Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Nawroty...

Rekomendowane odpowiedzi

Zastanawiam się nad długofalowymi efektami terapii. Usłyszałam kiedyś od terapeutki, że terapia jest skuteczna tylko wtedy, kiedy pacjent już później nie potrzebuje kolejnej i nawroty się nie pojawiają. A może to nie kwestia tego, żeby nawroty się nie pojawiały, ale by umieć sobie z nimi poradzić i na terapii wyrobić umiejętność samodzielnego wyjścia z kolejnego bagienka? Co o tym sądzicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szczerze mówiąc nigdy nie uczestniczyłem w terapii, bo wiem, że będzie z góry skazana na porażkę.

Oczywiście, coś by pomogła, ale szczerze mówiąc szkoda mi czasu i pieniędzy.

Natomiast gdy zagłębiałem się w autoterapii to mi tylko szkodziło. Ogólnie im więcej myślałem o przyczynach tym gorzej się czułem.

Gorsze okresy przetrzymuję na lekach, w lepszych staram się funkcjonować bez. Póki co jakoś (ledwo bo ledwo) się to sprawdza.

Może kiedyś nauczę się jak sobie pomóc, bo nie wierzę, że ktoś inny by to potrafił

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Apek, dlaczego z góry zakładasz, że będzie skazana na porażkę? A może coś da się z niej wynieść? Jeśli tak, to jest to już jakiś plus. Nie myślałeś o tym w takich kategoriach? Co do wydawania pieniędzy...to terapia nie musi być prywatna. Może być na NFZ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, myślę, że masz racje i zgodze sie z Tobą.

Ja mysę, że przeszłości nikt nie jest w stanie wymazać, nawet żadna terapia. Ale wydaje mi się, że właśnie po to jest, żeby nauczyć się walczyć z "błotkiem" samemu.

Uważam, że człowiek po skończonej psychoterapii potrafi na tyle to wszystko opanować , że kolejne nawroty wspomnień nie wiem czy dobrze to określe ale może bedą lżejsze o ile moge tak powiedzieć.

Może nie mam racji bo byłam na dwóch terapiach z czego pierwsza przerwałam z powodu przeprowadzki a z drugiej chyba wyleciałam bo z dnia na dzień Terapeutka zakończyła sugerując że już nic wiecej nie wyniose.

I tak ja uważam, że dalej bawie sie w błocie.....

Kończąc drugą psychoterapie powiedziałam ,że nigdy wiecej tego dziadostwa, dość płaszczenia się przed T i prośba o pomoc. A teraz po pół roku przerwy stwierdzam, że bez prawdziwej terapii, złapania mnie i potrząśnięcia nie potrafię żyć.

W mieście w którym jestem na co dzień jest ok, funkcjonuje, mam zajebistą przyjaciółkę która dba o mnie żebym nie popadła w dół i inne dziury.

Ale raz w miesiącu wracam do domu, do miejsca z którego uciekłam nie chodzi o rodzine ale o wspomnienia gwałtu. To nic, że wszystko jest ok. Ale kłade sie w łózku i to wszystko wraca. Przypominam sobie jak leżałam w depresji i płakałam bo tylko tyle potrafiłam.

Chyba mnie tak długo tu nie było, że pomyliłam wątki i wylałam tutaj swoje myśli

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, gdybym miał doświadczenia z terapii to w przypadku problemów, rozpatrzyłbym sam siebie kolejny raz, używając tej samej techniki i zadając podobne pytania. Nigdy nie korzystałem z terapii, acz pewnie była mi i jakaś potrzebna, ale buntownicza natura, rozmowa z ludźmi i wgląd w siebie - załatwiło sprawę. Jeżeli czujesz się na siłach to może samoterapia? Stawiasz pytanie i szukasz na nie odpowiedzi. Jakaś zawsze istnieje, aż tak bardzo nie różnimy się, my ludzie od siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

antylopa, wylewaj myśli w jakim wątku chcesz. Ważne, żeby Ci to pomogło. U mnie też właśnie wszystko wraca. Próbuję sobie poradzić z nawrotami, ale czasami brak mi sił i motywacji. Dopiero ostatnio się ruszyło, ale to nie jest wewnętrzna motywacja. Sama dla siebie raczej nie miałabym siły na zagłębianie się w to wszystko. Sama zjechałabym totalnie w dół...

 

emikado, stawiam pytania, ale nie znajduję odpowiedzi. Z czasem mam tak dość, że przestaję pytać. Inaczej jest, kiedy są dwie osoby, bo ta druga jest w stanie pokazać to, czego samemu nie jest się w stanie dostrzec...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zastanawiam się nad długofalowymi efektami terapii. Usłyszałam kiedyś od terapeutki, że terapia jest skuteczna tylko wtedy, kiedy pacjent już później nie potrzebuje kolejnej i nawroty się nie pojawiają. A może to nie kwestia tego, żeby nawroty się nie pojawiały, ale by umieć sobie z nimi poradzić i na terapii wyrobić umiejętność samodzielnego wyjścia z kolejnego bagienka? Co o tym sądzicie?

Fajnie, gdy pacjent po terapii już jej nie potrzebuje i nie ma nawrotów. Ale są różni pacjenci, z mniej lub bardziej złożonymi problemami, mniej lub bardziej podatni na terapię i czasem mimo udanej terapii gorsze stany mogą powracać, może z mniejszą częstotliwością, ale jednak. Fajnie, gdy ta osoba będzie już miała na tyle dużo wypracowanych technik i umięjętności, że będzie je już sama pokonywać, ale może się też zdarzyć tak, że potrzebny będzie ktoś z zewnątrz, ale broń boże nie uważałabym tego za porażkę. Po pierwsze osoba ta zauważyła, że potrzebuje pomocy a po drugie nie waha się o nią prosić i wie, że to odwaga a nie porażka. Dużo gorzej jest się samemu długo męczyć i pogubić całkowicie niż w odpowiednim momencie zapukać do drzwi gabinetu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja chyba nie czuję się na siłach, by opanować moją przeszłość samodzielnie. Cały czas jestem w terapii i uważam, że jeszcze przez kilka lat będę jej potrzebowała.

 

U mnie w psychice jest taki misz masz czasem, że sama nie wiem kiedy mam gorszy a kiedy lepszy czas. Być może przyzwyczaiłam się do tego i uważam ten misz masz za coś "normalnego". Czasem mam tak, że łapię się na tym, że myślę o jakichś przykrych doświadczeniach poza moją kontrolą. To chyba coś w rodzaju flashback. Takie niekontrolowane.

Poza tym w moim życiu dużo zmian, zmiana pracy, nowi współlokatorzy i moje stare schematy funkcjonowanie powróciły. Wychodzi na powierzchnię np. chęć kontrolowania innych, despotyzm... Wszystko to, czego nauczono mnie w domu przez okres kiedy tam mieszkałam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nigdy nie byłam na terapii i wszystkie postępy, jakie osiągnęłam, były samodzielne. Ale bardzo często czuję, że się cofam, wręcz spadam na łeb, na szyję z wysokiej drabiny. Nie wiem, na ile to wina tego, że jestem "samoukiem terapii" i ta forma pracy psychologicznej jest może mniej efektywna, czy po prostu zawsze tak jest. Wszystkie moje nowe przekonania łatwo się sypią jak domek z kart, odsłaniając fundament starych, przygnębiających przekonań, które dalej tkwią tam gdzieś najgłębiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wTymTygodniu, nie jesteśmy niestety w stanie wszystkiego samodzielnie dostrzec. Perspektywa drugiej osoby bardzo w tym pomaga. Może w tym u Ciebie tkwi problem? Pracujesz nad tym, co jesteś w stanie sama dostrzec, ale pozostają rzeczy, których nie widzisz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłam dzisiaj w nowej pracy. Jejuś, czułam sie jak zagubione, zalęknione małe dziecko, które szuka akceptacji. Mam nadzieję, że te uczucia miną, bo to było trudne do wytrzymania. Od kilku tygodni odczuwam swoje uczucia, ale to spowodowało, że czuje doslownie kazdy swój lęk. Pomocy :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nigdy nie byłam na terapii i wszystkie postępy, jakie osiągnęłam, były samodzielne. Ale bardzo często czuję, że się cofam, wręcz spadam na łeb, na szyję z wysokiej drabiny. Nie wiem, na ile to wina tego, że jestem "samoukiem terapii" i ta forma pracy psychologicznej jest może mniej efektywna, czy po prostu zawsze tak jest. Wszystkie moje nowe przekonania łatwo się sypią jak domek z kart, odsłaniając fundament starych, przygnębiających przekonań, które dalej tkwią tam gdzieś najgłębiej.

 

U mnie też cofnięcie się :( Ale rzeczywiście terapia bardzo pomaga, ja sama jestem w terapii i bez niej na razie nie wyobrażam sobie pracy nad sobą. Polecam terapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agnieszka_Kk, w nowym otoczeniu, szkole, pracy - przeważnie tak jest. Potrzebujesz czasu, żeby się trochę oswoić, przyzwyczaić do miejsca i ludzi. Później powinno byc trochę lżej. Także trzymaj się tam, bo to na szczęście przechodzi ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith podałaś informację, że twoja terapeutka zwracała się do ciebie - Pani Kasiu. Moja mówi do mnie tylko Pani, nigdy nie użyła mojego imienia przy tym i teraz się zastanawiam czy to dobrze, czy to źle. Zastanawiam się też czy taka forma Pani + imię nie zmniejszyłaby dystansu między nami i tym samym nie okazała się być czymś przełomowym w tej relacji.

Jaka jest twoja opinia w tej sprawie i innych użytkowników - jak do Was zwraca się terapeuta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wirginia Zachodnia
Może warto by było poruszyć ten temat z terapeutką? Mi też wydaje się, że zwrot Pani + imię jest taki zmniejszający dystans niż samo Pani.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wirginia Zachodnia, szczerze powiem, że nawet nie zwracałam na to uwagi. W zasadzie było mi obojętne, w jaki sposób terapeutka się do mnie zwraca. Bardziej absorbowała mnie próba poruszania trudnych tematów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nigdy nie byłam na terapii i wszystkie postępy, jakie osiągnęłam, były samodzielne. Ale bardzo często czuję, że się cofam, wręcz spadam na łeb, na szyję z wysokiej drabiny. Nie wiem, na ile to wina tego, że jestem "samoukiem terapii" i ta forma pracy psychologicznej jest może mniej efektywna, czy po prostu zawsze tak jest. Wszystkie moje nowe przekonania łatwo się sypią jak domek z kart, odsłaniając fundament starych, przygnębiających przekonań, które dalej tkwią tam gdzieś najgłębiej.

 

U mnie też cofnięcie się :( Ale rzeczywiście terapia bardzo pomaga, ja sama jestem w terapii i bez niej na razie nie wyobrażam sobie pracy nad sobą. Polecam terapię.

 

 

a jaka prace zaczelas jesli ozna wiedziec? ja mam podobne problemy z praca co ty, zazwyczaj moje prace to ok 2 mcy...ale chce to zmienic

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wTymTygodniu, też jestem po autoterapii. Nie wiem na jakim etapie Ty jesteś ale to co opisujesz wydaje się normalne. Ja po swojej musiałam zmierzyć się z tym, że realny świat to nie idealność terapii tylko dużo patologii i ludzkiej niechęci do zmian. Tak samo z tym, że od ludzi nie mozna wymagać by byli wobec nas w porządku. Pod tymi względami (i pewnie wieloma innymi) autoterapia jest gorsza od pracy z drugą osobą (bo trzeba samemu przerabiać to co jest "po") i rzeczywiście, można wtedy poczuć, że się cofasz. Ja to "cofanie" traktuję jak wracanie do normy i adaptację świata od nowa, z nową "terapeutyczną" wiedzą. Niestety nie wiem czy to słuszne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×