Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Lilith

Kiedy smutek staje się niebezpieczny?

Rekomendowane odpowiedzi

Gość Lilith

Ważne i często zadawane pytanie, na które starała się odpowiedzieć dr Magdalena Nowicka z Uniwersytetu SWPS:

 

Granica między depresją a złym nastrojem

W tej chwili na depresję cierpi ok. 8 milionów Polaków. W latach 2013 oraz 2014 odnotowano ok. 6 tysięcy prób samobójczych rocznie. Depresja stała się popularnym określeniem na przejawy przygnębienia, poczucia niskiej wartości i stanów krytycznych takich jak momenty napięcia, stresu, a także nieradzenia sobie z codziennymi czynnościami. Wielu z nas nie ma świadomości, czym naprawdę jest i z czym wiąże się depresja. Nie zdajemy sobie również sprawy, jakie symptomy o niej świadczą i jak długo się utrzymują.

 

Depresja przyjmuje różne formy i u każdego objawia się w inny sposób. To stan, w którym negatywny nastrój utrzymuje się przez dłuższy czas. Dodatkowo osoba chorująca na depresję może odczuwać częste wahania nastrojów. W przypadku depresji klinicznej negatywne samopoczucie utrzymuje się co najmniej dwa tygodnie. Do typowych symptomów choroby należą: wycofanie się z życiowych aktywności, brak zdolności do przeżywania przyjemności, a także brak motywacji i chęci do działania. Innymi przejawami są dysfunkcje poznawcze, głównie w zakresie uwagi i pamięci. Stan chorego mogą utrudnić także objawy somatyczne - bóle głowy, zaburzenia rytmu snu (bezsenność lub wzmożona senność), bóle brzucha, nudności, problemy z apetytem i wiele innych.

Podstępna choroba

Trudno jednoznacznie stwierdzić, kiedy należy interweniować i rozpocząć terapię. Depresja może minąć nieleczona, z reguły jednak powraca w postaci kolejnych epizodów. Nawet jeśli ustąpi bez podjęcia leczenia farmakologicznego czy pomocy psychologicznej, kolejne epizody zwiększają szansę, że pojawią się następne. Odpowiednim momentem by zareagować, szukać profesjonalnej pomocy i podjąć leczenie może być uświadomienie sobie, że od dłuższego czasu ma się problem z wykonywaniem codziennych czynności - dbaniem o higienę osobistą, wychodzeniem z własnego pokoju, mieszkania i kontaktowaniem się z innymi ludźmi.

 

Powyższy tekst jest tylko zalążkiem tematu, króciutkim wstępem. Jak było u Was? Kiedy zaobserwowaliście, że dzieje się coś niedobrego? Wasze doświadczenia mogą pomóc innym dostrzec, że czas udać się po pomoc i dlatego zachęcam, żeby się nimi podzielić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ludzie szczęśliwi raczej nie maja czego tutaj szukać jest to forum głównie dla tych osób którzy zostali zdiagnozowani, albo dla tych co jeszcze nie mają świadomości z poczucia własnego stanu psychicznego i stąd ich obecność na tymże forum. Napisałem to po to by uświadomić większość że sam fakt zagoszczenia na tym forum nie jest bez przyczynowy i odczytają ten komunikat głównie osoby które zakładają u siebie jakiekolwiek z zaburzeń, a te mają swoje źródła. Według moich przypuszczeń gdy mówimy o smutku incydentalnym, gdzie jego nasilanie jest względnie cienkie co do osoby jego doświadczającej to nijak ta osoba spojrzy w ten wpis, bo nie potrzebuje zapoznawać się z tymi treściami. Natomiast gdy kogoś ogarnia chroniczny smutek, lęk itp, to chwyta się każdej możliwej alternatywy, nie chcąc tracić czas i dopuszczać u siebie możliwości wystąpienia zaburzenia, dopuści się masowego odczytywania stron na tematy o podobnym tle (zaburzeń), trafiając tutaj, a to w większości przypadków wystarczy do podjęcia leczenia. Przypuszczam że mało kto odnalazł tutaj klucz do swoich problemów, a jedynie został odesłany do lekarza, stąd moja propozycja aby każdy dokonał namysłu czy jeśli tutaj siedzi na tym forum szukając odpowiedzi nie traci przypadkiem czasu, bo tylko lekarz będzie dysponował odpowiednimi środkami do przywrócenia wcześniejszego stanu pacjenta. Nie wiem czy to co napisałem jest chociaż w pewnym stopniu prawdą i czy odpowiedziałem zgodnie z zadanym pytaniem, ale jako że wpis zdaje się być martwy, to postanowiłem coś dołożyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Lilith

I tak i nie. Często ludzie logują się na Forum własnie po to, by się dowiedzieć, czy ich smutek, to już depresja...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aligheri, w porównaniu z innymi forami tutaj przecietna samoswiadomość jest statystycznie istotnie wyższa. Mniej jest zakłamania i hipokryzji. Dlatego, z punktu widzenia jednostki bez istotnych problemów wewnętrznych, odnosi się wrażenie, że ludzie tutaj sa bliżsi normalności niż gdziekolwiek indziej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Postrzegam to w następujący sposób że depresja nie jest zwykłym epizodycznym smutkiem, a długotrwałym nasilonym stanem jej aktywności to samo z żalem, lękiem. Wydaje mi się że depresja jest siecią utkaną z naszych negatywnych emocji, tyle bodźców je wywołuje że często nie jesteśmy w stanie je zarejestrować, trwając w rozciągniętym widmie rozpaczy. Jeśli ktoś naprawdę zastanawia się czy to już depresja niech nie robi tego tylko na podstawie smutku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aligheri - ale są i tacy, którzy głównie przez pryzmat smutku będą sprawdzać, czy coś nie tak. Z resztą - nie zawsze historia zaczyna się jak u Hitchcocka. Czasami potrzeba wiele czasu, aby zauważyć, że drobne ziarenka piasku to początek burzy piaskowej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie powraca cyklicznie. Jesli suplementy i ziola nie pomagaja, jesli trwa to jakies 2 tygodnie, to wiem, ze trzeba interweniowac. To wazne dla mnie, by nie przegapic poczatku, pare razy prawie zniszczylam zycie i zaczynac musialam od poczatku. Juz nie mam sily na to znowu.

U mnie takie objawy, ktore daja do myslenia to derealizacja, depersonalizacja przede wszystkim. Mylenie dat, godzin. przekonanie, ze jestem odpadem i lek przed kazdym wyzwaniem. Stan bezsensu, zawieszenia, pustki. Niechec do seriali, niechec do zakupow. Placz dzien w dzien. Placz w miejscach publicznych. Obojetnosc na wiele rzeczy, ubieram sie dziwniej moze niz zwykle, bo mysle, 'gorzej juz nie bedzie, a zreszta kto by tam zwracal uwage na moj wyglad? '. Brak planow na przyszlosc, sa niewazne. Brak sily by cos przedsiewziac. Spotkac sie z kims nowym znowu. To wszystko sa rzeczy ktorych na codzien nie doswiadczam, pewnie niezgodne z moim charakterem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Smutek nie musi być podstawą depresji, zależy jaka to depresja. U mnie smutek występował w pierwszym i drugim epizodzie (w pierwszym był on przerywany stanami niczym nie wywołanej euforii połączonej z zaburzeniami zachowania - zachowaniami niezgodnymi z moim "ja"), w trzecim, obecnym nie powiedziałbym, że jestem smutny, ogólne zniechęcenie bardziej pasuje niż smutek jeśli chodzi o nastrój. Trzeci trwa od kilku lat, jest bardzo stabilny, nie ma wahań nastroju.

Mnie depresje zdiagnozowano "przypadkowo", znaczy byłem u psychologa i psychiatry w sprawie głównie innych rzeczy i zdiagnozowali też epizod depresyjny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mark123, a to ciekawe. Właściwie ostatnio zastanawiałam się właśnie, czy odczuwanie głębokiego smutku, czy w ogóle smutku jako takiego jest nieodłączną częścią epizodu depresyjnego. Bo aktualnie na lekach nie jest mi smutno, może bardziej trochę melancholijnie, ale to zupełnie nie jest już to, co było. Natomiast reszta objawów wciąż się utrzymuje. I tu zaczęło mi się kręcić pytanie, czy może to jest to, jak życie naprawdę wygląda. Może ten cały bezsens i brak motywacji czy siły żeby się zebrać do czegoś jest odczuwany przez wszystkich i naturalny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uważam, że smutek nie musi występować w przypadku epizodu łagodnej depresji.

 

Wątpię, aby bezsens czy brak motywacji były odczuwane przez wszystkim. To raczej dotyczy mniejszości ludzkości. Na świecie dominuje "wyścig szczurów", wysoki poziom ambicji, motywacji i bezsensu ludzie przy tym raczej nie czują, raczej nie zastanawiają się, czy to ma sens czy nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie smutek pojawił się po porodzie i wtedy wiedziała, że to nie obniżenie nastroju tylko coś poważniejszego bo sama siebie w lustrze nie poznawałam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Lilith
Bo aktualnie na lekach nie jest mi smutno
A może nie jesteś w stanie obecnie zidentyfikować smutku, nazwać go? Sama nie wiem. Przez część swojej terapii nie byłam w stanie w ogóle nazwać tego, co czuję. Wydawało mi się, że to jedna wielka zbita nienazwana masa. Sama nie wiem... :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, może masz faktycznie rację. Bardzo często zastanawiam się co czuję, jak to nazwać i z reguły mam z tym problemy.

Terapia pomogła Ci chociaż trochę się z tym uporać? Ja wciąż czekam na swoją.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Lilith

paramparam, na pewno jestem bardziej świadoma tego, co czuję. Od czasu zakończenia terapii ( kilka lat temu ) ogólnie jest lepiej. Ale czy to zasługa terapii, czy czegoś innego? Ciężko powiedzieć. Na pewno w jakimś sensie mi się przydała i nie uważam tego za czas stracony. Była takim trochę punktem zwrotnym. Wiadomo - są zjazdy, lepsze i gorsze dni, miesiące, ale tragedii nie ma. Zatem warto było.

Wracając jeszcze do identyfikacji uczuć, to czasami do tej pory mam chwilami wrażenie, że jestem "pusta" i nie odczuwam niczego. Później dociera do mnie, że jednak coś czuję - w dużej mierze jest to złość. Mam w sobie ogromne pokłady złości, która właśnie przeradza się najpierw w agresję, a później, gdy nie rozładuję agresji - w smutek, który ciągnie na dno. Sam proces nazwania tego zabrał mi lata. Jak zaniedbuję tę swoją złość i próbuję stłamsić - jest po prostu masakra. Tkwi to bardzo głęboko i w sumie - nie umiem dokładnie powiedzieć, jakie jest obecnie tego źródło. Powodów do złości z przeszłości mam całą masę - obecnie nowych tak naprawdę brak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, to w takim razie liczę, że i mi pomoże w nazywaniu emocji. Bardzo często nie umiem ich nazwać. Wiem tylko, że gdy jest ich za dużo zamienia się to w autoagresję. Mam niejasne wrażenie, że często jest to strach zmieszany ze złością, ale złością na siebie. Tylko pytanie brzmi dlaczego tak? Skąd, po co i dlaczego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Uważam, że smutek nie musi występować w przypadku epizodu łagodnej depresji.

 

Wątpię, aby bezsens czy brak motywacji były odczuwane przez wszystkim. To raczej dotyczy mniejszości ludzkości. Na świecie dominuje "wyścig szczurów", wysoki poziom ambicji, motywacji i bezsensu ludzie przy tym raczej nie czują, raczej nie zastanawiają się, czy to ma sens czy nie.

zgadzam się

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Lilith

paramparam, nie łączysz złości z jakimś wydarzeniem? Bywa tak, że nie złościmy się na to, co złośc wywołało tylko kierujemy ją na siebie i do wewnątrz. Z tego między innymi powstaje autoagresja, bo emocje muszą znaleźć jakieś ujście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, wydaje mi się, że nie. Na pewno nie świadomie. Chociaż co racja, to racja- mam sobie wiele do zarzucenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Lilith

paramparam, tak Cię podczytuję i wydaje mi się, że jednak w grę wchodzi całokształt Twoich doświadczeń z ludźmi. Rozczarowanie i niestety - nieumiejętność pogodzenia się z tym, że ludzie są zawodni. Szukasz winy w sobie, złościsz się na siebie i stąd smutek i autoagresja. Uważasz, że ludzie odchodzą przez Ciebie, że nie potrafisz ich zatrzymać i każda nowa znajomość skonczy się takim samym bólem, przez co zamykasz się na innych, boisz się nowych relacji. Samotność i rozczarowanie. Wina i złość na samą siebie za coś, na co nie masz za bardzo wplywu. Błędne koło gotowe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, fakt- moje relacje zawsze idą według jednego z dwóch schematów- albo ludzie uciekają ode mnie, albo ktoś mnie zrani i ja od niego uciekam. Każdej z tych sytuacji się boję, przerasta mnie, kiedy mam rozpocząć nową relację.

Masz też rację, że zawsze szukam winy w sobie- jestem przekonana o tym, że nie umiem ludzi zatrzymać przy sobie, tylko wciąż szukam przyczyny, żeby móc coś z tym zrobić.

 

Tylko jak się wyrwać z tego błędnego koła?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Lilith

paramparam, na pewno wyrwanie się z tego nie będzie proste. Z winą i złością na siebie będzie największa "przeprawa".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, nie napawa to zbytnim optymizmem, ale chyba nic innego mi nie zostało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Lilith

paramparam, zawsze masz wybór. Możesz nie robić nic. Tyle, że wówczas nie masz też szansy na zmianę ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaje mi się, że niekiedy nawet zdrowe osoby mogą doświadczać smutku i beznadziei depresji... Pytanie czy są w stanie z tego wyjść same, i po jakim czasie. Teoretycznie jeśli trwa to dłużej niż dwa tygodnie, mogłabym już się obawiać o siebie. Ale czasem w przypadku trudnych sytuacji życiowych nawet taki stan może trwać parę miesięcy i nie być zagrożeniem dla funkcjonowania człowieka...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, prawda.

 

lambda, nie do końca się z Tobą zgodzę. Jeśli taki stan się przedłuża, to zawsze jest zagrożeniem dla funkcjonowania człowieka. Oczywiście nie piszę tutaj w tym momencie o smutku. Depresja to jednak znacznie więcej niż sam smutek, chociaż samo pojęcie jest nadużywane zdecydowanie zbyt często.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×