Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
encia

Paniczny lęk przed porzuceniem w związku

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie!

Nie byłam do końca pewna, w jakim dziale to napisać, ale stwierdziłam, że skoro nie mam zdiagnozowanego konkretnego zaburzenia, w którym występuje ten lęk, napiszę tutaj. Mam 23 lata, jestem w moim pierwszym związku (bo ze sferą związkową ogólnie miałam problemy, czy też inaczej mówiąc, nikt mnie nie chciał), który trwa póki co 11 miesięcy, aczkolwiek dla mnie jest to udręka. Nie zrozumcie mnie źle, kocham mojego chłopaka, uważam że jest wspaniałą osobą, ale ten lęk psuje mi całą radość. Nie umiem się od niego (chłopaka) oddzielić. Jakikolwiek neutralny sygnał interpretuję jako nadchodzące porzucenie. Jakby to się stało, chyba bym się rozpadła. Świat by się zatrzymał i skończył. I doskonale zdaję sobie sprawę, że rzeczy, które robię pod wpływem tego lęku mogą tak naprawdę 'potwierdzać mój schemat porzucenia', w sensie mogą zniechęcić, i wcale nie poprawia mi to nastroju, choć staram się ich robić jak najmniej i być ich jak najbardziej świadoma. Niedawno rozpoczęłam terapię poznawczo-behawioralną z elementami terapii schematów (którą wszystkim polecam), ale jako że to dopiero początki, efekty są minimalne, bardziej w kwestii, że zaczynam rozumieć swój problem. Nikt z boku nie powiedziałby, że miałam 'złe dzieciństwo'. I takie sytuacje jak moja moim zdaniem są niedoceniane, jeśli chodzi o niszczące dla psychiki efekty. Nigdy nie brakowało mi niczego materialnego, byłam zadbanym dzieckiem, któremu zazwyczaj nie brakowało uwagi np. w kwestiach zdrowia. Ale byłam dosyć wrażliwa i delikatna, a mój ojciec wielokrotnie 'opuszczał mnie mentalnie', jak tylko nawiązałam z nim więź, znikał z mojego dziecięcego życia, by pogrążyć się w świecie pracoholizmu. W dodatku często był wybuchowy i agresywny wobec mnie, nie akceptował tego, jaka byłam (i jestem). Ostatecznie już jako dziecko z podstawówki zrezygnowałam z tworzenia z nim więzi, nie czułam, że mam ojca. Potem jeszcze parę razy dałam mu szansę i te parę razy się zawiodłam. Więc tą relację póki co uznaję za winowajcę mojego stanu. Napisałam, żeby się tym z Wami podzielić i może pogadać z kimś kto ma podobne doświadczenia i/lub jakąś radę czy komentarz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

encia, rozmawiałaś z nim o lęku przed odrzuceniem? Jesteś mocno zazdrosna o niego? Typujesz siebie na "bluszcz"?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

C&S, rozmawiałam. Ale mam wrażenie, że nie do końca wie, co na to odpowiedzieć, w sensie, nie umie się w to wczuć, bo taki lęk jest mu dość obcy. Jestem zazdrosna dość mocno o jego byłą laskę, z którą utrzymuje kontakt (bo uważam, że jak już raz się na kogoś poleciało i w dodatku się z tym kimś było to potencjalne zainteresowanie może się łatwo rozwinąć), o inne laski czasem. Bluszczem na pewnym poziomie być może też jestem, ale pracuję nad tym, by panikę zostawić dla siebie (jako pierwszy krok :P ). Na przykład teraz jest od kilku godzin na koncercie, a ja świruję, ale jakoś staram się walczyć z myślami i chyba po raz pierwszy to przyniosło minimalne efekty. Tak jak wspominałam, to dopiero początek mojego leczenia, ale boję się, że to się nigdy tak naprawdę nie zmieni :cry: Przestaję trochę lubić siebie, bo wyobrażałam sobie siebie jako inny rodzaj dziewczyny; takie uczucia to dla mnie zaskoczenie, bo nie mam takiego problemu z resztą świata, czy raczej z innymi rodzajami relacji - nie mam ogólnie problemów z 'działaniem w społeczeństwie', mam przyjaciół i nie boję się, że oni mnie opuszczą i mój świat się zawali. Ale z tym, żeby ktoś mnie polubił nie miałam problemów, z tym, żebym się komuś spodobała - od kiedy pamiętam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może wyglądasz na osobę niedojrzałą, a tym samym zabawną. Znam takie. Idealne partnerki - kandydatki na żonę i matkę to osoby stateczne, zrównoważone, spokojne, z dużym potencjałem adaptacyjnym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mhrps, nie jestem pewna ('zabawna' trochę zabolało xD), bo parę razy słyszałam o sobie coś przeciwnego, i nie mam problemu z tym, żeby mieć przyjaciela płci męskiej, który się przede mną otwiera i traktuje mnie poważnie (co dla mnie raz czy dwa razy skończyło się friendzonem). Albo z jakiegoś powodu uważa, że mogę mu doskonale doradzić w sprawie wybranki :lol: - liczyłam ich kiedyś, śmiejąc się przez łzy, bo nie miałam pojęcia, dlaczego twierdzili, że ja mogę to wiedzieć, nie mając doświadczenia, i chyba kilkunastu bliższych lub dalszych znajomych pytało mnie o radę, co zrobić w relacji z dziewczyną. :roll: Kogoś, kogo uznawaliby za niedojrzałego chyba by o to nie pytali.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

encia, od 0 do 10 - na ile określisz zaufanie w stosunku do niego? Dał Ci powody, aby mu nie ufać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudno wyczuć w takim razie dlaczego faceci się do Ciebie nie kleją. Niemniej jednak wrażliwość i delikatność idą często w parze z niedojrzałością na zasadzie deficytów adaptacyjnych. Nie piszę tego by Ci dokuczyć, tylko żebyś poznała pewne zależności. Czy ta psychoterapia ma jakikolwiek sens, co takiego miałaby wnieść do Twojej relacji z mężczyznami oprócz rozgrzebywania ran i uświadamiania sobie, że nie wszystko było tak jak być powinno w Twoim dotychczasowym życiu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

C&S, nie wiem, 5? Często boję się, że zaskoczy mnie, że 'on coś sobie pomyślał i w sumie to jednak źle się czuje w tym związku i jest bardziej na nie', bo już raz tak zrobił, na początku naszej przygody, ale potem mnie przepraszał, że tak to wyrzucił bez ostrzeżenia i że będzie mówił na bieżąco, jeśli będzie z czymś miał problem (bo trudność w mówieniu w celu uniknięcia konfliktu to akurat jego problem). No i długo potem rozmawialiśmy i potem było między nami dużo lepiej niż wcześniej, tak ogólnie.

 

mhrps, moja psychoterapia jest na kilka rzeczy, w tym na hipochondrię, no i też po to, żeby poprawić moje funkcjonowanie w związku, bo jednak chciałabym w nim pozostać. A ani ja nie wytrzymam długo takiej huśtawki i stresu, ani dla drugiej strony nie jest to przyjemne i zachęcające. Zrozumienie już przyniosło jakąś tam ulgę, bo do tej pory nawet nie wiedziałam, dlaczego ciągle się boję, czemu się na niego wściekam, czemu czasem byłam oziębła i dlaczego nie miałam motywacji do niczego. A nawet jeśli mój chłopak miałby mnie pożegnać, to i tak chciałabym zrozumieć, dlaczego przed nim było tak jak było i jakoś to zmienić, bo nie chcę być sama do końca życia :lol: Nie wiem, miss świata nie jestem, ale dbam o siebie, rozmówcą jestem ponoć niezłym, ludzie mi ufają i nie mają problemu, by się do mnie tak po przyjacielsku zbliżyć, więc to co najmniej interesujące :D (No chyba że tamci wszyscy wyczuli, że moje zrównoważenie i wiedza na temat związków działają tylko w teorii, i że tylko w teorii warto się do tych przymiotów zbliżyć :D )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli co, nerwica po prostu ;) Słuchaj, na pewno się jakoś ułoży, najważniejsze, że lgną, także wcześniej czy później jakiegoś do ołtarza zaprowadzisz ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

90% objawów nerwicy mam już na szczęście za sobą od kilku lat i już mnie nie złapie 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ogólnie to niby mam tak samo ale nie do końca Wiec ta historia bardzo mnie poruszyła. Trochę jakbym czytała o sobie tylko ze mi właśnie puknęlo 2 lata terapii. Jestem zdania ze jak będziesz ciężko i wytrwale pracować to będziesz odnotowywać coraz więcej takich małych zwycięstw. Za jakiś czas nie ruszy cie to ze chłopak idzie na koncert, będziesz chciała mu zaufać. I wszystko będzie lepiej i

Lepiej.

Ale to nie znaczy ze

Zawsze będzie dobrze. Ja dziś włączyłam lek przed porzuceniem i skończyło się fatalna kłótnia.. tez już mam tego dość, między innymi dlatego trafiłam na to forum.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej Jankeska ;) dzięki za odpowiedź. Twój post trochę dodał mi otuchy, bo boję się, że po prostu tak zostanie i będę udręką dla samej siebie i dla innych. A potem skazana na samotność (wtórny lęk :? ). Z drugiej strony, przez ostatni tydzień lub dwa było trochę lepiej (pewnie dlatego, że mój wspaniały umysł skoncentrował swoja uwagę na NN i hipochondrii), ale teraz właśnie znowu miałam moment, że trzęsłam się ze strachu, dlatego teraz napisałam. Myślę też teraz trochę o strategii, którą można nazwać zaakceptowaniem lęku, coś w stylu, 'no dobra, znowu się tak czujesz, teraz będzie przez jakiś czas ch00owo, no ale będzie, a potem przejdzie'. Zobaczymy, może sprawdzi się przy takich małych wydarzeniach, bo ja się czuję opuszczona nawet wtedy, gdy żegnamy się po spotkaniu :? .

 

A jak u Ciebie dokładnie się to objawia? Najwięcej wściekasz się, kontrolujesz, dusisz w sobie? Ja najbardziej to trzecie połączone z dopytywaniem, czy wszystko w porządku. I jeszcze, w jakim nurcie masz terapię?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz rację, jako dziecko czułaś się porzucona przez ojca, to teraz sama boisz się porzucenia przez osobę, z którą jesteś w związku. Dobrze, że podjęłaś terapię, bo z pomocą terapeuty możesz się pozbyć tego schematu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×