Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Seks po traumie

Rekomendowane odpowiedzi

Chyba jedno z największych wyzwań przed jakim się staje po urazach w sferze seksualnej.

Obraz ciała, seksualności, seksu - jest zaburzony. Temat trudny i delikatny.

Niechęć, wstręt, lęk, brak odczuwania przyjemności, kojarzenie z przemocą, zamieranie, poczucie bycia przedmiotem - to tylko wierzchołek góry lodowej.

Można sobie jednak powoli z tym poradzić. Nie ukrywam, że jest to droga przez mękę. Zwłaszcza na samym początku.

Zrozumienie tego, co się z Nami dzieje podczas zbliżeń, to podstawa. Dlaczego reagujemy tak, a nie inaczej? Jak postrzegamy siebie i drugą stronę? To pytania, które warto sobie zadać.

 

A czy Wy jakoś dajecie radę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Minęło prawie 15 lat. Gwałt był moim pierwszym i ostatnim kontaktem seksualny jaki miałam w swoim życiu. A mam już 30 lat. Z jednej strony zajebiście się tego wstydzę, że jestem tak beznadziejna, że nie potrafię się przemóc i zacząć żyć normalnie i cały czas mam wrażenie że to tylko i wyłącznie moja wina. Można by powiedzieć, że jestem starą panną i truje i dobrze by było żeby mnie ktoś wyr..ał i bede normalnie żyć.

Pewnie nie jedna osoba czytając to tak sobie pomyśli.....

Od miesiąca mam nową prace i pracuje z bardzo przystojnym niebieskookim, wysokim blondynem. I każdego dnia, parkuje obok niego żeby móc choć chwile popatrzeć na niego i porozmawiać z nim o wszystkim i o niczym. W pracy przez 8 godzin widze go tylko godzinę i czasami potrafię stanąc i patrzeć na niego jak rozmawia z innymi.

Ale nie,nie podejde i nie zaproszę go na kawe bo wiem, że mam tak zrytą psychikę, że nic z tego nie bedzię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

antylopa, wcale tak nie pomyślałam. Nic nie jest proste. Bliskie kontakty odbieramy inaczej, patrzymy na to przez pryzmat bólu, którego doznałyśmy, lęku i całej gamy innych rzeczy. Nie dziwi mnie to, co napisałaś. Problem polega jednak na tym, że nie próbując stoisz w martwym punkcie - bez możliwości zmian, czy doświadczenia czegoś nowego, lepszego. Jest ryzyko, że ktoś Cię nie zaakceptuje, odrzuci, że nie poradzi sobie z Twoimi doświadczeniami, ale jest też nadzieja, że będzie inaczej. A jak już wiele razy powtarzałam, to nadzieja pozwala przeżyć i dać możliwość na życie, a nie tylko istnienie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kilka lat temu miałam faceta, który bił mnie, zmuszał do różnych rzeczy i strasznie poniżał - także w łóżku. Moim problemem jest "osobowość zależna", dlatego stało się, jak się stało. Jakimś cudem odeszłam do niego, choć nie było mi latwo i początkowo nie zdawałam sobie sprawy, jak daleko sięga trauma z nim związana; nie odnosiłam jej do sfery seksualnej. Potem miałam kilka sytuacji, w której ktoś mnie wykorzystał i oszukał, ktoś inny nazwał przy ludziach "tylko przedłużeniem ręki", a raz znajomy zmusił mnie do seksu, a ja nawet się nie broniłam (przed moim facetem też się nigdy nie broniła, bo bałam się, że i tak zrobi to, co chce zrobić). Mam wrażenie, że jestem tak zeszmacona, że brzydzę się własnego ciała. Czuję się jak rzecz, jak śmieć, jak popychadło. Nienawidzę, kiedy mnie ktoś dotyka. Mam wrażenie, że seksualnie nikt ani nic mnie nie pociąga...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Radioaktywna, próbowałaś przepracować traumę na terapii?

Mam wrażenie, że seksualnie nikt ani nic mnie nie pociąga...
To jest efekt tego, co przezyłaś. Wszelkie sprawy związane ze sferą seksualną są wypierane. Budzą lęk, wspomnienia, przypominają o upokorzeniu, bólu, sprawiają, że czujesz się bezbronna, wywołują niepewność, a nawet obrzydzenie. To wszystko nie jest niczym dziwnym. Jest trochę lżej jak się próbuje o tym rozmawiać, przepracować to w jakiś sposób, choć czasami idzie się nie w tę stronę, co trzeba i konieczna jest korekta tej drogi. Powoli, bardzo małymi krokami, żeby nie wywołać kolejnej traumy, ale tym razem w kwestii rozmawiania na ten temat. Z czasem można zdać sobie sprawę, że nie jest się aseksualnym, a po prostu jest tak duży uraz w tej sferze, że bezpieczniej jest przyjąć, że nie istnieje. To jest jakiś sposób na przetrwanie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko że nie potrafię rozmawiać o tym z nikim - zwłaszcza z terapeutką...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znacie może jakichś sensownych terapeutów oferujących terapię też mailowo?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znacie może jakichś sensownych terapeutów oferujących terapię też mailowo?

wTymTygodniu, tu masz na Forum , co drugi to znawca tematu , Uzdrowiciel z koziej wólki , zupełna darmocha i takoweż leczniczctwo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Radioaktywna, rozmowy też trzeba się nauczyć...

 

wTymTygodniu, sensowni terapeuci raczej nie oferują terapii mailowych....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobry wieczór. Nie wiem, czy w dobrym temacie umieszczam ten post.

Poszukuję porady dotyczącej tej sfery, ale w kontekście medycznym. Chciałabym kiedyś w końcu odbyć wizytę u ginekologa i skontrolować, czy wszystko jest w porządku. Od zawsze miałam różne problemy z układem rozrodczym: od zmian skórnych po niezidentyfikowane bóle i skrajnie bolesne miesiączki. Nigdy jednak nie miałam przeprowadzonego pełnego badania ginekologicznego. Raz tylko udałam się do tegoż lekarza na konsultacje w sprawie zmiany skórnej w tamtej okolicy. I tylko takie badanie otrzymałam. Od wejścia do gabinetu dostałam napadu paniki i nie mogłam zapanować ani nad oddechem, ani nad trzęsącym się ciałem. Nie kontaktowałam również zbyt dobrze. Lekarz po zbadaniu zmiany uznała, że ‘nie chce mnie dalej męczyć’. Było mi strasznie głupio, bo chyba ją przestraszyłam. Miała miejsce jeszcze jedna sytuacja związana z lekarzem tejże specjalizacji. 5 lat temu, kiedy miałam 15 lat moje miesiączki były tak bolesne, że mdlałam. Matka zaprowadziła mnie (trochę siłą) do ginekologa. Przed wejściem do gabinetu... tak jakby się wyłączyłam(?). ‘Obudziłam się’ dopiero przed szpitalem, na parkingu, biegłam w panice cała zapłakana. Potem dowiedziałam się, że nie weszłam do gabinetu, tylko... zaczęłam płakać i uciekłam... kompletnie tego nie pamiętając. Teraz chciałabym udać się do takiego lekarza, bo trochę martwię się o swoje zdrowie. Problem w tym, że nie wiem jak. Jeśli nie potrafię zapanować nad swoim zachowaniem w takiej sytuacji to jak mam sobie poradzić? Co powiedzieć lekarzowi? A jak będzie zadawał za dużo pytań? Jak w ogóle przeżyć wizytę? A może lepiej sobie odpuścić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy aby na pewno wrzuciłaś ten temat, jako swoje przeżycia, czy żeby rozruszać forum zapożyczonym tekstem skądinąd ?

Co do mnie nie widzę nic złego w życiu bez seksu, tak się da, może nie jest łatwo na początku, ale potem się człowiek przyzwyczaja. Coraz więcej ludzi współcześnie żyje nie tylko jako single, ale nie nawiązują kontaktów seksualnych, czasem nawet żadnych, poza te, gdzie muszą, czyli najczęściej praca itp

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chipster, rozumiem, że Forum i ten dział przeglądasz, więc wiesz, że jeśli tekst byłby zapożyczony, to widniałby jako cytat z podanym linkiem do źródła ;) A zatem na Twoje pytanie odpowiedź jest jasna. Tak, to są niestety moje przeżycia. I co w związku z tym?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Co do mnie nie widzę nic złego w życiu bez seksu, tak się da, może nie jest łatwo na początku, ale potem się człowiek przyzwyczaja. Coraz więcej ludzi współcześnie żyje nie tylko jako single, ale nie nawiązują kontaktów seksualnych, czasem nawet żadnych, poza te, gdzie muszą, czyli najczęściej praca itp

 

Też nie widzę w tym nic złego, jeśli osoba, która decyduje się na takie życie jest dzięki temu szczęśliwa. Problem tkwi w tym, że zdarza się to bardzo rzadko. Zazwyczaj wiąże się to z zaburzeniami w sferze czy to jedynie seksualnej, czy ogólnie psychospołecznej. Czyli jest to powiązane również z cierpieniem tej osoby (przy czym ‘pogodzenie się’ z wyobcowaniem społecznym spowodowanym na przykład fobią, czy spotykaniem na swojej drodze nieodpowiednich ludzi nie może być traktowane jako brak cierpienia – jest cierpieniem wypartym, ciągle obecnym, lecz kamuflowanym). A ja w cierpieniu ludzkim widzę ‘coś złego’ i to bardzo złego.

Ludzie z natury pragną żyć w społeczeństwie. Jesteśmy istotami stadnymi – to nasza cecha gatunkowa. Co więcej, potrzeby socjalne są tak ‘zakorzenione’ w naszych mózgach, że niektóre osoby ze spektrum autyzmu, których OUN działa jednak nieco inaczej, mówią o tym, że potrzebują relacji społecznych, a po prostu nie potrafią ich tworzyć (wiąże się to z kilkoma cechami autystycznego mózgu takimi jak ogromne trudności w rozpoznawaniu złożonych uczuć) i z tego powodu cierpią. Boli nas 'niedopasowanie', choć wiem, że istnieją jednostki, które są szczęśliwe będąc samotnikami. I szanuję to. Ja sama jestem dość mocnym introwertykiem, ale nie chciałabym zostać całkiem sama. Potrzebuję zrozumienia i tego ‘współdzielenia myśli’. Tak samo jak ty chipster.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

EntroPiaa ja niestety też tak mam, że nigdy nie byłam u ginekologa chociaż miałam już wskazania do tego jak jeszcze byłam pacjentem pediatrycznym i leżałam w szpitalu. Nie zdawałam sobie sprawy czemu tak mam, że nie chce iść tylko zawsze coś wykombinowałam żebym nie musiała. A teraz jak już mi się przypomniało to moje ciało zaczęło reagować w taki sposób, że nawet jakbym poszła to wątpię, żeby badanie u mnie było możliwe. Wiem jak to się fachowo nazywa i że to jest niezależne od mojej woli. A najśmieszniejsze jest to, że sama jestem lekarzem i nieraz przy porodzie asystowałam i różnych zabiegach a nie mogę sobie przetłumaczyć, że co mi kto zrobi :/

A co do tematu wątku to ja nie mam żadnych normalnych doświadczeń tylko przemoc przez całe życie różnego typu, żeby jakoś przetrwać to mój umysł oddzielił te złe doświadczenia od mojego życia i ta część mnie odpowiedzialna za rozwój emocjonalny i seksualny jakby spała. Dopiero jak zaczęłam chodzić na terapię to jakbym się obudziła z bardzo długiego snu i teraz mam ciało doroślej kobiety jeszcze jak na ironię losu wyjątkowo kobiece kształty a emocjonalnie się zatrzymałam na poziomie kilkunastu lat. I potrzeby też mam takie jakbym jeszcze dzieckiem byłam, może i chciałabym mieć chłopaka ale po to żeby się maksymalnie przytulić, pocałować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

123she - w niektórych kwestiach mam bardzo podobnie; z jednej strony czuję się cholernie samotna, a z drugiej nie mogę nikogo mieć przez wzgląd właśnie na fizyczne aspekty związku. No i też nigdy nie byłam u ginekologa... za co jest cholernie mi wstyd tak naprawdę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Radioaktywna ja nigdy nie myślałam, że może tak być, że będę sama. Nie zdawałam sobie sprawy czemu tak mam, że jak kogoś poznaje to automatycznie mówię, że nie jestem zainteresowana i zawsze sobie jakiś powód znalazłam. Dopiero niedawno mi się to poskładało w całość, że to nie jest normalne, że jak widzę, że się komuś podobam to się boję :( Ja niby mówię wszystkim, że chciałabym kogoś poznać a tak naprawdę to wszystko robię na odwrót. Często z przyjaciółkami rozmawiałyśmy o tym jak to będzie fajnie jak już każda z nas będzie miała tą swoją drugą połówkę i będzie nas dwa razy więcej i dwa razy weselej. A teraz już wiem, że ja tak samo jak moje koleżanki już nigdy nie będę miała. Niedawno znowu zostałam świadkową i wiadomo, że się cieszę, bo jest to duże wyróżnienie a gdzieś w głębi duszy jest mi cholernie przykro:(

Ponoć te problemy z ginekologiem są dosyć częste u osób po tego typu traumatycznych przeżyciach, ktoś mi powiedział, że niektóre osoby to dopiero w obecności terapeutki odważyły się iść na pierwszą wizytę, bo inaczej nie były w stanie.

Ja chodzę teraz na terapię, bo wiem, że sama nie jestem w stanie tego zmienić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

123she ja od 2014 roku jestem prawie non stop na terapii; w maju 2014 podjęłam próbę samobójczą, po czym trafiłam na oddział zamknięty na miesiąc, a następnie na dzienny oddział leczenia nerwic na trzy miesiące. Do września 2018 byłam w sumie trzy razy na trzymiesięcznej terapii grupowej (taka od poniedziałku do piątku przez 14 tygodni), a w międzyczasie próbowałam trochę różnych form terapii indywidualnej.

Problem w tym, że ja krzywda zadziała mi się przed podjęciem jakiegokolwiek leczenia i długo nie zdawałam sobie z tego sprawy; w kontaktach z facetami powielałam schemat sprzed terapii - pozwalałam się po prostu poniżać, nie miałam własnego zdania, czułam się w jakiś sposób przymuszona do uprawiana seksu (albo że jest to mój obowiązek), bałam się odmówić, że stanie mi się krzywda, albo że po prostu nie mam prawa odmówić. W ten sposób pogłębiłam swoją traumę. Teraz czuję się po prostu jak śmieć, nie mam grama szacunku do swojego ciała. I nie chcę, żeby ktoś mnie w ogóle dotykał, bo potem czuję ogromne poczucie winy (nie wiem czemu) i wstręt do samej siebie.

Nie chcę zaczynać kolejnej terapii. Chciałabym trochę pożyć po prostu.

I chciałabym kogoś mieć. Ale czuje się tak poturbowana psychicznie, że nie jestem w stanie nikomu zaufać (wierzę, że to kiedyś minie - i tak jest dużo lepiej niż było).

 

W kwestii ginekologa natomiast... Strasznie się boję, że nie wykaże się zrozumieniem (opieprzy mnie, każe przestać panikować). No i wstyd... Jest mi cholernie wstyd, mam prawie 30 lat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W kwestii ginekologa natomiast... Strasznie się boję, że nie wykaże się zrozumieniem (opieprzy mnie, każe przestać panikować). No i wstyd... Jest mi cholernie wstyd, mam prawie 30 lat.

 

Ja mam 30 lat i na dodatek jestem lekarzem więc jakbym powiedziała komuś, że nigdy nie byłam u ginekologa to pomyśli pewnie, że nienormalna jestem. Ale ja akurat tym się najmniej przejmuję, ja po prostu nie chcę żeby mnie ktoś "tam" oglądał ani dotykał. Przypomniało mi się ostatnio, że ten człowiek, który mnie porwał też tak robił, że sobie oglądał...

 

Ja dopiero od roku chodzę na terapię przy czym pierwsza terapeutka to mi jeszcze dołożyła traumy ale jak Ty już jesteś po terapii i czujesz się na siłach to może spróbuj iść. Ja jak uda mi się iść to pójdę prywatnie, bo wiadomo, że lekarz ma wtedy więcej czasu na jednego pacjenta niż na NFZ, do kobiety i na wstępie powiem, że się bardzo denerwuję, bo nigdy jeszcze nie byłam, bo miałam silny uraz psychiczny z powodu bycia ofiarą przemocy seksualnej i długo musiałam chodzić na terapię żeby w ogóle być w stanie tu przyjść. I szczerze wątpię żeby ktoś był na tyle niewrażliwy żeby tego nie zrozumieć.

 

Podobno tak jest, że ofiary przemocy jak nie przejdą odpowiedniej terapii to często się kończy, że powielają schematy i wiążą się np. z partnerem przemocowym. Może po dobrej terapii jest szansa stworzenia czegoś na uzdrowionych fundamentach. Ja się w sumie na tym nie znam więc nie powiem czy Ci jeszcze jest potrzebna kolejna terapia. Zawsze możesz iść na konsultacje żeby ktoś fachowo ocenił czy Ci to jeszcze jest potrzebne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ja po prostu nie chcę żeby mnie ktoś "tam" oglądał ani dotykał
Znam to :( Ostatni raz byłam kilka lat temu na dwóch wizytach i mimo wielokrotnego pytania lekarza - nie dałam się zbadać. Wypisywał mi tabletki "na pałę" i w sumie, to z kiepskim finałem. Wcześniej byłam kilka razy u ginekologa, ale to w nagłych wypadkach, kiedy już po prostu nie dało się inaczej. Zawsze przed i po były totalne zjazdy. Niby wiem, że to lekarz, ale jakoś mi to wcale nie pomaga. Stres jest tak silny, że wywołuje bóle brzucha, zawroty głowy i wymioty. Nie mówiąc już o telepawce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×