Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nietypowe sytuacje na sesji


natt_me

Rekomendowane odpowiedzi

Podobno wielu pacjentów za przełomowe w swojej terapii uznaje sytuacje, w których terapeuta zachował się w sposób zaskakujący, odbiegający od normy (pisała o tym bodajże Nancy McWilliams). Czy zdarzyły wam się podczas terapii takie sytuacje? Co zrobił terapeuta i jak to na was wpłynęło? Faktycznie było przełomowe, zmieniło jakoś wasze myślenie, przebieg terapii, nastawienie do relacji terapeutycznej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pod koniec sesji moj T spytal czy moze mnie przytulic, bo bylam w duzym smutku ale powiedzialam, ze nie trzeba i sobie poradze... Tak naprawde tego potrzebowalam ale balam sie, ze sie rozplacze

Też tak miałam, skorzystałam z propozycji, ale nie czułam nic szczególnego. Dla mnie mogło się to przytulenie odbyć i nie, nie robiło mi to różnicy, ale nie chciałam sprawiać przykrości mojej T

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój terapeuta rozpłakał się na sesji, kiedy się z nim żegnałam z zamiarem popełnienia samobójstwa tego samego dnia. Przeżyłam właśnie dzięki temu, że zobaczyłam silne uczucia z jego strony, poczułam, że nie jestem tylko klientem, ale też osobą w jego oczach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 4.04.2018 o 13:50, pneum napisał:

szanownapani, teoretycznie tak, ale nie zawsze "książkowe" zachowanie jest najlepszym wyjściem, czasami empatia daje wiele więcej

Dokładnie tak jest. Ze swojej strony dodam tylko tyle, że najlepsi terapeuci to terapeuci, którzy pozwalają sobie czasem na odchodzenie od normy. Elastyczność jest najlepszą cechą u osoby która chce pomagać innym ludziom! Wszystko jest kwestią wyczucia momentu i taktu. Jesteśmy tylko ludźmi, terapeuta również jest człowiekiem. Jeżeli coś pomogło - to nie ma sensu roztrząsać czy było to podręcznikowe czy nie. Efektywność zachowania jest ważniejsza niż to czy było one szablonowe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trzeba też chyba umieć być elastycznym i nie przesadzić w którąś stronę. Bo bycie w jednej sytuacji bardzo elastycznym, a w innej nie też bardzo pacjentowi szkodzi.

Moja terapeutka zaskoczyła mnie pewnie wiele razy. Poprosiła o przytulenie mnie kiedy po wielu miesiącach depresji odżyłam trochę i byłam w lepszym humorze. Dziwnie się z tym poczułam i w sumie nie było to miłe uczucie, nie potrzebowałam już tego wówczas, ponieważ poradziłam sobie z depresją, to w tym depresyjnym stanie marzyłam o tym, aby ktoś mnie przytulił, a najbardziej ona.

Kiedy zupełnie na początku wychodziłam z terapii z zamiarem popełnienia samobójstwa zaprowadziła mnie do szpitala. Zgodziłam się na pobyt tam, ponieważ zgodziła się, abym telefonowała wieczorem. Byłam wtedy bardzo słaba i uzależniona od niej. W szpitalu było okropnie. Nie zapomnę jak ciężko mi było kiedy skończyły się pieniądze na komórce, a nie wolno mi było wyjść, aby jej doładować.  Innym razem zadziwiła mnie swoim uporem, aby odprowadzić mnie do szpitala wiele lat później, kiedy wpadłam w szał w pracy i już uspokojona jej o tym opowiedziałam. Zdziwiłam się, że jedzie tam ze mną i  czeka na poczekalni ze mną tyle czasu, chciała mnie wtedy chyba wpakować do szpitala, ale lekarz ani o tym myślał.

Zdziwiła mnie też kiedy powiedziała na początku terapii, że różni ludzie ze mną związani mogą do niej dzwonić i pytać o mnie, a parę miesięcy potem zasugerowała, że powinnam raczej unikać rozmów o naszej relacji i o nas w ogóle, bo ludzie nie rozumieją specyfiki naszej relacji tuż po tym jak dała mi finansową karę za kaleczenie się. Tym też mnie ogromnie zdziwiła, ale myślałam, że odkłada te pieniądze dla mnie by kiedyś mi je oddać. Jeszcze kiedy po raz pierwszy i na szczęście ostatni raz byłam w szpitalu psychiatra prowadzący bardzo chciał aby do niego zadzwoniła. Ona nie chciała z nim rozmawiać, pytała się mnie po co ma do niego dzwonić. Sama byłam w bardzo złym stanie, ale pamiętam jak mi było za nią wstyd, że muszę tę akurat kwestię brać na siebie. Kilka lat później dowiedziałam się, że była w szkole u jednej z pacjentek, u drugiej w szpitalu przy łóżku, zdziwiło mnie wówczas, że wtedy kiedy sam psychiatra uważał to za konieczne tak bardzo nie chciała rozmawiać z moim lekarzem.

Zdziwiło mnie, że zaproponowała spacer ze swoim psem, a w dzień pogrzebu mojej babci napisała, że będzie mogła tylko na pół godziny, bo musi się uczyć. Potrzebowałam wtedy bardzo wsparcia, a ona akurat o tym w taki dzień, spacer miał być za kilka dni. Bardzo na nią wtedy w smsie nawyzywałam, było mi ogromnie przykro, że akurat ona o tym. Nie zamierzałam przecież spędzać z nią całego dnia i z góry przygotowywałam się na bardzo krótki spacer przez właśnie fakt iż jest moją terapeutką, a nie kim innym.

Zdziwiłam się kiedy moja niegdyś przyjaciółka zaczęła do niej jeździć z mężem i stawiać jej dom, nocować tam i przebywać, pielić ogródek itp, a ja w tym czasie opiekowałam się ich kotami. To trwało ponad dwa lata, w końcu niezbyt umiejętnie, ale wycofałam się. Zdziwiło mnie, że po latach tłumaczenia, że nie może nas nic łączyć w relacji pacjent terapeuta, pozwoliła, aby z inną pacjentką ją łączyło i to pacjentką, którą ja także znałam i abym odgrywała w tym rolę, jak przyznała pomagam im, aby mogli do niej przyjeżdżać. Upierała się wtedy abym brała leki, które otumaniały mnie. Dopiero po ich odstawieniu mam trzeźwy ogląd tej sytuacji. Przeprosiła mnie za to, że mnie tym skrzywdziła, ale to nic nie zmienia.

Zdziwiło mnie, a jednocześnie trochę nie zdziwiło, że nie chciała o tym rozmawiać co mnie gnębi, zawsze odchodziła od tematu, odwracała moją uwagę od tych tematów, które mnie bolały opowiadając np. o uśpieniu jakiegoś psa, wiedziała, że jestem bardzo wrażliwa na punkcie zwierząt.

Na koniec zdziwiła mnie tym, że na odchodnym, kiedy napisałam jak wstrząsnęło mną to do tego stopnia, że już nie przyjdę, że teraz jeszcze do tego tak silnie zaangażowana jest siostra tej bywającej u niej pacjentki, życzy mi szczęścia.

Zdziwiło mnie to, że na stronie fundacji znalazłam wolontariuszkę, którą zaangażowała, a która mnie trochę w jakiś sposób przypomina, tak jakby chciała mnie zastąpić, albo może nie mną jako mną, ale osobą o podobnej specyfice. ( tutaj to bardzo odrealnione, być może tylko subiektywne odczucie, ale pojawiło się i mnie zdziwiło)

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×