Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Płacz - siła czy słabość?

Rekomendowane odpowiedzi

Jak to odbieracie? Co myślicie o roli, jaką pełni w Naszym życiu płacz? Oczyszcza czy osłabia? Czy zdarza Wam się płakać? Lepiej Wam później czy gorzej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Płacz to płacz. Naturalna rekcja organizmu. Uruchamia się jak oczy są zbyt suche.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy ja wiem czy tylko to?

Ja właściwie nie płaczę. Kiedy już zaczynam to jest naprawdę kiepsko. Płaczę wtedy, kiedy jestem najbardziej samotna, bezsilna, zrozpaczona. Czy jest lepiej? Nie wiem. Na pewno czuję wtedy taką dojmującą pustkę i zmęczenie.

 

U mnie w domu jednak płacz był traktowany jako okazanie słabości. Był zawsze czymś, co należało ukryć przed innymi. I coś mi z tego zostało- nigdy nie płaczę przy ludziach. Chociaż nie uważam tego za oznakę słabości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zależy jaki rodzaj płaczu, ze wzruszenia można a płakać, ze szczęścia, albo jak w pysk od kogoś dostaję. Jestem płaczkiem i płaczę na grach i serialach, mniej na pogrzebach, a po pysku dawno nie dostałem to nie wiem :D Zdrowo jest sobie popłakać :D

Nie wiem czy jest siłą, ale na pewno nie jest słabością, przynajmniej dla mnie ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Płacz jak dla mnie jest wyrazem bezsilności...kiedy nic nie mogę zrobić to płaczę albo płaczę gdy byłam silna zbyt długo :roll: Płacz oczyszcza i pozwala wrócić do równowagi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Płacz nie jest oznaką siły, a słabości tylko w przypadku znacznie irracjonalnego płaczu.

Może oczyszczać, a może sołabiać

 

Ja nie płaczę od końca podstawówki (wcześniej byłem "największym na świecie" beksą), czasem mi się chce przy niektórej muzyce, przy niektórych filmach oraz przy zamyślaniu się, ale powstrzymuję. Lepiej tłumić w moim przypadku, jeśli bym się normalnie rozpłakał, mogłoby to w moim przypadku zadziałać w stylu powrotu trzeźwego alkoholika do czynnego alkoholizmu.

 

Nie znoszę, gdy ktoś płacze w mojej obecności, budzi to we mnie dezorientację i chęć agresji wobec takiej osoby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z Liberem, moim zdaniem, ani siła, ani słabość. Chyba można to traktować, jako naturalną reakcję organizmu.

Kiedyś nie płakałam w ogóle. Teraz potrafię płakać z zachwytu, ze wzruszenia, z bólu, płaczę, gdy ktoś płacze... nadrabiam zaległości. ;) Czasami pochlipię nad sobą, co uważam za duży postęp. Na początku mnie to zawstydzało, może nawet przerażało ( doświadczenia podobne do Heledore, pokazywanie emocji było bardzo niemile widziane), ale powoli się przyzwyczajam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja jestem za legalizacją płaczu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od małego wmawiano mi, że płacz to oznaka słabości. Co więcej, że nie mam powodu płakać, nawet jeśli używano wobec mnie przemoc fizyczną/psychiczną. To chyba jedna z najgorszych rzeczy, jakie można wmówić dziecku, aby nie uzewnętrzniało swoich uczuć tylko je tłumiło i żyło w przekonaniu, że jest silniejsze od tzw beks. Przez długie lata patrzyłam z politowaniem i zdenerwowaniem na osoby, które w mej ocenie ciągle płakały. Dziś wiem, że moje rozumowanie było błędne. Jak każdy mam prawo wylać trochę łez, gdy jest mi źle lub czuję się bezsilna. Ale w dalszym ciągu ukrywam się z płaczem przed innymi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeżeli ktoś potrafi płakać publicznie, to jest raczej siła ponieważ usuwasz w ten sposób szkodliwe substancje, też te odpowiedzialne za stres,więc jest to pomocne i wzmacniające.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie płaczę (zazwyczaj ;) ) Nie wiem, być może jest to wynikiem kultury w której się wychowałem, że facet nie powinien płakać. Ale muszę przyznać, że czasem łezka ciśnie się do oka w wyjątkowych sytuacjach. A nie uważam tego za słabość. Jeżeli ktoś jest wrażliwy i chce wyrazić swoje uczucia, proszę bardzo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ktoś dawno temu mi powiedział, że nie może znieść "płaczliwej idiotki", którą się staję, gdy zaczynam płakać. Myślałam, że mogę wreszcie wypłakać się przy kimś i nie czuć się przy tym jeszcze gorzej, jeszcze bardziej bezradnie i żałośnie. Zabolało. Bardzo wzięłam sobie to do serca. A zatem płaczę w samotności. Tak, zdarza się. Kiedy czuję się źle, kiedy chwilowo nic innego nie pozostaje, kiedy już nie mogę wytrzymać sama ze sobą. Płacz jest dla mnie ( w odniesieniu do mnie ) wyrazem bezsilności, bezradności względem tego, co było, co jest i być może będzie, wstydu. Jest upokarzający i żałosny. Jest sygnałem, że tracę kontrolę nad samą sobą. Jest słabością, kojarzy mi się z byciem ofiarą, którą być nie chcę. A z drugiej strony, nie umiem inaczej, kiedy przychodzi moment, że wszystko mnie przytłacza. Dosłownie wszystko. Jedyny płacz, który z trudem akceptowałam u samej siebie był na terapii. I druga strona go akceptowała. Musiała akceptować, bo taka rola terapeutek. Czasami już nawet płakać nie mam siły. Też się zdarza. Na szczęście i jedno i drugie mija, a ja dalej trwam. Jak trwam tak trwam, ale trwam. To jakiś plus...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rzadko zdarza mi się płakać, a właściwie pozwolić sobie na płacz bo czasem czuję taką potrzebę. Racjonalnie przyjmuję do wiadomości że nic w tym złego, że to naturalne. Ale mimo wszystko sam płakać nie potrafię. A czasem taka umiejętność by się przydała...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kurczę, też od wielu lat nie umiem płakać :/ Tzn. łzy lecą czasami ale przez kilka sekund. Kiedyś ryczałam jak bóbr na całą chatę :lol: Może dorosłam? ;)

Płaczę jedynie ze wzruszenia lub współczucia. Strasznie mnie boli krzywda innych ludzi, małych dzieci, zwierząt. Nie wszystkich, nie wiem od czego to zależy, ale mogę mieć wywalone na czyją krzywdę a na inną może mi pękać serce. Chyba jestem empatyczna, chyba podła? Zależy od sytuacji właśnie!

Ostatnio nie mogę się określić, wydaje mi się, że jestem "każda" w zależności od sytuacji :) Czy to jest możliwe być w 100% np. punktualnym? Przecież to nie możliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Płaczę w samotności, przy innych się wstydzę, choć raz na jakiś czas też mi się zdarza. Pomaga, ale nie warto przesadzać i płakać godzinami, bo to rzeczywiście osłabia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wg mnie płacz to siła, by odbić się od dna. Płaczemy zazwyczaj wtedy, gdy już osiągamy dno, ale mi osobiście po płaczu jest lepiej i umiem się pozbierać i dalej jakoś sobie radzić... :oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem ani siła, ani słabość. Po prostu uwolnienie emocji i oczyszczenie się z toksyn.

 

Oczyszczenie jak najbardziej. Katharsis. Niektórych może fizycznie osłabiać, ale to na krótko.

 

Czy zdarza Wam się płakać?
Radziej niż bym chciał. Wyrobiłem w sobie silny, głęboko zakorzeniony nawyk powstrzymywania się od płaczu, z powodu lęku przed reakcją otoczenia i negatywnego stosunku innych osób w stosunku do płaczu. Zwłaszcza do płaczu osób płci męskiej. A co ja poradzę, że czasem mam/miałem/miałbym ochotę łkać jak małe dziecko?

 

Lepiej Wam później czy gorzej?
Lepiej, zdecydowanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie chyba nigdy płacz na dłuższą metę nie pomógł, stanowił pozorną tymczasowa pomoc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie przynosił ulgę, co mi rozjaśniało umysł i sprawiało, że było mi lżej na duchu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie slabosc. W dziecinstwie bylam karana za placz i teraz mam blokade. Chociaz teraz czuje, ze moglo by to byc oczyszczajace przezycie dajace upust negatywnych emocji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Płaczę z bezsilności podobnie jak kilka osób, które wcześniej się wypowiadały. Płaczę rzadko, może dlatego, że już się swoje wypłakałam. Ale gdy czuję się bezsilna, albo wiem, że coś się kończy w moim życiu to wtedy leci jak z kranu.

 

Ale gdy czuje dumę z moich dzieciaczków to wtedy taki pozytywny przypływ emocji też pozwala mi zamoczyć oczy;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie sobie płaczę, to chyba tu pasuję na ten moment.

Dlaczego? Właśnie z bezsilności, bo kończy sie coś co się nie zaczęło. Placzę nad sobą i swoja nieustanna naiwnością... Za dużo chciałam i się pogubiłam. Dobrej nocy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zawsze uwazalam placz przy ludziach za oznake wielkiej slabosci.

a u mnie w domu kobiety byly silne...

 

na terapii mialam z tym wielki problem zeby7 sie odblokowac ale ze 3 razy udalo mi sie rozplakac przy grupie.

teraz uwazam ze placz przynosi ulge.czasem trzeba sobie poplakac. wiem ze po placzu, silniej odczuwam radosc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×