Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Zjednoczone Stany Lękowe

Rekomendowane odpowiedzi

Tak bym tylko chciał dotrwać, aż wyłazić przestanie, bo z logicznego punktu widzenia wiecznie tam się gnieździć nie może.

Może nie zabrzmi to zbyt optymistycznie,ale to chyba niemożliwe. Jak raz się pojawi,to przy każdej okazji będzie dawać o sobie znać.Kwestia tego,jak My sobie z takim czymś poradzimy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja mam problemy z lękiem kiedy pracuję z taką jedną osobą komentującą każde moje zachowanie,każdy mój błąd...przez co popełniam ich wiele,bo jak człowiek w panice może dobrze funkcjonować? :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

depresyjny86, a otwarcie powiedziałeś, że nie życzysz sobie komentarzy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Moze zaczne od początku mam 20 lat i zaczęło sie jakies 2 lata temu. Nie wiem czy mam nerwicę nie bylam u psychiatry. Ale opowiem wam co sie dzieje od dłuższego czasu ze mna. W nocy 13 sierpnia pamietam ta date az do dzis od tego wszystkiego sie zaczęło. Serce mi waliło jak oszalałe ,kuło ,bolało nie wiem jeszcze jak to opisac dziwne uczucie do opisania. Wpadlam odrazu w panike. poleciałam do jednego lelarza zrobili mi ekg wszystko wporzadku. wiec sie uspokoiłm i kilka dni pozniej zaczela mnie glowa bolec drżaly mi rece . Rece mnie bolały jak by żyły i tak latalam do lekarza jak glupia az mi po jakims czasie bylo wsyd. Mialam myśli ze jestem chora na cos powaznego ze zaraz umre. Balam sie i do tej pory sie boje. po jakims czasie zajęłam sie szkola przestalam tak o tym myslec i bylo oki az do tego roku zaczęłam chudnac wazylam 50 kg. i schudlam do dnia dzisiejszego 6 kg moze nie wydaje sie duzo ale przy moim wzrocie wyglodam jak anorektyczka. i znowu sie zaczelo poszlam do lekarza dalam mi skierowanie na badanie krwi i do gastrologa. Codziennie rano mam biegunki bol brzucha. Ciagle mam myśli ze co powaznego ze jestem chora. Jutro mam wyniki badan i sie panicznie boje co usłyszę. Moj narzeczony nie rozumie tego ciagle mi mowi ze jestem zdrowa ze wmawiajm sobie on tego nie rozumie co sie w mojej glowie dzieje mam ochote płakać bo nikt nie chce mnie wysłuchać wiec pisze tutaj.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałam diagnozowane: reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne, dokucza mi tez lęk uogólniony. Mam tak, że mały bodziec powoduje przesadną reakcję organizmu, paraliż, brak siły, niemożność usiedzenia w miejscu itp. Czy myślicie, że psychoterapia mogłaby coś w tej kwestii zdziałać czy po prostu mam zepsuty układ nerwowy i nic nie da się z tym zrobić?

Wydaje mi się, że przez to nic w życiu już nie osiągnę, bo stres i organizm mi na to nie pozwolą. Niestety to nasila moją depresję a depresją nasila te stany lękowe

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam taki po prostu ogólny lęk/niepokój. Lęk który jest bardziej prawdziwy niż ja sam...

Ocean lęku/niepokoju...ocean ciągłej niepewności jest mym podłożem. Z niego się wyłaniam.

 

Nic nie wiem. Nie wiem jak postępować. Nie wiem co wybierać. Jestem jak dziecko we mgle.

Pozwalam strumieniowi życia płynąć. Stąd ten post. Mógłbym to zahamować, wzmacniając w ten sposób neurotyczną samokontrolę. Ale zbyt wiele lat spędziłem w tym ciasnym więzieniu, więc pozwalam temu płynąć. Idę w nieznane, ryzykuję. Nie rozumiem tego co robię. Moje działania wyprzedzają mnie. Moja lewa ręka nie wie, co czyni prawa. Mogę to powstrzymać, ale wybieram by tego nie robić.

 

Wybory mam dwa: nieznane lub więzienie swojego umysłu.

Niczym Neo w Matrixie.

 

Boję się, że moja osobowość się rozpadnie.

Boję się, że ona się rozpada.

I nie wiem co dalej.

Boję się, że wpakuję się w coś bolesnego.

Boję się, że stracę kontrolę.

Boję się nieznanego.

Boję się otchłani czarnej dziury.

 

I boję się, że wrócę...

...że wrócę do kurczowego trzymania się kontroli.

Czego objawem tiki nerwowe były już we wczesnym dzieciństwie.

I nerwicowe sprawdzanie. I analizowanie. I różne kompulsywne zachowania. I rytuały.

Później to wysubtelniało. Coraz mniej widać to na zewnątrz. Coraz trudniej mi postawić diagnozę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja mam taki po prostu ogólny lęk/niepokój. Lęk który jest bardziej prawdziwy niż ja sam...

Ocean lęku/niepokoju...ocean ciągłej niepewności jest mym podłożem. Z niego się wyłaniam.

 

Nic nie wiem. Nie wiem jak postępować. Nie wiem co wybierać. Jestem jak dziecko we mgle.

 

nvm, osiągnąłes już wbrew pozorom głeboką samowiedzę. Prawdopodobnie wkrótce sam znajdziesz wyjaśnienie swoich lęków. Kluczowe jest porównanie siebie do dziecka. Jesli chcesz przyspieszyc proces samopoznania i zmiany, być może pomogą Ci moje posty (dołączyłem niedawno).

 

Wybory mam dwa: nieznane lub więzienie swojego umysłu.

No właśnie, to strach przed Nieznanym paraliżuje tak mocno, że wybierasz więzienie. Można to zmienić.

 

Boję się, że moja osobowość się rozpadnie.

Boję się, że ona się rozpada.

I nie wiem co dalej.

Boję się, że wpakuję się w coś bolesnego.

Boję się, że stracę kontrolę.

Boję się nieznanego.

Boję się otchłani czarnej dziury.

Poczucie lęku jest czymś normalnym w Twojej sytuacji. Zwróc uwagę, jak Twój opis pasowałby do opisu lęku dziecka. Drugi raz zwracam na to Twoja uwagę. Pójdź tym tropem. Określenia ""nieznane", " otchłań", "czarna dziura" kojarzą mi się z odbieraniem nieznanego świata przez przestraszone dziecko. Jestes blisko rozwiązania. Wsłuchaj się w siebie.

I boję się, że wrócę...

...że wrócę do kurczowego trzymania się kontroli.

Poczucie kontroli to samooszukiwanie sie przez Twoje ego, które dzieki temu stwarza sobie ułudę panowania nad sytuacją i dlatego własnie tak kurczowo sie tego trzyma, że od napięcia aż dostajesz tików.

 

I nerwicowe sprawdzanie. I analizowanie. I różne kompulsywne zachowania. I rytuały.

Wszystkie te zachowania służą odwróceniu Twojej świadomej uwagi od tego, że Twoje ego dokonuje na Tobie zmasowanej akcji propagandowej, mającej Cie przekonać, że wszystko jest w porządku, czyli chodzi o to samo, co powyżej (ukrycie samooszukiwania).

Później to wysubtelniało. Coraz mniej widać to na zewnątrz. Coraz trudniej mi postawić diagnozę.

Twój nieskończenie doskonały mózg, dzięki neuroplastyczności, dopasowuje się do stanu współzalezności między Twoją nerwica a zwrotną reakcją z otoczenia. Stara sie znaleźć porządek w tym bałaganie. Racjonalizuje Twoje lęki. Ale to nie jest wystarczające, bys w pełni rozwinął swój potencjał. Masz rację, że pozorna poprawa utrudnia właściwą diagnozę.

 

W moich postach znajdziesz nie tylko diagnoze, ale i METODĘ.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Boję się nieznanego. A jak się przyjrzę, jak konkretnie wygląda to "nieznane", to...

 

:arrow: Rodzice przychodzą do domu i na mnie krzyczą - to bardziej wspomnienie z przeszłości, wątpię by miało się to wydarzyć...no chyba, że będę dłużej trwał w takim "bezproduktywnym" (mam nadzieję, że tylko pozornie) stanie, w jakim jestem teraz...

:arrow: Hmm...własnie. Tak naprawdę obawiam się swojej bezproduktywności. Że nie dotrę na czas do określonego celu. Że nie zdążę. Że wszystko się rozpadnie. A ja zostanę sam, na lodzie, pogrążony w mroku i samotności...

:arrow: I tutaj przypomina mi się, jak byłem małym (chyba kilku-letnim dzieckiem) i tęskniłem za mamą...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Miałam diagnozowane: reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne, dokucza mi tez lęk uogólniony. Mam tak, że mały bodziec powoduje przesadną reakcję organizmu, paraliż, brak siły, niemożność usiedzenia w miejscu itp. Czy myślicie, że psychoterapia mogłaby coś w tej kwestii zdziałać czy po prostu mam zepsuty układ nerwowy i nic nie da się z tym zrobić?

Wydaje mi się, że przez to nic w życiu już nie osiągnę, bo stres i organizm mi na to nie pozwolą. Niestety to nasila moją depresję a depresją nasila te stany lękowe

 

chyba w każdym opracowaniu na temat lęku uogólnionego piszą, że podstawową formą jego leczenia jest psychoterapia. Więc coś w tym musi być. Ja chodzę na psychoterapię już prawie rok. Czy to pomaga na lęk? Nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć, nie wiem jakbym się czuł dziś gdybym nie chodził. Na pewno to co się ze mną dzieje się zmienia, jak się lepiej czuję mam wrażenie że na lepsze, a czasami niestety wręcz przeciwnie. Pani psycholog twierdzi, że zrobiłem duże postępy i że będzie lepiej, tylko potrzeba jeszcze czasu. Na pewno dzięki psychoterapii dużo zrozumiałem z tego co się mną dzieje. Z tego kim dziś jestem, jakie znaczenie mają moje przeżycia z przeszłości, wychowanie itd. Pozwala to trochę bardziej racjonalnie i mniej panicznie reagować na ataki lęku i ich objawy. Mniej mnie stresują i chyba dzięki temu są łagodniejsze. Psychoterapia na pewno Ci nie zaszkodzi, więc jak tylko masz możliwość to myślę, że warto spróbować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że psychoterapia nie zaszkodzi. Ale trudno się na nią zdecydować, bo jednak przez cały czas są objawy depresyjne. Stwierdziłam, że rozwiązaniem mojego stanu są ludzie i dobre, wspierające relacje z nimi. Z drugiej strony nie mam siły i mój stan nie pozwala nawiązać żadnych relacji. Więc liczę, że leki mnie trochę z tego wyciągną, że znowu będzie mi się cokolwiek chciało ze sobą robić, że będę zdolna odczuwać przyjemność z czegokolwiek. Teraz tylko sen daje ulgę, reszta to cierpienie. Wiem, smutne ale prawdziwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Myślę, że psychoterapia nie zaszkodzi. Ale trudno się na nią zdecydować, bo jednak przez cały czas są objawy depresyjne. Stwierdziłam, że rozwiązaniem mojego stanu są ludzie i dobre, wspierające relacje z nimi. Z drugiej strony nie mam siły i mój stan nie pozwala nawiązać żadnych relacji. Więc liczę, że leki mnie trochę z tego wyciągną, że znowu będzie mi się cokolwiek chciało ze sobą robić, że będę zdolna odczuwać przyjemność z czegokolwiek. Teraz tylko sen daje ulgę, reszta to cierpienie. Wiem, smutne ale prawdziwe.

 

dajesz radę z tego co widzę sporo pisać na tym forum, czyli jednak coś Ci się chce poza snem. I to też jest jakaś forma nawiązywania relacji ;) Więc może jednak znajdziesz jeszcze trochę siły na psychoterapię... Nie poddawaj się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko najpierw zanim zacznę wydawać na nią pieniądze muszę uwierzyć, że to coś da. Już tyle razy próbowałam, ale ciągle z kimś innym, grupowa, oddziałowa, raz w miesiącu...dopiero latem udało mi się chodzić regularnie przez 4 miesiące i czułam się dobrze, moja terapeutka zna mnie już chyba 5 lat i nadziwić się nie mogła, że jest we mnie optymizm i że tak pracuję nad sobą...tylko co z tego skoro jesień, samotność, problemy różnego rodzaju i brak jakiegokolwiek oparcia spowodowały silną depresję z myślami samobójczymi dzień w dzień przez jakieś dwa miesiące

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tylko najpierw zanim zacznę wydawać na nią pieniądze muszę uwierzyć, że to coś da. Już tyle razy próbowałam, ale ciągle z kimś innym, grupowa, oddziałowa, raz w miesiącu...dopiero latem udało mi się chodzić regularnie przez 4 miesiące i czułam się dobrze, moja terapeutka zna mnie już chyba 5 lat i nadziwić się nie mogła, że jest we mnie optymizm i że tak pracuję nad sobą...tylko co z tego skoro jesień, samotność, problemy różnego rodzaju i brak jakiegokolwiek oparcia spowodowały silną depresję z myślami samobójczymi dzień w dzień przez jakieś dwa miesiące

 

skoro czułaś się dobrze jak chodziłaś, to znaczy że to coś dawało. Skoro wtedy dawało, to teraz też by na pewno dało. A niedługo wiosna, może będzie lepiej, mniej problemów i dasz radę się zmotywować...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że wtedy zadziałało, bo było to działanie kompleksowe. Nowe leki, terapia, facet, odezwanie się do znajomych, siłownia, spacery, muzyka, meetingi dda, warsztaty na tematy psychlogczne, poczułam, że mam wpływ na swoje życie. Rzeczywistość okazała się jednak inna w pewnym momencie było dużo lęku i napięcia z powodu niepewnej sytuacji mieszkaniowej, przy tej okazji uświadomiłam sobie, że zawsze byłam sama ze sobą i musiałam być silna, ale to się już skończyło i organizm już tak nie potrafi. Potem doszły problemy finansowe, lęk przed powrotem na uczelnie, prace, które okazały się niesatysfakcjonujące, problemy zdrowotne, dwie relacje okazały się być nietrafione i depresja wróciła w pełnej okazałości.

Leki odstawiłam, bo stwierdziłam, że chcę być zdrowa a poza tym nie mogę przecież nie mieć popędu seksualnego, bo nie będę kobietą. Terapię przerwałam ze względu na kasę. Dwie najbliższe mi wtedy osoby przestały istnieć w moim życiu, zresztą relacje te okazały się być chore. Straciłam wiarę w Boga i nie mogę wierzyć, chociaż bardzo bym chciała. Zrozumiałam, że Go po prostu nie ma, żadne cierpienie nie ma sensu i to, że cierpię to nie moja wina i nic z tego nie wynika, że ludzie wymyślili Boga, bo tak jest łatwiej. Teraz sama muszę ustalić reguły wg których chcę żyć i nie wiem do końca jak to zrobić, bo jednak tyle rzeczy jest nam wtłaczanych do głowy. A tu się okazuje, że muszę myśleć i szukać i zastanawiać się i akceptować to, że to wszystko nie ma większego sensu i że to jak postąpie nie będzie nigdy ocenione przez nikogo z góry, tylko ewentualnie przez inne osoby a co ważniejsze przeze mnie samą, bo to ja muszę ze sobą żyć 24h/dobę. Tak więc lato i jakiekolwiek słońce w moim życiu na razie minęło.

dzięki Marek wiem, że chcesz pomóc ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Straciłam wiarę w Boga i nie mogę wierzyć, chociaż bardzo bym chciała. Zrozumiałam, że Go po prostu nie ma, żadne cierpienie nie ma sensu i to, że cierpię to nie moja wina i nic z tego nie wynika, że ludzie wymyślili Boga, bo tak jest łatwiej.

 

Moim zdaniem to jest złe podejście. Zrozumieć albo niezrozumieć to można jakiś wzór w matematyce albo zasadę działa urządzenia. Wiadomo, że ludzie wymyślili Boga właśnie dlatego, że nie rozumieją swiata i próbują go sobie wytłumaczyć według jakichś własnych wartości. Tak samo nie rozumieją sensu życia, cierpienia. Zresztą czy nadawanie wszystkiemu na siłę sensu jest właściwym podejściem? To co uważasz, że zrozumiałaś to jest po prostu to, jak aktualnie w swoim stanie odbierasz rzeczywistość. Która nie jest ani dobra, ani zła, ani raczej nie podlega wartościowaniu ludzkim sensem. Po prostu jest. I odbierasz ją tak, jak się czujesz. Jak uda Ci się pokonać aktualny stan i znów będzie lepiej, to nawet Twoje załamanie wiary i brak Boga nie będzie taki straszny.

A może spróbuj szukać tego sensu gdzie indziej. Ja też mam ten problem, że nie wierzę w boga, w zasadzie w nic nie wierzę, chyba coś takiego jak wiara (nieważne w boga, czy w ludzi, czy w przyszłość) jest poza moimi zdolnościami. Szukając jakiegoś sensu świata swego czasu przeczytałem sporo książek o ewolucji, przyrodniczych, powstaniu wszechświata itd. I to na serio mi pomaga. Uważam, że to jest właśnie szukanie takiego prawdziwego boga. Gdy dowiaduję się jak świat, życie, w każdej swojej najmniejszej komórce, atomie jest zorganizowany, jak się zmienia, jak nieustannie do czegoś dąży, a ja jestem małą częścią tego, to myślę, że nie ma innej możliwości i to ma musi mieć jakiś sens. Zapewne go nie poznam, myślę że on jest poza możliwościami poznawczymi człowieka, ale jest. I w przeciwieństwie do wymyślonych bogów, jest prawdziwy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po prostu w cierpieniu było łatwiej, gdy wierzyłam, bo miałam coś stałego, niezmiennego. A teraz zmagam się z problemami bez tego i to jest duża trudność, ale mam świadomość, że gdy będę się czuła lepiej mój brak wiary nie będzie aż tak dotkliwy. Przeszkadza też to, że prawie wszyscy dookoła mnie wierzą, ja też wierzyłam a teraz jest inaczej. Nie chcę wszystkim opowiadać, jak teraz postrzegam rzeczywistość, ale trudno jest jak nagle rodzina widzi, że nie chodzę do kościoła, koleżanka będzie brać ślub i nie pójdę do komunii, zawsze namawiałam moje młodsze siostry do wiary a teraz sama nie wierzę. Czuję po prostu, że straciłam duży kawałek mojej tożsamości i muszę to teraz jakoś poukładać, zaakceptować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z tego, co opisałas,gosia17, wynika, że stopniowo (i niestety boleśnie, ale tego nie da sie uniknąc), przestawiasz się na myślenie z "zewnątrz" do "wewnątrz". Zaczyna do Ciebie docierać, że to czy masz czy nie masz partnera, mieszkanie, czy kochają Cie rodzice/Bóg - nie ma większego znaczenia w dłuższym okresie (w krótszym daje chwilowa poprawę).

 

Masz nerwicę (ja też), Żeby ją stłumić, Twoje ego dokonuje cudów w technice manipulacji i samooszukiwania. Najpierw przykładowo podrzuca Ci żarliwą wiare w Boga, po czym - gdy okazuje sie to po dłuższym czasie nie mieć kompletnie wpływu na Twoje samopoczucie - musi Ci tego Boga obrzydzić i ZAMIENIĆ na co innego (inną "wiarę", czyli to co nazywa się ładnie myśleniem obsesyjno-kompulsyjnym) .

 

I możesz tak przeżyć całe zycie (i wiekszośc nerwicowców tak włąsnie robi), albo możesz przerwać ten zaklęty krąg, który ogranicza Twój prawdziwy potencjał. Możesz spróbowac dotrzec do jądra nerwicy i tam dokonać interwencji. Bez tego okresy depresji prawdopodobnie będa nawracac, gdy życie Cie przycisnie.

 

Pisałaś, że terapeutka zna Cie od 5 lat i od 4 miesięcy chodzisz co tydzień na spotkania. To IMHO wystarczający czas, aby doświadczony terapeuta odpowiednio Toba pokierował, byś potrafiła precyzyjnie powiedziec, co Cię "uwiera". Samo stwierdzenie, że jestes DDA, to stanowczo za mało. Żeby terapeuta mógł uczciwie przed soba powiedzieć, czy robisz rzeczywiście tak duże postępy, powinien zawczasu (na poczatku terapii) ustalic z Toba plan terapii. I harmonogram (np. do 6. spotkania wykształcenie takich a takich przekonań odnośnie tego i tamtego, do 12. wiarygodne wskazanie i zaakceptowanie źródeł ograniczających przekoanań, do 15. wspólne wymyśłenie metod skutecznej autoterapii i potem juz tylko bardziej trening w rozwijaniu tych metod). Niestety większośc terapeutów ma podejście biernego słuchacza, który pozostawia po stronie klienta wpływ na tempo terapii. Tak nie powninno być!

 

marekt, do Ciebie też kieruję powyższe słowa, chc mniej opisałes swoją sytuację.

 

Oboje możecie odszukac mój wątek, w którym przedstawiam jak okiełznac nerwicę metoda 3 Kroków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

marekt, do Ciebie też kieruję powyższe słowa, chc mniej opisałes swoją sytuację.

 

Oboje możecie odszukac mój wątek, w którym przedstawiam jak okiełznac nerwicę metoda 3 Kroków.

 

widziałem Twój wątek. Szczerze mówiąc na razie nie zdobyłem się na to, żeby go przeczytać na spokojnie ze zrozumieniem. Ale na pewno to zrobię ;)

 

To co napisałeś o psychoterapii jest imho ważne. Chociaż u mnie właśnie pani psycholog ma podejście bierne. Nie wiem, nie jestem pewny że to jest takie złe. Zapewne faktycznie wszystko wtedy trwa dłużej, natomiast mam wrażenie, że dzięki temu do wielu rzeczy dochodzę sam (psycholog jedynie mnie nakierowuje, umiejętnie podsuwa pewne tematy, czasem rzuci jakieś zdanie podsumowujące albo do przemyśleń) i efekty tego są po prostu bardziej trwałe. Z jednej strony ona faktycznie mało mówi, a z drugiej jak już mówi, to mam wrażenie że trafia w samo sedno, że dlaczego ja na to nie wpadłem, że jednym zdaniem potrafi podsumować moje życie, uczucia, do których ja dochodzę miesiącami, potrafi nagle zmienić moje spojrzenie na różne sprawy o 180 stopni. Poza tym ją lubię, czuję się przy niej swobodnie i jest jedynym specjalistą któremu ufam. Mam też pewne fizyczne problemy zdrowotne, chodzę po różnych specjalistach, lekarzach, oprócz tego psychiatra i nieudana próba leczenia farmakologicznego moich zaburzeń. Każdy ma swoje zdanie, chce mnie leczyć na swój sposób, odfajkować, przepisać leki i następny. Nikomu z nich nie ufam, jedynie mojej psycholog. I mimo że mam świadomość wad jej podejścia, to na razie nie planuję jej zmieniać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czuję po prostu, że straciłam duży kawałek mojej tożsamości i muszę to teraz jakoś poukładać, zaakceptować.

 

to nie jest strata, to jest zmiana. Od Ciebie zależy czy będziesz ją odbierać jako zmianę na lepsze czy na gorsze. Jak masz dołek wydaje Ci się, że dużo straciłaś, jak się poczujesz lepiej, to pomyśl, że teraz jesteś wolna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jimmy40+

Zaczęłam czytać to, co napisałeś i zatrzymałam się na tym, że mam wymyślić sposób,w który mam skomunikować się z moim ego z okresu noworodka. No dobra, ale skąd mam wiedzieć w którym okresie/na którym schodku moje potrzeby nie zostały zaspokojone (a może kilka okresów/etapów życia wchodzi w grę?) i skąd mam wiedzieć czy moja nerwica jest PSTD czy z okresu niemowlęctwa? I dlaczego uważasz, że nikt nie jest winny nerwicy? Przecież zachowanie innych ludzi (podejrzewam rodziców, ew inne osoby, które mnie skrzywdziły swoim zachowaniem) miało wpływ na jej wystąpienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czuję po prostu, że straciłam duży kawałek mojej tożsamości i muszę to teraz jakoś poukładać, zaakceptować.

 

to nie jest strata, to jest zmiana. Od Ciebie zależy czy będziesz ją odbierać jako zmianę na lepsze czy na gorsze. Jak masz dołek wydaje Ci się, że dużo straciłaś, jak się poczujesz lepiej, to pomyśl, że teraz jesteś wolna.

Ja to odbieram, jako stratę, bo nie wiem czym to wszystko, co wiązało się z wiarą teraz zastąpić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czuję po prostu, że straciłam duży kawałek mojej tożsamości i muszę to teraz jakoś poukładać, zaakceptować.

 

to nie jest strata, to jest zmiana. Od Ciebie zależy czy będziesz ją odbierać jako zmianę na lepsze czy na gorsze. Jak masz dołek wydaje Ci się, że dużo straciłaś, jak się poczujesz lepiej, to pomyśl, że teraz jesteś wolna.

Ja to odbieram, jako stratę, bo nie wiem czym to wszystko, co wiązało się z wiarą teraz zastąpić.

 

jak pewnie wiesz, w psychoterapii, w ogóle w życiu z wszelkimi zaburzeniami ogromnie ważne są cele. Stawianie ich sobie, dążenie do nich. Moim zdaniem wiara to jest taki "dyżurny" cel, który ktoś wierzący zawsze ma przy sobie. Nie musi szukać innych, jak inne zawodzą to zawsze ma właśnie ten, ma czego się trzymać. I nie chcę tu urazić nikogo wierzącego, uważam że każdy cel, każdy sposób jest tak samo dobry jeśli jego realizacja pomaga. Zwyczajnie jak straciłaś wiarę to musisz ten cel zastąpić innymi. Jest o tyle trudniej, że trzeba go samemu znaleźć, nazwać, znaleźć siłę do dążenia do niego. Łatwo mi przychodzi pisanie tego, ale wiem jakie to jest trudne, sam mam z tym ogromny problem. Nigdy za bardzo nie wiedziałem czego chcę, dopóki inni albo życie stawiało przede mną cele, to jakoś sobie radziłem. Skończyć szkołę jedną, drugą, znaleźć pracę, przeprowadzić się, zająć się dzieckiem, zbudować dom itd. Dziś już to wszystko za mną, dziecko coraz większe i nagle pustka. Co ma być dalej? Nagle życie przestało stawiać wymagania i cele i zaczęły się moje problemy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A u mnie życie stawia cele, sama mam cele, ale dążenie do nich jest dla mnie katorgą, ale to z wszystkim tak teraz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A u mnie życie stawia cele, sama mam cele, ale dążenie do nich jest dla mnie katorgą, ale to z wszystkim tak teraz.

 

to pomyśl, że masz już dużo więcej niż sporo innych osób. Ale wiem, myślenie w ten sposób niekoniecznie pomaga

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

gosia17, na Twoje główne i bardzo "na miejscu" pytanie odpowiedziałem w moim wątku o metodzie 3-ech Kroków. Zalezy mi, żeby dyskusje trzymać tamże, dla większego pożytku uczestników Forum i łatwiejszego korzystania ze wspólnych doświadczeń w przyszłości.

 

Tu natomiast chciałbym na co innego zwrócić Twoja uwagę, co zauważyłem w Twoich postach. Jesteś osoba młodą i w sumie Twoja postawa jest zrozumiała, więc nie myśl, że Cię krytykuję. Byłem kiedys w Twoim wieku i wiem, jak się wtedy patrzy na swiat, gdy większośc problemów rozwiązują nam jeszcze nadal rodzice. Ale z czasem przychodzi czas, kiedy musisz wziąć za siebie pełną odpowiedzialność, a z czasem i za dzieci. Nawet w tym wątku wypowiadają sie ludzie w wieku 30-40 lat, zagubieni, nadal pozostający we władaniu samooszukującego ego. Poczytaj, co Cie czeka. Ja do niedawna też żyłem w tym samooszukiwaniu sie, więc wiem, że oni piszą szczerą prawdę, od której nie można uciec, jeśli się nie zacznie oswajac nerwicy, czyli działać.

 

Skoro trafiłas na to Forum, to idź za ciosem. Odnajdź w sobie motywację, choć jeszcze na razie nie poczułas, co to jest nerwica w dorosłym zyciu, gdy musisz codziennie zmagać się z wyolbrzymionymi przeciwnościami losu.

 

NIe pozwól, by nerwica anektowała kolejne obszary Twego zycia. Trudniej się do tego zmobilizowac w Twoim wieku (życie niewystarczająco mocno gryzie w tyłek), ale masz większe szanse i zasób sił.

 

Zrób to dla siebie, mimo, że początkowo nie bedzie miło opuścić (pozornie) wygodne gniazdko komfortu wewnętrznego i ego bez końca będzie się starało zawrócic Cię z tej drogi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×