Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Yamantanka

Witajcie! Co to jest? Jak sobie poradzić?

Rekomendowane odpowiedzi

W sumie nawet nie mam pewności do tego, co tak właściwie mi jest... Mój problem polega na tym, że nie potrafię zbudować z ludzmi głębszych relacji, nikt nie ma do mnie szacunku, ciągle jestem traktowana jak zabawka i nienawidzę ludzi, którzy mają to wszystko, czego ja nie mogę mieć. Może zacznę od tego, że mam 19 lat i od początku byłam nieśmiałym dzieckiem. W podstawówce miałam jedną koleżankę i właściwie na tym się kończyło. Jak zabawy z innymi dziećmi, to tylko z nią sama nie najlepiej się odnajdywałam z osobami z mojej klasy. O dziwo, kiedy miałam kontakt z innymi np. z synem znajomych rodziców, to wszystko było w porządku po przełamaniu pierwszych lodów. W gimnazjum zostałam sama, bo moja koleżanka nie zdała komisyjnego :hide: Oczywiście nie potrafiłam normalnie funkcjonować, do nikogo się nie odzywałam za bardzo. Szybko zostałam uznana za odludka, a do tego doszedł głupi wiek moich rówieśników, konkretnie chłopców. Był taki jeden chłopak, który czerpał przyjemność z pastwienia się nad innymi; już w podstawówce gnębił niektóre dzieci i znęcał się nad bezpańskimi zwierzętami(dzisiaj myśliwy -,-). I tak zaczęło się jeżdżenie po mnie, że nikt mnie nie lubi, jestem dziwna, głupia itd. Krótko mówiąc naprawdę czułam się jak takie zero. Codziennie były bóle żołądka. W drugiej klasie na szczęście do gimnazjum doszła moja koleżanka i tym sposobem nie tylko odzyskałam towarzystwo, ale i poznałam parę nowych znajomych, w tym jedną dziewczynę, która miała przerypane u innych od początku(ja zaznałam tego tylko w I gimnazjum). Właśnie z tą dziewczyną byłam szczególnie blisko, była osobą d której mogłam odezwać się w każdej sprawie i wiedziała o mnie wszystko. Kiedy ja byłam w szkole średniej, a ona jeszcze w gimnazjum, zawsze podnosiłam ją na duchu, kiedy było coś nie tak. Ja osobiście miałam w porządku relacje, tzn tylko z początku. Ja pisałam na początku, nie umiem nawiązywać głębszych relacji z ludźmi, czyli to zawsze były płytkie relacje. Mogę normalnie porozmawiać itd. Już teraz nie mam takich problemów, że siedzę cicho. Jednak przychodzi taki moment, że kończy się szkoła albo gdzieś pojedziemy i koniec, nikt o mnie nie pamięta. Każdy podzieli się na grupki, a ja mam problem, bo zostaję sama i to był też taki mój problem od zawsze. Nie przeszkadzało mi to, póki miałam tą koleżankę i parę innych z poprzedniej szkoły, bo u siebie mogłam gadu gadu, a poważniejsze tematy do nich. I przyszedł dzień, kiedy ta przeprowadziła się do innego miasta ze względu na szkołę i zablokowała wszystkich znajomych z naszej miejscowości, chociaż dzień wcześniej byłyśmy razem w kinie i wszystko było w porządku. Poczułam się wykorzystana, a to był dopiero początek. Pozostałe koleżanki rozeszły się po innych szkołach i już nie było paczki, a widywałyśmy się dosłownie raz na kilka miesięcy i to zazwyczaj pojedynczo. Przez większość czasu żyłam tymi płytkimi relacjami, do tego doszły problemy przez które codziennie płakałam, a nawet nie miałam komu się wygadać. Codziennie był ścisk w klatce piersiowej, wrażenie, jakbym miała zwymiotować i do tego wibracje serca, dosłownie jakbym tam miała telefon. Ogólnie to zawsze miałam lęk przed spotykaniem tych starych znajomym z gimnazjum. Ze szkoły często chodziliśmy na różne iwenty, o których dowiadujemy się w ten sam dzień, to wtedy jest żołądek pod gardłem i myślę, że zaraz zemdleję. Nie cierpię tych ludzi. To jest dla mnie niesamowity stres i wiem ,że jak gdzieś pójdziemy, to moje "koleżanki" zostawią mnie na pastwę losu i wtedy będzie ten wstyd, że ja nikogo nie mam, zawsze sama. Nie rozumiem, czemu np. taki cukiereczek z innej grupy, który trzepocze rzęsami, zawsze przytakuje i nawet się nie odzywa zasługuje na szacunek i uwagę, i każdy o niej pamięta. A ja, która przebywam z nimi przez większość godzin, normalnie rozmawiam, nagle przestaję istnieć. Zaistniała jeszcze sytuacja z jedną z moich pozostałych koleżanek, która wkręciła mnie w relację z chłopakiem, bo nie lubiła chłopaka, który mi się podobał. Manipulowała,wymyślała na jego temat, krzyczała do niego nawet na ulicy, wszystko byleby mi go obrzydzić :oops: . Stwierdziłam, że mogę go poznać, ale ona coś musiała mu nagadać, bo zaczął do mnie takie rzeczy pisać, iż uznałam to tylko za żarty i mu się odwdzięczyłam. Potem było mi głupio i chcąc nie chcąc, zostałam wkręcona w relację, w której on manipulował i wykorzystywał moje miękkie serce. Nie miał do mnie szacunku ani do nikogo innego, wszędzie, gdzie się pojawiliśmy, wstyd było pokazywać się następnego dnia. Wstrętny arogant. Przez niego miałam obrzydzenie do facetów przez pół roku i do tej pory średnio mi się widzi ktokolwiek. Po tym, co mi zrobił poczułam się obrzydzenie do siebie, jak taka zabawka, czułam tą śmierdzącą ślinę wszędzie i wtedy coś we mnie pękło. Zerwałam relację z tą koleżką, która dodam, że wbrew mojej woli potrafiła narobić nam zdjęć, kiedy on np. ugryzł mnie w polik i publikowała to z podpisem "miłość rośnie wokół nas" i znowu próbowała mi wmówić, że mam czerpać radość z przedmiotowego traktowania i chciała wywołać u mnie poczucie winy. On miał kuratora za pobicie (!). Wtedy doszło do mnie, jak sprawa zawsze wyglądała. Nigdy nie miałam u ludzi szacunku. Potrafiłam dostać w twarz od dziewczyny z klasy, która powiedziała, że mam brzydkie włosy, bo jej odpowiedziałam, że raczej jej są zniszczone. Na co nikt nie zareagował, ale gdybym ja się odezwała, to na mnie byłby atak. Tak jest za każdym razem. Nie mam nikogo, kto by się za mną postawił. Nie mam pojęcia, czemu tak jest i nienawidzę ludzi, którzy mają normalne relacje. Nienawidzę dziewczyny, która w moim mniemaniu nie ma wgl charakteru, tylko trzepocze tymi rzęsami i ma chłopaka, który jej się podoba i każdy ją lubi. Czym sobie na to zasłużyła? Ja też, mimo moich myśli, staram się być wobec każdego w porządku, uprzejma, pomocna, ogólnie w porządku i nic z tego nie mam. Nie jestem introwertyczką, bardzo pragnę kontaktu z ludźmi i moim największym marzeniem jest mieć normalne relacje. A jestem traktowana przez każdego, jak ścierka do podłogi. Płaczę codziennie przez takie głupie sytuacje. Przez pewien czas codziennie sobie popijałam, bo tylko wtedy miałam dobry nastrój. W końcu tata znalazł butelki w szafce, dostałam opieprz, bo ja mam młody mózg itd. Męczę się strasznie sama ze sobą. Boję się sama siedzieć w domu, bo już był moment, że szłam ze smyczą od psa do sadu i powstrzymało mnie tylko to, że mama wróciła w porę. Wiem, że w życiu nie spotka mnie nic dobrego. Zawsze jestem tylko wykorzystywana, mieszana z błotem i nie mam nikogo oprócz rodziców, komu by na mnie zależało, a wiem, że i oni nie są wieczni. Zostanę starą panną albo wyjdę za kogoś, kto mi nawet nie podejdzie ze strachu przed samotnością. Gdyby była szansa, żeby ktoś inny mógł żyć moim życiem, to zgodziłabym się bez zastanowienia. Może ten ktoś odnalazłby się lepiej. Nie wiem, co robić. Drażnią mnie osoby, które są szczęśliwe, którym się udaje. Mi się zawsze wszystko sypie, nie umiem się cieszyć życiem. Moim największym marzeniem jest żyć normalnie. Mieć normalne relacje oparte na wzajemnym szacunku, jak być z kimś to z własnego wyboru, a nie poprzez wymuszenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
... Drażnią mnie osoby, które są szczęśliwe, którym się udaje.

Jak rozpoznajesz kto jest szczęśliwy?

Udaje się co? Wszystko? Tacy nie istnieją.

 

... Mi się zawsze wszystko sypie, nie umiem się cieszyć życiem.

"Zawsze" to magiczna wymówka.

 

... Moim największym marzeniem jest żyć normalnie. Mieć normalne relacje oparte na wzajemnym szacunku, ...

Co to znaczy "nomalnie"?

Skąd pochodzi wzorzec normalności?

Dlaczego "normalne relacje" mają być oparte na "wzajemnym szacunku"?

Co to jest "wzajemny szacunek"?

Naprawdę uważasz, że to wszystko jest takie oczywiste?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość flossy
Nigdy nie miałam u ludzi szacunku.

 

Bo ludzie się na ogół nie szanują. Żeby szanować innych, trzeba najpierw szanować (akceptować) siebie. Ilu znasz ludzi, którzy rzeczywiście szanują siebie, a nie tylko "domagają się szacunku"? Yamantanka, rozumiem, że skończyłaś już szkołę? Co teraz robisz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
... Drażnią mnie osoby, które są szczęśliwe, którym się udaje.

Jak rozpoznajesz kto jest szczęśliwy?

Udaje się co? Wszystko? Tacy nie istnieją.

 

... Mi się zawsze wszystko sypie, nie umiem się cieszyć życiem.

"Zawsze" to magiczna wymówka.

 

... Moim największym marzeniem jest żyć normalnie. Mieć normalne relacje oparte na wzajemnym szacunku, ...

Co to znaczy "nomalnie"?

Skąd pochodzi wzorzec normalności?

Dlaczego "normalne relacje" mają być oparte na "wzajemnym szacunku"?

Co to jest "wzajemny szacunek"?

Naprawdę uważasz, że to wszystko jest takie oczywiste?

Chodzi mi o to, że widzę, kto ma przyjaciół, kto potrafi odnaleźć się się w towarzystwie i wejść z ludźmi w głębsze relacje. Nie tak powierzchownie jak ja. Ja zawsze zostaję sama, chociaż z pozorów wydawać by się mogło, że jest w porządku. Dużo rzeczy mi się nie udaje, a właściwie większość. Nawet, jak mam jakiś talent, to przybija mnie fakt, że teraz jest od groma ludzi, którzy zrobią to lepiej. Nawet, jak coś zrobię i jestem z tego dumna, to koleżanka z klasy(ta od której dostałam w twarz) zaraz powie, że wcale mi się to nie udało i nigdy nie uda. Nie przejęłabym się takim gadaniem, ale mnie każdy ciągle miesza z błotem i to ma jednak wpływ. Z tą normalnością chodziło mi o to, że każdy ma jakąś pozycję wśród ludzi, ja nie mam żadnej. Szacunek, czyli, że nawet taki cukiereczek, co nie potrafi dwóch zdań sklecić w towarzystwie jest szanowany. Nikt nie powie jej jaka jest beznadziejna, żeby nie zrobić jej przykrości, nikt nie uderzy w twarz, nie podetnie skrzydeł i odnosi się z szacunkiem. Mi każdy mówi wszystko prosto z mostu, chociaż inni są obgadywani za plecami, a normalnie jest mydlenie oczu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nigdy nie miałam u ludzi szacunku.

 

Bo ludzie się na ogół nie szanują. Żeby szanować innych, trzeba najpierw szanować (akceptować) siebie. Ilu znasz ludzi, którzy rzeczywiście szanują siebie, a nie tylko "domagają się szacunku"? Yamantanka, rozumiem, że skończyłaś już szkołę? Co teraz robisz?

Piszę o tym, co widzę. Z innymi ludzie się liczą, nawet jak są to takie osoby, które nie potrafią się bronić. I to mnie najbardziej frustruje, bo czym ktoś taki zasłużył sobie na uznanie? tzn ja piszę o tym, co myślę. Zawsze odnoszę się do innych w taki sposób, w jaki sama chciałabym być traktowana. Nie, została mi jeszcze IV klasa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość flossy

Yamantanka, liczą się na zasadzie "dojnej krowy" ;) Zawsze tak było, że w społeczeństwie akceptowani są zazwyczaj ci, z których można ciągnąć korzyści oraz ci którzy "nie przeszkadzają". Ale życie to nie jest konkurs, tylko kawałek czasu od narodzin do naturalnej śmierci, który masz zapełnić. Najlepiej nie śmieciami. Nie zmienisz ludzi, możesz najwyżej próbować uodpornić się na chamstwo. Bo to nie Ty masz ze sobą problem, ale oni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

odkąd dotarło do mnie że jestem introwertykiem,polubiłam siebie i swoje życie,bardziej siebie zrozumiałam  ,analizowanie niestety to też cecha introwertyka,już nawet nie chciałabym być ekstrawertykiem

pewne rzeczy na świecie są ,nie mamy na wszystko wpływu,może trzeba je uznać ,i cóż i tyle....

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×