Skocz do zawartości
Nerwica.com

Wyłączenie/spłycenie emocji//Efekt zombie


gosia17

Rekomendowane odpowiedzi

Przez prawie pół roku jesienią i zimą doświadczałam spłycenia emocji i nic nie było w stanie poprawić mi nastroju. Nie mogłam płakać, śmiać się, nawet smucenie się nie za bardzo mi wychodziło, złości też nie było. Były za to częste myśli samobójcze, pogorszenie cery, włosów, zaparcia, szereg objawów fizycznych i psychicznych. Moja terapeutka twierdzi, że to mechanizm obronny, po prostu emocje, które wtedy mogłabym czuć mogłyby mnie "zabić". To smutne, jak dużo tego cierpienia musiało być, że aż tak mnie zablokowało. Nadal mam takie stany przez większość dni, po kilka lub kilkanaście godzin. Zastanawiam się, czy ktoś też doświadczył czegoś takiego, że po prostu nie czuje się głodu, zapachu, pragnienia, wstaje się rano i wykonuje mechanicznie wszystko, co niezbędne i rzuca się na łóżko, jak osoba po maratonie. Idzie spać i budzi się rano i nie czuje, że w ogóle spała.

Mogłabym to długo i bardziej szczegółowo opisywać, ale robi mi się bardzo źle na samą myśl o tamtym czasie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to nie jest efekt zombie tylko efekt terminatora T-800.na paralotni z akrobatyką by cie zaraz poruszyło i byś soczyście rzucała kiełbasą facetowi siedzącemu za tobą jak na szewca przystało co by go rozwaliło na łopatki.zatrucie adrenalinowe jest wyjątkowo silne i być może przebija testosteronowe/estrogenowe w okresie pokwitania kiedy to w ogólniaku chodzi sie w oblepionych spodniach i co noc śni o długim zakrzywionym bolcu w sobie.zaparcia?pij codziennie kwas kapuściany lub barszczyk czerwony z Hortexu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zastanawiam się, czy ktoś też doświadczył czegoś takiego, że po prostu nie czuje się głodu, zapachu, pragnienia, wstaje się rano i wykonuje mechanicznie wszystko, co niezbędne i rzuca się na łóżko, jak osoba po maratonie.

 

Podejrzewam, że każdy kto ma depresję ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja depresja jest jak nałóg. Kiedyś byłam silna i nic mnie nie mogło złamać aż do czasu, gdy pękłam. Potem trudno było mi się pozbierać, ale czasem się udawało. Jednak wystarczały coraz mniejsze rzeczy, by znowu spaść na samo dno. I im dłużej w tym tkwię tym jest trudniej. Trudniej o siły do walki, o motywację i o nadzieję. Moje nawroty są coraz dłuższe i coraz bardziej wyniszczające. Przez te lata chorowania dużo straciłam i widzę wielka wyrwę w życiu. Też mózg jest już tak zaprogramowany, że reaguje w określony, niszczący mnie sposób. Coś co kiedyś dawało radość i satysfakcję teraz jest raptem chwilowym uśmiechem a znowu to, co kiedyś by mnie nie obeszło teraz potrafi sprawić, że czuję i myślę, że nic nie ma sensu. Jedna trauma to dzieciństwo a druga to życie w depresji. Mi już nawet trudno sobie wyobrazić jak mogłoby być bez tego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

gosia17, znam to. Każda najprostsza czynność jest ogromnym wysiłkiem. Sen nie daje ukojenia. To jest coś jak żywot warzywa. I ta emocjonalna pustka. Ale wiesz co? Nawet po całych miesiącach / latach spędzonych w takim stanie można coś poczuć, można odzyskać nadzieję i chęć do życia. Potrzebna jest jednak pomoc drugiej osoby i czas. Ogromnie dużo czasu. Najwazniejsze, żeby się nie poddawać...

Dzięki za słowa otuchy. Chodzi tylko o to, że ja nie mam czasu. Muszę się uczyć, za miesiąc sesja a potem muszę znaleźć pracę, bo z czegoś trzeba żyć, licencjat przełożę na wrzesień, może do tego czasu go napiszę. Poza tym, jak dać sobie czas skoro każdy dzień to maraton.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×