Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
magic wolf

Jak pogodzić się ze śmiercią...

Rekomendowane odpowiedzi

Jedno z najważniejszych pytań w moim życiu, nadal nie znam odpowiedzi. Mam czterdzieści parę lat ale bardzo często myślę o śmierci, kilka razy w tygodniu. Mój stan psychiczny jest na takim etapie, gdzie śmierć zagląda do mnie coraz bardziej śmiało, nie będę tego tłumaczył bo to skomplikowane. Jednak co jest ważniejsze dla mnie to to jak pogodzić się ze śmiercią, ona jest blisko i w końcu mnie dopadnie, więc chciałbym to wiedzieć.

 

Nie chodzi mi tutaj w tym temacie o odwodzenie od myśli o śmierci, czy od czynów prowadzących do śmierci, chodzi mi o pogodzenie się ze śmiercią. Może gdyby moje życie było szczęśliwsze to myślałbym o tym po 70ce, no ale jest jak jest i chciałbym to wiedzieć teraz.

 

A więc, ciągle myślę o tym czym jest wszechświat i czym jest życie, czym to wszystko jest. Niestety nigdy się nie dowiem ani żaden z nas tego się nie dowie. Nie wiadomo czy ktokolwiek, jakakolwiek istota to wie, lub się dowie kiedykolwiek. My ludzie za mało wiemy, w sumie to nie wiemy nic, tzn., coś tam wiemy ale to może być naprawdę nie wiele.

 

Zobaczcie ile jeszcze ciekawych, wspaniałych, nie wyobrażalnych rzeczy może się wydarzyć na świecie, w ogóle we wszechświecie. Do tej pory ludzie próbują sobie wyobrazić przyszłość, to jak ona będzie wyglądała i co my ludzie będziemy w niej robić. Mamy swoją wyobraźnię, ekspresja naszej wyobraźni znajduje odzwierciedlenie w książkach, filmach, czy grach wideo. Z pewnością w przyszłości, kiedy nas już nie będzie będzie można robić wiele wspaniałych rzeczy. Ale to mały pikuś bo to tylko nasza wyobraźnia. Nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić miliona lat ewolucji ludzkości, czy miliarda lat, jest to nie możliwe, nie sięgniemy tak daleko przewidywaniami i wyobraźnią.

 

Ile zajebistych, nie wyobrażalnie zajebistych i ciekawych wydarzeń może mieć miejsce w przyszłości, ile jest nie wiadomych, rzeczy o których chcielibyśmy wiedzieć ale się nie dowiemy a przyszłe pokolenia się dowiedzą ale nie my. A może się nie dowiedzą, nikt tego nie wie, może znikniemy z powierzchni ziemi, ile nie wiadomych. Może interakcja z innymi gatunkami pozaziemskimi. A może nasza wyobraźnia i inteligencja jest zbyt ograniczona żeby cokolwiek zrozumieć. Może jesteśmy programami stworzonymi na potrzebę rozrywki jakichś istot rozwiniętych wyżej od nas o miliard lat. Rozumiecie o czym mówię? Nikt nic nie wie o tym wszystkim, przynajmniej nikt z nas ludzi. Ile zajebistych, ciekawych rzeczy może się wydarzyć w ciągu kolejnych miliardów lat we wszechświecie.

 

I to jest właśnie kurva najsmutniejsze, że mamy tutaj to jedno ograniczone, nędzne życie, jedno jedyne (chyba), które się skończy nie długo, i ile zajebistych rzeczy nas ominie, nigdy, absolutnie nigdy, po naszej śmierci już nie będziemy istnieć, mieć świadomości, popadniemy w niebyt w nieskończoność, na wieki wieków amen (chyba) i nic z tym się nie da zrobić.

 

Czy to nie jest smutne, że tyle zajebistych miliardów, biliardów, tryliardów lat, czy w końcu cała wieczność nas ominie, od naszej śmierci do końca wszechświata, już nigdy nas nie będzie... Jak się z tym faktem pogodzić i odejść w spokoju, kiedy nadejdzie czas???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
I to jest właśnie kurva najsmutniejsze, że mamy tutaj to jedno ograniczone, nędzne życie, jedno jedyne (chyba), które się skończy nie długo, i ile zajebistych rzeczy nas ominie, nigdy, absolutnie nigdy, po naszej śmierci już nie będziemy istnieć, mieć świadomości, popadniemy w niebyt w nieskończoność, na wieki wieków amen (chyba) i nic z tym się nie da zrobić.
Śmiem wątpić. Trudno mi sobie wyobrazić, aby rzeczywiście tak było. Umierałeś kiedyś? Widziałeś, żeby ktoś umierał? Nie pytam o "śmierć" ciała.

 

Narodziłeś się? Kiedy? Pamiętasz to? A jeśi się nie narodziłeś, to dlaczego miałbyś umrzeć?

Jeśli nie masz początku, to dlaczego miałbyś mieć koniec?

 

Mnie tam bardziej przeraża wizja nieśmiertelności.

Ale załóżmy, że jest tak jak mówisz. Byłoby cudownie.

Jedynie śmierć bliskich to wówczas problem. Ale tylko do czasu aż sami umrzemy.

 

Czy to nie jest smutne, że tyle zajebistych miliardów, biliardów, tryliardów lat, czy w końcu cała wieczność nas ominie, od naszej śmierci do końca wszechświata, już nigdy nas nie będzie...
Jak opowiadasz sobie smutną opowieść, że coś tracisz, to masz prawo czuć smutek.

 

Jak się z tym faktem pogodzić i odejść w spokoju, kiedy nadejdzie czas???
A gdzie tu problem? Jeśli położysz się spać i nigdy się nie obudzisz...to kto będzie miał problem? Kto będzie czuł żal, że coś go omija/ominęło/ominie?

 

Już Epikur rozkminił ten temat:

 

Śmierć wcale nas nie dotyczy. Bo gdy my istniejemy, śmierć jest nieobecna, a gdy tylko śmierć się pojawi, wtedy nas już nie ma.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A gdzie tu problem? Jeśli położysz się spać i nigdy się nie obudzisz...to kto będzie miał problem? Kto będzie czuł żal, że coś go omija/ominęło/ominie?

 

Nie widzisz problemu? To kim Ty jesteś bakterią, dżdżownicą, kurą czy kotem, która się nad tym nie zastanawia (przepraszam za ten ton ale strasznie głupie jest to co napisałeś).

 

Jeżeli nie widzisz problemu to nie mamy o czym rozmawiać. Hahaha, kurva, po prostu nie :D:D

 

Jeżeli się położysz spać i się nie obudzisz to no wiadomo, po prostu się nie obudzisz nigdy, nie ma problemu. Jeżeli będziesz martwy to nie ma problemu. Ale nie o to chodzi, chodzi o to co masz w głowie kiedy jeszcze żyjesz, wszystko to o czym napisałem powyżej. Teraz rozumiesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś miałam dokładnie takie same przemyślenia, z czasem jakoś samo przeszło. U ciebie może ten etap akurat teraz nadszedł i może też z czasem minie. Kiedyś też o tym wszystkim myślałam, czułam nawet taką bezsilność że nigdy się nie dowiem, czy życie to tylko przypadek, jak to wszystko powstało, dlaczego i jak. Później przyjęłam taką postawę że skoro i tak nigdy się nie dowiem to żyję tak, jakby to nie miało sensu, było przypadkiem itd. Bo myślenie w kółko o tym i tak mi nic nie da, już nic nowego nie wymyślę w tym temacie więc to tylko strata czasu. Teraz lepiej skupić się na czerpaniu z tego co mi dane jak najwięcej, a jeśli okaże się, że jednak życie po śmierci jest, to wtedy się tak czy siak otworzą nowe perspektywy poznawcze :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Kiedyś miałam dokładnie takie same przemyślenia, z czasem jakoś samo przeszło. U ciebie może ten etap akurat teraz nadszedł i może też z czasem minie. Kiedyś też o tym wszystkim myślałam, czułam nawet taką bezsilność że nigdy się nie dowiem, czy życie to tylko przypadek, jak to wszystko powstało, dlaczego i jak. Później przyjęłam taką postawę że skoro i tak nigdy się nie dowiem to żyję tak, jakby to nie miało sensu, było przypadkiem itd. Bo myślenie w kółko o tym i tak mi nic nie da, już nic nowego nie wymyślę w tym temacie więc to tylko strata czasu. Teraz lepiej skupić się na czerpaniu z tego co mi dane jak najwięcej, a jeśli okaże się, że jednak życie po śmierci jest, to wtedy się tak czy siak otworzą nowe perspektywy poznawcze :D

 

Wygląda na to, że masz nie co lepsze podejście od mojego, bardziej spokojne, bardziej akceptujące rzeczywistość. Z pewnością łatwiej Ci w ten sposób żyć.

 

Mój umysł natomiast jest na etapie buntu przeciw nieuniknionemu, plus wiele, wiele niewiadomych i moja wyobraźnia próbująca te nie wiadome rozwikłać. No i z pewnością wiele wspaniałych rzeczy się wydarzy, wspaniałych w sensie ciekawych, to mogą równie dobrze być tragiczne wydarzenia.

 

Tak czy inaczej na razie nie umiem jeszcze poukładać sobie tego tak w głowie aby się pogodzić z nadchodzącą śmiercią aby się uspokoić i przestać żałować, że to się stanie i mnie już nie będzie i wszystko to mnie ominie. Chciałbym w ogóle o tym nie myśleć, zamienić się w szczęśliwą, nic nie wiedzącą i nie chcącą wiedzieć istotkę, to chyba najlepsze rozwiązanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że musisz dać sobie czas na "żałobę". Po niej zawsze przychodzi spokój. U mnie to działało zawsze w ten sposób, tydzień lub miesiąc gapienia się w sufit i płaczu a potem samo powoli do normy. Świadomość śmierci wtapia się w rzeczywistość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Myślę, że musisz dać sobie czas na "żałobę". Po niej zawsze przychodzi spokój. U mnie to działało zawsze w ten sposób, tydzień lub miesiąc gapienia się w sufit i płaczu a potem samo powoli do normy. Świadomość śmierci wtapia się w rzeczywistość.

 

Tylko nie wiem ile ta żałoba będzie trwała, może nigdy nie przejdzie, bo trwa już wiele lat. A wątpię, żeby mój umysł dał sobie z tym spokój, z myśleniem tego typu, ewentualnie jak już się zmęczy to odpuści :smile: Po za tym ten problem dotyczy większość ludzi, nikt nie chce odchodzić w niebyt na zawsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak wiele lat to nie wiem, rozumiem, że chodzi o myśli samobójcze. U mnie po każdej sytuacji gdzie faktycznie miałam wyrokowaną sporą szanse na śmierć to jednak się to wtapiało w rzeczywistość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myśli samobójcze są ale nie wiem czy umrę przez samobójstwo czy śmiercią naturalną, chodzi ogólnie o śmierć, bo nie wątpliwie ona nadejdzie a że jestem w złym stanie to częściej teraz o tym myślę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wydaje mi się, że da się pogodzić, będąc w pełni świadomości psychicznej.

Nie wydaje mi się, że można się nawet przygotować.

Tym bardziej, że dla mnie to jest taka abstrakcja, co będzie po śmierci, bo 1) nie jestem osobą wierzącą, 2) nie wydaje mi się, że to, jak mi to wyjaśnia nauka, jest dla mnie akceptowalne.

Nawet jak było bardzo chujovo to wydawało mi się, że zawsze mam ten promil nadziei na to, że kiedyś będzie lepiej. Plus zawsze miałam mnóstwo świetnych wspomnień i kiedyś naprawdę mi się świetnie żyło. Przez większość życia byłam bardzo szczęśliwa.

Aktualnie bardziej żałuję, że żyję, niż miałabym cierpieć, że coś mnie ominie.

Śmierć w pełnej świadomości wydaje mi się czymś najbardziej przerażającym.

Jestem w sytuacji, że aktualnie stoję nad przepaścią, w zasadzie bardzo dosłownie, i nie wiem, co z tego wyjdzie. Może będę musiała myśleć o tym, czy uda się to życie uratować. Nie wydaje mi się, że jestem na to gotowa (i wiem, że nie byłabym, mając 2x więcej lat - mając jakieś zobowiązania na tym świecie, partnera, dzieci, byłabym jeszcze bardziej załamana), na taką walkę, mimo bliskich, pieniędzy, poziomu medycyny. Zawsze poważna choroba była czymś, co mnie najbardziej przerażało. I o ile wydawało mi się, że jestem odporna i nie myślałam 1) o śmierci, 2) o żadnej poważnej chorobie, bo wydawało mi się, że jestem na to zbyt młoda, to o tyle myśl, że mnie to teraz dotyczy, wydaje mi się czymś nie do opisania. Wiem, że wolałabym umrzeć szybko i bez długiego cierpienia, niż męczyć się tylko po to, żeby kiedyś ta nadzieja zgasła, bo nie ma opcji leczenia. Z drugiej strony wiem, że jestem i będę zbyt cyniczna na to, żeby sobie samej ulżyć. I wiem, że inni będą ode mnie WYMAGAĆ, żeby się nie poddać.

Jeśli miałabym umrzeć to wolałabym o tym nie wiedzieć albo zrobić to sama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mogę już edytować postu to będzie post pod postem.

Jeszcze wyjątkowy śmieszny w tej sytuacji wydaje mi się być mój nick. Ot, miało być 'stworzonabyzyc', a coś nie wyszło i zamiast c wpadł x. Nick jest inspirowany jedną z moich ulubionych piosenek mojego ulubionego zespołu Myslovitz - Uciekinier. Ta piosenka od zawsze, mam wrażenie, dobrze mnie opisywała, bo mimo ogromu wątpliwości, dużej (nad)wrażliwości, zawsze była nadzieja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Ze śmiercią jest tak - czy sie z nią człowiek pogodzi czy też nie ona i tak przyjdzie wcześniej czy później

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

stworzonabyzyx, ja bym chciał umrzeć właśnie w nieświadomości i bezboleśnie. Ostatnio proszę nawet kogoś (nie wiem kogo, nie boga, jakąś siłę czy istotę), żebym umarł we śnie, bo już nie chcę się ponownie obudzić i znowu tego wszystkiego doświadczać. Oczywiście nie chcę umierać ale nie chcę cierpieć, więc opcja z nieświadomą, bezbolesną śmiercią wydaje się atrakcyjna w pewien sposób. No ale nic się nie dzieje, nikt nie chce spełnić mojej prośby a na samobójstwo nie mam siły na razie, w dodatku pojawiły się nowe nadzieje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
stworzonabyzyx, ja bym chciał umrzeć właśnie w nieświadomości i bezboleśnie. Ostatnio proszę nawet kogoś (nie wiem kogo, nie boga, jakąś siłę czy istotę), żebym umarł we śnie, bo już nie chcę się ponownie obudzić i znowu tego wszystkiego doświadczać. Oczywiście nie chcę umierać ale nie chcę cierpieć, więc opcja z nieświadomą, bezbolesną śmiercią wydaje się atrakcyjna w pewien sposób. No ale nic się nie dzieje, nikt nie chce spełnić mojej prośby a na samobójstwo nie mam siły na razie, w dodatku pojawiły się nowe nadzieje.

 

Ja też.

Jak sobie myślałam, że będę świadoma i może będę myślała kategoriami 'ostatni dzień', 'ostatnie spotkanie x' to jakoś myśl, że będę musiała coś zrobić, powiedzieć, przytulić się mnie totalnie spala. I spala mnie, że moi bliscy będą musieli to przejść. Wolałabym nam wszystkim ulżyć, a zabić się też nigdy nie będę umiała. Zbyt dobrze się znam.

Czasem w internecie widziałam jakieś wpisy niby-pogodzonych (zazwyczaj poważnie chorych od długiego czasu). Zazwyczaj wyglądało mi to na jakiś bullshit, silną racjonalizację jakiegoś stanu (nie to, że racjonalizacja mi jest obca, wręcz przeciwnie, ale nie potrafię racjonalizować mojej aktualnej sytuacji). Wręcz przerażają mnie te wszystkie słowa płynące od osób wierzących chociażby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

stworzonabyzyx, nie wiem co Ci jest w ogóle, dosyć nie jasno to opisujesz. Ale widzę, że coś jest na rzeczy (chyba), tak wnioskuję. Widzę, że masz sporo rozkminek na ten temat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

magic wolf, ale masz rozkminę... mnie to tam serdecznie .....

myślę że będę miała wtedy wywalone, przeżyję swoje zrobię stara, niedołężna i będę chciala odejść.

Nie byłam sławną pisarką, aktorką ani piosenkarką ani odkrywcą jak Maria curie Skłodowska.

Umrę każdy umrze i huk niech się dzieje co chce na ziemi. Kiedyś były dinozaury i też ich nie widziałam, palili czarownice na stosie bo stara miała zeza. i jej źle z oczu patrzyło. Czy mi żal że nie byłam tego światkiem? NIE. Bo mogłam być jedną ze spalonych. Świat pełen jest piękna, ale i okrucieńśtwa. Nie chcę na to patrzeć. Wolę być konsumpcją dla robali.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
magic wolf, ale masz rozkminę...

 

Moje rozkminy sięgają dużo dalej :D Zakładając ten temat zdałem sobie sprawę, że mam takie pragnienie poznania świata z racji na brak usatysfakcjonowania obecnym życiem, czyli w moim rozumieniu powinienem doświadczyć o wiele, wiele więcej a że to nie miało miejsca to stąd ta tęsknota i żal, brak spełnienia. Także w pewnej mierze to ma znaczenie.

 

kia_ sportage, a wiesz, jakoś mi nie żal przeszłych czasów, to prymitywne czasy. Mnie interesuje bardziej przyszłość i to jak niesamowite i nie do ogarnięcia przez nasze umysły rzeczy będą miały miejsce.

 

Chciałbym wiedzieć wszystko i rozumieć wszystko, czymkolwiek to wszystko jest. W końcu jestem wszechświatem, który zyskał samoświadomość a nie tam jakimś marnym człowieczkiem...

 

Nie wiem czy rozumiecie o czym ten gości mówi, dla mnie to było oczywiste zanim jeszcze oglądnąłem ten filmik. To jest takie wyjście ponad tego marnego człowieczka, bardziej obiektywne spojrzenie na wszystko i ujrzenie samego siebie w szerszej perspektywie. Jednak to wszystko nic, bo nadal absolutnie nic nie wiemy...

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
stworzonabyzyx, nie wiem co Ci jest w ogóle, dosyć nie jasno to opisujesz. Ale widzę, że coś jest na rzeczy (chyba), tak wnioskuję. Widzę, że masz sporo rozkminek na ten temat.

W sumie nie ma o czym pisać, bo dopóki nie dostanę wyniku to nie uwierzę. Statystyka mówi, że mam od 50 do 95% szans na raka. Trochę za duże szanse jak dla mnie.

Przykro mi, że nawet głośno o śmierci nie wolno pomyśleć i to na forum, na którym jest tyle cierpienia i myśli wokół śmierci. Myślałam, że to tylko medialnie nie jest seksowny temat, tak samo jak choroba psychiczna. Dla mnie jest to żałosne.

Kiedyś nie myślałam o śmierci, ale bałam się choroby śmiertelnej (nie z dvpy, moi rodzice też mieli raka i w rodzinie było więcej zachorowań na tegoż). Nie rozmawiałam z obcymi o tym, bo po chvj, ludziom się nie chce rozmawiać na trudne tematy (a jednocześnie wymagają od ciebie rozmowy na temat polityki, działania w Jedynie Słusznych Sprawach itd.). Natomiast teraz mi się przypomniała rozmową z jedną osobą, która wydawała mi się dosyć bliska kiedyś (a która później się dziwila, że jej się nie zwierzam). W jakiejś byle rozmowie przypomniała mi, że tak 'na pewno umrzesz przed 50' (z jej strony był to żart). Już nie utrzymujemy kontaktu, bo dla mnie jest osobą za bardzo skupiona na sobie (pokrzywdzona przez życie, ale nigdy nie spotkała się z mojej strony z nawet minimalnym brakiem empatii). Może powinnam napisać 'hej, jednak nie trafiłaś, może umrę przed 30, ciekawe jak to będzie?'.

To oczywiście jakiś mój żal o 2 w nocy, nie zrobię tego nigdy. Ale strasznie mi przykro, że ludzie bagatelizują takie tematy. Większość nie myśli o śmierci i ew poddaje się takiemu myśleniu, jak coś takiego się wydarzy wśród najbliższych, w otoczeniu. Tak naprawdę człowiek zostaje z tym sam. Jeszcze nie zdołałam zapytać psychiatry, co mam robić, bo ja się boję umierać. I niby zgodnie z mottem bliskich mi osób dum spiro spero, ale racjonalna część mnie mówi, że chyba nie bardzo.

Obejrzałam ten filmik i wydaje mi się być... kosmosem ;) Dla mnie moje życie w tej chwili przestaje mieć jakąkolwiek wartość. Nie widzę większego sensu. Przeglądałam jakiś wątek i facet w nim pisał, że jest życiowo zagubiony, bo czuje się samotny. Wydaje mi się, że jak człowiek jest psychicznie pogubiony, nie ma przepracowanej przeszłości to żaden drugi człowiek nie da mu tyle szczęścia, żeby czuć się dobrze. Ja nie jestem samotna, ale w tej sytuacji tak się czuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ia_ sportage, a wiesz, jakoś mi nie żal przeszłych czasów, to prymitywne czasy. Mnie interesuje bardziej przyszłość i to jak niesamowite i nie do ogarnięcia przez nasze umysły rzeczy będą miały miejsce.
jeśli bedą takie jak pis to ja wolę nie wiedzieć. Fajnie że widzisz świat taki sposób. i że cię ciekawi. jęsli świat dorta takiej rewolucji to fajnie, tego nie wie nikt, a może walnie w ziemie jakaś planeta...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdemu zdarza się chyba myśleć na takie tematy. Jedni myślą o tym częściej, inni rzadziej. Jedni szybciej, drudzy później. Ja osobiście w ostatnim czasie rzadko o tym myślę, jednak perspektywa śmierci jest dla mnie ulgą i właśnie sensem tego życia. Ulgą, ponieważ wizja wiecznego życia tutaj na Ziemi czy nawet na innych planetach, jest dla mnie przerażająca. Jako istoty ludzkie jesteśmy zbyt ograniczeni i poza pewne ograniczenia nigdy nie wyjdziemy. Gdyby nie można było umrzeć, to dopiero wtedy Projektant tego wszystkiego zgotowałby nam prawdziwe piekło. A tak to jest otwarta furtka, która prowadzi no właśnie do czego? Może do wszystkich odpowiedzi? Mnie to fascynuje. Jestem bardzo ciekawy co jest po śmierci i chcę tego doświadczyć. Według mnie to będzie największy psychodeliczny trip. Myślę, że dopiero właśnie po śmierci wszystkiego się ‘dowiemy’. To jest kolejny, nieunikniony etap. Wszystko w naturze po pewnym czasie ginie, rozpada się, zmienia swój stan. Nawet nasza planeta za jakieś miliardy lat pewnie w końcu ‘wybuchnie’. Tak samo jak cały wszechświat, który się zapadnie. Potrzeba jedynie odpowiedniej ilości czasu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ale nie o to chodzi, chodzi o to co masz w głowie kiedy jeszcze żyjesz, wszystko to o czym napisałem powyżej. Teraz rozumiesz?
To nie lepiej zająć głowę pożyteczniejszymi rzeczami?

 

Tak czy inaczej na razie nie umiem jeszcze poukładać sobie tego tak w głowie aby się pogodzić z nadchodzącą śmiercią aby się uspokoić i przestać żałować, że to się stanie i mnie już nie będzie i wszystko to mnie ominie. Chciałbym w ogóle o tym nie myśleć, zamienić się w szczęśliwą, nic nie wiedzącą i nie chcącą wiedzieć istotkę, to chyba najlepsze rozwiązanie.

 

viewtopic.php?f=14&t=63088

 

nikt nie chce odchodzić w niebyt na zawsze.
Skąd wiesz? Co jest złego w zniknięciu? Nawet nie byłoby możliwości się zorientować, że się zniknęło...

 

 

[videoyoutube=2mED3CDy5k4][/videoyoutube]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pomyliłem filmik. Miało być to:

 

 

[videoyoutube=E_KL2DigVEM][/videoyoutube]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nvm, oglądałem te filmiki kiedyś już...

 

To nie lepiej zająć głowę pożyteczniejszymi rzeczami?

 

Z punktu widzenia człowieka, który nie chce się nad tym zastanawiać aby mieć spokojny umysł to tak, lepiej. Po prostu będzie sobie żył nie zastanawiając się nad tym i kiedyś odejdzie... Tak jak odejdzie żyrafa czy pies, bez refleksji.

 

Ja natomiast czuję się człowiekiem, który posiada złożony intelekt (ogólnie jako człowiek, jako gatunek), więc nie wyobrażam sobie zamienić się w chodzące zombie. Czy też uwstecznić się do poziomu zwierzęcia, jednego z bilionów, które przemijają bezrefleksyjnie w przeciągu milionów lat. Czyli zamienić się w taką bezrefleksyjną, prymitywną cząstkę tej masy przemijającego życia.

 

Mój umysł na to nie pozwoli, ja chcę o tym myśleć, chcę się nad tym zastanawiać ale niestety to sprawia mi cierpienie, taka tego cena.

 

Chciałbym wiedzieć czym to jest wszystko jest, nigdy nie zaznam spokoju nie wiedząc czym to jest i dlaczego jest. Oprócz tego chciałbym doświadczyć wielu rzeczy, które się wydarzą w przyszłości również tych po za naszą wyobraźnią. Chciałbym doświadczyć wielu lat radości i szczęścia, w najróżniejszych formach, jednocześnie rozumiejąc i wiedząc wszystko. Jestem bardzo ciekawy wszystkiego tego co jeszcze wszechświat ma dla nas do zaoferowania. Dlatego nie chcę odchodzić w niebyt.

 

I gdybym mógł coś z tym zrobić, sprawić, że nie umrę, ponadto zarządzać sobą tak abym był szczęśliwy, to bym to zrobił. Może gdyby mi się już znudziło i wszystko bym wiedział, wtedy może po prostu chciałbym odejść na zawsze. Tak czy inaczej nie mogę nic z tym zrobić, nie przeskoczę tego, może ludzie w przyszłości to opanują (i tego im zazdroszczę, bo już mnie nie będzie) a więc będę dalej sobie rozkminiał i mam nadzieję, że uda mi się połączyć rozkminianie z przyzwoleniem na nieuniknioną śmierć. O to mi właśnie chodzi aby się pogodzić i być z tym wszystkim spokojnym a nie uciekać od myśli o śmierci, o nieuniknionym, które nadejdzie.

 

A większość ludzi unika myśli o śmierci, zwłaszcza jak są młodzi i radośni. Pamiętam sam kiedyś też tak robiłem, czasami pojawiały się myśli o śmierci, dosyć rzadko ale jak już się w to zagłębiłem to było to naprawdę bolesne, więc unikałem tego na rzecz cieszenia się życiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W sumie nie ma o czym pisać, bo dopóki nie dostanę wyniku to nie uwierzę. Statystyka mówi, że mam od 50 do 95% szans na raka. Trochę za duże szanse jak dla mnie.

 

To nie dołuj się tym na wyrost, może nic Ci nie będzie. Gdyby się wydarzyło, że jednak będzie to wtedy zacznij sobie wszystko układać w głowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nigdy nie zaznam spokoju nie wiedząc czym to jest i dlaczego jest.
Czy to prawda?

 

Z punktu widzenia człowieka, który nie chce się nad tym zastanawiać aby mieć spokojny umysł to tak, lepiej.
A z punktu widzenia człowieka, który już dawno zdał sobie sprawę, że umysł ludzki nie służy do poznawania prawdy i jest niezdolny do poznawania prawdy?

 

Po prostu będzie sobie żył nie zastanawiając się nad tym i kiedyś odejdzie... Tak jak odejdzie żyrafa czy pies, bez refleksji.
I co w tym złego?

Gardzisz takim człowiekiem?

Czujesz się od niego lepszy?

Czujesz niechęć na myśl, że Ty miałbyś taki być?

Jakie emocje wywołuje w Tobie taka wizja?

Czy chcesz uciec od takich emocji?

Czy Twoim zdaniem duchowość służy do tego, by od czegoś uciec?

A może do tego, aby wszystko zaakceptować?

Czy praktykujesz czas psychiczny?

Czy sądzisz, że uzyskanie odpowiednich odpowiedzi w umyśle (czyli odpowiednich myśli, odpowiednich emocji), przyniesie Ci trwałe spełnienie/zbawienie?

Czy czytałeś "Potęgę Teraźniejszości" Eckharta Tolle?

Czy czytałeś "Diament w Twojej kieszeni" Gangaji?

 

Czy chcesz zbudować w swoim umyśle Wieżę Babel, która ma dosięgnąć Boga?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×