Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Z życia wzięte :D

Rekomendowane odpowiedzi

Dziwne i śmieszne sytuacje, w których uczestniczyliście bądź których byliście świadkiem.

Ja zacznę.

 

****

 

Rozliczanie Gościa przy wyjeździe.

"- Chciałem oddać karty i się wymeldować."

"- Dziękujemy, że Nas Pan odwiedził. Obsługa zgłosiła, że w Pana pokoju były dodatkowo dwa pieski, o których Pan nie poinformował przy przyjeździe. W potwierdzeniu otrzymał Pan informację, że w razie przyjazdu ze zwierzętami są one dodatkowo płatne. A zatem Pana rachunek nie jest jeszcze uregulowany."

" - Uznajmy w ramach współpracy, że tych psów nie było."

" - Bardzo mi przykro, ale Właściciele zdają sobie sprawę z tego, że był Pan z pieskami, więc niestety, ale ma Pan nieuregulowany rachunek."

"- Uznajmy, że tych psów tam nie było."

" - Czyli odmawia Pan zapłaty?"

"- Proszę Pani, nie mogę zapłacić za psy, których nie było."

 

***

 

Restauracja. Wigilia. Mikołaj przyszedł do dzieci i razem ze śnieżynką rozdają prezenty. Dzieci rozsiadły się w kręgu. Każde czeka niecierpliwie aż śnieżynka je wywoła.

" A co my tu mamy? Prezent dla Agatki!"

Z kręgu wstaje dziewczynka z loczkami, podbiega i zabiera prezent.

"- Co powiesz Mikołajowi, Agatko?"

" - Dziękuję Mikołaju!".

" - A tu mamy coś dla Damiana. Co powiesz Mikołajowi?"

" - Wstydzę się"

Chłopczyk zabrał pakunek i wrócił biegiem na swoje miejsce.

" -A tu jest prezent dla Filipka. Co powiesz Mikołajowi?"

" - Ja mam dostać trzy prezenty a nie jeden!" :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wygrałam game jama, to taki konkurs programistyczny. Opowiadam o tym koledze, który lubi śmieszkować. Mówię mu, że wygrałam, a on: "to znaczy że była kategoria dla upośledzonych?". A ja na to: "a co, chciałbyś wystartować?".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W firmie ogrodniczej gdzie obecnie pracuję są dwie sąsiadujące ze sobą szklarnie rozdzielone długim korytarzem. Mimo że sam korytarz jest dość szeroki, to nawierzchnia jest zbudowana z dość krzywo poukładanych płyt, a że jest to jedno z niewielu miejsc na firmie gdzie można się rozpędzić maksymalnie widlakiem to wszyscy cisną tam ile wlezie. Również ci nieogarniający podstaw poruszania się czymkolwiek z silnikiem, patrz: ja.

Jadę sobie dumnie widlaczkiem z przeładowaną paletą. Na palecie 70 skrzynek z kwiatkami, całość tak stabilna że i bez szaleństw sprawia wrażenie że się zaraz przewróci. No taka dupna Jenga z kwiatków. Ale nic to.

Jadę jadę jadę, a tu nagle trzask, prask, linka zabezpieczająca ładunek pęka i widzę że wszystkie skrzyneczki zaraz się malowniczo rozsypią po korytarzyku. Ale nic to.

Zaczynam manewrować rozpędzonym na maksa widlakiem, oczywiście tak umiejętnie, że cały ładunek spada na jedną ze ścian sąsiadującej szklarni. A że to akurat ściana ruchoma (możliwa do podniesienia w ciepłe dni, cała zrobiona z naprężonej folii) robię przy okazji w niej dziurę.

Ja oczywiście jak na nerwusa przystało, panika, czarne myśli, najpierw z serii "szukam nowej roboty", potem z serii "nie znajdę nowej roboty i umrę z głodu". Ale nic to.

Uspokoiłem się, albo raczej brygadzista mnie uspokoił wyjaśniając, że tutaj takie wypadki to praktycznie codzienność i że naprawa tej ściany to tak na prawdę żaden koszt (co okazało się prawdą) posprzątaliśmy cały ten syf (w tym czasie klient już czekał na te nieszczęsne chabazie), zawiozłem paletę i idziemy do przełożonego pochwalić się moimi dokonaniami.

- Boss, we have a problem.

- O co chodzi.

- Wywalił mi się ładunek z kwiatkami.

- Gdzie.

- Na korytarzu między szklarniami.

- Gdzie dokładnie.

Tu wtrąca się kolega:

- Przy wjeździe z korytarza na szklarnię numer 3.

- Przecież od strony korytarza nie ma wjazdu na trójkę.

- Teraz już jest...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

z mojego życia wzięte

 

- stoję przed torami tramwajowymi, słyszę dzwonienie tramwaju, rozglądam się, ale go nie widzę, dalej słyszę, dalej się rozglądam i dalej tory puste, stwierdzam, że muszę w końcu przejść. Po przejściu tramwaj wyłania się znikąd i mija mnie o jakieś kilkadziesiąt centymetrów

 

- pewnego razu siedziałem przy kawiarni, położyłem na stole słomkę, która była do napoju. Zaczął wiać lekki wiatr i ta słomka zaczęła turlać się w moją stronę, ze strachu odskoczyłem od stołu

 

- podczas pewnego spotkania rodzinnego kilka lat temu powiedziałem konkubinie dziadka cześć, a dziadkowi dzień dobry

 

- pewnego razu wysiadając z autobusu, wysiadła jakaś dziewczyna, idziemy w tą samą stronę, ona przede mną, po czym nagle gwałtownie obraca się i szybko prosto we mnie

 

- pewnego razu siedzę restauracji, przy stoliku obok jacyś rodzice z hałasującym dzieckiem, w pewnym momencie to dziecko podchodzi do mnie z jedzeniem na łyżce i chce mi je włożyć do ust

 

- centrum handlowe, siedzę na ławce, przechodzą ludzie, idzie facet z dzieckiem i to dziecko podchodzi do mnie, stoi chwilę z miną początkującego przygłupa, mlaskając, po czym odchodzi

 

- znowu centrum handlowe, stoję na pasażu i biegnie jakieś uśmiechnięte dziecko, klepiąc każdego, kto jest w zasięgu i mówiąc cześć

 

- na praktykach studenckich niechcący strąciłem ciasto do herbaty pewnej pracowniczce

 

- pewnego razu byłem na spacerze, tak wkurzony, że nie miałem ochoty do nikogo się odzywać, przechodziła dwójka dzieci, powiedziały mi dzień dobry, nie odpowiedziałem i one zaczęły za mną iść i powtarzać dzień dobry

 

- kilka lat temu na pogrzebie, gdy był czas, żeby składać kondolencje, przez pomyłki, pewnej osobie, której powinienem złożyć kondolencje, nie złożyłem; pewnej osobie, której nie powinienem składać, złożyłem, a pewnej osobie złożyłem 2 razy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Dupa twojego brata jest równie owłosiona co hobbit" - Moja matka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jeszcze jedno, na stażu informatycznym w pewnym urzędzie prawie 2 lata temu:

 

Idę z pewnym informatykiem do pewnego pokoju do problemu z komputerem. Na korytarzu stoją petenci. Wchodzimy do pokoju, jeden z petentów też wchodzi i rozmowa wyglądała jakoś tak:

 

petent (do nas): teraz ja mam wchodzić, proszę się nie wpychać

urzędniczka (do petenta): ale to są pracownicy urzędu, przyszli do problemu z komputerem

petent (do urzędniczki): co mnie to wchodzi, teraz ja wchodzę, nie można się tak po chamsku wpychać, niech się ustawią w kolejce

urzędniczka (do petenta): muszą naprawić komputer

 

wchodzimy

 

petent: chamskie zachowanie (i mruczy coś jeszcze pod nosem)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wczoraj miałem taką sytuację, jechałem autobusem, prawie pusty, 4 osoby na pokładzie. 2 kobiety, ja i jeszcze jakiś młody smartfonowiec z tyłu - zero kontaktu z rzeczywistością,

pogrążony w wirtualu ze słuchawkami na uszach.

Na kolejnym przystanku weszli dwaj starsi panowie, nie obrażając nikogo byli to po prostu żule, jeden tak mocno nawalony, że ledwo wszedł, a drugi mniej pijany, może ze 2 promile miał, trzymał pion.

Oni jechali tylko jeden przystanek, bez wchodzenia w głąb autobusu, stojąc na schodach. Niestety podczas wysiadki ten bardziej nawalony wywrócił się i leżał bezwładnie (otyłosć + upojenie alkoholowe),

ten drugi mniej napity próbował mu pomóc, ale ten jak leżał, tak leży. Kierowca krzywo patrzy (krzywo ale po przyjacielsku bo jest tych stron i zapewne zna doskonale tych alkoholików).

Musiałem zainterweniować i pomóc gościowi wstać z tych schodów, także z moją pomoca i tego drugiego faceta, udało się mu "wysiąść", ale marne to pocieszenie.

Drzwi się zamknęły, kierowca się do mnie uśmiechnął i widać było, że jest zadowolony z mojej pomocy. Jedna Pani też się uśmiechnęła, a druga sikała ze śmiechu i całej tej sytuacji.

Młody koleżka z tyłu pewnie nie zauważył, że cokolwiek się stało tak był mocno zapatrzony w smartfon.

 

Siadając na miejsce, obejrzałem się przez okno :D :D :D

Grubas znowu się obalił i leżał na chodniku :D :D a jego kolega podejmował próbę podniesienia go :D :D :D

 

Na poważnie nie było mi do śmiechu, raczej przykro mi się zrobiło, że ktoś został zniszczony doszczętnie alkoholem i doprowadził się do takiego stanu :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Liber8,

 

To ja kilka lat temu byłem na takiej jednej ubogiej dzielnicy, chyba najbardziej niebezpiecznej w moich okolicach. Widziałem na ławce siedział jakiś menel, nagle wbił sobie coś w szyję (specjalnie), krew leci, on leży. Podbiegają do niego jakieś szczyle, myślę sobie, że chcą go ratować, ale chyba niepotrzebnie skoro on nie chce już żyć i raczej miał ku temu powody...patrzę, a oni mu po kieszeniach szperają :shock:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sala śniadaniowa.

Podchodzi człowiek do bufetu ze słodkościami, podnosi do góry dzbanek z ciepłym mlekiem ( który nie jest przykryty ;) i pyta:

- "Proszę Pani, czy to mleko?"

- "Tak".

Dzień drugi. Ten sam człek, podchodzi do bufetu ze słodkościami, podnosi dzbanek z mlekiem i pyta:

- " Czy to mleko?"

- "Tak".

Lekka konsternacja, bo ile można pytać o to samo w dodatku widząc, co się ma pod nosem...

Dzień trzeci, czwarty, piąty...

Codziennie to samo pytanie.

Dzień szósty.

- "Proszę Pani, a czy to mleko?"

- "Nie proszę Pana".

Facet patrzy z niedowierzaniem najpierw na dzbanek, a później z lekka zerka w stronę baru.

- " To co to jest?"

- " Ciepłe mleko" :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie jest to może śmieszna, ale dziwna i jak dla mnie pouczająca historia, która wydarzyła się niedawno.

Kilka tygodni temu dostałem taką trochę jakby lekcję życia. Historia z elementami smutnymi i wesołymi, nie wiem czy zechce się Wam to czytać, ale opiszę ze szczegółami.
Od rana do wieczora byliśmy z bratem u wujka (odległość jakieś 3km od domu) montować ogrodzenie, zdj poglądowe z google 
pol_pl_Panel-ogrodzeniowy-zielony-4mm-oc
Niby prosta sprawa, odmierzyć, wykopać dziury, skręcić panele ze słupkami i zalać betonem. Teren był nierówny i było dużo mierzenia poziomicą.


Przy robocie przyglądał się nam jakiś stary dziadek, był w słabej kondycji fizycznej, śmiał się z nas, z ludzi co przechodzili drogą też i ogólnie pozytywny był. Czasem nam pocisnął głupim komentarzem, po zachowaniu stwierdziłem, że na bank był w psychiatryku, jest na lekach albo narkotykach, choć to w sumie to samo. 
Żeby przymontować pierwszy słupek (który przylegał do innego ogrodzenia) potrzebne było wiertło, mieliśmy wiertarkę i wkręty, ale nie wiertło.
Dziadek zaoferował pomoc i przyniósł pudełko z wiertłami, mówi - wybierajcie chłopaki, śmiejąc się z nas. Brat dopasował wiertło i go złamał :lol:
Myślę sobie, o hui, dziadek nas opieprzy, albo będzie zły, żeśmy mu wiertło złamali. A tu reakcja odwrotna, roześmiał się jeszcze bardziej i wyjechał dokładnie z takim tekstem: "tak to robi" i dał drugie wiertło o_0
Widzę, że coś tu jest nie tak, jak można się cieszyć z tej sytuacji i zniszczonego wiertła, które ktoś nam zniszczył? o_0 

Wypytałem potem wujka co z nim jest nie tak, powiedział, że ma wycięte połowę płuca, pali papierosy dalej, pije i ogólnie rokowania nie są dobre. Wypytałem też o stan psychiczny, jak można się w takim stanie ze wszystkiego cieszyć i czy był w psychiatryku - odpowiedział, że on się nawet do psychiatryka nie nadaje i go tam nie chcieli :classic_ninja:
Wszyscy gonią za pieniędzmi, budują ogrodzenia i nerwowi są. A dziadek już jest świadomy, że to długo nie potrwa i jest gotowy do dalszej drogi. Większośc ludzi by się na jego miejscu załamała. 
Nigdy nie spotkałem tak szczęśliwego, zadowolonego i pozytywnego człowieka. Uznałem, że on ma już w du*ie te swoje wiertła i wszystko inne, do trumny ich nie zabierze. Woli stanąć przy ogrodzeniu i pośmiać się z tych co nic życia nie rozumieją. Z takim nastawieniem, to on może do setki dożyć.

Wracaliśmy po 16:00 na piechotę przez pola i lasy, uznaliśmy iść na skróty, w pewnym momencie przyszedł tak mocny deszcz, że w 30 sekund zmokliśmy do suchej nitki. Coś pięknego, full kontakt z naturą, ucieszyłem się, że nie wziąłem ze sobą telefonu, nie miałbym gdzie go schować i by go zalało.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Duży hol i dwójka ludzi. Chodzą i zaglądają w każdy kąt. W końcu stają przed klatką z jednym z Naszych mieszkańców - ślicznym kanarkiem. Stoją, podziwiają,  na końcu podchodzą, a z ust Pani wydobywają się słowa godne zapamiętania:

- Jak tutaj jest pięknie! I jaka piękna papuga!

:D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzina 21:00. Nocna zmiana recepcji siedzi rozwalona na  kanapie w holu i ogląda telewizor. Przechodzi obok Szef Restauracji.

- Telefon Panu dzwoni.

- Słyszę.

- Ale telefon Panu dzwoni. Trzeba go odebrać.

- To co, ja mam go odebrać?! A po co?

:mrgreen:

Koniec zmiany dziennej. 

- Jutro chcemy, żeby malarz zaczął remontować recepcję, ale trzeba to zerwać. 

Wzrok padł na przybitą takerem do ściany tkaninę.

- Dobrze, nie ma sprawy, wszystko będzie zrobione.

Dzień następny. Godzina poranna. 

- Widzę, że zerwał Pan Naszą ozdobę.

- No tak, bo malarz ma już dzisiaj remontować.

- A dlaczego nie powyciągał Pan zszywek?

Na ścianie zostało jakieś 200 zszywek do wyciągnięcia.

- A nikt mi nie powiedział, że to trzeba zrobić.

:mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Muszę opisać jak wygląda robienie grilla w domu wariatów.

Jest pogoda, taka optymalna, dzięki której kobiety chętnie odsłaniają swe wdzięki, a te, które takowych nie posiadają zabijają te pierwsze wzrokiem. Wpadamy na pomysł, aby zrobić grilla. Jako naiwny i uczynny frajer podjąłem się zorganizować całe to wydarzenie. Lista chętnych. Ten chce, ten nie, ten jeszcze nie wie (ale kiedy się dowie to nie wiadomo).

OK. Ryzykując swoją „dupą” wymykam się ze szpitala do marketu i kupuję co potrzebne – kiełbasa, tacki, węgiel, podpałki, musztardy i tak dalej (grill jest na wyposażeniu oddziału). Wykładam na wszystko kasę ze swoich zasobów. Niosę te pełne i strasznie ciężkie siaty do szpitala.

Mam rachunek. Rozliczam ile wypada na głowę. I zaczyna się burdel. Bo w ciągu godziny ci co chcieli, to już teraz nie chcą, a ci co nie chcieli – chcą… i szkoda, że te dwie grupy nie równoważą się wzajemnie ilościowo, bo byłoby bezproblemowo… ale czym ja zasłużyłbym na taki uśmiech losu??

OK. Udało mi się zachować kontrolę i przechodzimy do całopalenia kiełbas.

KAŻDY z tarasu doradza, jak się powinno rozpalać, jak dmuchać, jak układać węgiel i tak dalej. I każdy gada w moim przekonaniu debilizmy. Z powodu moich zszarganych nerwów widzę już krew przed oczami.

Nie będę wspominał o poradach jak i kiedy obracać kiełbasy…

Bliski, bardzo bliski byłem wyrzucenia tego całego, znienawidzonego już urządzenia wraz z zawartością za płot…

Ale pewnie poszedł bym w nagrodę „w pasy” i skłuli by mi tyłek jakimś przeciwpsychotycznym syfem…

Oczywiście kiełbasa była niedobra, za surowa, za bardzo spalona, za tłusta, a cebula źle pokrojona (czyli jak??).

Dziś mnie zapytali czy znów nie zrobilibyśmy grilla…

To chyba prowokacja?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mama, tata, mały chłopczyk - wesoły, z włoskami zakręconymi w pierścionki. Biega dookoła mamy i taty. Mama łapie go za rączkę i mówi do taty, że jeszcze chwilę potrwa zanim wyjdą. Ojciec patrzy na syna i warczy: 

- Co, jeszcze tego nie zżarł?

Matka kiwa przecząco głową patrząc na kawałek ciastka w rączce syna.

 

To nie jest przykład tego, z czego można się śmiać, ale za to w pełni obrazuje człowieka, którego się obserwuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Lilith napisał:

Mama, tata, mały chłopczyk - wesoły, z włoskami zakręconymi w pierścionki. Biega dookoła mamy i taty. Mama łapie go za rączkę i mówi do taty, że jeszcze chwilę potrwa zanim wyjdą. Ojciec patrzy na syna i warczy: 

- Co, jeszcze tego nie zżarł?

Matka kiwa przecząco głową patrząc na kawałek ciastka w rączce syna.

 

To nie jest przykład tego, z czego można się śmiać, ale za to w pełni obrazuje człowieka, którego się obserwuje.

Ha,ha ciasto żarł ,ha,ha,ha 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pracuję w lokalnej firmie telekomunikacyjnej i jednym z moich obowiązków jest przyjmowanie zgłoszeń o awariach internetu.

Dzwoni telefon:
- Dzień dobry, firma ******** w czym mogę pomóc?
- Dzień dobry, chciałam zgłosić, że internet od Was nie działa, albo w ogóle nie działa...
- Yyyy dobrze, przyjmuję zgłoszenie, proszę podać swój numer klienta
- (tu klientka podała numer i dodała) - tylko niech Pan tam dopisze w zgłoszeniu, że nie działa albo w ogóle nie działa....

 

Inna sytuacja:
Klient zgłosił awarie internetu, po sprawdzeniu wszystkiego co możliwe i upewnieniu się, że internet na 100% działa oddzwaniam do klienta i proszę go, żeby sprawdził czy w tej chwili internet działa. Klient upiera się, że nie działa i mamy godzinę żeby do niego przyjechać bo jeśli nie to zrywa umowę. W momencie gdy klient kończy zdanie w słuchawce słychać głos jego córki
- Tato może najpierw włącz komputer i dopiero wtedy sprawdź czy działa... :D


Jeszcze inna sytuacja
Klient dzwoni z pretensjami, że nie ma internetu. Po sprawdzeniu wszystkiego faktycznie okazało się, że jest jakiś problem w domu klienta. Pojechaliśmy na miejsce, sprawdzamy zasilacz od routera - nie działa, zasilacz od anteny, która odbiera internet - nie działa.
Mówię do kolegi serwisanta - Trochę dziwne to jest, żeby oba zasilacze równocześnie się uszkodziły. W tym momencie wchodzi żona klienta i mówi wnerwiona do niego
- Po co wzywałeś serwis jak w całej wiosce prądu nie ma...
- To, że prądu nie ma nie oznacza, że internetu też może nie być, przecież w telefonie mam naładowaną baterię - odpowiedział sfrustrowany mąż
Tu klientka zaczęła się śmiać z głupoty własnego męża, przeprosiła nas za zamieszanie i zaczęła tłumaczyć mężowi, że skoro nie ma prądu to internetu też nie będzie bo przecież urządzenia do odbioru internetu działają na prąd :D


 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×