Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Wszechobecność pracy

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem, czy zauważyliście, ale wyjście z pracy nie równa się zakończeniu pracy. Możesz być chory, możesz mieć wolne, możesz mieć urlop, mogłaś/ eś dwie godziny wcześniej wyjść z pracy - a i tak możesz się spodziewać doniesień z zakładu pracy bądź wręcz pracy na odległość. Współpracownik / przełożony czegoś nie wie --> kontakt przez: telefon, sms, Facebook...,

Psychicznie cały czas się pracuje. Bywa, że nawet śni się o tym, że jest się w pracy :roll:

Jak jest zbyt długa cisza, to pojawiają się myśli, że coś jest nie tak --> telefon, sms, Facebook...

Coś nie poszło, zły dzień, ktoś Cię wkurzył --> telefon, sms, Facebook do współpracownika...

Ktoś uważa, że tylko Ty możesz rozwiązać / wyjaśnić daną kwestię --> telefon, sms, Facebook..

Nie jest obecnie istotne, czy jesteś na wakacjach na drugim końcu kraju, leniuchujesz w łóżku, jesteś na zakupach, siedzisz na kibelku...słysząc dźwięk telefonu, sms, powiadomienie z Facebooka z automatu się odbiera i odpowiada...

Nie rozstajemy się z telefonami i portalami społecznościowymi, gdzie w kontaktach widnieją osoby z pracy. Kontakt poza godzinami pracy w sprawach służbowych stał się normą.

Czasami się zapomina, że gdy ktoś ma wolne, to wypadałoby to uszanować i pozwolić tej osobie psychicznie odpocząć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Istotnie - wyjście z pracy nie równa się jej zakończeniu, a przyjście rozpoczęciu. Niejednokrotnie w przeszłości zdarzało mi się przesiadywać do późna, bo wkręcałem się w rozwiązywany problem. Jednak od kiedy mieszkam z dziewczyną, staram się wracać do domu i, co najwyżej, kontynuować w domu.

 

Właściwie niekoniecznie muszę do pracy jechać każdego dnia, mogę tyrać zdalnie. Jadę, bo lubię. Kiedyś 3 z 5 dni roboczych pracowałem zdalnie i nie odbijało się to dobrze na psychice. Postępował proces społecznego zdziczenia.

 

"telefon, sms, Facebook..." - FB nie używam wcale. Na służbowy tel. tez niełatwo się dodzwonić. W ciągu kilku lat sytuacje gdy koledzy dzwonili po pomoc można policzyć na palcach jednej ręki. Były to sytuacje, w których tylko ja mogłem pomóc.

 

Osobiście w ogóle nie odczuwam syndromu poniedziałku. Praca mnie nie męczy, ani nie stresuje. Nie ma różnicy między dniem roboczym a wolnym.

 

Tyle, że zasadniczo nie pracuję z ludźmi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, To wszystko przez tą globalna wioskę, kiedyś jak nie było komórek i netu ten problem nie istniał. :mrgreen:

Ja aż tak źle nie mam bo jednak nie mam jakiejś mocno odpowiedzialnej pracy ale i tak czasem telefony po pracy się zdarzają, dziś chyba tylko w takiej typowo fabrycznej pracy ma się komfort nie zdzwonienia po godzinach pracy ale i tam też mogą zadzwonić jak np brakuje ludzi. Moja obecna kierowniczka mówi że dzwonią do niej cały dzień 7 dni w tygodniu a były kierownik mówił że o 2 w nocy potrafią zadzwonić no ale cóż takie uroki pracoholicznego państwa na dorobku na zachodzie Europy podejrzewam że tak nie jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W poprzednim zakładzie pracy byłam P.O. Kierownika Recepcji . Było Nas 4 i w jednym momencie odeszły trzy. Sama z nowymi dziewczynami, które zostały wrzucone od razu w wir pracy w dużym i kategoryzowanym hotelu o określonych standardach. Byłam codziennie przez x godzin, żeby wszystkiego dopilnować. Telefony po wyjściu miałam co 10 minut i nieważne, czy była 22:00, 1:00, czy 5:00 :mrgreen: Praktycznie nie wychodziłam z pracy. Wszystko skupiało się na mnie i to włącznie z fanaberiami Pani Dyrektor. Potrafiła zadzwonić mi z awanturą po pracy, a później okazywało się, że się pomyliła :mrgreen: Przepraszam oczywiście zjadł pies 8) Po trzech miesiącach byłam strzępkiem nerwów i rzuciłam wypowiedzeniem. Nie żałuję tej decyzji mimo, że pod koniec zarabiałam tam spore pieniądze. Nic mi po nich jednak nie było, bo 24 h byłam na obrotach wiecznie pracując - nieważne, czy będąc fizycznie w pracy, czy będąc w domu w łóżku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Po trzech miesiącach byłam strzępkiem nerwów i rzuciłam wypowiedzeniem. Nie żałuję tej decyzji mimo, że pod koniec zarabiałam tam spore pieniądze.
Spore pieniądze suma summarum ale licząc na godzinę rzeczywistej pracy pewnie tak dużo nie wychodziło. Kiedyś zastępowałem kierownika przez 2 tygodnie i miałem dosyć a było to okresie gdzie ruch był względnie mały. Nie cierpię dużej odpowiedzialności, no i tych ciągłych telefonów, wolę mniej zarobić i mieć spokój tym bardziej że mnie właściwie nawet stosunkowo mało odpowiedzialna praca stresuje i powoduje kłopoty ze snem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Telefon z dual SIM, albo można skorzystać z adaptera pozwalającego wykorzystać dwie karty. Trzeba nauczyć się mówić Nie i rozgraniczać czas na pracę i czas na dom, rodzinę, siebie etc. Praca to istotny wymóg, ale trzeba przecież się szanować, nie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Spore pieniądze suma summarum ale licząc na godzinę rzeczywistej pracy pewnie tak dużo nie wychodziło.
No nie. Tam miałam płacone za godziny, nie było określonej podstawy < minimum etat, ale i tak zawsze wychodziły nadgodziny >.
Telefon z dual SIM, albo można skorzystać z adaptera pozwalającego wykorzystać dwie karty.
W przypadku telefonu, to zdaje egzamin. W przypadku Facebooka już nie. Można co prawda "wyrzucić" ze znajomych, ale wówczas pojawią się niepotrzebne tarcia. Można zablokować Facebooka, ale np. mnie jest on potrzebny do szybkiego kontaktu z Ekipą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przez 6 lat pracowałam w miejscu gdzie szefowa nie rozumiała ze pracownik też ma życie prywatne. Z dnia na dzień dałam wypowiedzenie....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przez 6 lat pracowałam w miejscu gdzie szefowa nie rozumiała ze pracownik też ma życie prywatne. Z dnia na dzień dałam wypowiedzenie....
Pracodawcy taniej, wygodniej jest zatrudnić 1 pracownika wykonującego pracę za dwóch tym bardziej że za te 100 nadgodzin wypłaci ci pod stołem. Ja jestem starym kawalerem i uważają że mogę dużo pracować bo nie mam rodziny i obowiązków, ale gdy facet ma rodzinę to też niech dużo pracuje bo ma ją na utrzymaniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, gdyby jeszcze płaciła to bym nic nie mówiła. Dzięki temu nabawilam CHAD.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
carlosbueno, gdyby jeszcze płaciła to bym nic nie mówiła. Dzięki temu nabawilam CHAD.

No to już w ogóle porażka, ja chociaż za to dostaje płacone ale oficjalnie mam etat za najniższą krajową.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...telefon, sms, Facebook...

 

Mam zepsuty telefon i nie mam konta na fb. Nikt z mojej obecnej pracy nie może w jakikolwiek sposób skontaktować się ze mną, kiedy już mnie tam nie ma :D. Przynajmniej w tym sensie czuję się wolna :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przez 6 lat pracowałam w miejscu gdzie szefowa nie rozumiała ze pracownik też ma życie prywatne. Z dnia na dzień dałam wypowiedzenie....
Pracodawcy taniej, wygodniej jest zatrudnić 1 pracownika wykonującego pracę za dwóch tym bardziej że za te 100 nadgodzin wypłaci ci pod stołem. Ja jestem starym kawalerem i uważają że mogę dużo pracować bo nie mam rodziny i obowiązków, ale gdy facet ma rodzinę to też niech dużo pracuje bo ma ją na utrzymaniu.

 

Osoby w naszej sytuacji, gdy szanują swoje życie prywatne zmieniają pracę natomiast dla tych co mają rodzinę na utrzymaniu ten krok jest dość ryzykowny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

natrętek, no tak, masz rację. I dlatego jest taki problem. Idziesz do pracy i dowiadujesz się ze to co robisz jest przeznaczone na dwie osoby ale ze były osoby które same sobie radziły więc Ty też sobie poradzisz.

I tutaj już Twój problem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Osoby w naszej sytuacji, gdy szanują swoje życie prywatne zmieniają pracę natomiast dla tych co mają rodzinę na utrzymaniu ten krok jest dość ryzykowny.
Nie tylko, gdy mają rodzinę. Kiedy mają kredyt na karku, to też nie są skłonne zbytnio ryzykować, więc zaciskają zęby i harują za dwóch, czasami trzech i to na wszystkich możliwych stanowiskach. Boją się też zrobić coś takiego, jak nie odebrać telefonu z pracy w dniu wolnym...
Dużo zależy od cech osobowościowych jednostki, znam takich którzy mają rodzinę na utrzymaniu, kredyt a jak ich szef wkurzy to się zwolnią, a są tacy(łącznie ze mną) którzy spokojnie by mogli zmienić prace na lżejszą a tego nie robią bo boją się zmian.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A kto w ogóle powiedział, że trzeba 11,5 miesiąca zapierd*lać, a wolnego mieć 0,5 miesiąca?

Ja bym chciał 6 miesięcy pracować i 6 nie pracować :smile: Albo 8 pracy / 4 wolnego, tylko, że tak się nie da, jak tak powiesz pracodawcy, to cię wyśmieje, bo przecież pełny etat to marzenie każdego człowieka :lol:

1/2 etatu nie jest wcale rozwiązaniem, przeważnie bywa tak, że chcą by człowiek przychodził każdego dnia na 4 godziny, więc to odpada, jak dodasz do tego zabitą dziurami wiochę na której mieszkam, gdzie miejsc pracy jest tyle co kot napłakał, to wychodzi z tego kaplica.

Za czasów szkolnych było lepiej, 10 nauki 2 wolnego i był to korzystniejszy układ.

 

Dodając do tego omawianą w temacie wszechobecność, stwierdzam, że jestem elementem, który absolutnie nie pasuje do tego systemu.

Można by otworzyć swój biznes i pogłówkować jak tu opłacić zus, pracować 6 miesięcy i sie przy tym nie zaje*ać :smile:

 

Ostatnio spotkałem starego znajomego, pytam "co tam" i on do mnie "praca, praca, praca" - to popularny zwrot, sprawdziłem w internecie, jest też "nie mam czasu", niektóre jednostki chodzą i powtarzają to w kółko, jak wytresowani.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie Ziemia ma za krótką dobę przy 8-godzinnym czasie pracy. Chciałbym po 8 godzinach pracy, chociaż 36 godzin wolnego, można by było trochę... pożyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mark123, polecam dwunastogodzinny tryb pracy i to najlepiej tydzień z rzędu. Dopiero wtedy zatęskniłbyś za ośmioma godzinami pracy. Coś o tym wiem... :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mark123, polecam dwunastogodzinny tryb pracy i to najlepiej tydzień z rzędu. Dopiero wtedy zatęskniłbyś za ośmioma godzinami pracy. Coś o tym wiem... :roll:

Ja w sierpniu miałem 307 h a i są tacy w mojej pracy co do 500 h dochodzą i wszyscy oficjalnie za 2000 brutto oczywiście. :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mark123, polecam dwunastogodzinny tryb pracy i to najlepiej tydzień z rzędu. Dopiero wtedy zatęskniłbyś za ośmioma godzinami pracy. Coś o tym wiem... :roll:

Zabrzmiało jak próba wymuszenia radości z 8-godzinnego trybu pracy.

 

Przede wszystkim jeszcze bardziej zatęsknił za czasami, gdy nie trzeba było pracować oraz bardziej nasiliłby mi się pracowstręt; a przy 16-godzinnym trybie jeszcze bardziej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zabrzmiało jak próba wymuszenia radości z 8-godzinnego trybu pracy.
8 godzin jest dla mnie osobiście optymalne. Nie za dużo, nie za mało. Wszystko, co powyżej, jest męczące. Kiedy pracuje się 8 h, to po pracy można sobie jeszcze coś zaplanować. A tak? Wychodzisz do pracy o 6:30 i wracasz po 21:00. I powiedzmy tak kilka dni pod rząd. Nawet jakiekolwiek zakupy ciężko zrobić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To dla Ciebie

Dla mnie 8h to już za dużo, z kilku różnych powodów. A przy 12h to bym wykończył swój organizm, przy 16h tym bardziej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim przypadku było po 16h, 17h i 18h też się zdarzało, wykończyłem nie organizm, ale psychikę.

 

Na 6:00 trzeba było być w robocie, odśnieżanie, sprawdzanie czy wszystko ok., pierwsi klienci wyciągu pojawiali się o 8:00, wyciąg czynny przeważnie w godzinach 8:00 - 20:00 wszyscy narciarze dobrze się bawili, człowiek zmarznięty i wku*&^ny, że musi tak długo stać na mrozie (oczywiście były zmiany i ciepły posiłek, to nie Syberia tylko ośrodek narciarki, a więc cywilizowane warunki)

 

Czasami po czternastu godzinach, o 20:00 przyjechała grupa uradowanych narciarzy, wykupili sobie cały wyciąg i od 20.00 do 22.00 szaleją na stoku tylko oni. Ubaw po pachy :/ Po 16 godzinach pracy, bierze człowieka kur*ica, no ale trzeba jeszcze ogarnąć pewne sprawy i przygotować stok na następny dzień, godzinka zleci. 23:00 zamykamy wyciąg. Czas do domu, może uda się dotrzeć przed północą?

 

I w taki oto prosty sposób, słabsza psychicznie jednostka, w tym wypadku ja, dostaje pierdolca i nie wytrzymuje tempa :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W moim przypadku było po 16h, 17h i 18h też się zdarzało, wykończyłem nie organizm, ale psychikę.
To ja byłam lepsza. Raz pracowałam 36 godzin z rzędu ( z jednej pracy do drugiej ), miałam niecałe 12 h przerwy i znowu 24 h. I tak mniej więcej 3 miesiące. Organizm i psychika do kilkumiesięcznej rehabilitacji...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×