Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Seks po traumie

Rekomendowane odpowiedzi

Na pewno dzięki obecności zaufanego czworonoga czułaś się pewniej, cieszę się, że Ci się udało to faktycznie jest optymistyczny akcent. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.08.2018 o 07:01, el33 napisał:

Nigdy nie powiedziałam,  bałam się i wciąż się boję reakcji. Tak na prawdę teraz każda reakcja dla mnie byłaby nie do zniesienia począwszy od złości, po smutek, żal, litość.. może jak uda mi się wszystko przepracować z T to za jakiś czas zmienię zdanie i powiem. Dziś tylko T wie.

Czy coś się zmieniło? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie. Mąż nadal nie wie. Póki nie wie mogę oddzielić zupełnie relacje z mężem od całej reszty, mogę traktować jak coś zupełnie innego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@el33a jesteś w stanie zupełnie się od tego odciąć? Nie wnosić ciężkich doświadczeń? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith na 100% nie da rady. Na razie funkcjonuje to od kilku już ładnych lat i się sprawdza. Jest coraz trudniej, bo wiele rzeczy wraz z terapią ożyło. Pewnie dojdę do momentu gdy powiem, ale na pewno nie dziś i jutro.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@el33rozumiem. Może Twój mąż się nawet domyśla, że coś się stało, ale nie pyta. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 minut temu, Lilith napisał:

@el33rozumiem. Może Twój mąż się nawet domyśla, że coś się stało, ale nie pyta. 

Jest to.mozliwe chociaż sądzę żeby powiedział. Ten typ nie lubi niedomówień i niepewności

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@el33a jak Ty się w ogóle czujesz w sferze intymnej? Odnajdujesz się w tym?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith nim zaczęłam terapię było lepiej, a przynajmniej pozornie lepiej, bo iluś rzeczy nie byłam świadoma. By do czegokolwiek doszło we dwójkę muszę mieć duże poczucie bezpieczeństwa w danej  chwili, mieć zachowaną kontrolę nad tym co się dzieje, taką pewność możliwości powiedzenia "stop" w każdej chwili. Na pewno nie potrafię się całkowicie wyłączyć i cieszyć chwilą, zawsze zostaję "na nasłuchu".

Inaczej sprawa wygląda samej. I to jest jedno z boleśniejszych odkryć w terapii, że sama ze sobą bawię się we własnego kata. Jak we dwoje udaje mi się zwykle choć nie zawsze nie powtarzać ileś wzorców z przeszłości, tak samej ciężko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, el33 napisał:

Inaczej sprawa wygląda samej. I to jest jedno z boleśniejszych odkryć w terapii, że sama ze sobą bawię się we własnego kata. Jak we dwoje udaje mi się zwykle choć nie zawsze nie powtarzać ileś wzorców z przeszłości, tak samej ciężko.

To jest dość częste. Czytając artykuły na temat PTSD i terapii w przypadku osób po traumie seksualnej często w opisie przypadków było tak, że inaczej nie dało rady się podniecić i w jakimś stopniu powtarzały to, co robił oprawca bądź wyobrażały sobie pewne sceny. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 minut temu, Lilith napisał:

To jest dość częste. Czytając artykuły na temat PTSD i terapii w przypadku osób po traumie seksualnej często w opisie przypadków było tak, że inaczej nie dało rady się podniecić i w jakimś stopniu powtarzały to, co robił oprawca bądź wyobrażały sobie pewne sceny. 

To jest chyba największe g... jakie dostaje się w spadku po tym wszystkim. Wchodzi się w masę sytuacji, ryzykuję, sprawdza i próbuję nie rozumiejąc po fakcie po co to wszystko. Wiedza o tym niestety nie sprawia, że się przestaje, co najwyżej ogranicza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 minut temu, el33 napisał:

To jest chyba największe g... jakie dostaje się w spadku po tym wszystkim. Wchodzi się w masę sytuacji, ryzykuję, sprawdza i próbuję nie rozumiejąc po fakcie po co to wszystko. Wiedza o tym niestety nie sprawia, że się przestaje, co najwyżej ogranicza

I powoduje wyrzuty sumienia oraz obrzydzenie do siebie. No bo jak można samemu odtwarzać to, co przysporzyło takich cierpień? Wygląda na to, że jednak gdzieś w głębi tego chcieliśmy i sprawiło to przyjemność. Bzdura. Tak działa psychika i mechanizmy, których większość zwyczajnie nie rozumie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyrzuty, obrzydzenie, problem z postrzeganiem siebie i swojej przeszłości, z czasem nawet zaprzestanie walki o lepsze jutro (bo nic nie jestem warta), wzmaga autoagresje. Można wymieniać dużo. Problemem u mnie jest kwestia głębokości zakorzenienia tych zachowań. Coś co było działaniem impulsywnym.zmienia się w zwyczaj/nawyk. Im dłużej powtarzany tym cięższy do zamiany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, el33 napisał:

Wyrzuty, obrzydzenie, problem z postrzeganiem siebie i swojej przeszłości, z czasem nawet zaprzestanie walki o lepsze jutro (bo nic nie jestem warta), wzmaga autoagresje. Można wymieniać dużo. Problemem u mnie jest kwestia głębokości zakorzenienia tych zachowań. Coś co było działaniem impulsywnym.zmienia się w zwyczaj/nawyk. Im dłużej powtarzany tym cięższy do zamiany.

A gdybyś przestała na to patrzeć przez pryzmat przeszłości? Zaakceptowała to, że te konkretne rzeczy Cię pobudzają i tyle?To nie jest część tamtego zdarzenia. To jest tylko echo, pozostałość, która zwyczajnie jest...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, Lilith napisał:

A gdybyś przestała na to patrzeć przez pryzmat przeszłości? Zaakceptowała to, że te konkretne rzeczy Cię pobudzają i tyle?To nie jest część tamtego zdarzenia. To jest tylko echo, pozostałość, która zwyczajnie jest...

Nie do końca mogę, bo wiąże się to czasami z autoagresją i może być niebezpieczne. gdyby chodziło np o wyobraźnie i jakieś filmiki porno to pewnie byłoby to do przełknięcia. A tak stoi na równi z cięciem się jako rzecz do zastąpienia innym działaniem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, el33 napisał:

Nie do końca mogę, bo wiąże się to czasami z autoagresją i może być niebezpieczne. gdyby chodziło np o wyobraźnie i jakieś filmiki porno to pewnie byłoby to do przełknięcia. A tak stoi na równi z cięciem się jako rzecz do zastąpienia innym działaniem.

A gdybyś zostawiła te najmniej niebezpieczne elementy i a pozostałe zastąpiła czymś mniej niebezpiecznym? Próbowałaś tak kiedyś zrobić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, Lilith napisał:

A gdybyś zostawiła te najmniej niebezpieczne elementy i a pozostałe zastąpiła czymś mniej niebezpiecznym? Próbowałaś tak kiedyś zrobić?

Od jakiegoś czasu próbuję, ale na razie kiepsko z tym. Na razie raz na sesji zastanawiałam się z T nad "dopasowaniem" elementów by je zrozumieć i móc zastąpić. Nie jest to łatwa rozmowa, wstyd swoje robi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, el33 napisał:

Od jakiegoś czasu próbuję, ale na razie kiepsko z tym. Na razie raz na sesji zastanawiałam się z T nad "dopasowaniem" elementów by je zrozumieć i móc zastąpić. Nie jest to łatwa rozmowa, wstyd swoje robi.

Nie musi iść z kopyta. Powoli, pomału. Ważne, że zaczynasz o tym rozmawiać. Z czasem i wstyd zelżeje. Ważne, żebyś próbowała. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, Lilith napisał:

Nie musi iść z kopyta. Powoli, pomału. Ważne, że zaczynasz o tym rozmawiać. Z czasem i wstyd zelżeje. Ważne, żebyś próbowała. 

Niby wiem, ale tutaj wchodzi kwestia opowiedzenia wielu szczegółów z przeszłości co samo w sobie jest trudne, a odnieść to wszystko do tego co się samemu robi/powtarza to... brak mi określenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, el33 napisał:

Niby wiem, ale tutaj wchodzi kwestia opowiedzenia wielu szczegółów z przeszłości co samo w sobie jest trudne, a odnieść to wszystko do tego co się samemu robi/powtarza to... brak mi określenia.

Wywalenie tego z siebie przynosi po czasie ulgę. Jest inaczej - może tak to określę. Przestajesz tak bardzo się bać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.

Swoje pytanie kieruję do osób, które doświadczyły w przeszłości przemocy seksualnej. Czy potraficie czerpać przyjemność ze zbliżeń ze swoim partnerem? Czy miałyście problem ze współżyciem? Jak długo to trwało? Jak udało wam się to przezwyciężyć? Czy w ogóle się udało? Dodam, że nigdy nie doświadczyłam normalnych, świadomie dobrowolnych kontaktów seksualnych. Teraz jestem w swoim pierwszym związku (staż 9 miesięcy). Praktycznie od początku współżyjemy. On wie o mojej przeszłości. Jest dla mnie wyrozumiały, czuły, troskliwy. Stara się, bym ja także coś miała ze zbliżeń. Niestety nie wychodzi. Nie potrafię osiągnąć orgazmu, a czasem nawet podniecenia. Zdarza się, że nie czuję nic. Staram się tego nie pokazywać, jednocześnie na spokojnie rozmawiam z nim o tym. Na samym początku nie potrafiłam w ogóle uczestniczyć w akcie. Odcinało mnie i leżałam jak kłoda. Teraz nauczyłam się zachowywać normalnie, ale nadal nie potrafię czuć normalnie. Chyba straciłam już nadzieję, że kiedyś ta sfera stanie się dla mnie naturalna i satysfakcjonująca.

Problem również tkwi w tym, że jestem bardzo kompulsywna jeśli chodzi o seks. Czuję przymus ciągłego zaspokajania mojego partnera. Nawet gdy on tego nie potrzebuje, we mnie jest to napięcie i stres. Mam poczucie jakby była to syzyfowa praca. Boję się, że będę to robić niewystarczająco dobrze, dlatego ciągle staram się podwyższać swoje „kompetencje”. Jestem poniekąd przekonana, że on niedługo się mną znudzi i będzie szukał nowego mięsa. Choć z drugiej strony wydaje się takim nie być. Nie potrafię jednak zaufać.

Kiedy tylko pomyślę o mojej sferze seksualnej chce mi się płakać i często po prostu to robię – płaczę. Także po zbliżeniach dość często wpadam w dół i mam bardzo złe myśli. Dodatkowo jestem zazdrosna o przeszłość seksualną mojego chłopaka. Miał przede mną tylko jedną partnerkę. A ja i tak nie potrafię pogodzić się z tym, że to ona wprowadziła go w ten świat, że to z nią miał pierwsze zbliżenie, a także że przytulał ją, całował jak teraz mnie. Nie mogę tego znieść. Jestem zazdrosna o niego i jednocześnie zazdroszczę mu - że on zaczął normalnie, świadomie. A ja jestem nienormalna, porąbana, chora, z taką przeszłością. On to akceptuje, w co nie mogę uwierzyć.

Nie radzę sobie z tym tematem. Boję się, że mnie oszukuje, bo jest dla mnie zbyt dobry. W domu nigdy nie było zdrowych relacji. Rodzice tylko się kłócili i wyzywali. Nigdy się nie pocałowali, nigdy nie złapali za rękę. Ojciec ukrywał mnie przed rodziną przez 8 lat. Nie mieszkał z nami. Nie przyznawał się do nas. Matka przewlekle chora, sama z dziećmi. Wyładowywała na mnie swoją złość i frustracje. Potem ojciec chciał wszystko naprawić. Zamieszkał z nami, poznałam moją rodzinę z jego strony. Wtedy złość matki skierowała się głownie na niego, choć dla mnie też sporo zostało. W końcu byłam bękartem z jego krwi. Wyzywała go, upokarzała na każdym kroku.

Mam wrażenie, że chodzę po omacku. Nie potrafię zaufać, że wszystko będzie dobrze. Przecież ta troska, życzliwość wobec mnie musi się kiedyś skończyć. Nie chcę być naiwna i się zawieść. Do tego wiem, że nie dam rady się obronić. Jeśli mój chłopak zechce potraktować mnie jak mięso (czyli to, czym tak naprawdę jestem), jeśli będzie chciał mnie uzależnić, zrobić ze mnie seksualną niewolnicę, którą byłam w dzieciństwie przez tyle lat, ja się mu nie przeciwstawię. Uzależniłam się od niego uczuciowo. A zawsze sobie obiecywałam, że już nigdy nie pozwolę się zniewolić.

No i znowu to zrobiłam. Chciałam, żeby było merytorycznie, a wyszła pogmatwana paplanina… Nie potrafię sobie tego ułożyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@EntroPiaa Po doświadczeniach przemocy na tle seksualnym ciężko jest czerpać później ze współżycia. Nie wiem czy rozmawiałaś może z seksuologiem o swoich przeżyciach i wątpliwościach? Wiem, że ciężko jest dzielić się takimi doświadczeniami, ale sądzę, że seksuolog nie tylko powie, że to co przeżywasz teraz jest normalne po tym co Cię spotkało, ale pozwoli wypracować rozwiązania byś mogła nauczyć się czerpać radość ze zbliżenia.

Z własnego doświadczenia wiem, że jedną z rzeczy, która mnie blokowała przed przyjemnością ze zbliżeń z partnerem to niechęć do przyznania się, że wykorzystywanie też czasami potrafiła sprawić fizyczną przyjemność. Było to bolesne odkrycie, ale wiele wniosło. Kolejna sprawa to długość związku w jakim jesteś. Dla jednych może być to długo, dla innych krótko. To jest kwestia tego na ile poczułaś się pewna, a na współżycie miało pomóc w zatrzymaniu partnera. Twoja postawa w czasie zbliżeń się zmienia więc wnioskuję, że Twoje poczucie bezpieczeństwa tego co On robi zwiększa się, stąd już się nie wyłączasz.

To, że pragniesz za wszelką cenę jego zaspokoić też jest normalne po tym co Cię spotkało. Może wynikać z różnych kwestii począwszy od tego czego zostałaś "nauczona" po kwestię obaw, że jak nie zaspokoisz partnera to Cię opuści. Jest to kwestia w której mógłby wykazać się dobry psychoterapeuta-seksuolog.

Podobnie kwestię zaufania do siebie i partnera, poczucia bezpieczeństwa, pewności siebie, pewności co do partnera jest czymś nad czym para potrafi zająć lata. Sama wiem, że bez psychoterapii ciężko cokolwiek zrobić z tym tematem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam pojęcia co by tu doradzić a to temat mi bliski. Postanowiłam ucinać wszystkie analizy myślowe na ten temat albo pozwalać im płynąć i się w nie nie angażować uwagą przed/w trakcie zbliżen. Nie wiem, czy to zda egzamin, ale spróbuję. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 24.04.2019 o 19:23, EntroPiaa napisał:

Swoje pytanie kieruję do osób, które doświadczyły w przeszłości przemocy seksualnej. Czy potraficie czerpać przyjemność ze zbliżeń ze swoim partnerem? Czy miałyście problem ze współżyciem? Jak długo to trwało? Jak udało wam się to przezwyciężyć? Czy w ogóle się udało?

Powiem tak - zawsze będę czuła na sobie piętno przemocy. Nie znaczy to jednak, że nie można próbować przezwyciężyć własnych problemów. Okresowo, problemy i zahamowania się nadal przewijają, ale już nie w takim stopniu jak kiedyś. Problem dawniej polegał na tym, że druga strona, mimo że się starała - nie była w stanie tego zrozumieć, przez co zamiast iść do przodu - cofałam się. Teraz jest inaczej. Nie jestem w tym sama, co ogromnie pomaga. Jest ciepło, czułość i poczucie bezpieczeństwa. Czuję się  bezpiecznie i to mi pomaga. Nie, to nie jest tak, że problemy znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zwyczajnie odkrywam samą siebie na nowo i jak gdyby "nadpisuję" te złe wspomnienia tymi przyjemnymi. No i pomagają leki. Stałam się bardziej otwarta, skłonna zaryzykować, mniej rozchwiana i płaczliwa. Staram się nie wracać do przeszłości w sensie jej przeżywania. Minęło już tyle czasu - myślę, że już wystarczy rozpamiętywania. Jeszcze jakiś czas temu czułam się jak mała i bezradna dziewczynka - przerażona na każdą wzmiankę o jakimkolwiek zbliżeniu. Na chwilę obecną czuję, że budzi się we mnie kobieta - dorosła osoba, która umie czerpać przyjemność ze zbliżeń. To taka odmiana patrzeć z perspektywy dorosłej osoby, a nie dziecka, dostrzegać to, czego się wcześniej nie widziało. Ostatni rok był rokiem ogromnych zmian w wielu płaszczyznach. Oczywiście - nie dokonałabym tego sama. Był to rok wielu łez, wielu decyzji, ogromnego wysiłku zarówno mojego jak i mojej drugiej połówki. Jest lepiej. Zdecydowanie lepiej. Dobieram słowa ostrożnie, ponieważ nie chce, żeby to, co opisuję zabrzmiało sztucznie i w tonie hurraoptymizmu. To wciąż jest delikatny temat. Jeśli ktoś liczy na to, że taki nie będzie - to się mocno zawiedzie. Rady? Nie mam ich. Tutaj każda z Nas niestety, ale musi sama dojść do tego, co pozwoli Jej się poczuć bezpiecznie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

W dniu 27.04.2019 o 16:13, el33 napisał:

Nie wiem czy rozmawiałaś może z seksuologiem o swoich przeżyciach i wątpliwościach?

Ciągle zastanawiam się, czy skorzystać z pomocy seksuologa. Uczęszczam na terapię w nurcie psychodynamicznym i nie jestem pewna, czy jednoczesne spotkania z tym specjalistą to dobry pomysł. Nie powinnam najpierw dokończyć psychoterapii? Jeśli mam opory, by opowiadać T o mojej przeszłości, to czy dam radę omówić moje problemy z seksuologiem? Choć z drugiej strony brakuje mi konkretnych rad, co zrobić i jak to zrobić, by choć trochę naprawić moją seksualność. Moja T nie może mi pomóc w tak bezpośredni sposób.

 

 

W dniu 27.04.2019 o 18:53, wTymTygodniu napisał:

Postanowiłam ucinać wszystkie analizy myślowe na ten temat albo pozwalać im płynąć i się w nie nie angażować uwagą przed/w trakcie zbliżen.

Ja nie potrafię. Te myśli są poza moją kontrolą.

 

 

W dniu 28.04.2019 o 09:43, Lilith napisał:

 Jest ciepło, czułość i poczucie bezpieczeństwa. Czuję się  bezpiecznie i to mi pomaga.

 

W dniu 27.04.2019 o 16:13, el33 napisał:

Twoja postawa w czasie zbliżeń się zmienia więc wnioskuję, że Twoje poczucie bezpieczeństwa tego co On robi zwiększa się, stąd już się nie wyłączasz.

Tak, czuję się przy nim bezpiecznie. A z drugiej strony nie potrafię do końca zaufać. Teraz już wiem, że nie skrzywdzi mnie fizycznie, do niczego nie zmusi, choć zdarzyło się kilka razy, że nie zrozumiał mojego niemego „nie”. Niemego, bo ja nie potrafię odmawiać w tym temacie. Jakbym nie znała tego słowa, nie potrafiła go użyć. Wtedy, gdy dochodziło do zbliżenia z moim chłopakiem, a ja tego nie chciałam, czułam się źle, ale później rozmawiałam z nim o tym i wiem, że to nie była jego zła intencja, tylko nieświadomość tego jak reaguję i co to oznacza. Inną kwestią jest, że bardzo często to ja inicjuje kontakt seksualny nie mając na niego w ogóle chęci. Po prostu wewnętrzne napięcie, stres mnie do tego pcha.

Czuję się przy nim bezpieczna fizycznie, ale boję się, że skrzywdzi mnie emocjonalnie. Obawiam się, że jestem naiwna, a jego deklaracje wcale nie są ważkie. Niby nie rzuca słów na wiatr, ale ja chyba nigdy nie zaufam. Czekam tylko aż mnie zdradzi, wymieni na świeże mięso. A ja naprawdę go kocham, do czego nie potrafiłam się przyznać przed samą sobą i z czym nie mogłam się pogodzić. Kiedyś myślałam, że nie jestem zdolna do tego uczucia…

 

W dniu 28.04.2019 o 09:43, Lilith napisał:

No i pomagają leki. Stałam się bardziej otwarta, skłonna zaryzykować, mniej rozchwiana i płaczliwa.

Jakie leki zażywasz, Lilith? Ja jestem na SSRI + doraźnie benzo. Ostatnio lekarz wprowadził mi stabilizator nastroju, ale wystąpiła reakcja alergiczna i musiałam go odstawić. Boje się próbować innego leku z tej grupy.
 

 

Dziękuję dziewczyny za odpowiedzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×