Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Osoby, które doświadczyły traumy często nie wiedzą, czego spodziewać się podczas terapii. Jak każda psychoterapia - jest ciężka. Często spotykam się z mylnymi przekonaniami, że terapeuta ma zmuszać do opowiadania o traumie, że osoba korzystająca z terapii robi sobie wyrzuty, bo ciężko jest mówić o tym, co zaszło. Kochani, obalę kilka mitów. Po pierwsze i najważniejsze - terapeuta nie zmusza do mówienia. Może spróbować zachęcić do zwierzania się poprzez wprowadzanie atmosfery bezpieczeństwa i komfortu, ale nie zmusza do mówienia. W takich wypadkach terapia byłaby powtórzeniem traumy, a nie drogą do stabilizacji psychicznej. Po drugie - mówi się to, na co się jest gotowym, ponieważ w innym wypadku - znowu - terapia staje się traumą. Powoli, małymi kroczkami, na które jesteśmy gotowi...

Nie ma sensu ani robić sobie wyrzutów, że terapia idzie wolno, ponieważ każdy ma swoje tempo, ani tym bardziej - mieć do siebie pretensji z powodu trudności w mówieniu. Ponadto, trzeba pamietać, że im później zaczęło się leczenie, tym dłużej niestety terapia trwa.

Kolejny mit - terapia nie wymaże wspomnień, nie przywróci dawnego "ja". Terapia ma za zadanie ułatwienie życia z traumatycznymi przeżyciami, żeby aż tak bardzo nie przeszkadzały. Wspomnień nie da się wymazać, ale da się poskładać w całość, przeżyć w bezpiecznym miejscu i przy wsparciu terapeuty - poukładać siebie na nowo.

 

Zachęcam, żeby w tym wątku dzielić się wątpliwościami, przeżyciami z terapii by pomóc innym, którzy nie wiedzą, jak taka terapia wygląda. Przeszłam terapię, zakończyłam kilka lat temu. Trwała około trzech lat i byla bardzo trudna. Bywały wzloty i upadki, ogromną ilość pracy włożyłam w to, żeby na nowo nauczyć się funkcjonować, ale się udało. Porównując komfort życia z tym z lat ubiegłych - obecnie jest ok. Mnie się wysiłek opłacił. Zawsze w końcu warto spróbować sobie pomóc, bo samo się niestety nie poprawi...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, czytałam, że w terapii traumy/ ptsd mogą wystąpić u pacjenta stany dysocjacji, czy doświadczałaś tego, możesz to jakoś opisać (przepraszam, jeśli to zbyt osobiste pytanie ) ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

medela, tak, doświadczyłam. Totalne wycofanie, zapadanie się w sobie. Nie mogłam wypowiedzieć słowa, dosłownie wyłączałam się. Dopiero terapeutka mnie "odblokowywała" pytaniem, "gdzie teraz jestem?" lub "co się ze mną teraz dzieje?". Stany dysocjacji trwały u mnie około roku, później stopniowo udało mi się to zwalczyć. Bywało, że miałam wrażenie, jakbym wpadała na ścianę, zamierały uczucia i myśli, czułam się pusta, po prostu siedziałam, ale jakby zamknięta we własnej głowie, odcięta od rzeczywistości. Takie stany pojawiały się, jak padały szczególnie trudne pytania lub były poruszane kwestie, które były szczególnie bolesne. Miałam wrażenie, że od momentu, jak rozmowa zeszła na ciężki temat minęła dosłownie chwila, a tymczasem okazywalo się, że siedziałam bez ruchu pół sesji i to wpatrzona w jeden punkt. Dopiero terapeutka uświadomiła mi, co się dzieje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To rzeczywiście pokazuje, jak taka terapia jest trudna i ciężka i jak bardzo silnie działają mechanizmy obronne .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

medela, nie spodziewałam się, że moja psychika stosuje tyle "chwytów", żeby się bronić. Dopiero właśnie terapia to odkryła i to jest jeden z plusów, bo jak jestem czegoś świadoma, to mogę z tym walczyć ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Lilith, wielka szkoda, że nie kontynuujesz :( (ale rozumiem) dobrze mi się to czytało, no i podziwiam! :uklon:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dissident, zbieram się, żeby skrobnąć coś dalej, ale nie chcę tego robić po łebkach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Lilith, napisz koniecznie, czekam z niecierpliwością. Wspaniale piszesz, podziwiam Cię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zmobilizował mnie ten wątek do dalszego pisania. W sumie, jak tak odgrzebuję wspomnienia z terapii, to jakbym przyglądała się zupełnie innej osobie. Z boku. Z dystansem. Bardzo wiele się zmieniło. Postrzeganie samej siebie w szczególności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Warto również wspomnieć w temacie terapii, że chęć wycofania się, ucieczki jest czymś ciągle towarzyszącym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

No i gdzie ten wątek z Twoimi wpisami? Byłtam też mój wpis, a teraz nie mogę go znaleźć. :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Lilith, faktycznie :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Hej,

Mam pytanie do osób, którym udało się przejść skuteczną terapię jak długo to trwało w Waszym przypadku? Czy w tym czasie zrobiłyście sobie jakąś przerwę czy normalnie uczyłyście się/pracowałyście?

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

123she, prawie trzy lata. Około pierwszych dwóch lat raz w tygodniu, a później dwa razy w tygodniu. Przez pierwszy rok nie musiałam robic sobie przerwy. Przenioslam się z jednej uczelni na drugą i stopnie moglam przepisac, więc zjawialam się moze z raz na semestr po wpisy. Później jakoś dałam radę. No, a na 10 miesięcy przed końcem terapii zaczelam równocześnie pracowac i studiowac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith dzięki za odpowiedź. Jestem ciekawa jak to u innych osób wyglądało, bo nie wiem co zrobić. Ja chodzę na terapię od przełomu maja/czerwca z dużymi przerwami i zmianą terapeuty po drodze. Jak zaczynałam to nie spodziewałam się, że tak to będzie wyglądać, jak zaczęłam o tym mówić na głos to wszystkie mechanizmy obronne jakie mój umysł zastosował przestały działać, zaczęło mi się dużo przypominać i przygniótł mnie ten ból jaki zaczęłam czuć także dosyć szybko wpadłam w depresję. Musiałam zacząć brać leki przeciwdepresyjne, bo nie dałabym sobie rady, dobrze, że w tym czasie skończyły mi się już zajęcia na uczelni ale ostatnie egzaminy bardzo mi się przedłużyły. Musiałam też robić przerwy w terapii np. teraz ponad miesiąc nie chodziłam żeby skończyć studia. Zastanawiam się czy to jest możliwe, że do 1 marca zdąży mi się poprawić na tyle żeby zacząć staż w szpitalu. Dokumenty jak coś to bym musiała teraz złożyć i nie wiem co zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

123she, na poprzedniej stronie masz link do mojego wątku, jak terapia wyglądała u mnie. Niestety, ale terapia jest angażująca. Z drugiej jednak strony ogromnym wysiłkiem można pogodzić pracę ze szkołą i terapią. Przerwy w terapii nie mają sensu. Systematyczność jest bardzo ważna...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za info o linku to sobie poczytam. Mi się wydaję, że taka terapia jest najtrudniejsza na początku i myślę, że dobrze Ci się ułożyło, że ten pierwszy rok w czasie terapii miałaś wolniejszy. Ja nie mogłam sobie pozwolić na skupienie się na terapii, bo by mnie wywalili ze studiów, dlatego robiłam przerwy żeby pozdawać egzaminy a i tak nauka mając depresję była dla mnie męczarnią i tylko cudem wyrobiłam się w terminie. Jeśli miałabym zrobić sobie przerwę to i tak maksymalnie tylko do 1 października. Druga strona medalu, że praca jako lekarz jet bardzo odpowiedzialna nawet jeśli to tylko staż to trzeba być w formie i nie wiem czego się spodziewać czy jest szansa, że do marca może mi się na tyle poprawić. U tej nowej terapeutki to byłam raptem 7 razy, jak wszystko dobrze pójdzie to do marca będę po 13 spotkaniach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

123she, oj nie. Terapia nie jest najtrudniejsza tylko na początku. Później jest znacznie gorzej ;) Akurat mój powrót na uczelnię zazębił się z najtrudniejszym okresem w terapii. Początek byl trudny przede wszystkim, że miałam tak silnie rozwiniętą fobię społeczną i agorafobię, że przestałam wychodzić z domu, z dziennych studiów przeniosłam się na zaoczne i tak naprawdę rok byłam do tyłu - stąd tyle ocen przepisanych, że na wejściu miałam zaliczony praktycznie cały rok. Tylko pójść na początku, uzgodnić z wykładowcą i na końcu po wpis do indeksu. Terapia na samym początku pozwoliła mi się trochę oswoić z ponownym wychodzeniem z domu i to wszystko. Prawdziwy dramat zaczął się tak naprawdę po roku, kiedy terapia weszła w fazę terapii głębokiej. Dopiero pod sam koniec było łatwiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Eh to nie pocieszyłaś mnie myślałam, że teraz już będzie mi łatwiej :( Tak sobie myślę, że może to, który etap terapii jest najtrudniejszy zależy trochę od tego w jakim czasie ktoś zgłosił się po pomoc. Mam wrażenie, że Ty chyba w dosyć, krótkim czasie po traumatycznych wydarzeniach trafiłaś na terapię? Ja dopiero po 13 latach od najgorszego wydarzenia a po drodze się pozbierało dosyć sporo innych nadużyć tego typu i ja się w miarę trzymałam dzięki dysocjacji, wszystkie te złe rzeczy miałam zepchnięte do nieświadomości i nawet nie traktowałam tego jak części mojego życia. Może dlatego ten początek był dla mnie taki straszny, bo w pewnym momencie zobaczyłam swoje życie w prawdzie jak ono wygląda a nie taki wybielony scenariusz jaki mój umysł sobie stworzył i wtedy się dopiero załamałam. Nie wiem czy coś tym jest czy się tylko tak pocieszam, że już najgorsze mam za sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

123she, jak poczytasz mój watek, to się dowiesz, że terapię zaczęłam również po 13 latach od pierwszego incydentu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Eh no to trafiłam jak kulą w płot... Współczuje Ci, że też masz za sobą takie przykre doświadczenia ale cieszę się, że udało Ci się przejść dobrą terapię i trafiłaś na mądrą terapeutkę, która znała się na pomocy ofiarom wykorzystywania seksualnego. Jak czytałam Twoje wspomnienia to aż zachciało mi się płakać, że ja miałam takiego pecha, bardzo źle trafiłam z tą pierwszą terapeutką. Ja musiałam się przed nią bronić i tłumaczyć jej, że to nie jest moja wina, powiedziała, że mam wszystko opowiadać ze szczegółami i czasami się z tego śmiała, w ogóle dużo skandalicznych tekstów z jej strony padło i mam teraz dodatkowy uraz związany z tym jak zostałam potraktowana przez pierwszą osobę, której odważyłam się o tym powiedzieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też sobie poczytam. Ja też byłam w głębokiej terapii i pogorszenie trwało u mnie przez większość terapii. Teraz jestem w poznawczo-behawioralnej z elementami terapii schematu. Zamierzam jednak pobtej wrócić do głębokiej terapii, bo tutaj mało pracuje się na przeniesieniu, a u mnie to duży problem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

123she, pierwsze doświadczenia z psychologami również mialam kiepskie. Dobrze jest, jak się najpierw sprawdzi danego terapeutę. Praca pod superwizją też jest ważna.

Agnieszka_Kk, ja to nazwałam głęboką terapią ;) Formalnie to był nurt psychodynamiczny z elementami poznawczo - behawioralnej, systemowej i humanistycznej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×