Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Zjednoczone Stany Lękowe

Rekomendowane odpowiedzi

gosia17, na Twoje główne i bardzo "na miejscu" pytanie odpowiedziałem w moim wątku o metodzie 3-ech Kroków. Zalezy mi, żeby dyskusje trzymać tamże, dla większego pożytku uczestników Forum i łatwiejszego korzystania ze wspólnych doświadczeń w przyszłości.

 

Tu natomiast chciałbym na co innego zwrócić Twoja uwagę, co zauważyłem w Twoich postach. Jesteś osoba młodą i w sumie Twoja postawa jest zrozumiała, więc nie myśl, że Cię krytykuję. Byłem kiedys w Twoim wieku i wiem, jak się wtedy patrzy na swiat, gdy większośc problemów rozwiązują nam jeszcze nadal rodzice. Ale z czasem przychodzi czas, kiedy musisz wziąć za siebie pełną odpowiedzialność, a z czasem i za dzieci. Nawet w tym wątku wypowiadają sie ludzie w wieku 30-40 lat, zagubieni, nadal pozostający we władaniu samooszukującego ego. Poczytaj, co Cie czeka. Ja do niedawna też żyłem w tym samooszukiwaniu sie, więc wiem, że oni piszą szczerą prawdę, od której nie można uciec, jeśli się nie zacznie oswajac nerwicy, czyli działać.

 

Skoro trafiłas na to Forum, to idź za ciosem. Odnajdź w sobie motywację, choć jeszcze na razie nie poczułas, co to jest nerwica w dorosłym zyciu, gdy musisz codziennie zmagać się z wyolbrzymionymi przeciwnościami losu.

 

NIe pozwól, by nerwica anektowała kolejne obszary Twego zycia. Trudniej się do tego zmobilizowac w Twoim wieku (życie niewystarczająco mocno gryzie w tyłek), ale masz większe szanse i zasób sił.

 

Zrób to dla siebie, mimo, że początkowo nie bedzie miło opuścić (pozornie) wygodne gniazdko komfortu wewnętrznego i ego bez końca będzie się starało zawrócic Cię z tej drogi.

 

Myślę, że wiek nie zawsze jest wyznacznikiem i miarą tego, co człowiek przeżył. Rodzice nie rozwiązują i nigdy nie rozwiązywali moich problemów. Tym bardziej, że jedno z nich od 7 lat nie żyje. Nie wiem czy nie poczułam czym jest nerwica, może jednak coś tam poczułam. Wzięłam za siebie odpowiedzialność za wcześnie a w pewnym momencie stałam się bohaterem rodziny (jedna z ról, jaką przyjmuje DDA). Mimo mojego stosunkowo młodego wieku uwierz, że życie gryzie mnie w tyłek jak cholera.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

gosia17, nie było moim celem umniejszanie Twojej życiowej odwagi. Z tego, co napisałaś, zrozumiałem, że masz cięzką sytuacje zyciową i na dodatek nerwicę. Nie polepszysz sytuacji rodzinnej, nie biorąc się uprzednio za bary z nerwicą i nie dokonując postępu. Od czterech miesięcy chodzisz na terapię, ale terapeutka zna Cie od pięciu lat. To w mojej ocenie czas wystarczający, byś była bardziej zaawansowana w terapii, niż to można wyczytać z pytań, które stawiasz. Powinnas znac juz na nie odpowiedzi. Mówie to jak osoba Ci życzliwa, nie krytyk. Terapie w Polsce odbywają się w tempie nadawanym przez klienta. To tak, jakby trener skoczka narciarskiego pytał go przed każdym skokiem , z jak długiego rozbiegu czuje się na siłach skakać. Trener Stocha tak nie robi. I dlatego są wyniki.

 

I tylko to miałem na myśli. Sam jestem zaburzony i doskonale wiem, że jesteś bohaterką każdego dnia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, nie mogę pisać w dziale gdzie mógłbym uzyskać odpowiedź od psychologa dlatego napisze tutaj. Mianowicie okresowo tylko w nocy łapią mnie taki dziwne ataki chyba paniki. Objawia się to nagle jakbym dostał obuchem w głowe, nie mogę wtedy określić odległości przedmiotów, nie wiem czy coś jest daleko czy blisko mam uczucie jakby moje dłonie były ogromne/spuchnięte, mam poczucie lęku przyspieszony oddech i dziwne uczucie bliskości śmierci. Cięzko to określić ale najdziwniejsze jest to, że doznaje tego tylko w nocy, nigdy nie zdarzyło mi sie to w dzień. Prawdopodobnie są to ataki lekowe ale pewności nie mam. Ktoś wie co to może być?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witam, nie mogę pisać w dziale gdzie mógłbym uzyskać odpowiedź od psychologa dlatego napisze tutaj. Mianowicie okresowo tylko w nocy łapią mnie taki dziwne ataki chyba paniki. Objawia się to nagle jakbym dostał obuchem w głowe, nie mogę wtedy określić odległości przedmiotów, nie wiem czy coś jest daleko czy blisko mam uczucie jakby moje dłonie były ogromne/spuchnięte, mam poczucie lęku przyspieszony oddech i dziwne uczucie bliskości śmierci. Cięzko to określić ale najdziwniejsze jest to, że doznaje tego tylko w nocy, nigdy nie zdarzyło mi sie to w dzień. Prawdopodobnie są to ataki lekowe ale pewności nie mam. Ktoś wie co to może być?

 

Jeśli chodzi o zaburzenia postrzegania wielkości to jest coś takiego: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Alicji_w_Krainie_Czar%C3%B3w

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witam, nie mogę pisać w dziale gdzie mógłbym uzyskać odpowiedź od psychologa dlatego napisze tutaj. Mianowicie okresowo tylko w nocy łapią mnie taki dziwne ataki chyba paniki. Objawia się to nagle jakbym dostał obuchem w głowe, nie mogę wtedy określić odległości przedmiotów, nie wiem czy coś jest daleko czy blisko mam uczucie jakby moje dłonie były ogromne/spuchnięte, mam poczucie lęku przyspieszony oddech i dziwne uczucie bliskości śmierci. Cięzko to określić ale najdziwniejsze jest to, że doznaje tego tylko w nocy, nigdy nie zdarzyło mi sie to w dzień. Prawdopodobnie są to ataki lekowe ale pewności nie mam. Ktoś wie co to może być?

 

Jeśli chodzi o zaburzenia postrzegania wielkości to jest coś takiego: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Alicji_w_Krainie_Czar%C3%B3w

 

Troche nie zgadzają się objawy na wiki napisane jest, że przeważnie występuje to w parze z przewlekłą migreną. Ja nie miewam migren. "Jeden z pacjentów Lippmana miał sensację zwiększania lewego ucha o 6 cali, inny pacjent uważał, że jest bardzo wysoki: tak, że idąc po ulicy był w stanie patrzeć na głowy innych przechodniów" ja mam tylko wrażenie, że moje ręce są ogromne jakby spuchnięte ale jak na nie patrze to są normalne. Przypomniało mi się jeszcze, że w tym stanie wszystko wydaje mi sie chaotyczne, przerażające ten chaos tworzy aure jakby coś miało się zaraz stać. Kiedyś jeszcze jak byłem dzieckiem pamietam, że budziłem się w tym stanie będąc jakby jedną nogą w śnie wszystko było chaotyczne, bałem się nie wiedziałem czego. Coś jakby nagle spadające przedmioty/ szybko dziejące sie czynności. Dość cięzko jest to wytłumaczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Banan11, przebadałeś się w kierunku schorzeń fizycznych? Jeśli chodzi o przeprowadzenie diagnostyki, to wikipedię bym odstawiła i wybrała się do specjalisty w realu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadza się - nie wiem, w którym temacie to napisać.

Otóż ma fobie przed jazdą samochodem mostami (wysokimi), jako kierowca. Nie przed mostami w ogóle (mogę tam stać), nie przed jazdą w ogóle - ale przez jazdą po mostach właśnie.

Mam wrażenie narastania ciśnienia (wiem, że to złudne), ręce mi się pocą i mam poczucie jakbym miał spaść.

 

Terapia kognitywno-behawioralna jest bez sensu - nikt mi nie jest w stanie przetłumaczyć (tzn. ja to wiem, co mi chcą powiedzieć, ale co z tego). Wystawianie się na działanie czynnika - niewykonalne. Mogę być niebezpieczny dla siebie i innych, a choćby dla tego, że spoconymi rękoma nie kontroluję właściwie samochodu.

 

Jakieś pomysły?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zgadza się - nie wiem, w którym temacie to napisać.

Otóż ma fobie przed jazdą samochodem mostami (wysokimi), jako kierowca. Nie przed mostami w ogóle (mogę tam stać), nie przed jazdą w ogóle - ale przez jazdą po mostach właśnie.

Mam wrażenie narastania ciśnienia (wiem, że to złudne), ręce mi się pocą i mam poczucie jakbym miał spaść.

 

Terapia kognitywno-behawioralna jest bez sensu - nikt mi nie jest w stanie przetłumaczyć (tzn. ja to wiem, co mi chcą powiedzieć, ale co z tego). Wystawianie się na działanie czynnika - niewykonalne. Mogę być niebezpieczny dla siebie i innych, a choćby dla tego, że spoconymi rękoma nie kontroluję właściwie samochodu.

 

Jakieś pomysły?

 

 

Szukać, szukać i jeszcze raz szukać pomocy u psychologów i psychiatrów. Poczytaj o dobrych specjalistach w Twojej okolicy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Otóż ma fobie przed jazdą samochodem mostami (wysokimi), jako kierowca. Nie przed mostami w ogóle (mogę tam stać), nie przed jazdą w ogóle - ale przez jazdą po mostach właśnie.
Napisz cos więcej o samej sytuacji. Czy masz w okolicy kilka mostów i lęk dopada Cię na każdym z nich? Czy te mosty maja taka sama konstrukcję? Czy sa to mosty podwieszane? Czy mają kształt łuku, najpierw pod góre, potem w dół (wysklepiony wiadukt)?

Spróbuj doprecyzować, czy lęk dotyczy dokładnie mostu, czy też potrafisz wskazac podobna sytuacje, która też napawałaby Cie lękiem. Np. czy leciałes samolotem? Czytałem o przypadku fobii przebywania na pewnej wysokości bez możliwości kontaktu wzrokowego z "podporami". Występowała na mostach i w samolotach podczas wznoszenia i opadania (podczas lotu na stałej wysokosci już nie).

W jakich porach doby wystepuje fobia, w nocy tez? W jakim ruchu, jak gęstym, czy w korku, w pustce na drodze?

 

jako kierowca
Czy napewno miałes okazję znależc się a w analogicznej sytuacji jako nie-kierowca? Opisz różnicę
Terapia kognitywno-behawioralna jest bez sensu. (...)Wystawianie się na działanie czynnika - niewykonalne.
Terpia poznawczo-behariow ma wiele metod negocjowania lęków, nie tylko "odczulanie", jakie masz na mysli. Ale moim zadaniem potrzeba sięgnąc "głebiej", bo lęki zazwyczaj biora się z wczesnego dzieciństwa. Tam juz CBT nie sięga.

 

Jeśli problem Cie mocno uwiera, odezwij się do mnie na PW.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pjck, co się pojawia wtedy w Twojej głowie? O czym myślisz? Czy jest jakieś wydarzenie, które możesz z tym powiązać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jestem na forum już od około roku. Jeszcze m-c temu cieszyłem sie remisją. Niestety od ok 3 tygodni mam kompletny nerwicowy zjazd. Bez jakiegoś wyraźnego powodu. W pracy i w domu wszystko ok. Siedzę teraz w pracy i mam potworny lęk. Nawet sam nie wiem przed czym. Nie moge sie skupic i jest mi duszno. Nawet najprostszych rzeczy nie mogę teraz zrobić, typu zadzwonić i pogadać z klientem etc. Mam kompletną pustkę w głowie. Zapominam podstawowe slowa i zaczynam się jąkać. Najchętniej pojechałbym do domu. Wziąłem jutro i pojutrze urlop. Liczę jeszcze, że samo przejdzie. Z leków (Sertagen 50 mg przez 8 m-cy) zszedłem w końcu grudnia i czułem się ok. Niech chce ich zaczynac po raz kolejny (choć wcześniej bardzo pomagały - juz po ok. tygodniu)

 

Tak po ludzku cała ta choroba już mnie tylko wk...... bo widze ile przez nią tracę i straciłem. Jak tylko zaczynam jakoś powracać do normalności - dostaje w łeb. A najgorsze jest to dziwne zaburzenie mowy w tym stanie. Jakbbym nie miał dostepu do "twardego dysku" ze słownictwem w mojej głowie.

 

Mam takie tylko pytanie: Czy ktos już z Was taki powrót "nerwicy znikąd" przeżył ? Jak długo byliście bez leków ? Jak długo na lekach ? Jak często ?

 

... ech k.... ma ochotę wstać i stąd wyjść :hide:

 

 

Mam dokładnie to samo. Najgorzej jest z tym zaburzeniem mowy w sytuacjach kiedy powinnam sie wykazac z jak najlepszej strony..

dodatkowo ciagle mam napady płaczu, stalam sie jeszcze bardziej wrazliwa na wszystko, ranią mnie słowa i zacvhowania ludzi ktorzy nawet nie mieli na celu mnie zkrzywdzic.

 

Przez to nie potrafię stworzyc zdrowej relacji, poniewaz wybucham gniewem i niszcze wszystko dookoła.. rzucam przedmiotami,krzycze,placzee klnę..

 

Bardzo szybko się denerwuję i nie mam cierpliwosci do niczego.. Wku*wia mnie dosłownie wszystko.

 

Nigdy nie potrafie sie na nic zdecydowac, chcialabym miec wszystkoa jednoczesnie nie chce nic.

Naprawdę mi ciężko poniewaz poznalam fajnego chlopaka, wie o chorobie, o mojej przeszlosci i akceptuje to wszystko,wspiera mnie.. Ale boję się, że kiedys go skrzywdze przez to ze nie rdze sobie z tym gów*em... dba o mnie, jest wyrozmialy,stara sie mnie nie denerwowac i robi wszystko bym czula sie bezpiecznie.

 

Boję się tej choroby, zdiagnozowano ją u mnie niedawno.. wczesniej nawet nie wiedzialam o co chodzi i myslalam ze po prostu jestem nerwus .Natomiast odkąd wiem ze to jest to jest jeszcze gorzej..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Ale boję się, że kiedys go skrzywdze przez to ze nie rdze sobie z tym gów*em

 

Widać po Twojej wypowiedzi, że masz w związku ze swoja sytuacja duzo złości na siebie, a to w niczym Ci nie pomoże. Może dobrym pomysłem byłoby tą złość przekierować na coś, np. pobić w poduszki ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teksas, i jak tam u Ciebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teksas, i jak tam u Ciebie?

 

Jak to w nerwicy, raz lepiej raz gorzej. Dużo częściej gorzej, rzadko lepiej. W trakcie terapii, bez leków obecnie (Afobam doraźnie). Obecnie wkrętka na boreliozę i węzły chłonne. Zaplanowany szereg badań kontrolnych w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Wkurwia brak radości życia i skupianie się na objawach. A co u Ciebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Boję się, że niewłaściwie spędzam czas.

Że mogę spędzać go w tej chwili lepiej.

Bardzo często tak mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nvm, co jest strasznego w marnowaniu czasu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja uważam, że wiele rzeczy jest okropnych w marnowaniu czasu, bo każda minuta, która uciekła nam przez palce już nie wróci. Dlatego ja staram się szanować swój czas i wykorzystywać możliwie jak najlepiej. Oczywiście z równoczesnym odpowiednim przeznaczaniem czasu na też wyluzowanie się, odpoczynek itd.

Chodzi o to, że ludzie nagminnie marnują czas, nie szanują go. Szczególnie mam wrażenie, że to domena współczesnego pokolenia i młodzieży (typu korzystanie z pożeraczy czasu tj. telefony, laptopy itd.)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teksas, a u mnie aktualnie ok. Było kilka gorszych momentów, ale tak to niestety w życiu jest. Albo stety, bo konfrontacja z lękami - nawet dość drastyczna - może przynieść pozytywne skutki. Każde doświadczenie ma jakąś wartość i znaczenie - nawet te niechciane i wywołujące lęk.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nvm, co jest strasznego w marnowaniu czasu?
Chciałbym przeżyć swoje zycie jak najlepiej :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam lęki i depresję jak wiem, że nie będę miała czasu na marnowanie czasu...

Nie trzeba zapierdalać całe życie żeby mieć coś wartościowego. Jeśli się idzie utartą ścieżką kariery itd to zapierdol jest nieunikniony ale znam wiele osób które żyją inaczej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 18.05.2018 o 20:27, nvm napisał:
arahja7 napisał:
nvm, co jest strasznego w marnowaniu czasu?

Chciałbym przeżyć swoje zycie jak najlepiej 🙂

A co znaczy najlepiej? ;) Trochę czasu też można zmarnować. Tak dla "zdrowotności" ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, Lilith napisał:

A co znaczy najlepiej? ;) Trochę czasu też można zmarnować. Tak dla "zdrowotności" ;)

Cóż...myślę, że to również się sprowadza do tego tematu:

8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×