynuacji terapii były dla mnie nie do przyjęcia. Mimo to nie zraziłem się. Umówiłem się do psychologa z Ośrodka Kryzysowego z MOPR. To była moja druga wizyta (pierwsza miała miejsce w czasie terapii). Psycholog odmówił mi pomocy po ok. 20 minutach rozmowy. Dwukrotnie wprost powiedział że nie ma sensu ze mną rozmawiać a na koniec tych słów dodała: Nie rozumiał pan? Na oba rodzaje spotkań zostałem skierowany przez MOPR bo nie miałem ubezpieczenia zdrowotnego. Z tego punktu widzenia to była dla mnie mała tragedia. Teraz mam ubezpieczenie z MOPR, które muszę co 3 miesiące przedłużać. Dodam, że w terapii indywidualnej uczęszczali do tej samej osoby także moja mama i brat. Oni także nie byli zadowolenie z jej przebiegu.

3 godziny temu, rupert napisał:

Brak organizacji: to wszystko zależy jaki nurt. U mnie nie ma żadnej organizacji. Terapeuta nie narzuca tematu. Jak milczę to milczę. Jak nie nawiążę do ostatniego spotkania, to on też nie, ale teraz widzę że to celowe a nie dlatego że nie słucha, nie pamięta. Wskazówek w wielu nurtach się nie dostanie, pewnie w Twoim też nie skoro wyraźnie powiedziała, że rad nie będzie. 

Moim zdanie należy respektować wspólne ustalenia dotyczące  przebiegu spotkań. Jeżeli dana szkoła to wyklucza lub narzuca inne postępowania należy poinformować pacjenta o tym.

3 godziny temu, rupert napisał:

Takie podsumowanie terapii jak napisałeś to dobry temat do przedstawienia na terapii, myślę że zasługuje to na parę słów komentarza od terapeutki.

Dla mnie ultimatum było jednoznaczne.  Mogłem przyjąć warunki lub je odrzucić nawet nie pomyślałem żeby o cokolwiek pytać. Gdyby terapeutka rozpoczęłaby rozmowę o tym pewnie zabrałbym głos.  To nie jest zwykłe podejście aby tak stawiać sprawę i nie zadać  drugiej stronie pytań ale ja tak się zachowuje.  O tym też ją informowałem.  Działam jak komputer: Tak, nie lub nie wiem. Następne pytanie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 godzin temu, wTymTygodniu napisał:

W takim razie jakie konkretne "narzędzia" wykorzystuje porządny terapeuta? Bo szczerze mam podobne doświadczenia z mojej świeżo zaczętej terapii. Po długich latach wahań zdecydowałam się na terapię za którą płacę grube pieniądze/spotkanie, a już na pierwszym spotkaniu otrzymałam tylko garść "odkrywczych spostrzeżeń", że np. "trzeba walczyć o siebie, nikt za mnie tego nie zrobi". łał, naprawdę? Chyba chcę o siebie walczyć, skoro przyszłam szukać pomocy specjalisty, który pomoże mi wyprostować moje wykolejone sposoby myślenia...

To są słowa terapeuty? Ja kogoś, a zwłaszcza terapeutę który mi daje takie rady od razu skreślam.

Jeżeli chodzi o narzędzia to zależy to od nurtu i nie da się tego opisać w kilku zdaniach. Trzeba czytać i wypowiedzi na forum i opisy metod i książki poświęcone terapii jako że temat jest bardzo szeroki i niełatwy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 5.06.2018 o 22:41, johnn napisał:

Cześć,

przez ok. pół roku uczęszczałem na spotkania z terapeutką. Podczas nich  omawialiśmy wiele kwestii w tym problem kontaktów z ludźmi tj. podtrzymywania i nawiązywania kontaktów z ludźmi oraz  poczucie niedostosowania. Te trudności stały się przyczyną  mojej niechęci do podjęcia pracy oraz unikania znajomych i innych osób przez lata.  Pani terapeutka zasugerowała mi pójście do pracy na pół etatu i szukanie towarzystwa. Przyczyna moich trudności nie ustała, nie otrzymałem żadnych narzędzi do radzenia sobie  z nimi ani czułem się silniejszy więc odmówiłem.  Oczekiwałem metodycznego podejścia do moich problemów. Za to znalazłem kogoś komu mogę się wygadać. 

Czy tak wygląda terapia? Jakie stosuję się metody do rozwiązania problemów podobnych do moich?

 

johnn

Cześć, Johnn. Niestety wiele wskazuje na to, że trafiłeś do osoby która nie jest kompetentna do diagnozowania konkretnego problemu, może jest to bardziej psycholog bez specjalizacji lub psycholog stosujący jedynie poradnictwo. Przy takich problemach o jakich napisałeś, w pierwszej kolejności należałoby zrobić z Tobą wywiad/diagnozę w kierunku osobowości unikającej (problem przewlekły, trwający kilka lat) - a następnie dopiero po potwierdzeniu/wykluczeniu takiej diagnozy dobierać techniki do zmiany. Nie zrażaj się do psychologów ogólnie, diagnozowanie jest ciężkim kawałkiem chleba i mimo szczerych chęci nie każdy specjalista posiada takie kompetencje. Twoje problemy są problemami które poddają się z sukcesem terapii, chociaż trzeba nad tym ciężko pracować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, mswm napisał:

Cześć, Johnn. Niestety wiele wskazuje na to, że trafiłeś do osoby która nie jest kompetentna do diagnozowania konkretnego problemu, może jest to bardziej psycholog bez specjalizacji lub psycholog stosujący jedynie poradnictwo.

Moje własne przemyślenia skłaniały mnie do podobnych wniosków. Ta sama osoba udzielała wsparcia także mojej mamie i bratu w tym samym czasie. Również oni negatywnie oceniają jej pracę.

1 godzinę temu, mswm napisał:

Przy takich problemach o jakich napisałeś, w pierwszej kolejności należałoby zrobić z Tobą wywiad/diagnozę w kierunku osobowości unikającej (problem przewlekły, trwający kilka lat) - a następnie dopiero po potwierdzeniu/wykluczeniu takiej diagnozy dobierać techniki do zmiany. Nie zrażaj się do psychologów ogólnie, diagnozowanie jest ciężkim kawałkiem chleba i mimo szczerych chęci nie każdy specjalista posiada takie kompetencje. 

Początkowo sądziłem, że mam osobowość unikającą. Prywatna wizyta u pani psychiatry rozwiała moje wątpliwości. Zapytana wprost czy mam osobowość unikającą zaprzeczyła. Była zdziwiona że nie przeprowadzono ze mną żadnego testu. Tylko rozmowa. Postawiła rozpoznanie F20 (osobowość schizotypowa). Wiele przemawia że jest ono słuszne. Natomiast psychiatra z NFZ postawił rozpoznanie F40 (fobia) Nie zgadzam się z nim. 

1 godzinę temu, mswm napisał:

Twoje problemy są problemami które poddają się z sukcesem terapii, chociaż trzeba nad tym ciężko pracować.

Moje trudności z kontaktach z ludźmi wynikają z nieporadności i niewiedzy. Nie wiem jak się zachować. Dobrze się czuje w sytuacjach określonych przez schematy. Kiedy nie muszę się zastanawiać co zrobić. W luźnej rozmowie o byle czym mi nie idzie. Problemy z ludźmi trwały od dzieciństwa. Zawsze byłem cichy i spokojny oraz spostrzegawczy (zwracałem uwagę na detale) oraz inteligenty.  

Dziękuje za twoją wypowiedź :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 minuty temu, johnn napisał:

Początkowo sądziłem, że mam osobowość unikającą. Prywatna wizyta u pani psychiatry rozwiała moje wątpliwości. Zapytana wprost czy mam osobowość unikającą zaprzeczyła. Była zdziwiona że nie przeprowadzono ze mną żadnego testu. Tylko rozmowa. Postawiła rozpoznanie F20 (osobowość schizotypowa).

Moje trudności z kontaktach z ludźmi wynikają z nieporadności i niewiedzy. Nie wiem jak się zachować. Dobrze się czuje w sytuacjach określonych przez schematy. Kiedy nie muszę się zastanawiać co zrobić. W luźnej rozmowie o byle czym mi nie idzie. Problemy z ludźmi trwały od dzieciństwa. Zawsze byłem cichy i spokojny oraz spostrzegawczy (zwracałem uwagę na detale) oraz inteligenty.  

Dziękuje za twoją wypowiedź 🙂

Rzeczywiście po sprecyzowaniu objawów bardziej wygląda to na schizotypową, to też pokazuje jak ważne jest dopytywanie, drążenie tematu i sprawdzanie faktów przed postawieniem ostatecznej diagnozy :) niemniej jednak diagnoza jest niestety przy wieloletnich problemach niezbędna i powinna być postawiona na początku. Dobrze, że trafiłeś do dobrego lekarza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, Inga_beta napisał:

To są słowa terapeuty? Ja kogoś, a zwłaszcza terapeutę który mi daje takie rady od razu skreślam.

Jeżeli chodzi o narzędzia to zależy to od nurtu i nie da się tego opisać w kilku zdaniach. Trzeba czytać i wypowiedzi na forum i opisy metod i książki poświęcone terapii jako że temat jest bardzo szeroki i niełatwy.  

Nie wiem, może dam jej jeszcze jedną szansę, to było pierwsze spotkanie (nie licząc spotkania "zerowego" organizacyjnego), więc może jeszcze się to jakoś rozkręci... To jaki nurt uważasz na najbardziej godny polecenia? Moja terapia jest podobno w nurcie CBT (na tym nurcie najbardziej się znam i nie za wiele widziałam z tego na moim pierwszym spotkaniu) ale z elementami innych nurtów jeśli będą potrzebne - wg. jej słów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 6.06.2018 o 17:30, wTymTygodniu napisał:

W takim razie jakie konkretne "narzędzia" wykorzystuje porządny terapeuta? Bo szczerze mam podobne doświadczenia z mojej świeżo zaczętej terapii. Po długich latach wahań zdecydowałam się na terapię za którą płacę grube pieniądze/spotkanie, a już na pierwszym spotkaniu otrzymałam tylko garść "odkrywczych spostrzeżeń", że np. "trzeba walczyć o siebie, nikt za mnie tego nie zrobi". łał, naprawdę? Chyba chcę o siebie walczyć, skoro przyszłam szukać pomocy specjalisty, który pomoże mi wyprostować moje wykolejone sposoby myślenia...

To są słowa terapeuty? Ja kogoś, a zwłaszcza terapeutę który mi daje takie rady od razu skreślam.

Jeżeli chodzi o narzędzia to zależy to od nurtu i nie da się tego opisać w kilku zdaniach. Trzeba czytać i wypowiedzi na forum i opisy metod i książki poświęcone terapii jako że temat jest bardzo szeroki i niełatwy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

johnn

Ja też mam zaburzenia schizotypowe i właśnie ciebie zdiagnozowałam tak samo.

To jest zaburzenie niełątwe do leczenia i dlatego potrzebny jest terapeuta który potrafi to robić. Terapia psychoanalityczna, ewentualnie psychodynamiczna z doświadczonym terapeutą. Co to za T który ci został polecony w innym mieście? Jaki nurt?

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, wTymTygodniu napisał:

Nie wiem, może dam jej jeszcze jedną szansę, to było pierwsze spotkanie (nie licząc spotkania "zerowego" organizacyjnego), więc może jeszcze się to jakoś rozkręci... To jaki nurt uważasz na najbardziej godny polecenia? Moja terapia jest podobno w nurcie CBT (na tym nurcie najbardziej się znam i nie za wiele widziałam z tego na moim pierwszym spotkaniu) ale z elementami innych nurtów jeśli będą potrzebne - wg. jej słów.

Najważniejsza jest osoba terapeuty. Ważna też konstrukcja psychiczna do której trzeba sobie dobrać nurt. To od ciebie zależy czy wolisz aby to T kierował tobą na terapii czy taką na której ty sama kierujesz tym co dzieje się na terapii. Czy wolisz mieć zadania do wykonania czy sama się zastanawiać nad tym co w tobie siedzi i jakie są tego przyczyny.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
19 godzin temu, mswm napisał:

Cześć, Johnn. Niestety wiele wskazuje na to, że trafiłeś do osoby która nie jest kompetentna do diagnozowania konkretnego problemu, może jest to bardziej psycholog bez specjalizacji lub psycholog stosujący jedynie poradnictwo.
 

Albo psychoterapeuta pracujący w swoim nurcie (albo integratywny pracujący w różnych), nie zaczynający terapii od testów diagnostycznych. A czy była to terapia dobra to inna sprawa, nie wypowiadam się, jak pisałem, nic mnie strasznie nie razi w opisie tej konkretnie terapii. W opisie całej ścieżki tak, np. odmówienie pomocy.

Czy testy są podstawą i każda dobra psychoterapia się od nich zaczyna? Nie mam przekonania ale jeśli ktoś uważa to za ważne, to można iść do psychologa klinicznego/psychiatry po diagnozę, a potem wybrać sobie dobrego terapeutę co do którego nie będzie wątpliwości czy jest psychologiem bez specjalizacji, niedoświadczonym psychoterapeutą, terapeutą ale nie uznanej szkoły, albo terapeutą bo ukończył szkołę psychoterapii ale nie po psychologii co niektórzy też traktują na minus. I w miarę możliwości zamknąć temat diagnozy i kompetencji. Nie mówię że to łatwe, bo może do takich ludzi nie być dostępu. Może nie tyle niełatwe co niemożliwe w małym mieście. Ale w każdym razie odpowiedzią na niekompetentnego terapeutę jest kompetentny terapeuta i dywagacje nad diagnozą do niego nie przybliżą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, rupert napisał:

Albo psychoterapeuta pracujący w swoim nurcie (albo integratywny pracujący w różnych), nie zaczynający terapii od testów diagnostycznych. A czy była to terapia dobra to inna sprawa, nie wypowiadam się, jak pisałem, nic mnie strasznie nie razi w opisie tej konkretnie terapii. W opisie całej ścieżki tak, np. odmówienie pomocy.

Czy testy są podstawą i każda dobra psychoterapia się od nich zaczyna? Nie mam przekonania ale jeśli ktoś uważa to za ważne, to można iść do psychologa klinicznego/psychiatry po diagnozę, a potem wybrać sobie dobrego terapeutę co do którego nie będzie wątpliwości czy jest psychologiem bez specjalizacji, niedoświadczonym psychoterapeutą, terapeutą ale nie uznanej szkoły, albo terapeutą bo ukończył szkołę psychoterapii ale nie po psychologii co niektórzy też traktują na minus. I w miarę możliwości zamknąć temat diagnozy i kompetencji. Nie mówię że to łatwe, bo może do takich ludzi nie być dostępu. Może nie tyle niełatwe co niemożliwe w małym mieście. Ale w każdym razie odpowiedzią na niekompetentnego terapeutę jest kompetentny terapeuta i dywagacje nad diagnozą do niego nie przybliżą.

Jeżeli pacjent mówi że jego problem jest przewlekły, trwa wiele lat, "jest tak odkąd pamięta", to niestety, ale należy zacząć od diagnozy. Tylko i wyłącznie po to, aby pomóc w ustaleniu skutecznej drogi leczenia, co jest ekstremalnie ważne przy długotrwałych trudnościach. DIAGNOZA NIE OZNACZA AUTOMATYCZNIE STOSOWANIA TESTU! Diagnozować można bez użycia jakichkolwiek kwestionariuszy (psychiatra przykładowo testów nie używa i psycholog również nie musi). Jest to wyłącznie kwestia wyłowienia podstawowego problemu, a czasem zaburzeń osobowości. Nie możemy błądzić na oślep, bo kończy się to takimi niestety radami lub odmową pomocy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, rupert napisał:

I w miarę możliwości zamknąć temat diagnozy i kompetencji. Nie mówię że to łatwe, bo może do takich ludzi nie być dostępu. Może nie tyle niełatwe co niemożliwe w małym mieście. Ale w każdym razie odpowiedzią na niekompetentnego terapeutę jest kompetentny terapeuta i dywagacje nad diagnozą do niego nie przybliżą.

Mieszkam w mieście liczącym ok. 120 mieszkańców. 

Publiczny psychiatra stwierdził że muszę udać się na terapię. Zapytałem się go do kogo w moim mieście mam się udać. Odparł mi że mi nikogo nie poleci i więcej mi nie powie. Mam się domyśleć czemu nie. Za to poleca mi prywatnego terapeutę oddalonego od mojego miasta o ok. 60 km w mniejszej miejscowości.  Na płatnego specjalistę mnie nie stać. Na jedną grupową terapie dostałem odmowę. Druga terapia to ok. dwa lata czekania. Czuje że prędzej umrę lub wyzdrowieje sam. Niestety (dla mnie) negatywnie oceniam wszystkich specjalistów z którymi się zetknąłem.  

6 godzin temu, mswm napisał:

Jeżeli pacjent mówi że jego problem jest przewlekły, trwa wiele lat, "jest tak odkąd pamięta", to niestety, ale należy zacząć od diagnozy. Tylko i wyłącznie po to, aby pomóc w ustaleniu skutecznej drogi leczenia, co jest ekstremalnie ważne przy długotrwałych trudnościach. DIAGNOZA NIE OZNACZA AUTOMATYCZNIE STOSOWANIA TESTU! Diagnozować można bez użycia jakichkolwiek kwestionariuszy (psychiatra przykładowo testów nie używa i psycholog również nie musi). Jest to wyłącznie kwestia wyłowienia podstawowego problemu, a czasem zaburzeń osobowości. Nie możemy błądzić na oślep, bo kończy się to takimi niestety radami lub odmową pomocy...

Terapeutka o której piszę w pierwszym wpisie postawiła rozpoznanie/diagnoze: Nieśmiałość. Oponowałem. Ale nie chciała wysłuchać mojego zdania.  Kolejny psycholog zaprzeczył tej tezie. Wiele sytuacji budzi moje wątpliwości/obawy w zachowaniu specjalistów tym te dwie:

1. Chciałem powiedzieć jakie przykrości spotkały mnie ze strony wuja. Psycholog powiedział mi jednak  że nie będzie mnie słuchał bo wuj nie może się bronić. A tak w ogóle to jest plotkowanie i to jest obrzydliwe.

2. Prywatny psychiatra powiedział mi wprost że jestem ciężkim przypadek i specjaliści z którymi się spotkałem celowo mnie z tego powodu odrzucają. Według mnie miał rację. A że nie stać mnie na prywatną terapię to jestem zmuszony czekać i modlić się ze trafię na dobrego publicznego specjalistę. 

Myślę że uzyskałem odpowiedź na moje pytanie. Dziękuje wszystkim za udział w dyskusji. 

johnn 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, johnn napisał:

 

1. Chciałem powiedzieć jakie przykrości spotkały mnie ze strony wuja. Psycholog powiedział mi jednak  że nie będzie mnie słuchał bo wuj nie może się bronić. A tak w ogóle to jest plotkowanie i to jest obrzydliwe.

 

Coś nieprawdopodobnego... dosłownie nóż się w kieszeni otwiera. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
50 minut temu, mswm napisał:

Coś nieprawdopodobnego... dosłownie nóż się w kieszeni otwiera. 

Podobnych wątpliwości co do zachowania specjalistów mam więcej.  Nie wiem co mam z tym zrobić. Specjaliści nie chcą mówić o zachowaniu kolegi/koleżanki po fachu.  Ja chce zająć się poprawą mojej sytuacji a nie nadzorowaniem i kontrolowaniem pracy terapeuty/psychologa/psychiatry. Minęły ok 3 lata od rozmowy z pierwszym specjalistą i jestem w punkcie wyjścia. Boje się że długo będę kolekcjonował lekarzy na papierze a poprawy nie będzie. Coś mi zasugerujesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Johnn, kojarzę Cię z innego wątku, gdzie kierowałeś pytanie do psychologa:

Po sposobie w jaki prowadzisz dyskusję z psychologiem mogę się w dużej części domyślać dlaczego kilka osób odmówiło Ci pomocy. To jest przykre, ale raczej niewiele jest osób, które chętnie podejmą się pracy z trudnym w kontakcie pacjentem. Pewnie duże grono psychologów/psychoterapeutów nie czuje się pewnie w takiej terapii i nie ma odpowiedniego doświadczenia. Życzę Ci abyś znalazł kogoś, kto będzie w stanie Ci pomóc, ale może też warto byłoby się zastanowić nad swoją rolą w tych odrzuceniach? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
Godzinę temu, moja_osoba napisał:

Po sposobie w jaki prowadzisz dyskusję z psychologiem mogę się w dużej części domyślać dlaczego kilka osób odmówiło Ci pomocy.  

Proszę wyjaśnij w jaki sposób prowadzę dyskusję? Jakie zasady złamałem? Czy możesz podeprzeć się fragmentami moim wpisów? To dla mnie bardzo. Jako jedyna zwróciłaś na to uwagę. 

Godzinę temu, moja_osoba napisał:

To jest przykre, ale raczej niewiele jest osób, które chętnie podejmą się pracy z trudnym w kontakcie pacjentem. Pewnie duże grono psychologów/psychoterapeutów nie czuje się pewnie w takiej terapii i nie ma odpowiedniego doświadczenia. 

Dlaczego kontakt ze mną jest trudny? Staram się postępować zgodnie z zasadą sprawiedliwości,wysłuchania drugiej strony, nie przerywania, mówienia prawdy, Ponadto jestem otwarty na dyskusję. Chętnie opowiadam o swoich przeżyciach i przeszłości. 

Godzinę temu, moja_osoba napisał:

Życzę Ci abyś znalazł kogoś, kto będzie w stanie Ci pomóc, ale może też warto byłoby się zastanowić nad swoją rolą w tych odrzuceniach? 

Odmowa pomocy przez psychologów była/jest częstym przedmiotem moich analiz. Nie prowadzi ona jednak do jednoznacznych wniosków.  A prośby o rozmowę na ten temat prawie  zawsze spotykały się z odmową ze strony specjalistów.  

Jednym z moich problemów jest interpretacja słów innych osób. Szczególną trudność sprawia mi czytanie między wierszami. Dodatkowo mam problem z podejmowaniem decyzji i oceną. Aby temu zaradzić stosuję analizę oraz wykorzystuje zasady.  Lecz wobec zachowań ludzkich to znajduje ograniczone zastosowanie. Innego nie mam. Tym samym twoja prośba stanowi trudne zadanie dla mnie. Ale przywykłem że zawsze jestem sam i biję się z myślami. Nie mniej jednak sądziłem że ktoś mi w końcu pomoże. 

Przepraszam za długą odpowiedź. Formułowanie myśli także stanowi jeden z moich problemów. W matematyce znaczniej lepiej się odnajduje. Nawet jeden z profesorów stwierdził że mam wiele cech pożądanych dla matematyków. Ale to były studia. Życie to zupełnie inna para kaloszy.

Dziękuje za komentarz:) 

Edytowane przez johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×