Skocz do zawartości
Nerwica.com

Absurdy RP


Gość C&S

Rekomendowane odpowiedzi

W Zabawach pojawił się wątek #ToNaprawdęDziejeSięWPolsce, lecz jednak postanowiłem założyć także ten, jako uwidaczniający absurdy wyłowione medialnie.

Na początek skazany za łowienie ryb we własnym "stawie".

 

[videoyoutube=ZO7PXvytuco][/videoyoutube]

 

Teraz Ty!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nadzór budowlany blokuje inwestycję od 9 lat, a przedsiębiorca wygrywa w sądach.

 

 

Inspektor budowlany twierdzi na przykład, że jest jedna klatka schodowa, gdy ewidentnie są dwie. Przedsiębiorca Jarosław Szambelan po kolei wygrywa w sądach sprawy z urzędnikami. Nic to jednak nie daje, a prokurator nie chce zająć się sprawą.

 

Jarosław Szambelan od 2008 roku buduje dwa domy - bliźniaki na swojej działce w Józefowie. Końca inwestycji jednak nie widać. Część pieniędzy na budowę wpłacili już jego klienci. Niektórzy już tam mieszkają, ale wciąż nie mogą dostać aktu własności.

 

- Jestem poniekąd u siebie, poniekąd nie – mówi jeden z nich.

"Opierali się na swoim widzimisię"

 

Pan Jarosław dostał wszelkie niezbędne pozwolenia. Jednak, gdy w jednym z budynków trwały roboty wykończeniowe, miejscowy nadzór budowlany wstrzymał inwestycję. Zarzucił inwestorowi, czyli panu Jarosławowi, szereg uchybień.

 

Na przykład to, że jest jedno wejście do budynku, co miało być niezgodne z projektem. Tymczasem w projekcie miało być jedno wejście i… było. Pan Jarosław udowodnił tę oczywistość przed sądem. Później więc urzędnicy stwierdzili, że budynek ma jedną klatkę schodową, a powinien mieć dwie. Pan Jarosław znów przed sądem udowodnił, że są dwie.

 

- Nie przeprowadzili żadnej kontroli. Opierali się na swoim widzimisię – mówi.

 

Minęło już 9 lat, a bohater naszego reportażu wciąż nie może dokończyć inwestycji, nie ze swojej winy. Z powodu działań urzędników, niektórzy klienci zrezygnowali z kupna mieszkań, a jednocześnie uzyskali wyroki nakazujące zwrot pieniędzy. Zatem pan Jarosław ponosi kolejne straty majątkowe.

 

Inspektor odszedł na emeryturę

 

- Urzędnicy ciągle straszą, że te budynki będą zburzone – mówi mężczyzna.

 

Przedsiębiorca zawiadamiał prokuraturę, że inspektorzy go nękają. Za każdym razem odmawiała ona wszczęcia śledztwa. Nawet w przypadku, gdy jeden z klientów pana Jarosława nagrał ukrytą kamerą kierownika miejscowego nadzoru budowlanego. Na nagraniu można zobaczyć jak urzędnik przekonuje klienta, żeby nie kupował mieszkania w budynku pana Jarosława, prezentując jednocześnie prezentując ulotki developerów z okolic Otwocka. Również w tym przypadku prokurator nie stwierdził złamania prawa i umorzył postępowanie.

 

Powiatowy Inspektor Budowlany, który wydawał niekorzystne dla przedsiębiorcy decyzje już nie pracuje w urzędzie. Odszedł na emeryturę. Ma duży dom pod lasem i prowadzi firmę... z branży budowlanej.

 

Więcej już w najbliższą niedzielę w reportażu Małgorzaty Cecherz. "Państwo w Państwie" o 19:30.

 

 

 

W drugiej części programu wrócimy do sprawy Krystiana Brolla. Niesprawiedliwie osądzony, spędził w szpitalu psychiatrycznym prawie dziesięć lat. Po naszych programach w końcu został wypuszczony, ale nie doczekał sprawiedliwości. Zmarł przed pierwszą rozprawą o odszkodowanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

....Jarosław Szambelan od 2008 roku buduje dwa domy - bliźniaki na swojej działce w Józefowie....

 

....Na nagraniu można zobaczyć jak urzędnik przekonuje klienta, żeby nie kupował mieszkania w budynku pana Jarosława, prezentując jednocześnie prezentując ulotki developerów z okolic Otwocka....

No tak, dwa bliźniaki na prywatnej działce stanowią istotną konkurencję dla deweloperów z okolic Otwocka.

Ci deweloperzy chyba kurniki budujo pod Otwockiem. :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A w Toruniu dobra zmiana:

 

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej podpisał ugodę z fundacją Lux Veritatis, na mocy której wypłaci tej organizacji prawie 26,5 mln zł odszkodowania za cofnięcie przed kilkoma laty dotacji na budowę geotermii w Toruniu.

 

Zarząd NFOŚiGW podjął 19 grudnia 2016 roku uchwałę o przyznaniu Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu 139,6 tys. zł dofinansowania do organizacji studiów podyplomowych „Polityka ochrony środowiska – ekologia i zarządzanie”. Umowa została podpisana 5 stycznia 2017 roku.

 

Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zawarła umowę z Telewizją Trwam. W emitowanym od lat programie „Wieś to też Polska”, stacja miała informować o programach pomocowych skierowanych do rolników i mieszkańców wsi. Za promocję w 16. programach otrzymała 250 tys. zł.

 

Ministerstwo Spraw Zagranicznych, w ramach konkursu na prowadzenie Regionalnych Ośrodków Debaty Międzynarodowej, przyznało 710 tys. zł Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej, na prowadzenie RODM w Toruniu.

 

MSZ, w ramach konkursu „Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej”, przyznało 200 tys. zł Fundacji Lux Veritatis, na projekt „By pamięć o nich trwała” – koncepcję architektoniczną kaplicy upamiętniającej Polaków, którzy w czasie II wojny światowej ratowali Żydów.

 

MSZ w ramach konkursu „Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej” przyznało 105,2 tys. zł Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu na realizację projektu „Śmierć za kromkę chleba. Przywracanie pamięci na arenie międzynarodowej o polskiej pomocy Żydom w czasie II wojny światowej”.

 

Ministerstwo Sprawiedliwości przeznaczyło prawie 3 mln zł na „Szkolenia kompetencji medialnych dla pracowników wymiaru sprawiedliwości” – czyli m.in. sędziów i prokuratorów Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Pieniądze pochodzą z unijnego Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój.

 

Narodowe Centrum Kultury, zgodnie z umową z 24. maja 2016 roku, przekazało Fundacji Lux Veritatis blisko 70,6 tys. zł na produkcję programu „Chrzest moja nadzieja” w ramach obchodów 1050-lecia chrztu Polski.

 

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w konkursie na organizację ”Letniej Szkoły Języka i Kultury Polskiej dla cudzoziemców” przyznało Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej 59,3 tys. zł. Uczelnia przeszkoli za to w lipcu 2017 roku 45 obcokrajowców.

 

Lasy Państwowe, decyzją dyrektora – Konrada Tomaszewskiego z 27 kwietnia 2017 roku (strona 1, strona 2, strona 3) przeznaczyły 120 tys. zł na konferencję „Jeszcze Polska nie zginęła – wieś” współorganizowaną przez Wyższą Szkołę kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

https://oko.press/publiczne-wsparcie-dziel-o-tadeusza-rydzyka-rzadow-pis/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Homeopatia: Dobry biznes, ale czy dla pacjentów

 

 

Koncerny produkujące preparaty homeopatyczne próbują przekonać ponownie Polaków, że za „pamięcią wody” stoją nadzwyczajne efekty w leczeniu chorób. Pomóc w tym mają przede wszystkim farmaceuci.

 

Uprzejmie informuję, że Naczelna Rada Aptekarska popiera homeopatię, która jest integralną częścią medycyny, uznaną przez Unię Europejską i Światową Organizację zdrowia” – tak się zaczyna list Elżbiety Piotrowskiej-Rutkowskiej do Pawła Wójcika datowany na 20 kwietnia 2017 r.

 

Piotrowska-Rutkowska to prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, czyli samorządu aptekarskiego, zrzeszającego wszystkich farmaceutów w Polsce. Wójcik to z kolei prezes zarządu Boiron sp. z o.o. Firma jest polską odnogą największego na świecie producenta preparatów homeopatycznych – Boiron Société Anonyme.

 

Pismo reprezentantki farmaceutów, prezentujące ich stanowisko w sprawie homeopatii, wprawiło wielu aptekarzy w osłupienie. – Opublikowaliśmy na ten temat artykuł w portalu http://www.mgr.farm [czołowy specjalistyczny portal dla farmaceutów – red.]. Wywołał on sporą dyskusję wśród farmaceutów w mediach społecznościowych, przez którą bardzo często przewijało się słowo „wstyd” – opowiada Łukasz Waligórski, redaktor naczelny Mgr.Farm oraz członek Naczelnej Rady Aptekarskiej. Cytuje przy tym te bardziej stonowane komentarze. Nie brakuje także takich jak choćby: „obciach dla środowiska, wstyd i hańba, ma ktoś oficjalne stanowisko NRA w tej sprawie? Trzeba oprotestować. Od lat nie handluję cukrem, wodą i alkoholem, nikomu nigdy nie proponowałam i nie zaproponuję produktów z tej grupy. Jak tak można? Zaścianek i średniowiecze”.

 

Łukasz Waligórski dodaje, że kontrowersje wokół homeopatii w środowisku farmaceutów są obecne już od wielu lat, a spór między jej zwolennikami i przeciwnikami wcale nie gaśnie. – Pamiętajmy przy tym, że stanowisko Naczelnej Rady Aptekarskiej w tej sprawie jest niezmienne od kilkunastu lat. Jego utrzymanie przez obecną radę nie jest więc zaskoczeniem – uzupełnia.

 

Tu pojawia się jednak kilka wątpliwości. Po pierwsze, dlaczego samorząd aptekarski nie wydał oficjalnego stanowiska w sprawie homeopatii, ale jedynie poinformował o nim czołowego przedsiębiorcę działającego na rynku? Po drugie, czy istnieją jakiekolwiek biznesowe zależności pomiędzy aptekarzami a firmą Boiron? Pytamy o to rzecznika samorządu aptekarskiego Tomasza Leleny.

 

– Pismo prezes NRA było odpowiedzią na korespondencję z firmą Boiron. Do tej pory jedynie ona zwróciła się z prośbą o stanowisko w kwestii leków homeopatycznych. Żaden inny producent leków homeopatycznych nie zwrócił się do NRA z podobną prośbą – wyjaśnia Leleno.

 

A czy istnieją jakiekolwiek powiązania biznesowe? Rzecznik rady zaprzecza. Mówi, że firma Boiron prowadzi jedynie, jak wiele innych firm, bezpłatne szkolenia dla farmaceutów. – Szkolenia te często współorganizowane są we współpracy z przedstawicielami środowisk naukowych oraz okręgowych rad aptekarskich. W naszej ocenie są one okazją do zadawania wielu często trudnych pytań. Po uzyskaniu odpowiedzi każdy farmaceuta sam ocenia, na ile wiarygodną formą leczenia jest homeopatia – dodaje.

 

Po prostu biznes

 

Rzecz w tym, że z naszych informacji wynika, iż Boiron wspiera samorząd aptekarski także finansowo. Choćby poprzez wykupywanie całostronicowych reklam swych produktów w kwartalnych biuletynach okręgowych izb aptekarskich. W ostatnim biuletynie warszawskiego samorządu znajdują się dwie duże reklamy produktów Boiron. Ponadto w jednym z tekstów o licznych właściwościach leczniczych arniki górskiej nazwa „Boiron” pada trzykrotnie wraz ze wskazaniem, że to właśnie ten producent oferuje pacjentom arnikę.

 

Redaktorem naczelnym biuletynu jest Michał Byliniak. Jest on także prezesem Okręgowej Rady Aptekarskiej w Warszawie. Jak również wiceprezesem Naczelnej Rady Aptekarskiej. Dopytujemy w związku z tym, jak to się stało, że ten sam Byliniak jako wiceprezes samorządu szczebla centralnego nie wie o finansowaniu działalności Byliniaka na szczeblu lokalnym.

 

Po 40 minutach otrzymujemy dodatkowe wyjaśnienia od Leleny: – Firma Boiron, podobnie jak wiele innych firm, jest również sponsorem wynajmującym sale, catering czy wnosi niewielkie opłaty za reklamę leków w biuletynach informacyjnych izb okręgowych.

 

Jaka jest skala wydatków Boiron na rzecz farmaceutów? Tego nam aptekarze nie mówią. A spółka zaś poproszona o odpowiedź w nadesłanym nam stanowisku całkowicie pomija ten temat. Dowiadujemy się jedynie, że „Boiron jako firma prowadzi szereg działań edukacyjnych wśród kręgów lekarskich, farmaceutycznych i pacjentów tak, aby każda z tych grup mogła świadomie z pełnym zapleczem informacyjnym podejmować decyzje o odpowiednim leczeniu”. Pytamy ekspertów, dlaczego ich zdaniem samorząd aptekarski popiera homeopatię. Czy stoją za tym jakieś przesłanki merytoryczne?

 

– Wydaje mi się, że stanowisko NIA nie wynika z treści merytorycznych czy medycznych, bo homeopatia takowych nie niesie. Farmaceuci nie powinni wspierać produktów, co do których nie ma żadnych dowodów na ich skuteczność – mówi dr Michał Sutkowski z Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce. – Myślę, że NRA podeszła do tej sprawy pod kątem stricte biznesowym. Bo skoro farmaceuci posiadają środki homeopatyczne w asortymencie, to są żywo zainteresowani ich sprzedażą i osiąganiem z tego tytułu odpowiednich zysków – wskazuje lekarz.

 

Podobnie twierdzi dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Zaznacza on, że zgodnie z prawem produkty homeopatyczne mogą być legalnie wprowadzane do obrotu w Polsce, w tym do obrotu aptecznego. Nie można więc mówić o jakimkolwiek naruszeniu prawa. – Nie może też dziwić fakt, że sprzedawca jest zainteresowany sprzedaniem produktu – dodaje dr Hamankiewicz. Ale zaznacza przy tym, że istotne jest, by farmaceuci – osoby wykonujące zawód zaufania publicznego – przedstawiali pacjentom rzetelną, opartą na aktualnej wiedzy medycznej i farmaceutycznej informację co do skuteczności terapeutycznych sprzedawanych produktów lub co do braku dowodów potwierdzających taką skuteczność. – Rekomendowanie określonych produktów pacjentom nie może sugerować, że produkty te posiadają właściwości, których w istocie nie posiadają – mówi.

 

– Jestem przekonana, że NRL często traktuje homeopatię jako temat zastępczy dla trudnych wyzwań stojących przed publiczną służbą zdrowia. Z tego względu nie można traktować stanowiska NRL jako merytorycznej krytyki – komentuje Gabriela Śniatała, prezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Homeopatów Lekarzy i Farmaceutów im. J. Łozowskiego.

 

Skuteczność niepotwierdzona

 

Lekarze od wielu lat konsekwentnie walczą z homeopatią. Stanowisko w tej sprawie zajęli już w 2008 r. Wskazali wówczas jasno, że polecanie przez medyków produktów homeopatycznych może stanowić naruszenie etyki zawodowej. Bo lekarz nie powinien polecać pacjentom czegoś, co nie działa, a niektóre preparaty homeopatyczne, były dostępne wyłącznie na receptę.

 

To ściągnęło na samorząd lekarski poważne konsekwencje. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ukarał bowiem Naczelną Izbę Lekarską karą w wysokości blisko 50 tys. zł.

 

„Należy podkreślić, że przedmiotem zainteresowania urzędu nie były właściwości terapeutyczne produktów homeopatycznych. Działanie Naczelnej Izby Lekarskiej było analizowane wyłącznie na gruncie przepisów antymonopolowych. Prezes urzędu uznała, że Naczelna Izba Lekarska złamała prawo, ograniczając konkurencję na rynku sprzedaży produktów homeopatycznych dostępnych wyłącznie na receptę” – wyjaśniał wówczas UOKiK. Lekarze zaskarżyli decyzję Urzędu do sądu. I wygrali.

 

– Decyzję sądu odbieram jako zwycięstwo praw chorych do skutecznego leczenia nad ekonomicznym interesem producentów produktów homeopatycznych. Przypomnę, że nasze stanowisko nigdy nie było i nie jest wojną z produktami homeopatycznymi. My, lekarze, wypowiadamy się w ramach naszych kompetencji. Jeżeli ktoś wierzy, że produkty homeopatyczne mu pomagają, może kupować ich tyle, ile chce. Ale zarówno pacjenci, którzy chcą być leczeni, jak i lekarze, którzy chcą skutecznie leczyć, muszą pamiętać o tym, że jeżeli chory przyjmuje coś ze wskazań lekarza, to oczekuje, że ten środek będzie skutecznie leczył – podkreślał po wydaniu wyroku przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów dr Maciej Hamankiewicz.

 

Ciekawe jest to, że twarzą walki z homeopatią do 2010 r. był ówczesny prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Konstanty Radziwiłł. Postanowiliśmy w związku z tym zapytać go o obecne stanowisko.

 

– Zdania nie zmieniłem – zapewnia minister zdrowia. I dodaje, iż z dużym ubolewaniem przyjmuje to, że leki homeopatyczne są w tak prosty sposób rejestrowane jako produkty lecznicze. Wynika to jednak z naszych zobowiązań unijnych. Tak więc Ministerstwo Zdrowia nie może zaostrzyć kryteriów. Minister Radziwiłł za to obiecuje, że nigdy w życiu nie będzie rekomendował homeopatii. – Na pewno nigdy, póki mam na to wpływ, nie będzie także refundowana przez państwo – mówi.

 

– Ale jest też wolność gospodarcza i są osoby, które kupują mniej wartościowe produkty. Moim zadaniem, ministra zdrowia, jest wyraźnie unikać legitymizacji takich produktów. Na forum unijnym doprowadziłem w statucie lekarzy europejskich do przyjęcia deklaracji dla lekarzy, by nie zachęcali do przepisywania leków homeopatycznych – dodaje Konstanty Radziwiłł.

 

Nieoficjalnie jednak wiadomo, że Ministerstwo Zdrowia przymierza się do wymierzenia ciosu producentom leków homeopatycznych. Ma nim być wprowadzenie obowiązku szczególnego oznaczania tego typu produktów. Na opakowaniach znalazłyby się informacje, że nie ma naukowych dowodów na skuteczność działania homeopatii.

 

Eksperci ten pomysł popierają. – Moim zdaniem na produktach homeopatycznych powinna znaleźć się informacja, że nie ma potwierdzonych dowodów na ich skuteczność. Bo polscy pacjenci są słabo poinformowani. I mimo że coraz więcej wiedzą o zdrowiu, to wiedzą wciąż bardzo mało. W związku z tym taka informacja rozdzielająca środki homeopatyczne, suplementy diety oraz zwykłe leki byłaby wskazana. Pacjenci traktują bowiem wszystkie trzy jako równorzędne środki lecznicze, a to może doprowadzić do degradacji ich zdrowia – argumentuje dr Michał Sutkowski. Podobnego zdania jest Adam Chojnacki, lubuski wojewódzki inspektor farmaceutyczny. Uważa on, że obowiązek informacyjny dla środków homeopatycznych byłby najlepszym rozwiązaniem.

 

– Nie można bowiem całkowicie zakazać homeopatii, bo zbyt wielu ludzi wierzy w jej działanie. Ponadto zakaz spowodowałby powstanie szarej strefy, nieuregulowanej i niebezpiecznej, w której mogłyby się pojawić produkty fałszywe lub fatalnej jakości – mówi Chojnacki. I dodaje, że pacjent w chwili zakupu powinien wiedzieć, czy kupuje suplement diety, lek homeopatyczny bądź produkt alopatyczny (tj. stosowany w medycynie konwencjonalnej).

 

Przeciwna dodatkowym obowiązkom jest dr Dobrawa Biadun, radca prawny i ekspertka Konfederacji Lewiatan. – Ludzie wiedzą, w jaki sposób uzyskiwać potrzebne im informacje i nie można traktować ich jak dzieci. Bezsensowne jest umieszczanie dodatkowych komunikatów na środkach homeopatycznych. Pacjenci już teraz otrzymują przecież informację na opakowaniu, że dany lek jest homeopatyczny. Jeśli nie wiedzą, co to oznacza, to zawsze mogą skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą – mówi dr Biadun.

 

Nikomu nie szkodzi?

 

Ile wart jest rynek środków homeopatycznych? Przedstawiciele spółki Boiron mówią nam, że homeopatia i działalność z nią związana w całym rynku farmaceutycznym stanowi zaledwie 1 proc. Należy jednak wiedzieć, że wartość całego rynku wynosi ponad 32 mld zł, a zatem branża homeopatyczna jest warta ponad 320 mln zł. I, jak zaznacza Adam Chojnacki, nierozerwalne jest to, że producenci medykamentów, więc również homeopatii, będą zawsze stosować różne sposoby zjednywania sobie zarówno farmaceutów, jak i lekarzy.

 

– Bo to w wielkim stopniu od tych grup zawodowych zależy, czy środki homeopatyczne będą zażywane przez pacjentów, czy nie – mówi Chojnacki. Z kolei Paweł Trzciński, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego, potwierdza, że działania lobbingowe producentów homeopatycznych nie różnią się niczym od tych stosowanych przez lobbystów zwykłych leków. Efekty tych działań lobbystycznych wydają się być zadowalające. Z badania GFK Polonia przeprowadzonego w 2014 r. na zlecenie Polskiego Towarzystwa Homeopatii Klinicznej wynika bowiem, że 69 proc. badanych lekarzy stosuje w swojej terapii środki homeopatyczne. Ponadto 70 proc. przepytywanych pacjentów uważa lekarzy przepisujących homeopatię za godnych zaufania. 53 proc. pacjentów korzystało z leków homeopatycznych i 76 proc. respondentów uważa, że są one skuteczne w przypadku często występujących dolegliwości, takich jak przeziębienie, kaszel, katar, stres czy kłopoty ze snem.

 

Zgodnie z prawem Unii Europejskiej środki homeopatyczne są uznane za równorzędne z lekami medycyny alopatycznej. Prawo farmaceutyczne zaś nakłada na aptekarzy obowiązek posiadania pełnego asortymentów leków, w tym homeopatycznych. Jeśli placówka nie posiada w danej chwili takich produktów, to jest zobowiązana zamówić je na prośbę pacjenta. Kraje na całym świecie są jednak podzielone w kwestii dopuszczenia do obrotu homeopatii oraz jej ewentualnej refundacji. Raptem kilka dni temu Szwajcarzy ogłosili, że homeopatia będzie refundowana, podobnie jak w kilku innych krajach europejskich (m.in. Francji, Niemczech, Austrii, Belgii, Luksemburgu czy Włoszech). Skąd taka decyzja Szwajcarów? Otóż uzasadniona jest ona wnioskami z raportu Health Technology Assessment (HTA) pt. „Homeopatia w Europie – skuteczność, adekwatność, bezpieczeństwo, koszty”. Autorzy tego raportu stwierdzili: „Istnieją wystarczające dowody w badaniach przedklinicznych (eksperymentalnych), jak również klinicznych, że w wartościach bezwzględnych, jak również w porównaniu z konwencjonalną terapią, homeopatia oferuje bezpieczne, tanie i skuteczne leczenie”.

 

Z drugiej strony niedawno USA i Rosja wypowiedziały wojnę homeopatii. W Stanach Zjednoczonych Agencja Żywności i Leków (FDA) wydała decyzję, by na środkach homeopatycznych obowiązkowo znajdowała się klauzula, że nie mają one żadnego udokumentowanego działania (to właśnie śladem Amerykanów chce iść polskie Ministerstwo Zdrowia). Takie stwierdzenie potwierdzają m.in. wnioski naukowców z australijskiej Rady Zdrowia i Badań Medycznych (NHMRC) po przeprowadzeniu analizy wyników 225 wcześniejszych badań nt. działania homeopatii. Naukowcom nie udało się znaleźć żadnych dowodów na to, by stosowanie homeopatii było skuteczniejsze niż przyjmowanie placebo.

 

– Nie ma żadnych dowodów na to, że homeopatia szkodzi, a przecież te środki są na rynku od wielu lat – mówi dr Dobrawa Biadun.

 

– Rzeczywiście, poza drenażem kieszeni homeopatia jeszcze nikomu nie wyrządziła krzywdy – potwierdza Adam Chojnacki. Odmiennego zdania jest z kolei Rosyjska Akademia Nauk. Zdaniem jej ekspertów homeopatia może szkodzić, gdy pacjenci wydają pieniądze na niesprawdzone metody leczenia homeopatycznego, zaniedbując skuteczne terapie.

 

 

źródło:

http://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/1044045,homeopatia-leki-choroby-apteka.html

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Brawo" policja! Postawili kota przed sądem, bo się wałęsał

 

 

Takiego cyrku Temida dawno nie widziała! Przed sądem w Bartoszycach stanął kot Felek (9 l.) reprezentowany przez swego pana Stanisława Barana (62 l.), sołtysa wsi Dzikowo (woj. warmińsko-mazurskie). Felek jest podejrzany o to, że jest groźny dla otoczenia i powinien chodzić w kagańcu i na smyczy! To nie żart! Z pozwem wystąpili policjanci z Górowa Iławeckiego!

 

Sprawa zaczęła się od najazdu mundurowych na dom sołtysa. - To było wczesnym rankiem. Ze snu wyrwało mnie walenie do drzwi - opowiada Stanisław Baran. - Jak zobaczyłem, że to policja, to pomyślałem, że bandyty jakiegoś szukają. A oni dawaj mnie spisywać!

 

Okazało się, że dla policjantów bandytą jest kot sołtysa, bo pęta się po okolicy samopas, a osobliwie "biega luzem po drodze" - jak napisali w piśmie do sądu. Czy jest groźny? A jakże! Dlatego sołtys - co również wynika z pisma - powinien był zachować "zwykłe i nakazane środki ostrożności". W przekładzie na język zrozumiały policjantom chodziło o to, że sołtys winien wyposażyć swego pupila w kaganiec, a dodatkowo wziąć go na smycz. A ponieważ nie wziął - musi uiścić mandat w wysokości 50 zł.

 

Na takie dictum sołtys Baran popukał się w czoło i teraz beknie za to przed sądem. Pierwsza rozprawa odbyła się wczoraj i koniec końców została odroczona, bo sąd nie mógł ustalić stanu faktycznego, czyli stopnia zdegenerowania Felka. Przesłuchiwani policjanci nie potrafili nawet opisać winowajcy, zaś sołtys co rusz zarzucał im, że łżą jak psy. Stanęło więc na tym, że niezbędni są nowi świadkowie. I tak na kolejnej rozprawie mieszkańcy wioski będą musieli opowiedzieć, jak bardzo boją się Felka, a mundurowi dowieść, że Felek to pies na ludzi.

 

Jak widać, sprawa jest na najlepszej drodze, żeby sparaliżować pracę lokalnych organów ścigania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×